Na dnie snu kończą się złudzenia i zaczyna prawdziwa walka o przetrwanie.
Helena, próbując ocalić przyjaciół, trafia do mrocznego miejsca. Odurzana narkotykami, powoli traci wolę i zdolność myślenia. Udaje się jej uciec, lecz od tej chwili jest ścigana, a za jej głowę zostaje wyznaczona nagroda.
Ratunek nadchodzi od niespodziewanego sojusznika, ale cena, jaką Helenie przyjdzie za niego zapłacić, jest wysoka. Gdy w Opactwie poznaje całą prawdę o Comie, musi zdecydować, po czyjej stronie stanąć. Wie jednak, że przyłączenie się do walczących o wolność rebeliantów oznacza ponowną zdradę Bad Boysów, wiernych systemowi utrzymującemu kontrolę.
Kiedy kapitan Ice w końcu ją odnajduje, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Ich relacja staje się napięta, a czasu, jaki im pozostał, jest znacznie mniej, niż przypuszczają.
Morfeusz może się wkrótce przebudzić. Pierwszy zamierza wykorzystać ten moment, by przejąć pełną władzę. Jeśli doprowadzi do zniszczenia Bramy, nikt już nie wróci do świata żywych. Helena wie, że nie zdoła ocalić wszystkich. Ale jeśli nic nie zrobi, straci tych, na których zależy jej najbardziej…
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
"– A więc tak by to mogło wyglądać – powiedział cicho, jakby do siebie. – Co takiego? – Ośmielona, ponownie na niego zerknęłam spod opadających na czoło włosów. – Ty i ja. – Odgarnął mi kosmyki z twarzy. – Gdybym tylko na początku nie okazał się takim dupkiem."
Czytaliście kiedyś książkę tak idealną, że wiedzieliście, iż niczego w życiu już bardziej nie pokochacie?
Ta historia jest dla mnie tak.. perfekcyjna, że nie potrafię znaleźć słów, żeby to wyrazić..
A autorka ostatnimi stronami sprawiła, że moje serce przestało bić na bardzo długo.
Poznajcie mój patronat - ten, o którym marzyłam, odkąd poznałam ten świat. Od kiedy zakochałam się w oddziale bad boysów, w Comie i całym tym humorze, który otacza tą książkę. Przepadłam bezpowrotnie, a moim marzeniem było, by stać się chociaż malutką częścią tej historii. Dlatego kiedy dostałam propozycję patronacką.. myślałam, że dostanę wylewu ze szczęścia i szoku.
Tylko.. ja nie wiedziałam, że ta część okaże się jeszcze lepsza od poprzedniej. Nie wiedziałam, że można kochać coś tak bardzo..
I nie wiedziałam, że Mimi rozszarpie mi serce..
Zaczęło się.. dość spokojnie? Nie wiem czy to dobre określenie, chociaż w porównaniu z tym, co dzieje się później.. to tak, jest spokojnie. Początek książki to konsekwencje wydarzeń z poprzedniego tomu, dlatego kto czytał, ten na pewno wie o czym mówię.. a kto nie czytał, ten musi szybko nadrobić!
I chociaż jest względny spokój, to informacji jest.. bardzo dużo. Wiele rzeczy się wyjaśnia, a to, czego dowiaduje się Helena.. zmienia wszystko. Nie wiadomo, czy nowe informacje są prawdziwe, czy to kłamstwo. Komu można ufać, a komu.. niekoniecznie.
No a potem.. potem mamy jazdę bez trzymanki. Druga połowa książki, to jest istny rollercoaster, a Mimi powoduje, że jestem w stanie przedzawałowym.
Mamy wojnę. I to taką.. z prawdziwego zdarzenia. Są rebelianci, jest nasz oddział specjalny, wrogowie, kule latają, a stawką jest.. życie. I to prawdziwe życie, poza Comą..
W końcu.. ihaa & rock'n'roll, prawda?
"Jedno życie, jedna kulka, jedna śmierć, a tyle bólu."
Wstrzymywałam oddech, odkąd tylko zaczęła się jatka, aż do ostatniej strony. Popłynęłam na takiej fali, że serce waliło mi w piersi, ręce się trzęsły, a w uszach dudnił puls. Czułam się, jakbym była Heleną, jakbym była w Comie..
Jakbym walczyła z moim oddziałem o wolność 💔
To się nazywa wczuć w historię, co? Ale tutaj inaczej się po prostu nie da..
Autorka serwuje taki rozpiernicz, takie emocje, że do tej pory nie potrafię się uspokoić. Ona nie pisze, ona tworzy nam inną rzeczywistość..
I.. o ile w pierwszej części śmiałam się non stop, tak tutaj..
Tak tutaj towarzyszyły mi tylko dwa stany - albo śmiałam się w głos, jakbym miała coś nie tak z głową.. albo płakałam tak, że myślałam, iż będę wzywać do siebie karetkę. Nic pomiędzy.
No dobra, jest jeszcze jedno - szok. Mimi potrafi zaszokować naprawdę jak mało kto i współczuję jej, bo telefon zapewne jej się grzał, gdy pisałam do niej w emocjach "CO TU SIĘ...?!".
Przepraszam Mimi 😂
Helenka jest nadal w formie. Ona jest dla mnie taką ikoną, a te jej teksty sprawiają, że łzy lecą mi ciurkiem ze śmiechu. Ale Helenka z kapitanem..
KLĘKAJCIE NARODY I WSZYSTKO INNE..
Nie ma lepszej pary, niż ta dwójka, przysięgam! To, jak między nimi iskrzy.. co ja mówię! W tej części między nimi już nie iskrzy, tam już lata rozżarzone drewno wręcz! 🥵
A ich pierwsze spotkanie po rozłące? Ja myślałam, że sąsiedzi słyszą mnie na czwartym piętrze, tak głośno piszczałam 😭
Ich relacja staje się inna. Głębsza. Chciałabym powiedzieć stabilniejsza, ale.. no znamy tą dwójkę..
I jeśli ktoś się bał, że przestaną sobie skakać do gardeł.. to bez obaw 😈
"– Nienawidzę tego, co ze mną wyprawiasz, kobieto. – I wzajemnie, Ice, wzajemnie."
Słuchajcie.. ja kocham cały oddział bad boysów. Jednych mniej, drugich bardziej (Cola 🤎), ale kapitan..
Kapitan Ice to jest marzenie każdej cholernej książkary i nie tylko. Każdej kobiety. I jeśli macie swoich książkowych mężów, to uwierzcie.. poznacie jego i wasze ideały pójdą w odstawkę.
Z gburowatego kapitana stał się.. gburowatym kapitanem, o ogromnym sercu.. i z ogromnym cierpieniem, które nosi na swoich barkach.
Poznajemy kawałek jego przeszłości. Wiemy już, dlaczego jest w Comie.. i dlaczego jest taki, a nie inny.
Kocham go jeszcze bardziej, niż wcześniej, przysięgam..
W ogóle kocham cały oddział tych oszołomów. Oni są nieokrzesani, ale.. to moja rodzina. Mój dom.
I znowu chce mi się płakać, bo wiem, że.. z końcem tej części, skończyła się pewna epoka. Wiem, że w kolejnym tomie nic już nie będzie takie samo.. a to mnie dobija i przeraża 😭
Chcę zostać w tym świecie i nigdy z niego nie wychodzić. Chcę robić interesy z Melonem, rozmawiać godzinami z Colą, przekomarzać się z Pashą i wysłuchiwać głupiego paplania Kazaha..
Chcę przepaść dla Kapitana, tak jak Helenka..
Chciałabym wam powiedzieć o tej książce tak wiele, ale nie mogę. Nie mogę odebrać wam tej przyjemności poznawania tego świata..
Ale za to powiem wam coś, czego myślałam, że nigdy nie powiem..
Ten patronat.. jest zdecydowanie moim ukochanym.
I jestem pewna, że niczego w życiu już bardziej nie pokocham, tak jak tej historii 🤎
"Nie były dla mnie nowością uczucia, które się we mnie rozpalały, gdy patrzyłam tak na tę pijacką zbieraninę popaprańców, gotową oddać za siebie życie. Sama oddałabym za nich własne. Z całą stanowczością stwierdziłam, że kochałam ich szczerze, całkowicie i bezwarunkowo."
Współpraca patronacka z @mimi.lisette @wydawnictwoiskra
„Nie miałam prawa niczego od niego chcieć. Nie mogłam żądać więcej, niż mogłam mieć. Nie w tym świecie, nie z nim. On był iluzją, snem, ja tylko mgnieniem.”
Nie ulega wątpliwości, że seria „Coma” to jedna z najbardziej odświeżających i nietuzinkowych historii ostatniego roku. Ba, rzekłabym nawet, że lat. „Słodkich snów” było zaledwie wstępem, częścią opowieści, która miała za zadanie odpowiednio przygotować grunt — pobudzić apetyt na więcej oraz rozkochać w bohaterach, bez których Coma nie byłaby taka sama. „Na dnie snu” natomiast otwiera nas na zupełnie nowe doznania, a przy tym pozostawia czytelnika z potężnym czytelniczym kacem. Nie zdziwię zapewne tych z Was, którzy lekturę mają już za sobą — KONTYNUACJA POTRZEBNA NA WCZORAJ!
Niesamowicie przeze mnie wyczekiwana „Na dnie snu” zabiera nas bezpośrednio do wydarzeń kończących pierwszą część. Mimi Lisette doskonale wie, jak zniewolić czytelnika, bo przez tych kilka ostatnich miesięcy stale powracałam myślami do historii i jej bohaterów. W totalnie randomowych momentach moje życia w głowie pojawiali się Bad Boysi oraz rozważania, w jakim kierunku podąży fabuła, czym zaskoczą nas bohaterowie oraz to, czy w końcu ten płomień między Heleną i Ice’em przybierze na intensywności. Jedno potwierdziło się na pewno — nie zawiodłam się!
Poza niepewnością oraz drżeniem o dalsze losy bohaterów nie brakuje tu również humoru, którego dostarcza nam bezceremonialna i wyrazista Helena Trojańska. Ta bohaterka na stałe zapisuje się w pamięci. Choć dla kapitana jest jak jątrząca się rana (oczywiście wiadomo, jaka jest prawda), dla nas czytelników jest promieniem słońca, rozświetlającym każdy pochmurny dzień. Zdaję sobie jednak sprawę, że ten rodzaju humoru nie jest dla wszystkich — jest prosty, frywolny, nieco przerysowany, ironiczny. Mając świadomość, że znowu przyjdzie mi czekać na kolejny tom, dawkowałam sobie po trochu przygody Heleny i Bad Boysów. Im bardziej zagłębiałam się w fabułę „Na dnie snu”, tym coraz mocniej upewniałam się, że tym razem zaboli o wiele mocniej… Słowem podsumowania: takie zakończenia powinny być karalne! Potrzebowałam kilku dni, by się pozbierać i przelać swoje odczucia na tę opinię.
Mimi Lisette nie bierze jeńców, stawia na emocje, które trwale zmieniają, zapisują się w duszy i sercu, wywołują łzy. Ta część pozwala poznać lepiej samą Comę, jak i członków oddziału Bad Boysów, zajrzeć w ich przeszłość, a to niewątpliwie dopełnia ich obraz w tej krainie. Obdarowuje nas również scenami walk i prób, które budzą strach, niepewność oraz burzą krew w żyłach. Wisienką na torcie jest rasowy slown burn, jakim jest ta piekielnie intensywna relacja Heleny i Ice’a. Mariano Zapato, masz solidną konkurentkę… ależ to było dobre! Dawno nie miałam poczucia, że niemal dosłownie spalam się razem z bohaterami. Namiętność, jaka połączyła tę dwójkę, jest naprawdę niebywała, grzeszna, ale nieprzytłaczająca, pobudzająca, rozgrzewająca i zapadająca w pamięć. Po prostu: „WOW”.
„Na dnie snu” jest kontynuacją, jakiej potrzebowała każda fanka „Comy”. Zaskakująca, angażująca, emocjonalna. Będąc już po lekturze dwóch części tej serii, z całą pewnością przyznaję, że należę do grona miłośniczek pióra Mimi Lisette, tej charakterystycznej lekkości i humoru, bogatej wyobraźni autorki oraz bohaterów, o których nie da się zapomnieć. Seria „Coma” jest uzależnieniem, z którego nie mam ochoty się leczyć. Mimo i tak potężnej objętości, jedyne czego pragnę to jeszcze więcej Heleny, Ice’a i reszty Bad Boysów, by ponownie mogli ubarwić moją szarą rzeczywistość. Mimi Lisette oraz jej twórczość to jedno z moich najlepszych odkryć ostatnich miesięcy. To jak, wybierzecie się do tej wyjątkowej krainy snu? Chyba nie muszę dodawać, że polecam?
Helena próbując ocalić przyjaciół trafia do mrocznego miejsca. Odurzana traci zdolność myślenia. Cudem udaje się jej uciec, ale jest ścigana. Niespodziewanie pojawia się nowy sojusznik, którego cena będzie kosztowna. Po poznaniu prawdy wraca do swojego oddziału, ale utracone zaufanie nie tak łatwo odzyskać. Jak wiele będzie musiała poświęcić by Bad Boysi znów jej uwierzyli? No i czy zdoła wywiązać się ze swojego zadania? Nadchodzi wojna, ofiary są nieuniknione, nie uratują wszystkich, ale cena, jest zbyt wysoka by nie spróbować…
Piszę tę recenzję chwilę po przeczytaniu, zarówno w głowie, jak i w sercu mam prawdziwy chaos, spróbuję go ubrać w słowa, lecz jeśli będzie to nieskładne… wybaczcie…
Pierwszy tom pokochałam całym sercem. Drugi od pierwszych stron wciągnął mnie z powrotem w świat snu. Bardzo brakowało mi tej fabuły i jak świetnie się czułam mogąc znów być w tym świecie.
Drugi tom to kolejna pokaźna cegła, ale akcja rozgrywa się na każdej stronie. Autorka nie szczędzi nam niczego. Serwuje kosze emocji, zwrotów akcji, odkrycia tajemnic i obnażenia najgorszych koszmarów. Dość różnorodne zestawienie, ale tak świetnie się na tym bawiłam.
Akcja pędzi, każda strona to kolejny bieg w tej nieskończonej maszynie fabularnej. Poznajemy prawdę, co… uzależnia… sprawia, że chcemy więcej. Więcej informacji, więcej intryg, tajemnic, więcej Comy.
Humor po raz kolejny, po prostu 10/10. Płakałam ze śmiechu wielokrotnie. Uwielbiam te docinki, riposty i żarciki. Wiele książek ma humor na doskonałym poziomie, ale Coma? Nic temu nie dorównuje.
Teraz przejdźmy do naszych bohaterów. Całym sercem kocham cały oddział BB. Każdy z jego członków jest wyjątkowy i bliski memu sercu, ale najlepsi z nich, Helena i Ice… Chryste. Ta dwójka jest ostra jak miecz. Towarzyszące im napięcie, ta wzajemna skrywana potrzeba. Czekałam aż ogień między nimi wybuchnie, a gdy to się stało? Pożar pochłonął wszystko i nie było zmiłuj. Kocham ich obojga. Bezgranicznie. Ich relacja… z czymś takim jeszcze się nie spotkałam i wiecie co? Jestem niezdrowo uzależniona od tej dwójki. Chcę więcej. ZNACZNIE ZNACZNIE WIĘCEJ.
Bawiłam się naprawdę świetnie. Każdy wymieniony przeze mnie element odegrał mniejszą lub większą rolę w mojej miłości do tej książki, ale im bliżej byłam końcu tym większy wulkan we mnie wzbierał. Wszystkie emocje towarzyszące bohaterom udzielały mi się i powiedzieć, że koniec rozłożył mnie na łopatki to jak nic nie powiedzieć. Wyłam krokodylimi łzami. Zostałam zniszczona i podeptana i znając zakończenie tego tomu nie mogę pojąć jak mam żyć nie wiedząc co dalej? Muszę uzbroić się w cierpliwość, ale to nie jest proste, bo po przeczytaniu nie potrafię myśleć o niczym innym, jak o powrocie do świata snu. Chryste autorko, coś za cudo stworzyła?
Kochani ta książka to must have. Tą serię trzeba poznać, nie rozczarujecie się, taka opcja nie wchodzi w grę. Gdy sięgnięcie nie będziecie żałować, ale chrońcie serca, bo Coma nie bierze jeńców. Tam wszystko jest czarne i białe. Przepadniecie dla tego świata to mogę wam obiecać, a nawet przysiąc. Po tej historii już nic nie będzie takie samo…
Na zakończenie chcę ogromnie podziękować wydawnictwu oraz autorce za szansę poznania tej książki. To była niesamowita przygoda i błagam nie każcie nam długo czekać na dalsze części bo oszaleje z niewiedzy! Potrzebujemy kolejnych tomów na wczoraj!
Helena znowu wpakowała się w kłopoty! Nic nowego, prawda? Ale tym razem miejsce, do którego trafiła, jest okropne, a co najgorsze, wszyscy myślą, że jest swoją siostrą bliźniaczką i że ich zdradziła. Czy tym razem uda jej się wykaraskać z tarapatów?
Początek powieści sprawia, że lądujemy w mrocznym miejscu, gdzie kobiety są wykorzystywane i odurzane. Na szczęście ktoś ma wobec Heleny dług wdzięczności i udaje jej się zbiec. Jednak to nie koniec jej drogi. Trafia do miejsca, w którym sekrety Comy zostają odkryte. I cóż, mówiąc krótko, okazuje się, że to miejsce to jedna wielka ściema, a za chwilę będzie rządzone przez dyktatora.
Kiedy w końcu Helena wraca do Bad Boysów, coś się zmienia. Czy chłopaki uwierzą jej, że zbliża się wojna, a to, o co walczyli do tej pory, było złe?
W tym tomie rozwija się więź między Kapitanem a główną bohaterką. Właściwie nikt się temu nie dziwi - w końcu się do siebie zbliżają. Nadal działają sobie na nerwy i mamy wiele sprzeczek, ale pojawia się coś, czego wcześniej nie było: okazywana bezpośrednio troska. Zaczynają też rozmawiać i to tak normalnie, bez krzyków. A jak na nich to naprawdę wielki progres.
Ciężko jest napisać recenzję powieści, która ma niemal siedemset stron! Strasznie dużo się dzieje. Choć zbliża się wojna i trzeba będzie podjąć wiele decyzji, w kilku momentach akcja zwalnia, przypominając, jak ważne są relacje w oddziale BB. Mamy masę ciętego humoru i docinek, ale tym razem także wewnętrzne konflikty, co jest nowością- czytelnik raczej nie był świadkiem długotrwałych spięć między chłopakami.
Odkrywamy również ich przeszłość i niektórzy naprawdę zaskakują tym, kim byli w swoim ziemskim życiu.
Tym razem mamy więcej zaplanowanych akcji oraz tych mniej skoordynowanych planów ucieczki, ale do chaosu zdążyłam się już przyzwyczaić. Trzeba zbierać sojuszników i bronić bramy. Kto się tego podejmie?
Czytałam jeden tom za drugim i powiem szczerze, że wciąż mam pewien niedosyt. Może przez to, że liczba imion była tak przytłaczająca, iż w momentach, które powinny mnie wzruszyć, nie czułam kompletnie nic. Właśnie na tym polega problem dużej liczby bohaterów - nie jesteśmy w stanie zżyć się z każdym na tyle, by w krytycznym momencie cierpieć razem z nim.
Ponownie niektóre sceny są przegadane i niewiele wnoszą do fabuły. Owszem, więcej się dzieje, sekrety zostają odkryte, ale mimo wszystko wszystko to trochę mi się dłużyło. Nie wiem czemu. Może to nie odpowiedni moment na tę książkę 🤔 No i pojawienie się Sary… Jeśli ktoś nie polubił Heleny, to jej bliźniaczka będzie dla niego prawdziwym utrapieniem.
Końcówka jest szybka i pozostawia ogromny niedosyt i chce się od razu sięgnąć po kolejny tom! Serio na koniec „Goodbye my lover”? To już jawne granie na emocjach czytelnika! Tak się nie robi.
Pierwsza część Comy trafiła do mojego serca natychmiast. Z każdym rozdziałem wciągałam się coraz bardziej w wykreowany świat śpiących osób. Zakończenie wywarło na mnie ogromne wrażenie, przez co cały czas myślałam o tej historii i snułam domysły na temat kolejnej części. „Coma. Słodkich snów” należy do moich ulubionych książek przeczytanych w zeszłym roku ❤️
Poprzeczka była więc wysoko postawiona, ale autorka ponownie mnie zaskoczyła i przedstawiła dalsze losy bohaterów w spektakularny sposób. Mogę pokusić się o stwierdzenie, że ta część jest jeszcze lepsza 💕
Postać Heleny ponownie wciąga czytelnika w wir akcji, przy czym nie brakuje dużej dawki humoru. Przez tę kobietę niejednokrotnie miałam zawał serca albo bałam się tego, co ona jest jeszcze w stanie wymyślić 🤣 Po tej babce można spodziewać się wszystkiego 😅
W tym tomie otrzymujemy więcej akcji, która jest ukierunkowana na odkrywanie prawdy przez bohaterów. Możecie być gotowi na dużo scen z BB 🥰 Uwielbiam relację, jaka rozwinęła się pomiędzy chłopakami a Heleną. Druga część przynosi jeszcze więcej ich wspólnych momentów oraz wiele innych świetnych scen 🤭 Moja ulubiona to zecydowanie konkurs panów 😉
Nareszcie otrzymujemy postęp w relacji pomiędzy Heleną a kapitanem 🥰 Jak ja na to czekałam 😍😍 Ta dwójka ewidentnie od początku na siebie działała, ale potrzebowali czasu, by zrozumieć swoje uczucia. To się nazywa prawdziwe enemies to lovers, serio 😅 Po tylu stronach w końcu doszło do przełomu między nimi. Autorka stworzyła wiele naprawdę dobrych scen z udziałem tych bohaterów 🤭
Oczywiście nie obyło się bez kilku załamań nerwowych 🙄 Czarne charaktery powieści wreszcie wkraczają do akcji i nieźle namieszają w spokojnym życiu mieszkańców Comy. Bądźcie przygotowani na wszelkie możliwe zwroty akcji 🙈
Czytelnik w końcu otrzymuje szczegóły z poprzednich żyć BB 🥳 Te sceny były jak plaster na ranę, ponieważ stanowiły małe wynagrodzenie za to, ile niespodziewanych akcji musiał znieść czytelnik. Wiecie, taka cisza przed burzą, która finalnie nadejdzie 🥺
No i to zakończenie 🤯 Po pierwszej części cierpiałam z powodu braku kontynuacji. A teraz??? Potrzebuję trzeciego tomu na wczoraj 😭😭 Przedostatnią stroną autorka złamała mi serce 💔
W tej części to dopiero akcja gna do przodu. Wreszcie dowiadujemy się więcej o Comie. Rządzi nią banda cymbałów z Pierwszym na czele. Dyktator jak się patrzy i do tego jaki dupek. Rebelianci i wizja wojny, ale to wszystko jest konieczne, by ten świat wrócił na właściwe tory. Nasza Helka jak zawsze w środku zdarzeń 😅🤭. Co ona biedna na to poradzi, że kłopoty to jej drugie imię. Wreszcie przypomni sobie przeszłość i wiele to nam wyjaśnia. Teraz tylko trzeba przekonać Bad Boysów by walczyli w imię dobrej sprawy. Jak nie ona, to kto inny by ich przekonał🤭🤭🤭. Helka musi dać radę w końcu zawsze wychodzi obronną ręką z tarapatów🤭.
Ta część trzyma poziom pierwszej. Humor jest bardzo podobny, poproszę tak dalej😁😁😁. Helka i Ice to mieszanka wybuchowa, pełna napięcia, przyciągania i działania na nerwy. Zbliżą się do siebie, ale uczucia ich nie zmienią. Nadal będą działać sobie na nerwy i kłócić na maxa, ale dochodzi do tego czułość i uczucie. Idealny balans. Ta historia nie skupia się na nich i ich uczuciach, tylko na walce, na walce o wybór, walce z dupkiem numer jeden🤭. Ich relacja jest tylko takim miłym przerywnikiem😁.
Aż muszę wam zdradzić do czego Helka namówiła Bad Boysów, bo to było genialne i zabawne na maxa, do wyborów Mistera Comy🤭🤭🤭. Miał być kto inny kandydatem, ale w końcu sam kapitan Ice startował. Jakie to było cudowne i zabawne, a zwłaszcza wykonanie piosenki🤣🤣🤣(dodałam wam ją do postu😁).
Zakończenie, ja mu mówię nie, nie zgadzam się, ale coś czułam, że tak będzie 😅. Zanosiło się na to, a teraz muszę czekać na więcej.
Jeżeli jeszcze was nie przekonałam, to żałujcie 🤭. Ja uwielbiam, kocham i nadal będę was przekonywać, że warto poznać to sięgnąć. Genialna zabawa gwarantowana😁😁😁. Polecam 🥰🥰🥰
W tej części śledzimy dalsze losy Heleny oraz oddziału Bad Boysów, czyli absolutnej elity żołnierzy. Dla przypomnienia: historia dzieje się w Comie - alternatywnym świecie, do którego trafiają wszyscy zapadający w śpiączkę w świecie realnym. Po wydarzeniach z pierwszego tomu nasza główna bohaterka znajduje się w fatalnym położeniu: jest więziona, odurzana narkotykami i tkwi w wegetacji na granicy świadomości. Udaje jej się uciec z pomocą osoby, której nigdy by o to nie podejrzewała. Trafia w miejsce, gdzie poznaje całą prawdę o świecie, w którym utknęła, oraz otrzymuje specyfik, dzięki któremu zaczyna przypominać sobie wydarzenia sprzed zapadnięcia w śpiączkę. Czy jej drużyna uwierzy w to jak naprawdę wyglądają realia? Czy wezmą ją za rebeliantkę, którą trzeba zlikwidować? Helena będzie próbować z całych sił, aby ocalić ich wszystkich.
To, co jest największym atutem tej książki to wszechobecny humor, żarty i jeszcze większa dawka sarkazmu. Tej historii po prostu nie da się czytać bez uśmiechu na twarzy! W tej części dostajemy "więcej wszystkiego": sceny walki są bardziej intensywne, wątki romantyczne nabierają rumieńców, a akcja pędzi na złamanie karku. To jedna z tych książek, przy których godziny upływają jak minuty i od których trudno się oderwać. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innej fantastyki dostępnej na rynku, właśnie dzięki swojemu stylowi i genialnemu humorowi. Tę historię po prostu się chłonie i trudno przestać o niej myśleć nawet po odłożeniu książki na półkę. Szczerze mówiąc, po takim zakończeniu już teraz chcę wiedzieć, co będzie dalej!
Myślałam, że już nic nie przebije „Słodkich snów”. Myślałam, że już nie mogę pokochać tej historii bardziej. Myliłam się.
W „Na dnie snu” wszystko zagrało. Bad Boysi. Kapitan. Helenka. Rozwój i konsekwencja w budowaniu postaci rozłożyły mnie na łopatki. Świat jest złożony, a sama historia w niczym nie przypomina książek, które czytałam do tej pory. Nie znajdziecie tutaj oklepanych schematów czy banalnych rozwiązań. Ciężko tutaj złapać oddech, bo nawet, gdy akcja zwalnia, to i tak dzieje się coś, co nie pozwala Ci odłożyć książki.
Zwykle czytam w ciszy. Tutaj mój mąż zwrócił mi uwagę, że kilkukrotnie w czasie lektury wydarłam się „O NIE” lub „NO W KOŃCU” (a totalnie nie byłam tego świadoma!)... Ale myślę, że taka właśnie jest Coma. Tej książki nie da się czytać z pokerową twarzą.
Mnóstwo tutaj emocji, bólu i trudnych tematów. Całość równoważy genialny humor Mimi Lisette i to, że po tylu wspólnych stronach – po tylu przygodach – po prostu żyjesz razem z tymi bohaterami. Stajesz z nimi ramię w ramię i walczysz.
I tak – zakończenie będzie boleć (nie mówicie, że nie ostrzegałam), ale błagam – nie czekajcie do premiery drugiego tomu, tylko czytajcie już teraz. Podobno lepiej znieść cierpienie w grupie, a ja po przeczytaniu ostatnich trochę bardzo cierpię. Niech będzie nas jak najwięcej!
Jeśli szukacie lektury, której nie będziecie czytać, a przeżywać ją całym sobą, to Coma zdecydowanie jest książką dla Was.
Książka okazała się bardzo ciekawa i wciągająca - czyta się ją szybko, a zakończenie skutecznie podsyca apetyt na kolejną część. Finał sprawia, że trudno nie sięgnąć po kontynuację, choć z tyłu głowy pojawia się obawa, czy historia nie stanie się z czasem monotonna. Momentami irytować może sposób prowadzenia dialogów -ciągłe żarty bohaterów sprawiają, że bardziej przypominają piętnastolatków niż dorosłych ludzi. Pod względem literackim nie jest to pozycja wybitna, ale jako lekka, niewymagająca i „odmóżdżająca” lektura sprawdza się naprawdę dobrze.
Brak mi slow 🥹 Przeczytałam w jeden dzien i totalnie wsiąknęłam w świat Comy. Humor niezawodny, śmiałam się bez przerwy. Nie mogę doczekać się następnych części.
Ludzie czytajcie Come!!! Ciężko wyrazić słowami jakie to było cudowne. To było jak powrót do domu, do rodziny, za którą tęskniłam. Ogromnie tęskniłam za moimi moczymordkami. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy się śmiałam, ile razy wzruszałam, ile razy wstrzymywałam oddech. Całą końcówkę czyta się na wdechu, a po ostatnich zdaniach i tak ciężko wypuścić powietrze. Cudowna, cudowna, cudowna!!! Po tej części kac długo mnie trzymał, a w głowie miałam tylko jedno "jak żyć?". To seria mojego życia, a autorka jest geniuszem. No kochom <3