Święta Bożego Narodzenia w domu hokeistów mijają pod znakiem nieporozumień. Blake dowiaduje się o ciąży Kenzie i stara się być dla przyjaciółki oparciem. Hayden podejrzewa, że to jego dziewczyna spodziewa się dziecka. W obawie przed rozmową z nią próbuje odkryć prawdę na własną rękę.
Z czasem Blake uświadamia sobie, że wkrótce osoby bliskie jej sercu wkroczą w nowy etap życia i opuszczą Uniwersytet Indiana. Nie dość, że musi zmierzyć się z rosnącym zainteresowaniem, które wzbudza na uczelni, to z każdym dniem coraz bardziej przytłacza ją niepewność dotycząca przyszłości jej i Haydena.
Chłopak stoi przed trudnym wyborem: może podjąć pracę w firmie ojca albo zawalczyć o szansę na grę dla Toronto Maple Leafs. Spełnienie marzenia o zawodowym hokeju oznaczałoby jednak wyjazd do Kanady i rozłąkę z najbliższymi.
Między Blake a Haydenem pojawia się coraz więcej niedopowiedzeń. Oboje ukrywają przed sobą prawdziwe emocje i boją się mówić wprost o swoich lękach. Czy mimo trudności ich miłość zdoła przetrwać?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Pierwsza i druga część były źle napisane, ale to, to nie wiem jak to określić. Jakbym czytała opowiadanie dziecka, które uczy się pisać. Ta książka jest dowodem na to, że niektórzy nawet nie powinni zaczynać nic pisać, a wydawnictwo powinno zacząć czytać co wydaje. Dorośli ludzie, a nie potrafią ze sobą normalnie porozmawiać. Rozmawiają dosłownie jak 15latki. 25letni chłop niepotrafiący zapytać swojej dziewczyny czy to jej test ciążowy. A główna bohaterka to kolejna dziewczyna, która oczywiście musi być nieporadna życiowo.
dalej się to bardzo dobrze czyta, mam słabość do Julii Popiel, ale w 3 tomie to by się już przydał jakiś character development, bo przez 700 stron kręcimy się w kółko
OH, THANK GOD IT'S OVER!!! ostatkiem sił udało mi się ją skończyć, a było blisko żeby ją zostawić w połowie 🥲 od czego by tu zacząć? może od tego że 'red shirt' powinno zostać jednotomówką, w takiej formie w jakiej ją polubiłam. wtedy byłaby to historia idealna. no ale z jednej wyszła trylogia z masą nieporozumień, przemilczanych wątków i zmian w zachowaniu bohaterów których totalnie nie rozumiałam. miałam tych bohaterów (szczególnie blake i haydena) za w jakimś stopniu mądrych i myślących, no ale przeliczyłam się, i to bardzo. jedyną radość z czytania miałam z maisie, calluma i kierana (chciałabym przeczytać o nich książkę, nawet bardzo). ogółem było jeszcze gorzej niż w 'blue shirt'. ta objętość stronowa moim zdaniem zupełnie niepotrzebna, bo można było cały zarys fabuły zmieścić w mniejszej ilości. próbowałam jakoś poczuć tą sympatię do bohaterów którą czułam na początku ale wyszło z tego wielkie NIC. szkoda, bo potencjał w tej historii był wielki 💔
Finałowy tom historii Blake i Hayden’a, a zarazem ostateczny dowód na to, że ta trylogia mogła skończyć się na pierwszym tomie i pozostać komfortową hokejówką, którą początkowo była. To jak bardzo dłużyła mi się i męczyła mnie ta część jest nie do opisania. Miałam wrażenie, że większość (a tak właściwie to wszystkie) sytuacje były przeciągane na siłę, a niektóre momenty pojawiały się tylko po to, by móc to jeszcze bardziej przeciągnąć, gdyż nie miały absolutnie żadnego wpływu ani na fabułę, ani relacje bohaterów. Ponownie pojawiały się obrzydliwe fragmenty, choć plusem jest to że nie w tak ogromnej skali, jak w „ Blue Shirt”. Wszystko mi tutaj nie grało i nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego w ogóle powstał ten tom. Moje serce wciąż krwawi po tym, jak bardzo (według mnie) został zmarnowany potencjał samego „Red Shirt”
4,25/5 Muszę przyznać, że ten tom podobał mi się najmniej, bo jakoś za mało się działo trochę między Haydenem a Blake, ale i tak się świetnie bawiłam. To jest jedna z tych serii, do której zawsze mam ochotę wrócić i zawsze tak samo świetnie mi się ją czyta. A końcówka była tak słodka i urocza, że o matko 🥺
Jak zobaczyłam ile ma stron to myślałam, że będzie się ciągnąć, a bawiłam się fantastycznie. Uwielbiam te paczke, ich poczucie humoru i ich przyjaźń ❤️
z początku obawiałem się, że w ,,white shirt" będzie jeszcze gorzej niż w ,,blue shirt", które choć było w mojej opinii zajebiste, to jednak faktycznie coś mi tam trochę nie zagrało. ale tutaj... ta magia z ,,red shirt" wróciła. i choć było trochę podtekstów ze strony haydena, to nadal tutaj ich stanowczo ubyło, co mi się naprawdę podoba. tęskniłem za tymi hokeistami, za kenzie, maisie oraz za moją cudowną blake. każdego z tych, których wymieniłem kocham bardzo mocno, a z daisy także się polubiłem, ale z nią to nawet w drugim tomie, lecz tutaj polubiłem ją jeszcze bardziej. przez tę książkę płynąłem, pomijając jej grubość, styl pisarski julii sprawił, że tę pozycję przeczytałem w mniej niż 4 dni. zakończenie było naprawdę satysfakcjonujące, dokładnie takie, jakie się spodziewałem, aczkolwiek przy tej historii takiego właśnie potrzebowałem. naprawdę komfortowym i ciepłym uczuciem zalała mnie ta książka, cieszę się, że mogłem wrócić do mojego ,,domu". liczę na jakieś nowelki i spin-offy, bo tutaJ chętnie się z nimi zapoznam!
Bardzo przyjemne zakończenie trylogii. Mimo, że książka była długa, to nie czuje się tego. Przyznam, że po drugiej części zaczęłam się zastanawiać w jaką stronę pójdzie ta książka, ale mam wrażenie że autorka wybrała bezpieczną opcję.
chyba nikogo nie zdziwi moja ocena, ale ja tej serii oddałam kawałek mojego serca. ta książka to była ciężka przeprawa, bo jak można tak szybko pożegnać się ze swoimi ulubionymi bohaterami? 😭
Ja od samego początku (od dylogii) jestem fanką Briany i Kenzie jako duo, a od początku (od trylogii) nienawidzę połączenia Kenzie z Blake. Nie lubię też Blake. OD ,,RED SHIRT” MNIE IRYTUJE I MAM WRAŻENIE, ŻE CZYTAM O TĘPEJ NASTOLATCE. Ten wątek ciąży też był z dupy i zaniża moją ocenę + może byłaby wyższa, gdyby ta historia nie została rozjebana na 3 tomy. Zakończenie takie se. Julka, wróć do pisania mocnych książek. BŁAGAM NA KOLANACH. Nie będę tęsknić za tymi bohaterami, wręcz czuję ulgę, że to już koniec historii tej dwójki. 2/5.
Hayden po swoim odkryciu czuję się bardzo zagubiony i przytłoczony, jednak boi się szczerze porozmawiać z Blake o swoich podejrzeniach. Cała grupa przyjaciół z Uniwersytetu Indiana spędza święta w domu hokeistów w towarzystwie młodszej siostry McCartheya.
Po tym jak Blake i Hayden wyjaśniają sobie nieporozumienie, mogą spodziewać ze sobą wspólne chwile i powoli zaczynają sobie zdawać sprawę, że już niedługo przyjdzie czas ich rozłąki. Przed chłopakami ich ostatni sezon, Blake już niedługo zostanie całkiem sama na kampusie. Haydenowi coraz trudniej podjąć decyzję, co może być dla niego najlepsze. Choć chłopak pragnie spełnić swoje marzenie i rozpocząć karierę w Toronto, wyjazd z Kanady i rozstanie z Blake brzmi strasznie. Ojciec chłopaka wydaje się dodatkowym problemem, a utrata relacji z młodszą siostrą tylko jeszcze mocniej rani hokeistę.
Blake także nie do końca potrafi poradzić sobie z emocjami, które coraz bardziej ją przygniatają. Jej związek ze znanym wszystkim hokeistą sprawia, że ciągle jest na językach wszystkich. A to nie pomaga podbudować kruchej pewności siebie dziewczyny. W życiu Blake niespodziewanie pojawiają się też dawne demony, dziewczyna musi zmierzyć się sytuacją sprzed lat i wreszcie wszystko wyjaśnić. Przy tym wszystkim nie może ignorować też problemów swojego chłopaka, a także paczki przyjaciół, dla których też postanawia być oparciem.
Sama ta historia nie jest zła, książka jest bardzo długa, a jednocześnie nie dzieje się w niej jakoś nadzwyczajnie dużo. Sporo dzieje się w życiu całej grupy przyjaciół. I tu plus za rozdziały z perspektywy Calluma, Kierana czy Devona. Ale jeśli idzie o Haydena i Blake, ich relacja cały czas toczy się wkoło i ich problemy też cały czas obracają się przez te same tematy. Ona ma problemy z pewnością siebie, on ma problemy z ojcem, który jest bardzo okropnym typem. Bardzo się to rozwleka, bo oni wiecznie gdzieś wychodzą, spotykają się i to się po prostu przedłuża, a to bójka, a to nic nie wnoszące rozmowy, rozdawanie prezentów. Niby to słodkie, ale jakieś takie nudne. Ja to czytałam tydzień, z przerwami na inne książki, bo bym wpadła w zastój.
Być może gdybym była młodsza bardziej spodobałaby mi się ta historia. Jednak muszę też dodać, że Julka Popiel pisze w taki sposób, że to się mimo wszystko bardzo przyjemnie czyta, te dialogi bywają śmieszne, ale też wzruszające. Uwielbiam relacje całej paczki i oczywiście rodzeństwa, fajny był też ostatni rozdział jako takie domknięcie i ten dodatek. Nie jest to jednak moja ulubiona seria autorki, a pierwszy tom zrobił na mnie duże wrażenie.
White Shirt to historia z dużym potencjałem na emocjonalny rollercoaster, która niestety momentami wypada z torów przez brak dyscypliny autorskiej i redakcyjnej. Autorka zbyt często pozwala sobie na pisanie "o kilka zdań za dużo" przez co czytelnik potyka się o błędy i niepotrzebne dygresje, które sprawiają, że emocje postaci się rozmywają a momentami wydają się sztuczne i niespójne. Cierpi na tym również kreacja bohaterów. Mam wrażenie, że są pisani pod szablon dla danej sceny. Hayden czasem jest "bad boyem" czasem "empatycznym rycerzem" a potem jeszcze "gburem, który wstydzi się siostry". Wszystko to w zależności od tego, co akurat pasuje do chwilowej wizji autorki. Głównym "złoczyńcą" tej historii jest ojciec Haydena i naprawdę liczyłam na jakieś sensowne rozwinięcie tego wątku. No i rozwinięcie jest, ale czy sensowne? Moim zdaniem nie. Nie dostaliśmy praktycznie żadnego wyjaśnienia motywacji ojca Haydena, jest porostu zły, nie wiemy dlaczego, nie wiemy co nim kieruje, jego zachowanie jest kompletnie nielogiczne. W decydującej scenie, gdzie dostaliśmy kilka słów wyjaśnień od samego Haydena, Reid się do nich w żaden sposób nie odnosi, a cała rozmowa szybko zostaje sprowadzona do pyskówki rodem z gimnazjum, która tylko uwypukla niedojrzałość emocjonalną Haydena. Jeśli chodzi o zakończenie, to bardzo mnie cieszy to, że to nie magiczna moc miłości wszystko naprawia i wszystko leczy, ale niestety samo wspomnienie, że bohaterowie decydują się na terapię i jest lepiej też nie jest wystarczająca. Chciałabym zobaczyć ich drogę, jak sobie radzą w problemami, jak uczą się je przezwyciężać. W zamian dostaliśmy za to cukierkowy epilog, w którym główny bohater znów błysnął niedojrzałością zamiast otrzymać swoją "chwilę zemsty" czy co to tam miało być. White Shirt to książka, w której autorce zabrakło hamulca, a redakcji odwagi, by wyciąć to, co zbędne. W efekcie dostajemy historię, która chce być głębokim dramatem o traumach i wielkiej miłości, a momentami ociera się o niezamierzoną farsę przez nielogiczne dialogi i narracyjny chaos. To pozycja dla fanów serii, którzy przymkną oko na warsztatowe niedociągnięcia dla samego 'happy endu'.
super zakończenie serii - oczywiście, że były niepotrzebne dramy, ale to chyba już cecha tych książek, ale czytało mi się to świetnie i może ten tom nie dorównał pierwszemu, ale był DUŻO lepszy od drugiego
Uwielbiam całą historię Blake i Haydena i nie mieści mi się w głowie jak bardzo za każdym razem jestem w nią wciągnięta 🥹 Uczucie jak powrót do domu 💞 Tym razem z jeszcze większymi emocjami i przyznam się, że też z niepokojem, co będzie dalej 🫢
Ona-nieporadna życiowo, malutka słodziutka, zakompleksiona dziewczynka (nieważne, że jest już dorosła) On-gburowaty mega hot boy z problemami (dziewczyno, chłop odzywa się jak ostatni neandertalczyk do twojej koleżanki i twierdzi, że jej nie lubi, kiedy ta pomaga ci wyjść z dołka?!) Nie potrafią się komunikować, ale prócz tego ta książka nie opowiada niczego. Okej, fajny motyw z paczką przyjaciół, którzy są w stanie skoczyć za sobą w ogień, ale nic więcej. Nie wspomnę o stylu pisania, polecam zwiększyć zasób słownictwa, który pozwoli wyeliminować nadmierna ilość wulgaryzmów. Książka jest długa i nudna, nie mogę kibicować dorosłym ludziom, którzy zachowują się jakby mieli 13 lat.
4.5 Po rozczarowującym „Blue shirt” WE ARE BACK! Widzę jej błędy i wiem, że Blake mogłaby przejść jakąś drogę, ale bawiłam się świetnie i tego oczekuje od romansu. Lubię tę serię, ale polecam ją osobom, którym nie przeszkadza wolna akcja.
Na początku chciałabym powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczna za tę serię oraz za możliwość zrecenzowania ostatniej części historii Blake i Haydena.
Nie potrafię zliczyć, ile razy śmiałam się na głos albo parskałam śmiechem przy niektórych scenach. Jeśli książka potrafi mnie tak rozbawić, to już wiem, że będzie to świetna rozrywka.
Trzeci tom rozpoczyna się w czasie świąt Bożego Narodzenia w domu hokeistów w samym środku totalnego chaosu. Pośród tego zamieszania Hayden zaczyna podejrzewać, że jego dziewczyna jest w ciąży i próbuje na własną rękę dowiedzieć się prawdy. Nie jest to jednak największe zmartwienie bohaterów. Blake uświadamia sobie, że bliskie jej osoby kończą pewien etap w życiu i opuszczą Uniwersytet Indiana. Hayden coraz bardziej zmaga się z wyborem swojej przyszłości: czy pracować w firmie ojca, czy zawalczyć o marzenia i spróbować swoich sił w Toronto Maple Leafs. Coraz więcej przeszkód staje na drodze zakochanych - pytanie tylko, czy ich miłość zdoła to przetrwać.
Niewiele książek mogę nazwać domem i bezpieczną przystanią, ale ta seria zdecydowanie do nich należy. Autorka wplotła w fabułę wiele ważnych wątków, które skłaniają do refleksji i przewartościowania własnego spojrzenia na niektóre sprawy. To nie jest jedynie historia o hokeistach to opowieść o młodych ludziach z problemami, rozterkami i lękami, którzy dzięki sobie nawzajem potrafią przetrwać najtrudniejsze momenty.
Blake nadal zmaga się z kompleksami, a sytuacja na uczelni tylko je pogłębia. Hayden jednak na każdym kroku udowadnia jej, jak piękną i wartościową jest osobą. Ich relacja rozkwita, a ja z każdą kolejną stroną zakochiwałam się w niej coraz bardziej.
Kocham postać Blake - sposób, w jaki została wykreowana, sprawia, że wiele osób może się z nią utożsamiać. To najsłodsza, pracowita i empatyczna bohaterka, w której nie sposób się nie zakochać.
Relacje rodzinne, presja otoczenia, przyjaźń oraz trudne życiowe wybory - wszystko to znajdziecie w tej historii. Obiecuję, że gdy już zaczniecie czytać, nie oderwiecie się aż do ostatniej strony. W końcu jak inaczej wytłumaczyć fakt, że książka liczy ponad 700 stron, a ja pochłonęłam ją w jeden dzień?
Pisząc tę recenzję, już wiem, że w niedalekiej przyszłości zrobię sobie maraton z całą serią „Scars on Ice”.
Julka ma niezwykły dar do opisywania emocji i uczuć bohaterów. Wielokrotnie miałam łzy w oczach, czułam ich ból, ale razem z nimi przeżywałam też radość i szczęście.
Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po tę serię to bardzo polecam! To historia, która uzdrawia, uczy i daje nadzieję na lepszą przyszłość. [współpraca reklamowa]
Nie mogę uwierzyć, że to już koniec… Historia Blake i Haydena zawładnęła moim sercem już po przeczytaniu pierwszego rozdziału RED SHIRT na Wattpadzie. Tak jak nie podobało mi się BLUE SHIRT, tak WHITE SHIRT całkowicie mnie pochłonęło.
W książce można zauważyć duży progres w zachowaniu bohaterów, szczególnie Blake, ale też poznajemy bliżej członków ich ekipy oraz moją ulubienicę -Maisie. A Kieran 🥹, nasza burzowa chmurka, zrobił w tej książce taki progres, że miałam łzy w oczach, czytając rozdział z jego perspektywy.
Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy w książce o chłopakach 🩵
Miło było wrócić do ekipy z Bloomington. Bardzo dobrze się bawiłam, choć nastawiałam się na coś więcej. Ta część jest zdecydowanie najbardziej naszpikowana emocjami ze wszystkich części. Wzruszyłam się kilka razy, ale czuję lekki niedosyt. Być może dlatego, że Hayden strasznie zmiękł i był momentami irytujący. Za to Callum totalnie skradł moje serce! Od samego początku lubiłam tego wariata, ale po tej części jestem fanką. Rozdziały pisane z jego perspektywy były naprawdę fajne. Tego potrzebowałam. Świetne zakończenie serii, ale jak dla mnie bez fajerwerków.
Pierwszy raz napisze coś więcej, ale czuję się rozdarta. Przyszła mi dzisiaj ta książka i nie sądziłam że jak zacznę ją to nie będę mogła się odciągnąć od niej.. Był to taki rollercoaster emocjonalny, że nie wiem do końca co mam czuć.. Choć w moich uczuciach dominuje dosyć duży smutek, rozterki bohaterów( chociaż to określenie jest za delikatne na to) były dla mnie tak bardzo dotykające, że dawno nie miałam tak czytając książkę.. Jest to jak narazie więcej niż 5⭐️. Kocham historie Blake i Haydena🫶🏾 Nie mówicie nic już do mnie. Pa