„Boimy się tego, czego nie rozumiemy, a zarazem źródło strachu nas pociąga”
Przede wszystkim trzeba przyznać Renacie Kuryłowicz, że nie brakuje jej odwagi. Pomimo upływu lat Jeffrey Dahmer wciąż skrywa wiele sekretów, których nie potrafimy, a może nie chcemy odkrywać w obawie przed tym, czego moglibyśmy się dowiedzieć. Dlatego napisanie książki o postaci tak niechlubnej, ale również ciekawej z psychologicznego punktu widzenia, to akt dużej odwagi. Zwłaszcza, że niewielu się na to do tej pory porwało.
„Unde malum - gdzie rodzi się zło?”
Niełatwo jest ocenić książkę, która porusza taki temat. Można jednak bez wahania stwierdzić, że autorka swoją pracę wykonała rzetelnie i z wyczuciem. Udało je się zachować przedstawienie faktów w sposób uporządkowany i stroniący od prób narzucania czytelnikowi gotowych interpretacji czy też emocji. Faktem jest, że łatwo byłoby manipulować każdym, kto po tę lekturę sięgnie. Dlaczego? Bo każdy, kto słyszał kiedykolwiek o Jeffrey’u (a po hicie serialu niewiele jest osób, które nie będą go kojarzyć) ma już w głowie określony obraz postaci i wyrobioną opinię. Nietrudno byłoby podsycić te emocje, nietrudno byłoby szokować kontrowersją. Renata Kuryłowicz wybiera jednak inną drogę. Nie odbiera Jeffrey’owi człowieczeństwa. Brak tu porównań do potwora, demona, czy innego wcielenia zła. Nie, autorka trzyma się faktów i podkreśla, że Jeffrey Dahmer to wciąż człowiek, który dokonał makabrycznych rzeczy, nie jakieś mitologiczne stworzenie.
W tej książce nie znajdziemy taniej sensacji, czy prób wybielania. W zamian za to dostajemy analizę - wyważoną, spokojną i przede wszystkim pozbawioną moralizatorskiego tonu. Jako osoba sięgająca po książki, podcasty i dokumenty true crime, zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest oddzielić własne emocje od opisywanych wydarzeń. Dlatego tym bardziej doceniam możliwość lektury, która nie narzuca interpretacji, lecz pozostawia przestrzeń do samodzielnej refleksji.
Przyznaję, że choć jestem zaprawiona boju, nie była to dla mnie łatwa książka. Pomimo tego, że wiedziałam, czego się spodziewać, bywały chwile, w których potrzebowałam krótkiej przerwy na oddech, na to, by przetrawić tę niewyobrażalną skalę okrucieństwa. Nie chcę szczegółowo przywoływać zbrodni, ich ciężar najlepiej oddaje sama lektura. Istotniejsze wydaje się to, co doprowadziło do tego, że Jeffrey Dahmer odebrał życie aż 17 osobom.
Psychologiczny portret Dahmera został nakreślony przez autorkę z dużą starannością. Powrót do jego dzieciństwa i dorastania naznaczonego samotnością oraz alkoholem, przeprawa przez kolejne zbrodnie i proces - wszystko to tworzy spójną, przemyślaną całość. Co istotne takie nakreślenie tła pokazuje, że Dahmer nie wpisuje się w prosty, schematyczny obraz sprawcy przestępstw seksualnych. Dlaczego więc stał się symbolem lęku, który trwa do dziś? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, być może nigdy jej nie będzie. I może właśnie w tej niemożności pełnego zrozumienia kryje się największy niepokój.
Renata Kuryłowicz podjęła się zadania trudnego, nie tylko faktograficznego, lecz także analitycznego. Liczne odwołania do źródeł pokazują ogrom pracy włożonej w zebranie i uporządkowanie materiału. Powstała książka spójna, wyważona i daleka od taniej kontrowersji, choć temat z łatwością mógłby ją prowokować. Osobiście czuję się satysfakcję, choć nadal jestem daleka od zrozumienia.
„Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala” to lektura niezwykle wymagająca, ale potrzebna. Nie po to, by usprawiedliwiać zło, lecz by próbować zrozumieć, skąd może się ono brać.
Na koniec pozostawiam Was z apelem autorki, który mocno zapadł mi w pamięć. Nie odczłowieczajmy przestępców poważnych przestępstw, bo jeśli nie będziemy ich traktować jak ludzi, nigdy ich nie zrozumiemy. Zrozumienie jest potrzebne, by w przyszłości móc w porę zareagować i powstrzymać tragedię nim ta, będzie miała szansę się wydarzyć.
Moja ocena 4,5
współpraca reklamowa