What do you think?
Rate this book


264 pages, Hardcover
First published January 14, 2015
It may have been after 11 a.m. when the planes flew away. And the silence fell. The few people who had survived were lying down. The children didn’t cry, the wounded didn’t groan, because the silence was stronger—so strong no one made a peep. At last they began to get up, carefully, because they were afraid what world would meet their eyes. First they looked into the sky—empty. Then they looked all around—and didn’t recognize what they saw. Because how could they recognize something from nothing? Because nothing was left, the valley was burned out, and the charred beams were still smoldering down below, amid the few chimneys that had remained standing.
Only then did a single wail, a single shout escape from the mouths of the survivors.
"No tak, odróżnisz to partyzantów prawdziwych od nieprawdziwych? Od jeńców, dezerterów, a przede wszystkim pospolitych bandytów, których każda wojna bez bólu rodzi tysiące? Choć słowo „pospolity” nigdy mi nie pasowało w tym kontekście. Legitymacji przecież od zbójów, co stanęli w progu, nie poprosisz, prawda? Jedni i drudzy mają broń, jedni i drudzy są głodni. Głodny człowiek nie jest nikim innym, jak tylko głodnym człowiekiem, dopóki się nie naje. Więc gdy wpadali i kazali sobie dawać z komory jajka, chleb, wódkę, pieniądze, buty, kurtkę, to nikt nie myślał, że to „obrońcy”, tylko bał się, żeby mu gardła nie poderżnęli na odchodnym. Za tę „pomoc” Niemcy się mścili i rozstrzeliwali całe rodziny, całe wsie. Bo chłopskie dobra to były ich kontyngenty. To z kolei rodziło odwet partyzantów, tych prawdziwych, partyzanci się mścili na Niemcach i potrafili na przykład wioskę osadników zaatakować, pozabijać „etnicznych”, przejąć inwentarz. I dalej znowu Niemcy w odwecie wyruszali z ekspedycją karną, puszczali z dymem kolejną polską wieś. Obłęd przyczynowo-skutkowy."
"Pytanie, dlaczego Polacy jak jeden mąż nie ratowali Żydów, jest z tej samej niemej puli co pytanie: dlaczego tysiąc Żydów prowadzonych przez dziesięciu Niemców szło na śmierć bez sprzeciwu. Jest w tej puli więcej pytań równie drażliwych, ale odpowiedź jest jedna – bo strach zawęża świadomość. U prawie wszystkich ludzi."
(pdf.str. 95)
"Stutthof gorszy od Birkenau. Birkenau gorsze od Auschwitz. Auschwitz gorszy od Dachau i Buchenwaldu. Są piekła jaśniejsze i ciemniejsze, mamo. W jednym piekle strzelają w głowę, darowując ci śmierć jako moment metafizyczny, który łatwo przeoczyć podczas tak błyskawicznej transgresji, w innym wprasowują ci śmierć w żywe życie i godzinami wyjesz na granicy, a właściwie w otchłani swego ciała. Jean Améry, intelektualista niemiecki, Francuz z wyboru, z przeznaczenia Żyd, który był torturowany przez hitlerowców, a potem osadzony w Auschwitz, ów Améry pisze, że każde cierpienie – jak gaz – wypełnia dokładnie całą duszę człowieka, bez względu na stężenie. To kluczowe zdanie, myśl, z którą nie mogłam się początkowo zgodzić, ale potem musiałam. Bo czy boli cię ząb czy urwana noga, czy umarło ci dziecko, czy amputowano ci człowieczeństwo – jesteś figurą bólu i nie ma miejsca na nic innego.
(pdf.str. 111)
"Obejrzała "Listę Schindlera", a tam przez pół filmu jej ojciec jak żywy: uśmiecha się, rozmawia. I co chwila kogoś zabija. I patrzy na nią z ekranu tymi oczami smutnego węża. Ależ ten aktor, Ralph Fiennes, umiał zagrać spojrzeniem to coś! Geniusz po prostu. Wyobraź sobie, że z ekranu, jak z zaświatów, przychodzi twój ojciec. Rozpoznajesz w nim swoje gesty, grymasy, motorykę ciała. Czujesz łączność, nie ma na to rady. A on co chwila kogoś zabija. Bez żadnego powodu. Człowiek, w którym jest tyle ciebie! Musisz siebie znienawidzić. A nienawiść do siebie jest jak pół samobójstwa, jakby się było w ciąży z własną śmiercią."
(pdf.str. 136)