Paweł wierzy, że w tym roku święta będą dokładnie takie, jak sobie wymarzył – spokojne, pachnące karmelowym popcornem i bez niespodzianek. Razem z Sebastianem uciekają do podlaskiej chaty, aby przygotować Wigilię po swojemu, z przepiękną choinką i Kevinem w tle. Ale jedna niepozorna wiadomość uruchamiana lawinę zdarzeń, które wywracają świąteczny spokój do góry nogami.
Nie jedz tego, to na święta to pełna humoru opowieść o miłości, rodzinie i o tym, że prawdziwe święta zaczynają się wtedy, kiedy odpuścimy idealny scenariusz.
Krótkie opowiadanie, mające na celu pokazać magię świąt, ale przelatuje powierzchownie po różnych aspektach w taki sposób,że nic z tego nie wynika. Pojawiają się ciekawe tematy całkowicie odpuszczone. Żadna refleksja nie wypływa z tego. Samo opowiadanie jest luźnym zbiorem myśli około świątecznych bez większej wizji połączenia. Finał też tak naprawde nie jest optymistyczny, jeśli już to jest optymistyczny z egoistycznego punktu podmiotu lirycznego. Niestety historia ta nie ma podjazdu do "Zadzwoń, jak dojedziesz" tego samego autora. A same główne postacie czyli 40 letni chłop z partnerem, który ma rodzinę, która zadko się widuje, jest też bardzo podobny w myślach do postaci z powyższej książki. Niestety rozczarowało mnie to krótkie opowiadanie.
Takie to było niekolizyjne dla mnie. Ostatnio odkrywam że krótka forma w tematyce świątecznej jest zdecydowanie bardziej dla mnie niż ta dłuższa. Spodobał mi się styl pisania, z przyjemnością przeczytałabym więcej od tego autora. Przesłanie króciutkie i prościutkie - cieszmy się z tego co mamy bo nic nie wypada idealnie. Mam wrażenie że bohaterów poznałam lepiej niż w tym ostatnim polskim gniocie a był o 220 stron dłuższy. Lekki humor oparty jest na tematyce stereotypowego geja i niezadowolonej z niczego matki więc warto to wiedzieć przed sięgnięciem.
trochę styl mi nie podpasował, nie bylo źle ale ton historii byl bardzo lekki, sporo żartów i heheszków i wyszło to dla mnie przerysowanie. moze gdyby książka byla troche dłuższa to tak bym tego nie odczuła. a dodatkowo główny bohater i ja mamy na zupelnie różne charaktery i zachowania, i szczerze to ciezko byłoby mi z nim wytrzymać gdybym miala z nim do czynienia na dłuższą metę. plus jak zawsze za filipa kosiora ktory nawet trochę tu pośpiewał
Uwielbiam pióro Bączykowskiego, jest niezwykle przyjemne, pisze on bardzo zgrabnie. Tym razem trafiłam na świąteczne opowiadanie, było krótkie, ale ładne, dobrze oddaje te polskie realia świąt. Jedanak uważam, że autor zdecydowanie lepiej odnajduje się w długiej formie - "Zadzwoń jak dojedziesz" to moje tegoroczne odkrycie 💞💞.
2,75 ⭐️ Początek opowiadania zapowiadał się całkiem nieźle, ale później zrobiło się dziwnie, za dużo śmieszkowania. Może nie byłoby to tak widoczne, gdyby wszystko to nie było zawarte w 50 stronach. Miałam wrażenie jakbym czytała znowu pana Alka Rogozińskiego, a nie Jakuba Bączykowskiego, a to nie komplement
To była naprawdę krótka przygoda w świątecznym klimacie. Całkiem dobra historia, która zachęciła mnie do sięgnięcia po kolejne książki z tymi bohaterami.
Niewiele tu się dzieje, ale to całkiem zabawne i przyjemne opowiadanie będące kontynuacją poprzednich książek w serii. (Szkoda, że już niewiele pamiętam z poprzednich części).