Kuba dorasta w dusznej atmosferze przemocy i wstydu, gdzie codzienność wyznaczają krzyki, milczenie i drzwi trzaskające zbyt mocno. Nikt nie słucha, a jeśli już – to nie po to, by zrozumieć. Chłopak próbuje przetrwać, szukając ucieczki w śląskich hałdach, Tanim piwie, które boli mniej niż słowa, i modlitwach do Boga, w którego przestał wierzyć, jeszcze zanim nauczył się odmawiać pacierz. Każdy dzień to walka – nie o życie, ale o to, by nie zniknąć zupełnie.
To opowieść o samotności, która dusi, i o ciele, które staje się więzieniem. Kuba nie patrzy już w lustro – nie dlatego, że nie lubi swojego odbicia, ale dlatego, że boi się, że nikogo w nim nie zobaczy. To historia chłopaka, który nosi w sobie więcej ran niż lat, i który nie tyle chce umrzeć, co po prostu przestać istnieć.
Bolesna, bezczelna i momentami czarna jak noc śląska opowieść, w której humor miesza się z bólem, a śmiech jest ostatnią linią obrony przed całkowitym rozpadem. To nie jest książka o uzależnieniu. To książka o głodzie – miłości, czułości, uwagi. O wstydzie, który parzy jak spirytus, i nadziei, która potrafi przetrwać nawet tam, gdzie wszystko inne już dawno umarło.
Debiut, po którym alkohol nie będzie ci już smakować tak samo.
Jest to książka w pierwszej kolejności bardzo śmieszna ale nie prześmiewa rzeczy ważnych. Autor ma wyczucie ale nie jest to styl, który każdemu przypadnie do gustu. Nie każdy będzie się też na niej śmiał. Ja bawiłem się świetnie. Miałem wrażenie jakby, któryś z moich dawno zapomnianych kumpli z gimbazy wziął i napisał książkę. I piszę to jako komplement. Ot, mam wrażenie, że jest to trochę pozycja od milenialsa dla innego milenialsa. I również piszę to jako komplement.
Tak. Jest to książka o chlaniu ale bez świętojebliwego zacięcia. Dużo więcej sensu ma taki rodzaj narracji o alkoholizmie niż kolejny zatroskany reportaż w TVNie.
To była kwintesencja polskiej patologii; alkoholizm, przemoc, religijność łączona z hipokryzją, a to wszystko okraszone czarnym humorem i cytatami Paktofoniki. Ta książka jest prosta, a jednocześnie cholernie trudna. Kuba może skrywać się w wielu z nas; ludziach, których codziennie mijamy, dawnych kolegach ze szkoły, a nawet najbliższych, którzy potrafią się ukrywać.
"Karaluch" napisany jest tak bezpośrednim i bezczelnym językiem, że trudno jest wskazać książkę która dosadniej opisuje życie z chorobą alkoholową. Kładzie na łopatki wszelkie bajki o wysoko funkcjonujących alkoholikach w garniturach i ukazuje etynol takim, jakim jest naprawdę - zarzyganą, obszczaną i agresywną trucizną. Przebywanie w głowie Jakuba Gwiazdowskiego przyprawia o mdłości, ale zręcznie dobrane wstawki do polskiej popkultury, humor i lekkość pióra autora sprawia, że nie możesz się oderwać od lektury. Śledzenie coraz wyższych wzlotów i coraz cięższych alkoholowych upadków bohatera ukazuje więcej niż niejedna literatura faktu, dlatego z całego serca polecam wszystkim zainteresowanym tematem.
Świetnie bawiłem się podczas lektury tej książki, naprawdę. Autor jest w moim wieku, a jego młodość oraz pierwsze doświadczenia z alkoholem są uderzająco podobne do moich. To dobra i ważna książka, kolejna pozycja tego wydawnictwa, która w szczery i bezkompromisowy sposób pokazuje, jak podstępną i niszczącą chorobą jest alkoholizm.
(audiobook) Całą książkę myślałam sobie: OTRZĄŚNIJ SIĘ W KOŃCU CHŁOPIE. Starałam się kibicować Kubie, ale no nie mam tyle cierpliwości. Frustrująca, ale też zabawna historia. Myślę też, że to było bardzo polskie i trafne. Najciekawsze - pierwszy raz mogłam się aż tak utożsamić z bohaterem pod względem „duchowości” i błagania Boga o ratunek w trudnych momentach xd
Bardzo dobra książka, choć niełatwa w odbiorze. Bohater świetnie napisany, jednocześnie potwornie irytujący i wzbudzający wiele uczuć, od współczucia po obrzydzenie. Ciekawe przypatrywać się jego ewolucji i wreszcie, na sam koniec, odetchnąć z ulgą