Krótkie opowiadanie, mające na celu pokazać magię świąt, ale przelatuje powierzchownie po różnych aspektach w taki sposób,że nic z tego nie wynika. Pojawiają się ciekawe tematy całkowicie odpuszczone. Żadna refleksja nie wypływa z tego. Samo opowiadanie jest luźnym zbiorem myśli około świątecznych bez większej wizji połączenia. Finał też tak naprawde nie jest optymistyczny, jeśli już to jest optymistyczny z egoistycznego punktu podmiotu lirycznego. Niestety historia ta nie ma podjazdu do "Zadzwoń, jak dojedziesz" tego samego autora. A same główne postacie czyli 40 letni chłop z partnerem, który ma rodzinę, która zadko się widuje, jest też bardzo podobny w myślach do postaci z powyższej książki. Niestety rozczarowało mnie to krótkie opowiadanie.