Dla wszystkich, którzy wierzą w miłość z happy endem. W najgorsze walentynki swojego życia Olga nauczyła się, że miłość bywa bolesna. Lata później ma jednak szansę znowu je polubić. Gdy jej życie, z poukładanego i do bólu schematycznego, niespodziewanie zmienia się pod wpływem korespondencji z nieznajomym, który podpisuje się jako X, dziewczyna musi zdecydować, czy jest gotowa zapomnieć o bólu i otworzyć się na nowe. Listy Iksa są delikatne, uważne i pełne słów, których nie da się nie poczuć. A momentami także lekko pikantne i przyprawiające o szybsze bicie serca. Gdy jednak Olga postanawia się z nim spotkać, odkrywa gorzką prawdę, która rujnuje jej serce. Czy po ciosie, który wymierzyło jej życie, uda jej się jeszcze zaufać i uwierzyć w miłość? I czy randka czternastego dnia każdego miesiąca może odczarować przeszłość i dać szansę na szczęśliwe jutro?
Do tej książki przyciągnął mnie przede wszystkim opis (no dobra, okładka też, bo jest przepiękna!). Motyw listów wymienianych z nieznajomym też brzmiał ekstra i finalnie bardzo podobało mi się, jak przedstawiła to autorka.
Czuć było w nich dobrą chemię między bohaterami. Olga i tajemniczy X zdawali się idealnie do siebie pasować, a ja ekscytowałam się razem z nimi przy każdym kolejnym liście. Byłam też ciekawa ich spotkania na żywo, nawet jeśli łatwo można było domyślić się, kim jest X.
I właśnie w tym momencie muszę powiedzieć, że oceniając tę książkę, podzieliłabym ją na dwie części - kiedy Olga jeszcze nie zna tożsamości X i gdy już ją poznaje. Bo o ile pierwsza podobała mi się bardzo, o tyle druga już niekoniecznie. Czar prysł dla Olgi i dla mnie niestety też.
Trochę ją rozumiem. Mogła czuć się zraniona, w końcu niezagojone rany z przeszłości dały o sobie znać. Problem w tym, że Olga tak bardzo sama siebie nakręcała, że trzeba było długo czekać na jakąkolwiek szczerą rozmowę i na wyjaśnienia ze strony Michała. Za dużo w niej było złośliwości i chociaż rozumiem te kobiece rozterki, to jednak po jakimś czasie zaczęło mnie to porządnie irytować.
Podobał mi się za to Michał i jego postawa, bo chociaż się nie narzucał, to i tak starał się, by dostać drugą szansę. W pewnej chwili już nawet mu się dziwiłam i podziwiałam determinację, bo Olga serwowała mu emocjonalną huśtawkę.
Czuć było w tej historii romantyczno-wiosenny vibe, dzięki czeku czytało się ją naprawdę szybko. Pomógł w tym też dość prosty styl pisania autorki. Nie sądzę, bym zapamiętała Olgę i Michała na długo, ale nie żałuję, że ich poznałam 💙
Nie będę ukrywać, że z twórczością Anny Langner mam relację hate-love. Oczywiście nie miałam okazji przeczytać wszystkich publikacji jej autorstwa, ale te, które czytałam, można bardzo łatwo podzielić na te, które mnie urzekły i te, które totalnie nie wpasowały się w mój czytelniczy gust. A jak było w przypadku „Ups! I love you (again)”? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Główną bohaterką historii jest Olga — nauczycielka matematyki, która kilka lat wcześniej została bez słowa porzucona przez swojego chłopaka, dlatego walentynki kojarzą jej się głównie z komercją i upokorzeniem, którego doznała. Jednak, gdy jej przyjaciółka zaczyna korespondować z tajemniczym mężczyzną, podpisującym się jako X, wkręca się na tyle, że gdy ta postanawia zerwać znajomość bez słowa, decyduje się kontynuować wysyłanie listów, podszywając się pod koleżankę.
Wymiana korespondencji wchodzi jej w krew na tyle, że gdy tajemniczy X proponuje spotkanie, kobieta się zgadza, jednak nie spodziewa się tego, że mężczyzna okaże się kimś, kogo Olga doskonale zna. Czy matematyczka zdecyduje się na kontynuowanie znajomości? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury.
Muszę przyznać, że jest to jedna z tych książek autorki, które mi się podobały. Oczywiście było kilka elementów, które nie do końca mi pasowały, ale ogólne wrażenie było dobre i naprawdę wkręciłam się w tą zwariowaną opowieść o tym, że czasami warto dać drugiemu człowiekowi drugą szansę, nawet jeżeli ten kiedyś nas zranił. I właśnie sposób przedstawienia tego motywu był głównym powodem mojej sympatii do tej powieści. Chociaż nie będę ukrywać, że w książce były takie momenty, w których główna bohaterka nieco irytowała mnie swoim zachowaniem.
To, co w mojej ocenie najbardziej zasługuje na uwagę to comiesięczne randki, na które Olga i tajemniczy pan X, którego imienia nie będę zdradzać, aby nie spoilerować fabuły tym, którzy jeszcze nie mieli okazji czytać tej powieści, chodzą. Dawno nie czytałam opisów tego typu spotkań, które byłyby tak urocze, jak te przedstawione w tej publikacji. Dlatego, jeżeli lubicie romantyczne gesty ubarwione odrobiną humoru — serdecznie zachęcam was do przeczytania tej historii.
I dobra zgodzę się, że powód pewnego nieporozumienia mógłby być lepszy i ciekawszy, ale uważam, że w zaistniałych okolicznościach można przymknąć na to oko.
Ups! I love you (again) - Anna Langer Ocena: 5/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ Współpraca recenzencka
Zanim sięgnęłam po tę książkę, nie przeczytałam opisu i kto wie, czy to nie był klucz do tego, że tak bardzo mnie wciągnęła! Gdybym znała szczegóły fabuły wcześniej, mogłabym zepsuć sobie połowę przyjemności z odkrywania tej historii krok po kroku, a tak w jeden dzień byłam już po ostatniej stronie 😊
🌸Fabuła To historia o drugich szansach, odzyskiwaniu zaufania i miłości, która znów puka do drzwi życia Olgi-nauczycielki, którą spotkała bolesna miłosna porażka. Punktem wyjścia jest tajemnicza korespondencja listowna z nieznajomym X, która zaczyna zmieniać jej świat i serce. Później pojawia się propozycja randek każdego 14 dnia miesiąca jako sposób na odbudowanie zaufania i życia emocjonalnego na nowo. To piękna historia pokazująca, że prawdziwa miłość nie pojawia się z dnia na dzień tylko rodzi się gest po geście, uśmiech po uśmiechu, list po liście.
🌸Klimat Klimat listów bardzo mnie urzekł. Uważam, że to motyw, którego zdecydowanie brakuje w książkach. W czasach szybkich wiadomości taka forma kontaktu jest rzadkością, a tutaj dodaje historii intymności i romantycznego charakteru. Sprawia, że bez reszty wciągamy się w relację bohaterów, która rozwija się powoli i naturalnie, dzięki czemu łatwo poczuć między nimi prawdziwą więź. Bałam się, że korespondencja będzie zajmowała większą część książki, ale na szczęście szybko przechodzimy do serii spotkań, zdobywania Olgi i pracy nad zaufaniem.
🌸Romans To romans delikatny, romantyczny i prosty w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pokochałam głównego bohatera, jest ciepły, cierpliwy i bardzo zaangażowany. Jego starania, chęć pomocy, troska o Olgę sprawiają, że trudno go nie polubić. Zdecydowanie chciałoby się więcej takich męskich postaci w romansach. Motyw randek czternastego dnia każdego miesiąca jest uroczy. Czytając książkę, czułam się jak roztopione masło na ciepłym toście. Każdy drobny gest bohatera, każde spotkanie czy list sprawiało, że serce mi miękło i trudno było oderwać się od historii. Te subtelne momenty pełne czułości i troski naprawdę wciągały i pokazały, że najbardziej liczą się te najmniejsze gesty
🌸Minus? Jedyne, co mi przeszkadzało, to główna bohaterka. Choć jest dorosłą kobietą, momentami zachowywała się dość infantylnie. Rozumiem, że jej nieufność wynikała z bolesnych doświadczeń, ale ciągłe wahania czyli unikanie bohatera, potem chęć kontaktu, a następnie ponowne odpychanie-bywały frustrujące. Dodatkowo irytowało mnie, że gdy bohater próbował przedstawić swoją perspektywę, Olga często mu na to nie pozwalała, zachowując się jakby wszystko kręciło się wyłącznie wokół niej. Te momenty trochę zaburzały rytm historii i utrudniały pełne utożsamienie się z jej emocjami, choć jednocześnie pokazywały, jak trudne może być zaufanie po przejściu bolesnej straty.
🌸Podsumowanie Mimo tego Ups! I love you (again) to coś więcej niż kolejny lekki romans na wieczór, to historia z sercem, klimatem i emocjami, które naprawdę wciągają. Jeśli szukacie ciepłej, subtelnej opowieści o miłości, która potrzebuje czasu, ta książka będzie strzałem w dziesiątkę.
Gdy tylko wzięłam do ręki „Ups! I love you (again)”, wiedziałam, że czeka mnie emocjonalna podróż, ale nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mocno zakorzeni się w moim sercu. Autorka, znana z tego, że potrafi pisać zarówno pikantnie, jak i z niezwykłą czułością, tym razem serwuje nam romans w nurcie „second chance”, który wibruje od niewypowiedzianych pragnień i dawnych urazów. Fabuła koncentruje się wokół Olgi, nauczycielki matematyki, której życie jest poukładane niczym skomplikowane równanie. Jej codzienność to bezpieczna rutyna, a walentynki są dla niej dniem, który najchętniej wymazałaby z kalendarza z powodu traumy sprzed lat. Wszystko zmienia się, gdy w jej świecie pojawiają się tajemnicze listy od mężczyzny podpisującego się jako „X”. Korespondencja, pełna intymności i zrozumienia, burzy jej mury obronne, prowadząc do nieuchronnego spotkania. Postacie są nakreślone z niezwykłą wrażliwością psychologiczną. Olga to kobieta, z którą łatwo się utożsamić, jej chłód i dystans to tylko zbroja, pod którą kryje się lęk przed ponownym zranieniem. Jej wewnętrzny konflikt między logiką a porywami serca jest bolesny i prawdziwy. Z kolei męski bohater, zdeterminowany, by naprawić błędy młodości, nie jest jednowymiarowym „księciem z bajki”. To mężczyzna, który dojrzewał do zrozumienia swoich uczuć, a jego upór w walce o Olgę jest równie wzruszający, co frustrujący dla samej bohaterki. Książka porusza fundamentalne tematy: siłę pierwszej miłości, która nigdy do końca nie wygasa, oraz trudność dawania drugiej szansy, gdy rozsądek krzyczy „nie”. To opowieść o tym, jak przeszłość definiuje naszą teraźniejszość i o odwadze potrzebnej do tego, by zburzyć mury, które sami wokół siebie zbudowaliśmy. Anna pisze stylem niezwykle lekkim, a zarazem angażującym emocjonalnie. Język powieści jest plastyczny, dialogi naturalne, a fragmenty listów wprowadzają do narracji nutę nostalgii i klasycznego romantyzmu, co stanowi piękny kontrast dla współczesnych realiów.
Najmocniejszą stroną tej powieści jest dla mnie autentyczność emocji. Czułam każdy dylemat Olgi, każdą chwilę wahania i każde przyspieszone bicie serca. Konstrukcja fabuły oparta na comiesięcznych spotkaniach to świetny zabieg, który pozwala obserwować powolną, ale konsekwentną ewolucję relacji bohaterów. Jeśli miałabym szukać słabszych stron, to być może dla niektórych czytelniczek upór Olgi w odrzucaniu uczucia mógłby momentami wydawać się irytujący, jednak dla mnie był on dowodem na jej psychologiczną spójność.
Osobiście odebrałam tę książkę jako piękny, słodko-gorzki plaster na duszę. „Ups! I love you (again)” momentami mnie rozbawiła, a przede wszystkim dała nadzieję, że miłość potrafi przetrwać próbę czasu i dojrzeć wraz z nami.
„A jednak stało się, wpadłam po uszy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się bardzo niewinnie… No dobra, może nie do końca niewinnie - wszystko zaczęło się od tego, że zwinęłam przyjaciółce jej miłosną korespondencję.”
Współpraca reklamowa @wydawnictwopapieroweserca
Olga nie wierzy już w miłość. Ani w przypadki. Ani w szczęśliwe zakończenia. A jednak… los przysyła jej tajemniczego mężczyznę, który pisze tak, że serce zaczyna bić szybciej. Jego słowa w listach podpisywanych jedną literą są czułe, prawdziwe i niebezpiecznie bliskie. Kiedy okazuje się, kim jest X, świat Olgi ponownie się wali. On jednak nie zamierza się poddać. Proponuje układ. Spotkanie każdego czternastego dnia miesiąca. Dwanaście randek. Dwanaście okazji na odzyskanie radości, zaufania i jej.
Pierwszy raz sięgnęłam po książkę, która zapowiadała się na czułą, bardzo romantyczną historię. Bez spicy scen i bez niebezpieczeństw. Przeważył też fakt, że to patronat mojej kochanej @zapomniana.strona ❤️ I wiecie co? Zakochałam się ❤️ Motyw drugiej szansy to coś, czego zawsze się wystrzegałam. Nigdy nie sądziłam, że mogę go polubić. A jednak autorka przedstawiła go w tak piękny sposób, że kibicowałam tej historii całym sercem. Bohaterowie są prawdziwi, codzienni, bardzo bliscy. Łatwo postawić się na ich miejscu, a to sprawia, że książka jeszcze mocniej wciąga. Olga to zwyczajna kobieta pełna sprzeczności. Z jednej strony stawia na logikę, z drugiej pragnie kierować się sercem. I kiedy w końcu to robi, dzieją się rzeczy piękne. Bo rozum nie zawsze ma rację, a pójście za głosem serca bywa najlepszym wyborem. Iks to mężczyzna, który chce naprawić błędy młodości i nieustannie walczy o wybaczenie Olgi.
Całość jest delikatna, wzruszająca i tak pochłaniająca, że naprawdę trudno było mi się oderwać. Motyw listów, później wiadomości, a na końcu spotkań jest intrygujący, przeuroczy i rozpalający serce. Ale bez przesłodzenia. Pierwsza miłość, która mimo wszystko potrafi przetrwać. Mężczyzna, który nie poddaje się w walce o serce bohaterki. I dziewczyna, która boi się ponownie zaufać. Prawdziwie i romantycznie ❤️
Ta książka otworzyła mi oczy na inny typ historii, po które z ogromną przyjemnością będę sięgać częściej ❤️
Anna Lnagner niesamowicie dobrze pisze książki z fabułą w Polsce. Wstyd się przyznać, ale czasem celowo omijam książki z u nas w kraju, z polskimi bohaterami. I jeśli macie tak jak ja to uwierzcie mi na słowo, ta autorka jest ich mistrzynią. Dzięki niej nie odczujecie różnicy i pokochacie jej twórczość.
Po raz kolejny przepadłam dla tych bohaterów, fabuły i pióra autorki. To było takie romantyczneee i rozczulające. Z całego serca będę polecać tą książkę miłośniczką uroczych historii miłosnych.
Fabuła jest lekka, przyjemna i zaskakująca. A zakończenie? Nadal nie mogę w to uwierzyć. Autorka stworzyła genialne połączenie romantyzmu z humorem i zaskakującymi zwrotami akcji.
Poznajemy bohaterkę twardo stąpającą po ziemi i mężczyznę, który romantycznymi gestami stara się rozbroić mur jaki kobieta wokół siebie stworzyła po poprzednim nieudanym związku.
Dostajemy piękną, a zarazem bolesną historię Olgi, która z odrazą wspomina walentynki sprzed ośmiu lat. A gdy daje im szansę, znów coś idzie nie po jej myśli.
Bardzo podobał mi się pomysł z tajemniczym mężczyzną, wymianą listów i RANDKAMI KAŻDEGO 14 DNIA MIESIĄCA. Moje serce się rozpływało, gdy X tak bardzo się starał. Ten mężczyzna to taki chodzący ideał, że aż mi przykro, że tacy tylko w książkach. Ale każdej z Was życzę takiego jak on!
Ich historia jest autentyczna, pełna emocji i szczerego zaangażowania. Czułam się jakbym czytała o historii bliskich mi osób, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Piękne było to „zakazane” uczucie Olgi, jakie w niej kwitło pomimo jej starań o stłamszenie go. Jestem oczarowana tym z jaką lekkością została ukazana historia tych ludzi, a zarazem autorka oczarowała mnie wpleceniem głębokiego bólu i żalu w tak przyjemną książkę. Pomimo, że jest to romans to obserwujemy bolesną życiową podróż bohaterów, którzy mają swoje słabości i demony. Nie da się ukryć, że główna bohaterka cierpi, ale jest tak silna i tak niezwykle waleczna, nie da sobie w kaszę dmuchać, że czytanie jej losów było przyjemnością.
Kibicowałam Oldze przez każdą stronę i siedziałam z książką w ręku jak dumna przyjaciółka, śledząca jej losy.
Każdy zasługuje na drugą szansę?
Z pewnością ta książka zasługuje na swoją szansę i poznanie jej historii.
"Wiem, że kiedy jest się zakochanym, patrzy się na drugą połówkę przez różowe okulary, ale trudno być krytyczną, kiedy X pisze coś, co sprawia, że rozstawiam się jak lody w lipcowy dzień."
💌💌💌
Czy można dwa razy zakochać się w tej samej osobie? Czy warto dać drugą szansę komuś, kto już raz zranił i zawiódł? Mówią, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. A co jeśli ta rzeka zmieniła swój bieg? Jeśli da się wszystko wytłumaczyć? Jeśli da się wszystko naprawić?
Olga - bohaterka książki "Ups! I love you (again)" Anny Langner - to kobieta, która jakiś czas temu straciła wiarę w miłość. Jej ówczesny chłopak zawiódł ją i zostawił bez słowa wyjaśnienia, w najmniej spodziewanym momencie, niszcząc nie tylko walentynki, ale także to, co do tej pory udało im się zbudować...
Teraz Olga wymienia listy z tajemniczym mężczyzną, który z każdym dniem coraz bardziej ją intryguje. Pragnie poznać Pana X. Spotkać się z nim i porozmawiać. Lecz kiedy dowiaduje się, kim jest ów nieznajomy - jej świat ponownie się wali. Jednak on postanawia o nią walczyć. Robi wszystko, by zdobyć nie tylko jej zaufanie, ale przede wszystkim ją samą.
Historia Olgi wywołuje wiele emocji. Już raz kochała i została potwornie zraniona, przez co jej serce rozpadło się na milion drobnych kawałków. Już raz zaufała i ktoś zadrwił z jej uczuć. Ktoś, kto był dla niej całym światem. Ktoś, kto był dla niej bliski. Ktoś, z kim wiązała przyszłość. Teraz to przeszłość puka do jej drzwi, a ona nie wie, czy powinna je dla niej otworzyć. Bo ma świadomość, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Lecz Olga chce poznać prawdę. Chce zrozumieć. Chce raz na zawrze rozliczyć się z przeszłością i zastanowić się nad tym, co będzie dalej.
Tylko czy nie przysporzy jej to kolejnego cierpienia?
"Ups! I love you again" to powieść niezwykle romatyczna i niezwykle ciepła. Rozgrzeje i otuli. Rozbawi i wzruszy. Przyniesie nadzieję.
Uwielbiam pióro autorki. Jest lekkie i przyjemne w odbiorze, co sprawia, że przez jej powieści niemal się płynie, a kartki same się przewracają.
"Ups! I love you again" to powieść idealna dla każdej romantycznej duszy ❤️
Jest to pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam, i szczerze mówiąc nie wiem, czy zdecyduję się dać jej drugą szansę.
Olga zaczyna wymieniać listy z tajemniczym mężczyzną. Ich korespondencja sprawia, że jej serce bije szybciej. Gdy jednak dochodzi do spotkania, okazuje się, że nieznajomym jest mężczyzna z jej przeszłości - ten sam, który zepsuł jej walentynki i przez którego do dziś nie darzy tego święta sympatią. Mężczyzna proponuje układ: każdego czternastego dnia miesiąca będą spotykać się na randce, by odzyskać jej zaufanie i przywrócić uśmiech na twarzy Olgi. Czy mu się to uda?
Niestety, główna bohaterka zachowywała się jak nastolatka. Przez cały czas odpychała mężczyznę, a jednocześnie regularnie zgadzała się na randki. Najbardziej irytujące było to, że kiedy próbował wytłumaczyć się z przeszłości, nie pozwalała mu dojść do słowa. Miałam wrażenie, że bohaterowie powinni mieć po siedemnaście lat, a nie dwadzieścia siedem.
Ich wiadomości wywoływały u mnie ogromne poczucie zażenowania. Dialogi przypominały rozmowy nastolatków z burzą hormonów - były płytkie, sztuczne i pozbawione głębi.
Owszem, bohater starał się odzyskać zaufanie Olgi, a jego gesty bywały słodkie, jednak to właściwie jedyny większy plus tej historii.
Odniosłam też wrażenie, że Olga bardzo szybko zauroczyła się nieznajomym już na etapie listów, mimo że wcześniej sama przestrzegała przyjaciółkę przed podobnym zachowaniem. Ta niespójność tylko pogłębiała moje rozczarowanie.
Ta historia nie zapadnie mi w pamięć, a uczucie niezręczności towarzyszy mi do dziś, gdy wspominam ich korespondencję. Główny bohater z kolei raz był pewny siebie, by za chwilę zachowywać się jak nastolatek myślący wyłącznie o jednym.
Podsumowując: wydanie książki jest naprawdę piękne, jednak jej wnętrze już nie do końca spełniło moje oczekiwania. Być może Wam przypadnie do gustu, ale mnie niestety nie przekonała. [Współpraca reklamowa]
To była najprzyjemniejsza i najbardziej urocza książka Anny Langner, jaką czytałam. Autorka podeszła do motywu drugiej szansy z niezwykłą delikatnością. Oczarował mnie klimat tej powieści, cute vibe i taka sensualność, która wybija się z jej stron. To iście walentynkowa historia, pełna romantyzmu i magii uczuć.
✨️Kto i za co pokocha? Romansiary, które nie przepadają za spicy scenami, albo po prostu romansiary, którym wystarcza, jak jest sweet. Ta książka jest delikatna jak płatki niezapominajek i intrygująca jak walentynkowy prezent. Pokochasz za spokojną atmosferę, charyzmatycznych bohaterów oraz motyw drugiej szansy, a ten został rozpisany wspaniale (a ten udowadnia, że miłość spotkana w nieodpowiednim czasie bywa bolesna).
✨️Czy ja pokochałam? Bardzo! Pokochałam za autentyczność wydarzeń — tu wszystko jest ładnie wyjaśnione, najważniejsze nieporozumienie wytłumaczone "z głową" i bez naciągania. Uczucia, które łączą Olgę i tajemniczego X wydają się prawdziwe, sama miałam wrażenie, jakbym czytała autentyczną historię miłosną, która wydarzyła się w realnym, a nie jedynie fikcyjnym, świecie. To romans, który stoi emocjami. Choć Olga nie może wybaczyć tego, co przydarzyło jej się przed ośmiu laty, to pod pancerzem chowanej urazy, daje się wyczuć ciepło i pozytywne emocje, które mają szansę być silniejsze od strachu i niechęci wybaczenia.
✨️Czy polecam? Polecam, bo ta książka jest fantastycznie urocza i poruszająca. To taki lekki, otulający, komfortowy romans, który sprawia, że ani trochę nie czujesz się przy nim niewygodnie. Ta książka jest plastrem na smutniejsze dni i czytelniczą walentynką.
✨️O czym jest? Osiem lat temu Olga przeżyła najgorsze walentynki ever. Od tamtego czasu dziewczyna boi się zakochać. Kiedy zaczyna korespondować z tajemniczym X, rodzi się w niej nadzieja, że może nie wszystko stracone. Długo wyczekiwane spotkanie z X kończy się totalną katastrofą, a Olga jest zdruzgotana. Czy da miłości jeszcze jedną szansę?
W najgorsze walentynki swojego życia Olga nauczyła się, że miłość bywa bolesna. Lata później ma jednak szansę znowu je polubić. Gdy jej życie, z poukładanego i do bólu schematycznego, niespodziewanie zmienia się pod wpływem korespondencji z nieznajomym, który podpisuje się jako X, dziewczyna musi zdecydować, czy jest gotowa zapomnieć o bólu i otworzyć się na nowe. Listy Iksa są delikatne, uważne i pełne słów, których nie da się nie poczuć. A momentami także lekko pikantne i przyprawiające o szybsze bicie serca. Gdy jednak Olga postanawia się z nim spotkać, odkrywa gorzką prawdę, która rujnuje jej serce.
***
Miałam już okazję poznać kilka historii spod pióra Ani Langner i moje oceny bywały naprawdę różne. Były takie powieści jak „Stowarzyszenie słodkiej zemsty”, które bardzo mi się spodobały, ale też i takie, które kompletnie do mnie nie trafiły, jak np. „Two dirty souls”. Nie wiedziałam zatem czego mam się spodziewać po historii „Ups! I love you (again)”, która skusiła mnie za sprawą motywu listów, który bardzo lubię.
Początek nieco mnie zaniepokoił, gdyż Olga wydawała mi się dość infantylna, a gdy do tego doszła jej roztrzepana i zbyt kochliwa przyjaciółka, nie byłam pewna czy udźwignę ten duet. Potem zrobiło się trochę lepiej, choć muszę przyznać, że do samego końca miałam mieszane uczucia względem Olgi, a konkretnie – jej zachowań. Z jednej strony rozumiałam jej strach i obawy przed ponowną miłością i zaufaniem, ale z drugiej strony strasznie drażniło mnie to, że facet starał się na sto procent, a ona nie dawała nic od siebie w zamian.
Jeśli chodzi o samą aferę walentynkową, która przyczyniła się do awersji bohaterki wobec święta zakochanych, spodziewałam się nieco bardziej zawiłej dramy.
„Ups! I love you (again)” to lekka, z nutką humoru powieść o drugich szansach, przebaczeniu i umiejętności porzucenia przeszłości i skupieniu się na teraźniejszości. Suma summarum czytało się ją przyjemnie, ale bez efektu „WOW”.
Czytając tą historię bawiłam się bardzo dobrze. Humor, który wprowadza autorka do historii nadając jej unikalnego charakteru. Motyw listów, ktory dodaje elementu romantycznego. Plot-twist znajdujący się na prawie końcu książki mnie lekko zaskoczył. Czytając tą historię często się śmiałam. Przywiązałam się do bohaterów i nie mogę się przyzwyczić, że już skończyłam książkę. Styl pisania autorki jest moim zdaniem fajny bo od pierwszych stron byłam ciekawa co wydarzy się dalej w życiu bohaterów.🥰
UPS, I love you (again) to jedna z tych historii, które nie próbują udowodnić, że miłość jest idealna — tylko że może być prawdziwa. Cicha, uważna i naprawiająca to, co kiedyś pękło.
Olga to bohaterka, z którą łatwo się utożsamić: poukładana, rozsądna, z sercem nałożonym na bezpieczny tryb po najgorszych walentynkach swojego życia. Kiedy w jej codzienność wkracza tajemniczy X, wszystko dzieje się powoli, subtelnie i bardzo emocjonalnie. Ich relacja budowana jest z listów, spojrzeń, drobnych gestów i momentów, które zostają w głowie na długo po zamknięciu książki.
Ogromną siłą tej powieści są małe rzeczy: majówkowy wieczór i pomoc z chorą kotką, croissant z czekoladą przyniesiony dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny, randki–niespodzianki czternastego dnia każdego miesiąca, spacery nad Rusałką przy dźwiękach Coldplay. To one pokazują, że miłość nie musi krzyczeć — wystarczy, że jest.
Autorka pięknie pisze o drugich szansach, zaufaniu i odwadze, by jeszcze raz pozwolić komuś się zbliżyć, nawet jeśli przeszłość nauczyła ostrożności. Historia jest wzruszająca, momentami lekko pikantna, ale przede wszystkim bardzo ludzka. Bez przesady, bez sztucznego dramatyzmu — za to z emocjami, które trafiają prosto w serce.
UPS, I love you (again) przypomina, że czasem jedna historia wystarczy, by znów uwierzyć, że ktoś może pokochać nas dokładnie tak, jak na to zasługujemy. 🤍