Dla Daisy Mitchell życie od pierwszych chwil nie było łaskawe. Jej mama Gianna zmarła tuż po porodzie, pozostawiając po sobie nie tylko pustkę, lecz także kwiaciarnię – pachnący stokrotkami zakątek mieszczący się przy drodze wjazdowej do Bel Air, bogatej dzielnicy Los Angeles. Ojciec nie potrafił unieść ciężaru straty i często sięgał po alkohol, przez co Daisy dorastała w domu przepełnionym smutkiem. Wiedziała, że kiedy przyjdzie czas, to na niej spocznie odpowiedzialność za utrzymanie rodzinnego biznesu.
Pewnego dnia dziewczyna otrzymuje zlecenie na wykonanie bukietu stokrotek, by ozdobił stół w eleganckiej restauracji, przy którym ma zjeść kolację wpływowa rodzina Parkerów. Anthony Parker, spadkobierca prestiżowej pracowni architektonicznej, aby przejąć firmę, musi się ożenić z kobietą, której nie kocha. Podczas kolacji mężczyzna kłamie, że ma dziewczynę Daisy – tylko to imię wpada mu do głowy, kiedy zauważa bukiet.
Tony ma tydzień, by odszukać dziewczynę o tym imieniu. I kiedy ją znajduje, składa Daisy nietypową propozycję będącą układem z korzyściami dla obojga.
Czy między intrygami i kłamstwami może rozkwitnąć coś prawdziwego?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
2,75 ⭐️ Nie mogę dać więcej tej książce. Tragedii może i nie było, ale czy możemy dawać bohaterom więcej cech osobowości i nie zmieniać ich co chwilę? Dodatkowo, jeśli to było enemies to lovers, to ja jestem Jan Paweł z Adamczychy. Pomysł na fabułę był, ale wattpadowe elementy poskutkowały tym, że książka stała się jak jedna z wielu z tego wydawnictwa.
☆RECENZJA☆ ♧Tytuł: Mutual benefits ♧Autor: Natalia Wiktor ♧Wydawnictwo: Wydawnictwo NieZwykłe
♡ „Mutual benefits” to historia Daisy, która od dziecka mierzy się ze stratą i odpowiedzialnością, którą musiała podjąć zbyt wcześnie. Po śmierci mamy i problemach z alkoholem swojego taty to ona musi przejąć rodzinny biznes, czyli kwiaciarnię przy wjeździe do Bel Air. Natomiast Tony to spadkobierca prestiżowej pracowni architektonicznej, by spełnić oczekiwania rodziny, musi sobie kogoś w końcu znaleźć. Wypowiedziane kłamstwa prowadzą go prosto do Daisy, z którą wejdzie w układ.
♡ „Mutual benefits” to jednotomowa historia Daisy i Tony’ego autorstwa Natalii Wiktor. Jest to książka, do której podchodziłam z ogromnym dystansem, bo zanim jeszcze zaczęłam czytać miałam w głowie klasyczny scenariusz, czyli świetny pomysł, duży potencjał, ale zmarnowana szansa. Bałam się, że dostanę bardzo poprawną historię i nic poza tym. Jednak się myliłam, co mnie niesamowicie cieszy.
♡ Już od pierwszych stron czułam, że autorka ma jakąś wizję na całą historię i wie, dokąd chce poprowadzić losy bohaterów. Styl pisania jest naprawdę przyjemny, lekki, ale jednocześnie dopracowany, czyta się to dość szybko, bez poczucia zmęczenia czy tego, że fabuła jest przeciągana na siłę. Warsztat Natalii jest serio dobry i widać, że ma pojęcie o tempie narracji, dialogach i emocjach, jakie chce wywołać w czytelniku. Jestem też wielką fanką motywu udawanego związku i tu było to super, także to kolejny plus tej książki. Chociaż mimo wielu plusów, nie mogę przyznać, że ta historia to taki mój ideał i jest 10/10, bo jednak czegoś mi tu lekko zabrakło, ale nie jestem w stanie powiedzieć czego.
♡ Znajdziecie tu: różnica wieku (10 lat), udawany związek, trudna przeszłość,trudne relacje rodzinne, układ z korzyściami. Jeśli lubicie któryś z tych motywów to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję.
Serio, po tytule to nie brzmi jak coś co chciałabym przeczytać, ale słyszałam polecenie. I szczerze mówiąc na coś z tak powtarzalnym motywem, to jest dobra książka. Doceniam w takich- sposób napisania, bo to nie musi być czytadło, komunikację miedzy bohaterami, jakies wartosci i wątki poza relacją. Nie wszystko mi sie podobało, ale to już nie zarzut do samej książki, tylko moje osobiste przekonania, typu pieniadze są istotne do życia, ale mogą mega mieszać w relacji.
4,5/5 Książka, która pachnie jak kwiaciarnia - jesteście zaciekawieni?
Anthony potrzebuje dziewczyny po tym, jak jego dziadek wraz z ojcem oznajmiają mu, że aby otrzymać udziały w firmie, musi się ożenić. Podczas kolacji w restauracji mężczyzna kłamie, że ma dziewczynę o imieniu Daisy - imię wpada mu do głowy, gdy zauważa na stole bukiet stokrotek.
Od tego momentu jego największym problemem staje się znalezienie dziewczyny o takim imieniu i namówienie jej, by udawała partnerkę Tonego Parkera.
Daisy Mitchell prowadzi skromne życie, które kręci się wokół kwiaciarni, studiów oraz ojca, który coraz częściej sięga po alkohol. Jej mama zmarła tuż po porodzie, pozostawiając po sobie kwiaciarnię, do której dziewczyna jest bardzo przywiązana.
Tony składa Daisy propozycję, która ma przynieść korzyści im obojgu. Z czasem zaczynają jednak spędzać ze sobą coraz więcej czasu, a ich uczucia z każdym dniem ulegają zmianie.
Początkowo książka nieco mnie wynudziła, jednak z czasem historia nabrała tempa, a ja z coraz większym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów.
Anthony, poznając sytuację życiową Daisy, na każdym kroku stara się ją wspierać i pomagać. Daisy to pracowita, ale i uparta kobieta, która nigdy wcześniej nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Zawsze radziła sobie sama, dlatego wsparcie Tonego nie przychodzi jej z łatwością.
Autorka porusza również ważny temat alkoholizmu i pokazuje, jak bardzo wpływa on na relacje rodzinne oraz jak istotne jest szukanie pomocy.
Daisy odnajduje osoby, które chcą ją wspierać i być przy niej. Dziewczyna zaczyna na nowo rozkwitać, a Tony zakochuje się w niej coraz bardziej. Anthony to ułożony, dojrzały i dobry mężczyzna, który niejednokrotnie potrafi wywołać rumieniec na twarzy i przyspieszyć bicie serca.
Autorka świetnie wplotła relacje rodzinne, a bohaterowie drugoplanowi dodają tej historii uroku. Każdy z nich wnosi coś istotnego do fabuły.
Wśród intryg i kłamstw bohaterowie stopniowo się do siebie zbliżają, jednak na horyzoncie czai się ktoś, kto może zniszczyć ich szczęście.
To książka, przy której można się odprężyć i na chwilę uciec do świata pachnących kwiatów oraz ciepłej, wciągającej historii. [współpraca reklamowa]
Daisy Mitchell to młoda dziewczyna, której życie nie oszczędzało. Jej matka umarła podczas porodu i od tego momentu ojciec topi smutki w alkoholu. Dziewczyna prowadzi zwyczajne życie: chodzi na studia i zajmuje się rodzinną kwiaciarnią, w której nagle pojawia się Anthony Parker i bardziej ją zmusza, niż prosi, aby przed jego bliskimi udawała jego dziewczynę.
To dość prosty i sprawdzony przepis na romans. On bogaty, potrzebuje dokładnie dziewczyny o tak niespotykanym imieniu jak ona; ona – zwyczajna i potrzebująca pieniędzy na leczenie ojca z nałogu. Historia stara jak świat, ale takie rzeczy się sprawdzają.
Czy mnie ta historia kupiła? To zależy.
Nie mam nic przeciwko schematom czy powielaniu motywów. W romansach mamy masę sprawdzonych rozwiązań, a mimo to miło się je czyta. Tyle że dla mnie największą barierą był język i sposób komunikacji bohaterów. Za wiele wulgaryzmów i za dużo płytkich pyskówek rodem z piaskownicy.
Jednak od początku.
Daisy poznajemy w trudnym momencie. Kłopoty finansowe kwiaciarni i ojciec, który nadużywa alkoholu, sprawiają, że dziewczyna, choć raczej jest dobrze nastawiona do świata, powoli jednak więdnie. Jest zabawna, śliczna i robi wszystko, aby postąpić właściwie. Fragmenty, w których jedyna bliska jej osoba zachowuje się wobec niej okrutnie, są naprawdę łamiące serce. A momenty, w których odwiedza odwiedza matkę na cmentarzu i z nią rozmawia, są bardzo rozczulające. To pokazuje jej delikatność i wrażliwość.
Tyle że Tony jest jej przeciwieństwem. Nie polubiłam go na początku, był niczym niewyróżniającą się postacią. Po prostu zafiksowany na punkcie pieniędzy facet, który myśli, że dzięki nim wszystko załatwi. Zgoda, nie można odmówić mu talentu, ale jednak to, jak się wypowiadał i zachowywał, sprawiało, że wzbudzał we mnie irytację. A ciężko polubić książkę, kiedy główny bohater denerwuje.
Na szczęście widzimy zmianę w bohaterach. Im więcej ze sobą przebywają, tym bardziej zaczynają się do siebie zbliżać. Na szczęście nie ma tutaj instant love, za co byłam wdzięczna. Prawdę mówiąc, mniej więcej w połowie książki zaczęłam dostrzegać w Anthonym coś więcej. Kupiła mnie jego troska o swoją udawaną dziewczynę. Było nawet kilka scen, kiedy stwierdziłam, że będą z niego ludzie 😄.
Oprócz wątku udawanego związku i tematu uzależnienia mamy również tajemnicę. Ktoś bowiem chce zaszkodzić Tonymu i jego firmie, a do tego dochodzi skandal. Akcja powieści ma wyrównane tempo – raz zwalnia, pozwalając na pogłębienie relacji głównych bohaterów, a potem serwuje nam nieco dreszczyku.
Sama postać Daisy jest bardzo ciekawa. Ma swoją przeszłość, swoje traumy, ale też tę ciekawość życia. Jest uparta i zadziorna, więc naprawdę dużo wnosi do tej powieści. Wydaje mi się, że to właśnie takiej kobiety potrzebował Anthony, aby wreszcie dorosnąć. Przy niej podejmuje odpowiednie decyzje i staje w obronie tego, co kocha – ba, tego, co jest ważne dla jego bliskich. Dodatkowy plus za relacje z siostrą i mamą.
To moje pierwsze spotkanie z autorką i przyznaję, że choć książka ma około 550 stron, czyta się ją błyskawicznie. Duża ilość dialogów, brak zbędnych opisów, a mimo to dobrze wykreowany świat. Czuć warsztat i doświadczenie pod tym względem.
Całość historii oceniam pozytywnie. Ma swoje mankamenty i nie będzie dla wszystkich. Czasami miałam wrażenie, że niepotrzebne były niektóre sceny, bo niewiele wnosiły, ale finalnie dobrze się bawiłam. Trzeba po prostu nastawić się na to, że na początku może nie być łatwo. Wynagradza to jednak przemiana bohaterów i uczucie, które wydało mi się szczere. Naprawdę uwierzyłam, że ta dwójka pokochała się nawzajem, nawet pomimo trudnego początku. No i może ciut bym ją skróciła.
No i oczywiście to wydanie jest boskie 😍
This entire review has been hidden because of spoilers.
[Patronat medialny] „Mutual Benefits” opowiada historię młodej studentki Daisy Mitchell oraz Anthony’ego Parkera - spadkobiercy rodzinnej firmy architektonicznej. Daisy prowadzi kwiaciarnię wspólnie z ojcem alkoholikiem, którego stan w ostatnim czasie coraz bardziej się pogarsza. Z kolei Tony pracuje w rodzinnej firmie i przygotowuje się do jej przejęcia.
Losy bohaterów pochodzących z zupełnie dwóch różnych światów prawdopodobnie nigdy by się nie skrzyżowały, gdyby nie decyzja dziadka Anthony’ego. Uważa on, że zanim Tony obejmie firmę, musi się wreszcie ustatkować i udowodnić swoją odpowiedzialność. Sytuacja komplikuje się po kolacji z córką gubernatora, która okazuje się całkowitym przeciwieństwem ideału kobiety, jakiego Tony szuka. Zestresowany młody architekt wpada w panikę, gdy rodzice pytają go o imię jego rzekomej partnerki. W akcie desperacji zerka na stojący obok bukiet stokrotek i spontanicznie odpowiada, że jego dziewczyna ma na imię Daisy.
Książka Natalii, poza niepowtarzalnie oryginalną fabułą, skrywa w sobie zdecydowanie coś więcej. Podczas czytania historii Stokrotki niemal na każdej stronie czułam, jak emocje towarzyszące autorce zostały przelane na papier. Widać i czuć, że ta opowieść jest dopracowana w najmniejszym detalu oraz tworzona z sercem - od pierwszej do ostatniej strony. Dawno nie zakochałam się w książce już po trzech pierwszych rozdziałach. Nie było ani chwili nudy ponieważ pióro Natalki jest niezwykle lekkie i płynne.
Historia Tony’ego i Daisy z pozoru opiera się na oklepanym motywie fake dating, jednak została poprowadzona w sposób absolutnie wyjątkowy. Dostarczyła mi całej gamy niezapomnianych emocji - od wzruszenia i uśmiechu, przez złość i smutek. Przeplatana humorem sprawiła, że wielokrotnie śmiałam się przez łzy. Bohaterowie wykreowani przez autorkę są zdecydowanie niezastąpieni - zarówno postacie pierwszoplanowe, jak i drugoplanowe.
Poza relacją głównych bohaterów autorka według mnie bardzo dobrze poradziła sobie z napisaniem wątku ojca dziewczyny, ukazując jego zmagania z alkoholizmem do których doprowadziła go depresja po stracie ukochanej żony i konieczności samotnego wychowywania małej córeczki. Od samego początku urzekł mnie również wątek budowania więzi między Daisy a rodziną Tony’ego. Od samego początku przyjęli ją z otwartymi ramionami, a niemal od pierwszych chwil pokochali jak własną córkę i wnuczkę. Kolejnym atutem książki jest sposób, w jaki Natalia przedstawiła relacje rodzinne Parkerów. Już dawno nie czytałam historii, w której rodzina nie stanowi problemu, lecz jest prawdziwym wsparciem dla bohaterów.
Podczas lektury czułam się tak, jakbym była w domu. Ta książka stała się dla mnie bezpiecznym, komfortowym miejscem, do którego z pewnością będę wracać jeszcze wiele razy. „Mutual Benefits” stało się moim domem.
„Mutual benefits” to romans oparty na motywie udawanego związku, ale absolutnie nie jest to kolejna schematyczna opowieść. Tutaj wszystko ma sens, emocje dojrzewają powoli, a relacja między bohaterami rozwija się naturalnie. Czułam każdą rozmowę, każde napięcie i każdą chwilę zwątpienia.
Anthony Parker to znany architekt oraz spadkobierca prestiżowej pracowni architektonicznej. Ma 29 lat i zostaje przyciśnięty do ściany przez własną rodzinę. Jego dziadkowi nie podoba się fakt, że wciąż się nie ustatkował, dlatego stawia mu jasny warunek. Jeśli chce uzyskać część udziałów w firmie, musi się ożenić.
Podczas spotkania, na którym dziadek próbuje zeswatać go z córką gubernatora, Anthony w przypływie desperacji ogłasza, że już kogoś ma. Twierdzi, że wybranka jego serca ma na imię Daisy. Rodzina jest zachwycona. Problem w tym, że on żadnej Daisy nie zna. Ma tydzień, by znaleźć kobietę o tym imieniu w mieście. Z pozoru brzmi to jak proste zadanie. W praktyce okazuje się dużo trudniejsze.
Daisy Mitchell ma dziewiętnaście lat i codziennie próbuje udźwignąć więcej, niż powinna. Studiuje, prowadzi rodzinną kwiaciarnię i opiekuje się ojcem zmagającym się z alkoholizmem. Każde zamówienie jest dla niej walką o przetrwanie miejsca, które jako jedyne tak mocno przypomina jej o zmarłej mamie. Marzy o stabilności, ale rzeczywistość nie daje jej taryfy ulgowej.
Kiedy Anthony trafia właśnie na nią, wszystko zaczyna się od propozycji układu. On potrzebuje narzeczonej na pokaz. Ona potrzebuje pieniędzy i wsparcia, by utrzymać kwiaciarnię i pomóc ojcu. Zasady są jasne. Emocje nie wchodzą w grę. Przynajmniej w teorii.
Najbardziej ujęło mnie to, jak autorka prowadzi ich relację. Nic nie dzieje się na siłę. Nie ma nagłych wyznań bez pokrycia. Jest napięcie, są zgrzyty, są momenty, w których miałam ochotę potrząsnąć jednym i drugim. Ale jest też czułość, troska i powolne budowanie zaufania. To wszystko sprawiło, że historia była dla mnie wiarygodna.
Bardzo mocno wybrzmiewa tu też wątek rodzinny. Problem uzależnienia ojca Daisy nie jest potraktowany po macoszemu. Czuć ciężar tej sytuacji i to, jak bardzo wpływa ona na dziewczynę. Z kolei rodzina Anthonyego pokazuje zupełnie inny świat, pełen oczekiwań i presji. Zderzenie tych dwóch rzeczywistości wypada naprawdę dobrze.
Dla mnie to była emocjonalna jazda bez trzymanki. Śmiałam się, denerwowałam, a w kilku momentach miałam łzy w oczach. To książka o odpowiedzialności, o dorastaniu i o tym, że czasem największe uczucia rodzą się tam, gdzie na początku miało być tylko porozumienie bez zobowiązań. Z czystym sumieniem polecam każdemu, kto lubi romanse z motywem fake dating, różnicą wieku i zarysowanym tłem rodzinnym. Ja przepadłam i wiem, że będę stale wracać do tej historii.
Czy ta książka ma ponad pięćset stron a ja przeczytałam ją w jedno popołudnie?
Owszem!
Pióro autorki jest niezwykle przystępne ale nie prostackie. Unika częstych powtórzeń co jest dla mnie osobiście ogromnym plusem.
Fabuła nie skupia się na samym s*ksie to jest kolejny pozytywny aspekt.
Muszę przyznać, że dosłownie na samym początku już miałam się nastawić negatywnie do głównego bohatera jak i autorki, kiedy kobiety zostały określone mianem doopy ale okazało się, że bardzo szybko autorka to ukróciła, właściwie po jednym zdaniu nie było już śladu takiego zachowania wulgarnego i od tamtej pory ruszyło wszystko jak trzeba, pochłaniając całą moją uwagę i wolny czas.
Anthony pod presją rodziny musi się ustatkować ale zaaranżowana przez rodziców randka z córką polityka nie wypala, pomijając zupełnie odjechany styl bycia dziewczyny to okazało się, że jest innej orientacji. Tony postanowił skłamać, że ma kobietę. Widząc bukiet stokrotek, spanikowany wspomniał, że ma na imię Daisy.
I teraz musiał bidulek znaleźć taką dziewczynę w tydzień, by przyprowadzić ją do domu jako swoją narzeczoną.
Daisy Mitchell nie miała w życiu łatwo, matka um*rła przy jej porodzie a ojciec tego nie udźwignął. Nie przelewa się w domu, a młodziutka dziewczyna musi godzić pracę, studia i obowiązki domowe.
Przyparta do muru godzi się na układ zaproponowany przez Parkera.
Uwielbiam motyw forced proximity i fake dating więc ta sytuacja od razu przykuła moją uwagę, w ogóle przekomarzania bohaterów, ich riposty, wywoływały mój uśmiech na twarzy.
Spodobało mi się to, że w końcu bogata rodzina okazała się dobrą, opiekuńczą i troskliwą a nie tak jak w większości książek, tymi złymi wilkami, którzy są ponad wszystko i wszystkich. Senior rodu zadbał nie tylko o przyszłość finansową swoich bliskich ale przede wszystkim wpoił im wartości rodzinne.
Szkoda, że Daisy tego nie miała.
Były momenty, kiedy łzy cisnęły mi się do oczu, kiedy ta właśnie rodzina zawiodła. Kiedy Daisy cierpiała. Kiedy wszystko szło nie tak.
Ale były też momenty, gdy moje serce ogarniało przyjemne, otulające ciepło.
Romans z ciekawą fabułą, nutą pikanterii i intrygami. Polecam
Jeśli szukasz książki, która wciągnie od pierwszych stron i wyłączy z życia na kilka godzin, to zdecydowanie jest to tytuł dla ciebie.
Daisy Mitchell życie zaczęło doświadczać od najmłodszych lat. Straciła matkę przy porodzie i dorastała pod opieką ojca pogrążonego w żałobie, który z czasem popadł w nałóg. Na nieszczęście dziewczyny oddaliło go to od wymarzonej kwiaciarni zmarłej żony. Studia, biznes na granicy upadku, nierozumiejący problemów chłopak oraz coraz bardziej agresywny rodzic nie są przepisem na szczęśliwe życie. Daisy nawet w najśmielszych snach nie wyobrażała sobie, że jedno zlecenie na bukiet stokrotek odmieni jej los.
Anthony Parker, spadkobierca prestiżowej pracowni architektonicznej, również nie spodziewał się, że po latach ciężkiej pracy zostanie postawiony pod ścianą. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego bliscy zmuszają go do ożenku pod groźbą utraty firmy. Jedno jest pewne - nie poślubi kobiety, którą mu wybrano. Pod presją kłamie, że kogoś poznał, a jedyną myślą, jaka przychodzi mu do głowy, jest bukiet stokrotek. Tak powstaje Daisy. Tony ma tydzień, by odnaleźć dziewczynę o tym imieniu. Gdy w końcu ją znajduje, składa jej niecodzienną propozycję.
Resztkami zdrowego rozsądku i ogromną siłą woli wywalczyłam kilka godzin snu, bo czułam, że po zarwanej nocy następny dzień może być ciężki. Autorka stworzyła parę, która choć dość szybko uświadamia sobie swoje pragnienia, nie pozwala im zbyt wcześnie dojść do głosu. Napięcie między Daisy i Tonym trzyma czytelnika w uścisku niemal do samego końca, a buntownicze nastawienie dziewczyny jednocześnie bawi i momentami drażni - na szczęście w zdrowych proporcjach. Polecam każdemu, kto potrzebuje lekkiej odskoczni. Mimo poruszania trudniejszych tematów książka robi to w przystępny sposób i w ogólnym rozrachunku jest bardzo relaksującą lekturą.
💐Daisy nie ma najłatwiejszego życia. Jej mama zmarła tuż po porodzie, a ojciec od lat nie potrafi poradzić sobie z tą stratą i popada w coraz większy nałóg. Do tego ciągle rosnące problemy finansowe ukochanej kwiaciarni nie pomagają w zmniejszeniu trosk. 💐 Anthony został postawiony pod ścianą przez swoich bliskich. Podczas aranżowanego spotkania z kandydatką na żonę mężczyzna okłamuje rodzinę, informując ich o swojej dziewczynie, o mało spotykanym imieniu. Teraz ma tylko kilka dni, żeby przedstawić swoją wybrankę najbliższym… 💐Bądźmy szczerzy - mamy tutaj raczej typowy wątek układu, w którego skład wchodzi bogaty facet i dziewczyna, która nie wie, jak poradzić sobie z narastającymi problemami. Ale czy to umniejsza tej książce? Całkowicie nie! Uwielbiam Harry’ego 💛. Ten typ potrafi wszystko załatwić 😂. Kocham ten moment, jak w udawanym związku “strony” zaczynają coraz bardziej się docierać. Opiekuńczość Tony’ego wobec Daisy w sytuacji z jej tatą, wszystkie “ukrywane” koszty, drobne gesty - kupione klapki wygrały 😂! Dramki należały raczej do tych “oczywistych”, ale były tak gładko wtrącone w fabułę, że człowiek sobie przez to płynął. 💐Tematy choroby najbliższych, tym bardziej w przypadku nałogów zawsze są trudne. Nie zawsze wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka, jednocześnie obwinianie siebie za coś, na co nie mieliśmy wpływu, też nie jest zdrowe. Urocze - jeżeli tak można je nazwać 🙈 - były wizyty na cmentarzu. Tym bardziej wtedy, kiedy Tony również do nich dołączył. 💐 Mutual Benefits to historia, która wciąga. Chociaż człowiek podejrzewa, co stanie się dalej, to i tak z ogromną przyjemnością daje się porwać relacji rodzącej się między Anthonym i Daisy. Jest to pozycja z tych przyjemnych i komfortowych, po które idealnie chwycić w zimowy wieczór.
Daisy nie miała łatwego życia; jej mama zmarła tuż po porodzie, ojciec nie mogąc poradzić sobie z tą stratą coraz częściej sięga po alkohol, a na dodatek sama musi prowadzić rodzinną kwiaciarnię. Anthony aby przejąć firmę architektoniczną musi się ożenić a powiedzmy sobie szczerze mężczyzna ani myśli spełniać żądań rodziny więc wpadł na szalony pomysł.
Tydzień. Właśnie tyle czasu ma Anthony na to aby znaleźć kobietę o imieniu Daisy. Bo jak to stwierdził przed rodziną ma dziewczynę więc znalazł się w nie lada kłopocie. Fabuła może i przewidywalna ponieważ takich historii mamy wiele; on musi znaleźć udawaną dziewczynę a nawet jej za to płaci, szantażuje ją wykorzystując do tego coś dla niej cennego. Pomimo tego tą historię czyta się naprawdę lekko i przyjemnie.
Bardzo podobała mi się relacja pomiędzy którzy potrafili się dogadać i czerpać korzyści z umowy jaką zawarli. Oczywiście nie było im łatwo ukrywać to przed rodziną głównego bohatera, którą Daisy polubiła. Autorka stworzyła cudowną historię w której nie brakuje emocji, ale i zwrotów akcji.
Naprawdę lubię książki, które są cegiełkami, ale w takich historiach bardzo trudno jest utrzymać napięcie i zainteresowanie czytelnika. Jednak tutaj z pełną stanowczością mogę stwierdzić, że autorce się to udało. Ani przez moment nie czułam się znużona tą historią, ani nie odkładałam jej na później, ponieważ byłam ciekawa co takiego się dalej wydarzy.
"Mutual benefis" to idealna pozycja dla osób które lubią historie gdzie nie ma od razu wskoczenia bohaterów w zakochanie a raczej relacja zaczyna się od przyjaźni i potem po drodze pojawia się coś więcej.
Ta książka to istne C.U.D.O. Nie czekajcie tylko bierzcie się za nią. Ja jej nie przeczytałam, ją ja wręcz wciągnełam. Już od pierwszych chwil historia Tony'ego i Daisy mnie pochłonela. Ją wręcz nie mogłam się od niej oderwać. To jak jak ich historia się zaczęła, to jest genialne. Na pewno będziecie tu mieć wiele uśmiechu, scen łapiacych za serce, wzruszeń ale i też łamiących. Bo przecież życie naszej Stokrotki od samego początku nie jest łatwe. Stratą matki, zaraz po narodzinach, upadająca kwiaciarnia i ojciec alkoholik. I wtem w jej progu pojawia się przystojny architekt z propozycją wręcz nie do odrzucenia i to dosłownie 😉 Rodzina Parkerowi może też nie idealna, ale na pewno od razu podbiła moje serce, tym jak przyjęli Daisy. I kiedy już wszystko powoli zaczełi się układać, czułam w kościach, że coś musi j**ąć no i j**ło. I tu po za Mią, cała rodzinka mnie zdeka wkurzyła, ale potem zapracowali sobie na moje wybaczenie. No i trzeba wspomnieć o moim jeszcze jednym ulubieńcu, czyli Harrym. Ta postać jest cudowna, jeżeli Natalia wpadnie kiedyś na pomysł,żeby opisać jego historie, bardzo chętnie ją przeczytam. Harry jest nie tylko świątyń pracownikiem, ale przede wszystkim oddanym przyjacielem. Zakończenie całej książki jest taka piękna wstązka pokazująca,że wszystko się ułozyło. Choć ostatnie zdanie, można być dla nas znakiem, że ta historia jeszcze nie jest zakończona i może będzie jakiś ciąg dalszy.... Ps. Natalia jest zdecydowanie moim odkryciem, tego miesiąca i chętnie poznam inne jej ksiazki
Hej! Dziś mam dla was recenzję książki Natalii Wiktor (@autorka_nataliawiktor) czyli „Mutual Benefits”. Zapraszam! 🤎
~~~
Współpraca reklamowa @wydawnictwoniezwykle Opis pochodzi od wydawcy I znajduję się na kolejnym kafelku.
~~~
„Mutual Benefits” to romantyczna powieść obyczajowa, która łączy w sobie elementy lekkiego romansu z większym ładunkiem emocjonalnym i poważniejszymi tematami społecznymi. Akcja skupia się na relacji dwóch zupełnie odmiennych od siebie postaci: młodej Daisy Mitchell oraz Anthony’ego Parkera.
Daisy to dziewczyna, która od najmłodszych lat mierzy się z bolesną stratą i ciężarem obowiązków – po śmierci matki przejmuje prowadzenie rodzinnej kwiaciarni i codziennie stara się pomóc swojemu pogrążonemu w żałobie ojcu. Tony natomiast pochodzi z zupełnie innego świata – jest spadkobiercą prestiżowej pracowni architektonicznej, w którego życiu liczy się przede wszystkim sukces i status społeczny.
Autorka świetnie buduje relacje pomiędzy bohaterami, która pojawia się stopniowo i idzie do przodu, super jest zachowany watek „fake datingu”, który sprawia mnóstw radości ale i wzruszenia. Styl autorki jest bardzo przyjemny, lekki i pozwalający na szybkie czytanie historii.
Fabuła jest ciekawa oraz wciągająca, a oprawa książki oraz jej okładka bardzo pasują do całej fabuły.
Daje zdecydowanie 8/10✨️ i czekam na kolejne pozycje od Natalii👀
Mamy tutaj do czynienia z dobrze znanym motywem udawanego związku, ale w „Mutual Benefits” wypadł naprawdę świeżo i naturalnie.
W książce poznajemy historię Daisy, dziewczyny która próbuje ogarnąć życie po stracie mamy i utrzymać odziedziczoną kwiaciarnię. Niestety nie wiedzie jej się najlepiej - tata nadużywa alkoholu, a kwiaciarnia przynosi więcej strat niż zysków. Naszym drugim bohaterem jest Tony, bogaty, nieco arogancki facet z własnymi problemami i presją rodziny. Mężczyzna intrygą i szantażem zmusza Daisy do udawania swojej dziewczyny. To miał być tylko układ, jednak jak to zwykle bywa w tego typu historiach, uczucia nie chciały trzymać się zasad.
Najbardziej podobało mi się to, jak normalni i ludzcy są bohaterowie. Mają swoje wady, czasem podejmują głupie decyzje, nie zawsze wiedzą, czego chcą i właśnie dzięki temu tak łatwo jest się z nimi utożsamić. Ich relacja rozwija się spokojnie i swobodnie. Autorka nie robiła niczego na siłę, co sprawia że ich emocje wypadają bardzo autentycznie. Między Daisy i Tony’m było wiele drobnych gestów, rozmów i momentów, które budowały ich bliskość.
Mimo wszystko książka była dość przewidywalna. Bywały też chwile, gdy nieco mi się dłużyła. To taka historia na jeden raz, do przeczytania, jednak raczej nie będę o niej długo pamiętać.
Sam pomysł na historię naprawdę spoko ale niestety wykonanie dla mnie okropne. Bardzo nie spodobał mi się styl pisania autorki i czułam się jakbym czytała debiut w którym autorka dopiero próbuje wyrobić sobie swój styl. Mogę też powiedzieć, że wręcz znienawidziłam głównych bohaterów. Główny bohater to typ który myśli tylko i wyłącznie jedną częścią ciała, a główna bohaterka o ile w pierwszej połowie książki nie była aż taka zła, to podczas słuchania drugiej części (w połowie zrezygnowałam z czytania w papierze i przeniosłam się na audiobooka bo nie dawałam rady), miałam ochotę walnąć przez nią głową w ścianę. Oczywiście wszystkie dramy w książce, które są strasznie rozdmuchane normalni ludzie rozwiązaliby podczas pięcio minutowej rozmowy.
ta książka była świetna, jakby tyle zwrotów akcji, jak juz myślałam że coś się skończy tak jak w większości książek to się kończyło całkowicie inaczej, super, i zakończenie😁 myślałam że nigdy nie przeczytam tak długiego zakończenia, a zawsze chciałam wiedzieć co było później
Ta książka śmieszy bawi oraz daje możliwość uronienia łez kocham ją całym sercem jest lekka pomimo tego że są w niej poruszane ciężkie tematy już dawno tak świetnie się nie bawiłam na żadnej historii kocham Daisy i Anthony’ego ♥️
na początku się męczyłam bo sądziłam że wszystko idzie za szybko, bohaterowie mnie denerwowali ale w którymś momencie po prostu czytałam na jednym wdechu. mega się wciągnęłam i choć uważam że jest tu parę niedociągnięć to fajnie się bawiłam czytając
"– Jesteś… – Jaka jestem? – Nie wytrzymała i mi przerwała, a tuż po tym przygryzła kusząco wargę. – Bezkonkurencyjna. Najpiękniejsza. Tylko moja – szepnąłem ostatnie słowa do jej ucha."
"– To co chcesz z tym zrobić? Zgodzę się na wszystko – oświadczyłem.
Naprawdę chciałem, żeby w końcu mi uwierzyła.
– Spieprzyłeś mi życie, Parker. Myślałam, że już bardziej się nie da."
Była to moja pierwsza styczność z twórczością autorki, więc nie do końca wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale po promocji patronek moje oczekiwania, co do tej pozycji tylko rosły. Z początku ciężko mi było wkręcić się w historię Daisy i Tonego. Obawiałam się, że to nie będzie książka dla mnie, jednak po około stu stronach powoli zaczęłam odczuwać coraz większe zainteresowanie dalszymi wydarzeniami. Finalnie reszta książki bardzo mnie zaciekawiła.
Jeśli chodzi o bohaterów, to Daisy polubiłam od razu. Bardzo emocjonalna dziewczyna po ciężkich przeżyciach - mama zmarła, a ojciec zatracił się w alkoholu. Mimo to wciąż silna i zaradna dziewczyna z ciętym językiem. Za to Tony z początku wywołał u mnie bardzo mieszane uczucia. Nie do końca go polubiłam, bo poznaliśmy go od tej oschłej i stanowczej strony, ale jak zawsze po głębszym poznaniu jego osoby zyskał moją sympatię, a w zasadzie bardziej mnie urzekł zachowaniem w stosunku do Daisy. Robiło mi się ciepło na sercu, kiedy widziałam jaką troską otoczył kobietę. Oboje byli bardzo autentyczni - mieli swoje wady i zalety. Czasem działali pochopnie i pod wpływem emocji, ale to dodawało im tej realności.
Autorka pokazała nam dwie strony życia, że nie zawsze jest kolorowe, ale też nie musi być czarno białe. Natalia pokazała nam, że wiele z nas nosi maski, ale czasem, dzięki odpowiedniej osobie możemy tę maskę zdjąć i wspólnie przejść przez gorsze chwile. I tak właśnie wyglądała relacja Tonego i Daisy. Może i z początku między nimi było burzliwie, a wszystko miało być tylko umową, jednak uczucia okazały się silniejsze. Bardzo mi się spodobał przebieg ich relacji! Nie działo się nic zvyt szybko, a ich emocje były świetnie opisane.
Fabuła sama w sobie była ciekawa. Udawany związek, na którym oboje mogą skorzystać, pomiędzy tym radzenie sobie ze swoimi problemami i do tego próby zrozumienia swoich emocji. Autorka zadbała o to, aby czytelnik się nie nudził podczas czytania w czym pomógł jej lekki styl pisania! Jestem ustatysfakcjonowana tym, co przeczytałam i z przyjemnością sięgnę ponownie po jakąś książkę Natalii.