Bestsellerowa biografia w nowym rozszerzonym wydaniu i zachwycającej oprawie.
Debiutanckie wiersze pisała w szpitalu na polecenie lekarza. Miały być dla niej ratunkiem w depresji i chorobie; niespodziewanie odmieniły polską poezję. Fenomen autentycznego erotyzmu – pisał o jej pierwszym tomiku Stanisław Grochowiak, obwołując Poświatowską głosem pokolenia.
Jej dzieciństwo przypadło na wojnę, dojrzewanie na stalinizm. Jako osiemnastolatka była już mężatką, jako dwudziestolatka – wdową. W 1958 roku zaczęła nowe życie w USA, dokąd popłynęła na ryzykowną operację serca.
Zapamiętana jako poetka miłosna, była kimś znacznie więcej.
Błyskotliwa filozofka, pierwsza polska badaczka myśli Martina Luthera Kinga, krytyczka segregacji rasowej i kapitalistycznego społeczeństwa. Rozpieszczona córka, czuła starsza siostra, oddana przyjaciółka. Buntownicza, uwodzicielska, ironiczna.
Kalina Błażejowska podróżowała śladami Opowieści dla przyjaciela od Częstochowy do Nowego Jorku. Wspomnienia Poświatowskiej skonfrontowała z głosem tytułowego adresata, relacjami rodziny, znajomych i kochanków poetki.
Z setek dokumentów i dziesiątek rozmów powstała fascynująca biografia ponadczasowej kobiety, której życie i twórczość inspirują kolejne pokolenia.
Zaczyna się zastanawiać, jak i kiedy powinni razem umrzeć. Bo że któreś z nich umrze niedługo - jest pewna.
Z Haśką Poświatowską zawsze było mi jakoś blisko i czytałam ją już chyba w wieku 13 lat, ale nie ma się co dziwić, że wiersze zrozumiałam dopiero jako dorosła osoba, z własnym bagażem doświadczeń i historii miłosnych. A po tej biografii poezję zrozumiem jeszcze lepiej, i znowu dopadło mnie wrażenie, że nasze biografie bywają w pewnych scenach podobne.
Kalina Błażejowska kreśli dokładną biografię Haliny Poświatowskiej, używając jej cytatów, zapisków i listów, ale również domyślając się momentami prawdy. Historia jest podzielona na rozdziały - kolejne lata życia.
To świetna książka. Pani Błażejowska może się pochwalić ładnym, wciągającym stylem, szeroką znajomością tematu i tym, jak bardzo włożyła w tę historię swoje serce i siłę życiową. W książkę pięknie wkomponowane są fotografie Haśki, to niesamowite uczucie, przeczytać o tym, jak doszło do pewnego zdjęcia czy spotkania, i móc je naprawdę ujrzeć, pozostawiony jedynie po tym wszystkim uśmiech Haliny. Pomysł z zakończeniem - ostatnim rozdziałem biografii jest świetny, jedyny właściwy.
Co do samej Poświatowskiej... nigdy przedtem nikt mi tego nie powiedział, nie usłyszałam całej jej historii i nie doceniłam jej. Zresztą przedtem chyba bym jej nie zrozumiała. Teraz dobrze jest mi wiedzieć, że tak funkcjonowała, że miała bardzo cięty humor, że potrafiła okazać tyle życzliwości ludziom, których tak naprawdę nie zawsze dobrze postrzegała. Kiedyś odrzuciłaby mnie historia, jak prawie poświęciła życie zwykłemu draniowi, teraz uśmiecham się na myśl, jak natychmiast pojęła swój czyn, zadbała o swoje bezpieczeństwo i powstała nad tym, choć ze złamanym sercem. Już potrafię zrozumieć jej złośliwość, upór i za wysokie ambicje, bo sama je u siebie zauważam, i wiem, że nie zrobię z tego mojej słabości. Przy jednej historii poczułam najpierw niepokój, a potem ulgę i zrozumienie, i chciałabym móc powiedzieć Haśce, że to nic, nie jest sama, przez to przeszłam i tak pokochałam. Wiem, że była za siebie i swój koniec odpowiedzialna, ale nie potrafię nie szanować i podziwiać jej stanowczości i wzięcia swojego życia, choroby i śmierci jedynie w swoje ręce. Teraz, kiedy życie powiedzie mnie na kolejne zakręty i zaliczę następne potknięcia, znowu poczuję gniew, będę wiedziała, że to jeszcze nie koniec mnie i mojego świata. Poświatowska też przeszła przez te uczucia, taki jest już świat, nadal się kręci i nie przestanie na uprzejmą prośbę.
Chciałabym, by Haśka nadal żyła. Wyobrażam sobie eventy, kiedy jako staruszka podpisuje tomiki swojej poezji, i jestem tam też ja, przyjechałam z daleka jedynie, by ją poznać i wyznać jej własny sekret. Chciałabym bardzo, ale śmierć nie jest kwestią, z którą kiedykolwiek mogłam dyskutować, bo ona stoi niewzruszona. Mam tylko nadzieję, że... Z 2 lata temu napisałam wiersz, w którym wyobraziłam sobie siebie w niebie, w raju. W zupełnym pokoju Haśka by nie wytrzymała, ale myślę, że spodobałaby się jej moja wizja zaświatów, i mam nadzieję, że jest teraz w podobnym miejscu. Mam nadzieję, że w tym momencie ogrzewa ją tam słońce. Mam nadzieję, że pozuje do obrazu Adolfa.
Nie wiem i chyba już nie będę wiedziała, trzeba to przewekslować do metafizyki - do problemów nierozwiązywalnyhc, o których wie jedynie bóg i milicja. Amen.
Halina Poświatowska to jest podobno człowiek i podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi nad własnym umieraniem
Co jest takiego w osobie Poświatowskiej i jej poezji, że wciąż budzi zainteresowanie? O poezji można by mówić wiele, o poetce już trochę mniej. Uparte serce to najpełniejsza z dotąd wydanych prób przybliżenia życia Haśki. Biografia bardzo, bardzo udana.
Każdy z nas kiedyś w szkolnej ławce pomylił poetę z podmiotem lirycznym. Łatwo o pomyłkę, tym bardziej należy więc pamiętać, że obraz wyłaniający się z wiersza nie musi być obrazem prawdziwym. Zagłębiając się w twórczość Haśki łatwo nakreślić sobie portret kobiety tragicznej. Uparte serce obala ten mit. Naznaczona swoją chorobą Halina jest, o banale, człowiekiem. Człowiekiem upartym, niezależnym i próbującym żyć po swojemu mimo ograniczeń, na które nie ma wpływu. Momentami nie wzbudza mojej sympatii, kontrast między osobą i jej twórczością zdaje się być na tyle duży, że powstaje pytanie która twarz jest prawdziwsza.
Czym wyróżnia się akurat ta biografia na tle innych? Kalina Błażejowska zrobiła krok naprzód i skontaktowała się praktycznie z każdym, kto był w stanie wnieść choćby jedną marną przydawkę nakreślającą czytelnikom Poświatowską. Obraz, jaki się z tych źródeł wyłania... niech każdy oceni sam.
W cieniu upartego serca, gdzie echo wierszy splata się z westchnieniem wiatru, kryje się opowieść o kobiecie, która tańczyła z cieniem śmierci, a jej biografia, spisana piórem Kaliny Błażejowskiej, staje się mapą zagubionych dusz. "Uparte serce" to nie tylko kronika życia Haliny Poświatowskiej – to melancholijny hymn na cześć kruchej egzystencji, gdzie każdy oddech jest buntem przeciw nieuchronnemu.
Wyobraź sobie dziewczynkę, której dzieciństwo rozkwitało pod szarym niebem wojny, a dojrzewanie więdło w stalowych okowach stalinizmu. Halina, z sercem jak zraniony ptak, bijącym w rytm zakazanych marzeń, pisała wiersze w szpitalnych murach, na rozkaz lekarza, co miał leczyć duszę słowem. Te linijki, nasycone sensualnością i tęsknotą, stały się głosem pokolenia – echem, które odbija się w nas do dziś, przypominając, jak ból rodzi piękno. Błażejowska, niczym wędrowiec po zapomnianych ścieżkach, podąża śladami poetki od Częstochowy po Nowy Jork, splatając wspomnienia z listami, rozmowami z bliskimi i echem dawnych miłości. Nie jest to sucha relacja faktów; to tkana z emocji tkanina, gdzie autorka, z delikatnością motyla, unika pułapek sentymentalizmu, a jednocześnie pozwala, by melancholia sączyła się przez strony jak jesienny deszcz.
W tej biografii serce Haliny bije uparcie – przeciw chorobie, która kradła jej oddechy, przeciw społeczeństwu, co kneblowało wolne dusze. Była żoną w osiemnastej wiośnie, wdową w dwudziestej, a potem, na falach oceanu, popłynęła do Ameryki, gdzie skalpel chirurga podarował jej nowe życie, lecz samotność w murach Smith College gryzła jak zimny wiatr. Tam, wśród obcych twarzy, studiowała, walczyła z językiem jak z wewnętrznym demonem, krytykowała rasizm i kapitał, stając się filozofką w cieniu Martina Luthera Kinga. Lecz melancholia czai się w każdym rozdziale: w listach do matki, w przyjaźniach z emigrantkami, w powrocie do Polski, gdzie choroba wracała jak dawny kochanek, a kardiologia epoki była zaledwie szeptem nadziei. Błażejowska maluje to wszystko z rzetelnością badacza i czułością poety, wplatając zdjęcia jak okruchy wspomnień, czyniąc książkę elegią na cześć kobiety, która kochała szybko, paliła papierosy i marzyła o tańcu, choć ciało więziło ją w balkonowym azylu.
A jednak, w tej melancholijnej pieśni, tli się iskra inspiracji – jak gwiazda na nocnym niebie, co prowadzi zagubionych. Halina, z jej upartym sercem, uczy nas, że życie to nie poddanie się losowi, lecz taniec z burzą: bunt przeciw ograniczeniom ciała, społeczeństwa, czasu. Czytając "Uparte serce", czujemy, jak nasze własne serca biją mocniej, nakłaniając do refleksji nad własnymi ścieżkami – czy idziemy za pasjami, czy tylko dryfujemy? To portret duszy, co nie gaśnie, nawet gdy ciało więdnie; lekcja, że smutek może być twórczy, a kruchość – siłą. Błażejowska stworzyła dzieło, które zostaje w nas jak echo wiersza: refleksyjne, melancholijne, lecz nade wszystko inspirujące, przypominając, że w każdym z nas drzemie uparte serce, gotowe walczyć o swój własny wiersz na kartach świata!
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @wydawnictwoliterackie (współpraca reklamowa) 🩷.
Osoba Haliny Poświatowskiej jest wdzięcznym tematem dla biografów, a Kalina Błażejowska w swojej książce "Uparte serce" spisała się świetnie. Bardzo doceniam fakt, że zbadała mnie interesujący okres życia Haliny w Stanach Zjednoczonych po wykonaniu tam udanej operacji serca.
Okres odkryty przez biografkę - Poświatowska opisywała w "Opowieści dla przyjaciela", która jest doskonałą lekturą przedstawiającą zmagania emigrantki nie tylko w życiu codziennym ale i uczelnianym w Smith College (nota bene studiowała tam także Sylvia Plath nieco wcześniej).
Poetka wykazała się ogromnym uporem w nauce języka i utrzymaniu się na renomowanej uczelni. Czuła się tam jednak bardzo samotna, a przyjaźnie zawierała z innymi emigrantkami.
Z czasem pobyt tam coraz bardziej ją przygnębiał. Problemy z rodziną w USA także nie dodawały jej radości. Po powrocie do kraju z czasem jej problemy zdrowotne wracały, a stan ówczesnej kardiologii był delikatnie mówiąc na niskim poziomie.
Kilka lat temu czytałam biografię "Nie popełniłam zdrady" Małgorzaty Sułczyńskiej – ciekawą, choć niepełną. Dopiero Uparte serce Kaliny Błażejowskiej pozwoliło mi naprawdę głęboko wejść w świat Haliny Poświatowskiej. To biografia znakomicie napisana, wolna od taniego sentymentalizmu, rzetelna, a przy tym niezwykle poruszająca.
Autorka z pietyzmem rekonstruuje życie poetki – nie tylko jej chorobę, ale także intelektualne dojrzewanie, relacje z bliskimi, miłości i bunt przeciwko ograniczeniom narzucanym przez ciało i społeczeństwo. Książka ani przez chwilę nie nuży - jest dynamiczna, pełna szczegółów, a jednocześnie oszczędna w ocenach.
Wydanie również zasługuje na uwagę: zawiera ciekawe fotografie, a szata graficzna jest przemyślana i elegancka. To publikacja dopracowana zarówno pod względem treści, jak i formy.
Polecam Uparte serce wszystkim, których interesuje nie tylko twórczość Haliny Poświatowskiej, ale i losy kobiet twórczych, wrażliwych i kruchych, które mimo przeciwności próbowały żyć na własnych warunkach. To nie tylko biografia – to portret duszy.
Książka fajnie napisana,ale przestałam lubić Poświatowską po jej przeczytaniu 🤣A zaczęłam czytać z powodu zafascynowania jej postacią.Cóż,nie każdy utalentowany człowiek jest jednocześnie dobry.
O tym co bedzie po smierci: "'A ja sie boje, ze nic. Strasznie sie boje. Nie moge zniesc mysli o tym, ze mozna tak po prostu nie istniec.'"
O jezykach: "Ma czasem ochote wykrzyczec, ze jej cierpliwosc sie wlasnie skonczyla i ze czekala juz wystarczajaco dlugo, ale nie umie jeszcze poprawnie zloscic sie po angielsku."