*współpraca reklamowa*
Coś mi ostatnio ta fantastyka nie siada, nie wiem czy to już ten wiek, że się czepiam czy mam już zbyt wygórowane wymagania, ale to kolejna w ostatnim czasie książka, która pomimo tego, że mnie wołała i kusiła tym, że to będzie w końcu to co odmieni tendencję, ale jednak nie, to jeszcze nie ten czas. Tę książkę określiłabym jako młodzieżowe fantasy, oparte na ciekawym pomyśle, ale jednak mam wrażenie, że cały ten tom to jeden wielki wstęp, a prawdziwa przygoda dopiero się zacznie.
Beztroska Karhu bardzo szybko się skończyła. Młody centaur został wzięty do niewoli, przetrzymywany wbrew woli i przy pomocy magicznego artefaktu w rezydencji jednego z łowców. Nie spodziewał się, że w okrutnym ludzkim świcie może go czekać coś dobrego, a jednak zaprzyjaźnił się z córką swojego oprawcy. Po latach zaś zaczyna sobie zdawać sprawę, że Edlynne stała się jego największą słabością i dla niej jest gotów wiele poświęcić. Dziewczyna zaś dorastała w cieniu aż do śmierci brata, później stała się jedyną dziedziczką, od której zaczęto wiele wymagać. Kiedy Edlynne poznaje przyszłego męża, wie że już po niej, jednak niespodziewanie dostaje możliwość ucieczki, z której korzysta. Wraz z Karhu wyrusza w niebezpieczną podróż, gdzie nie można pozwolić sobie na zaufanie, na litość czy szczęście, muszą też sobie odpowiedzieć na pytanie czy ucieczka to faktycznie szansa na wolność...
Centaur w roli głównej, no powiem wam, że z tym to się jeszcze nie spotkałam, ale jestem na tak. To zdecydowanie była najlepszy motyw tej powieści, stanowiący o jej wyjątkowości i oryginalności, choć i tak czuję niedosyt w tym wątku, ale przypuszczam, że w kolejnych częściach ta tematyka będzie bardziej rozbudowana. Autorka łączy nam tutaj dwa światy, świat ludzi oraz magicznych czy mistycznych stworzeń, jak to zwykle bywa te dwa światy są w stanie wojny, a ludzie pokazani zostali jak najgorsze co mogło przydarzyć się światu, choć pojawiły się oczywiście wyjątki od tej reguły. Gdzieś w tym okrutnym świecie pojawia się jednak międzygatunkowa przyjaźń, a może i coś więcej, choć na tym etapie to jeszcze nic nie przesadzone.
Nasi bohaterowie niby powinni stać po przeciwnych stronach, jednak pomimo wielu różnic, tak samo wiele ich łączy. Ta więź miedzy nimi jest cudowna, i pokazująca, że w nawet w najbardziej beznadziejnym położeniu może pojawić się ta odrobina nadziei na lepsze jutro. Fabuła rozwijała się raczej wolno, poznajemy bohaterów, patrzymy jak rozwija się ta niezwykła relacja, a później wraz z nimi uciekamy by przeżyć przygodę, jednak mam wrażenie, że ta przygoda była nico mdła, niby coś się działo, ale w tym wszystkim zabrakło mi jakiegoś polotu czy jakiejś ekscytacji. Zabrakło mi samej magii, jakiejś takiej wyjątkowości, której szukam w tego typu książkach. Tak sobie ta fabuła płynęła i płynęła, ale ja nie mogłam się poddać jej nurtowi.
W powieści dominują opisy, dlatego też jak to bywa przy takich książkach, czytanie mi się dłużyło. To jedna z tych książek, w które nie mogłam się wkręcić, choć były momenty, które na chwilę skupiały moja uwagę i zmuszały do myślenia, a przez to w mojej głowie zrodziły się pytania, na które nie doczekałam odpowiedzi, lub dostałam takie, które nie do końca mnie satysfakcjonowały. Jak wspominałam na samym początku, mam wrażenie, że cały ten tom to jeden wielki wstęp, nieco przeciągnięty i mało konkretny, stanowiący zaledwie obietnicę niezwykłej, magicznej przygody.
Książkę oceniam jako dobrą, na pewno wiele zyskuje poprzez oryginalną tematykę, z którą ja dotychczas się nie spotkałam. Myślę, że to lektura, która bardziej spodoba się młodszym czytelnikom, fanom przygodówek, czy też zwolenników powolnego tempa fabuły. Dla mnie to była monotonna lektura, która pomimo tego że zaciekawiła mnie na początku, to z czasem coraz bardziej mnie nużyła.