Dziewczyna, która powinna nie żyć. Król, który stracił wszystko. Czy po Krwawej Trójnocy uda im się uda im się ponownie odnaleźć drogę do siebie?
Klątwa nie została złamana. Przeciwnie, złowroga magia się rozrosła: niebo spowił karmazyn, rzeki i jeziora zalała krew. Incarceris dręczą Cienie, siejące zniszczenie i śmierć, a kolejne Szczeliny pochłaniają całe osady. Nawet w Edanii – otoczonej Murem, a więc pozornie bezpiecznej – rośnie niepokój. Elfy i ludzie zdają się przeczuwać, że nadchodzi coś nieodwracalnego.
Daganowi udało się uciec z niewoli, lecz zdrada ciąży mu na sercu. Król rozdarty jest między obowiązkami wobec poddanych a pragnieniem odnalezienia Ophelii. W końcu musi jednak podjąć decyzję, co pozostanie dla niego ważniejsze: królestwo czy uczucia?
Ophelia zaś nie potrafi zrozumieć, dlaczego przeżyła… ani co dzieje się z jej ciałem. Każdy dzień przynosi nowe pytania, a poszukiwanie odpowiedzi okazuje się znacznie trudniejsze, gdy Głos zawzięcie milczy i nie wskazuje drogi. Niezależnie od tego, czy dziewczyna czuje się gotowa, musi zmierzyć się z duchami przeszłości, konsekwencjami własnych wyborów i przygotować na to, co planuje prawdziwy wróg.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Zemsta, kobieca siła, ukryte pragnienia i zdrada. Tak właśnie opisałabym ten tom. Szczególnie wybrzmiewa w nim kobieca furia, która napędzana jest zemstą. A uwierzcie, że Ophelia ma za co być wściekła.
Tak jak przy pierwszym tomie bawiłam się rewelacyjnie, a nawet chyba i lepiej. Wątki zawarte w tej części wciągnęły mnie dogłębnie, przez co ciężko było mi się oderwać i praktycznie przeczytałam ją na raz. A Ophelia i Dagan tworzą tu niesamowite duo, którego chce się więcej z każdą stroną.
No właśnie, Dagan 🫠
Już w pierwszym tomie bardzo spodobała mi się jego postać, jednak w tej części moje uwielbienie do niego przechodzi ludzkie pojęcie. Najważniejsze pytanie brzmi: GDZIE SZUKAĆ TAKIEGO MĘŻCZYZNY?! Pragnę, żeby ktoś patrzył na mnie tak, jak Dagan patrzy na Ophelie 😩 To jakim on miłością, uwielbieniem i zainteresowaniem ją darzy, widać w każdym jego oddechu.
A wiecie, co jest najlepsze? Że w tej książce nie ma scen zbliżeń, a ilość pocałunków można policzyć na palcach u jednej ręki, a i tak czujecie tę skomplikowaną relację całym sobą. To jest lepiej napisany wątek romantyczny niż nie jeden smut. Napięcie w pewnym momencie tak mnie rozsadzało, że chciałam krzyczeć z frustracji i błagać na kolanach o chociaż przyjazny dotyk.
Pikanterii dodaje fakt, że Ophelia przy każdym kontakcie fizycznym chce go ☠️ (fani atakowania nożem i upuszczania 🩸będą zadowoleni). I tu pojawia się konflikt wewnętrzny w głównej bohaterce: uśmiercić go czy pocałować? Ja bym zdecydowanie wybrała to drugie, ale Opheli nie jest łatwo tak kupić, szczególnie po tym co ją spotkało.
Ostatnie 100 stron to jazda bez trzymanki i nawet nie wiem kiedy, gdy znalazłam się na ostatniej strony i pomyślałam: „damnnnn to było zajebiście dobre, kiedy kolejny tom?”. No właśnie @ mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać, bo zacznę usychać z tęsknoty jak Dagan.
W ubiegłe wakacje sięgnęłam po pierwszy tom, miała być to dla mnie po prostu dobra książka, lecz przeszła moje oczekiwania. Nie sądziłam, że aż tak mnie pochłonie i zaciekawi kreacją świata..
Z niecierpliwością czekałam na kontynuację, bo zakończenie „Krew zdrajcy” było więcej niż zaskakujące, ucząc się na swoich błędach powinnam zdawać sobie z tego sprawę, lecz przy drugiej części jest tak samo. Zakończenie wgniotło mnie w siedzenie, dowiedziałam się wielu elementów, ale też sporo tajemnic jeszcze czeka na odkrycie, czego się obawiam w związku z natężeniem zwrotów akcji, które przyszykowuje dla nas autorka.
Pierwsza część postawiła wysoko poprzeczkę i tutaj początek był dla mnie ciężki, aby ponownie wgryź się w uniwersum. Akcja często była wolniejsza co mi absolutnie nie przeszkadzało, sprawiała wręcz, że cały czas byłam czujna.
Główna bohaterka przechodzi dużą przemianę, została zdradzona przez ważne dla niej osoby, jej ostrożność i gniew wybrzmiewają ze stron książki. Miałam przez chwilę przebłyski czy może nie jest za bardzo bezlitosna, ale potem przypominałam sobie co zrobili inni i jej kreacja miała bardzo dużo sensu. Dodatkowo w jej wnętrzu coś jest, co każe jej zniszczyć Dagana. Ten wątek sprawił, że moje serce niejednokrotnie zabiło szybciej.
Uwielbiam relacje romantyczną to jak uczucia w nich walczą, jak Dagan jest oddany. W tej części najmniejsza interakcja bohaterów przyprawiła mnie o rumieńce i wewnętrzne piski, nie potrzeba spicy scen, aby czytelnik został usatysfakcjonowany, zapewnienia Dagana i jego teksty zdobyły moje serce, tak samo jak jego wytrwanie i zrozumienie Opheli.
Całej książce mnóstwo daje dobrze stworzony świat fantastyczny, niebezpieczeństwo które czyha na bohaterów, informacje które wychodzą na jaw, ale też opisy starć, mgły czy „wizji”.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać tej serii to polecam.
„Krew Ofiary” to kontynuacja, której bardzo wyczekiwałam i gdy w końcu wpadła w moje ręce, nie mogłam oderwać się od niej oderwać…
Ophelia została zdradzona przez najbliższych. Wyruszyła, aby odnaleźć ukochaną siostrę, jednak ta wbiła jej nóż w serce. Zawiódł ją także Dagan – Księżycowy Król, który stał się dla niej ważniejszy, niż przypuszczała. Ophelia powinna nie żyć. Odrodziła się i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jest rozdarta pomiędzy pragnieniem zemsty i głosem, który każe jej zabić Króla, a miłością, która gdzieś jeszcze się tli. Jej ofiara miała sprawić, że zabójcza mgła zniknie, jednak odkąd wróciła, mgła stała się jeszcze bardziej krwiożercza, a niebo spłynęło szkarłatem…
Ta część porwała mnie bez reszty. Już od pierwszych stron doświadczyłam prawdziwego rollercoastera emocji. Brutalność i mrok tego świata jest porywająca. Niesamowicie podoba mi się postać Ophelii w tym tomie – jest silna, rządna krwi i zemsty i nie cofnie się przed niczym. Jej świat zawalił się, a ona mimo to twardo stąpa po ziemi. Nie wie, komu ma ufać, czy posłuchać wewnętrznego głosu, czy może serca…?
Jestem w obsesji na punkcie Dagana. On zrobiłby dla Ophelii dosłownie WSZYSTKO. Nie zawahałby się nad spaleniem dla niej świata, rozpętaniem wojny, czy wbiciem sztyletu we własne serce. W „Krwi Ofiary” jest niczym piesek, który zrobi wszystko, co jego ukochana mu powie, i to właśnie dla tego przepadłam! Yearning w tym tomie był wszystkim. Czułam tęsknotę i ból Dagana tak bardzo, jakbym to ja była na jego miejscu.
Jestem zachwycona budową świata przedstawionego i tym, że czytelnik nie jest w stanie przewidzieć tego, co będzie następne. Bohaterowie i ich rozterki są tak realnie, że wielokrotnie zapominałam, że czytam i dawałam się ponieść. Jeżeli jeszcze nie znacie tej serii, koniecznie musicie to zmienić. Monika pisze niesamowicie i po prostu uwielbiam tą serię. Mrok „Krwi Ofiary” jest obezwładniający. To genialne romantasy, które musicie poznać. Ocena 5/5 ⭐️
𝓡𝓮𝓬𝓮𝓷𝔃𝓳𝓪: Po Krwi Zdrajcy, która była jedną z moich ulubionych książek w 2025 roku i sprawiła, że książki z gatunku fantasy przestały być dla mnie straszne, miałam ogromne oczekiwania. Monika wykreowała tak wciągającą fabułę i tak ciekawy świat, że szczerze za nim tęskniłam, ale ten tom trochę mnie przytłoczył.
Pierwsze 250 stron było dla mnie trudne do przebrnięcia, ale myślę, że było mi po prostu ciężko wkręcić się na nowo w fabułę, która jest bezpośrednią kontynuacją.
Ophelia nie jest już tą samą dziewczyną. Miejsce tej wystraszonej, troskliwej i kompletnie nieświadomej otaczającego ją świata młodej kobiety, zajęła wściekła i żądna zemsty elfka, która może liczyć teraz jedynie na siebie. Zamierza pozbyć się wszystkich, którzy zawiedli jej zaufanie i złamali serce. Księżycowy Król jest na szczycie tej listy.
I chociaż uwielbiam przemianę głównej bohaterki, to Dagan nadal pozostaje moim ulubieńcem. Ja mam po prostu słabość do mężczyzn, dla których ich kobiety są najwyższym bóstwem i są gotowi oddać za nie życie. A Dagan właśnie taki jest.
Oboje cierpią. Oboje zostali zdradzeni. Ona go nienawidzi. Chce wyrwać mu serce i patrzeć, jak wydaje ostatnie tchnienie. A on? Nosi na barkach ciężar poczucia winy, wodzi za nią rozmarzonym, stęsknionym wzrokiem i zrobi absolutnie wszystko, aby odzyskać jej zaufanie i miłość.
Ich relacja w tym tomie jest dla mnie jego najlepszą częścią. Choć na wierzch wybija się nienawiść, to tak silnych uczuć, jak miłość, nie da się tak po prostu pozbyć.
Fabularnie było dla mnie już troszkę słabiej. Motyw podróży nie był tak fascynujący i ciekawy, jak w pierwszej części. Oczywiście, mogło być to spowodowane tym, że już poznaliśmy ten świat i większość jego zakamarków, ale po prostu nie poczułam, że zostałam wciągnięta do książki. Jak na ponad 600 stron, to nie działo się tam wcale, aż tak wiele.
Oczywiście, z największą przyjemnością sięgnę po trzeci tom, bo po prostu bardzo lubię pióro Moniki, no i zakończenie znów zostawiło mnie ze złamanym sercem…
Krew ofiary to drugi tom serii Splątani klątwami. Nie da się ukryć, że klątwy rzeczywiści nie dają tym bohaterom chwil i spokoju. 😁
Co podobało mi się w tym tomie? Uwaga, możliwe małe spoilery dla 1 tomu)
Bardzo cieszę się, że w końcu trafiłam na bohaterkę, która po tym, jak została zdradzona przez ukochaną osobę, nie wybacza jej po dwóch minutach i trzech ładnych zdaniach. W końcu mogłam poczuć, że Ophelia naprawdę jest zraniona, rozgoryczona, zła i chce się zemścić za to, co zafundowały jej osoby, którym ufała! Autorka zdecydowanie postawiła w tym tomie na psychologię postaci i była to miła odmiana po seriach, w których akcja często pędzi na łeb na szyję, a bohaterowie nie mają nawet momentu, żeby pochylić się nad tym, co im się przydarzyło, a co tu mówić o jakimś rozwoju czy przemianie.
Zdecydowanie jestem też fanką finałowego plot twistu. Bardzo doceniam, kiedy nóż wbity w plecy to faktycznie niespodzianka. 🤌🏼 I mimo, że dałam się zaskoczyć, to po przeczytaniu całej książki mam poczucie, że autorka od początku dawała mi pewne znaki, a ja po prostu nie umiałam ich zinterpretować, co też było ciekawe.
Nie da się nie zauważyć, że Krew Ofiary jest zdecydowanie książką bardziej obszerną niż Krew Zdrajcy, ale niekoniecznie przerodziło się to w ogromne postępy w fabule. Część opisów wydawała mi się powtarzalna i zbyt rozbudowana w stosunku do ich znaczenia dla całej historii. Powodowało to u mnie delikatne znużenie. Pierwszy tom w moim odczuciu był zdecydowanie bardziej dynamiczny, przez co czytało mi się go zdecydowanie przyjemniej i bardziej płynnie.
PS. Dagan jest wspaniały. Wybaczyłam mu wszystko po pierwszym rozdziale. 🫠
Niestety DNF na ten moment. Strasznie ciężko mi się czyta… przerzuciłam się na audio, ale również nie mogę się wkręcić 😭 Bardzo lubię Monikę i zawszę będę ją wspierać, ale chyba styl pisania nie pasuję do mojego gustu.
Nie zamierzam dawać oceny gwiazdkowej, ponieważ uważam to niesprawiedliwie nie kończąc tej książki.
Pierwsza część mi się podobała, ale miałam problem z wyobrażeniem sobie tego co się dzieje. Raczej jest to rzadkość u mnie, ponieważ prawie wszystkie książki są u mnie w głowie jak film. Niestety tu tak się nie wydarzyło. Sięgając po drugi tom, myślałam, że będzie lepiej - że ta część pozwoli odblokować moją wyobraźnie, ale niestety nie. Nie jestem gotowa, by czytać dalej ze względu na to, że nie chce popaść w zastój czytelniczy.
Nadal mimo wszystko Gratulację Monika, że udało Ci się wydać trzecią już książkę, którą ludzie pokochali 💖 Ja nie mówię definitywnie „NIE” tej książce i innych napisanych przez Monikę, ale na dzień dzisiejszy muszę sobie ją odłożyć.
Dziękuję za egzemplarz [współpraca] z Wydawnictwem Nowe Strony.
Przeprosić to nie znaczy uzyskać wybaczenie. [współprca reklamowa] Ophelia, po katastroficznym zakończeniu pierwszego tomu dostaje kolejną szansę na wybranie odpowiednich sojuszników. Podążamy z nią w drogę powrotną gdzie kolejny raz mamy wybór czy ufać zdrajcom. Czy Dagan i siostra są godni zaufania? Dagan! O ja!!! Monika! Słuchajcie tu jest przykład dobrego fantasy gdzie jest wątek romantyczny. Nie trzeba mieć multum scen SMUT by przepaść za głównym bohaterem. Z jednej strony Ophelia chce poradzić sobie z mgłą, a z drugiej strony musi zrobić to co przysięgła. Takiego konfliktu moralnego dawno nie doświadczyłam. Dzięki temu coraz bardziej docenia się walkę Dagana o odzyskanie zaufania Opheli. Oprócz pięknie zbudowanej relacji mamy tu wspaniale zobrazowany świat i klarowne stopniowe wytłumaczenie jak działa magia i poziomami pokazane co wywołało mgłę. Ja przepadłam dla tej serii i grzecznie czekam na trzeci tom.
Niesamowita pozycja! Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że „spętani klątwami” to najlepsza fantastyka, spod pióra polskiego autora jaką czytałam. Styl pisania Moniki jest świetny, a sama historia – po prostu genialna. Masa akcji, emocji, zwrotów akcji i doskonały wątek romantyczny! Samo zakończenie ogromnie mi się podobało, moim zdaniem było wręcz idealne. Brakowało dosłownie tyle 🤏🏻 do 5 gwiazdek.
CO TO BYŁ ZA KONIEC JA SIĘ PYTAM?!? I KOLEJNE PYTANIE TO - KIEDY KOLEJNY TOM?!?
Powiem tak - to był kawał naprawdę dobrej książki. Ta część była raz lepsza niż pierwsza, dla mnie wszytko, ale naprawdę wszystko było tu idealne.
Fabuła była tak niesamowita i świetnie poprowadzona że dosłownie połknęłam tą książkę na dwa razy. Bo chodź liczyła sobie sporo kartek to była naprawdę wciągająca. klimat natomiast zrobił taką robotę że czułam się jakbym była w tym świecie - nie jako czytelnik - a jako bohater.
A ci bohaterowie? well już po pierwszym tomie pokochałam ich całym sercem, ale po tym tomie mam na ich punkcie ABSOLUTNĄ OBSESJĘ (szczególnie na punkcie Ophelii)
"Krew Ofiary". Autor: Monika Grabowska Wydawnictwo: Nowe Strony Ocena: 10/10⭐️ [Współpraca reklamowa z @wydawnictwonowestrony]
🩸Enemiest to lovers to enemies... 🩸Klątwa 🩸Kwiożercza mgła 🩸Pragnienie zemsta 🩸Intrygi i zdrada 🩸Mroczny klimat 🩸Romantasy 🩸18+
Jaka jest twoja ulubiona trylogia?
"- Świat ma rację, dostrzegając we mnie zło. Wiem natomiast, czemu ty go nie dostrzegasz. Posłałam mu pytające spojrzenie. - Spaliłbym cały świat, gdybyś mnie poprosiła. Ale nie poświęciłbym ciebie, by uratować świat. Nie popełniłbym po raz drugi tego błędu, który nie daje mi spać".
Pierwszy tom pokochałam całym sercem. Był tak cudowny, że naprawdę nie spodziewałam się, że drugi może go aż tak przebić, a jednak. Ta seria to moja całkowita miłosć. Naprawdę potrzebuję trzeciego tomu NA JUŻ, bo nie wiem, jak mam funkcjonować po takim zakończeniu.
„Krew ofiary" jest bezpośrednią kontynuacją „Krwi zdrajcy". Nie ma żadnego przeskoku czasowego. Bezpośrednio wkraczamy w sam środek emocji bólu oraz konsekwencji, które muszą dźwigać bohaterowie.
Klątwa wciąż trwa. Nie udało się jej złamać. Dagan próbuje odnaleźć swoją ukochaną, ale jego serce to jedno, a korona to drugie. Musi myśleć o poddanych, o królestwie, o odpowiedzialności, lecz jego serce ciągle wyrywa się w kierunku Opheli. Natomiast dziewczyna nie może zrozumieć jakim cudem przeżyła, dlaczego znalazła się w innym ciele, co się właściwie wydarzyło.
Ophelia z szarej myszki, przerażonej i zagubionej, przechodzi przemianę, która dosłownie zwala z nóg. Staje się silna, niepokojąca, a nawet i przerażająca. Nowe moce, nowy wygląd, nowe spojrzenie na świat. W jej sercu rodzi się pragnienie zemsty, a krwiożercza mgła nieustępliwie podszeptuje jej krwawe myśli. "Będzie umierał wypowiadając moje imię. Zmuszę go do tego nim wyrwę mu serce. Krew na jego wargach ułoży się w te kilka prostych liter. Ophelia".
Uwielbiam motyw mgły, która nieustannie namawia do zabicia Księżycowego Króla. To po prostu genialne. Uwielbiam to jak różne bywają jej uczucia w stosunku do tego czego pragnie mgła i to że momentami przejmuje władzę nad jej ciałem. Zdecydowanie mistrzostwo.
Jeśli chodzi o Dagana to całkowicie skradł moje serce. To, jak ogromnym uczuciem darzy Ophelię. Jak walczy sam ze sobą, aby nie przekroczyć jej granic, mimo że bardzo chciałby ją wziać w objecia. To jak patrzy na nią z tęsknotą, bólem i miłością, której nie sposób zaprzeczyć. Jego zachowanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że to mój książkowy mąż. A historia tej dwójki to jedna z absolutnie moich ulubionych.
Relacja Ophelii i Dagana to emocjonalny rollercoaster. Nieskrywany żal, niewypowiedziane słowa, tłumione pożądanie oraz przyciąganie, które boli. A także chęć zemsty i próba zadania śmiertelnego ciosu. Po prostu cudowne. Każdej ich interakcji wyczekiwałam jak wody na pustyni. Każde spojrzenie, każde muśnięcie, każde niedopowiedzenie było dla mnie jak iskra. Całkowicie dla nich przepadłam.
Autorka niezwykle umiejętnie gra na uczuciach czytelnika. Raz się uśmiechałam. Raz byłam podekscytowana. Innym razem łzy cisneły mi się do oczu. Przeżywałam wszystko razem z bohaterami - każdy zwrot akcji, każdą zdradę, każde niepowodzenie, momentami czułam się jakbym sama była w środku tych wydarzeń. Monia uwielbiam Cie za to.
Ta historia ma w sobie coś niezwykłego. Coś mrocznego i magicznego jednocześnie. Kocham tą krwawą otoczkę, intrygi i zdrady, a także napięcie towarzyszące bohaterom. To wszystko sprawia, że "Krew ofiary" jest niezwykle wyjątkowa. A dodatkowo dostajemy nieidealnych bohaterów, poranionych, często podejmujących złe decyzje ale własnie za to ich uwielbiam.
Muszę wam powiedzieć, że dooiero co skończyłam drugi tom, a już mam ochotę zacząć od nowa pierwszy. A potem drugi i ponownie przeżywać całą historię.
Seria „Spętani klątwami” to uzależniająca historia. Nie wiem jak wytrzymam oczekiwanie na 3 tom. Potrzebuje na wczoraj .
„Spaliłbym cały świat, gdybyś mnie poprosiła - szepnął. - Ale nie poświęciłbym ciebie, by uratować świat.”
Po zabójczo (hehe) dobrym pierwszym tomie - „Krwi zdrajcy” - przez długi czas nie byłam w stanie zapomnieć o tej książce. Nie żebym w ogóle chciała, ale emocje z nią związane i myśli, które nie dawały mi spokoju, wciąż wypływały na powierzchnię niczym jakieś brzeginie czy rusałki próbujące mnie złapać i wciągnąć pod taflę jeziora pełnego krwi - do świata stworzonego przez Monikę.
„Kr3w ofiary” weszła z buciorami ubabranymi śniegiem i krwią w momencie, gdy byłam już przesycona fantasy z romansem i czułam, że zaczynam się lekko nudzić powtarzającymi się motywami (które przecież tak lubię! 🥲). I takie wtargnięcie to było coś, czego potrzebowałam! ❤️
W tej części trylogii nie ma miejsca na radość czy beztroskę. Nie odnajdziemy tu komfortu ani bezpieczeństwa — ta książka nie jest synonimem spokojnego, relaksującego wieczoru pod kocykiem. Od pierwszych stron czekają na nas brutalność, ból i niezrozumienie. Pomiędzy bohaterami napięcie wciąż narasta. Ophelia mądrze postanawia nikomu nie ufać, przysięga sobie (i czemuś - lub może komuś?) zemstę. Dagan gubi się w poczuciu winy i rozpaczy, a za wszelką (dosłownie) cenę próbuje odnaleźć Ophelię. Miota się pomiędzy uczuciem a powinnością wobec korony. Eleanor, Haldir, Izel, Libitina - wszyscy skrywają jakieś tajemnice.
W tym tomie, jak i w poprzednim znów pojawia się świetny motyw podróży i drogi - Ophelia, Dagan i ich przyjaciele (oraz nieprzyjaciele, hehe) odbywają trudną wędrówkę przez Incarceris, skąpane we krwi i morderczej mgle. Każde z nich przechodzi jednak także własną, wewnętrzną drogę przemiany, zrozumienia siebie i poszukiwania prawdy, a także knucia przeciwko innym.
”Wyglądała jak ktoś, kto stracił wszystko. Ktoś, kto stał się skrajnie niebezpieczny tylko dlatego, że nie posiadał już niczego, na czym mu zależało.”
To, jak świetne przemiany bohaterów tutaj dostajemy, aż odbiera mowę. Od pierwszych stron Ophelia zaskakuje temperamentem i stanowczością. To coś zupełnie innego niż w poprzedniej części - budzi się w niej nienawiść i chęć zemsty na swoich oprawcach, a właściwie na całym świecie, bo czemu by nie? Absolutna zmiana o 180 stopni. Female rage w czystej postaci. Pyszniutkie 🤌🏻
Ale Ophelia to nie jedyna postać, na którą wpłynęły wydarzenia z poprzedniego tomu. Jej siostra, Eleanor, również przeszła ogromną przemianę. Z pewnej siebie, knującej żmijki stała się bojaźliwa i zastraszona. Nie jest już tą samą Eleanor, którą znaliśmy wcześniej. Chyba 😎
„Nie wiem, co innego miałoby stać się moim celem, jeśli nie ty, Ophelio.”
Dagan, ach, Dagan. Potężny, niemal nieśmiertelny król złamany przez miłość i własną zdradę. Słabnie z dnia na dzień, a jednak wciąż pozostaje pełen nadziei i siły do walki o to, co dla niego najcenniejsze. Pomimo bólu straty, jaki towarzyszy mu każdego dnia, nadal zaskakuje nas swoim zadziornym humorem, który powraca zwłaszcza przy Ophelii.
„– Walka o mnie byłaby żałosna? Ranisz me serce. - Codziennie śnię o tym, by wbić w nie ostrze – parsknęłam. Wcale nie minęłam się z prawdą. – Nie sądziłem, że tak łatwo przyznasz, że o mnie śnisz.”
Poza relacją Ophelii i Dagana, która pełna jest napięcia, pragnienia i nienawiści Monika stworzyła wyśmienicie dopracowany system magii i magicznego świata opartego na klątwach. Na czytelnika zostaje narzucona gęsto tkana sieć tajemnic, sekretów, przepowiedni, niedopowiedzeń i domysłów. Nie bez powodu seria nosi tytuł „Spętani klątwami” - klątwy i przepowiednie mają tu naprawdę ogromne znaczenie.
Styl pisania Moniki to jak słodki, lepki miód na moje mroczne, wrażliwe serduszko. Brutalność i żądza krwi ubrane w piękne słowa, żal i rozpacz poetycko otulone rozkosznym szeptem. Cudowne jest to, że wątek romantyczny nie stanowi jedynej osi wydarzeń, na której skupia się cała książka. Jest ważny, ba! bez niego ta historia w ogóle nie mogłaby się wydarzyć, ale naprawdę doceniam, że fabuła nie jest prostolinijna, że ma głębię i rozwija się w wielu naprawdę różnych kierunkach, oparta na wielu postaciach, czy nawet liniach czasowych.
Wszystkie tajemnice, przepowiednie i klątwy trzymają w napięciu przez całą książkę - nie ma ani chwili spokoju. A końcówka zupełnie jak w poprzedniej części - brak słów, szok, zdumienie i zachwyt. Jeśli po przeczytaniu „Krwi zdrajcy” mówiłam, jak bardzo nie mogę doczekać się kontynuacji, to uwierzcie mi, finału nie mogę doczekać się trzy razy bardziej (czyli bardzo, bardzo, bardzo MOCNO).
To romantasy na światowym poziomie. Ta książka, a właściwie, cała trylogia jest nie tylko świetna fabularnie, ale też przepięknie napisana. Monika zaserwowała nam prawdziwie smakowitą literacką ucztę.
Drugi tom opowieści o Ophelii otwiera się dramatycznymi konsekwencjami Krwawej Trójnocy. Klątwa, zamiast słabnąć, rozprzestrzenia się z przerażającą siłą, pogrążając świat w coraz głębszym chaosie. Krwiste niebo, czerwone wody i wszechobecna, niszcząca magia tworzą atmosferę ciągłego zagrożenia. W tak mrocznej scenerii drogi bohaterów ponownie się krzyżują, a ich losy oplata opowieść pełna emocji, napięcia i niepewności.
Dagan, który zdołał uciec z niewoli, zmaga się z ciężarem zdrady oraz poczuciem winy. Jego wewnętrzne rozdarcie między obowiązkiem wobec królestwa a uczuciem do Ophelii staje się jednym z najważniejszych elementów tej części historii. Dzięki temu jego wątek zyskuje głębię i pokazuje, jak wiele już poświęcił i jak wiele może jeszcze stracić. Ophelia natomiast doświadcza rzeczy, które przeczą wszelkim zasadom. Jej ciało zmienia się w sposób, którego sama nie rozumie, a Głos, dotąd niezawodny przewodnik, nagle milknie. Dziewczyna pozostaje sama z narastającymi pytaniami, lękami i tajemnicami, które stają się ciężarem niełatwym do udźwignięcia. To tworzy interesujący, choć momentami trudny w odbiorze portret wewnętrznego zagubienia.
Pierwszy tom był obiecującym wstępem. Oryginalność świata, ciekawy pomysł na klątwę i dynamiczne wydarzenia sprawiły, że trudno było się od niego oderwać. Druga część kontynuuje tę historię, jednak moje wrażenia są bardziej złożone i mieszane. Książka skupia się mocno na emocjach Ophelii, jej psychice oraz relacjach, które tworzy podczas podróży z nieoczekiwanymi towarzyszami. Autorka wyraźnie stawia na introspekcję i stopniowe odkrywanie motywacji bohaterów. Muszę też przyznać, że sam koncept świata, klątwy oraz stopniowe odsłanianie szerszego planu naprawdę mi się podoba. Widać, że Monika Grabowska od początku ma konkretną wizję, a jej pomysły są przemyślane. Styl pisania również zasługuje na pochwałę, gdyż jest lekki, płynny i przyjemny w odbiorze, dzięki czemu mimo objętości książkę czyta się dobrze.
Pewne zastrzeżenia budzi jednak prowadzenie fabuły i decyzje związane z bohaterami. Powtarzające się przemyślenia Ophelii, choć na początku wzbudzały zainteresowanie, z czasem stawały się męczące. Jak na bohaterkę, która wiele przeszła, jej szybka utrata czujności w kilku momentach wydawała mi się zbyt nagła, natomiast w innych sytuacjach była tak nieugięta, że nie starczyło przestrzeni, by naturalnie rozwinąć relację, która od początku miała być romantyczna. Nadal mam wrażenie, że uczucie między Daganem a Ophelią nie do końca mnie przekonuje, choć możliwe, że to kwestia mojej osobistej interpretacji... I lekkiego zwątpienia.
Fabuła, która początkowo trzymała w napięciu, w dalszej części zwalnia i skupia się głównie na wędrówce, rozmowach i moralnych rozterkach. Zakończenie przynosi kilka ciekawych zwrotów, jednak wyczuwałam w nim powtórzenie pewnych rozwiązań z pierwszego tomu. Nie jestem pewna, czy ten zabieg mi odpowiada, ale wciąż jestem zainteresowana tym, jak autorka zamknie całą historię i w jakim kierunku popchnie bohaterów.
Podsumowując, drugi tom rozwija świat i bohaterów, ma świetną atmosferę i ciekawy koncept, choć momentami traci tempo i powiela sprawdzone schematy. Mimo to z przyjemnością sięgnę po kolejną część, bo nadal wierzę, że ta opowieść może przynieść jeszcze wiele zaskoczeń.
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po „Krew Ofiary” wiedziałam, że czeka mnie emocjonalna przeprawa, ale nie spodziewałam się, że ta historia aż tak głęboko zakorzeni się w moim sercu. Autorka, która zdążyła już przyzwyczaić swoje czytelniczki do mrocznego, gęstego stylu i bezlitosnego wystawiania bohaterów na próby, tym razem wspięła się na wyżyny gatunku romantasy. To powieść, która w mistrzowski sposób łączy klasyczną fantastykę z ogromnym ładunkiem uczuciowym, tworząc mieszankę, od której nie sposób się oderwać. Akcja kontynuacji rzuca nas w sam środek świata, który zdaje się krwawić wraz ze swoimi mieszkańcami. Po tragicznych wydarzeniach Krwawej Trójnocy, kraina Incarceris pogrąża się w chaosie. Niebo przybiera barwę karmazynu, a złowrogie Cienie i pochłaniające osady Szczeliny stają się codziennością. Osią narracji jest nie tylko walka o przetrwanie królestwa Edanii, ale przede wszystkim desperackie poszukiwanie sensu w świecie, w którym klątwa zamiast zniknąć, przybrała na sile. To mroczna, duszna wędrówka przez zgliszcza nadziei, gdzie każde zwycięstwo okupione jest niewyobrażalną ceną. Główni bohaterowie, Dagan i Ophelia, to postacie nakreślone z niezwykłą psychologiczną precyzją. Dagan, król rozdarty między lojalnością wobec poddanych a obezwładniającą tęsknotą, jest postacią tragicznie wiarygodną; jego ból jest niemal namacalny, a dylematy moralne sprawiają, że staje się nam niezwykle bliski. Z kolei Ophelia zachwyca swoją kruchością podszytą niesamowitą siłą. Jej zmagania z własnym ciałem, które zaczyna się zmieniać, oraz dojmująca cisza ze strony tajemniczego Głosu, czynią z niej bohaterkę, której kibicuje się z zapartym tchem. Książka porusza fundamentalne tematy: ciężar władzy, cenę wolności oraz niszczycielską, a zarazem ocalającą moc miłości. Monika posługuje się językiem niezwykle plastycznym, który potrafi w jednej chwili zachwycić pięknym opisem natury, by za moment uderzyć surowością brutalnej sceny walki. Narracja jest dynamiczna, a autorka z wyczuciem dawkuje emocje, sprawiając, że refleksyjne fragmenty idealnie współgrają z nagłymi zwrotami akcji.
Największą mocą tej powieści jest jej atmosfera oraz to, jak autorka buduje napięcie między Daganem a Ophelią. Ich relacja jest pełna ognia, niedopowiedzeń i bolesnej czułości. Choć tempo momentami zwalnia, by oddać głos wewnętrznym przeżyciom bohaterów, dla mnie nie była to wada, lecz zaleta, pozwalająca w pełni wybrzmieć ich cierpieniu.
Moje osobiste odczucia po lekturze to przede wszystkim zachwyt nad tym, jak bardzo ta historia mnie poruszyła i jak długo po odłożeniu książki nie mogłam przestać o niej myśleć. Monika stworzyła dzieło kompletne, w którym ból miesza się z pięknem w sposób absolutnie hipnotyzujący. Jest to rzadki przykład kontynuacji, która nie tylko dorównuje pierwszemu tomowi, ale pod wieloma względami go przewyższa, oferując czytelnikowi emocjonalny rollercoaster najwyższej próby.
Dziewczyna która powinna nie żyć i król który stracił wszystko…
„Krew Ofiary” od Moniki Grabowskiej
[współpraca recenzencka] wydawnictwo NoweStrony
Nie będę się tutaj zbyt wdawać w szczegóły fabuły , powiem tylko że tym razem podróżujemy z Arluneth do Edanii , żeby odkryć co się stało z Ophelią w czasie krwawej Trójnocy i dowiedzieć się jak zdjąć klątwę i dokonać zemsty. Do tego podróżujemy w doborowym składzie m.in Ophelia, Dagan, Eleanor, Haldir czy Izel . Pojawia się też tajemnicza Libitina, która nie do końca wiadomo kim/czym jest, a do tego nie lubi Ophelii ! No i Dagan zmagający się ze swoimi uczuciami , obowiązkami wobec królestwa i Ophelią która z jednej strony chce mu wybaczyć, a z drugiej pozbawić go głowy. Na deser więcej zdrad, klątw, przepowiednii i pytań które się piętrzą i piętrzą.
Wszystko co mi się podobało w pierwszym tomie: czyli motyw podróży, tajemnice, klątwy, zdrady czy krwiożercza mgła było, plus wątek romantyczny wskoczył na wyższy level, a Dagan stał się jednym z moich „książkowych mężów” Biedna „umęczona dusza” mój ulubiony typ MMC ! Świat był super zbudowany. Opisy miejsc zrobione znakomicie. Na kanale nadawczym wydawnictwa, autorka podzieliła się zdjęciami miejsc które były inspiracją i odrazu wiedziałam o które to miejsca w książce! Styl pisania też idealnie wpasował się w klimat książki ! Miałam też z czego wybierać cytaty!
Co do wątku romantycznego ! Aaaa jak to było dobrze napisane ! W 1 tomie Ophelia poprzysięgła krwiożerczej mgle, że zemści się na Daganie i przez całą książkę mgła jak tylko Dagan się zbyt zbliża to podsuwa Opheli bardzo niepokojące myśli „skrócenia Dagana o głowę”. Trochę taki wątek „przeklętych kochanków” kojarzy mi się z Zodiac Academy i pewną parą która też miała trudności jak ze sobą przebywała za blisko! To chyba mój ulubiony wątek w całej tej serii! A Dagan „my poor boy” jak mi go było całą książkę szkoda… Tak pragnął odkupienia i tego by po prostu być przy Ophelii rodziła 34 i 45 zapadła mi bardzo w pamięć ! Ophelia jako bohatera też się rozwinęła, te jej zmagania ze chciała nienawidzić Dagana, a jednak nie mogła . Co do innych postaci np Eleanor , sorry ale nic co jej się przydarzyło w drugim tomie nie mogło by zmienić mojego zdania o niej. Chyba aż tak łatwo nie wybaczam 😅🫣
Ale muszę wspomnieć że aktualnie mam ze 3 razy więcej pytań, niż miałam zaczynając Krew Ofiary.
Dla kogo to książka ? Myślę że nie dla każdego bo jednak jest mrocznie i dużo tajemnic i zdrad ale jak podobał wam się klimat popularnego „Okna Skąpanego w Mroku” to jest bardzo duża szansa że seria „Splątani Klątwami” też wam przypadnie do gustu ! No bo kto by nie lubił Dagana ! 🖤🤫
„Krew ofiary” to druga odsłona serii „Spętani klątwami” autorstwa Moniki Grabowskiej. Po lekturze pierwszego tomu miałam dość mieszane uczucia, ponieważ kilka wątków i rozwiązań nie do końca przypadło mi do gustu, jednak końcówka przekonała mnie do tego, by sięgnąć po kontynuację. Czy w mojej ocenie wypadła lepiej niż poprzedniczka? Już spieszę z wyjaśnieniem.
W przeciwieństwie do pierwszego tomu tym razem zachwycona byłam początkiem książki. Zakończenie „Krwi zdrajcy” było spektakularne i bardzo chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej, dlatego bez zbędnej zwłoki przystąpiłam do lektury kolejnych rozdziałów, a moje emocje wręcz buzowały, bo chciałam jak najszybciej dowiedzieć się jakie niespodzianki czekają jeszcze na naszych głównych bohaterów. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ten tom pod względem budowania nastroju, klimatu panującego w krainie, w której jako czytelnicy się znajdowaliśmy, naprawdę mnie zachwycił, ale... No właśnie — zawsze musi być jakieś „ale”, a tutaj była nim sama Ophelia.
Tym razem postać głównej bohaterki niesamowicie mnie irytowała, a było to spowodowane w dużej mierze tym, że jej zmieniona postać otrzymała pewien, nazwijmy to dar, który nakłaniał ją do wykonania pewnej misji. Chociaż sam pomysł mi się podobał, wydaje mi się, że samych „wstawek” było zwyczajnie za dużo i chociaż z początku bardzo mnie to intrygowało, w pewnym momencie stało się po prostu męczące. Niemniej jednak na uwagę zasługuje to, że autorka pozwoliła jej odgrywać rolę zranionej kobiety, która potrzebuje czasu, aby po pierwsze poukładać sobie na nowo pewne sprawy, a po drugie, aby przetrawić całą tę sytuację, by móc w ogóle pomyśleć o wybaczeniu. Za co niewątpliwie autorce należy się ogromny plus.
Przyznam szczerze, że „Krew ofiary” zaskoczyła mnie pod trzema względami. Po pierwsze pod względem objętościowym, ponieważ przed otrzymaniem swojego egzemplarza nie sprawdzałam, ile ten tom ma stron i gdy wyciągnęłam książkę z przesyłki, przeżyłam niezły szok. Czy tak wiele stron było potrzebnych, aby dobrze poprowadzić fabułę? W mojej ocenie mogłoby być ich trochę mniej, ale nie będę czepiać. Po drugie byłam święcie przekonana, że „Spętani klątwami” to dylogia, więc możecie sobie tylko wyobrazić moje zdziwienie, gdy odkryłam, że to jeszcze nie koniec. I po trzecie finałowy zwrot akcji to prawdziwy majstersztyk i przyznaję, że do momentu, w którym się pojawił, ani razu nawet nie pomyślałam, że właśnie tak to się skończy! Brawo, bo teraz nie pozostaje mi już nic, tylko z niecierpliwością czekać na kolejną odsłonę tej historii!
„Krew zdrajcy” uważam za jeden z lepszych debiutów jakie miałam okazję czytać. Sięgając po drugi tom miałam bardzo wysokie oczekiwania i niesamowicie cieszę się, że z czystym sumieniem mogę dziś przyznać, iż zostały spełnione w 100%.
„Krew ofiary” zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończył się pierwszy tom, i od pierwszych stron uderza ciężarem konsekwencji. Fabuła staje się jeszcze bardziej mroczna, brutalna i emocjonalnie obciążająca. To już nie jest historia o samych wyborach. To historia o cenie, jaką bohaterowie muszą za nie zapłacić. Przemoc, krew i strach przestają być jedynie tłem, a stają się codziennością, z której nie da się uciec.
Ophelia nie jest już tą samą osobą, którą poznaliśmy wcześniej. Widać, jak wydarzenia z pierwszego tomu ją naznaczyły. Jest bardziej zamknięta w sobie, ostrożna, ale jednocześnie gotowa na rzeczy, których wcześniej sama by się po sobie nie spodziewała. Bardzo podobało mi się to, że po zdradzie bliskich, nie wybacza im tak łatwo. Wręcz przeciwnie, bohaterka długo pała chęcią zemsty i to jest genialne. Dużo jest książek, gdzie krzywdy zostają wybaczone dość szybko. Cieszę się, że tutaj autorka tak tego nie poprowadziła.
Jeśli zaś chodzi o Dagana, co mogę napisać oprócz tego, jak bardzo go uwielbiam? Jego miłość do Opheli… I can't. Zdradził ją, a teraz zrobi wszystko żeby odzyskać jej przebaczenie i jest to tak cholernie dobrze poprowadzone, że ja nie mam pytań.
Absolutnie ubóstwiam też klimat książki. Jest duszny, ciężki, pełen napięcia i poczucia nieuchronności. klątwa, która kiedyś miała zostać złamana, nie tylko pozostaje nienaruszona, ale rozrasta się w coś znacznie gorszego. Krew płynie rzekami, niebo spowite jest karmazynem, a królestwo Incarceris rozpada się pod ciężarem nieszczęść. Cały czas czuć, że coś wisi w powietrzu, że ta historia zmierza w stronę, z której nie ma już odwrotu.
Dodatkowo Monika po raz kolejny zostawia nas z zakończeniem, przez które człowiek nie jest w stanie spać spokojnie. Kocham i nienawidzę ją za to jednocześnie.
Jednak uważam, że ta książka mogłaby być trochę krótsza. Dostaliśmy opisy, które czasem były zbyt powtarzalne i przeciągnięte. W efekcie zdarzały mi się chwile lekkiego znużenia. Nadal jest to jednak kawał świetnej fantastyki.
Podsumowując „Krew ofiary” to wciągająca, mroczna i pełna napięcia historia, która rozwija losy bohaterów w sposób poruszający i brutalnie prawdziwy. Bardzo polecam, każdemu miłośnikowi gatunku.
Monika mnie zahipnotyzowała do takiego stopnia, że nie mam ochoty czytać nic innego jak tylko tą historię! Nie chciałam kończyć tej książki pragnęłam jak w zapętleniu czytać i czytać.
Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź piszczałam jak dziecko, bo przysięgam wam, że część pierwsza nie chciała mi wyjść z głowy.
Ponownie wkraczamy w świat splamiony krwią i mroczną bezlitosną magią.
Piszę tą recenzję odrazu po przeczytaniu więc może być bardzo chaotyczna, ale mamuśko, co tutaj się wydarzyło to nie mam słów. Wielu moich znajomych doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wielką miałam obsesje na punkcie „Krew zdrajcy”, a teraz dodam również tą część do zakątka obsesji.
Moniki styl pisania jest bardzo gładki i przyjemny, dzięki niemu płynęłam do przodu, żałuję że tak szybko, naprawdę nie chciałam się żegnać i czekać na następną część. Mam nadzieje, że już jest gotowa. Widać duży progres w pisaniu Moni i jestem tym zachwycona. Romans pojawiający się w trakcie był dla mnie smaczkiem do całej historii, nie pojawiał się on co drugą strona, odczułam, że Monika jednak postawiła na toczącą się akcję i rozwikłanie dużej ilości wątków. Nie spodziewałam się tego w jaki sposób pojawi się Ophelia czy nawet ile śmierci i krwi jest splątanych w całej przygodzie, ale widzę, że autorka polubiła uśmiercać bohaterów.
Ophelia - zamieszkała w moim sercu jeszcze bardziej niż poprzednio, teraz dodatkowo ma tam kocyk i ciepły napar. Jej wersja pragnąca krwi i zemsty bardzo, ale to bardzo mnie przyciągała do siebie. Brakowało mi głosu w jej głowie, wierzę, że w następnej części on powróci, bo również jest niezłą zagadką dla mnie. Bohaterka zrobiła się bardziej twardsza i zamknięta na emocje innych, magia drzemiąca w jej trzewiach idealnie do niej pasuje, ostra i piękna jak ona.
Dagan - Jezu Chryste, jak ja go kocham! Przecież to jest idealny facet! Słowa, które używał w stronę Ophelii odbierały oddech. Nie mogłam się doczekać ich ponownego spotkania, bo byłam ciekawa co tam się wydarzy z nową wersją głównej bohaterki. Elf, który nie rzucał słów na wiatr.
Pragniecie książki wypełnionej mrokiem, śmiercią, magią i piękną lecz bolesną miłością? Proponuję tą historię, uwierzcie, że znajdziecie tutaj coś dla siebie! A twórczość Moniki wciągnie was w swoją mgłę zabarwioną szkarłatem.
To było dla mnie bardzo dziwne czytelnicze doświadczenie, bo z jednej strony ta książka ma wszystko, co teoretycznie lubię, czyli mrok, klątwy, krew, dramat i emocje, ale z drugiej… no nie porwała mnie tak jak pierwszy tom. Przez sporą część lektury miałam wrażenie, że historia jest zwyczajnie przeciągnięta. Dużo dialogów, dużo rozmyślań, a fabuła momentami tylko delikatnie przesuwa się do przodu.
Wracamy do świata pogrążonego w chaosie, gdzie klątwa zamiast słabnąć, przybiera na sile. Krew dosłownie zalewa krainę, Cienie stają się coraz większym zagrożeniem, a bohaterowie muszą mierzyć się nie tylko z zewnętrznym niebezpieczeństwem, ale też z własnymi decyzjami i konsekwencjami przeszłości. Dagan jest rozdarty między obowiązkiem a uczuciami, a Ophelia… cóż… Ophelia przechodzi przemianę, która fabularnie jest kluczowa, choć dla mnie bywała trudna do zniesienia.
I tu dochodzimy do mojego największego problemu. Przez większość książki Ophelia po prostu mnie irytowała. Ten jej cały zew krwi i obsesyjna chęć zabicia Dagana były dla mnie bardziej męczące niż ekscytujące. Rozumiem, że to element większej układanki, że stoi za tym konkretna logika, ale emocjonalnie kompletnie mnie to nie kupiło. Zamiast napięcia czułam znużenie i lekką frustrację.
Ale żeby nie było, to nie jest książka, której nie da się lubić. Największą siłą tej historii nadal pozostaje klimat, który autorka buduje naprawdę sugestywnie. Ten świat jest ciężki, mroczny, lepki od krwi, klątw i poczucia nieuchronnej katastrofy. Czuć w nim stałe napięcie, niepokój i wrażenie, że coś złego czai się tuż pod powierzchnią.
Są sceny, które autentycznie robią wrażenie, są brutalne, intensywne, momentami wręcz duszne w swojej atmosferze. Pojawiają się też fragmenty, w których fabuła na chwilę łapie ten właściwy rytm i przypomina, dlaczego pierwszy tom był tak wciągający. Widać potencjał w samym świecie, w motywie klątwy i w ogólnej koncepcji historii.
Ostatecznie, tom drugi wypada słabiej od pierwszego, momentami przegadany i nierówny, ale wciąż na tyle ciekawy, że nie żałuję czasu spędzonego w tym uniwersum. No i czekam na kolejny.
"– Lubię, gdy na mnie patrzysz.[...] Pod ciężarem twojego wzroku czuję, że to ciało naprawdę należy do mnie."
[Współpraca reklamowa @wydawnictwonowestrony]
Jaką książkę ostatnio skończyliście z myślą "Co tu się właśnie odwaliło?"
Dokładnie to zdanie przyświecało mi przez ostatnie rozdziały "Krwi ofiary".
Ophelia przeżyła możliwie najbardziej bolesną zdrad. Osoby, które kochała i którym ufała, doprowadziły do jej śmierci w imię przepowiedni. Ona jednak przeżyła. Została sama, nawet szyderczy głos szepczący gdzieś z tyłu jej świadomości zamilkł. Nie wie, gdzie jest, ani co komu może udać. Jest pewna jednego - pragnie zemsty na tych, którzy ją skrzywdzili.
Ophelia ma ogromne wątpliwości względem intencji przyświecających jej towarzyszom. W teorii pomogli jej, w praktyce, gdyby nie oni, ta pomoc wcale nie byłaby potrzebna.
Wracamy do mrocznego, wciąż obciążonego klątwą świata. Ofiara z młodej krwi miała złamać działanie klątwy, a zdaje się, że jest gorzej. Przed bohaterami długa droga, by zrozumieć, co właściwie się wydarzyło.
Jeśli myśleliście, że w pierwszym tomie dużo się działo, drugi ma dla nas jeszcze więcej akcji, tajemnic i nieoczekiwanych zmian frontu. Nigdy bym nie przypuszczała, że praktycznie przez całą książkę będę się zastanawiać kto może okazać się zdrajcą. Każdy z bohaterów ma swoje na sumieniu, jednak im dalej w drogę, tym bardziej nas do siebie przekonują, ale czy na pewno możemy im ufać? Skoro nawet głos w głowie Ophelii podpowiada jej zupełnie coś innego niż serce?
Muszę przyznać, że Dagan ma tu swoje momenty, chociaż dalej wchodzi w rolę tego skrytego i groźnego, wielokrotnie rumieniłam się do jego zapewnień o lojalności.
Końcówka wbiła mnie w fotel do tego stopnia, że miałam schować książkę do zamrażalki (fani Friends zrozumieją 🤣). Nie pozostaje mi nic więcej jak bardzo niecierpliwie czekać na kontynuację i przekonywać Was, żebyście jak najszybciej nadrabiali Spętanych klątwami, żebym nie musiała cierpieć w samotności (tak Pati to do Ciebie ♥️).
Spotykamy się z Ophelią po wydarzeniach z pierwszego tomu, gdzie została potwornie zdradzona przez najbliższe sobie osoby. Próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości, Ophelia musi zawrzeć sojusz z osobami, którym instynktownie wie, że nie powinna ufać. Rozpoczyna się więc wyprawa po wiedzę i zrozumienie tego, co się stało z Ophelią i klątwą. Jednocześnie śledzimy losy Dagana, który targany ogromnymi wyrzutami sumienia i żalem za to, do czego się przyczynił, rusza odnaleźć Ophelię. By stanąć u jej boku, uzyskać przebaczenie albo chociaż kochać ją i chronić z cienia, zrobi niemalże wszystko. Czy wszystkie poświęcenia pomogły złamać klątwę? Czy Ophelia ponownie zaufa Daganowi? Czy wewnętrzny głos będzie znowu pomagał bohaterce?
Kolejny raz wyruszamy na wyprawę z Ophelią. Bohaterka uległa zmianie nie tylko fizycznie, ale i tak że psychicznie. Wyraźnie widać zmianę, jaka zaszła w Ophelii w porównaniu do pierwszego tomu. Bardzo podobało mi się, że nie wybacza tak łatwo. I to nie chodzi już nawet o zemstę i gniew w stylu Dianny z ,,Księgi Azraela”. Nie. Ktoś ją skrzywdził, a ona nie ma w obowiązku zapomnieć czy przyjąć przeprosin. I tego nie robi ;) zawarcie sojuszu, by razem przetrwać, wcale nie świadczy o przebaczeniu. Wspaniałe to było! Kibicowałam Opheli w jej gniewie!
Dagan, który miał wszystko i sam zaprzepaścił szansę na szczęście jest tutaj tak nieszczęśliwy i zakochany, że aż serce ściska. Wspaniały przykład mmc, który pomimo popełnionych błędów, zrobi wszystko by uzyskać przebaczenie (w tym i porzuci poddanych) i spali dla ukochanej świat.
W tym tomie zagadki i tajemnice się piętrzą, nie do końca wiemy komu ufać i czy uda nam się odkryć zagadkę klątw. Niestety nie uzyskałam odpowiedzi na większość pytań, które pojawiały się w mojej głowie. Na początku mnie intrygowały, a potem zaczęły męczyć - stąd też odjęcie 0,5⭐️. Jako, że nie mamy od razu pod ręką trzeciego tomu, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać na wyjaśnienia…
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z wydawnictwem.
Kontynuujemy mroczną podróż w świecie, gdzie klątwy są codziennością, a przeznaczenie nie bierze jeńców. Drugi tom czyta się łatwiej i z mniejszym oporem niż pierwszy. Klimat pozostaje ten sam, ale narracja jest bardziej przystępna, a bohaterowie zaczynają zachowywać się jak osoby, które uczą się na własnych błędach. Opowieść nadal płynie wolnym rytmem, skupiając się na konsekwencjach wcześniejszych wydarzeń, emocjach i relacjach, a nie na fabularnym pośpiechu.
🖤Bohaterowie
Ophelia 2.0— irytująca bohaterka z pierwszej części odeszła w zapomnienie, a jej miejsce zajęła postać zdecydowanie bardziej ogarnięta. W końcu zaczęła postępować logicznie i przestała działać bezrefleksyjnie. Co ciekawe, ta przemiana jest dość nagła – nie jest rozwleczona w czasie, a raczej stanowi bezpośredni skutek jednego, konkretnego wydarzenia, które zmusiło ją do przewartościowania wszystkiego
Dagan- przechodzi przez wyraźnie introspektywny etap. W tym tomie kaja się, rozlicza z przeszłością i szuka przebaczenia, co czyni go postacią bardziej ludzką niż heroiczną. To nie jest efektowny wątek, ale dobrze pasuje do charakteru tej historii.
🔥Emocje i klimat
Narracja jest spokojna, wręcz wolna, ale po dwóch tomach wiem już, że to po prostu cecha stylu Moniki. Ten specyficzny, snujący się rytm idealnie współgra z mrokiem tej opowieści.
👀Dla kogo?
Jeśli lubisz gdy bohaterowie przechodzą realną i logiczną przemianę, a historia ma swój unikalny, powolny i nastrojowy rytm w stylu gotyckiego fantasy. Jeśli nie lubisz: gdy akcja nie pędzi i wolisz dynamiczne opowieści – tutaj trzeba uzbroić się w cierpliwość i polubić tę niespieszną narrację.
Werdykt
To nie książka, która nagle zmienia zasady gry, ale taka, która porządkuje to, co wcześniej było chropowate. Styl jest przystępniejszy, postacie bardziej spójne, a całość czyta się z większą przyjemnością. To nadal opowieść spokojna i snująca się, ale świadoma swojego tempa.
Czekałam z niecierpliwością na tą kontynuację. Pierwszy tom bardzo mi się podobał, miał swoje wady, ale historia okazała się na tyle wciągająca, że przez dłuższy czas nie mogłam przestać o niej myśleć.
Drugi tom, to przede wszystkim opowieść oparta na motywie podróży. Dużo tu uzasadnionej chęci zemsty, bólu spowodowanym stratą rodziny, miłości i samej siebie. Bo Ophelia nie jest już ta sama osobą. W tej części podobała mi się o wiele bardziej niż w pierwszej, nie irytowała mnie tak bardzo ja wcześniej. Jej decyzje, mimo że dedykowane wściekłością spowodowaną zdradą, były o wiele rozsądniejsze i dorosłe.
Dostajemy tu sporo wyjaśnień. Dowiadujemy się skąd wzięła się mgła, kim jest nasza główna bohaterka, czym jest moc jaką włada ona i Dagan. Ich relacja, emocje kipiące między tą dwójką - bardzo dobrze wypadały interakcje między nimi, jednak pod koniec zaczęła ciut męczyć. Szczególnie powtarzane w ciąż sentencje typowe dla romantasy.
Trochę zaskoczyła mnie ilość powtarzanych w kółko słów albo relacji bohaterów na pewne sytuacje: przewracanie oczami, ściskanie skroni, trzewia, posoka….przy trzeciej książce autorki było to dla mnie negatywnym zaskoczeniem. Niestety, ale jestem osobą, która szybko dostrzega takie szczegóły i gdy jest ich zbyt wiele, to zaczynam się denerwować.
W ogólnym rozrachunku uważam, że książka trzyma poziom pierwszego tomu. Nie okazała się gorsza ani lepsza, choć przy pierwszej części czułam więcej ekscytacji.
To dobra fantastyka, z bardzo dobrze zbudowanym światem, fajnymi bohaterami i motywami, które zmuszają mnie do tego, by czytać dalej. Po takim zakończeniu jakie zafundowała na autorka nie może być inaczej 😊
Krew Ofiary to drugi tom serii Splątani Klątwami. Sięgałam po tę powieść z pełną gotowością na ponowne zanurzenie w świat mroczny, osnuty mgłą i tajemnicami. Wszystko to otrzymałam. Ofelia przeszła niewyobrażalną transformację, wysuwając kły, ale… przyznam, że często widziałam w niej zagonione w róg dzikie zwierzę. Nie ufała nikomu, każdy akt dobroci uważała za spisek i szczerze? W ogóle nie uważam tego za dziwne. Zdradzili ją raz, może z słusznych pobudek, ale to przecież było jej życie. W poszukiwaniu odpowiedzi na to kim jest i dlaczego przetrwała styka się z różnymi rzeczami.
Nie tylko dziwnymi zmianami, ale również nim. Dagan to król, który początkowo jest owładnięty potrzebą odnalezienia ukochanej. Przez to wszystko królestwo stawia na drugim planie, a gdy już jakkolwiek się pozbierał, widać było, że gdy zostaje sam, to zaliczył bardzo mocny cios psychiczny. Zbierał się w życiu wiele razy, ale zaprowadzenie na śmierć ukochanej go zniszczyło.
Cała powieść jest długa, liczy 600 stron i przez pierwsze 300 Ofelia ledwo znosi towarzystwo Księżycowego Króla. Dopiero z czasem coś się zmienia, ale nadal walczy z odruchami, które nakazują jegomościa zgładzić. Uważam, że bardzo ładnie tutaj pokazano wątek enemies to lovers, bo tak. Na końcu, gdy teraz to ona ma stracić jego widać, że ta miłość wykiełkowała na gruncie cierpienia i kłamstw.
•Krew Ofiary• Moniki Grabowskiej, jako drugi tom serii, wchodzi jeszcze głębie w mrok, emocje i wewnętrze rozdarcia bohaterów. Ta część jest cięższa, bardziej duszna i zdecydowanie intensywniejsza. Autorka nie daje chwili wytchnienia, a atmosfera momentami jest tak gęsta, że naprawdę można zapomnieć o oddychaniu. I chwała jej za to!🖤
Nie wchodząc w szczegóły fabularne, bo ta historia najlepiej działa bez spoilerów, powiem jedno… kobieca furia Ophelii to ZŁOTO🖤 Jej gniew, jej zamknięcie, jej pragnienie zemsty sprawiają, że trudno oderwać od niej wzrok. Jest ostrzejsza, bardziej świadoma, mniej naiwna. I to widać w każdym jej wyborze.
A relacja z Daganem? To jest emocjonalny rollercoaster. Mało fizyczności, mało dosłowności, a napięcie momentami aż boli. To jedno z tych romantasy, w których wystarczy jedno spojrzenie czy jedno zdanie, żeby serce przyspieszyło. I szczerze, dla mnie to działa mocniej niż najbadziej pikantne sceny (chyba teraz zdziwiłam pół bookstagrama).
Styl autorki jest płynny i hipnotyzujący, jeszcze lepszy niż w pierwszym tomie. Romans nie przytłacza fabuły, jest jej dopełnieniem, a główna role gra mroczna akcja i emocjonalne rozdarcie♥️
•Krew Ofiary• to książka, która zjada od środka. Wciąga, rozrywa i zostawia z milionem myśli. Po ostatniej stronie nie da się spokojnie odłożyć książki. Po tej historii nie było mi łatwo wrócić do rzeczywistości. Przysięgam. Czekam na kolejny tom z obsesyjną niecierpliwością🖤
„Krew ofiary” autorstwa Moniki Grabowskiej to drugi tom serii Spętani klątwami, w którym wracamy do świata pogrążonego w chaosie, brutalnego i przepełnionego cierpieniem, gdzie krew płynie zamiast wody.
Ogromnym atutem tej części jest dla mnie główna bohaterka. W końcu dostajemy postać, która po zdradzie ze strony bliskich nie wybacza po jednej rozmowie i nie zapomina wszystkiego w sekundę. Jej gniew, rozczarowanie i brak zaufania są pokazane w bardzo obszerny sposób, co sprawia, że łatwo wczuć się w jej emocje. Autorka mocno skupia się na psychice bohaterów i ich uczuciach, pokazując, jak bardzo przeżyte wydarzenia ich niszczą i zmieniają.
Choć nie ukrywam, że liczyłam na większe posunięcie w samej fabule, to jednocześnie nie mogę powiedzieć, żeby książka mnie nudziła. Wręcz przeciwnie, nadal czytało mi się ją szybko i przyjemnie, a bardziej emocjonalny, momentami ciężki klimat dobrze pasuje do historii i sytuacji bohaterów.
Bardzo podobał mi się również sposób poprowadzenia relacji między Ophelią a Daganem. Fajnie, że zostało pokazane, iż odzyskanie zaufania to proces, który wymaga czasu, wysiłku i prawdziwych czynów, a nie kilku słów rzuconych na wiatr. Ta relacja wypada dzięki temu znacznie bardziej autentycznie.
Na koniec autorka ponownie zostawia nas z zakończeniem, które sprawia, że naprawdę trudno nie myśleć o trzecim tomie.
Moja ocena: 4/5⭐️
[Dziękuję bardzo wydawnictwu @wydawnictwonowestrony za egzemplarz recenzencki]
Drugi tom przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Już pierwszy trzymał czytelnika w napięciu, a autorka zachwycała swoim wyjątkowym stylem pisarskim - teraz mam wrażenie, że wspięła się na jego wyżyny. Mamy jeszcze więcej niepokoju, niepewności co do dalszych losów bohaterów i w którą stronę ta historia się potoczy. Jestem onieśmielona tym, jak Monika zaplanowała każdy element fabuły, a potem doprowadziła to do końca, tak aby wszystko trzymało się spójnej całości. Przez tekst się płynęło, nie tylko czytało. Nie mogłam się wprost oderwać i gdybym miała caluteńki wolny dzień, na pewno pochłonęłabym tą książkę i nie rozkładała jej na raty, zmuszona przez codzienność. Po zakończeniu odczułam pustkę - ale w dobrym znaczeniu. Wiem, że trudno będzie mi sięgnąć po kolejną książkę, bo Krew ofiary odcisnęła na mnie swoje piętno i nie wiem, czy inne książki z TBR'u zdołają jej dorównać wspaniałością.
Na szczególną pochwałę ode mnie zasługują bohaterowie - Dagan i Ophelia. Kocham to, że autorka nie dała nam ułudy w postaci nienawiści Ophelii do Dagana oraz pozostałych bohaterów za to, co jej uczynili. Dzięki temu łatwo było uwierzyć w prawdziwość charakteru postaci oraz jeszcze mocniej zbliżyć się do naszej głównej bohaterki. Uważam, że to, jak została poprowadzona i ukazana nam ich relacja w tym tomie jest świetne. Nie miałam dzięki temu poczucia, że konflikt był tylko "na chwilę". To było coś realnego i mogę sobie tylko wyobrazić, co czeka nas w finałowym tomie.
Ja już zacieram rączki, a Was zachęcam do zapoznania się z drugim tomem, a także i pierwszym, jeśli go nie znacie. Światotwórstwo, fabuła oraz bohaterowie 10000/10!
„Krew ofiary” Moniki Grabowskiej to mroczna i emocjonalna kontynuacja serii Spętani klątwami.
Incarceris, to znany już nam świat, który wciąż zmaga się ze skutkami starożytnej klątwy, a zagrożenie nadal istnieje. Bohaterowie tej historii muszą mierzyć się z konsekwencjami swoich wcześniejszych decyzji, często stając przed trudnymi i bolesnymi wyborami.
Początkowo fabuła rozwija sie stopniowo, mając poszczególne momenty „zaskoczenia”, jednak po pewnym czasie książka naprawdę oddaje!! Rosnące napiecie i chęć poznania nieznanego towarzyszyła mi nieustannie.
Autorka fajnie buduje ciężką, niepokojącą atmosferę oraz napięcie między bohaterami. Co do tego, to dużym plusem książki są relacje między bohaterami. Takie jak lubie, skomplikowane, pełne emocji, bólu i sprzeczności. To książka dla fanów mrocznego fantasy, którzy lubią taki klimat i historie, w których nic nie jest pewne. Plus również za przerobienie miejsc ze świata i wrzucenie ich do tej historii! Nawiązanie do Tatr skradło moje serce 🫶🏻