Romantyczna komedia pomyłek w słonecznych klimatach Toskanii.
Gdy zdolna, ale roztrzepana cukierniczka Lisa Carter dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż, doznaje lekkiego szoku. Tak szybko? Emma ledwie poznała Leo Bianchiego i już się pobierają? Lisa mimo wszystko z radością decyduje się porzucić na jakiś czas deszczowy Londyn i powitać pełną uroku włoską prowincję, gdzie szykuje się wielkie wesele. Właściwie, jeśli się nad tym zastanowić, to najbliższe trzy tygodnie zapowiadają się bajkowo...
Dziewczyna szybko się orientuje, że niespodziewane wakacje mogą nie być aż tak przyjemne, jak myślała. Na lotnisku bowiem spotyka starszego brata przyjaciółki, Adama. Początkująca cukierniczka i poważny architekt, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Oboje mają nadzieję, że przez następne tygodnie uda im się skutecznie unikać swojego towarzystwa.
Tyle że Emma szykuje dla Lisy i Adama niespodziankę.
Chce, by brat i najlepsza przyjaciółka świadkowali na jej ślubie.
W tym celu będą musieli udawać parę narzeczonych...
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Skończyłam przed sekundą i jeju. Książka przeczytana na raz, po prostu jak usiadłam to już nie mogłam się oderwać. Jeju jakie to było przyjemne i wciągające. Przez imię i nazwisko głównego bohatera ciągle miałam w głowie mojego męża z The Spanish Love Deciption, ale muszę przyznać, że Adam, aż tak od niego nie odbiega🤭. Potrzebuje więcej takich historii. Moment z babeczką w cukierni>>>>
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Zuzy to była Słodka Melody i GUYS!! To była urocza młodzieżówka, a ta książka, TA KSIĄŻKA to hot powieść dla każdej dziewczyny kochającej one bed trope i Fake dating 🤭
Jestem oczarowana piórem Zuzanny i ta komedia romantyczna to coś, co mnie wybudziło ze snu zimowego 🥹 Świetne, barwne postaci i udawane narzeczeństwo to połączenie idealne. Do tego znajdziecie w tej książce również wzruszające momenty, no coś pięknego 😭
To było cudowne! Najlepsza książka plackary - Zuzia potrzebujemy więcej takich!
⤷ 𝐔𝐰𝐢𝐞𝐥𝐛𝐢𝐚𝐦 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢 𝑍𝑢𝑧𝑖 - jedne bardziej, inne trochę mniej - ale to, co zrobiły ze mną 𝑊ł𝑜𝑠𝑘𝑖𝑒 𝐾𝑜𝑚𝑝𝑙𝑖𝑘𝑎𝑐𝑗𝑒, jest absolutnie niesamowite. Jeszcze przy żadnej książce autorki nie bawiłam się aż tak dobrze. Szczerze? Nadal jestem w lekkim szoku, jak bardzo ta książka mnie wciągnęła.
⤷ 𝐍𝐢𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐚𝐦 𝐩𝐫𝐚𝐤𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐧𝐢𝐜 𝐨 𝐟𝐚𝐛𝐮𝐥𝐞. 𝐀 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚𝐤 𝐭𝐚 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐫𝐨𝐬ł𝐚 𝐦𝐨𝐣𝐞 𝐧𝐚𝐣𝐬́𝐦𝐢𝐞𝐥𝐬𝐳𝐞 𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐢𝐰𝐚𝐧𝐢𝐚. Fabuła jest cudownie poprowadzona - wciąga od pierwszych stron, nie pozwala się nudzić ani przez chwilę, a jednocześnie nie jest przeładowana. Wszystko ma tu swoje miejsce i tempo, dzięki czemu czytelnik nie czuje się przytłoczony, tylko płynie przez tę historię z ogromną przyjemnością.
⤷ 𝑂𝑔𝑟𝑜𝑚𝑛𝑦𝑚 𝑎𝑡𝑢𝑡𝑒𝑚 𝑡𝑒𝑗 𝑘𝑠𝑖𝑎̨𝑧̇𝑘𝑖 𝑠𝑎̨ 𝑏𝑜ℎ𝑎𝑡𝑒𝑟𝑜𝑤𝑖𝑒. I nie mówię tylko o głównej dwójce - choć oni oczywiście kradną serca - ale również o całej rodzinie i bliskich, którzy tworzą niesamowity klimat tej opowieści. To właśnie oni sprawiają, że historia żyje, oddycha i daje czytelnikowi poczucie ciepła, jakby sam był częścią tej włoskiej rzeczywistości.
⤷ 𝑆𝑡𝑦𝑙 𝑎𝑢𝑡𝑜𝑟𝑘𝑖 𝑡𝑜 𝑘𝑜𝑙𝑒𝑗𝑛𝑦 𝑒𝑙𝑒𝑚𝑒𝑛𝑡, 𝑘𝑡𝑜́𝑟𝑦 𝑧𝑎𝑠ł𝑢𝑔𝑢𝑗𝑒 𝑛𝑎 𝑢𝑤𝑎𝑔𝑒̨. Jest lekki, naturalny i bardzo przyjemny w odbiorze. To właśnie ten rodzaj pióra, przez który chce się czytać więcej i więcej.
⤷ 𝐿𝑖𝑠𝑎 𝐭𝐨 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐤𝐚, 𝐳 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐚̨ 𝐛𝐞𝐳 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦𝐮 𝐦𝐨𝐠ł𝐚𝐛𝐲𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐝𝐨𝐠𝐚𝐝𝐚𝐜́. To dziewczyna, która najpierw mówi, a dopiero potem myśli - i pod tym względem jest mi bardzo bliska. Jest spontaniczna, pełna emocji, cieszy się z małych rzeczy i zawsze stara się być dla innych. Często stawia ich dobro ponad swoje, co czyni ją niezwykle ciepłą i empatyczną postacią, ale jednocześnie momentami aż prosi się o to, żeby w końcu zwolniła i pomyślała też o sobie.
⤷ 𝐴𝑑𝑎𝑚 𝐧𝐚𝐭𝐨𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐣 𝐜𝐚ł𝐤𝐨𝐰𝐢𝐭𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐰𝐢𝐞𝐧́𝐬𝐭𝐰𝐨 - zamknięty w sobie, zdystansowany, momentami wręcz chłodny. Po trudnych doświadczeniach w przeszłości nie jest skory do otwierania się na nowe relacje. Na początku może wydawać się bohaterem, którego trudno polubić - ale to tylko pozory. Im dalej w historię, tym bardziej odkrywamy jego warstwy, aż w końcu - przynajmniej w moim przypadku - totalnie dla niego przepadłam.
⤷ 𝑅𝑒𝑙𝑎𝑐𝑗𝑎 𝐿𝑖𝑠𝑦 𝑖 𝐴𝑑𝑎𝑚𝑎 𝐨𝐝 𝐬𝐚𝐦𝐞𝐠𝐨 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚̨𝐭𝐤𝐮 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐩𝐞ł𝐧𝐚 𝐧𝐚𝐩𝐢𝐞̨𝐜𝐢𝐚, 𝐝𝐫𝐨𝐛𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐮𝐬𝐳𝐜𝐳𝐲𝐩𝐥𝐢𝐰𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐧𝐢𝐞𝐰𝐲𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐢. To klasyczne przeciwieństwa, które przyciągają się w najbardziej naturalny sposób. Ich dialogi to absolutne złoto - pełne humoru, iskier i tej subtelnej chemii, która sprawia, że chce się czytać dalej i dalej.
⤷ 𝐍𝐢𝐞 𝐦𝐨𝐳̇𝐧𝐚 𝐭𝐞𝐳̇ 𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐬𝐩𝐨𝐦𝐧𝐢𝐞𝐜́ 𝐨 𝐤𝐥𝐢𝐦𝐚𝐜𝐢𝐞 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢. Włoskie tło, rodzinne spotkania, przygotowania do ślubu - wszystko to tworzy niezwykle ciepłą, momentami wręcz filmową atmosferę. Czytając, naprawdę można poczuć słońce na skórze, usłyszeć rozmowy przy wspólnym stole i dać się wciągnąć w ten niepowtarzalny klimat.
⤷ 𝑊ł𝑜𝑠𝑘𝑖𝑒 𝐾𝑜𝑚𝑝𝑙𝑖𝑘𝑎𝑐𝑗𝑒 𝐳𝐝𝐞𝐜𝐲𝐝𝐨𝐰𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐥𝐢𝐜𝐳𝐚𝐦 𝐝𝐨 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐞𝐤 𝟐𝟎𝟐𝟔 𝐫𝐨𝐤𝐮. Nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mnie porwie, a jednak - przepadłam bez reszty. Jeśli szukacie historii, która rozbawi, wzruszy i zostawi po sobie ogromne ciepło, to zdecydowanie musicie po nią sięgnąć.
𝓡𝓮𝓬𝓮𝓷𝔃𝓳𝓪: Czy da się tak po prostu zamknąć Włochy jednej książce? Okazuje się, że tak i Zuza Kulik właśnie tego dokonała. To, jaki ta książka ma klimat. Jakie bije z niej słońce, beztroska i zapach brzoskwiń jest aż nieprawdopodobne!
Przyznam się bez bicia, że Włoskie Komplikacje nie są moim pierwszym spotkaniem z twórczością Zuzy, a jej wcześniejsze książki niestety nie przypadły mi do gustu. Mam jednak wrażenie, że ta historia, to nowa odsłona autorki i jestem pod ogromnym wrażeniem. Widać spory progres i książkę czytało się z ogromną przyjemnością.
Na największy plus zasługuje fakt, że ta historia od razu rusza z kopyta. Zero zbędnego paplania, zasypywania milionem niepotrzebnych faktów i losowych wydarzeń. Otwieracie książkę i bum! Witamy we Włoszech!
Wielokrotnie powtarzałam, że moje ulubione fake dating, to te gdzie bohaterowie muszą udawać non stop i to najlepiej przed całą rodziną lub fanami. I tutaj też się nie zawiodłam. Lisa i Adam to kompletne przeciwieństwa. Ona roztrzepana i głośna. On mrukliwy i nieprzystępny. To zdecydowanie mieszkanka wybuchowa. Wiedzą najlepiej, jak wzajemnie nadepnąć sobie na odcisk i nie żałują sobie zgryźliwości. Do wybuchu jakiejś kompletnej wojny domowej powstrzymuje ich fakt, że muszą udawać zakochane narzeczeństwo przed calusieńką włoską rodzinką.
Ich relacja zaczyna się od wzajemnej niechęci, a wręcz nienawiści. Ona czuje się zraniona wydarzeniami sprzed sześciu miesięcy, kiedy to nazwał ją błędem. On nie może znieść tego, że wszędzie jej pełno. Ich słowne przepychanki wielokrotnie doprowadziły mnie do śmiechu. Finalnie tworzą naprawdę fajną parę i dało się odczuć każdą najmniejszą zmianę między nimi. Malutkim minusikiem okazały się dla mnie trudności w komunikacji między bohaterami, ale może po prostu taki jest właśnie urok tego typu książek.
Włoskie komplikacje, to idealna komedia romantyczna na każdą porę roku. W lato zabierze was na upragniony urlop, a w zimę rozgrzeje do czerwoności. Było zabawnie, uroczo i trochę wzruszająco. Z pewnością będziecie się na niej świetnie bawić!
3,25 ⭐️ Byłam we Włoszech, więc to oczywiste, że sięgnę po książkę, w którą chciałam się wczuć. Niestety, za dużo włoskiego klimatu nie poczułam, bohaterowie w jednej chwili od nienawiści przechodzą do zakochania i irytowało mnie zachowanie głównej bohaterki, z której wychodziło dziecko. Zamiast pogadać z głównym bohaterem, to ta uciekała. Przez to brakowało mi też bardziej rozszerzonego wątku z różnicą wieku. Wiem, że w pewnym momencie ta różnica 10 lat nie jest już aż tak widoczna, ale patrząc na zachowanie głównej bohaterki jednak wydaje mi się, że ich plany na przyszłość mogły się rozbiegać w kilku aspektach. Niemniej nie była to zła książka, może po tylu romansach moje oczekiwania są po prostu wyższe i nie zawsze zostają spełnione.
jestem pozytywnie zaskoczona, bo mała charlie strasznie mnie zawiodła i obawiałam się tej historii. bardzo fajna, lekka i mimo przewidywalności przyjemnie się czytało
Gdy Emma informuje swoich bliskich o swoim nadchodzącym ślubie, jej najbliższa przyjaciółka i brat postanawiają jak najszybciej pomóc dziewczynie w weselnych przygotowaniach. Jest jednak pewien problem, Lisa i Adam nie przepadają za swoim towarzystwem, pocałunek do którego doszło między nimi pół roku wcześniej tylko dodatkowo skomplikował sprawę.
Teraz Emma jeszcze bardziej utrudnia relacje swoich najbliższych, ponieważ ma wyjątkową prośbę do Lisy i Adama. Chce by ta dwójka w trakcie pobytu w rodzinnej posiadłości jej narzeczonego udawała parę zakochanych... A przecież oni tak bardzo się nie lubią i różni ich w zasadzie wszystko.
Lisa jest rówieśniczką Emmy, zdolną, młodą cukierniczką, która po śmierci rodziców dość mocno zagubiła się w świecie. Przez swoje problemy stała się dość chaotyczna i roztrzepana, a to sprawia, że już niedługo może stracić swoją jedyną pracę. W przeciwieństwie do niej Adam jest bardzo stateczny i uporządkowany. Architekt, prowadzący własną firmę, starszy o dziesięć lat. Jednak Adam także ma swoje powody do niezadowolenia, nie tak dawno rozpadł się jego związek.
Zarówno Lisa, jak i Adam mają w czasie pobytu w rezydencji rodziny Leo swoje zadania. Jednak dodatkowo Emma zrzuca na nich zadanie tworzenia idealnej pary, która ma być wzorem dla przyszłego małżeństwa. Dla głównych bohaterów to po prostu nieporozumienie, bo oni nie mają o sobie zbyt dobrego zdania. Lecz wspólny pobyt na włoskich wakacjach i jednocześnie w jednym pokoju wiele im uświadamia.
"Włoskie komplikacje" to bardzo zabawna historia, pełna romantycznych, uroczych, ale i niefortunnych zdarzeń. Idealna na wakacje, gdzie możemy oczarować się włoskim klimatem. Główni bohaterowie są fantastyczni w poznawaniu swoich uczuć, a przy tym wszystkim wywiązuje się wiele niespodzianek. Oni jako jedyni nie widzą jak bardzo do siebie pasują, a otoczenie postanawia im pomóc.
Choć uważam, że pewne wątki mogły zostać tu lepiej dopracowane to jest to chyba jedna z lepszych historii autorki. Zdecydowanie miło było poznać inną stronę twórczości Zuzi i chciałabym kiedyś przeczytać coś od niej w podobnym klimacie. Polecam 🔥
Choć tytuł tej książki brzmi „Włoskie komplikacje”, sama fabuła wcale nie jest szczególnie zawiła. Wręcz przeciwnie - można odnieść wrażenie, że podobnych historii na rynku jest całkiem sporo. A jednak spędziłam z nią naprawdę świetny czas i dokładnie tego potrzebowałam.
Lisa wyrusza z deszczowej Anglii do słonecznych Włoch na ślub swojej najlepszej przyjaciółki. Już od początku podróży towarzyszy jej Adam - brat panny młodej, a zarazem jej osobisty wróg numer jeden. Pół roku wcześniej Lisa go pocałowała, a on podsumował ją jako „gówniarę” i „błąd”. Trudno więc oczekiwać, żeby darzyli się sympatią.
Na miejscu Emma, przyszła panna młoda, stawia ich w niezręcznej sytuacji - prosi, by udawali narzeczonych. Wszystko przez tradycję, według której świadkami na ślubie może być wyłącznie szczęśliwie zakochana para, stanowiąca wzór dla nowożeńców. Brzmi absurdalnie, ale z tradycją się nie dyskutuje. Po krótkim oporze i kilku złośliwych uwagach Lisa i Adam zgadzają się na ten plan… co kończy się wspólną sypialnią.
Wymuszona bliskość, różnice charakterów i wyraźne napięcie między bohaterami sprawiają, że zaczynają się do siebie zbliżać. Każde z nich odnajduje w tej relacji coś, czego wcześniej brakowało.
To nie jest książka z wielowątkową, skomplikowaną fabułą. To lekka komedia romantyczna, która ma przede wszystkim dostarczać rozrywki - i robi to bardzo dobrze. Błyskotliwe dialogi, włoski klimat i wyczuwalne napięcie między bohaterami sprawiają, że trudno się od niej oderwać.
Marzy mi się podróż do słonecznej Toskanii, więc tym bardziej cieszę się, że mogłam choć na chwilę przenieść się tam dzięki tej historii.
Bawiłam się świetnie tego nie mogę odebrać tej książce no i pióro Zuzy jak zwykle nie zawiodło i nawet nie poczułam jak skończyłam tą książkę.
Może nie była to perfekcyjna książka, bo nie poczułam do niej "tego czegoś", momentami miałam poczucie, że jakieś wątki są podkoloryzowane, ale miało to swój klimat i brałam to z wielkim humorem.
Bohaterowie fajnie się uzupełniają i po prostu przyjemnie się o nich czyta. Czuć między nimi chemię i może nie wiadomo jak mocnych emocji przy tej książce nie poczułam, ale jest to przyjemny letniaczek i z pewnością będę wracać do niej myślami
EDIT dłuższa recenzja
★★★★★★★★★☆
[ współpraca reklamowa ]
Twórczość Zuzy towarzyszy mi niezmiennie od kilku lat i zawsze z przyjemnością spędzam czas przy jej książkach.
I w tym przypadku również tak było.
"Włoskie komplikacje" to historia przede wszystkim z cudnym klimatem. Większość akcji toczy się w słonecznej Toskanii. Opisy tego jak tam wyglądało i jak główna bohaterka zakochała się w tamtych rejonach sprawiła, że miałam ten widok przed oczami i choć nienawidzę upałów, to sama z przyjemnością bym się tam przeniosła.
Jest to rom-com, więc nie zabrakło oczywiście mnóstwa parsknieć śmiechem. Rodzinne spotkania to coś co uwielbiam w książkach, bo choć nie zawsze są dla bohaterów przyjemne to wprowadzają do książki mnóstwo emocji, a tutaj spora część akcji toczyła się wokół właśnie rodzinnego spotkania, więc bawiłam się przy tym wyśmienicie.
Bohaterowie to kolejne element, który wprowadził tutaj sporo uśmiechu, ale również napięcia i ciekawości. Cudnie czytało mi się o ich przekomarzankach, a przelatujące między nimi iskierki tylko podkręcały atmosferę.
Chociaż pomimo muszę przyznać, że ani Adam, ani Lisa nie kupili mnie na milion procent. Co prawda nie jestem w stanie wskazać czy coś konkretnego mi w nich nie pasowało😅 ale po prostu nie poczułam do nich tego czegoś.
Przez całą historię przepłynąłam niesamowicie szybko i tak jak już pisałam zrobiłam to z ogromną przyjemnością. Dużo się w niej działo i choć autorka nie zagłębiała się w nic nie wiadomo jak mocno to jednocześnie wszystko było jasne i klarowne. Wątek chociażby pracy głównych bohaterów - Lisa jest cukierniczką, a Adam architektem - były intrygująco wpleciony i był jak dla mnie wisienką na torcie, a w połączeniu z jednymi z moich ulubionych motywów czyli "jednym łóżkiem" i różnicą wieku stworzyły zapadające w pamięć połączenie, które z całego serca mogę wam polecić🍑🧡
Czytałam już kilka książek Zuzy i że stuprocentową pewnością mogę stwierdzić, że ta jest najlepsza! Idealna komedia romantyczna z motywem udawanego narzeczeństwa, z cudownym klimatem Włoch i wesela, absolutnie mnie to kupiło!
Lisa pół roku wcześniej pocałowała Adama, a ten nazwał ją błędem. Od tamtego czasu darzy go ona nienawiścią, a wszystko się tylko pogłębia, gdy dowiaduje się, że musi udawać jego narzeczoną nie tylko na ślubie swojej najlepszej przyjaciółki, jego młodszej siostry, ale też przez trzy tygodnie przygotowań do wesela. Narzeczeństwo i dawanie dobrego przykładu parze młodej jest wymogiem dla świadków w Włoskiej tradycji, więc ta dwójka nie ma wyboru, muszą się dogadać.
Lisa i Adam to totalne przeciwieństwa. Ona jest młoda, trochę niepoukładana, a on poważny, gburowaty, dziesięć lat starszy i zdecydowanie zbyt skupiający się na swojej pracy. Jak dla mnie, para idealna. Co do ich wykreowania nie mam żadnych zastrzeżeń, bardzo przyjemnie czytało mi się wszystkie ich przemyślenia, sprzeczki i rozterki uczuciowe. Osobno może szczególnie nie podbili mojego serca, ale razem bardzo ich polubiłam.
Relacje zaczynające się od udawania to jedne z moich ulubionych, uwielbiam motyw fake dating. Tutaj był zrobiony po prostu świetnie. Początek pełny niechęci, wręcz nienawiści, później pogodzenie się z faktem i robienie rzeczy na pokaz przed widownią, a na końcu moje ulubione „ja już nie udaję”. Genialne! Przejęcie między tymi stadiami relacji było płynne i sensowne, ale też emocjonujące i obfitujące w super napisane sceny spicy.
Tutaj w zasadzie nawet nie ma się do czego przyczepić. Komedia romantyczna na medal, cudowny klimat, ciekawa fabuła dookoła romansu - no wszystko było wykonane mega dobrze! Podczas czytania nie raz się zaśmiałam i ciągle czułam się jakbym znajdowała się razem z nimi w tej cudownej włoskiej winnicy. Autorka świetnie opisała ten klimat i zafundowała czytelnikom znacznie tańszą opcję wakacji.
Ta książka dała mi wszystko, czego od niej oczekiwałam. Jeżeli macie ochotę na fajną komedię romantyczną, która umili wam oczekiwanie na lato, to koniecznie sięgnijcie po tę historię!
Miły, przyjemny i ciepły jak włoskie słońce romans. Nie sposób się nie uśmiechnąć, kiedy główni bohaterowie cierpieli dosłowne katusze zanim zrozumieli że ich do siebie ciągnie 😂 Końcówka mnie trochę zawiodła, bo trochę za dużo już było dla mnie dram i krążenia wokół siebie, ale scena w cukierni trochę wynagrodziła ;)
4,5/5⭐️ Świetnie się bawiłam!! Byłam pozytywnie nastawiona ale nie spodziewałam się że aż tak mi się spodoba ta historia💗 Klimat tej książki>>> Bohaterów bardzo polubiłam, motywy super a nawet był lekki plot twist na końcu którego totalnie się nie spodziewałam🫶🏻 Idealna pozycja do przeczytania na raz w letni dzień!
Omg to cudo leci na półkę pod nazwą: "przeczytane w jeden dzień"!!! Trochę spicy, ale nie do przesady, pióro Zuzi Kulik jest BOSKIE. a te brzegi w brzoskwinki... Czytajac książkę, czułam się jakbym jadła brzoskwinie i odpoczywała gdzieś w Toskanii 🍑🧡
Bardzoooo fajnie, nie spodziewałam się, ale serio fajnie się czytało, myślałam, że nwm ich relacja będzie trochę toksyczna jak w wielu innych książkach, ale było fajnieee
generalnie to nie lubię obyczajówek. wzięłam to jako coś lekkiego do poczytania, na odmóżdżenie po pracy. przeczytałam. przypomniało mi się, dlaczego nie lubię obyczajówek.
największym minusem tej książki jest główna bohaterka - Lisy ABSOLUTNIE nie da się polubić, jest rozchwiana emocjonalnie i powinna iść na terapię. XD tak jak sam pomysł na fabułę jest spoko, tak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. dialogi były całkiem okej, nie licząc ilości powtórzeń pewnych określeń. jeśli autorka zapłaciła za redakcję książki, to powinna domagać się zwrotu kasy, bo jedyne, co zapamiętałam o Adamie to to, że jest dupkiem i ma zachrypnięty głos (polecam iść do laryngologa), gdyż było to powtarzane na co drugiej stronie. nie wspominając o tym, że w pewnym momencie w pov Lisy jest błąd i pada zdanie „łypię na nią wkurzony”. bruh? cała historia jest dość infantylna, bohaterowie strasznie jednowymiarowi. jedyną udaną bohaterką jest Emma, bo przynajmniej ma jakiś charakter. spicy sceny nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, what’s more, ich opis zwykle doprowadzał mnie do zażenowania i dosłownie czekałam ze zniecierpliwieniem aż się skończą. przyczepię się jeszcze do tych cholernych brzoskwiń - no przecież przez to nie da się tego czytać, jak w randomowym miejscu w akapicie pojawia się wielka brzoskwinia XDD specjalnie przeczytałam to w ebooku, licząc, że chociaż tam ich nie będzie - przeliczyłam się jednak. osobiście nie podobało mi się również tytułowanie rozdziałów, bo to mega dużo spoileruje, natomiast to jest już tylko i wyłącznie moja preferencja, więc nie odejmuję za to punktów.
Wesele przyjaciółki w słonecznej Toskanii miało być spełnieniem dziecięcych marzeń, ale też resetem i beztroską przygodą. Zamiast tego Lisa wpada w układ, którego zupełnie się nie spodziewała: przez trzy tygodnie ma udawać narzeczoną brata swojej przyjaciółki… czyli kogoś, z kim od pierwszego spotkania nie potrafi się dogadać. Lisa i Adam to dwa przeciwieństwa - ona żywiołowa, impulsywna i chaotyczna, on poukładany, zdystansowany i chłodny. Ich relacja zaczyna się od spięć i złośliwości, ale kiedy są zmuszeni grać zakochaną parę, granica między udawaniem a prawdą zaczyna się zacierać. Bo może od nienawiści do miłości naprawdę jest tylko jeden krok…
🍑Bardzo spodobał mi się sam pomysł na fabułę - uwielbiam książki osadzone w klimacie Włoch, Grecji czy Hiszpanii, więc była to dla mnie idealna sceneria. Ślub, włoskie słońce i motyw udawanego związku? To aż prosi się o dobrą historię i naprawdę ma ogromny potencjał. Dodatkowo nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Zuzanny Kulik, więc wiedziałam, czego się spodziewać. Jej styl jest lekki, przyjemny i bardzo przystępny, a krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się szybko i bez wysiłku. Miałam ogromne oczekiwania, jednak nie wszystko poszło tak dobrze, jak się spodziewałam…👀
🍑Co na minus? Największym minusem okazali się dla mnie bohaterowie - dość płytko wykreowani, a momentami wręcz irytujący, szczególnie Lisa. Jak na osoby w wieku około 20–30 lat, często zachowywali się bardzo niedojrzale. Zamiast normalnie ze sobą rozmawiać i wyjaśniać nieporozumienia, wybierali podsłuchiwanie i wyciąganie pochopnych wniosków. Te sytuacje bywały wręcz komiczne, bo coś często było wyrwane z kontekstu, po czym następowała dramatyczna ucieczka zamiast zwykłej rozmowy. Szkoda, bo początek zapowiadał się naprawdę dobrze - ich przekomarzanie było lekkie, zabawne i sprawiało, że dało się ich polubić, ale niestety ten klimat gdzieś po drodze zniknął. Zabrakło mi autentycznych emocji i naturalnego rozwoju relacji - takiej „iskry”, która faktycznie przekonałaby mnie do ich uczuć. Zamiast tego dostajemy dość schematyczne przejście od „nie znoszę cię” do nagłej bliskości, co sprawia, że całość wypada mało realistycznie.
🍑Jeśli chodzi o klimat, trochę mnie rozczarował. Bardzo lubię motyw fake dating, a tutaj moim zdaniem było go zdecydowanie za mało, przez co potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Do około 200 strony czytało mi się świetnie, podobała mi się ta początkowa niechęć między bohaterami, ich dogryzanie i napięcie. Niestety później książka skręca w stronę, która zupełnie do mnie nie trafiła. Z lekkiego romansu zrobiła się historia mocno skupiona na scenach intymnych, które były dla mnie przesadzone i momentami wręcz żenujące, szczególnie mając w pamięci, że bohaterowie wciąż się „nienawidzą”. Przez to stopniowo traciłam przyjemność z czytania, a fabuła zaczęła być monotonna, miałam wrażenie, że od połowy kręci się tylko wokół łóżka i relacji fizycznej bohaterów, zamiast rozwijać coś więcej.
🍑Za mało Włoch we Włoszech? Sama akcja mogłaby się tak naprawdę dziać w dowolnym miejscu, bo włoskie tło nie zostało w pełni wykorzystane. Dostajemy głównie informacje, że bohaterowie przebywają w winnicy, są sady brzoskwiniowe i że rodzina mówi po włosku. W zasadzie na tym kończy się „włoskość” tej historii. Brakowało mi opisów, zwiedzania choćby jednego miasta, większego zanurzenia w lokalnym klimacie czy elementów kultury włoskiej rodziny, które budowałyby atmosferę Toskanii. Zamiast tego większość fabuły skupia się na jednym miejscu czyli domu przez co ten klimat nie wybrzmiał tak, jak mógł.
🍑Podsumowanie Nie jest to książka, która wszystkich zachwyci, ale też nie można jej całkiem skreślić. Ma swoje fajne momenty i może się sprawdzić jako lekka, niezobowiązująca lektura. Warto sięgnąć po nią samemu i sprawdzić, czy ta historia do kogoś trafi. A myślę ze wielu osobom się spodoba :) Przekonajcie się sami :)
Romantyczne historie osadzone we Włoszech mają w sobie coś, co mnie bardzo przyciąga. Malownicze krajobrazy, rodzinna atmosfera, dobre jedzenie i gorące lato tworzą scenerię wręcz stworzoną dla miłosnych perypetii. „Włoskie komplikacje” wykorzystują ten potencjał od pierwszych stron.
To opowieść o Lisie Carter, początkującej cukierniczce z Londynu, która przyjeżdża do Toskanii na ślub swojej najlepszej przyjaciółki. Wyjazd ma być okazją do odpoczynku i wspólnego świętowania ważnego wydarzenia, jednak szybko okazuje się, że los przygotował dla niej znacznie więcej niespodzianek. Jedną z nich jest Adam, starszy brat panny młodej. Oboje od początku nie potrafią znaleźć wspólnego języka i najchętniej unikaliby swojego towarzystwa. Sytuacja komplikuje się jednak w momencie, gdy Emma prosi ich o pełnienie ważnych ról podczas ślubu. Jakby tego było mało, Lisa i Adam zostają zmuszeni do udawania zakochanej pary. To właśnie ten motyw napędza większość wydarzeń.
Trudno nie zauważyć, że autorka sięga po dobrze znane rozwiązania. Motyw fake dating od lat cieszy się ogromną popularnością, podobnie jak relacja oparta na początkowej niechęci bohaterów. W teorii jest to połączenie, które niemal zawsze gwarantuje emocje, humor i rosnące napięcie między postaciami. W przypadku tej książki również wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Jednak nie wszystko mi tu zagrało. Największe zastrzeżenia mam do relacji głównych bohaterów. Lisa i Adam zostali skonstruowani na zasadzie kontrastów. Ona jest spontaniczna, energiczna i momentami chaotyczna. On sprawia wrażenie zdystansowanego, uporządkowanego i poważnego. Taki układ często prowadzi do interesujących konfliktów i błyskotliwych dialogów. Tutaj jednak trochę brakuje emocji, których oczekiwałam po historii opartej na motywach enemies to lovers i fake dating. Niechęć między tą dwójką wydawała mi się chwilami sztuczna, raczej deklarowana niż faktycznie pokazana. Bohaterowie wielokrotnie przekonują siebie i czytelnika, że nie potrafią się dogadać, ale nie zawsze stoi za tym wyraźny konflikt czy konkretne doświadczenia. Nie oznacza to jednak, że między bohaterami całkowicie brakuje chemii, oczywiście pojawiają się momenty, w których ta relacja zaczyna nabierać rumieńców.
Znacznie lepiej wypada natomiast atmosfera książki. Autorka umiejętnie wykorzystuje włoskie krajobrazy, lokalny klimat i rodzinny charakter przygotowań do ślubu. Wiele scen ma dzięki temu lekkość i wakacyjny charakter. Podczas lektury łatwo wyobrazić sobie rozgrzane słońcem uliczki, wspólne posiłki i nieco chaotyczne przygotowania do wielkiej uroczystości. To właśnie ten element sprawił, że mimo pewnych zastrzeżeń nadal z przyjemnością śledziłam losy bohaterów. To lekki romans dla każdego, kto szuka odprężającej historii. Nie znajdziemy tutaj skomplikowanych dramatów ani szczególnie zaskakujących zwrotów akcji. Fabuła rozwija się zgodnie z oczekiwaniami gatunku i trudno mówić o większych niespodziankach. Dla jednych będzie to zaleta, ponieważ od początku wiadomo, czego można się spodziewać. Inni mogą odczuwać pewien niedosyt związany z przewidywalnością wydarzeń.
„Włoskie komplikacje” mają wiele cech, które mogą się spodobać. To książka napisana przystępnym językiem, czyta się ją szybko i bez wysiłku, a włoskie tło skutecznie buduje wakacyjny nastrój. Jest w niej sporo humoru, lekkich przekomarzanek i sytuacji wynikających z konieczności odgrywania przed innymi idealnej pary. To powieść, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony doceniam klimat, lekkość i przyjemną atmosferę, która towarzyszy lekturze. Z drugiej zabrakło mi bardziej przekonujących emocji w głównym wątku romantycznym. Jednak nie uważam czasu spędzonego z tą książką za stracony. Bawiłam się całkiem nieźle i polecam 🧡
„A ty jesteś moją słabością, z którą nie mogę sobie poradzić”.
[współpraca reklamowa z @editio.red ]
Miało być pięknie. Włoskie wesele najlepszej przyjaciółki, mnóstwo słońca i zapach brzoskwiń. Brzmi jak bajka, prawda? I tak by było, gdyby nie on…
Miała udawać jego narzeczoną?! To będzie katastrofa! Wielka włoska katastrofa!
A może jednak nie? Iskry, przytyki i latające wazony. Czy wszyscy to przetrwają?
„-Nienawidzę swojego narzeczonego. /…/ -Ze wzajemnością”.
Fake dating? Age gap? Brat najlepszej przyjaciółki? Włoski klimat? Mnie nawet nie trzeba było namawiać!
Miałam przeczucie, że ta książka bardzo mi się spodoba, ale nie sądziłam, że będę się tak świetnie bawić. Prolog i pierwsze parsknięcie śmiechem. Już wtedy wiedziałam, że będzie dobrze.
„Włoskie komplikacje” to historia tak cudownie lekka, przyjemna i zabawna, że nie miałam ochoty jej odkładać. Pochłonęłam ją na raz zachwycona każdym uśmiechem, który pojawił się na mojej twarzy.
Ta nienawiść pomiędzy głównymi bohaterami, iskry, zaczepki, to jak cudownie się denerwowali było doskonałe. Dodatkowo ten włoski klimat taki słoneczny i sielski, charakterne włoszki, przystojni włosi i winnica. Czułam się jak na wakacjach. Autorka zabrała mnie w szaloną podróż do słonecznej Italii, a ja nie chciałam z niej wracać.
Dużo dobrego humoru, słońca, chemii i pikanterii. Ta książka przypominała mi moje ulubione komedie romantyczne.
Takie włoskie szaleństwo. Szybkie tempo, przedślubna gorączka i intrygi. Cudownie się bawiłam!
Pojawiły się motylki w brzuchy i rumieńce na policzkach. Uwielbiam takie historie! Lekkie, komfortowe, ale też z charakterkiem.
Lisa Urocza i niezdarna, ale potrafiła pokazać pazurki. Mam słabość do takich bohaterek, bo dostrzegam w nich cząstkę siebie.
Była słoneczkiem. Pragnęła szczęścia swojej najlepszej przyjaciółki, a to wesele musiało być idealne. Ale udawanie narzeczonej człowieka, który wcześniej zadał jej cios prosto w serce? To mogło się nie udać…
Adam Gburowaty architekt, który niedawno zakończył wieloletni związek. Czuł nienawiść Lisy, z radością odpowiadał na każdą zaczepkę, ale nadal nie chciał udawać zakochanego. Jednak czego się nie robi dla młodszej siostry?
Nienawiść i iskry. To chyba nigdy mi się nie znudzi, a tutaj iskrzyło tak mocno! Oni sobie dokuczali, a ja śmiałam się głośno.
Polubiłam też bohaterów drugoplanowych i ich wybuchowe charaktery, tak prawdziwie włoskie.
Po zamknięciu książki nadal bolały mnie policzki od tego uśmiechu.
Czytanie było czystą przyjemnością. Poczułam taki wakacyjny klimat, promienie słońca na ciele, zapach brzoskwiń, ten spokój, ale też włoski chaos. Wyobrażałam sobie te wschody słońca i jogę pośród winorośli. Po chwili znów zaczynało się szaleństwo, a mój uśmiech był coraz większy.
Gorąca kawa, słoneczne popołudnie i ta historia. To była niedziela idealna. Odpoczęłam, naładowałam baterie przed kolejnym tygodniem i bawiłam się naprawdę doskonale. Czy kiedyś wrócę do Włoch i tej historii? Och, zdecydowanie!
Bardzo pozytywnie mnie ta książka zaskoczyła i z przyjemnością nadrobię też pozostałe książki autorki.