Trzeci tom opowieści o Kanie to zarazem finał i ostateczne rozliczenie z moralną ambiwalencją świata, w którym wszystko jest względne – gdzie ani dobro, ani zło nie są jednoznaczne. Kane to wieczny tułacz i buntownik, nieśmiertelny samotnik, którego starania skazane są na porażkę, a wszystkie jego czyny zawsze mają tragiczne skutki.
Ostatni tom antologii tekstów związanych z bohaterem Kane’em obejmuje: powieść Mroczna Krucjata, opowiadania Prąd przeciwny, Krucze Gniazdo, Zaśpiewaj ostatnią pieśń Valdese, Ktoś inny, Mizerykordia, Luki, Upiorne grozy początki, Gotycki akcent, Skarbiec Lynortis, fragment powieści Przebudzenie nocy oraz glosariusz przygotowany przez Marcina Pągowskiego.
Karl Edward Wagner (12 December 1945 – 13 October 1994) was an American writer, editor and publisher of horror, science fiction, and heroic fantasy, who was born in Knoxville, Tennessee and originally trained as a psychiatrist. His disillusionment with the medical profession can be seen in the stories "The Fourth Seal" and "Into Whose Hands". He described his world view as nihilistic, anarchistic and absurdist, and claimed, not entirely seriously, to be related to "an opera composer named Richard". Wagner also admired the cinema of Sam Peckinpah, stating "I worship the film The Wild Bunch".
niestety muszę się zgodzić że ta część jest najgorsza tylko 1 opowiadanie mroczna krucjata mnie wciągnęło był tam fajny konflikt ,mroczne potęgi przedwieczne i dużo brutalności , chociaż zakończenie było ucięte. Natomiast pozostałe opowiadania o wiele krótsze i schematyczne. Zwłaszcza jak zaczęły się opowiadania z czasów bardziej współczesnych to już po kilku stronach sobie odpuszczałem każde opowiadanie. na koniec jedno opowiadanie z Erykiem i Kane raczej taki fanserwis i jedno z pierwszych wersji Keina napisane przez nastoletniego Wagnera ,co też mnie nie przekonało.
Przeczytałem ponad 550 stron tej książki i... Uważam ją za skończoną. Nie chcę męczyć tych krótkich opowiadań, które mi się, nawet nie nie podobają, a po prostu mnie nie obchodzą. Są bardzo krótkie (dosłownie są takie, które mają mniej niż 25 stron w VESPERZE) lub nie mają tak naprawdę nawet Kane'a, a to właśnie ten rudy pan był dla mnie największym plusem tej serii.
Choć „Era upadłych” to zbiór, który ostatecznie domyka moją przygodę z klasycznym dark fantasy Karla Edwarda Wagnera, po zamknięciu książki czuję wyraźny, słodko-gorzki posmak. Z przykrością muszę przyznać, że ta część jest po prostu najsłabsza, a poziom większości tekstów drastycznie odstaje od dwóch poprzednich, naprawdę udanych tomów.
Właściwie tylko minipowieść „Mroczna Krucjata” naprawdę mnie wciągnęła. Znalazłem tam wszystko to, za co pokochałem ten cykl: świetnie zarysowany konflikt, mroczne, przedwieczne potęgi i bezkompromisową brutalność nawet jeśli samo zakończenie wydało mi się nieco zbyt gwałtownie ucięte. Niestety, im dalej zagłębiałem się w lekturę, tym bardziej czułem znużenie. Pozostałe teksty okazały się o wiele krótsze i do bólu schematyczne. Gdy autor zaczął eksperymentować z osadzaniem fabuły w realiach bliższych współczesności, moje rozczarowanie sięgnęło zenitu. Po zaledwie kilku stronach traciłem zainteresowanie i zwyczajnie miałem ochotę pominąć te fragmenty. Nie przekonały mnie również dziwne dodatki wieńczące zbiór. To w dużej mierze niepotrzebny fanserwis, a zamieszczona na końcu pierwotna wersja „Lynortis raz jeszcze” zakrawa w moim odczuciu o straszne grafomaństwo.
Mimo tych wszystkich potknięć, nietrafionych eksperymentów i wyczuwalnej narracyjnej zadyszki, wiem jedno: będzie mi bardzo brakowało tego rudego nikczemnika. Świat, przez który wędruje Kane, na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą mapą do odhaczania kolejnych krain i przygód. W rzeczywistości to jednak ponura, fascynująca konstrukcja oparta na idei powolnego rozkładu, w której każda najmniejsza ruina oddycha ciężarem dawnych decyzji, a upadek nie jest wyjątkiem, lecz żelazną zasadą. Magia w tym uniwersum nigdy nie była tanią błyskotką – to potężna, kapryśna i domagająca się zapłaty siła, która ma w sobie fajny, staroszkolny urok (nawet jeśli dziś lekko trąci już myszką).
Sam Kane wypada dobrze. Obserwowanie, jak kroczy przez ten gasnący świat twardy, mroczny, naznaczony samotnością kogoś, kto widział zbyt wiele to czysta przyjemność. Może i wpisuje się to w znane schematy, ale w tej swojej typowości sprawdza się po prostu doskonale. takie niestety 5/10
Przez Mroczną krucjatę aż do Mizerykordii dostajemy solidną fantastykę, jak w poprzednich tomach, ale później docieramy do opowiadania "Luki" i to niestety jest ten moment, w którym słój pęka, a czytelnik przeciera oczu z niedowierzaniem będąc świadkiem niemej tragedii. Nie spodziewałem się takiej zmiany w wykreowanym świecie. Wielka szkoda bo to finał przygód Kane'a. Znając życiorys autora myślę, że słowa piosenki BFF najlepiej oddają co tu zaszło "wóda zryła banię Boże, Chryste Panie"