Kraków 1848, miasto na skraju buntu. Rewolucja, zdrada i krew na ulicach.
Rok 1848. Europa płonie od rewolucji, a Kraków znów tętni gniewem i niepokojem. W dusznych zaułkach miasta rodzą się spiski, plotki i intrygi, a między nimi krąży opowieść o zaginionym skarbie, który może odmienić los każdego, kto odważy się po niego sięgnąć. Kiedy w grę wchodzą pieniądze i zemsta, granice moralne zacierają się błyskawicznie.
Maks Krom - buntownik, zabijaka, niejednoznaczny moralnie bohater.
Po dwóch latach spędzonych w więzieniu za udział w rewolucji Maks Krom wychodzi na wolność. Szuka jedynie spokoju. Ale w świecie, w którym przyjaciele stają się wrogami, a rewolucjoniści przekształcają się w złodziei i zdrajców, spokój to towar luksusowy. Tymczasem dawny towarzysz Kroma, hrabia Hipolit Zdański, planuje kolejne „revolterium”, które może wstrząsnąć całym miastem.
W cieniu Wawelu – walka o władzę, miłość i przetrwanie.
Kiedy szepty w gospodach zmieniają się w krzyki tłumu, każdy musi wybrać stronę. W tych czasach każdy, rzeźnik, złodziej czy pyskata baronówna mogą prowadzić swoją rewoltę. W grze o przetrwanie nie ma miejsca na sentymenty, tylko odwaga, spryt i gotowość do zdrady dają szansę na przeżycie. Czy decydujące starcie rozegra się w komnatach Wawelu, czy w buduarze tajemniczej Madame? I kto pierwszy wbije nóż w plecy? Powieść pełna napięcia i emocji Autor tworzy opowieść o lojalności, zdradzie i cienkiej granicy między honorem a zbrodnią.
Łączy rozmach awanturniczej powieści, klimat „Peaky Blinders” i tarantinowską brutalność, by pokazać, że historia to nie tylko daty i nazwiska, to żywi ludzie, ich pragnienia i błędy.
„Nie sposób uciec przed światem. Jedyne, co możemy zrobić, to próbować uczynić go lepszem”.
Bernard Gromek w swojej debiutanckiej powieści „Revolterium” zabiera nas w przeszłość, do niespokojnego XIX-wiecznego Krakowa, którym targają rewolucyjne nastroje. Wszyscy krzyczą o wolności, ale jak to zawsze było, jest i będzie, inna wolność jawi się bogatym, a inna biednym. To powieść o różnej maści hipokrytach prawiących o ideałach równości, a czyniących najgorsze zbrodnie i łajdactwa. Nie brak tu tajniaków i szubrawców, podstępnych intryg i nikczemnych zdrad. Szeroka paleta bohaterów zdaje się udowadniać, że „cała historia człowieczeństwa opiera się na wojowaniu o dobra materialne”, a Kraków, Tarnów, Bochnia czy Wieliczka były świadkami czynów, w wyniku których blask wielkich idei wolności i patriotyzmu walił się pod niezachwianą siłą mamony. Czy w takich warunkach może narodzić się miłość? Komu uda się odnaleźć skarb? „Revolterium” to powieść z ciekawą fabułą i świetnym, brudnym klimatem. Bernard Gromek kreśli krytyczny obraz społeczeństwa i ukazuje wady różnych klas społecznych. To brutalna i zaskakująca historia, w dodatku niezwykle sprawnie i bardzo przekonująco napisana. Radek Rak wypowiedział się o niej, że to powieść łotrzykowska, od której nie sposób się oderwać. I ja zdecydowanie się z nim zgadzam.
Książka zaprasza w podróż do przeszłości, a dokładnie do XIX-wiecznego Krakowa, który kipi postrewolucyjnym fermentem. A wśród tego zamieszania wyłania się postać Maksa, którego od samego początku autor kształtuje niczym z gliny na bohatera, którego czytelnik chce polubić. To on stanowi oś wokół, której kręcą się wydarzenia tej powieści. Odważny, obrazoburczy, bezwzględny, ale też inteligentny i wrażliwy. Bohater idealny? Raczej nie, jednak wraz z Cecylią tworzą duet niezwykle ciekawy. Cecylia to kolejna bohaterka, która w tej XIX-wiecznej historii odgrywa może i drugoplanową rolę, ale na pewno jej szaleństwo zwraca uwagę i jej obraz zasługuje na pochwałę. I jest jeszcze Hipolit, przyczyna całego zamieszania, którego sylwetka zgoła odmienna od Maksa budzi niejednoznaczne odczucia.
I tak pisząc o tej książce zdaję sobie sprawę, że to wyrazistość postaci odgrywa tu największą rolę. Są charakterni, indywidualni i jest ich tu kilku, a każdy z nich dokłada się do tej awanturniczej przygody zaserwowanej przez autora.
Obraz Krakowa przekonuje a sama historia wciąga od pierwszych stron swoją przewrotnością, raptownością i rogatą naturą.
Polecam. Świetna zabawa.
Współpraca barterowa z wydawnictwem Znak Literanova
"Revolterium" zabiera nas w odmęty historii powstania krakowskiego, a w zasadzie wydarzeń po nim - w roku 1848. Główny bohater - Maksymilian Krom tuż po uwolnieniu z więzienia za udział w POwstaniu Krakowskim szuka sensu nowego życia u boku jego przyjaciela, hrabiego Hipolita Zdańskiego. Zdański szykuje się na kolejną rewolucją i liczy na pomoc Maksa, który jak się okazuje nie jest do końca przekonany co do tej idei. Pojawia się również wątek zaginionego skarbu, który wzbudza emocje nie tylko wśród głównych bohaterów. Mimo łączącej ich relacji, przyjaźń jaka się między nimi niegdyś wywiązała wydaje się momentami wisieć na cienkim włosku. Czy jeden zaufa drugiemu? Jeżeli tak, to czy słusznie i jakie będą tego skutki? Czy planowane "revolterium" w imię wolności polaków nasycone klimatem XIX-wiecznego Krakowa, politycznych spisków, ulicznych buntów, arystokracji, mieszczaństwa i atmosfery tajemnicy, gniewu i dodatkowo wpływu kobiecych intryg dojdzie do skutku?
Jak dla mnie - naprawdę bardzo dobra książka. Pierwszy raz miałam styczność z takiego rodzaju lekturą. Najbardziej urzekł mnie to jak został przedstawiony klimat Krakowa - autentycznie oddaje brutalność, napięcie, surowość, intensywność i bezlitosność okoliczności zaistniałych wydarzeń. Świetnie oddaje panujące wówczas realia. Każda z postaci była bardzo wyrazista, indywidualna z dobrze zarysowanym charakterem. Widać, że autor oddał się całkowicie tej historii i przelał na papier swoją pasję. W książce dzieje się naprawdę dużo i czasami trzeba było zwolnić, w końcu Kraków płonie ogniem rewolucji...
🔥🗡️ Revolterium Bernarda Gromka to powieść, która z rozmachem i odwagą wprowadza czytelnika w mroczny Kraków połowy XIX wieku. Autor nie idealizuje epoki ani ludzi, którzy ją tworzą. Zamiast patosu dostajemy brud, strach i nieustanne napięcie, a historia od pierwszych stron sygnalizuje, że nie będzie tu miejsca na sentymenty. To książka o świecie po przegranej rewolucji, w którym ideały kruszą się szybciej niż mury więzienia, a każdy wybór ma swoją cenę.
🔥🗡️ Centralną postacią jest Maks Krom, człowiek złamany doświadczeniem powstania i odsiadki, który nie chce już ginąć za cudze marzenia. Bernard Gromek prowadzi tego bohatera z dużą wrażliwością, pokazując jego fizyczną słabość, psychiczne rany i wewnętrzne rozdarcie. Krom nie jest herosem, lecz realistą, który próbuje przeżyć w mieście gotującym się do kolejnego wybuchu. Jego relacja z hrabią Hipolitem Zdańskim staje się osią konfliktu między cynizmem a wciąż tlącą się wiarą w zmianę.
🔥🗡️ Fabuła rozwija się na przecięciu politycznej intrygi i awanturniczej przygody. Motyw zaginionego skarbu świetnie napędza akcję, ale prawdziwą stawką okazuje się władza, wpływy i lojalność. Autor umiejętnie rozrzuca tropy, prowadząc czytelnika przez krakowskie zaułki, salony i buduary, gdzie decyzje zapadają równie często szeptem, co ostrzem noża. Każda postać prowadzi tu własną grę, a zdrada bywa tylko kwestią czasu.
🔥🗡️ Na szczególne uznanie zasługują bohaterowie drugiego planu, wyraziści i zapadający w pamięć. Madame Fekete, baronówna Chłapowska czy buntownicy z ulic Krakowa nie są jedynie tłem dla głównej historii. Bernard Gromek nadaje im indywidualne motywacje i bolesne doświadczenia, dzięki czemu świat powieści staje się gęsty i wiarygodny. Kobiety w Revolterium nie są dekoracją, lecz aktywnymi uczestniczkami wydarzeń, często bardziej bezwzględnymi niż mężczyźni. ㅤ 🔥🗡️ Ogromną siłą książki jest historyczny realizm. Autor nie ucieka od tematów trudnych, takich jak przemoc, bieda, prostytucja czy moralny cynizm ludzi uwikłanych w walkę polityczną. Te elementy nie służą szokowaniu, lecz budują obraz epoki pozbawionej złudzeń. Kraków staje się tu żywym organizmem, dusznym, hałaśliwym i niebezpiecznym, a tło Wiosny Ludów i rabacji galicyjskiej dodaje opowieści ciężaru i autentyczności. ㅤ 🔥🗡️ Choć w środkowej części narracja nieco zwalnia, całość broni się konsekwentnie budowanym napięciem i mocnym finałem. Jak na debiut, Revolterium jest powieścią dojrzałą, ambitną i świadomą własnego stylu. Bernard Gromek udowadnia, że potrafi połączyć dynamiczną akcję z refleksją nad ceną wolności i granicą między honorem a zbrodnią. To książka, która zostaje w głowie na długo i daje nadzieję na kolejne spotkania z tym bezlitosnym, ale fascynującym światem.
Czy wolność naprawdę zawsze pachnie heroizmem? Czy może raczej częściej ma zapach brudu, krwi i strachu?
Z takimi pytaniami zostałam po lekturze „Revolterium” Bernarda Gromka i muszę przyznać, że naprawdę dała mi ona do myślenia. Bo nie jest książka, która głaszcze po głowie ani nie karmi romantycznymi wyobrażeniami o historii. To opowieść, która bierze czytelnika za kark i prowadzi w sam środek Krakowa 1848 roku - miasta zmęczonego, rozdrażnionego, gotowego znów zapłonąć. Miasta, które nie jest tutaj jedynie tłem dla wydarzeń, ale prawdziwym bohaterem.
Już od pierwszych stron wchodzimy w świat Maksa Kroma, człowieka po przejściach. Mężczyzny złamanego więzieniem i doświadczeniem powstania, w które przestał wierzyć. I właśnie ta niewiara, ten cynizm podszyty zmęczeniem życiem, wydały mi się najbardziej prawdziwe. Krom nie chce być bohaterem. On chce spokoju. Chce kupić sobie ciszę i zniknąć z pola widzenia historii. Problem w tym, że historia nie lubi puszczać swoich ofiar wolno. Pojawia się Hipolit Zdański, dawny przyjaciel, i razem z nim obietnica zaginionego skarbu oraz kolejnego „wielkiego” planu. I to od tego momentu napięcie powoli, ale konsekwentnie się zagęszcza.
„Revolterium” śmiało może uchodzić za mroczny filmowy scenariusz - z jednej strony mamy awanturniczą przygodę, z drugiej polityczną intrygę, w której każdy ma coś do ukrycia. Bardzo podobało mi się to, jak Gromek prowadzi bohaterów przez zaułki, salony i buduary, pokazując, że walka o władzę nie zawsze toczy się na barykadach. Czasem rozgrywa się szeptem, czasem spojrzeniem, a czasem ostrzem noża. Postacie drugoplanowe - Madame Fekete czy baronówna Chłapowska - nie są tu tylko dekoracją. To pełnokrwiste figury tej gry, często bardziej bezwzględne i świadome swojej pozycji niż niejeden rewolucjonista z ulicy.
Najmocniej uderzył mnie klimat. Kraków nie jest tu pocztówką ani tłem do patriotycznych uniesień. Jest brudny, duszny, pełen biedy, strachu i plotki, która potrafi zabić szybciej niż kula. Autor nie boi się pokazać przemocy, moralnych kompromisów i tego, jak cienka bywa granica między honorem a zwykłą zbrodnią. To sprawia, że książka momentami boli, ale też właśnie dzięki temu wydaje się tak uczciwa wobec epoki, o której opowiada.
Nie jest to lektura „lekka i przyjemna”, raczej taka, która zostaje w głowie i każe się zastanowić, ile naprawdę kosztuje wolność i kto finalnie płaci najwyższą cenę.
Ocena: 8,5/10 - bo dla mnie „Revolterium” to bardzo dojrzały debiut, który łączy rozrywkę z gorzką refleksją i robi to bez zbędnego patosu. Jeśli lubisz historie gęste od napięcia, moralnie niejednoznaczne i osadzone w brudnej, prawdziwej historii to zachęcam cię do lektury.
" [...] Nie ma wolności tam, gdzie są inni. [...]"
Kilka dni spędziłam z bohaterami powieści "Revolterium" autorstwa Bernarda Gromka i już za nimi tęsknie. Przywiązałam się do Maksa Kroma i Hipolita Zdańskiego. Teraz nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Jak do nich powrócić? Myślałam, że tę książkę przeczytam bez płaczu. Niestety się nie udało. Czytając "Revolterium" uroniłam nie jedną łzę. Autor idealnie zagrał na uczuciach swoich czytelników i to mi się bardzo podobało. Polubiłam chorążego Polskiej Siły Narodowej, Maksymiliana Kroma i bardzo się o niego bałam. Nie chciałam, żeby ponownie się wpakował w niepotrzebne problemy. Pokazał, że jest wyjątkowym i rozumnym człowiekiem. Umie walczyć i gdy trzeba, to potrafi zabić drugiego człowieka. Więzienie nie jest mu obce. Przebywanie z hrabią Zdańskim i innymi postaciami zmienia jego postrzeganie świata. Pytanie: czy na lepsze, czy niestety na gorsze? Tego dowiecie się, oczywiście czytając tę powieść. Warto poznać tego bohatera. Hrabia Hipolit Zdański, to taki człowiek dosłownie w gorącej wodzie kąpany. Lubi wpakowywać siebie i innych w kłopoty. Nie wycofuje się z raz rzuconego słowa. Można powiedzieć, że jest słowny. Nie zawsze słucha dobrych rad. To oczywisty błąd z jego strony. Uwielbia pewną kobietę. Czy na tym romansie dobrze wyjdzie? Oprócz tych dwóch postaci poznacie jeszcze inne osoby godne waszej uwagi. Są nimi między innymi utalentowana pianistka i pewna wiedźma, której wróżby się sprawdzają. Warto słuchać jej rad. Czy wszystkie osoby tutaj występujące są szczere i prawdomówne? Czy ktoś tutaj ostro oszukuje? Czy warto wszystkim ufać? Bernard Gromek idealnie odtworzył obraz pierwszej połowy XIX wieku, a dokładniej 1848 roku. Dzięki jego opisom stworzyłam sobie obraz w głowie. Przeniosłam się do tamtych czasów i biegałam za głównymi postaciami. Było bardzo niebezpiecznie, bo czasy były trudne. Walka o władzę, tłumienie zamieszek i akcje prowokacyjne przyprawiały mnie o szybsze bicie serca. Były tutaj takie momenty, że nie wiedziałam, komu mogę tak naprawdę ufać. Autor stworzył nie jedną intrygę. Dużo tutaj dramatyzmu, ale takie wtedy były czasy. Bohaterowie posługują się specyficznym językiem. Bernard Gromek idealnie wpasował się w tamte czasy. Mimo że "Revolterium" jest sporym grubaskiem, to historia którą, skrywa, wciąga, że aż się nie chce odrywać od czytania. Poza treścią zachwycona jestem okładką. Jest skromna i bardzo przyciągająca. Na koniec zadam wam pytanie: czy zgadzacie się z cytatem umieszczonym na samej górze? Warto przeczytać "Revolterium" Bernarda Gromka i cofnąć się do bardzo niebezpiecznego 1849 roku. Czy jesteście gotowi poznać Kraków, który płonie gniewem rewolucji?
W cieniach krakowskich uliczek, gdzie echo powstania krakowskiego wciąż szepcze o krwi i zdradzie, „Revolterium" Bernarda Gromka wyłania się jak widmo z mgły – debiut, który gryzie w gardło i nie puszcza. To nie jest opowieść dla tych, co szukają romantycznych uniesień w historii; tu rewolucja pachnie gnijącym mięsem i prochem, a rok 1848 w Krakowie staje się areną, gdzie litość jest słabością, a kompromisy – trucizną duszy.
Wyobraź sobie Maksymiliana Kroma, człowieka złamanego więziennymi kratami, wychodzącego na wolność z sercem pełnym blizn po bezsensownej rebelii. Nie marzy o ideach, które go zdradziły, lecz o spokoju, jaki mogą kupić pieniądze. Ale cienie przeszłości nie dają zapomnieć: dawny towarzysz, hrabia Hipolit Zdański, wciąga go w wir nowej intrygi. Zaginiony skarb, ukryty w ziemi niedaleko Gdowa, kusi jak zakazany owoc, a szepty buntu na ulicach mieszają się z plotkami o zdradach w wawelskich komnatach i buduarach enigmatycznej Madame. Kim jest pyskata baronówna Chłapowska, która prowadzi własną rewoltę? Przyjacielem czy wężem w trawie? W tej grze o władzę, fortunę i może miłość, nóż w plecy czai się za każdym rogiem, a byle złodziej może stać się przywódcą, jeśli tylko przetrwa.
Gromek tka fabułę z awanturniczego rozmachu, przypominającego "Peaky Blinders" czy "Tabu" z Tomem Hardym – gęstą od napięcia, pulsującą dramatyzmem, gdzie tarantinowska intryga splata się z brutalną prawdą historyczną. Kraków tu nie jest malowniczym skarbem; to brudne, śmierdzące monstrum, pełne grzechów głównych i moralnych pułapek, gdzie honor graniczy ze zbrodnią, a przetrwanie wymaga krwi na rękach. Barwne postacie – od bezwzględnych zabijaków po arystokratów o podwójnych twarzach – ożywają w filmowym klimacie, zmuszając nas do zadawania pytań: Ile zbrodni popełnisz, by ocalić duszę? Czy wolność jest warta ceny zdrady?
Czyta się to jak zakazany dziennik spiskowca – wartko, z sercem bijącym szybciej… aż chce się więcej! A jednak, po zamknięciu książki, pozostaje cień wątpliwości: czy to fikcja, czy echo prawdziwych demonów historii?
Jeśli macie odwagę zanurzyć się w mroku, gdzie nikt nie jest niewinny, „Revolterium" Was pochłonie.
Ale ostrzegam: wyjdziecie z tego zmienieni, z zapachem prochu na palcach. Warto? Bez wątpienia!🔥
Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od wydawnictwa @znak_literanova @wydawnictwoznakpl (współpraca reklamowa) 🩷.
Powieść historyczna z arcyciekawymi postaciami, sugestywnymi opisami, przygodą, skarbem, i rewolucją w tle. Do tego napisana świetnym stylem i odpowiednim językiem. Wszystkie ciumroki, ciarachy, oraz dawno nie słyszane łapserdaki to dla mnie prawdziwe perełki. No nie mogło się nie udać. Powieść wciągnęła mnie na kilka dni. Przepadłam dosłownie od pierwszej strony.
Kraków 1848 roku. Chociaż minęły dwa lata od krwawego powstania, w niektórych rośnie gniew, bunt i chęć do kolejnej rewolucji. Maks Krom właśnie opuścił więzienie, czuje się zniszczony i zniechęcony, chce zaszyć się gdzieś w spokoju, odpocząć z dala od wszystkiego. Na Maksa czeka jego przyjaciel Hipolit Zdański. Namawia go do odnalezienia skarbu. Hrabia Zdański ma plan, ma jeszcze jakieś znajomości, które mogą być ich ostatnią deską ratunku. Niestety do zakopanego skarbu jest więcej chętnych. Do tego czasy mocno niepewne, nie wiadomo komu zaufać, kto jest przyjacielem, a kto jest gotowy wbić nóż w plecy.
Zarówno Maks i Hipolit to dwa odmienne charaktery, kontrast między oboma skłania do zastanowienia, co tak naprawdę ich łączy. Męskich postaci przewija się w tej powieści wiele, w tym znane nazwiska, ale nie brak i ciekawych kobiecych bohaterek. Jedna z nich to tajemnicza madame Fekate, a druga to młodsza baronówna Chłapowska, zraniona i mocno skrzywdzona kobieta. Tak więc podążając za bohaterami tej powieści przenosimy się z podejrzanych izdeb, do równie nieciekawych szynków, po czym gościmy na wytwornych salonach czy zaglądamy do buduarów. Pojedynki, awantury, spiski, zdrady, idealiści, romantycy, walka i śmierć. No i ten stary Kraków!
Książka jest debiutem autora, a jej premiera była zaledwie kilka dni temu. Od razu muszę podkreślić, że po takie książki warto sięgać. Takie debiuty lubię. Ogromnie polecam.
"Widzi twarz o rozmiękłej zielonawej skórze. Wystające kości i trupie larwy wychodzące z pustych oczodołów. Dembowski się uśmiecha. Wyszczerza poczerniałe zęby. Jego masywna żuchwa się wydłuża i gnijąca twarz przechodzi w kocią czaszkę."
"Rozumiem. Ja również cierpię na pewną przypadłość. Jako dziecko uległem wypadkowi. Od tego czasu mam stępione zmysły, szczególnie zaś zmysł powonienia. Nie poczułbym nawet, gdybym wpadł w końskie łajno."
Revolterium, czyli historia przypominająca żywy organizm pełen ambicji, dążenia do ideałów, ale i zdrady. Kraków jako scena wydarzeń jest niczym rana toczona przez nowotwór opanowany strachem i rządy władzy, a to wszystko jest preludium historii, jak rewolucja pożera własne dzieci, a ideały gniją szybciej niż ciała w Wiśle.
Maks Krom bez wątpienia jest postacią ciekawą i to nie tylko w tej opowieści, ale ogólnie w skali literatury. Bohater nie jest typem rewolucjonisty, ani zdrajcy to facet, który zrozumiał, że ideologie są walutą i to więcej wartą niż ludzkie życie. Opuszczając wiezienie cel jest jeden, nie dać się ponownie złapać. Spodobała mi się dynamika między Kromem a Hipolitem Zdańskim, który jest uosobieniem romantycznej wiary w rewolucje, a tarcie tych postaci jest niczym zderzenie cynizmu z fanatyzmem, bo tak naprawdę gra nie toczy się o to kto ma rację, a kto dłużej przeżyje.
Mocną stroną książki jest jej złożoność, ponieważ ciężko zdefiniować oś fabularną, tu się dzieje dużo, ale jest to samo gęste, bo dostajemy rewolucje, salonowe intrygi, zdrady, zaginiony skarb, i nieustanne doświadczanie bohaterów niczym przepuszczanie ich przez maszynkę do mielenia. Tutaj nawet wątek uczuć jest podszyty niebezpieczeństwem, ponieważ nie daje ukojenia, a bardziej wystawia człowieka na otrzymanie ciosu, bo za zaufanie płaci się krwią.
Książka bardzo brutalnie pokazuje, że historia nie jest pisana przez ideały, ale przez ludzi, którzy potrafią się dostosować i przeżyć i to właśnie oni będą tę historię przekazywać dalej według własnego uznania, bo wolność jest towarem, a rewolucja tylko formą przemocy.
Revolterium jest wielkim miksem politycznego thrillera, dramatu psychologicznego i trochę przygodówką, a do tego balansuje między honorem a przetrwaniem, czy miłością a zdradą. Książka nie opowiada, jak ludzie zmieniają świat, a bardziej jak świat zmienia ludzi czy im się to podoba, czy nie.
„Oficjalnie jestem emisariuszem Towarzystwa Demokratycznego, lecz chcę złożyć to wszystko na powrót do kupy na własną rękę i potrzebuję do tego ludzi”.
Książki z historią powstańczą w tle?
Ja jestem na tak, dlatego kiedy dostałam propozycję zrecenzowania debiutu Bernarda Gromka od razu się zgodziłam.
„Revolterium” opowie nam o XIX- wiecznym Krakowie krótko po powstaniu, które miało miejsce w tym mieście. Dwaj główni bohaterowie, Maksymilian Krom i hrabia Hipolit Zdański, pokażą nam jak wygląda Kraków po i przed rewolucją, kto i jak krzyczy o wolność. Zobaczymy różnice w wyborach państwa i biedoty, usłyszymy krzyk uciśnionych i śmiech tych, którym na pozór dobrze się żyje.
Jestem ciekawa czy ta łatwość odnajdywania się przez naszych bohaterów w tłumie, odnajdywanie miejsc pobytu było takie w rzeczywistości czy to tylko nasze współczesne wyobrażenia.
Bernard Gromek w swej debiutanckiej książce bardzo dobrze oddał realia tamtych czasów, czułam wręcz oblepiające błoto na stopach, zaduch podrzędnych spelun i perfuma hrabiego Zdańskiego. Język też sprawił, że z łatwością przenosiłam się do opisywanych czasów, widać, że autor poświęcił dużo czasu i energii na oddanie atmosfery Krakowa pod zaborem austriackim.
Dość dużo czasu upłynęło zanim książka zdołała mnie zaciekawić to bardzo się cieszę, że się nie poddałam, bo teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami. Uważam, że jest to bardzo udany debiut, ponieważ w ogóle nie czuć, że „Revolterium” nim jest. Doskonałe przygotowanie, idealne oddanie realów XIX-wiecznego Krakowa, dobrze wykreowani bohaterowie, historia spójna, może z początku wydająca się długa, jednak po lekturze nagle stała się za krótka. Bardzo cenię takie pracę i cieszę się, że ten talent nie zostanie zmarnowany. Gratulacje dla autora i wielka polecajka dla czytelników.
P.S. Przed lekturą polecam odświeżyć sobie trochę historii, bo choć to mój ulubiony przedmiot ze szkolnych czasów, to bardzo wiele pozapominałam, szczególnie z czasów zaborów.
„Revolterium” Bernarda Gromka to trochę powieść historyczna, a mimo to od pierwszych stron wciąga i nie pozwala odejść od książki. Autor pokazuje Kraków połowy XIX wieku takim, jaki był naprawdę. To miasto pełne brudu i niepewności, gdzie ludzie walczą o własne przetrwanie i czasem o ideały, które dawno przestały istnieć. Najbardziej urzeka w tej książce klimat. Czuć w powietrzu zapach ulic, hałas codziennego życia i napięcie między ludźmi. Maks Krom, główny bohater, wychodzi z więzienia i próbuje odnaleźć spokój, ale przeszłość nie pozwala mu na to. Widać w nim zmęczenie, rozczarowanie, ale też siłę, która nie pozwala się poddać. Jego decyzje i relacje z innymi pokazują, jak cienka jest granica między lojalnością a zdradą oraz jak łatwo człowiek może zgubić samego siebie. Akcja książki rozwija się naturalnie. Wątki splatają się, tworząc spójną całość, a każdy rozdział wnosi coś nowego. Autor potrafi uchwycić małe, subtelne momenty, które mówią więcej niż dialogi. Kobiety w tej powieści nie są tłem dla męskich dramatów. Mają własne cele, przeszłość i lęki, są bardzo ciekawie przedstawione co mnie bardzo urzekło. „Revolterium” nie jest łatwe, ale właśnie dlatego zostaje w pamięci. Gromek nie boi się pokazywać trudnych tematów takich jak bieda, przemoc i moralne upadki ludzi uwikłanych w politykę. Jednocześnie potrafi pokazać drobne, ludzkie chwile. Ta książka pokazuje, że historia może być żywa, pełna emocji i prawdziwa, a każdy wybór ma znaczenie. „Revolterium” robi ogromne wrażenie i pokazuje, że Bernard Gromek potrafi pisać z pasją i autentycznością, a jeśli lubicie Peaky Blinders to tym bardziej powinnieście sięgnąć. Nie spodziewałem się tego po tym gatunku i czasie akcji. To jeden z lepszych debiutów jakie przeczytałem.
Czy są tu jacyś fani Peaky Blinders? Jeśli tak, to zapraszam Was na lekturę właśnie w tym stylu, ale zamiast do Birmingham przeniesiemy się do naszego Krakowa. Jako że serial bardzo mi się podobał, a sama jestem rdzenną krakuską, od razu poczułam, że ten tytuł jest dla mnie!
Akcja powieści przenosi nas do roku 1848, czyli dwa lata po powstaniu krakowskim. Z austriackiego więzienia wychodzi właśnie Maks Krom - człowiek, który za udział w rewolucji zapłacił wysoką cenę i teraz marzy jedynie o świętym spokoju. Jednak jego dawny przyjaciel, hrabia Hipolit Zdański (którego, muszę przyznać, że w pierwszej chwili nie polubiłam) ma wobec niego inne plany. Szykuje kolejną rewoltę, w której Krom ma odegrać kluczową rolę. W tle czają się wielkie pieniądze, wszechobecne spiski oraz walka o władzę i marzenia o wolności, które brutalnie zderzają się z rzeczywistością. Nie ma tu miejsca na litość, są za to szantaże, mocne porachunki i bohaterowie, którzy prowadzą własne, niebezpieczne gry.
Już od pierwszych stron wiedziałam, że lektura ta nie będzie łatwa - wymaga skupienia i czasu na przeanalizowanie wszystkich wątków. Szczerze mówiąc, trudno mi uwierzyć, że to debiut. Książka jest tak dopracowana pod względem stylistycznym, a język naszpikowany autentycznymi, dawnymi określeniami, że zastanawiam się, czy autor przygotowywał się do niej latami czy może po prostu żył w tamtych czasach i ukrywa przed nami jakiś sekret. Nie zdziwiłabym się, gdyby w grę wchodziły podróże w czasie albo jakaś tajna technologia hibernacji, bo realizm tej opowieści jest wręcz niepokojący. Czytając, czułam, że naprawdę przenoszę się do dawnego Krakowa, chodzę tymi samymi ulicami i oddycham tym samym powietrzem. To kawał solidnej, "męskiej" literatury od której trudno się oderwać.
„Revolterium” okazało się dla mnie książką znacznie cięższą i bardziej gorzką, niż początkowo się spodziewałam. Zamiast romantycznej wizji walki o wolność dostałam opowieść o ludziach zmęczonych historią, rozczarowanych ideami i uwięzionych pomiędzy patriotyzmem a zwykłym pragnieniem przetrwania. Autor świetnie oddał atmosferę XIX-wiecznego Krakowa. Miasta mokrego od błota, dusznego od politycznych napięć i przesiąkniętego gniewem ludzi.
Bohaterowie nie przypominają papierowych patriotów gotowych z dumą umierać za ojczyznę. Są zmęczeni, cyniczni, momentami złamani i boleśnie ludzcy. Autor bardzo trafnie pokazuje, jak łatwo wielkie idee zaczynają mieszać się z egoizmem, strachem czy potrzebą zemsty. Rewolucja staje się tutaj bardziej stanem umysłu niż historycznym wydarzeniem — czymś, co powoli pożera człowieka od środka.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie również klimat tej historii. Czuć w niej chłód starych kamienic, zapach wilgotnych ulic i ciężar rozmów prowadzonych szeptem w zadymionych lokalach. Kraków jest brudny i pełen kontrastów między eleganckimi salonami a ludźmi, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Autor wykonał ogrom pracy przy odtworzeniu realiów epoki.
To nie jest książka dla osób szukających szybkiej akcji i prostych emocji. „Revolterium” wymaga cierpliwości i wejścia w świat bohaterów. To opowieść o narodzie, który od pokoleń próbuje walczyć o wolność, jednocześnie nieustannie raniąc samego siebie. I chyba właśnie dlatego ta książka momentami boli bardziej, niż powinna.
Bardzo lubię książki, których akcja toczy się w Krakowie, dlatego „Revolterium” od razu przyciągnęło moją uwagę. Czytając, miałam prawdziwą przyjemność wędrować XIX-wiecznymi uliczkami miasta, brudnymi, głośnymi, pełnymi niepokoju i politycznego wrzenia. Kraków nie jest tu tylko tłem, ale żywym organizmem, który oddycha razem z bohaterami.
Nie wchodząc zbyt głęboko w fabułę, warto podkreślić klimat powieści, dynamiczny, momentami brutalny, a jednocześnie bardzo sugestywny. Autor umiejętnie łączy historię z awanturniczą przygodą, pokazując świat, w którym granice między ideałami, przemocą i zwykłym przetrwaniem są wyjątkowo cienkie.
Podziwiam ogrom pracy, jaką wykonał autor, sięgnięcie po tak burzliwy i trudny okres historii nie jest łatwe, a jednak udało mu się stworzyć opowieść wiarygodną, wciągającą i inną niż wiele znanych mi powieści tego typu. Czuć research i dbałość o realia, ale bez przytłaczania nimi czytelnika.
Cieszę się, że mogłam poczytać coś naprawdę innego. „Revolterium” było dla mnie bardzo dobrą lekturą, intensywną, klimatyczną i zostającą w głowie na dłużej.
W życiu bym nie zgadła, że to debiut, bo tak świetnie przemyślanej i dopracowanej powieści nie powstydziłby się pisarz z wieloletnim stażem i dziesiątkami wydanych tytułów. Autor jednocześnie pozwala nam wciągnąć się w intrygę, w której nagrodą jest skarb, a stawką życie, i podprogowo edukuje o realiach życia w XIX-wiecznej Galicji w okresie Powstania Krakowskiego i Wiosny Ludów z perspektywy i powstańców, i chłopów, i szlachty, i innych stanów społecznych. Do tego skomplikowane, różnorodne życiorysy, liczne retrospekcje, poplątane i przechodzące transformacje relacje między postaciami - wielowarstwowa, niełatwa, ale warta wysiłku lektura. Oby takich na rynku książki pojawiło się więcej!
Powieść historyczna osadzona w Krakowie połowy XIX wieku, na progu Wiosny Ludów - czasów politycznych napięć, rewolucyjnych idei i moralnych dylematów, w których bohaterowie muszą odnaleźć własną drogę.
Podoba mi się mroczny, sugestywny obraz Krakowa, w którym Maks Krom, daleki od heroizmu, próbuje odnaleźć się między zdradą, wątpliwościami, ambicjami. Zagłębiając się w intrygi, spiski poznajemy surowy obraz epoki.
Gratka dla miłośników powieści historycznej, wielbicieli Krakowa i każdego, kto ceni literaturę, w której losy postaci osadzone są na tle dramatycznych wydarzeń.
Nie wierzę, że to debiut. Książka jest znakomita. Wspaniały brudny, cuchnący, lepki Kraków XIX wieku (co za research!). Rewelacyjny język (też brudny i dosadny)! No i bohaterowie, co za bohaterowie! Podziwiam odwagę autora, żeby tak cudnie zerwać z szablonem. Takiego tria jak Cecylia, Maks i Hipolit w polskiej prozie przygodowej jeszcze chyba nie było. A Aniela? <3 Uwielbiam. Pakowanie karabinów w fortepiany biorę sobie do słowniczka podręcznego i dziękuję autorowi za ten twist na sam koniec - to było dokładnie to, czego mi było trzeba. Serial? Oglądałabym! No i kiedy następna książka?
„Revolterium” Bernarda Gromka to mroczna, bezkompromisowa powieść historyczno‑awanturnicza, której akcja pulsuje w Krakowie połowy XIX wieku. Realizm epoki uderza z pełną siłą — autor nie odwraca wzroku od przemocy, biedy, prostytucji ani cynizmu ludzi uwikłanych w polityczne gry. Historia nabiera tempa na styku intrygi i przygody. Motyw zaginionego skarbu świetnie rozpędza fabułę, ale szybko okazuje się, że prawdziwa walka toczy się o władzę, wpływy i lojalność.
Duże wyrazy podziwu dla autora za świetne odtworzenie realiów dziewiętnastowiecznego Krakowa. Natomiast jak chodzi o samą fabułę i bohaterów to już jest bardziej przeciętnie. Nie jest źle, czyta się wartko, ale też nie nazwałbym tego arcydziełem.