Klara Lemańska, ceniona w Rzeszowie stomatolog, zdaje się prowadzić idealne życie: piękny dom, zamożny mąż, niesprawiająca większych kłopotów siedemnastoletnia córka. Jednak pod pozornie gładką powierzchnią kryją się pęknięcia. Uporządkowany świat Klary zaczyna się rozpadać, gdy podczas zakupów w galerii handlowej dokonuje makabrycznego odkrycia. Przeszłość, którą starannie pogrzebała, wraca ze zdwojoną siłą.
Dagmara od początku miała pod górkę. Wychowana w domu dziecka kobieta nauczyła się, że utrzymanie się na powierzchni wymaga twardych wyborów i milczenia wówczas, gdy inni krzyczą. Każda z jej decyzji jest przejawem walki o przetrwanie, a każdy krok stanowi próbę ucieczki przed własnym przeznaczeniem. W akcie desperacji po utracie kolejnej pracy wkracza do świata, który zmusza ją do bolesnego powrotu do tego, co na zawsze miało pozostać zapomniane.
Dramatyczna opowieść o winie, strachu, granicach miłości i skrywanych głęboko sekretach, które nie dają o sobie zapomnieć. Kłamstwa odbijają się głośnym echem, a największe zagrożenie okazuje się skrywać nie w nieznanym, lecz w tym, co próbujemy ukryć przed sobą samymi.
echo kłamstw słowa, które zawisły między oddechami w szeptach niestałych między prawdami co drżały niepewnie w sercach nabrzmiałych niepokojem przeszłości między momentami ludzkich słabości kruchej bliskości
sekretów ostre krawędzie wrzynają się w nas pokruszonym szkłem na końcu słów na końcu prawd tajemnica i kres pęknięte rany kruche obietnice ten jeden gest on zawsze powraca twarz swą odwraca
słowami lekkimi jak drżenie ubrane w bezradność i zwątpienie kłamstwa oddychają budują świat z iluzji życie z cudzych nadziei są niedokończeniem tam, gdzie cień czarny dzień są tylko mgnieniem
Po ramionach spływają tajemnice. Drżą i chwieją się. Słowa niewypowiedziane jeszcze na krawędziach ust mrowią. Spojrzenie w bok ucieka. Pełne kłamstw. Pełne nieszczerych szeptów. Wszystko, co wtedy. Wszystko, co teraz. Kłuje. W gardle zostaje na zawsze. To, co ukryte. To, co nieprawdą uszyte. Po ramionach spływa przeszłość. Nie pytając, czy boli.
Obrócone w tragedie kobiece losy. Matczyna miłość, która zaczęła się żalem. Przyjaźń, która koniec miała w czyimś oddechu. I niespełnione marzenia o lepszym życiu. Wszystko popycha ku złemu. Ile można siebie poświęcić, by tajemnice nie wypłynęły. Ile siebie można oddać, by ta cisza trwała. Trochę o tym ta książka. I też o tym, ile w człowieku determinacji i zagubienia we własnych pragnieniach.
Uwielbiam twórczość Sylwii Bies. Do dziś mam w sercu jej debiut, „Fikcję”, która wciąż we mnie oddycha. Niestety, „Echa kłamstw” nie potrafiłam poczuć tak, jak bym chciała. Choć były momenty, które duszę rozrywały, robiły to tylko na chwilę. Potem rozmywały się w natłoku wątków, postaci i akcji, za którą trudno mi było czasem nadążyć. Za dużo tutaj chaosu, zbyt mało skupienia się na pogłębieniu psychologicznych rysów bohaterów. Nie mniej jednak napięcie i niepokój towarzyszyły mi do ostatniej strony. Jest tutaj pewna duszność i mrok. A to lubię czuć.