Mitologia schabowego. Podróże w głąb pawlacza. Tren osiedlowego sklepu. Terror listopada. Kulisy pasowania na wujasa, sekrety dobierania szwagra. Artefakty polskie o potężnej mocy, tylko podkreślonej przez ich codzienność. Ta książka opowiada o nich wszystkich - o przedmiotach i zjawiskach, które mogłyby być na rewersie godła.
Świetny zbiór felietonów o rzeczach, które nawet jeśli nie są 100% polskie to bezsprzecznie z polską się scaliły na pewnym etapie. Jedynie to o racach bym wywalił, bo umiłowanie Kuby do pirotechniki jest dla mnie kompletnie nie zrozumiały i nie jest to żadne polski artefakt. Jak już to zabawka wąskiej grupy stadionowych głupków. No i czcionka mogłaby być trochę większa bo męczące jest czytanie w tak małym formacie.
No nie czarujmy się - panowie przepisali memy na felietony. I w wielu przypadkach byłoby to przyczynkiem do niskiej oceny, ale że tutaj autorzy zrobili to niezwykle zgrabnie operując słowem - ba, słowem, całymi zdaniami! - to i 4 gwiazdki w pełni zasłużone.
Ciekawe, jak Leszek mówi Pilchem, a Jakub Prarchettem.
Ulubiony fragment? Po tym, jak felieton o chlebie kilkukrotnie sprawia, że śmiejesz się na głos, a zaraz potem kolejny wita cię zdaniem otwierającym, że „historia oręża to historia ludzi przeraźliwie zaskoczonych”.
Artefakty lepiej sobie jednak dawkować, bo czytane ciągiem pod koniec stają się nieco przewidywalne i nużące. Za to ta gwiazda w dół. (Choć wina może leży po mojej stronie, wszak to ja czytałem za szybko).
Piękny zbiór felietonów napisanych w gawędziarskim, opartym na anegdocie stylu. Żart i realizm przeplatają się w każdym z felietonów. Osoby wychowane w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych na pewno odnajdą w tej książce wspomnienia z dzieciństwa i nie jeden raz uśmiechną się czytając ją. Dodatkowo, ilustracje zamieszczone przy każdym z rozdziałów dodają autentyczności i świetnie uzupełniają całość.
książka ogólnie bardzo przyjemna, dużo w niej ciepła jak i śmiechu, jednak niektóre z felietonów nie są tak dobre jak większość, w szczególności wspominany już tekst o racach
w ebooku nie ma też wspomnianych ilustracji, szkoda
Kto zna „Tetryków”, ten wie czego się tutaj spodziewać. Podcast z autoironicznym humorem oraz słodko-gorzkimi przemyśleniami Leszka i Kuby o ich codziennych derbach z życiem to już od lat mój stały punkt tygodnia. Chłopaki stworzyli naprawdę wspaniałą przestrzeń, gdzie absurdalne uniwersum polskiej piłki stanowi cudowną telenowelę. Jestem dumny, że na Patronite mogę płacić te parędziesiąt złotych miesięcznie, aby oprócz o Ekstraklasie móc posłuchać czy to rosół czy jednak żurek jest król zup, jak lew jest król dżungli lub poświęcać swój czas na program o nierozliczonych zbrodniach Albusa Dumbledore’a. Ta pozycja to sto procent Tetryków w Tetrykach - przemyślenia o pawlaczach z naszych mieszkań, czy dywagacje dlaczego cały świat stoi na barkach instytucji szwagra. Ja bawiłem się super, szczególnie w wersji audio czytanej przez samych chłopaków.
Panowie to Felietoniści z prawdziwie polskiej, wielkiej litery. Stylistyczne zęby ostre, zmysł obserwacji jak u bielika, serduszko pełne uczuć.
Znakomita zabawa w odkrywanie sentymentu do niepozornych często rzeczy, czystej radochy z przypominania sobie życia, uświadamiania kodu kulturowego.
Może wkradło się trochę błędów redaktorskich, ale wynagradzają to ilustracje. Może nie każdy wybór artefaktu zdaje się trafiony, ale chociaż lekkość pióra wynagradza. I może to najbardziej polskie, najbardziej prawdziwe.