Reporterska opowieść o szpitalu psychiatrycznym w krakowskim Kobierzynie.
Ponad sto lat temu w podkrakowskim Kobierzynie otwarto szpital psychiatryczny zaprojektowany według najmodniejszych wzorców. Był świadkiem dramatycznych wydarzeń XX wieku i ewolucji psychiatrii – od izolacji po coraz bardziej humanitarne podejście do pacjentów. Do dziś jest azylem dla wszystkich, którzy muszą uporać się z samymi sobą.
Reporterka Krystyna Rożnowska po raz pierwszy odwiedziła szpital czterdzieści lat temu. Rozmawiała wtedy z pacjentami stłoczonymi w szarych salach. Zapamiętała zarówno ich wylęknione oczy, jak i ciężką pracę personelu medycznego. Później wielokrotnie wracała do Kobierzyna, aby obserwować, jak to miejsce się zmienia. Poznawała nie tylko historię szpitala, ale przede wszystkim uważnie słuchała ludzi – lekarzy, pielęgniarek i pacjentów. To dzięki tym rozmowom udało jej się napisać fascynujący reportaż, który zabiera czytelnika w sam środek osobliwego świata, jakim jest szpital psychiatryczny.
Mam mieszane uczucia (chociaż głównie pozytywne) - realizowałam praktyki na jednym z oddziałów tego miejsca i prawdopodobnie jeszcze będę w najbliższej przyszłości to robić na innym, więc to naprawdę niesamowite doświadczenie - móc czytać o historii szpitala, o poszczególnych budynkach, a nawet sztuce wykonywanej przez pacjentów (chodząc tam na staż i przy okazji oglądając niektóre obrazy, zastanawiałam sie kto był/jest ich twórcą, a ta książka pozwoliła mi dojść do niektórych informacji i poznać bliżej owych artystów). wspaniale było dopasowywać niektóre elementy składanki i dowiadywać się nowych (kolejnym razem wejdę tam z już większą wiedzą).
Dosyć negatywnie oceniam styl i stojące za nim podejście reporterki - z jednej strony widać, że próbuje „odczarować” stygmatyzujący obraz osób z kryzysem zdrowia psychicznego, z drugiej, nie mając jednocześnie wiedzy psychologicznej, wczytuje sie we wszystkie ich ruchy, uczucia, myśli i podsuwa własne interpretacje. Wszyscy pacjenci sa opisywani jako ci tajemniczy, niesamowici, niezrozumiani; wszyscy mają głębokie, smutne (czasami pełne gniewu) oczy. Autorka bardzo gubi się pomiędzy potwierdzeniem, że każdy może zachorować, więc „wszystko, co ludzkie, nie jest nam obce”, a tym, że końcem końców te osoby sa jej zdaniem inne (często opisuje dodatkowo ich wygląd??? - już pomijając nawet oczy - chcąc nawet czymś tak prozaicznym, jak "dziwny" ubiór, makijaż, podkreślić ich inność). Ta narracja jest tworzona dwoma przeplatającymi się stylami - jednym mającym przypominać literaturę faktu, drugim fikcyjnym - poprzez który pisarka próbuje domyślić się i zgadywać myśli swoich rozmówców oraz dopisywać im własne analizy i skojarzenia (czy to naprawdę potrzebne?)
Czy zastanawiałeś(-aś) się kiedyś, co tak naprawdę kryje się za murami szpitala psychiatrycznego - poza stereotypami, lękiem i pacjentami wymagającymi pomocy?
Po „Można oszaleć. Opowieść o szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie” Krystyny Rożnowskiej sięgnęłam z ogromną ciekawością i swego rodzaju niepewnością, bo dobrze wiem jak wygląda system opieki psychiatrycznej w naszym kraju. I muszę przyznać, że szybko zrozumiałam, że to nie będzie łatwa, ale bardzo potrzebna lektura.
To reportaż, który nie próbuje szokować na siłę. Jednak mimo to momentami boli bardziej niż niejeden sensacyjny tytuł. Autorka prowadzi nas przez ponad stuletnią historię Kobierzyna - miejsca, które było świadkiem zmian w psychiatrii, w podejściu do pacjentów i w samym myśleniu o chorobie psychicznej. Od czasów, gdy dominowała izolacja i bezradność, po próby bardziej humanitarnego, uważnego leczenia. Ale to, co najważniejsze, to nie są tu mury ani daty. To są ludzie.
Czytając „Można oszaleć” można odnieść wrażenie, że zostajemy zaproszeni do świata, do którego zwykle nie mamy dostępu. Do świata pacjentów, lekarzy, pielęgniarek. Świata codziennych zmagań, małych zwycięstw i wielkich porażek. Rożnowska słucha uważnie i daje przestrzeń swoim rozmówcom. Dzięki temu szpital przestaje być „instytucją”, a staje się miejscem bardzo ludzkim. Miejscem pełnym lęku, nadziei, zmęczenia i czasem bezsilności. Szczególnie poruszające były dla mnie fragmenty pokazujące, jak cienka bywa granica między leczeniem a izolacją, między pomocą a systemową obojętnością.
Podoba mi się także, że autorka wraca do Kobierzyna po latach i pokazuje zmiany - nie tylko w metodach terapii, ale w mentalności. Widzimy, jak praca, rozmowa, terapia zajęciowa zaczynają mieć znaczenie, jak pacjenci próbują odzyskać poczucie sprawczości i godności. Jednocześnie autorka nie udaje, że wszystko jest proste albo „do naprawienia”. Rożnowska pokazuje jak trudne i kruche bywa zdrowie psychiczne oraz, że nie ma na nie prostych recept, bo - jak wybrzmiewa w tej historii - nie ma tabletek na samotność czy brak miłości.
„Można oszaleć. Opowieść o szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie” to reportaż, który oswaja temat, ale go nie upraszcza. Nie stawia łatwych tez, nie moralizuje, raczej zaprasza, żeby spojrzeć na osoby chore psychicznie bez etykietek i strachu. Dla mnie to książka, która zostaje w głowie na długo i zmienia perspektywę - sprawia, że „ten odległy świat” staje się trochę bardziej zrozumiały i bliższy.
Ocena: 9/10 - jeśli chcesz przeczytać coś mądrego, empatycznego i naprawdę potrzebnego, to jest świetny wybór. Ja po tej książce inaczej myślę o psychiatrii, o pacjentach i o tym, jak łatwo każdego z nas może „złamać” życie.