Terrea… a misteriosa cidade da Deusa, cuja rivalidade com as Três Sombras irá moldar a saga deste mundo fantástico, do exército que tentou conquistar a cidade, do viajante que atravessou este mundo, e o Outro Mundo, e de muito mais… Uma das obras graficamente mais espantosas da BD portuguesa, Terrea surgiu em 2015 sob a forma de um pequeno livro A5, auto editado, impresso em serigrafia, um conjunto de desenhos que não constituíam inicialmente banda desenhada, mas sim um exercício de desenhos automáticos que surgiam uns após os outros, sugerindo uma progressão narrativa. Mas os desenhos começaram a sobrepor-se, em vinhetas, e a exigirem ser banda desenhada, a transformarem-se numa saga de fantasia. A esse primeiro livro seguiram-se outros capítulos, em formato A5 ou editados nas páginas dos volumes de The Lisbon Studio Series, e ainda outros, inéditos, reunidos neste livro que encerra o primeiro ciclo de Terrea.
Ricardo Cabral (Lisboa, 1979) andou na Escola de Artes António Arroio e, em 2005, licenciou-se em Pintura pela Faculdade de Belas-Artes em Lisboa, onde foi um dos fundadores do núcleo de BD-Blast. Em 2007 publica o seu primeiro álbum de BD "Evereste". Trabalha como ilustrador freelancer.
PT Ao folhear este livro, as páginas pareceram-me estranhamente familiares — tinha a sensação de já ter visto algo idêntico em alguma antologia que lera no passado. E, de facto, confirmou-se: depois de terminar a leitura, percebi que este volume reúne várias histórias deste universo que foram sendo publicadas ao longo de muitos anos em fanzines e antologias.
A arte de Ricardo Cabral destaca-se de imediato. É impressionante, muito própria e reconhecível. Um dos capítulos é a cores e, aí, é curioso ver como a arte se transforma radicalmente: ganha profundidade, mas perde algum detalhe.
Quanto à narrativa, achei-a bastante confusa e difícil de acompanhar. Creio que teria beneficiado de uma narração adicional que explicasse melhor as diferentes fases da história, mesmo que isso implicasse alterar os trabalhos originais. Só após ler o texto final percebi melhor a razão de a narrativa ser tão fragmentada.
É uma pena, porque a arte de Ricardo Cabral é verdadeiramente fenomenal.
--
EN As I leafed through this book, the pages felt strangely familiar — I had the impression I had seen something similar in an anthology I’d read in the past. And indeed, it was confirmed: after finishing it, I realised that this volume brings together several stories from this universe that had been published over many years in fanzines and anthologies.
Ricardo Cabral’s art stands out immediately. It’s impressive, very distinctive and recognisable. One of the chapters is in colour and, there, it’s interesting to see how the artwork changes so radically: it gains depth but loses some detail.
As for the narrative, I found it quite confusing and difficult to follow. I think it would have benefited from additional narration to better explain the different phases of the story, even if that meant altering the original works. Only after reading the final text did I better understand why the narrative feels so fragmented.
It’s a pity, because Ricardo Cabral’s artwork is truly phenomenal.
Frank Herbert spotyka na pustyni Alejandra Jodorowskiego i idą razem zapalić jakieś zioło albo przegryźć sałatkę z peyotlem. Następnego dnia budzą się z wielkim kacem i niczego nie pamiętają, za to widzą przed sobą kilkanaście stron narysowanej i zapisanej historii - Terrei.
Czytając ten komiks, takie mi przychodziły do głowy szalone wizje xD Naprawdę jego twórcą jest portugalski artysta Ricardo Cabral, ale można się dopatrzyć związków z twórczością ojca "Diuny" czy reżysera "El Topo" (Kreta). W każdym razie mnie się nasunęły. W tej monumentalnej historii z pogranicza fantasy, surrealizmu, alternatywnej wizji początków ludzkości i eposu działania wszystkich bohaterów skoncentrowane są na jednym - odnalezieniu drogi do tajemniczego miasta potężnej Bogini - Terrea. A są wśród nich nich podróżujący przez pustynię wędrowiec i pielgrzym, który napotyka starego pustelnika. Armia pustosząca miasta, przez które przechodzi, na czele której idzie pewien owładnięty mroczną obsesją mag ze swoją córką .Trzy siostry, złowieszcze Cienie chcące zawładnąć mocą Bogini i przejąć kontrolę nad jej miastem. Ale żeby się tam dostać, trzeba zejść znacznie głębiej niż w najgłębszą ziemską czeluść Doświadczyć wizji w mieście kapłanek-ptaków, eksplorować niewidzialne strefy, zażywając pewną substancję i uważać by w trakcie tej wędrówki w świecie niematerialnym nie doznać pomieszania umysłu...
Brzmi tajemniczo, mistycznie, niepokojąco i jak coś mocno odjechanego ? No to właśnie takie jest ;-) Coś jak starożytny mit o wielkich bóstwach i ich walkach, zmaganiach mocy światła i ciemności, pradawna legenda czy baśń, podróży inicjacyjna w głąb siebie. Dużo tu takich mistyczno-religijnych tropów. Cabral korzystając z tej nieokreślonej materii, tworzy swoje autorskie uniwersum. Gdzieś mi tu też rezonują nawiązania do "Gwiezdnych wojen", a nawet kosmogonii Rosińskiego czy hinduskich eposów i bóstw.
Przez pierwsze kilkanaście stron szłam w niemym zachwycie nad maestrią i pięknem rysunków Cabrala. Prawie mi wypaliło ślepia jak wędrowcy z opowieści, tak mnie olśniło wizualnie! Zatrzymywałam się nad detalami, podziwiając nawet niby niedbale i od niechcenia położone kreski w tle. Miałam jednak odczucie, że artysta panuje nad tym estetycznym horror vacui i wszystko narysowane jest nie tylko bardzo umiejętnie, ale też z dużą świadomością i brakiem przypadkowości. Naprawdę, klękajcie ludzie przed tym zniewalającym talentem! Później jednak zaczęło mi coś nie stykać scenariuszowo. I choć zdolności rysownika tu są wielkie, to już sama narracja wymknęła mu się spod kontroli. Dość to wszystko jest chaotycznie opowiedziane, a odbioru nie ułatwia przeskakiwanie między przeszłością a teraźniejszością, co przy tej hermetycznej i autorskiej mitologii staje się trudne do odszyfrowania. Tak więc dobrze by temu komiksowi zrobiło, gdyby Cabral wszedł w kooperatywę z jakimś doświadczonym scenarzyst(k)ą, który pomógł by mu okiełznać tę historię. Bo tkwił w niej duży potencjał, a ostatecznie trochę to wszystko zagmatwane i nieprzejrzyste. Cabral zresztą w posłowiu sam przyznaje, że najpierw pojawiły mu się wizje rysunków i postaci, które przeniósł na papier, a sama fabuła nie miała znaczenia i ją po prostu "dorobił" do gotowych plansz. No i to się bardzo czuje.
Dla mnie ten komiks to jednak prawdziwe dzieło sztuki rysowniczej! Więc tak do niego podeszłam ostatecznie - jak do albumu o sztuce, pomijając zawiłości i niekonsekwencje fabuły. Ogromna przyjemność z obcowania z tymi rysunkami! Zobaczcie sami.
Dziękuję wydawnictwu Timof Comics za egzemplarz recenzencki.