What do you think?


Ognie lotne
Kiedy ogień przeszłości płonie mocniej niż ten, z którym walczysz na co dzień.
Damian i Karolina dorastali w domu dziecka. Każde z nich dźwiga inne doświadczenia i inne blizny. Choć pochodzą z całkowicie różnych światów, wiele ich łączy. Ich drogi co jakiś czas się rozchodzą tylko po to, by mogły się przeciąć w dorosłości.
Rok 2025. Damian został strażakiem i codziennie stawia czoła żywiołowi. Karolina po kolejnym nieudanym związku próbuje odbudować wiarę w siebie i ludzi. Spotykają się w Tczewie, mieście, które staje się świadkiem ich walki z przeszłością i próbą zbudowania przyszłości.
Czy los wreszcie pozwoli im być razem? Czy traumy z dzieciństwa kiedyś przemijają i czym są tajemnicze „ognie lotne”?
Damian i Karolina dorastali w domu dziecka. Każde z nich dźwiga inne doświadczenia i inne blizny. Choć pochodzą z całkowicie różnych światów, wiele ich łączy. Ich drogi co jakiś czas się rozchodzą tylko po to, by mogły się przeciąć w dorosłości.
Rok 2025. Damian został strażakiem i codziennie stawia czoła żywiołowi. Karolina po kolejnym nieudanym związku próbuje odbudować wiarę w siebie i ludzi. Spotykają się w Tczewie, mieście, które staje się świadkiem ich walki z przeszłością i próbą zbudowania przyszłości.
Czy los wreszcie pozwoli im być razem? Czy traumy z dzieciństwa kiedyś przemijają i czym są tajemnicze „ognie lotne”?
448 pages, Paperback
First published January 28, 2026
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 10 of 10 reviews
June 15, 2026
Książka, która ostatnio doprowadziła Cię do łez, to...
W moim przypadku były to właśnie Ognie lotne. To historia smutna, poruszająca i skłaniająca do refleksji. Opowiada o życiu Damiana i Karoliny od momentu, gdy ich losy całkowicie się zmieniają.
Damian jako siedmiolatek, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, doprowadza do pożaru, w którym ginie jego matka, a on sam zostaje z blizną na twarzy. Chciał tylko usmażyć frytki. Był głodny, a jego matka właśnie trzeźwiała po kolejnej imprezie. Chłopiec nigdy wcześniej niczego nie smażył. Nie wiedział, kiedy należy wrzucić ziemniaki. Zaczęło się dymić. Nikt nigdy nie powiedział mu, co się dzieje, gdy dolejemy wody do palącego się oleju. Pożary przecież gasi się wodą, prawda? Możecie się domyślić, co było dalej. Akurat początek tej książki słuchałam w audiobooku i aż mnie wmurowało.
Następnie poznajemy Karolinę. Dziewczynka szykuje się na konkurs recytatorski. Ma założyć piękną białą sukienkę i przed wyjściem wypić jeszcze kakao. Zauważa jednak, że sukienka jest niedokładnie wyprasowana. Chce tego dnia wyglądać idealnie, więc postanawia poprawić zagniecenia. Oparza się, strąca kubek, a kakao rozlewa się wszędzie, również na koszulę jej ojca. Wie, że ból poparzonych palców to jej najmniejszy problem.
Do pokoju wpada ojciec i zauważa bałagan. Ani razu nie pyta, czy nic jej się nie stało. Zamiast tego bardzo mocno ją bije. Dziewczynka zostaje z czerwonymi pręgami na skórze. Każe jej nie iść tego dnia do szkoły. Karolinie jednak bardzo zależy na konkursie. Gdy wszyscy wychodzą z domu, wymyka się i jedzie do szkoły. Prezentuje się najlepiej, jak potrafi, i wypada świetnie. Podczas ukłonu jej wychowawczyni dostrzega jednak ślady ukryte pod sukienką...
Tak Damian i Karolina trafiają do domu dziecka. Na początku się nie znoszą. Karolina mimo przemocy, której doświadczała, marzy o tym, by wraz z bratem wrócić do domu. Damian wie, że jego życie już nigdy nie wróci do normy. Z czasem jednak zaczynają się przyjaźnić. Ich drogi wielokrotnie się schodzą i rozchodzą. Przeżywają kolejne sukcesy i porażki, rozczarowania i zachwyty.
Autor przez wiele lat pracował jako wychowawca w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, dzięki czemu bardzo wiarygodnie opisuje realia tych miejsc. Pokazuje, z czym dzieci muszą mierzyć się na co dzień. Przedstawia to wszystko z szacunkiem i wyczuciem. Uświadamia nam, jak bardzo zostały skrzywdzone przez los, jak funkcjonują w swoim świecie i jak ogromną rolę w ich życiu odgrywają pracownicy takich placówek. Pozwala nam też zobaczyć, na jakich ludzi wyrastają i jakimi rodzicami zostają.
Damiana polubiłam od początku, nawet w jego najtrudniejszym okresie. To bardzo silny chłopak, który przez lata nosi w sobie ogromne poczucie winy. Szkoda mi tego chłopca, którym był, i podziwiam mężczyznę, którym się stał. Kibicowałam mu nawet w jego najmroczniejszych momentach.
Karolina ma w sobie więcej autodestrukcyjnych zachowań. Jakby sama sabotowała własne szczęście. Współczuję tej małej dziewczynce, która bała się własnego domu, której dotyk ojca kojarzył się z czymś strasznym i obrzydliwym, a nie z miłością. Dorosłość również nie była dla niej łatwa. Weszła w nią z przytupem, kolejny raz zawodząc się na ludziach, których kochała. Scena sylwestrowa jest wręcz przerażająca. Nigdy nie zrozumiem jej matki.
Jeśli szukasz historii, która Cię poruszy i zostanie z Tobą na długo, koniecznie sięgnij po Ognie lotne. Ostrzegam jednak, że nie brakuje tu scen związanych z przemocą i śmiercią. Ta książka znalazła specjalną przegródkę w moim sercu, sprawiając, że jeszcze bardziej chcę być dobrym rodzicem.
Najbardziej poruszyła mnie właśnie scena z rozlanym kakao. Mam niespełna czteroletnią córkę, która niemal codziennie coś rozleje, rozsypie albo pobrudzi. Nie wyobrażam sobie zrobić jej z tego powodu krzywdy. Moją pierwszą myślą zawsze jest to, czy nic sobie nie zrobiła i czy nic jej nie grozi. Jak najszybciej wytrzeć podłogę, żeby się nie poślizgnęła, pozbierać szkło i wyprowadzić ją z kuchni, żeby nie wbiła sobie odłamka w stopę.
To jedna z tych historii, o których chce się opowiedzieć całemu światu. Jedna z tych, które sprawiają, że człowiek chciałby choć odrobinę zmienić rzeczywistość na lepszą. Coś czuję, że niedługo sięgnę po kolejną książkę Tomasza Betchera. Mam nadzieję, że poruszy mnie równie mocno.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Mięta.
W moim przypadku były to właśnie Ognie lotne. To historia smutna, poruszająca i skłaniająca do refleksji. Opowiada o życiu Damiana i Karoliny od momentu, gdy ich losy całkowicie się zmieniają.
Damian jako siedmiolatek, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, doprowadza do pożaru, w którym ginie jego matka, a on sam zostaje z blizną na twarzy. Chciał tylko usmażyć frytki. Był głodny, a jego matka właśnie trzeźwiała po kolejnej imprezie. Chłopiec nigdy wcześniej niczego nie smażył. Nie wiedział, kiedy należy wrzucić ziemniaki. Zaczęło się dymić. Nikt nigdy nie powiedział mu, co się dzieje, gdy dolejemy wody do palącego się oleju. Pożary przecież gasi się wodą, prawda? Możecie się domyślić, co było dalej. Akurat początek tej książki słuchałam w audiobooku i aż mnie wmurowało.
Następnie poznajemy Karolinę. Dziewczynka szykuje się na konkurs recytatorski. Ma założyć piękną białą sukienkę i przed wyjściem wypić jeszcze kakao. Zauważa jednak, że sukienka jest niedokładnie wyprasowana. Chce tego dnia wyglądać idealnie, więc postanawia poprawić zagniecenia. Oparza się, strąca kubek, a kakao rozlewa się wszędzie, również na koszulę jej ojca. Wie, że ból poparzonych palców to jej najmniejszy problem.
Do pokoju wpada ojciec i zauważa bałagan. Ani razu nie pyta, czy nic jej się nie stało. Zamiast tego bardzo mocno ją bije. Dziewczynka zostaje z czerwonymi pręgami na skórze. Każe jej nie iść tego dnia do szkoły. Karolinie jednak bardzo zależy na konkursie. Gdy wszyscy wychodzą z domu, wymyka się i jedzie do szkoły. Prezentuje się najlepiej, jak potrafi, i wypada świetnie. Podczas ukłonu jej wychowawczyni dostrzega jednak ślady ukryte pod sukienką...
Tak Damian i Karolina trafiają do domu dziecka. Na początku się nie znoszą. Karolina mimo przemocy, której doświadczała, marzy o tym, by wraz z bratem wrócić do domu. Damian wie, że jego życie już nigdy nie wróci do normy. Z czasem jednak zaczynają się przyjaźnić. Ich drogi wielokrotnie się schodzą i rozchodzą. Przeżywają kolejne sukcesy i porażki, rozczarowania i zachwyty.
Autor przez wiele lat pracował jako wychowawca w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, dzięki czemu bardzo wiarygodnie opisuje realia tych miejsc. Pokazuje, z czym dzieci muszą mierzyć się na co dzień. Przedstawia to wszystko z szacunkiem i wyczuciem. Uświadamia nam, jak bardzo zostały skrzywdzone przez los, jak funkcjonują w swoim świecie i jak ogromną rolę w ich życiu odgrywają pracownicy takich placówek. Pozwala nam też zobaczyć, na jakich ludzi wyrastają i jakimi rodzicami zostają.
Damiana polubiłam od początku, nawet w jego najtrudniejszym okresie. To bardzo silny chłopak, który przez lata nosi w sobie ogromne poczucie winy. Szkoda mi tego chłopca, którym był, i podziwiam mężczyznę, którym się stał. Kibicowałam mu nawet w jego najmroczniejszych momentach.
Karolina ma w sobie więcej autodestrukcyjnych zachowań. Jakby sama sabotowała własne szczęście. Współczuję tej małej dziewczynce, która bała się własnego domu, której dotyk ojca kojarzył się z czymś strasznym i obrzydliwym, a nie z miłością. Dorosłość również nie była dla niej łatwa. Weszła w nią z przytupem, kolejny raz zawodząc się na ludziach, których kochała. Scena sylwestrowa jest wręcz przerażająca. Nigdy nie zrozumiem jej matki.
Jeśli szukasz historii, która Cię poruszy i zostanie z Tobą na długo, koniecznie sięgnij po Ognie lotne. Ostrzegam jednak, że nie brakuje tu scen związanych z przemocą i śmiercią. Ta książka znalazła specjalną przegródkę w moim sercu, sprawiając, że jeszcze bardziej chcę być dobrym rodzicem.
Najbardziej poruszyła mnie właśnie scena z rozlanym kakao. Mam niespełna czteroletnią córkę, która niemal codziennie coś rozleje, rozsypie albo pobrudzi. Nie wyobrażam sobie zrobić jej z tego powodu krzywdy. Moją pierwszą myślą zawsze jest to, czy nic sobie nie zrobiła i czy nic jej nie grozi. Jak najszybciej wytrzeć podłogę, żeby się nie poślizgnęła, pozbierać szkło i wyprowadzić ją z kuchni, żeby nie wbiła sobie odłamka w stopę.
To jedna z tych historii, o których chce się opowiedzieć całemu światu. Jedna z tych, które sprawiają, że człowiek chciałby choć odrobinę zmienić rzeczywistość na lepszą. Coś czuję, że niedługo sięgnę po kolejną książkę Tomasza Betchera. Mam nadzieję, że poruszy mnie równie mocno.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Mięta.
June 26, 2026
[współpraca recenzencka]
Są takie książki, o których się nie zapomina. „Ognie lotne” jest zdecydowanie jedną z nich. Historia, która porusza masę trudnych tematów, o których nie łatwo się czyta. Ta książka jest dosłownie przesiąknięta bólem i cierpieniem. Autor doskonale pokazał jak wygląda rzeczywistość dzieci mieszkających w domach dziecka, przebywających w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych oraz tych, które niosą na swoich barkach ogromne traumy. Te dzieci zamiast spokojnego dzieciństwa spędzonego z rodzicami, niosły bagaż pełne przykrych doświadczeń i strat.
Książka to głównie historia Karoliny i Damiana, którzy wychowywali się razem w jednym domu dziecka i których życie ogromnie dzień po dniu doświadczało. Czytając te historie jesteśmy świadkami tego jakie życie potrafi być okrutne. Ich historia pokazała, że życie po wyjściu z domu dziecka wcale nie staje się lepsze czy łatwiejsze, a wręcz przeciwnie. Czasami staje się walką o przetrwanie i to od osób wychodzących z tego domu zależy, czy podniosą rękawice i podejmą tę walkę. Przez całą książkę przeżywałam wszystkie emocje razem z bohaterami, bo autor bardzo dobrze potrafił wczuć w nie czytelnika.
Mimo, że książeczce czytało się szybko to im dalej tym trudniej, ale nie ze względu na styl pisania, ani na to, że książka była nudna tylko ze względu na to spotykało naszych bohaterów.
Autor jest też świetny w kreowaniu postaci. Polubiłam i nienawidziłam dokładnie te osoby, które powinnam. Wszystkie potrafiły wzbudzić we mnie różne emocje aż po irytację.
Jeżeli szukacie łatwiej książki na wieczór do kawy to nie będzie to trafny wybór. Jeśli jednak szukacie takiej, która zostanie z wami na bardzo długo i złamie was w wieku momentach to dobrze trafiliście.
Dodatkowo ważnym elementem tej historii jest służba strażacka Damiana. Nie czytałam jeszcze książki, w której główny bohater został strażakiem i właśnie dzięki tej historii nabrałam jeszcze większego szacunku do tego zawodu, ale również większego dystansu do żywiołu ognia. Poza tym praca strażaka nie kończy się tylko na gaszeniu pożarów. To również widok ludzi, który tracą życie podczas różnych wypadków, którzy odbierają sobie życie sami, a także pogorzelców. W tym wszystkim również i dzieci.
Są takie książki, o których się nie zapomina. „Ognie lotne” jest zdecydowanie jedną z nich. Historia, która porusza masę trudnych tematów, o których nie łatwo się czyta. Ta książka jest dosłownie przesiąknięta bólem i cierpieniem. Autor doskonale pokazał jak wygląda rzeczywistość dzieci mieszkających w domach dziecka, przebywających w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych oraz tych, które niosą na swoich barkach ogromne traumy. Te dzieci zamiast spokojnego dzieciństwa spędzonego z rodzicami, niosły bagaż pełne przykrych doświadczeń i strat.
Książka to głównie historia Karoliny i Damiana, którzy wychowywali się razem w jednym domu dziecka i których życie ogromnie dzień po dniu doświadczało. Czytając te historie jesteśmy świadkami tego jakie życie potrafi być okrutne. Ich historia pokazała, że życie po wyjściu z domu dziecka wcale nie staje się lepsze czy łatwiejsze, a wręcz przeciwnie. Czasami staje się walką o przetrwanie i to od osób wychodzących z tego domu zależy, czy podniosą rękawice i podejmą tę walkę. Przez całą książkę przeżywałam wszystkie emocje razem z bohaterami, bo autor bardzo dobrze potrafił wczuć w nie czytelnika.
Mimo, że książeczce czytało się szybko to im dalej tym trudniej, ale nie ze względu na styl pisania, ani na to, że książka była nudna tylko ze względu na to spotykało naszych bohaterów.
Autor jest też świetny w kreowaniu postaci. Polubiłam i nienawidziłam dokładnie te osoby, które powinnam. Wszystkie potrafiły wzbudzić we mnie różne emocje aż po irytację.
Jeżeli szukacie łatwiej książki na wieczór do kawy to nie będzie to trafny wybór. Jeśli jednak szukacie takiej, która zostanie z wami na bardzo długo i złamie was w wieku momentach to dobrze trafiliście.
Dodatkowo ważnym elementem tej historii jest służba strażacka Damiana. Nie czytałam jeszcze książki, w której główny bohater został strażakiem i właśnie dzięki tej historii nabrałam jeszcze większego szacunku do tego zawodu, ale również większego dystansu do żywiołu ognia. Poza tym praca strażaka nie kończy się tylko na gaszeniu pożarów. To również widok ludzi, który tracą życie podczas różnych wypadków, którzy odbierają sobie życie sami, a także pogorzelców. W tym wszystkim również i dzieci.
June 18, 2026
„Ognie lotne” to piękna powieść obyczajowa napisana przez Tomasza Betchera. To moje kolejne udane spotkanie z twórczością tego autora a po przeczytaniu mam ochotę na kolejne tytuły spod jego pióra. Karolina i Damian pochodzą z patologicznych rodzin. Obydwoje od najmłodszych lat wychowują się w domu dziecka w Tczewie. Karolina wraz z bratem zostaje odebrana przemocowemu ojcu i obojętnej na tę sytuację matce. Uzależniona od alkoholu matka Damiana ginie w pożarze domu osieracając jedynego syna. Ta dwójka od początku nie darzy się sympatią, dopiero po latach rodzi się między nimi głęboka przyjaźń. Razem przeżywają stratę przyjaciela, który w dniu swoich osiemnastych urodzin postanawia odebrać sobie życie. Po tym zdarzeniu Damian aby zapomnieć ucieka w świat sportowych sukcesów a Karolina nie potrafi sobie poradzić w nowej sytuacji, nie stroni od alkoholu i narkotyków. Po latach znów się spotykają jako dorośli ludzie. Damian jest strażakiem i każdego dnia niesie pomoc innym a Karolina samotnie wychowuje syna znosząc ciągłe szykany ze strony nieodpowiedzialnego ojca jej dziecka. Dwójka przyjaciół zbliża się do siebie jeszcze bardziej i zaczyna wspólne życie.
Autor bardzo ciekawie prowadzi fabułę. Pokazuje, że patologiczne zachowania zdarzają się wszędzie, niezależnie od sytuacji majątkowej ludzi a cierpią na tym niewinne dzieci.. Pozwala nam poznać instytucję domu dziecka od środka. Pokazuje problemy i traumy dorastających tam dzieci, które kształtują ich charaktery i odbijają się na ich przyszłym życiu. Portrety psychologiczne bohaterów są starannie dopracowane w każdym szczególe a przedstawione sytuacje są bardzo życiowe i prawdopodobne. Zaniedbania, przemoc, zły dotyk, samotność, bezsilność i strach to tylko niektóre problemy, które zostały poruszone w tej książce. Tomasz Betcher pisze bardzo pięknie i bardzo emocjonalnie. Lektura niejednokrotnie łamie serce i skłania czytelnika do głębokiej refleksji. Jest bardzo wartościowa i nie da się o niej szybko zapomnieć. Polecam osobom, którym krzywda ludzka nie jest obojętna.
Autor bardzo ciekawie prowadzi fabułę. Pokazuje, że patologiczne zachowania zdarzają się wszędzie, niezależnie od sytuacji majątkowej ludzi a cierpią na tym niewinne dzieci.. Pozwala nam poznać instytucję domu dziecka od środka. Pokazuje problemy i traumy dorastających tam dzieci, które kształtują ich charaktery i odbijają się na ich przyszłym życiu. Portrety psychologiczne bohaterów są starannie dopracowane w każdym szczególe a przedstawione sytuacje są bardzo życiowe i prawdopodobne. Zaniedbania, przemoc, zły dotyk, samotność, bezsilność i strach to tylko niektóre problemy, które zostały poruszone w tej książce. Tomasz Betcher pisze bardzo pięknie i bardzo emocjonalnie. Lektura niejednokrotnie łamie serce i skłania czytelnika do głębokiej refleksji. Jest bardzo wartościowa i nie da się o niej szybko zapomnieć. Polecam osobom, którym krzywda ludzka nie jest obojętna.
June 19, 2026
Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mnie poruszy. Po skończeniu musiałam po prostu posiedzieć chwilę w ciszy i poukładać sobie wszystko w głowie.
Karolina i Damian poznają się w domu dziecka. Obydwoje mają za sobą trudną przeszłość, która nie chce o sobie zapomnieć.
Karolina wychowywała się w zamożnej rodzinie, która z zewnątrz wydawała się idealna, ale za zamkniętymi drzwiami przeżywała prawdziwe piekło. Damian z kolei trafia do sierocińca po pożarze, w którym stracił matkę.
Na początku nie darzą się specjalną sympatią, ale to się zmienia. Ich drogi rozchodzą się i splatają wielokrotnie, aż w końcu odnajdują się ponownie już poza murami ośrodka.
Najbardziej mnie w tej historii ujęło to, że nie ma tutaj sielanki ani koloryzowania. Jest życie. Czasem okrutne, niesprawiedliwe i zostawiające ślady na całe lata.
Tomasz Betcher umiejętnie pokazuje realia domu dziecka i problemy z którymi codziennie mierzą się jego mieszkańcy.
Największą siłą tej książki są bohaterowie.
Damian i Karolina zostali przedstawieni z dużą psychologiczną wnikliwością. Ich lęki, błędy i marzenia sprawiają, że bardzo łatwo zacząć im kibicować.
Symbolika tytułu jest jedną z najtrafniejszych metafor jakie ostatnio czytałam.
Ich historia pokazuje jak ważna jest świadomość własnych doświadczeń i próba ich okiełznania żeby nie powielać destrukcyjnych schematów.
Język jest lekki i naturalny, emocje budowane bez przesadnego patosu mimo poważnej tematyki.
Historia skłania do refleksji nad siłą przeszłości i tym czy jesteśmy w stanie przejąć kontrolę nad własnym losem. Jest pełna nadziei, przypominająca że nawet najgłębsze rany mogą z czasem zacząć się goić.
Nawet nie wiecie jak bardzo bałam się zakończenia 🥹
Z pewnością zostanie ze mną na długo i muszę sięgnąć po inne książki autora 😇
9/10 ⭐️
IG: @swiat_miedzystronami
Karolina i Damian poznają się w domu dziecka. Obydwoje mają za sobą trudną przeszłość, która nie chce o sobie zapomnieć.
Karolina wychowywała się w zamożnej rodzinie, która z zewnątrz wydawała się idealna, ale za zamkniętymi drzwiami przeżywała prawdziwe piekło. Damian z kolei trafia do sierocińca po pożarze, w którym stracił matkę.
Na początku nie darzą się specjalną sympatią, ale to się zmienia. Ich drogi rozchodzą się i splatają wielokrotnie, aż w końcu odnajdują się ponownie już poza murami ośrodka.
Najbardziej mnie w tej historii ujęło to, że nie ma tutaj sielanki ani koloryzowania. Jest życie. Czasem okrutne, niesprawiedliwe i zostawiające ślady na całe lata.
Tomasz Betcher umiejętnie pokazuje realia domu dziecka i problemy z którymi codziennie mierzą się jego mieszkańcy.
Największą siłą tej książki są bohaterowie.
Damian i Karolina zostali przedstawieni z dużą psychologiczną wnikliwością. Ich lęki, błędy i marzenia sprawiają, że bardzo łatwo zacząć im kibicować.
Symbolika tytułu jest jedną z najtrafniejszych metafor jakie ostatnio czytałam.
Ich historia pokazuje jak ważna jest świadomość własnych doświadczeń i próba ich okiełznania żeby nie powielać destrukcyjnych schematów.
Język jest lekki i naturalny, emocje budowane bez przesadnego patosu mimo poważnej tematyki.
Historia skłania do refleksji nad siłą przeszłości i tym czy jesteśmy w stanie przejąć kontrolę nad własnym losem. Jest pełna nadziei, przypominająca że nawet najgłębsze rany mogą z czasem zacząć się goić.
Nawet nie wiecie jak bardzo bałam się zakończenia 🥹
Z pewnością zostanie ze mną na długo i muszę sięgnąć po inne książki autora 😇
9/10 ⭐️
IG: @swiat_miedzystronami
May 29, 2026
📌WSPÓŁPRACA RECENZENCKA📌
"Gdy zamiast gasić pożary, wzniecasz je tam, gdzie się pojawisz." 💔
Dwoje ludzi po przejściach. Oboje dorastali w tym samym domu dziecka, w tym samym czasie. Każde z nich po innych przejściach, walczące z innymi demonami. Zupełnie różni a jednak totalnie tacy sami. Czy los pozwoli im być razem i wieść normalne życie? Czy traumy z dzieciństwa kolejny raz dadzą o sobie znać?
To nie jest łatwa książka. Bardzo dużo w niej bólu i cierpienia, zarówno fizycznego jak i emocjonalnego, egzystencjonalnego wręcz. I ten ból męczy podczas czytania najbardziej. Udzieliła mi się atmosfera beznadziei, smutku i samotności. Przeszłości, która determinuje teraźniejszość. Braku perspektyw na przyszłość. Niektóre sceny dosłownie miażdżyły mi serce (Śrut 😭)
Autor zostawił mnie z refleksją: czy na prawdę nasze dzieciństwo ma aż tak ogromny wpływ na dalsze życie? Czy nic nie da się z tym zrobić? Czy możemy odciąć się od tego, co nas spotkało? Dlaczego swoim życiem odpowiadamy za winy innych? I jak wyglądałoby życie Damiana i Karoliny gdyby ich rodziny nie były dysfunkcyjne? Czy pobyt w domu dziecka musi od razu oznaczać patologię? Te i milion innych pytań zadaję sobie od kilku dni. Jak na razie nie znalazłam jednoznacznych odpowiedzi...
Ta książka różni się od "Szeptuna". Autor sięgnął tu cięższych tematów, nieco bardziej z pogranicza - problem społeczny jest, ale o nim się nie mówi za wiele, nie zauważa bo tak wygodniej. Stygmatyzacja dzieci z bidula natomiast trwa w najlepsze i ma się świetnie w społeczeństwie. Warto jednak zauważyć coś więcej. Nikt nie rodzi się zły. Nikt nie planuje utracić dzieci a życie nie jest tylko czarno - białe.
Polecam ale ostrzegam - będziecie potrzebować chusteczek 😢
"Gdy zamiast gasić pożary, wzniecasz je tam, gdzie się pojawisz." 💔
Dwoje ludzi po przejściach. Oboje dorastali w tym samym domu dziecka, w tym samym czasie. Każde z nich po innych przejściach, walczące z innymi demonami. Zupełnie różni a jednak totalnie tacy sami. Czy los pozwoli im być razem i wieść normalne życie? Czy traumy z dzieciństwa kolejny raz dadzą o sobie znać?
To nie jest łatwa książka. Bardzo dużo w niej bólu i cierpienia, zarówno fizycznego jak i emocjonalnego, egzystencjonalnego wręcz. I ten ból męczy podczas czytania najbardziej. Udzieliła mi się atmosfera beznadziei, smutku i samotności. Przeszłości, która determinuje teraźniejszość. Braku perspektyw na przyszłość. Niektóre sceny dosłownie miażdżyły mi serce (Śrut 😭)
Autor zostawił mnie z refleksją: czy na prawdę nasze dzieciństwo ma aż tak ogromny wpływ na dalsze życie? Czy nic nie da się z tym zrobić? Czy możemy odciąć się od tego, co nas spotkało? Dlaczego swoim życiem odpowiadamy za winy innych? I jak wyglądałoby życie Damiana i Karoliny gdyby ich rodziny nie były dysfunkcyjne? Czy pobyt w domu dziecka musi od razu oznaczać patologię? Te i milion innych pytań zadaję sobie od kilku dni. Jak na razie nie znalazłam jednoznacznych odpowiedzi...
Ta książka różni się od "Szeptuna". Autor sięgnął tu cięższych tematów, nieco bardziej z pogranicza - problem społeczny jest, ale o nim się nie mówi za wiele, nie zauważa bo tak wygodniej. Stygmatyzacja dzieci z bidula natomiast trwa w najlepsze i ma się świetnie w społeczeństwie. Warto jednak zauważyć coś więcej. Nikt nie rodzi się zły. Nikt nie planuje utracić dzieci a życie nie jest tylko czarno - białe.
Polecam ale ostrzegam - będziecie potrzebować chusteczek 😢
February 25, 2026
„Ognie lotne” autorstwa Tomasz Betchera to poruszająca opowieść o dwojgu ludziach, których dzieciństwo nie było ani ciepłe, ani bezpieczne. Damian i Karolina dorastali w placówce opiekuńczej - miejscu, które miało dać im namiastkę domu, a pozostawiło po sobie ślady trudne do zatarcia. Choć każde z nich niesie inny bagaż doświadczeń, łączy ich więcej, niż mogliby przypuszczać. Ich ścieżki rozchodzą się i splatają, jakby los uparcie próbował sprawdzić, czy są gotowi na wspólną przyszłość.
Akcja osadzona w 2025 roku pokazuje dorosłe życie bohaterów. Damian jako strażak codziennie mierzy się z realnym zagrożeniem, ryzykując własne zdrowie, by ratować innych. Karolina natomiast po bolesnych relacjach próbuje na nowo nauczyć się ufać, sobie i ludziom. Spotkanie w Tczewie staje się dla nich czymś więcej niż przypadkiem. To konfrontacja z dawnymi ranami, niedopowiedzianymi emocjami i pytaniem, czy można zbudować coś trwałego na zgliszczach przeszłości.
To historia o traumach, które nie znikają tylko dlatego, że dorastamy. O lęku przed bliskością, o potrzebie akceptacji i o tym, jak trudno pozwolić sobie na szczęście, gdy w środku wciąż tli się żar dawnych przeżyć. Autor w bardzo emocjonalny, ale jednocześnie wyważony sposób pokazuje, że największe pożary często wybuchają w sercu człowieka.
Styl autora jest przystępny, a jednocześnie pełen wrażliwości. Relacja Damiana i Karoliny rozwija się stopniowo, bez sztucznego dramatyzmu, za to z autentycznością, która naprawdę porusza. To książka o nadziei - cichej, nieśmiałej, ale upartej. O tym, że nawet jeśli przeszłość parzy, przyszłość wciąż może dać ciepło.
Akcja osadzona w 2025 roku pokazuje dorosłe życie bohaterów. Damian jako strażak codziennie mierzy się z realnym zagrożeniem, ryzykując własne zdrowie, by ratować innych. Karolina natomiast po bolesnych relacjach próbuje na nowo nauczyć się ufać, sobie i ludziom. Spotkanie w Tczewie staje się dla nich czymś więcej niż przypadkiem. To konfrontacja z dawnymi ranami, niedopowiedzianymi emocjami i pytaniem, czy można zbudować coś trwałego na zgliszczach przeszłości.
To historia o traumach, które nie znikają tylko dlatego, że dorastamy. O lęku przed bliskością, o potrzebie akceptacji i o tym, jak trudno pozwolić sobie na szczęście, gdy w środku wciąż tli się żar dawnych przeżyć. Autor w bardzo emocjonalny, ale jednocześnie wyważony sposób pokazuje, że największe pożary często wybuchają w sercu człowieka.
Styl autora jest przystępny, a jednocześnie pełen wrażliwości. Relacja Damiana i Karoliny rozwija się stopniowo, bez sztucznego dramatyzmu, za to z autentycznością, która naprawdę porusza. To książka o nadziei - cichej, nieśmiałej, ale upartej. O tym, że nawet jeśli przeszłość parzy, przyszłość wciąż może dać ciepło.
June 9, 2026
Bardzo podobało mi się to, jak przedstawiony został wpływ dziecięcych traum na późniejsze decyzje, relacje i wybory. W tej książce nie ma idealnych bohaterów. Są za to prawdziwi ludzie, którzy próbują poradzić sobie z własnymi demonami. Czytając, miałam wrażenie, że to nie tylko historia Damiana i Karoliny, ale również opowieść o tym, jak trudno uwolnić się od przeszłości. Autor pokazuje, że niektóre rany goją się bardzo długo, a czasami pozostają z nami na zawsze. Jednocześnie daje nadzieję, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć szczęście i stworzyć własne miejsce na świecie.
Szczególnie poruszyły mnie fragmenty dotyczące relacji między bohaterami. Ich uczucia nie pojawiają się nagle i bez powodu. Wszystko rozwija się naturalnie, a emocje są autentyczne i wiarygodne. Dzięki temu jeszcze bardziej przeżywałam ich wzloty i upadki.
Największym zaskoczeniem okazało się jednak zakończenie. Byłam przekonana, że wiem, w jakim kierunku zmierza ta historia, ale autor skutecznie wyprowadził mnie z błędu. Kompletnie nie spodziewałam się, że losy Damiana potoczą się właśnie w taki sposób. Ostatnie rozdziały dostarczyły mi mnóstwo emocji i sprawiły, że długo nie mogłam przestać myśleć o tej książce.
„Ognie lotne” to piękna, wzruszająca i bardzo życiowa opowieść o miłości, stracie, traumach oraz nadziei. To książka o ludziach, którzy mimo przeciwności losu próbują zawalczyć o siebie i swoje szczęście.
Ta historia poruszyła mnie od pierwszej do ostatniej strony i na długo zostanie w mojej pamięci. Jeśli szukacie emocjonalnej powieści z wyrazistymi bohaterami i historią, która zmusza do refleksji, koniecznie po nią sięgnijcie!
Szczególnie poruszyły mnie fragmenty dotyczące relacji między bohaterami. Ich uczucia nie pojawiają się nagle i bez powodu. Wszystko rozwija się naturalnie, a emocje są autentyczne i wiarygodne. Dzięki temu jeszcze bardziej przeżywałam ich wzloty i upadki.
Największym zaskoczeniem okazało się jednak zakończenie. Byłam przekonana, że wiem, w jakim kierunku zmierza ta historia, ale autor skutecznie wyprowadził mnie z błędu. Kompletnie nie spodziewałam się, że losy Damiana potoczą się właśnie w taki sposób. Ostatnie rozdziały dostarczyły mi mnóstwo emocji i sprawiły, że długo nie mogłam przestać myśleć o tej książce.
„Ognie lotne” to piękna, wzruszająca i bardzo życiowa opowieść o miłości, stracie, traumach oraz nadziei. To książka o ludziach, którzy mimo przeciwności losu próbują zawalczyć o siebie i swoje szczęście.
Ta historia poruszyła mnie od pierwszej do ostatniej strony i na długo zostanie w mojej pamięci. Jeśli szukacie emocjonalnej powieści z wyrazistymi bohaterami i historią, która zmusza do refleksji, koniecznie po nią sięgnijcie!
June 2, 2026
@tomaszbetcher.autor @wydawnictwo_mieta
Ognie Lotne to moja trzecia książka Pana Tomasza Betchera i muszę powiedzieć, że po Szeptunie i Ta druga - spodobała mi się najbardziej!
Poznajemy grupkę dzieci, które są w Domu Dziecka. Każde ma swój bagaż pełny różnych przeżyć. Najbardziej autor skupia się na historii Karoliny i Damiana. Poznajemy ich początki, a później dalsze losy...
Bardzo mi się spodobało to, jak została poprowadzona ich opowieść. Autor nie boi się ciężkich tematów, a trudno tego uniknąć przy takich klimatach - utrata rodziców czy utrata przez rodziców praw do dzieci... Sam temat daje wiele do myślenia.
Pisarz tak prowadzi opowieść, że naprawdę ciężko było mi odłożyć książkę na bok. Najchętniej czytałam do późnego wieczora, by rano wstać i czytać dalej o losach Karoliny, a później o losach Damiana...
Jest to książka, która mnie zaskoczyła. Nie tak jak dwie inne, które znam. Tutaj nie spodziewałam się jak to wszystko się potoczy...
Polecam Wam bardzo, jeśli lubicie obyczajowe historie, gdzie można się wzruszyć, ale też i razem z bohaterami pokonywać trudności...
A Pan niech pisze, mam nadzieję, że jakaś jeszcze powieść mnie zaskoczy 😸
🔥🔥🔥🔥🔥/5
Ognie Lotne to moja trzecia książka Pana Tomasza Betchera i muszę powiedzieć, że po Szeptunie i Ta druga - spodobała mi się najbardziej!
Poznajemy grupkę dzieci, które są w Domu Dziecka. Każde ma swój bagaż pełny różnych przeżyć. Najbardziej autor skupia się na historii Karoliny i Damiana. Poznajemy ich początki, a później dalsze losy...
Bardzo mi się spodobało to, jak została poprowadzona ich opowieść. Autor nie boi się ciężkich tematów, a trudno tego uniknąć przy takich klimatach - utrata rodziców czy utrata przez rodziców praw do dzieci... Sam temat daje wiele do myślenia.
Pisarz tak prowadzi opowieść, że naprawdę ciężko było mi odłożyć książkę na bok. Najchętniej czytałam do późnego wieczora, by rano wstać i czytać dalej o losach Karoliny, a później o losach Damiana...
Jest to książka, która mnie zaskoczyła. Nie tak jak dwie inne, które znam. Tutaj nie spodziewałam się jak to wszystko się potoczy...
Polecam Wam bardzo, jeśli lubicie obyczajowe historie, gdzie można się wzruszyć, ale też i razem z bohaterami pokonywać trudności...
A Pan niech pisze, mam nadzieję, że jakaś jeszcze powieść mnie zaskoczy 😸
🔥🔥🔥🔥🔥/5
March 22, 2026
Bardzo przyjemnie było czytać o rodzinnym mieście, przenosiłam sie tam razem z bohaterami.
Podobała mi się ta książka - uwierzyłam w postaci i ich dylematy, bywało czasem ciężko, ale w ogólnym rozrachunku - na plus.
Podobała mi się ta książka - uwierzyłam w postaci i ich dylematy, bywało czasem ciężko, ale w ogólnym rozrachunku - na plus.
February 5, 2026
Męcząca, momentami napisana jakimś wydumanym, mało naturalnym stylem. Miała mi złamać serce, wycisnąć łzy, nic takiego nie nastąpiło. Żałuję czasu, który jej poświęciłam.
Displaying 1 - 10 of 10 reviews









