Prequel powieści In Another Life. Historia losów Marianne Coleman i Williama Clintona.
Marianne to pesymistyczna nastolatka pochodząca z ubogiego, ale szczęśliwego domu. William stanowi jej przeciwieństwo – wywodzi się z bogatej rodziny, jest w stałym konflikcie z ojcem, a mimo to w każdej sytuacji potrafi odnaleźć pozytywy.
Chłopak jest zakochany w Marianne i próbuje zwrócić na siebie jej uwagę, ale ona odrzuca wszystkie jego starania. Sytuacja ulega zmianie, gdy tata dziewczynyulega wypadkowi, przez co staje się niezdolny do pracy. Na pomoc przychodzi William i przez parę następnych miesięcy pomaga panu Colemanowi w porcie, dzięki czemu dziewczyna zaczyna odkrywać w nim coś wartego uwagi.
Między Williamem i Marianne pojawiasię nić porozumienia, ale na drodze staje im ojciec chłopaka.
Czy jedna sprzeczka przekreśli szansę naszczęście?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
jak ja lubię świadomie łamać sobie serce 💔 czytając książki Angeliki to już wgl 😭 a teraz siedzę zapłakana i patrze w ścianę bo jestem emocjonalną kupką nieszczęścia 🥹 ale uwielbiam takie historie mimo wszystko, a bardzo czekałam na historię marianne i williama odkąd przeczytałam 'In Another Life'. zostałam przeorana, boli mnie serce i czuję bezsilność, bo takich historii jest mnóstwo 😢 kocham książki Angeliki i kropka, pomimo złamanego serca ❤️🩹
„to takie zabawne, że człowiekowi do pełni szczęścia potrzeba jedynie… drugiego człowieka. jednej odpowiedniej osoby. bratniej duszy. świat wokół mógł się palić i walić, a ja umierałbym ze szczęścia tylko dlatego, że dostąpiłem tego zaszczytu i miałem ją obok.”
w tej książce zderzyłam się jednocześnie z moim największym marzeniem i największym lękiem. bo od wielu lat niczego nie pragnę bardziej niż odnalezienia osoby, która pokochałaby mnie bezgranicznie. i choć miłość jaką obdarzyli siebie william i mari jest dla mnie nierealna, przez to jak jest ogromna, to staram się wierzyć, że gdzieś na tym świecie znajduje się mój william, dla którego ja mogłabym stać się jego mari. ale jednocześnie strasznie boję się tego, że nawet jeżeli znajdę swoją bratnią duszę, los nie pozwoli mi na bycie z tą osobą. bo czy jest coś bardziej obezwładniającego niż niemożność życia z osobą, która jest dla ciebie wszystkim? bo jak żyć dalej, kiedy zamiast serca masz czarną dziurę? jak nie bać się pokochać, kiedy jest tak dużo do stracenia? ale william i mari pokazują, że mimo wszystko warto. bo to co oni mieli, było wyjątkowe. i pomimo tego jak potoczyła się ich historia, nie żałowali. żadnej sekundy spędzonej razem.
„jeśli miłość naprawdę jest chorobą, mogę na nią umrzeć, nie szkodzi, ponieważ kochanie Cię to najpiękniejsze, czego doświadczyłem.”
This entire review has been hidden because of spoilers.
Byłam przekonana, że będę płakać przy tej historii, ale fakt, że wiedziałam, jak się ona skończy, sprawił, że stało się inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas czytania bolało mnie serce i z każdą kolejną stroną czy rozdziałem zastanawiałam się, czy aby na pewno chcę to czytać. Ta historia była cudowna, a dodatkowo bohaterowie sprawili, że bardzo szybko się z nimi zżyłam i bardzo ich polubiłam, a czytanie ich historii było przyjemnością.
mam złamane serce mimo ze doskonale wiedzialam jak to sie zakonczy zylam nadzieja ze moze jednak se cos ubzduralam i tak naprawde bedzie inaczej… zakochalam sie w williamie nic dziwnego ze mari dla niego z czasem przepadla bo ja sama mialam motylki w brzuchu ALE TAK MNIE BOLI TA NIESPRAWIEDLIWOSC JEZU plakalam przez to jak bardzo sie kochali i plakalam przez to co sie stanie to bylo piekne bolesne i nie z tego swiata czyli w sumie jak kazda ksiazka angelikj
Na samym początku chciałabym bardzo podziękować wydawnictwu za egzemplarz do recenzji, a Angelice za kolejną szansę poznania jej historii.
„When We Were Young” to książka z tych, po których przeczytaniu nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Zaczynając czytać tę historię wiedziałam, że wyleje na niej morze łez, ale nie przypuszczałam, że już sam prolog złamie mi serce na miliony kawałeczków…
Ale zacznijmy od początku. Pozwólcie, że przedstawię wam dwójkę nastolatków, których historia złamała mnie na każdy możliwy sposób, i po której nie wiem, czy kiedykolwiek się pozbieram.
Marianne Coleman to młoda dziewczyna, która w swoim życiu wcale nie miała łatwo. Pochodzi z dość ubogiego domu, ale ma dwójka bardzo kochających rodziców, na których wie, że może liczyć. Mari miałam okazję poznać już w ,,In Another Life”, ale poznanie jej całej historii to był dla mnie cios. Wiedza jak jej życie się potoczyło wcale nie złagodziła bólu, jaki czułam. Mocno zżyłam się z tą bohaterką i wiem, że na długo zostanie w mojej pamięci.
William Clinton to chłopak, któremu oddałam serce już na starcie. Tego bohatera po prostu nie dało się nie pokochać. Cóż, Mari mogłaby mieć na ten temat inne zdanie, ale sama coraz bardziej w to wątpiła. Will jest całkowitym przeciwieństwem naszej Marianne. Pochodzi z bogatej rodziny i żyje w ciągłym konflikcie z ojcem. Jego przyszłość jest z góry zaplanowana, jednak on marzy jedynie o tym, by poślubić dziewczynę, która jednym spojrzeniem skradła całe jego serce. I choć uchodzi za chłopaka, który jedynym uśmiechem potrafi rozświetlić dzień, prawda jest taka, że w środku czuję wyłączę pustkę, którą tylko ona potrafi wypełnić…
Ona nie chciała dopuścić go do siebie, bo wiedziała, że ich światy są zupełnie różne i nie chciała wierzyć w to, że on mógłby pokochać ją taką jaka jest. On w żadnym razie się nie poddawał i na każdym kroku pokazywał jej, że dla niego liczy się tylko ona. Tylko, że nie zawsze życie pisze dla nas szczęśliwe zakończenia, nawet jeśli byśmy tego bardzo chcieli…
Marianne i William to bohaterowie, którym oddałam całą siebie. Ich historia łamała i sklejała moje serce raz za razem. Wiedza, jak skończyła ta dwójka nie osłabiła mojej nadziei, że może jednak los będzie dla nich, łaskawszy, lecz niestety to były tylko moje naiwne marzenia.
Mari i Will są swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Marianne to zdecydowana pesymistka, a William to promyk słońca. Ale razem tworzą parę idealne. Tak cudownie czytało się o tym, jak Will cały czas starał się, aby Mari spojrzała na niego, jak na kogoś, z kim widziałaby swoją przyszłość. Mari trudno było otworzyć przed nim serce, ale gdy w końcu to zrobiła, pozwoliła sobie czerpać z ich relacji wszystko to, co było im dane.
Nie chciałabym wam zaspoilerować tutaj za dużo ich historii, bo uwierzcie mi, że przeżycie jej to coś wspaniałego, ale zarazem bolesnego. „When We Were Young” to książka, która na długo zostanie w mojej pamięci. Z ręką na sercu polecam wam po nią sięgnąć i zatracić się w tym cudownym klimacie i oddać serce bohaterom. 🥹🤍 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐬𝐭𝐞̨𝐩𝐧𝐞𝐠𝐨 𝐊𝐚𝐫𝐨𝐥𝐤𝐚 ♥
Nie wiem co mam nawet teraz powiedzieć, bo dawno nic mnie tak nie zniszczyło, jak zrobiła to ta książka. Niby wiedziałam jak to się zakończy, ale i tak uderzyło mnie to strasznie😭 ja cały czas płaczę.
Historię Mari i Williama pokochałam już na wattpadzie, gdzie mogliśmy poznać ich początki, ale to właśnie rozdziały, których nie było na platformie mnie najbardziej dobiły. dosłownie nie mogę przestać płakać. najlepsze książki to te, które wywołują w czytelnikach ogrom emocji i WWWY jest właśnie taką książką. chyba nigdy nie pogodzę się z takim końcem historii tych bohaterów. nigdy.
gdy w zeszłym roku wzięłam się za czytanie książek spod pióra Angeliki nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie sobą zauroczą. ta historia jest tak piękna, a jednocześnie pełna bólu. wylałam potok łez na tej książce, ale jednocześnie pragnę móc przeczytać tą książkę bez wiedzy co będzie dalej…
Marianne Coleman i William Clinton pochodzą z dwóch różnych światów, to też sprawiło, że bardzo się od siebie różnią. Ona jest dość sceptycznie nastawiona do życia, Mari wie, że w przyszłości zostanie w Seabrook, małym miasteczku, w którym się urodziła i wychowała. Dziewczyna bardzo troszczy się o swoich bliskich i martwi się o szczęście swojej rodziny. Niestety sytuacja materialna jej rodziny nie jest tak dobra jak w przypadku rodziny Clintona.
William dorasta w zupełnie innej rodzinie. Ojciec nigdy nie okazywał mu uczuć i troski, a jedyne co mu wpoił to, to jak ważna jest kariera i pieniądze, dlatego też William wie, że po skończeniu szkoły średniej będzie musiał skupić się na studiach i zrobić karierę tak jak jego ojciec. Jedynie mama okazuje mu troskę i uczucia, to jej William może się zwierzyć ze swoich problemów i emocji.
Młody chłopak zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Marianne Coleman, lecz dziewczyna nie zwraca na niego uwagi, dobrze wiedząc, że ta relacja z góry jest skazana na porażkę. Jednak William nie poddaje się tak łatwo, robi wszystko by przekonać do siebie dziewczynę. Jest w stanie poświęcić swoje dotychczasowe życie, utrzymuje relacje z Mari w tajemnicy byle tylko spędzić czas z dziewczyną i jej pomóc, a także przekonać ją ile warte jest jego uczucie.
Historia Williama i Marianne przypada na początek lat siedemdziesiątych, bohaterowie są bardzo młodzi i dopiero rozpoczynają dorosłe życie, stoją przed poważnymi wyborami. Od początku wiele ryzykują swoimi spotkaniami i rozwojem swojego uczucia. Choć początkowo to dziewczyna bardziej obawia się poważnego związku i nie wierzy w szczęśliwe zakończenie, z czasem daje przekonać się Williamowi.
Autorka w pięknym sposób opisuje rozwój uczuć bohaterów i kiedy Marianne i William wydają się już szczęśliwi i snują wspólne plany na przyszłość, wszystkie ich marzenia sypią się, a oni muszą stanąć przed pierwszymi w życiu dorosłymi decyzjami.
Jest to książka z gatunku tych łamiących serce już od pierwszych stron, choć były w niej też takie momenty, które przynosiły ukojenie to dało się wyczuć ten niepokój i strach. Bohaterowie mieli swoje szczęśliwe chwile, które były początkiem końca, Angelika potrafi w swoich książkach wzbudzać emocje i tutaj zdecydowanie ich nie zabrakło. Choć po przeczytaniu "In Another Life" spodziewałam się takiego zakończenia historii Marianne i William to miło było przeczytać też ich perspektywę tej historii oraz te dodatkowe sceny po głównych wydarzeniach. Historia zdecydowanie warta przeczytania. Polecam 🔥🤍
˗ˏˋ ๑ when we were young - angelika kołodziej ᯓ ·˚ ༘ ✉️🐈 🩵 ⚓️ ⊹₊˚ : ̗̀➛ ocena: ♾️/5 ✮ ⋆˚࿔
| współpraca reklamowa |
༯ w czerwcu ubiegłego roku przeczytałam „𝐈𝐧 𝐚𝐧𝐨𝐭𝐡𝐞𝐫 𝐥𝐢𝐟𝐞”, czyli opowieść o Larissie i Harveyu. w trakcie swojej podróży zatrzymują się oni w nadmorskiej posiadłości pani Fisher. już przy pierwszej wzmiance o jej postaci zapragnęłam poznać historię jej młodości, o której wspomniała bohaterom. autorka zdradziła, że nad nią pracuje, co od razu wzbudziło moje zainteresowanie. od początku publikacji na wattpadzie regularnie śledziłam rozdziały, czytając je z jeszcze większymi emocjami niż poprzednią książkę. gdy zostaliśmy poinformowani o tym, że zostanie ona wydana byłam wniebowzięta. kilka miesięcy później dostałam informację o tym, że zostałam wybrana na 𝐫𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐞𝐧𝐭𝐤ę tej wyjątkowej i poruszającej powieści, która zawładnęła moim sercem. serdecznie 𝐝𝐳𝐢ę𝐤𝐮𝐣ę wydawnictwu i autorce za okazane zaufanie 🩵 nie sądziłam, że kiedykolwiek przeżyję coś tak niezwykłego 🥹·˚ ༘
༯ historia opowiada o 𝐌𝐚𝐫𝐢𝐚𝐧𝐧𝐞 - nastolatce z ubogiego, lecz szczęśliwego domu oraz 𝐖𝐢𝐥𝐥𝐢𝐚𝐦𝐢𝐞 - chłopaku z bogatej rodziny, który mimo problemów w relacji z ojcem potrafi odnaleźć pozytywy w każdej sytuacji. gdy tata Marianne ulega wypadkowi, William nie waha się pomagać jej rodzinie, a w ciągu kolejnych miesięcy między młodymi rodzi się wyjątkowa więź. choć dziewczyna początkowo odrzuca jego starania i broni się przed emocjami, jego szczere gesty stopniowo otwierają jej serce i pozwalają odkryć prawdziwe oblicze chłopaka, którego wcześniej nie doceniała.
༯ relacja między bohaterami rozwija się stopniowo i niezwykle naturalnie. między nimi pojawia się coraz więcej ciepła, zrozumienia i czułości. uwielbiam, jak autorka umiejętnie pokazuje kontrasty między ich charakterami i powoli buduje ich relację. pokochałam każdego z nich!!🥹 są wyjątkowi, pełni emocji i łatwo się z nimi utożsamić. książka okazała się znacznie bardziej wzruszająca i poruszająca, niż się tego spodziewałam, mimo że znałam już zakończenie relacji tej dwójki z „𝐈𝐧 𝐚𝐧𝐨𝐭𝐡𝐞𝐫 𝐥𝐢𝐟𝐞”. historia naprawdę złapała mnie za serce trudno mi ją wyrzucić z głowy. jest jednocześnie smutna, wzruszająca jak i niezwykle słodka, niektóre sceny naprawdę łamią serce, pozostawiając w napięciu.
༯ autorka w piękny sposób pokazuje pierwszą miłość – pełną niepewności, nadziei i poświęceń. jej styl pisania jest lekki, emocjonalny i bardzo wciągający, dzięki czemu łatwo utożsamić się z bohaterami i poczuć ich uczucia niemal tak, jakbyśmy sami je przeżywali.
༯ „𝐖𝐡𝐞𝐧 𝐖𝐞 𝐖𝐞𝐫𝐞 𝐘𝐨𝐮𝐧𝐠” to książka, którą pokochałam całym sercem. to idealna pozycja dla fanów romantycznych historii pełnych emocji i wzruszeń. na długo pozostawia w sercu ciepły ślad po historii Williama i Marianne ✉️⚓️ ·˚ ༘
To jest właśnie jedna z tych książek, którą ciężko usunąć z pamięci. Mimo tego, że skończyłam ją czytać pare godzin temu, nadal nie mogę przestać myśleć o Williamie i Mari jak i o tym co im się przytrafiło. To słodko-gorzka historia o miłości, która narodziła się bardzo wcześnie i przez lata musiała mierzyć się z wieloma próbami.
Matko boska, skończyłam… nie mówcie do mnie, chyba się nie czuję, ludzie zamawiajcie to, jedna z piękniejszych historii jakie czytałam, i co ja mam teraz ze sobą zrobić?!?
„Kocham Cię. Jeśli miłość naprawdę jest chorobą, mogę na nią umrzeć, nie szkodzi, ponieważ kochanie Cię to najpiękniejsze, czego doświadczyłem.”
To była jedna z piękniejszych historii, jakie przeczytałam w ostatnim czasie, pomimo bólu, który ona spowodowała w moich sercu i łez, które zakręciły się w moich oczach.
Historia ta dwójki dała mi chwile ciszy i odetchnięcia od wszystkiego. W Marianne odnalazłam samą siebie, małego tchórza, a zarazem dziewczynę, która stawia bliskich nad sobą. Zarazem Williama Clintona pokochałam od pierwszych stron. Promyk słońca, który wypełnił moje serce miłością i ukojeniem.
Ta książka jest i zawsze będzie ucieleśnieniem bólu i moich łez, ale zarazem odnalezieniem spokoju i namiastki miłości. Będę dobrze wspominać historię o dwójce nastolatków, którzy nie świadomie oddali swoje serca drugiej osobie.
Historia moich łez ewidentnie zawsze będzie pamiętać o tej książce i o emocjach, które towarzyszyły mi w trakcie odkrywania kolejnych jej stron. Ta historia jest kolejna lekcją w moim życiu i mam nadzieję, że kiedyś stanie się i waszą.
„– Obiecałeś mi zachód słońca na plaży. – Zachody – poprawiłem. – Słucham? – Obiecałem ci każdy kolejny zachód słońca spędzany razem aż do śmierci. [..] – I każdy wschód – dodała. – I każdy wschód. Nie chcę spędzić ani dnia więcej na tęsknocie za tobą.”
Gdy czytałam 𝐈𝐍 𝐀𝐍𝐎𝐓𝐇𝐄𝐑 𝐋𝐈𝐅𝐄 od razu moją uwagę zwróciła pani Fisher i powiem szczerze, że staruszka skradła moje serce. Po przeczytaniu historii lawendy i lasu w mojej głowie wciąż widniała myśl: „Jaką historię tak naprawdę Marianne ukrywała przez tyle lat w swoim zamkniętym i złamanym sercu?”. Po przeczytaniu ich historii dostałam na nie odpowiedź.
𝐖𝐖𝐖𝐘 śledziłam od początku na Wattpadzie. Każdy rozdział tylko bardziej rozkochiwał mnie w sobie. Ta lekkość, z którą Angelika pisze każdą ze swoich książek, jest po prostu przecudowna. Już nie wspomnę, że 𝐖𝐢𝐥𝐥𝐢𝐚𝐦 𝐂𝐥𝐢𝐧𝐭𝐨𝐧 skradł moje serce już po pierwszym rozdziale.
Pióro Angeliki znam doskonale, jest jednym z moich ulubionych. To niesamowite, jak świetnie potrafi nas wprowadzić nie tylko w sam świat książki, ale także przedstawić emocje bohaterów tak, że jako czytelniczka również przeżywałam wszystkie sytuacje razem z nimi.
Historia Marianne i Williama nie tylko pochłonęła moją duszę, ale roztrzaskała również moje serce na miliardy malutkich kawałków, których nie dało się już pozbierać.
„Chodzi o to, że możesz mieć wokół siebie mnóstwo osób, ale gdy nadchodzi twój czas, jesteście tylko ty i śmierć”.
Pierwsza miłość potrafi być przelotna, jednak w przypadku ich historii to pierwsza i jedyna miłość, na którą sobie pozwolili. To jedyna prawdziwa miłość, której doświadczyli.
William Clinton zakochał się w pewnej brunetce od pierwszego wejrzenia. Nie było dnia bądź nocy, gdy nie myślał o swojej uroczej Marianne, o której marzył. Po prostu przepadł. Chłopak pochodził z bogatej rodziny, jednak czy szczęśliwej? William jest zdecydowanie moim ulubieńcem w tej historii. To po prostu istne słoneczko, które nigdy się nie poddawało, nawet jeśli Mari miała go dość (a zdarzało się to bardzo często 😉).
Chłopak oddał jej całe swoje serce jak na złotej tacy. Był jej oddany aż do samego końca.
Marianne to totalne przeciwieństwo. Pochodzi z biedniejszej rodziny, otoczonej wsparciem i miłością, jednak nienawidzi ona Williama Clintona. Uważa, że taki chłopak jak on nigdy z własnej woli nie spojrzałby na taką dziewczynę jak ona. Jednak z kolejnymi rozdziałami powoli otwierała się przed Williamem, pozwalając mu wejść do jej świata i poczuć jej emocje.
Och, jak bardzo się myliła..
Ich historia jest bolesnym przykładem tego, jak jedno niedopowiedzenie może zniszczyć wszystko. Jak jedna sytuacja bądź słowo może zburzyć wszystko, na co ktoś pracował latami. 𝐖𝐖𝐖𝐘 to opowieść bolesna, lecz piękna.
„Kochanie go jest niebezpieczne. Ale też niesamowicie przyjemne”.
Relacje z rodzicami obojga bohaterów są totalnymi przeciwieństwami. Podczas gdy Mari może liczyć na wieczne wsparcie i miłość rodziców, u Williama relacja z ojcem jest koszmarem. Ojciec chłopaka jest ostry i oschły, krytykuje go na każdym kroku. Przy nim William tracił swoją radosną stronę. Jest jednak oddany swojej mamie, która stanowi jego małe światełko w ciemnym tunelu, jakim jest jego ojciec.
Tutaj muszę odnieść się do wątku miłosnego pomiędzy tą dwójką, który był po prostu magiczny. Marianne, mimo ciągłego zaprzeczania, że czuje cokolwiek do Clintona, w końcu uświadamia sobie, że przepadła dla tego chłopaka. Że bez niego jej życie jest szare i bezuczuciowe. Że bez niego nie ma też jej.
Angelika w 𝐖𝐖𝐖𝐘 pokazała nam obraz prawdziwej, ale bolesnej miłości, która nie zawsze musi kończyć się happy endem. Mimo podejrzewania, jaki będzie ich koniec, i tak nie spodziewałam się takiej karuzeli emocji. Po czwartym razie, gdy zaczęłam płakać, przestałam liczyć, ile razy zrobiłam to ponownie. Historia dziewczyny piszącej w pamiętniku i chłopaka, który całkowicie dla niej przepadł, na zawsze zostanie jedną z moich ulubionych pozycji.
Bo przecież historia może się powtórzyć, ale to my mamy ostateczne słowo, jak może się skończyć.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nawet nie wiem, od czego mam zacząć. Ja nie czytałam „When We Where Young”, ja przeżywałam tę historię razem z bohaterami. Tu nie ma emocji jako dodatku, tylko one są tu one fundamentem, który trafia proste w serce.
[Marianne Coleman to najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widziałem.]
Od początku wiedziałam, że to nie będzie tylko młodzieżowy romans, a coś więcej. Coś tak boleśnie prawdziwego, że czułam się, jakbym czytała pamiętnik pisany przez Marianne i Williama. Angelika potrafi cudownie i lekko pisać historię, jednocześnie trafiając w sam środek serca.
Wszystko w tej historii jest prawdziwe - emocje, spotkania, dialogi, a relacje? To jest prawdziwa dojrzewająca, bolesna miłość. Autorka nie pokazała ich relacji jako czegoś cukierkowego i bezproblemowego, tylko udało jej się ukazać prawdziwość tego uczucia i to jeszcze w nastoletnim życiu, gdzie świat jest pełen porażek, złych decyzji czy stosem niewypowiedzianych słów.
[– Znam to spojrzenie. Od dwóch lat patrzę na ciebie tak, jak ty teraz na mnie.]
Były momenty, przy których się uśmiechałam jak głupia i czułam motylki w brzuchu, ale były też takie, gdzie miałam łzy w oczach. A zakończenie… nawet ze świadomością jak książka się skończy i tak zostanie ze mną na długo, bo takiej historii miłosnej się nigdy nie zapomina - skończyłam ją ze złamanym sercem i pustką, jak po pożegnaniu z bardzo ważną osobą.
[Tamtego dnia zakochałem się w Marianne Coleman. Do bólu.]
Jeśli szukacie historii o pierwszej miłości, dorastanie i radzeniu się, nawet jeśli wszystko jest przeciwko nam - to to jest idealna pozycja!! 🩷🩷
Zacznę od tego, że dawno żadna książka nie wywołała u mnie takich emocji - sama myśl o Marianne i Williamie sprawia, że się wzruszam. Bardzo ciężko jest mi ją zrecenzować, bo była tak wspaniała, że nawet nie wiem co więcej o niej napisać.
Poprzednia część - “In another life”, bardzo mi się spodobała. Pamiętam, że nie miałam do niej wielkich oczekiwań - zwykła książka o nastolatkach, czego tu więcej szukać? Nic bardziej mylnego. Ta dylogia to moje pierwsze zetknięcie z Angeliką, ale jestem pewna, że nie ostatnie. To, co stworzyła ta autorka jest piękne i mam ogromną ochotę przeczytać jeszcze kilka razy, aż nie będę znała każdego słowa na pamięć.
”When we were young” to książka o marzeniach, nadziei, ogromnej miłości w trudnych warunkach, o walce z przeciwnościami i zderzeniu z rzeczywistością, która nie zawsze jest tak kolorowa, jak by się chciało. O tym, jak jedna rzecz, jeden niezależny od nikogo czynnik może przekreślić wszystkie plany, a szkody, które wyrządzi mogą być nieodwracalne.
Po przeczytaniu “Rzeźbiarza łez” bałam się, że żadna książka nie wzbudzi we mnie takich uczuć, a jednak. To zupełnie inna książka, o innej treści, ale skuszę się o stwierdzenie (odważnie), że równie dobra. “When we were young” to dla mnie “Rzeźbiarz łez” 2026 roku. Nikt mi nigdy nie złamał serca, ale po tej książce chyba wiem, jakie to uczucie.
(niżej mogą być spoilery)
Przyznam, że dawno nie płakałam tyle podczas czytania. Mimo, że od początku było wiadome, jak zakończy się ich historia, cały czas miałam złudną nadzieję na coś innego - myślę, że właśnie to dodało jej uroku. Obserwowanie, jak rozwija się relacja głównych bohaterów, jak silna więź się między nimi tworzy, jednocześnie wiedząc, że to nie będzie szczęśliwe zakończenie wzbudzało we mnie tak ciężkie do opisania uczucia. Zostawia czytelnika z poczuciem niesprawiedliwości i ogromną nadzieją na inne zakończenie.
Na pewno sięgnę po inne książki Angeliki, ale mam nadzieję, że nie łamią serca tak mocno. Najpierw muszę poskładać je od nowa.
"Nie ważne, w jak cudownym miejscu na świecie bym się nie znalazła, nic nie dorównałoby uczuciu wstrząsającemu moim żołądkiem przy tym chłopaku."
bolesna historia o tym jak miłość, mimo upływu lat, nie ma swojej daty ważności. można kochać kogoś bezgranicznie i wieść swoje własne życie kilometry od tej osoby. mari i william to przykład bratnich dusz. niesamowicie piękny, ale też niezaprzeczalnie druzgocący.
czytając o pani fisher w "in another life" wiedziałam, że jej młodsza wersja będzie tą, dzięki której poczuje niesamowite zrozumienie. bo nasze podejście do miłości niczym się nie różni. jest jak dwie strony tej samej monety. dlatego moja dusza jeszcze bardziej wewnętrznie cierpi, bo marianne skończyła właśnie tak, jak ja nie chciałabym skończyć. jest to jedna z tych rzeczy, których boję się najbardziej. pokochanie właściwej osoby i nie spędzenie z nią reszty swojego życia - brzmi jak koszmar. więc tym bardziej jestem wdzięczna, że mari dostała swoje szczęśliwe zakończenie dzięki lav i forrestowi. oni dali jej nadzieję.
"W tym mieście nie muszę być nikim konkretnym, wystarczy, że jestem sobą, cokolwiek to znaczy."
This entire review has been hidden because of spoilers.
.ೃ࿔*:・When We Were Young .ೃ࿔*:・ Autor: Angelika Kołodziej Ocena: ∞/5 ✩
To niesamowita opowieść o miłości pełnej przeszkód, która mimo to jest najpiękniejszym, co może nas spotkać.
Historia Marinne i Williama sprawiła mi wiele bólu, ale także dzięki niej poczułam się zrozumiana. Odnalazłam w niej siebie i uświadomiłam sobie, jak ogromny wpływ na nasze życie mają decyzje, które podejmujemy — i jak bardzo jedna decyzja potrafi zmienić wszystko.
Dzięki tej dwójce zrozumiałam też, że prawdziwa miłość to nie ta idealna i pozbawiona przeszkód, lecz taka, w której mimo problemów zawsze chcemy jak najlepiej dla drugiej osoby i potrafimy postawić ją ponad własne szczęście.
Jest to zdecydowanie historia warta przeczytania! Każda strona sprawia, że kochamy ją coraz bardziej. Styl pisania Angeliki jest genialny i godny podziwu!
dokładnie 16 lutego o 17:19 nastąpił mój osobisty koniec świata. nie wierzę, że właśnie mam za sobą historię, na którą wyczekiwałam prawie dwa lata. dzisiaj natomiast mam złamane coś więcej niż serce.
hej Angelika, jak zawsze - dziękuję Ci za when we were young. nigdy nie zapomnę o dwójce nastolatków, którzy nie wyobrażali sobie życia bez swojej obecności. bo ja też teraz tak się czuję. jak miałabym wrócić do codzienności, kiedy to oni od kilkunastu miesięcy zajmują mój umysł?
kocham Marianne i Williama najbardziej na świecie i bardzo nie mogę się doczekać powrotu do nich, który z pewnością zaboli z poczwórną siłą.