Dlaczego ludziom jest dobrze w Stanach Zjednoczonych? Dlaczego nie wyobrażają sobie życia w innym kraju? Dlaczego imigranci, którzy wpadają „na chwilę”, zostają tam na zawsze? W swojej najnowszej książce Marek Wałkuski wyjaśnia, co spodobało mu się w Ameryce i dlaczego polubił ten kraj. Pisze o fundamentalnych cechach Amerykanów, takich jak optymizm, altruizm czy tolerancja, przede wszystkim jednak opowiada o amerykańskiej codzienności.
Dawno żadna książka tak mocno nie zdumiała w/w czytelnika. Zdumiewający jest fakt, że ktoś bezkrytycznie wydał i rozreklamował tę radosną twórczość, nadającą się bardziej na pośledniego bloga prowadzonego przez podróżnika-amatora niż na uwiecznienie na papierze losowych, chaotycznych i niezbyt głębokich przemyśleń autora na temat USA.
Każdy z "kawałków" spisywany jest według niemal jednakowego schematu: scenka rodzajowa, parafrazowanie wpisów z Wikipedii/roczników statystycznych/przewodników turystycznych (jedna z części książki jest poświęcona podróżom autora), pean na cześć Ameryki opiewanej przez autora z gorliwością neofity, utyskiwanie na Polskę, kilka przykładów anegdotycznych mających zilustrować (niekiedy nieistniejącą) myśl przewodnią danego tekstu i... (czasami) zakończenie zawierające przemyślenia godne pilnego ucznia wczesnych klas szkoły podstawowej. Zdumiewające!
Zdumiewa także fakt, jak wielka wagę autor przywiązuje do wymieniania zakupionych przez siebie dóbr, podawania cen w niemal każdym tekście i porównywania ich z polskimi cenami. Ach, ta ponadczasowość tekstów! Zdumiony czytelnik jest zupełnie skołowany i nie wie, czy autorowi chodzi o edukację finansową odbiorcy jego tekstów, czy może o podbudowanie własnego ego ("patrzcie, kiedyś kupiłem 4 telewizory, a do tego gram w golfa i tenisa!"). Czytelnik zaczyna nabierać pewnych podejrzeń, że ta ostatnia opcja jest prawdopodobną wersją wydarzeń, gdy zaczyna natrafiać na co i raz wplatane "mimochodem" w tekst informacje o znanych osobach, z którymi autor zwykł się widywać czy przyjaźnić. Nie marnuje też okazji do zareklamowania swoich umiejętności i podkreślenia swej wyjątkowości.
Nie posiadając się ze zdumienia, czytelnik dzielnie brnie w pocie czoła przez błahe stwierdzenia, przeczące sobie fakty lub tezy (nie wiedząc, czy ten cały golf to sport dla mas, czy może jednak dla krezusów?) i wyświechtane "ciekawostki" z życia w USA, które już dawno nimi być przestały (o ile czytelnik nie spędził ostatnich 10 lat w dżungli). Znalazło się tu tez miejsce na przepisanie słowo w słowo średnio zabawnych anegdot z audycji radiowych i programów rozrywkowych bez żadnego konkretnego celu. W tym momencie czytelnik ze zgrozą zauważa, ze jego zdumienie właśnie osiągnęło granicę krytyczną.
"Kawałki" zostały spisane (miejmy nadzieję, że w sposób niezamierzony) w protekcjonalnym tonie "dla maluczkich", którzy jakoby niewiele wiedzą o cywilizowanym świecie. Polski czytelnik przeciera oczy ze zdumienia, zgłębiając fragmenty, w których autor wyjaśnia w najdrobniejszych szczegółach działanie mechanizmu kas samoobsługowych, elektronicznych parkometrów itp., uważając, że takich "cudów" w Polsce nie ma. Czytelnik z jeszcze większym zdumieniem sprawdza datę na obwolucie książki (2014) i zastanawia się, czy przypadkiem ostatnia wizyta autora w ojczyźnie nie przypadała na lata 80. XX w. Pan Wałkuski tłumaczy wprawdzie, że w krainie mlekiem i miodem płynącej mieszka(ł?) 12 lat (w niektórych tekstach pada liczba 13), jednak choć niektóre jego obserwacje na temat życia w Ameryce są interesujące (np. "Umieranie"), to próby porównania pewnych mechanizmów z *aktualną* Polska rzeczywistością są całkowicie chybione.
Przepełniony bezbrzeżnie zdumieniem czytelnik jakimś cudem dociera do końca książki, zamyka ją i ogromnie się cieszy, że wypożyczył ją z biblioteki i już nigdy jej nie zobaczy.
Podsumowując: jesli nie czytasz gazet, książek, nie oglądasz tv, nie słuchałeś nauczycieli w szkole i nie wiesz nic o kraju za Wielką Wodą, to książka dla Ciebie.
Książka raczej dla mało wymagających. Mówiąc wprost - idealny kompan dłuższych posiedzeń w łazience, nic ponad to. Mało odkrywcze tematy, typowo dziennikarskie zapychacze typu statystyki czy szczegółowe daty. Gdy ktoś choć trochę wgryzał się w specyfikę Stanów, to z tej książki dużo nie wyniesie.
Lekka i przyjemna lektura, choć moim zdaniem przeznaczona raczej dla zwolenników USA. Znajdą oni w niej masę ciekawostek z najróżniejszych dziedzin życia. W fajny sposób oddaje klimat Ameryki i stara się pokazać, co takiego jest w tym kraju, że od lat przez wielu uważany jest za najlepsze miejsce do życia. Plusem książki jest też mniejsza niż w Wałkowaniu Ameryki ilość różnego rodzaju danych liczbowych. Autor skupił się tym razem wyłącznie na pozytywach i opisie w samych superlatywach tego, jak wspaniale żyje mu się w USA, i … jak dla mnie jednak tego bezgranicznego zachwytu było trochę za dużo.
Jestem pełen podziwu dla autora, ponad 260 stron napisane w tak trudnej pozycji; na klęczkach. We wstępie autor zaznacza, że będzie szukał wyłącznie pozytywów i konsekwentnie trzyma się swojej zapowiedzi, niestety nie wychodzi to na dobre książce. Mało interesującej treści, większość rozdziałów wygląda jak żywcem przepisana z Wikipedii, na dodatek większość tematów jest potraktowana irytująco powierzchownie. Wal-Mart jest cudowny bo można w nim zrobić zakupy przez 24h. a jak sobie to cenią pracownicy bo mogą sobie w ten sposób dorobić wieczorami i jeszcze dostać wyższą stawkę za nadgodziny. Na drugi raz proponuję panu Wałkuskiemu mniej ssać palec a w końcu przezczytać ten Washington Post z którego prenumeraty tak jest dumny: (http://www.washingtonpost.com/local/d...). I tak już zupełnie na marginesie, czy ktoś to wogóle czytał przed wydaniem w Znaku? Muzeum Historii Naturalnej ( w odróżnieniu oczywiście od Historii Nienaturalnej) to chyba muzeum przyrodnicze? Drużyna koszykówki Utah Jazz nigdy nie zdobyła mistrzostwa NBA i nazwanie jej mistrzowską to kolejny pokaz wróżenia z fusów a nie rzetelności. Natomiast nazwanie regulacji w NFL socjalistycznymi już tylko mnie rozbawiło. Na koniec jednak muszę przyznać, że też zdarzyło mi się coś podobnego. Tyle, że nie piórem a kredkami, gdzieś pod koniec przedszkola i nie przyszło mi do głowy by nazwać to książką a laurką.
Zdecydowanie bardziej osobista niż Wałkowanie Ameryki, Ameryka po kaWałku to zbiór opowiastek o życiu codziennym w USA. Ulubione miejsca autora, ważne osobistości krajowe, udogodnienia życiowe Amerykanów i wiele dziwactw wywołujących uśmiech pana Wałkuskiego. Czy czyta się to dobrze? Jak najbardziej. Mnie natomiast drażni niepohamowany zachwyt bijący z łam książki, któremu brak jakiejkolwiek przeciwwagi. Surowa garść statystyk na które narzekała część czytelników pierwszej książki jawi się na tle tego dzieła jako dane do bólu obiektywne.
Bla, bla, bla, booooring. Niczego (może poza rozdziałem "Umieranie") specjalnie ciekawego ta książka w moje życie nie wniosła. Nie wiem, kto mógłby być jej odbiorcą - uczeń podstawówki? - żeby dowiedział się czegoś nowego. A ja wcale tak wielu książek nt. Ameryki nie przeczytałam. Więcej przede mną niż za mną (za to Warakomska, Orliński, seriale i parę blogów). Jedyne, co naprawdę fajne, to podział tematyczny rozdziałów. Jeśli żyjesz w dziczy, nie widziałeś Ameryki na oczy w jakiejkolwiek formie, przeczytaj. W pozostałych przypadkach - odpuść, strata czasu.
Mam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Zdecydowanie na plus za przybliżenie mi USA - kraju, którego nigdy nie odwiedziłem. Po lekturze tej książki wiem i rozumiem trochę więcej i nabieram ochoty, żeby kiedyś go zwiedzić. Dodatkowy plus za opis z perspektywy Polaka, dziennikarza radiowego, który mieszkał i pracował w USA przez kilkanaście lat. I właściwie na tym plusy się kończą. Autor książki sprawia wrażenie nie tyle zafascynowanego Stanami Zjednoczonymi, co bezkrytycznie wpatrzonego. W wielu miejscach poziom wychwalania różnych aspektów życia Stanów Zjednoczonych przekracza granice laurki. Brakuje dla równowagi opisu czegoś, co mu się nie spodobało, co trudno mu było zaakceptować. Nie spodziewałem się, że w książce napisanej przez dziennika radiowego znajdę tak jednostronną relację. Drugą, może nawet większą wadą, jest encyklopedyczność tej książki. Spodziewałem się, że dużo większą rolę w opowieści będą grały osobiste doświadczenia autora, tymczasem w każdym rozdziale stanowiły one jedynie wstęp do zbioru faktów i ciekawostek. Wiele lub nawet większość z tych "suchych" informacji można (tak myślę) znaleźć w encyklopedii, Wikipedii bądź innych internetowych źródłach. Niestety, osobiste doświadczenie stanowi zazwyczaj jedynie jedynie wstęp/pretekst do rozdziału. Dużo bardziej przekonujące były te momenty (nieliczne), kiedy autor pisał o Stanach z własnej perspektywy opowiadając o historiach, które mu się przydarzyły. I pomimo kilku niezłych rozdziałów (początek i koniec książki) lekturze większej części towarzyszy uczucie brnięcia przez treść.
Może nie była to książka mojego życia, ale po lekturze mam poczucie, że dowiedziałam się czegoś więcej. Sporo ciekawostek.
„Praca społeczna na rzecz lokalnej społeczności, Kościoła czy organizacji charytatywnej jest w USA normą. Według sondażu Instytutu Gallupa w danym roku aż dwie trzecie Amerykanów poświęca swój czas na wolontariat. Społecznie pracują Amerykanie we wszystkich grupach wiekowych – od nastolatków do emerytów. Najczęstsze formy wolontariatu to zbiórka charytatywna, przygotowanie i dystrybucja żywności dla potrzebujących, prace fizyczne oraz nauczanie. Popularny jest także mentoring, który polega na regularnym spotykaniu się z dzieckiem i pomaganiu mu rozwiązywać problemy w szkole, w domu i w relacjach z rówieśnikami. Mentor jest wzorcem osobowym dla dziecka, jego mistrzem i przyjacielem. Pomaga również w odrabianiu lekcji i załatwianiu spraw życiowych. Z programów mentorskich często korzystają Afroamerykanie, ponieważ w tej grupie występuje wysoki odsetek dzieci wychowywanych przez samotne matki. Większość Amerykanów udziela się jako wolontariusze w sposób nieformalny. Ktoś zostaje trenerem szkolnej drużyny piłkarskiej, ktoś inny organizuje piknik charytatywny albo wyprzedaż podwórkową na rzecz swojego kościoła. Około jednej czwartej mieszkańców USA, czyli sześćdziesiąt pięć milionów osób, podejmuje się wolontariatu poprzez instytucje i organizacje. Wolontariusze przepracowują osiem miliardów godzin rocznie, co daje sto dwadzieścia godzin na osobę. Łączna wartość ich pracy wynosi sto siedemdziesiąt pięć miliardów dolarów”. Tamże, s.113.
Książka to zbiór krótkich esejów o różnych, ciekawych z punktu widzenia Europejczyków, aspektach USA. Dla kogoś, kto w ameryce nigdy nie był, ale chciałby pojechać, na pewno jest to dobre przygotowanie na co, co może nas tam spotkać (np. parkometry, szerokie szczeliny w toaletowych drzwiach), ale dla kogoś, kto był w USA raczej nie będzie to nic bardzo odkrywczego. Niektóre rozdziały są mniej interesujące, inne bardziej, niektóre są w dużej mierze odzwierciedleniem poglądów autora na dany temat (np. Halloween), a niektóre przedstawiają wiele insiderskich ciekawostek (np. Super Bowl). Generalnie książka jest warta polecenia, każdy rozdział jest na inny temat i nie trzeba czytać ich wszystkich, jeśli pewne tematy nas nie interesują. Na pewno jest to ciekawe wprowadzenie w kulturę i społeczność USA.
Bardzo mi się podobała. Poprzednia książka Marka Wałkuskiego, "Wałkowanie Ameryki", jest bardziej obiektywna i merytoryczna. Znajdziemy tam sporo o systemie politycznym USA, ich religii i tym podobne. W "Ameryce po kaWałku" jest więcej ciekawostek. Oczywiście, książka jest bardzo subiektywna, a "miłość" autora do tego kraju jest widoczna na każdej stronie książki, jednak absolutnie nie przeszkadza to w odbiorze. Wręcz przeciwnie! Z książki można dowiedzieć się bardzo wiele na temat samej Ameryki jak i mentalności Amerykanów. Ta książka opowiada o współczesnych Amerykanach, pokazuje ich nastroje, specyfikę życia w Ameryce i mnóstwo mnóstwo ciekawych anegdot. Nie jest to wymagająca lektura. Można czytać po kilka rozdziałów. Bardzo interesująca i zabawna pozycja.
Z czym kojarzą Wam się Stany 🇺🇸 ? Z Hollywood i Oscarami? A może z Route 66 i motocyklami Harley-Davidson?
Marek Wałkuski - korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie, wyjaśnia, co spodobało mu się w Ameryce i dlaczego polubił ten kraj. Zabiera czytelnika w podróż przez całe Stany, ukazując ich piękne, ale czasami i groźne oblicze. Autor przybliża nam historię, kulturę oraz zwyczaje Amerykanów. Wszystko podane w lekkiej i przystępnej formie, podzielonej na konkretne zagadnienia.
Książkę czyta się wyjątkowo przyjemnie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcieliby się przekonać, co tak niezwykłego jest w USA, że wiele osób pragnie realizować tam swój "American dream" 😎💲
Przeczytałam 100 stron. Nie dam rady więcej. Płytkie peany i pieśni pochwalne na cześć Stanów Zjednoczonych, dla ludzi albo absolutnie zafascynowanych tym krajem (bez żadnej dozy krytycyzmu), albo takich, którzy chyba nic nie wiedzą o świecie. Żałuję tych kilku godzin poświęconych książce i bez żalu oddaję do biblioteki, z westchnieniem ulgi, że nie wydałam na to ani złotówki
Lekka książka o Stanach, podzielona na krótkie rozdziały, więc fajnie czyta się z doskoku. Nie jest to jakies wybitne dzieło sztuki reporterskiej, ale sporo interesujących rzeczy o tym kraju się dowiedziałem.
Szczerze powiedziawszy spodziewałam się po książce czegoś więcej, nie chciałam czytać tylko i wyłącznie o zaletach Ameryki czy przygodach autora. Myślałam, że może dowiem się ciekawych faktów nt. Stanów Zjednoczonych ale chyba to nie jest odpowiednia książka 😔
W mojej opinii książka jest słabsza od pierwszej autorstwa Marka traktującej o pozytywnych aspektach USA. Kilkukrotnie miałem wrażenie, że autor się powtarza i opisuje rzeczy, które opisał już 20-30 stron wcześniej, zupełnie jakby książka miała być zbiorem ciekawostek, które można czytać od deski do deski albo wyrywkowo. Osobiście nie przypadło mi to do gustu, jednakże poza takimi drobnymi mankamentami, dla chcących się dowiedzieć ciut więcej o Stanach i ich pozytywnej stronie, pozycja jak najbardziej dobra.
Marek Wałkuski wziął najlepsze elementy z poprzedniej książki (Walkowanie Ameryki), dodał kilka nowych (równie dobrych) i tak o to powstała ta pozycja. W mojej opinii zawiera wszystko co powinna książka tego typu. Są osobiste przeżycia i przemyślenia autora, są dane statystyczne, oraz garść porównań. Dzięki temu jeszcze lepiej i dokładniej możemy poznać USA i zwyczaje ludzi tam żyjących. Zdecydowanie polecam, szczególnie tym, którzy myślą ten kraj kiedyś odwiedzić.
Mimo subiektywnego spojrzenia na Stany Zjednoczone, to jedna z najciekawszych i najcieplej napisanych książek kulturowych. Jest prześmieszna i zaskakująca, a podzielenie jej na tytułowe "Kawałki" sprawia, że możemy czytać ją jak zbiór felietonów - przeczytać jeden nawet gdy mamy niezbyt wiele czasu, odłożyć książkę i wrócić do niej w wolnej chwili. Fakty przytaczane przez Wałkuskiego wespół z jego osobistymi wspomnieniami i przemyśleniami są ciekawe i można z nich nauczyć się a thing or two o Amerykanach. Polecam jako lekturę z gatunku lekkich : )
Druga, po Wałkowaniu Ameryki, książka Marka Wałkuskiego okazuje się pozycją znacznie bardziej przystępną, lekką i praktyczną. Praktyczną nie w sensie poradnikowym ale tłumaczącym codzienne sprawy i odpowiadająca na często pytania lub tematy poruszane przy okazji rozmów o USA. Zdecydowanie rzadziej jest też cytowany rocznik statystyczny :)
Ciekawie napisana książka traktująca o różnych aspektach życia w USA. Poruszonych jest dużo kwestii, które mnóstwo wyjaśniają. Czyta się lekko i przyjemnie. Tak, „Ameryka po kaWałku” to głównie pochwały, ale dlatego, że autorowi dobrze mieszka się w Stanach – od razu to zaznaczył, nie można więc mieć do niego pretensji. W końcu to jego subiektywne podejście.
Bardzo subiektywna i troszkę wylukrowana pozytywem wizja Ameryki. Pod koniec już troszkę męcząca choć od początku sprawiała wrażenie ta książka ciekawszą część kontynuacji "Wałkowania Ameryki". Polecam jako źródło wiedzy ciekawostek.
Łatwa i przyjemna książka, której format ułatwia czytanie "z przerwami", które mogą trwać nawet wiele tygodni. Jedynym minusem, o czym już wspominali tu niektórzy, jest kompletny brak obiektywizmu. Autor jednak o tym uprzedza na początku, więc trudno to uznać za większą wadę.