What do you think?


Dziedzictwo stróża Nawii #2
Wola Żmija
Drugi tom pełnego pradawnej magii i wierzeń słowiańskiego cyklu Dziedzictwo stróża Nawii.
Zniknięcie Żmija, strażnika wężowych zaświatów, zapoczątkowało nie tylko chaos – otwarło też drzwi, które nigdy nie powinny zostać uchylone. Jego synowie, zgodnie z ostatnią wolą ojca, próbują utrzymać porządek, ale świat nie zamierza im tego ułatwiać.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa wyruszają do Piotrkowa — miasta pośrodku bagien, gdzie rzeczywistość zdaje się być przechylona jak w krzywym zwierciadle. Tam nawet diabeł, którego piotrkowianie pojmali na rynku, jest jakiś inny. Zbyt lichy, by zapowiadać mrok, który gęstnieje wokół miasta — mrok wilgotny, ciężki, przesiąknięty zapachem tajemnic, stęchlizny i piwa z nutą strachu.
Bo w Piotrkowie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nawet bogowie.
Zniknięcie Żmija, strażnika wężowych zaświatów, zapoczątkowało nie tylko chaos – otwarło też drzwi, które nigdy nie powinny zostać uchylone. Jego synowie, zgodnie z ostatnią wolą ojca, próbują utrzymać porządek, ale świat nie zamierza im tego ułatwiać.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa wyruszają do Piotrkowa — miasta pośrodku bagien, gdzie rzeczywistość zdaje się być przechylona jak w krzywym zwierciadle. Tam nawet diabeł, którego piotrkowianie pojmali na rynku, jest jakiś inny. Zbyt lichy, by zapowiadać mrok, który gęstnieje wokół miasta — mrok wilgotny, ciężki, przesiąknięty zapachem tajemnic, stęchlizny i piwa z nutą strachu.
Bo w Piotrkowie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nawet bogowie.
464 pages, Hardcover
First published January 20, 2026
About the author
Agnieszka Kulbat
12 books42 followersPiotrkowianka, pisarka i pasjonatka sportu, która mimo ukończenia Politechniki Warszawskiej postanowiła tworzyć powieści w gatunkach takich jak fantasy oraz thriller. Przez lata, z sukcesami na arenie europejskiej, trenowała Oyama Karate, przez co z przyjemnością w swoich książkach skupia się na scenach akcji, szczególną uwagę poświęcając walce wręcz. Urodzona w 1998 roku, ukończyła Państwową Szkołę Muzyczną pierwszego stopnia w klasie fletu poprzecznego, którego nie zawaha się użyć na każdym, kto źle obchodzi się ze swoimi książkami.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 15 of 15 reviews
February 21, 2026
3,5 ⭐️
był Poznań, czas na Piotrków! Uwielbiam to, że w tej serii lokalne legendy i wierzenia ożywają, a my możemy dowiedzieć się więcej o wierzeniach naszych przodków.
Jak zwykle dobrze się bawiłam. Bohaterowie w tej serii są wyjątkowi, a to co ich czasem spotyka, przechodzi ludzkie pojęcie 😅
Odmóżdżacz dla wielbicieli słowiańskiej fantastyki
był Poznań, czas na Piotrków! Uwielbiam to, że w tej serii lokalne legendy i wierzenia ożywają, a my możemy dowiedzieć się więcej o wierzeniach naszych przodków.
Jak zwykle dobrze się bawiłam. Bohaterowie w tej serii są wyjątkowi, a to co ich czasem spotyka, przechodzi ludzkie pojęcie 😅
Odmóżdżacz dla wielbicieli słowiańskiej fantastyki
July 5, 2026
Muszę przyznać, że drugi tom „Dziedzictwa Stróża Nawii” podobał mi się bardziej niż poprzednia część serii. I to mimo że akcja przenosi się z mojego ukochanego Poznania do Piotrkowa Trybunalskiego, który w czasie wydarzeń opisanych w książce nazywany jest po prostu Piotrkowem.
Ta odsłona jest po prostu ciekawsza, a przede wszystkim znacznie mroczniejsza. Na scenę wkracza cała plejada polskich diabłów z Borutą i Rokitą na czele oraz chyba najmroczniejsze słowiańskie bóstwo – Czerny.
Najbardziej jednak spodobało mi się to, że bohaterowie, przede wszystkim Wojmir, Stefa i Żywia, wyraźnie dojrzewają. Widać to w decyzjach, które podejmują w obliczu tajemniczych i niepokojących wydarzeń. Bo w Piotrkowie nic nie jest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka.
Po raz kolejny autorka udowodniła, że pisze z niezwykłą lekkością. Stworzyła książkę, która czyta się znakomicie – jest wciągająca, niezobowiązująca, a jednocześnie rozbudza apetyt na więcej i skutecznie zachęca do zgłębiania historii oraz wierzeń dawnych Słowian.
Dlatego uważam, że „Wola Żmija” jest książką lepszą od „Wezwania”. Fabuła wciąga mocniej, zachwyca bardziej, a wszystkiego jest tu po prostu więcej.
Nie mogę doczekać się kolejnego tomu i odpowiedzi na pytania, które wciąż pozostają bez rozwiązania. Kilka zagadek nadal skrywa się w mroku i zdecydowanie zasługuje na wyjaśnienie. Ale na wszystko przyjdzie jeszcze czas.
Jak pisałem przy okazji pierwszej książki Agnieszki Kulbat, dopiero rozpoczynam swoją przygodę ze Słowiańskimi światami. Jeśli jednak wszystkie powieści wydawane w tej serii trzymają taki poziom, będę więcej niż usatysfakcjonowany. A do tego są przepięknie wydane. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Bierzcie się za lekturę, bo naprawdę warto. Polecam!
Egzemplarz otrzymałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictworeplika
Ta odsłona jest po prostu ciekawsza, a przede wszystkim znacznie mroczniejsza. Na scenę wkracza cała plejada polskich diabłów z Borutą i Rokitą na czele oraz chyba najmroczniejsze słowiańskie bóstwo – Czerny.
Najbardziej jednak spodobało mi się to, że bohaterowie, przede wszystkim Wojmir, Stefa i Żywia, wyraźnie dojrzewają. Widać to w decyzjach, które podejmują w obliczu tajemniczych i niepokojących wydarzeń. Bo w Piotrkowie nic nie jest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka.
Po raz kolejny autorka udowodniła, że pisze z niezwykłą lekkością. Stworzyła książkę, która czyta się znakomicie – jest wciągająca, niezobowiązująca, a jednocześnie rozbudza apetyt na więcej i skutecznie zachęca do zgłębiania historii oraz wierzeń dawnych Słowian.
Dlatego uważam, że „Wola Żmija” jest książką lepszą od „Wezwania”. Fabuła wciąga mocniej, zachwyca bardziej, a wszystkiego jest tu po prostu więcej.
Nie mogę doczekać się kolejnego tomu i odpowiedzi na pytania, które wciąż pozostają bez rozwiązania. Kilka zagadek nadal skrywa się w mroku i zdecydowanie zasługuje na wyjaśnienie. Ale na wszystko przyjdzie jeszcze czas.
Jak pisałem przy okazji pierwszej książki Agnieszki Kulbat, dopiero rozpoczynam swoją przygodę ze Słowiańskimi światami. Jeśli jednak wszystkie powieści wydawane w tej serii trzymają taki poziom, będę więcej niż usatysfakcjonowany. A do tego są przepięknie wydane. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Bierzcie się za lekturę, bo naprawdę warto. Polecam!
Egzemplarz otrzymałem w ramach współpracy barterowej z @wydawnictworeplika
February 15, 2026
Drugi tom cyklu „Słowiańskie światy” zawsze niesie ze sobą podwyższone oczekiwania. Po pierwszej części apetyt rośnie – chcemy pogłębienia konfliktów, dojrzalszych bohaterów, konsekwencji dla wcześniejszych wyborów. W przypadku „Woli Żmija” Agnieszki Kulbat wchodziłam w lekturę z dużą ciekawością, szczególnie wobec dalszych losów Wojmira. Po wydarzeniach z tomu pierwszego potencjał był ogromny. Niestety, tym razem coś wyraźnie nie zadziałało.
Na poziomie warsztatowym trudno odmówić autorce lekkości. Język jest przystępny, narracja płynie, dialogi nie zgrzytają. To książka, którą czyta się szybko i bez wysiłku. Problem polega jednak na tym, że sama sprawność stylistyczna nie wystarcza, jeśli konstrukcja fabularna nie utrzymuje napięcia.
Największym mankamentem tej części jest wrażenie fabularnego rozchwiania. Teoretycznie bohaterowie mają cel, zmierzają w określonym kierunku, ale ich działania wydają się chaotyczne. Brakuje wyraźnej osi, wokół której wszystko się spina. Niektóre wątki rzeczywiście intrygują, jednak inne sprawiają wrażenie wypełniacza – są, bo są, lecz nie budują ani napięcia, ani emocjonalnego ciężaru.
Motyw diabłów zapowiadał się jako element z potencjałem na fabularne „uderzenie”. Tymczasem efekt okazał się zaskakująco płaski. Coś się wydarza, przez moment tempo przyspiesza – i nagle energia opada. Zabrakło pogłębienia, konsekwencji, odczuwalnego zagrożenia. W dodatku wiele przeszkód zostaje pokonanych zbyt łatwo. Pojawiają się gotowe rozwiązania, które niwelują napięcie, zamiast je potęgować.
Nie sposób też pominąć kwestii logicznej spójności świata przedstawionego. W mieście, gdzie palono na stosie za konszachty z diabłem, jawne afiszowanie się byciem szeptuchą wydaje się ryzykownym absurdem, który nie znajduje przekonującego uzasadnienia. Takie momenty wybijają z immersji – a w fantastyce światotwórstwo i konsekwencja reguł są fundamentem.
Największy zawód dotyczy jednak postaci. Po pierwszym tomie liczyłam na widoczną przemianę – dojrzewanie, konfrontację z konsekwencjami wcześniejszych wyborów, pogłębienie psychologiczne. Tymczasem bohaterowie wydają się stać w miejscu. Nie są całkowicie papierowi, lecz brakuje im indywidualnego rysu, ostrości, „pazura”, który pozwoliłby wyraźnie odróżnić ich głosy i motywacje.
Wątek romantyczny funkcjonuje raczej jako subtelne muśnięcie pędzla niż pełnoprawna kompozycja. Jest lekki, nieinwazyjny, ale przez to również mało zapadający w pamięć. Jeśli już decydujemy się na relację uczuciową w centrum opowieści, warto ją pogłębić – emocjonalnie i konfliktowo.
Nie wykluczam, że na odbiór wpłynął mój ostatni trudniejszy okres czytelniczy i rosnąca wybredność. Jednak nawet biorąc to pod uwagę, pewnych niedociągnięć nie sposób zignorować. Drugi tom – zamiast rozwinąć potencjał pierwszego – obniża temperaturę narracji i sprawia, że seria traci część swojego impetu.
„Wola Żmija” to książka poprawna warsztatowo, z ciekawym zapleczem świata i kilkoma interesującymi pomysłami, które niestety nie zostały wykorzystane w pełni. Dla części czytelników może to być satysfakcjonująca kontynuacja – szczególnie dla tych, którzy cenią lekką narrację i słowiański klimat ponad intensywną dynamikę fabuły.
Dla mnie jednak to tom średni – nie katastrofa, ale wyraźny krok w dół względem poprzedniej części. A przy tak obiecującym starcie oczekiwałam czegoś więcej niż poprawności. Czasem właśnie poprawność boli najbardziej, bo pokazuje, ile mogło się wydarzyć – a się nie wydarzyło.
Na poziomie warsztatowym trudno odmówić autorce lekkości. Język jest przystępny, narracja płynie, dialogi nie zgrzytają. To książka, którą czyta się szybko i bez wysiłku. Problem polega jednak na tym, że sama sprawność stylistyczna nie wystarcza, jeśli konstrukcja fabularna nie utrzymuje napięcia.
Największym mankamentem tej części jest wrażenie fabularnego rozchwiania. Teoretycznie bohaterowie mają cel, zmierzają w określonym kierunku, ale ich działania wydają się chaotyczne. Brakuje wyraźnej osi, wokół której wszystko się spina. Niektóre wątki rzeczywiście intrygują, jednak inne sprawiają wrażenie wypełniacza – są, bo są, lecz nie budują ani napięcia, ani emocjonalnego ciężaru.
Motyw diabłów zapowiadał się jako element z potencjałem na fabularne „uderzenie”. Tymczasem efekt okazał się zaskakująco płaski. Coś się wydarza, przez moment tempo przyspiesza – i nagle energia opada. Zabrakło pogłębienia, konsekwencji, odczuwalnego zagrożenia. W dodatku wiele przeszkód zostaje pokonanych zbyt łatwo. Pojawiają się gotowe rozwiązania, które niwelują napięcie, zamiast je potęgować.
Nie sposób też pominąć kwestii logicznej spójności świata przedstawionego. W mieście, gdzie palono na stosie za konszachty z diabłem, jawne afiszowanie się byciem szeptuchą wydaje się ryzykownym absurdem, który nie znajduje przekonującego uzasadnienia. Takie momenty wybijają z immersji – a w fantastyce światotwórstwo i konsekwencja reguł są fundamentem.
Największy zawód dotyczy jednak postaci. Po pierwszym tomie liczyłam na widoczną przemianę – dojrzewanie, konfrontację z konsekwencjami wcześniejszych wyborów, pogłębienie psychologiczne. Tymczasem bohaterowie wydają się stać w miejscu. Nie są całkowicie papierowi, lecz brakuje im indywidualnego rysu, ostrości, „pazura”, który pozwoliłby wyraźnie odróżnić ich głosy i motywacje.
Wątek romantyczny funkcjonuje raczej jako subtelne muśnięcie pędzla niż pełnoprawna kompozycja. Jest lekki, nieinwazyjny, ale przez to również mało zapadający w pamięć. Jeśli już decydujemy się na relację uczuciową w centrum opowieści, warto ją pogłębić – emocjonalnie i konfliktowo.
Nie wykluczam, że na odbiór wpłynął mój ostatni trudniejszy okres czytelniczy i rosnąca wybredność. Jednak nawet biorąc to pod uwagę, pewnych niedociągnięć nie sposób zignorować. Drugi tom – zamiast rozwinąć potencjał pierwszego – obniża temperaturę narracji i sprawia, że seria traci część swojego impetu.
„Wola Żmija” to książka poprawna warsztatowo, z ciekawym zapleczem świata i kilkoma interesującymi pomysłami, które niestety nie zostały wykorzystane w pełni. Dla części czytelników może to być satysfakcjonująca kontynuacja – szczególnie dla tych, którzy cenią lekką narrację i słowiański klimat ponad intensywną dynamikę fabuły.
Dla mnie jednak to tom średni – nie katastrofa, ale wyraźny krok w dół względem poprzedniej części. A przy tak obiecującym starcie oczekiwałam czegoś więcej niż poprawności. Czasem właśnie poprawność boli najbardziej, bo pokazuje, ile mogło się wydarzyć – a się nie wydarzyło.
February 3, 2026
Serię DZIEDZICTWO STRÓŻA NAWII otwiera książka „Wezwanie Żmija”, która zrobiła na mnie duże wrażenie i zaostrzyła apetyt na więcej. Dlatego też, gdy pojawiła się kontynuacja nie mogłam doczekać się aż dorwę ją w swoje ręce i ponownie zanurzę się w historii żmijowego syna.
Byliśmy już w ogarniętym chaosem Poznaniu… Czas odwiedzić Piotrków…
Piotrków – miasto umiejscowione pośrodku bagien, gdzie nic nie wydaje się normalne. To tam Wojmir w towarzystwie Strefy, Żywii i Radzanowej kieruje swoje kolejne kroki.
Odkąd strażnik wężowych zaświatów zniknął Wojmir wraz z braćmi próbuje wypełnić ostatnią wolę ojca i utrzymać porządek nad czekającymi na przejście przez rzekę Zapomnienia zbłąkanymi duszami. Żmijowy syn nie może dopuścić do sytuacji, która wydarzyła się w Poznaniu. Również w Piotrkowie Żywia ma nadzieję znaleźć odpowiedź na to, kto jest jej ojcem. Strzyga nie spodziewa się jednak, jak zaskakująca okaże się prawda.
Przekraczając bramę miasta drużyna Wojmira na dzień dobry staje się świadkiem niecodziennego widoku. Otóż na rynku tłumnie zebrani mieszkańcy debatują nad losem schwytanego diabła i kobiety podejrzanej o bratanie się z nim. Do gawiedzi nie docierają żadne tłumaczenia. Pragną sami wymierzyć kobiecie z karę. Wojmir postanawia interweniować i wywalczyć jej, chociaż sprawiedliwy sąd. Mieszkańcy Piotrkowa to dopiero początek problemów, z którymi żmijowy syn i towarzysząca mu świta będą musieli stawić czoła…
„-Jam jest syn Żmija, dziedzic stróża Nawii, co panuje nad duszami zmarłych i zna język demonów – przemówił, a biskup i wójt od razu się przeżegnali. Zrobili to tak szybko, że ciężko było zdecydować, który był pierwszy”.
„Wola żmija” to świetna kontynuacja serii. W moim odczuciu jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki. Autorka daje nam jeszcze więcej magii, jeszcze więcej pradawnych wierzeń i stworzeń, a wszystko to doprawia szczyptą historycznych ciekawostek, które zmyślnie wplata w fabułę. Fabułę, która rozkręca się na dobre i pędzi podsycana coraz to nowszymi i ciekawszymi wątkami. Przepadłam. Nie mogłam oderwać się od lektury.
Zauważyłam zmiany w postaci Wojmira, który w pierwszej części nieco mnie irytował. Stał się poważniejszy i bardziej odpowiedzialny. Nie chował się już za słabym żartem, ale brał sprawy w swoje ręce mimo obaw i strachu. Nie tylko mi to zaimponowało, bo zdaje się, że Stefa też to zauważyła, przez co jej uczucia do żmijowego syna wyklarowały się i w końcu miała odwagę wyartykułować je na głos.
Niezmiennie moją ulubienicą jest Żywia. Strzyga o dwóch sercach, która nie jest ani dobra, ani tak do końca zła. Tym razem do głosu częściej dochodzi ta bardziej ludzka część jej osobowości. Żywia ma to do siebie, że potrafi rozluźnić atmosferę nieważne jak bardzo napięta by była.
Nie da się zaprzeczyć, że tę historię doskonale uzupełnia również przepiękne wydanie książki. Klimatyczna okładka w twardej oprawie, cudowne arty oraz barwione brzegi zdecydowanie cieszą oko.
Cieszę się, że to jeszcze nie koniec przygód tej osobliwej drużyny, którą zdążyłam polubić. Z niecierpliwością czekam na kolejne.
Byliśmy już w ogarniętym chaosem Poznaniu… Czas odwiedzić Piotrków…
Piotrków – miasto umiejscowione pośrodku bagien, gdzie nic nie wydaje się normalne. To tam Wojmir w towarzystwie Strefy, Żywii i Radzanowej kieruje swoje kolejne kroki.
Odkąd strażnik wężowych zaświatów zniknął Wojmir wraz z braćmi próbuje wypełnić ostatnią wolę ojca i utrzymać porządek nad czekającymi na przejście przez rzekę Zapomnienia zbłąkanymi duszami. Żmijowy syn nie może dopuścić do sytuacji, która wydarzyła się w Poznaniu. Również w Piotrkowie Żywia ma nadzieję znaleźć odpowiedź na to, kto jest jej ojcem. Strzyga nie spodziewa się jednak, jak zaskakująca okaże się prawda.
Przekraczając bramę miasta drużyna Wojmira na dzień dobry staje się świadkiem niecodziennego widoku. Otóż na rynku tłumnie zebrani mieszkańcy debatują nad losem schwytanego diabła i kobiety podejrzanej o bratanie się z nim. Do gawiedzi nie docierają żadne tłumaczenia. Pragną sami wymierzyć kobiecie z karę. Wojmir postanawia interweniować i wywalczyć jej, chociaż sprawiedliwy sąd. Mieszkańcy Piotrkowa to dopiero początek problemów, z którymi żmijowy syn i towarzysząca mu świta będą musieli stawić czoła…
„-Jam jest syn Żmija, dziedzic stróża Nawii, co panuje nad duszami zmarłych i zna język demonów – przemówił, a biskup i wójt od razu się przeżegnali. Zrobili to tak szybko, że ciężko było zdecydować, który był pierwszy”.
„Wola żmija” to świetna kontynuacja serii. W moim odczuciu jeszcze lepsza od swojej poprzedniczki. Autorka daje nam jeszcze więcej magii, jeszcze więcej pradawnych wierzeń i stworzeń, a wszystko to doprawia szczyptą historycznych ciekawostek, które zmyślnie wplata w fabułę. Fabułę, która rozkręca się na dobre i pędzi podsycana coraz to nowszymi i ciekawszymi wątkami. Przepadłam. Nie mogłam oderwać się od lektury.
Zauważyłam zmiany w postaci Wojmira, który w pierwszej części nieco mnie irytował. Stał się poważniejszy i bardziej odpowiedzialny. Nie chował się już za słabym żartem, ale brał sprawy w swoje ręce mimo obaw i strachu. Nie tylko mi to zaimponowało, bo zdaje się, że Stefa też to zauważyła, przez co jej uczucia do żmijowego syna wyklarowały się i w końcu miała odwagę wyartykułować je na głos.
Niezmiennie moją ulubienicą jest Żywia. Strzyga o dwóch sercach, która nie jest ani dobra, ani tak do końca zła. Tym razem do głosu częściej dochodzi ta bardziej ludzka część jej osobowości. Żywia ma to do siebie, że potrafi rozluźnić atmosferę nieważne jak bardzo napięta by była.
Nie da się zaprzeczyć, że tę historię doskonale uzupełnia również przepiękne wydanie książki. Klimatyczna okładka w twardej oprawie, cudowne arty oraz barwione brzegi zdecydowanie cieszą oko.
Cieszę się, że to jeszcze nie koniec przygód tej osobliwej drużyny, którą zdążyłam polubić. Z niecierpliwością czekam na kolejne.
February 11, 2026
[Współpraca z wydawnictwem Replika]
Jest w tym coś pięknego, że prawie każda miejscowość w Polsce ma swoje własne historie i legendy. Szkoda tylko, że tak często zostają one zamknięte w lokalnym kręgu i nie idą dalej w świat.
Najpopularniejsze są oczywiście te dotyczące stolicy i miast, które kiedyś nią były, a przecież niemalże każde miasteczko ma ich przynajmniej kilka.
Agnieszka Kulbat postanowiła zadbać o to, aby jej lokalne legendy ujrzały światło dzienne, za pomocą drugiej części serii "Dziedzictwo Stróża Nawii". Jak na autorkę fantastyki przystało, nie zrobiła tego w oczywisty sposób. Postanowiła ubarwić historię w taki sposób, aby czytelnik musiał zastanowić się, co było prawdą, co legendą, a co wyobraźnią autorki.
W "Woli Żmija" poznajemy dalsze losy bliskich nam już bohaterów: Wojmira, Stefy, Żywii... i Radzanowej.
Ta niecodzienna gromadka wędruje tym razem do Piotrkowa, w którym już od samego początku dzieją się dziwy. Zaraz po przekroczeniu granic miasta nasi bohaterowie stają się świadkami niecodziennego wydarzenia – mianowicie pojmania przez mieszkańców diabła. Na domiar złego osądzona za konszachty z nim zostaje żona mężczyzny, który pomógł im dostać się do miasta. I tak poza problemami w zaświatach Wojmir zostaje wplątany w lokalne zamieszki, które z czasem pokazują, że kryje się za nimi coś znacznie poważniejszego.
Każdy z naszych bohaterów odkrywa coś ważnego dla siebie. Ich więź się umacnia, a czytelnik ma możliwość lepszego poznania ich charakterów.
Autorka posługuje się prostym językiem, ale potrafi zaangażować czytelnika. Postaci stworzone przez nią są wielowymiarowe i szybko zyskują przychylność czytelnika.
Nie ukrywam jednak, że w tę część historii zaangażowałam się nieco mniej niż w pierwszą. Może wynikać to z nieco bardziej rozbudowanych wątków, które nie dotyczyły bezpośrednio naszych bohaterów, i ciężko było mi się przestawić na taki tok fabuły.
Nie zmienia to jednak faktu, że historia Żmijowego Syna jest nadal niezmiernie angażująca.
Cieszę się, że powstanie następny tom, którego miejscem akcji będzie Kraków.
Ponownie na uznanie zasługuje umiejętne łączenie wątków pogaństwa z chrześcijaństwem, dzięki czemu łatwiej można sobie wyobrazić, jak wyglądało zderzenie tych dwóch wierzeń w przeszłości. Choć zdaję sobie sprawę, że autorka skupia się bardziej na swoich wyobrażeniach niż stricte faktach historycznych.
"Wola Żmija" to kontynuacja, która rozwija świat i bohaterów, jednocześnie mocniej rozbudowując tło wydarzeń i lokalne konflikty. Mimo że tym razem nie wciągnęła mnie aż tak jak pierwszy tom, nadal uważam tę serię za bardzo wartościową i wyróżniającą się na tle słowiańskiej fantastyki. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom i jestem ciekawa, jak autorka poprowadzi tę historię w krakowskich realiach.
Jest w tym coś pięknego, że prawie każda miejscowość w Polsce ma swoje własne historie i legendy. Szkoda tylko, że tak często zostają one zamknięte w lokalnym kręgu i nie idą dalej w świat.
Najpopularniejsze są oczywiście te dotyczące stolicy i miast, które kiedyś nią były, a przecież niemalże każde miasteczko ma ich przynajmniej kilka.
Agnieszka Kulbat postanowiła zadbać o to, aby jej lokalne legendy ujrzały światło dzienne, za pomocą drugiej części serii "Dziedzictwo Stróża Nawii". Jak na autorkę fantastyki przystało, nie zrobiła tego w oczywisty sposób. Postanowiła ubarwić historię w taki sposób, aby czytelnik musiał zastanowić się, co było prawdą, co legendą, a co wyobraźnią autorki.
W "Woli Żmija" poznajemy dalsze losy bliskich nam już bohaterów: Wojmira, Stefy, Żywii... i Radzanowej.
Ta niecodzienna gromadka wędruje tym razem do Piotrkowa, w którym już od samego początku dzieją się dziwy. Zaraz po przekroczeniu granic miasta nasi bohaterowie stają się świadkami niecodziennego wydarzenia – mianowicie pojmania przez mieszkańców diabła. Na domiar złego osądzona za konszachty z nim zostaje żona mężczyzny, który pomógł im dostać się do miasta. I tak poza problemami w zaświatach Wojmir zostaje wplątany w lokalne zamieszki, które z czasem pokazują, że kryje się za nimi coś znacznie poważniejszego.
Każdy z naszych bohaterów odkrywa coś ważnego dla siebie. Ich więź się umacnia, a czytelnik ma możliwość lepszego poznania ich charakterów.
Autorka posługuje się prostym językiem, ale potrafi zaangażować czytelnika. Postaci stworzone przez nią są wielowymiarowe i szybko zyskują przychylność czytelnika.
Nie ukrywam jednak, że w tę część historii zaangażowałam się nieco mniej niż w pierwszą. Może wynikać to z nieco bardziej rozbudowanych wątków, które nie dotyczyły bezpośrednio naszych bohaterów, i ciężko było mi się przestawić na taki tok fabuły.
Nie zmienia to jednak faktu, że historia Żmijowego Syna jest nadal niezmiernie angażująca.
Cieszę się, że powstanie następny tom, którego miejscem akcji będzie Kraków.
Ponownie na uznanie zasługuje umiejętne łączenie wątków pogaństwa z chrześcijaństwem, dzięki czemu łatwiej można sobie wyobrazić, jak wyglądało zderzenie tych dwóch wierzeń w przeszłości. Choć zdaję sobie sprawę, że autorka skupia się bardziej na swoich wyobrażeniach niż stricte faktach historycznych.
"Wola Żmija" to kontynuacja, która rozwija świat i bohaterów, jednocześnie mocniej rozbudowując tło wydarzeń i lokalne konflikty. Mimo że tym razem nie wciągnęła mnie aż tak jak pierwszy tom, nadal uważam tę serię za bardzo wartościową i wyróżniającą się na tle słowiańskiej fantastyki. Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom i jestem ciekawa, jak autorka poprowadzi tę historię w krakowskich realiach.
May 2, 2026
🌿 Q: Czy wierzycie w ludowe wierzenia i przesądy?
Wiecie, takie stukanie w niemalowane, czarny kot przebierający przez drogę czy to, że panna przy stole nie może siedzieć na rogu. Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że fajnie jest znać parę takich powiedzonek, coś tam można pożartować, ale zdecydowanie nie jestem z tych osób, które choćby trochę w takie rzeczy wierzą.
💚 Och, jak dawno nie czytałam już nic w tym stylu... a do słowiańskiej mitologii zdecydowanie mam słabość!
Jakoś tak jednak się stało, że ostatnio w moje ręce nie wpadały książki tego typu. Wreszcie nadszedł ten czas i powiem Wam, że trafiłam lepiej, niż mogłabym się spodziewać. Z autorką, jak dobrze pamiętam, cykl "Dziedzictwo stróża Nawii" jest moim pierwszym czytelniczym spotkaniem, ale teraz już wiem, że na pewno nie ostatnim.
💚 Drzwi do wężowych zaświatów zostały otwarte!
Ile zamieszania to przyniosło, aż strach oceniać. Nie zmienia to jednak faktu, że synowie Żmija starają się nad całą sytuacją mimo wszystko jakkolwiek zapanować.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa wyruszają w podróż do Piotrkowa. Szybko jednak zauważają, że nie jest to miejsce zwyczajne, a wśród mieszkańców narasta coraz to większy niepokój. Schwytanie diabła to bowiem pierwszy krok do zbiorowej histerii, która zaczyna to miejsce opanowywać.
💚 Nie da się ukryć, że autorka pisze niezwykle przyjemnym i intrygującym językiem. Przez tę książkę po prostu się płynie, a kolejne wydarzenia, mniej lub bardziej poważne, tylko podsycają ciekawość czytelnika. Już nie raz wspominałam Wam, jak nutka humoru dobrze może wpłynąć na fajnie napisaną historię. Tutaj wszystko wyważone jest naprawdę dobrze.
Bohaterowie są niezwykle charakterni, a każdy z nich bardzo wiele wnosi do całej opowieści. Choć czasami zdaje się, że coś dzieje się tutaj z przypadku, ostatecznie mam wrażenie, że tak całkowicie nie jest. Z resztą to jest jedno z moich ulubionych połączeń- nieco chaosu, ironii, a do tego najważniejsze, czyli ludowe legendy.
💚 Jeśli jeszcze nie zaznajomieni jesteście z twórczością Agnieszki Kulbat, zdecydowanie nie macie na co czekać. Bardzo ciekawi mnie, co powiecie o jej piórze- oczywiście dajcie znać w komentarzach.
[współpraca barterowa]
Wiecie, takie stukanie w niemalowane, czarny kot przebierający przez drogę czy to, że panna przy stole nie może siedzieć na rogu. Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że fajnie jest znać parę takich powiedzonek, coś tam można pożartować, ale zdecydowanie nie jestem z tych osób, które choćby trochę w takie rzeczy wierzą.
💚 Och, jak dawno nie czytałam już nic w tym stylu... a do słowiańskiej mitologii zdecydowanie mam słabość!
Jakoś tak jednak się stało, że ostatnio w moje ręce nie wpadały książki tego typu. Wreszcie nadszedł ten czas i powiem Wam, że trafiłam lepiej, niż mogłabym się spodziewać. Z autorką, jak dobrze pamiętam, cykl "Dziedzictwo stróża Nawii" jest moim pierwszym czytelniczym spotkaniem, ale teraz już wiem, że na pewno nie ostatnim.
💚 Drzwi do wężowych zaświatów zostały otwarte!
Ile zamieszania to przyniosło, aż strach oceniać. Nie zmienia to jednak faktu, że synowie Żmija starają się nad całą sytuacją mimo wszystko jakkolwiek zapanować.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa wyruszają w podróż do Piotrkowa. Szybko jednak zauważają, że nie jest to miejsce zwyczajne, a wśród mieszkańców narasta coraz to większy niepokój. Schwytanie diabła to bowiem pierwszy krok do zbiorowej histerii, która zaczyna to miejsce opanowywać.
💚 Nie da się ukryć, że autorka pisze niezwykle przyjemnym i intrygującym językiem. Przez tę książkę po prostu się płynie, a kolejne wydarzenia, mniej lub bardziej poważne, tylko podsycają ciekawość czytelnika. Już nie raz wspominałam Wam, jak nutka humoru dobrze może wpłynąć na fajnie napisaną historię. Tutaj wszystko wyważone jest naprawdę dobrze.
Bohaterowie są niezwykle charakterni, a każdy z nich bardzo wiele wnosi do całej opowieści. Choć czasami zdaje się, że coś dzieje się tutaj z przypadku, ostatecznie mam wrażenie, że tak całkowicie nie jest. Z resztą to jest jedno z moich ulubionych połączeń- nieco chaosu, ironii, a do tego najważniejsze, czyli ludowe legendy.
💚 Jeśli jeszcze nie zaznajomieni jesteście z twórczością Agnieszki Kulbat, zdecydowanie nie macie na co czekać. Bardzo ciekawi mnie, co powiecie o jej piórze- oczywiście dajcie znać w komentarzach.
[współpraca barterowa]
February 15, 2026
Wola Lisioła
.
Praca Wojmira stała się jeszcze trudniejsza, gdy jego mityczny ojciec, wielki Żmij, postanowił wyjechać na wakacje nie wiadomo gdzie. Zostawił wszystko na głowie synów – czyli wielki burdel pod bramami Nawii. Dusze przecież trzeba przeprowadzać, inaczej same zaczynają chadzać, sprowadzając nieszczęście na żyjących. Sprawę trzeba jak najszybciej wyjaśnić, a przy tym spełnić daną wcześniej obietnicę. Dlatego drużyna specjalna – rozmawiający z duchami Wojmir, szeptucha Stefa i strzyga Żywia wyruszają do Piotrkowa. Tym razem w towarzystwie staruszki Radzanowej, ducha jej syna oraz bażanta. Drzyjcie diabły i demony, bo będzie grubo!
.
Na dzień dobry nasza ekipa wpada pod samosąd z płonącym stosem *Lisioł spojrzał wymownie na Wojmira* no dalej synu Żmija, rusza tą swoja dupa! *pisnął futrzak, poganiając naszego bohatera*. Zwłaszcza, że postanowili spalić diabła. Ci ludzie w Piotrkowie już całkiem oszaleli, palić diabła… też coś! Diabelskie miasto *syknął Lisioł*. Gorzej, że mieszkańcom rzeczywiście coś na głowę padło i nie tylko im. Proszę Państwa, jak Jeziornica zgłasza petycje o poprawę bytu, to jest się nad czym zastanawiać.
.
Do tego dochodzi nam palący problem samowolnych dusz, uciekających znad Rzeki Zapomnienia oraz zlecenie od Żywii. Ten pierwszy problem wydaje się uciszony, ale tak nie jest. Narasta w tle, o czym donosi duch syna Radzanowej. Trzeba przyznać, że kobieta i charakterek ma, i upartość godną osła, a przy tym zdrowy rozsądek. Wojmir może dalej uciekać przed swoim dziedzictwem, albo się z nim zmierzyć. Podobnie jak z problemem miłosnym. W końcu ze Stefą tańczą ciekawy taniec, będąc coraz bliżej siebie. Natomiast Żywia i jej szlacheckie potrzeby to już całkiem inna bajka. Lisioł musi przyznać, że książkę „Wola Żmija” autorstwa Agnieszki Kulbat czytało mu się szybko, aczkolwiek finał futrzaka nieco rozczarował. Na plus jednak można zaliczyć egzorcyzmy w stylu słowiańskim oraz zapowiedź niezłego bałaganu. W końcu Dziady coraz bliżej…
.
Praca Wojmira stała się jeszcze trudniejsza, gdy jego mityczny ojciec, wielki Żmij, postanowił wyjechać na wakacje nie wiadomo gdzie. Zostawił wszystko na głowie synów – czyli wielki burdel pod bramami Nawii. Dusze przecież trzeba przeprowadzać, inaczej same zaczynają chadzać, sprowadzając nieszczęście na żyjących. Sprawę trzeba jak najszybciej wyjaśnić, a przy tym spełnić daną wcześniej obietnicę. Dlatego drużyna specjalna – rozmawiający z duchami Wojmir, szeptucha Stefa i strzyga Żywia wyruszają do Piotrkowa. Tym razem w towarzystwie staruszki Radzanowej, ducha jej syna oraz bażanta. Drzyjcie diabły i demony, bo będzie grubo!
.
Na dzień dobry nasza ekipa wpada pod samosąd z płonącym stosem *Lisioł spojrzał wymownie na Wojmira* no dalej synu Żmija, rusza tą swoja dupa! *pisnął futrzak, poganiając naszego bohatera*. Zwłaszcza, że postanowili spalić diabła. Ci ludzie w Piotrkowie już całkiem oszaleli, palić diabła… też coś! Diabelskie miasto *syknął Lisioł*. Gorzej, że mieszkańcom rzeczywiście coś na głowę padło i nie tylko im. Proszę Państwa, jak Jeziornica zgłasza petycje o poprawę bytu, to jest się nad czym zastanawiać.
.
Do tego dochodzi nam palący problem samowolnych dusz, uciekających znad Rzeki Zapomnienia oraz zlecenie od Żywii. Ten pierwszy problem wydaje się uciszony, ale tak nie jest. Narasta w tle, o czym donosi duch syna Radzanowej. Trzeba przyznać, że kobieta i charakterek ma, i upartość godną osła, a przy tym zdrowy rozsądek. Wojmir może dalej uciekać przed swoim dziedzictwem, albo się z nim zmierzyć. Podobnie jak z problemem miłosnym. W końcu ze Stefą tańczą ciekawy taniec, będąc coraz bliżej siebie. Natomiast Żywia i jej szlacheckie potrzeby to już całkiem inna bajka. Lisioł musi przyznać, że książkę „Wola Żmija” autorstwa Agnieszki Kulbat czytało mu się szybko, aczkolwiek finał futrzaka nieco rozczarował. Na plus jednak można zaliczyć egzorcyzmy w stylu słowiańskim oraz zapowiedź niezłego bałaganu. W końcu Dziady coraz bliżej…
April 3, 2026
"Wola Żmiaja" autorstwa Agnieszki Kulbat, to druga część serii Dziedzictwo Stróża Nawii.
Musze zwrócić wam uwagę na to genialne wydanie. Wiem, że się powtarzam, ale nic na to nie poradzę. Nadal z zachwytu nie umiem wyjść🥰🥰🥰. Wydawnictwo Replika robi to bardzo dobrze🥰🥰🥰.
Żmijowa drużyna, czyli Wojmir, Żywia i Stefa, powiększyła się o jedną osobę Radzanową, nie zadowoloną klientkę Syna Żmija🤭. Oj ta Radzanowa, staruszka, ale da im popalić. Uwielbia dorzucać swoje trzy grosze 🤭. Wcześniej już nie było nudno, ale teraz będzie jeszcze lepiej.
Tym razem nasza wesoła drużyna trafia do Piotrkowa. Żywi zachciało się odzyskać status szlachcianki i wrócić do ojca. Tylko czy to spełni jej oczekiwania???
Piotrków, miasto sądów i prawa, ale czy napewno? Coś w tym mieście jest nie tak. Wszystko jest na opak. Diabły, demony i duchy się panoszą, jakby tego było mało to i ludzie jacyś dziwni są🤭. Naszą żmijawą drużynę czeka nielatwe zadanie. Zawsze trafiają w środek niespodziewanych zdarzeń. Czy i tym razem uda im się wyjść cało z opresji???
Musze przyznać, że tą cześć czytało mi się o wiele lepiej. Przyzwyczaiłam się już do tego XV wiecznego klimatu pełnego zacofanych i łatwowiernych ludzi.
Wojmir wreszcie pokazuje charakter i bierze odpowiedzialność za swoją spuściznę.
Stefa, wreszcie przyznaje się do swoich uczuć.
Żywia jak zawsze zamota, a Radzanowa doleje oliwy do ognia🤭🤭🤭.
Ekipa doskonała🤭🤭🤭.
Świetnie się bawiłam na tym. Uwielbiam bohaterów. Są nieidealni, ale nadrabiają dobrą gadką i zawsze uda im się wyplatać z tarapatów. Nadal nie dostałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, wiec czuję, że niedługo kolejna część się szykuje😁. Czekam😁. Jeżeli lubicie historie pełne słowiańskich wierzeń, koniecznie musicie poznać ta serie. Polecam🥰
Musze zwrócić wam uwagę na to genialne wydanie. Wiem, że się powtarzam, ale nic na to nie poradzę. Nadal z zachwytu nie umiem wyjść🥰🥰🥰. Wydawnictwo Replika robi to bardzo dobrze🥰🥰🥰.
Żmijowa drużyna, czyli Wojmir, Żywia i Stefa, powiększyła się o jedną osobę Radzanową, nie zadowoloną klientkę Syna Żmija🤭. Oj ta Radzanowa, staruszka, ale da im popalić. Uwielbia dorzucać swoje trzy grosze 🤭. Wcześniej już nie było nudno, ale teraz będzie jeszcze lepiej.
Tym razem nasza wesoła drużyna trafia do Piotrkowa. Żywi zachciało się odzyskać status szlachcianki i wrócić do ojca. Tylko czy to spełni jej oczekiwania???
Piotrków, miasto sądów i prawa, ale czy napewno? Coś w tym mieście jest nie tak. Wszystko jest na opak. Diabły, demony i duchy się panoszą, jakby tego było mało to i ludzie jacyś dziwni są🤭. Naszą żmijawą drużynę czeka nielatwe zadanie. Zawsze trafiają w środek niespodziewanych zdarzeń. Czy i tym razem uda im się wyjść cało z opresji???
Musze przyznać, że tą cześć czytało mi się o wiele lepiej. Przyzwyczaiłam się już do tego XV wiecznego klimatu pełnego zacofanych i łatwowiernych ludzi.
Wojmir wreszcie pokazuje charakter i bierze odpowiedzialność za swoją spuściznę.
Stefa, wreszcie przyznaje się do swoich uczuć.
Żywia jak zawsze zamota, a Radzanowa doleje oliwy do ognia🤭🤭🤭.
Ekipa doskonała🤭🤭🤭.
Świetnie się bawiłam na tym. Uwielbiam bohaterów. Są nieidealni, ale nadrabiają dobrą gadką i zawsze uda im się wyplatać z tarapatów. Nadal nie dostałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, wiec czuję, że niedługo kolejna część się szykuje😁. Czekam😁. Jeżeli lubicie historie pełne słowiańskich wierzeń, koniecznie musicie poznać ta serie. Polecam🥰
April 8, 2026
Skusiłam się na tę serię głównie ze względu na miejsce akcji dziejącej się w Piotrkowie Trybunalskim. Klimat legend oraz słowiańskich wierzeń dodatkowo mnie zachęcił do lektury. Bardzo podobało mi się to, że dzięki tej książce mogłam doszukiwać się ukrytych smaczków i odkrywać na nowo miejsca znane mi od dziecka z zupełnie innej, fantastycznej perspektywy. Jeśli dobrze się domyśliłam, że opisana speluna Piekło to nasz rodzimy Sky, to muszę przyznać, że ta gra słowna całkiem mnie rozbawiła.
Poza samym wątkiem Piotrkowa i jego specyficznym klimatem nawet wkręciłam się w fabułę, jednak dużym minusem było dla mnie otwieranie wielu nowych wątków i wprowadzanie kolejnych bohaterów bez domykania tych rozpoczętych. Pierwsza część serii została pozostawiona praktycznie bez zakończenia, a w drugiej pierwsze wyjaśnienia pojawiły się dopiero na ostatnich stronach, co dla mnie jako osoby niezbyt cierpliwej i ciekawskiej było mocno męczące. W pewnym momencie zabrakło mi dynamiki, która na bieżąco rozbudzałaby we mnie emocje.
Najbardziej urzekły mnie postacie Stefy i Żywi, chociaż w pierwszej części relacje między bohaterami były przedstawione w dużo ciekawszy sposób. W kontynuacji zabrakło mi ich mocnych ripost, przez co między postaciami już tak nie iskrzyło. Relacje wydały mi się spłycone, a biorąc pod uwagę temperament tych dwóch dam, liczyłam na prawdziwy ogień.
Mimo wszystko chętnie zobaczyłabym Piotrków w takiej odsłonie w jakiejś krótkiej ekranizacji. Nie jest to moja ulubiona seria, ale jako dla rodowitej piotrkowianki na pewno zostawia u mnie duży sentyment i chęć polecania jej dalej.
Na koniec należą się ogromne ukłony za doskonały research, bo gołym okiem widać, że przygotowanie do napisania tej książki było ogromne. 🧝♀️⚡️
Poza samym wątkiem Piotrkowa i jego specyficznym klimatem nawet wkręciłam się w fabułę, jednak dużym minusem było dla mnie otwieranie wielu nowych wątków i wprowadzanie kolejnych bohaterów bez domykania tych rozpoczętych. Pierwsza część serii została pozostawiona praktycznie bez zakończenia, a w drugiej pierwsze wyjaśnienia pojawiły się dopiero na ostatnich stronach, co dla mnie jako osoby niezbyt cierpliwej i ciekawskiej było mocno męczące. W pewnym momencie zabrakło mi dynamiki, która na bieżąco rozbudzałaby we mnie emocje.
Najbardziej urzekły mnie postacie Stefy i Żywi, chociaż w pierwszej części relacje między bohaterami były przedstawione w dużo ciekawszy sposób. W kontynuacji zabrakło mi ich mocnych ripost, przez co między postaciami już tak nie iskrzyło. Relacje wydały mi się spłycone, a biorąc pod uwagę temperament tych dwóch dam, liczyłam na prawdziwy ogień.
Mimo wszystko chętnie zobaczyłabym Piotrków w takiej odsłonie w jakiejś krótkiej ekranizacji. Nie jest to moja ulubiona seria, ale jako dla rodowitej piotrkowianki na pewno zostawia u mnie duży sentyment i chęć polecania jej dalej.
Na koniec należą się ogromne ukłony za doskonały research, bo gołym okiem widać, że przygotowanie do napisania tej książki było ogromne. 🧝♀️⚡️
January 25, 2026
„Wola Żmija” to drugi tom cyklu Dziedzictwo stróża Nawii, gdzie ponownie bawiłam się świetnie!
Po zniknięciu Żmija zaczyna się chaos, a jego synowie starają się utrzymać porządek w świecie pełnym tajemniczych zjawisk. Akcja rozgrywa się w średniowiecznym Piotrkowie, gdzie rzeczywistość bywa dziwna i niejednoznaczna. Tutaj nic nie jest takie jak się wydaje!
W „Woli Żmija” przenosimy się do świata pełnego magii, pradawnych wierzeń oraz słowiańskiego klimatu, gdzie historia miesza się z fantastycznymi elementami. Świat wykreowany przez autorkę jest niezwykle ciekawy, gdzie koegzystują ze sobą chrześcijaństwo i pogańskie wierzenia, a bohaterowie mierzą się z tajemniczymi samobójstwami i opętaniami. Nie obejdzie się bez konfliktów na tle religijnym oraz prześladowań czy niesprawiedliwych sądów. Fabuła jest dynamiczna, przesycona słowiańskością, napięciem, zwrotami akcji oraz humorem, który uwielbiam. Mamy również elementy romansu, ale niewielkie. Tło historyczne jak i lokalne legendy, które autorka zgrabnie wplotła do tworzonej historii, rozpalają ciekawość do pogłębienia wiedzy na temat miasta. Barwne dialogi jak i opisy z łatwością pozwalają się w czuć klimat tamtych czasów. Bohaterzy barwni i wyraziści, których nie da się nie polubić. Co rusz wpadają w nowe niesamowite przygody, a ich główny cel podróży odchodzi na dalszy plan, są niezwykle zaangażowani w pomoc mieszkańcom. Atmosfera miasta jest ciężka, gęsta i pełna zagadek. W Piotrkowie nic nie jest takie jak się wydaje, mrok coraz bardziej otacza miasto, a legendy mieszają się z rzeczywistością. Bohaterzy muszą stawić czoła narastającym tajemnicom, które testują ich odwagę i lojalność.
Fantastyczny świat bogaty w wierzenia i słowiański folklor, dynamiczna akcja pełna przygód i humoru. Jestem bardzo ciekawa co czeka naszych bohaterów w kolejnym tomie, polecam 💙
Po zniknięciu Żmija zaczyna się chaos, a jego synowie starają się utrzymać porządek w świecie pełnym tajemniczych zjawisk. Akcja rozgrywa się w średniowiecznym Piotrkowie, gdzie rzeczywistość bywa dziwna i niejednoznaczna. Tutaj nic nie jest takie jak się wydaje!
W „Woli Żmija” przenosimy się do świata pełnego magii, pradawnych wierzeń oraz słowiańskiego klimatu, gdzie historia miesza się z fantastycznymi elementami. Świat wykreowany przez autorkę jest niezwykle ciekawy, gdzie koegzystują ze sobą chrześcijaństwo i pogańskie wierzenia, a bohaterowie mierzą się z tajemniczymi samobójstwami i opętaniami. Nie obejdzie się bez konfliktów na tle religijnym oraz prześladowań czy niesprawiedliwych sądów. Fabuła jest dynamiczna, przesycona słowiańskością, napięciem, zwrotami akcji oraz humorem, który uwielbiam. Mamy również elementy romansu, ale niewielkie. Tło historyczne jak i lokalne legendy, które autorka zgrabnie wplotła do tworzonej historii, rozpalają ciekawość do pogłębienia wiedzy na temat miasta. Barwne dialogi jak i opisy z łatwością pozwalają się w czuć klimat tamtych czasów. Bohaterzy barwni i wyraziści, których nie da się nie polubić. Co rusz wpadają w nowe niesamowite przygody, a ich główny cel podróży odchodzi na dalszy plan, są niezwykle zaangażowani w pomoc mieszkańcom. Atmosfera miasta jest ciężka, gęsta i pełna zagadek. W Piotrkowie nic nie jest takie jak się wydaje, mrok coraz bardziej otacza miasto, a legendy mieszają się z rzeczywistością. Bohaterzy muszą stawić czoła narastającym tajemnicom, które testują ich odwagę i lojalność.
Fantastyczny świat bogaty w wierzenia i słowiański folklor, dynamiczna akcja pełna przygód i humoru. Jestem bardzo ciekawa co czeka naszych bohaterów w kolejnym tomie, polecam 💙
January 27, 2026
Jest nieco lepiej niż w pierwszej części, jednak wyraźnie widać, że powieść powstała w pośpiechu. Brakuje w niej pasji oraz wyrazistego, naprawdę intrygującego pomysłu. Dziwi to tym bardziej, że pani Kulbat bywa od niedawna określana mianem „Sapkowskiego w spódnicy”. To porównanie jest nie tylko chybione, ale wręcz nadużywane. Ciśnie się na usta użycie sformułowania „Sapkowski z Temu”.
Nie ma tu charakterystycznej lekkości stylu, rozbudowanego i sugestywnego świata przedstawionego, wyraziście nakreślonych postaci ani dynamicznie poprowadzonej akcji (choćby scen walki),które są znakiem rozpoznawczym prozy Andrzeja Sapkowskiego. Całość sprawia wrażenie zbyt generycznej i zachowawczej, by zestawiać ją z fantastyką z wyższej półki. W efekcie takie porównania są nie tylko nietrafione, ale i krzywdzące.
Pani Kulbat powinna pozostać panią Kulbat - nie „kimś tam w spódnicy”. Zresztą podobne etykietowanie byłoby niesprawiedliwe wobec każdego autora.
Reasumując, mamy do czynienia z typową literaturą młodzieżową dla niewymagającego, okazjonalnego czytelnika (raczej kobiecego). Wola Żmija może być przyzwoitym punktem wejścia w świat fantasy dla takiego odbiorcy, jednak zdecydowanie nie aspiruje do poziomu górnej półki gatunku.
I żadne recenzje bookstagramerów napisane we współpracy tego nie zmienią.
Nie ma tu charakterystycznej lekkości stylu, rozbudowanego i sugestywnego świata przedstawionego, wyraziście nakreślonych postaci ani dynamicznie poprowadzonej akcji (choćby scen walki),które są znakiem rozpoznawczym prozy Andrzeja Sapkowskiego. Całość sprawia wrażenie zbyt generycznej i zachowawczej, by zestawiać ją z fantastyką z wyższej półki. W efekcie takie porównania są nie tylko nietrafione, ale i krzywdzące.
Pani Kulbat powinna pozostać panią Kulbat - nie „kimś tam w spódnicy”. Zresztą podobne etykietowanie byłoby niesprawiedliwe wobec każdego autora.
Reasumując, mamy do czynienia z typową literaturą młodzieżową dla niewymagającego, okazjonalnego czytelnika (raczej kobiecego). Wola Żmija może być przyzwoitym punktem wejścia w świat fantasy dla takiego odbiorcy, jednak zdecydowanie nie aspiruje do poziomu górnej półki gatunku.
I żadne recenzje bookstagramerów napisane we współpracy tego nie zmienią.
February 18, 2026
Witajcie, kochane Robaczki książkowe!
Dziś chciałabym podzielić się z Wami recenzją książki „Wola żmija” autorstwa Agnieszki Kulbat.
To drugi tom serii, która ogromnie mnie zaskoczyła. Ma w sobie wszystko, za co kocham książki z motywem słowiańskim. Zniknięcie żmija, strażnika wężowych zaświatów, nie tylko wprowadza chaos, lecz także otwiera drzwi, które powinny na zawsze pozostać zamknięte. Jego synowie, zgodnie z wolą ojca, starają się utrzymać porządek, jednak siły ciemności nie zamierzają im tego ułatwiać.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa zmierzają do Piotrkowa, miasta położonego pośród bagien, gdzie rzeczywistość przypomina krzywe zwierciadło. Nawet diabeł, którego mieszkańcy pojmali, wydaje się inny niż powinien. Zbyt lichy, by zwiastować mrok, który gęstnieje wokół miasta. W Piotrkowie nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i dosłownie w niej przepadłam. Fabuła jest jeszcze bardziej angażująca niż w pierwszym tomie i naprawdę dużo się dzieje. Dalsze losy bohaterów okazują się jeszcze ciekawsze. Tym razem trafiają do Piotrkowa, gdzie pojmano diabła, a wraz z nim oskarżono Małgorzatę, skazaną za ugoszczenie go w swoim domu. Wojmir wraz ze swoją świtą zostaje zmuszony do rozwiązania tej sprawy.
Oprócz głównego wątku pojawia się także kilka pobocznych historii, które są równie interesujące. Mroczny klimat, tajemnice, zagadki do rozwiązania i wyrazisty słowiański duch tworzą niezwykłą atmosferę. Relacje między bohaterami stopniowo się zacieśniają, a delikatny wątek romantyczny stanowi subtelne, ale bardzo przyjemne dopełnienie całości.
Autorka świetnie buduje napięcie, dzięki czemu książkę trudno odłożyć. Wplata w fabułę legendy i historię Piotrkowa, swojego rodzinnego miasta, co nadaje opowieści autentyczności i głębi. Styl jest swobodny i bardzo płynny, przez co czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. Strony dosłownie przerzucały się same, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca.
Bawiłam się wyśmienicie podczas lektury i z niecierpliwością czekam na kolejne książki spod pióra autorki. Jeśli tak jak ja uwielbiacie słowiański klimat, koniecznie musicie sięgnąć po tę serię.
Dziś chciałabym podzielić się z Wami recenzją książki „Wola żmija” autorstwa Agnieszki Kulbat.
To drugi tom serii, która ogromnie mnie zaskoczyła. Ma w sobie wszystko, za co kocham książki z motywem słowiańskim. Zniknięcie żmija, strażnika wężowych zaświatów, nie tylko wprowadza chaos, lecz także otwiera drzwi, które powinny na zawsze pozostać zamknięte. Jego synowie, zgodnie z wolą ojca, starają się utrzymać porządek, jednak siły ciemności nie zamierzają im tego ułatwiać.
Wojmir, Żywia, Stefa i Radzanowa zmierzają do Piotrkowa, miasta położonego pośród bagien, gdzie rzeczywistość przypomina krzywe zwierciadło. Nawet diabeł, którego mieszkańcy pojmali, wydaje się inny niż powinien. Zbyt lichy, by zwiastować mrok, który gęstnieje wokół miasta. W Piotrkowie nic nie jest takie, jakim się wydaje.
Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i dosłownie w niej przepadłam. Fabuła jest jeszcze bardziej angażująca niż w pierwszym tomie i naprawdę dużo się dzieje. Dalsze losy bohaterów okazują się jeszcze ciekawsze. Tym razem trafiają do Piotrkowa, gdzie pojmano diabła, a wraz z nim oskarżono Małgorzatę, skazaną za ugoszczenie go w swoim domu. Wojmir wraz ze swoją świtą zostaje zmuszony do rozwiązania tej sprawy.
Oprócz głównego wątku pojawia się także kilka pobocznych historii, które są równie interesujące. Mroczny klimat, tajemnice, zagadki do rozwiązania i wyrazisty słowiański duch tworzą niezwykłą atmosferę. Relacje między bohaterami stopniowo się zacieśniają, a delikatny wątek romantyczny stanowi subtelne, ale bardzo przyjemne dopełnienie całości.
Autorka świetnie buduje napięcie, dzięki czemu książkę trudno odłożyć. Wplata w fabułę legendy i historię Piotrkowa, swojego rodzinnego miasta, co nadaje opowieści autentyczności i głębi. Styl jest swobodny i bardzo płynny, przez co czyta się lekko i z ogromną przyjemnością. Strony dosłownie przerzucały się same, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca.
Bawiłam się wyśmienicie podczas lektury i z niecierpliwością czekam na kolejne książki spod pióra autorki. Jeśli tak jak ja uwielbiacie słowiański klimat, koniecznie musicie sięgnąć po tę serię.
January 26, 2026
Współpraca barterowa)
Po przeczytaniu takiej książki aż chciałoby się jechać do średniowiecznego Piotrkowa na wycieczkę. Bohaterowie wędrują po mieście, poznają jego mieszkańców, historię i charakter (czasem chcąc, częściej nie chcąc), doświadczają przygód, które najstarszym góralom się nie śniły. Też tak chcę, a co!
„Wola Żmija”, tak samo jak pierwszy tom, jest powieścią lekką, rozrywkową, wypełnioną humorem i słowiańską magią. Autorka w odpowiednich proporcjach dozuje nam niepokojące napięcie, szczyptę romansu i sprytnie wplecione informacje historyczne. Całość wypada wiarygodnie i ciekawie.
Z takimi bohaterami można przebywać długo. Nawet, gdy nie dzieje się akurat nic wywrotowego, chcemy o nich czytać. Myślę, że każdy znajdzie tutaj swojego ulubieńca. Polecam miłośnikom fantastyki i słowiańszczyzny. Czekam na kolejny tom!
Po przeczytaniu takiej książki aż chciałoby się jechać do średniowiecznego Piotrkowa na wycieczkę. Bohaterowie wędrują po mieście, poznają jego mieszkańców, historię i charakter (czasem chcąc, częściej nie chcąc), doświadczają przygód, które najstarszym góralom się nie śniły. Też tak chcę, a co!
„Wola Żmija”, tak samo jak pierwszy tom, jest powieścią lekką, rozrywkową, wypełnioną humorem i słowiańską magią. Autorka w odpowiednich proporcjach dozuje nam niepokojące napięcie, szczyptę romansu i sprytnie wplecione informacje historyczne. Całość wypada wiarygodnie i ciekawie.
Z takimi bohaterami można przebywać długo. Nawet, gdy nie dzieje się akurat nic wywrotowego, chcemy o nich czytać. Myślę, że każdy znajdzie tutaj swojego ulubieńca. Polecam miłośnikom fantastyki i słowiańszczyzny. Czekam na kolejny tom!
February 8, 2026
Podoba mi się ogromnie to jak autorka łączy fakty historyczne z wykreowaną przez siebie historią. Jak interpretuje i wybiera legendy, które wykorzystuje na korzyść fabuły w taki sposób, że czytelnik w pełni wpada w ten fantastyczny świat pełen ożywionych postaci z legend i mitów.
Po tą część sięgnijcie tylko jeśli poznaliście już pierwszy tom, gdyż doczekamy się tutaj kontynuacji wielu wątków tam rozpoczętych. Jeśli lubicie książki związane z mitologią słowiańską bądź akcją osadzoną w późnym średniowieczu to ta lektura będzie dla Was idealna.
Bardzo polubiłam bohaterów już w pierwszym tomie i cieszę się, że znów mogłam ich spotkać, a na kolejne spotkanie również będę czekać z niecierpliwością.
Jak dla mnie ciekawa historia, pełna magii i również dobrego humoru. Zdecydowanie mogę ją Wam polecić - za pięknym wydaniem kryje się równie wartościowa opowieść.
Po tą część sięgnijcie tylko jeśli poznaliście już pierwszy tom, gdyż doczekamy się tutaj kontynuacji wielu wątków tam rozpoczętych. Jeśli lubicie książki związane z mitologią słowiańską bądź akcją osadzoną w późnym średniowieczu to ta lektura będzie dla Was idealna.
Bardzo polubiłam bohaterów już w pierwszym tomie i cieszę się, że znów mogłam ich spotkać, a na kolejne spotkanie również będę czekać z niecierpliwością.
Jak dla mnie ciekawa historia, pełna magii i również dobrego humoru. Zdecydowanie mogę ją Wam polecić - za pięknym wydaniem kryje się równie wartościowa opowieść.
February 23, 2026
Myślę, że każdy, kto kocha mitologię słowiańską, eksplorowanie nowych fantastycznych światów, wyszukiwanie smaczków z historii i legend oraz postaci z krwi i kości, pokocha tę książkę. Ja pokochałam! 💚
Displaying 1 - 15 of 15 reviews















