Jump to ratings and reviews
Rate this book

Mięśnie mam od miłości. O macierzyństwie

Rate this book
To nie jest książka o macierzyństwie rozumianym jako doświadczenie prywatne ani o rodzinie pojmowanej jako bezpieczna enklawa. To książka o wstydzie będącym narzędziem kontroli oraz o pracy, która nie ma nazwy, choć podtrzymuje całe życie społeczne.

To także opowieść o rodzinie pozostawionej samej sobie przez państwo, za to doskonale obsługiwanej przez rynek. O ciele – rodzącym, karmiącym, zmęczonym, pozbawionym wzniosłości, za to uwikłanym w codzienną przemoc norm, estetyk i oczekiwań.

Autorka opisuje macierzyństwo jako nieustanny występ – rozgrywający się w przychodniach, szkołach, na ulicy i w domach – podczas którego kobiety mają być jednocześnie czułe i wymagające, kompetentne i bez roszczeń, obecne, ale niewidzialne. Pokazuje, jak instytucje, język i obyczaj uczą je zarządzać emocjami, tłumić gniew i wstyd, żeby system mógł działać bez zakłóceń.

Ostatecznie jednak Paulina Małochleb opowiada przede wszystkim o miłości – uczuciu, które przesłaniają grube warstwy zmęczenia i dla którego brakuje języka. Żeby się do niego dobrać, trzeba szukać w literaturze, w sztuce, we własnych wspomnieniach – aż napotka się małą spoconą dłoń. Dotyk, który zakotwicza.

240 pages, Paperback

First published March 1, 2026

Loading...
Loading...

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
15 (31%)
4 stars
22 (45%)
3 stars
11 (22%)
2 stars
0 (0%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 6 of 6 reviews
Profile Image for Monika Długa.
49 reviews51 followers
March 19, 2026
Seryjni mordercy mieli w większości „złe” matki. Diagnoza: niedostępność emocjonalna. O ojcu nikt nie wspominał. Był, nie był - w sumie, co to kogo obchodzi. Mamy winną, można się rozejść. Strasznie obciążająca myśl, prawda?
Bo jak pisze Małochleb w swojej świetnej książce „Mięśnie mam od miłości”: „Powiedzieć «jestem matką» to pozwolić innym na krytykę, rady, wolę, władzę, wizje”. Urodzić, ba!, począć - i już: twoje ciało staje się własnością wszystkich. Wszystko zaś jest „przedmiotem” (nie mylić z „podmiotem”) oceny i kontroli.
Zaczynam od najbardziej skrajnego z możliwych przypadków, ale która matka nie zaliczyła bezsennej nocy, myśląc tylko o tym, żeby jej dziecko nie było źródłem niczyjego cierpienia? Żeby samo nie cierpiało? Te konstelacje i zmienne można mnożyć w nieskończoność. A potem się wstydzić, że nie zrobiło się wszystkiego. Bo wstyd, ten matczyny szczególnie, jest kluczowy w opowieści Małochleb. Wstyd jako źródło represji kobiet.
A potem jest już tylko trudniej:
„Wyzwanie polega na tym, by jednocześnie ogarniać emocje dziecka, nie obciążać go swoimi lękami, towarzyszyć w każdej zmianie, koić wątpliwości, dawać wsparcie, nie malować czarnych scenariuszy. I w tym samym momencie ogarniać cały ten tabor, zaplecze techniczne potrzebne do tego, by dziecko mogło wystartować w życie przedszkola i szkoły, odbyć pierwszą wycieczkę z klasą, pierwszy samodzielny wyjazd ze znajomymi, wyprowadzić się z domu”.
Ile tam prawdy u tej Małochleb! Co chwilę mazałam ołówkiem na marginesie: „też tak mam!”, „zdecydowanie!”. Tęsknota za mężem, z którym mieszkam, a którego mijam w trybie codziennych obowiązków; pamięć ciała dziecka; krzątactwo; praca z emocjami innych; ograniczanie własnych pragnień; dostępność 24/7 itd.
Ale nie dajcie się zwieść, że książka mówi tylko o beznadziejności czy trudach macierzyństwa. Małochleb zręcznie dzieli swoją opowieść na dwa plany: publiczny (esej społeczno-historyczny) i prywatny (sensualny, wręcz intymny opis bliskości i rodzinnego dotyku). I zdaje się, że to właśnie z tych pięknie napisanych, domowych skrawków czerpie siłę.
Mam podobnie, dlatego jestem bardzo wdzięczna autorce, że zdecydowała się tę książkę napisać. To manifest skierowany na zewnątrz - wyzwanie rzucone potworowi zwanemu kapitalizmem, który nie pozwala skupić się na tym, co najważniejsze - na bliskości - lecz mnoży wstyd, narzuca wymogi idealnego „zewnętrza”, podsyca grę pozorów i dokłada matczynego ciężaru nie do udźwignięcia.
Małochleb ma doskonały słuch i oko, by uzmysławiać rzeczy ważne i najważniejsze. I chwała jej za to!
Profile Image for Vulnera.
11 reviews
May 21, 2026
Trudna tematyka, obnażająca trud polskich matek.

Autorka ciekawie snuje swoje refleksje o byciu mamą, przeplatając je z teorią na temat kształtu pojmowania kobiet i matek w społeczeństwie na przestrzeni lat. Wciągająca i dająca do myślenia.

Brakowało mi czasem przesunięcia środka ciężkości w stronę faktów, niżeli obnażania swoich poglądów, choć tu nie mogę mieć w pełni zarzutów, skoro książka jest konfesją autorki. Mimo to, uważam że skoro autorka poszukuje potwierdzeń w literaturze naukowej na poparcie swoich tez, warto mieć otwarty umysł i włączony aparat krytyczny zderzając informacje z powieści.
357 reviews9 followers
Read
March 28, 2026
Mnie porwała. Dobrze mi się czytało. Wydawało mi się że to dobre połączenie osobistych doświadczeń i teorii.
Profile Image for Karolina Libront.
203 reviews8 followers
April 17, 2026
Bardzo chciałam zachwycić się tą książką, ale chyba mnie zmęczyła. Temat umęczonych matek pojawia się ostatnio naprawdę ad nauseam.
Displaying 1 - 6 of 6 reviews