Miasta, ludzie i dramaty, które dzieją się tuż pod powierzchnią.
Jacek Dehnel, jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy, prowadzi czytelnika przez miejsca, które skrywają więcej, niż widać na pierwszy rzut oka
Paryż, Kraków, Kadyks, Stralsund, Warszawę – miasta pełne sekretów i cichych tragedii. Domy, w których pod pozorami normalności pulsuje napięcie. Każda historia splata się tu z czasem i przestrzenią, pokazując, że ludzkie wybory są zawsze wynikiem okoliczności, charakteru i pragnień. To literatura, która wciąga atmosferą, zachwyca detalem i pozostawia w czytelniku pytania – o granice dobra, wolności, miłości i winy.
Nowa książka Jacka Dehnela to literacka odpowiedź na rosnącą popularność true crime, ale w wersji głębokiej, erudycyjnej i psychologicznej. Opowieści o ludziach, którzy przekroczyli granice i o miastach, które ich ukształtowały.
To Dehnel w znakomitej formie — ironiczny, elegancki, precyzyjny.
Jacek Dehnel (born May 1, 1980) in Gdańsk, Poland) is a Polish poet, writer, translator and painter. Dehnel studied at Warsaw University in the MISH College (Interfacultative Individual Humanistic Studies) and graduated from the Polish Language and Literature department. Dehnel is openly gay and currently lives in Berlin, Germany.
His first collection of poems was the last book recommended by Polish Nobel Prize Laureate, Czesław Miłosz.
Dehnel has published his poems in various literary magazines, including Kwartalnik Artystyczny, Studium, Przegląd Artystyczno-Literacki, Topos, Tytuł, Undergrunt. He works also for an internet literary portal Nieszuflada.
Dehnel has translated poetry of such poets as Osip Mandelshtam, W. H. Auden, Mary Oliver - unpublished, and Philip Larkin, George Szirtes - published. He has also rendered in Polish lyrics for songs by Ástor Piazzolla.
He has been awarded literary prizes that include the Kościelski Award in 2005 and the Paszport Polityki in 2007.
Osiem niepozornych historii, które zaczynają się od drobiazgu – i nagle rozrastają się w pełnoprawne opowieści. Książka to zbiór 8 opowiadań Jacka Dehnela, nie wszystkie są historiami łajdackimi, jak głosi tytuł. Każde z nich wygląda jak rozwinięcie mikroskopijnego punktu wyjścia: krótkiej wzmianki w prasie, znalezionego zdjęcia, pojedynczego snu, czasem ledwie uchwytnego szczegółu. Z takich okruchów powstają historie – jedne bardziej wciągające, inne nieco mniej – ale chyba wszystkie oparte na takim zamyśle. Czytając, miałam wrażenie, że to literackie ćwiczenia z wyobraźni. Widzisz filiżankę, stół, starą fotografię i zaczynasz dopisywać do nich opowieść. Jak doszło do tej sceny? Jaka jest historia tego przedmiotu? Co wydarzyło się tuż przed momentem uchwyconym na zdjęciu? A co po? Autor rozwija takie drobiazgi w gawędę. To mi przypomina mi jego wcześniejszą książkę, Fotoplastikon, a także to, co publikuje na swoim blogu i w mediach społecznościowych. Widać, że Dehnel pozostaje spójny w swoich zainteresowaniach: archiwum, obraz, ślad, mikrohistoria jako punkt zapalny dla większej opowieści.
Nie mogłem wgryźć się w tę prozę od samego początku. Być może dlatego, że nie przepadam za zbiorami opowiadań, a być może dlatego, że są to teksty wymagające od czytelnika skupienia. Odwdzięczają się jednak nadmiarem pozytywnych wrażeń w chwili, gdy zamyka się książkę.
Bo koniec końców te krótkie formy literackie, z których część była już wcześniej publikowana, okazują się bardzo wartościową i satysfakcjonującą lekturą. Historie łajdackie są opowieściami o ludzkich słabościach i wyborach moralnych. Pojawiają się tu ciekawe postaci, a niemal każda z historii mogłaby stać się podstawą dłuższej opowieści. Nie próbują jednak udawać niczego więcej — ich siłą jest kondensacja.
To także książka, która zatrzymuje uwagę i pozwala myślom płynąć własnym rytmem. Skłania do refleksji nad formą i tematyką, a także nad samymi bohaterami. Wiemy o nich niewiele, lecz wystarczająco dużo, by próbować ich zrozumieć i ocenić. Każdy zostaje postawiony w sytuacji trudnej, niewygodnej, często dalekiej od pozazdroszczenia — i właśnie wtedy najwyraźniej ujawnia się ich charakter.
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Jacka Dehnela, ale mam wrażenie, że szczególnie tutaj autor operuje językiem wyjątkowym: precyzyjnym, obrazowym, a przy tym zwyczajnie pięknym. Czas i geografia schodzą na dalszy plan — najważniejszy pozostaje człowiek.
Cały zbiór, dodatkowo w bardzo starannym wydaniu, można przeczytać w kilka godzin, ale zostaje w pamięci na znacznie dłużej. To znakomite spotkanie ze współczesną polską prozą, które mogę polecić bez wahania. Co też czynię.
„Historie łajdackie” Jacka Dehnela to zbiór opowiadań, które bardzo uderzają. Autor bierze na warsztat momenty graniczne w życiu bohaterów i pokazuje je w sposób spokojny, zdystansowany, momentami wręcz chłodny.
To książka mocno osadzona w psychologii postaci. Opowiadania są krótkie, a mimo to czułem w nich wiele, to proza, literatura piękna, choć w tle czuć inspiracje true crime. Autor skupia się na motywacjach, napięciach i drobnych pęknięciach w ludzkich życiach. Dużą rolę odgrywają też miejsca akcji. Paryż, Kraków czy Warszawa nie są tu jedynie dekoracją, ale współtworzą klimat opowiadań i wpływają na decyzje bohaterów.
Jak to bywa ze zbiorami, poziom tekstów jest nierówny. Niektóre historie wciągają bardziej, inne pozostawiają lekki niedosyt. Czuje, że najmocniej zapadną mi w pamięć „Głosy” i „Nieznajoma z Sekwany”.
Na plus zdecydowanie język. Autor pisze pięknie, opisy są dopracowane, a atmosfera gęsta, choć książka wymaga od czytelnika skupienia i cierpliwości. Styl Dehnela jest elegancki, precyzyjny i bardzo obrazowy. Mimo zaledwie 170 stron nie jest lektura na szybkie połknięcie, trzeba nad nią czasem pomyśleć. Dla mnie świetną formą było rozdzielenie opowiadań na kilka dni.
Zbiór interesujący, momentami bardzo mocny, choć niejednolity. Najlepiej sprawdzi się u czytelników, którzy lubią literaturę psychologiczną, spokojne tempo i historie zostawiające przestrzeń do interpretacji.
literacko było to wspaniałe, ale czy zapamiętam na dłużej? gdyby tak - byłoby tym bardziej świetnie, ale czas pokaże (i jak zwykle w zbiorach opowiadań, te pierwsze jakoś większe wrażenie robią na czytelniku, a może tylko na mnie, w każdym razie robią)