Trzysta tysięcy – tyle nowych polskich złotych co minutę pojawia się w gospodarce. Skąd się te pieniądze biorą i kto decyduje o tym, w czyje ręce trafiają? Dlaczego Brytyjczycy jeszcze niedawno chętniej rozliczali się za pomocą patyków niż monet? Kogo ścigała tajna siatka szpiegowska Isaaca Newtona? Co łączyło garstkę ekonomistów, którzy jako jedyni przewidzieli kryzys finansowy 2008 roku? To tylko kilka z dziesiątek pytań, na które znajdziemy odpowiedź w tej książce. Porachunki opowiadają o historii pieniądza – wynalazku, którego używamy wszyscy, a którego prawie nikt nie rozumie.
Autor łączy barwne anegdoty, zapomniane historie i twarde dane w opowieść o tym, jak pieniądz działa dziś, a jak działał w przeszłości. Jak pisze we wstępie: To wynalazek, przy którym nieustannie ktoś majstruje. W różnych momentach historii i w różnych miejscach na świecie pieniądz działał zupełnie inaczej. Jego konstrukcja może sprzyjać wolności i sprawiedliwości, ale też uprzywilejowywać jedne grupy kosztem innych, wymuszać eksploatację środowiska naturalnego czy sprzyjać wojnom.
Porachunki są zarówno dla tych, którzy nigdy nie interesowali się ekonomią, jak i dla tych, którym wydawało się, że o gospodarce wiedzą już wszystko. To żywa opowieść o pieniądzach (także tych z kamienia, miedzi i ptasich piór) oraz o ich uwikłaniu w politykę. Autor, ekonomista i historyk idei, nie tylko przygląda się temu, jak skonstruowany jest współczesny pieniądz, lecz także przedstawia projekty jego reform. Pyta, dlaczego polityczna natura pieniądza została wyparta z powszechnej świadomości, a tych, którzy próbowali o niej głośno mówić, spotkał, jak pisze, marny los.
Chyba troszkę zawyżam tę ocenę, ale Malko pisze ze swadą i przystępnie, co przy tej tematyce nie jest bez znaczenia. Dużo nieźle poukładanych faktów i fakciątek, trochę zabawnych (choć czasem tylko dla autora) przypisów tekstowych, kilka średnio zręcznych autorskich przekładów cudzych tekstów - no, nie poradzę, kiedy tłumaczy się rzeczy sprzed dwóch wieków, wolałbym widzieć choć trochę stylizacji językowej, a za to mniej anachronizmów. Zaskakuje też wiadomość, że Ludwik XV rządził jeszcze w roku 1917 (tak, przysrywka, i co mi zrobicie). Mimo wszystko jednak uważam, że można przy lekturze tekstów ekonomicznych trafić znacznie, ale to znacznie gorzej (a rozdzialik kończący - Moneyland - jest prima sort!).
Dobre antropologiczno-historyczne dopełnienie do lederowskiej Ekonomii jako stan umysłu, która była projektem psychoanalityczno-lingwistycznym, ale zasadniczo opierała się też o analizę pieniądza