Jego powinnością jest władać. Jej – służyć jego wrogowi.
Keon Argenis, smoczy król, przysiągł, że poślubi tylko bratnią duszę – tę, którą spotkał wiele lat wcześniej. Po tamtym dniu pozostały jedynie wspomnienia i łuska, którą podarował przeznaczonej, składając obietnicę zjednoczenia.
Nie znali wtedy swoich imion i pochodzenia.
Dziś Demalis Sora jest dyplomatką na usługach jego największego wroga. Prawdę ujawnia przypadkowe spotkanie. Gdy ich drogi znów się krzyżują, na jaw wychodzi straszliwa prawda: choć łączy ich nierozerwalna więź dusz, powinni być wrogami. A na drodze do szczęścia stają stare spory, polityczne intrygi i zatruwające umysł tajemnice.
Czy zakazana więź jest w stanie przetrwać w świecie, w którym miłość między wrogami oznacza cierpienie i śmierć?
,,Walczyła dla pokoju, a stała się narzędziem, które wywołało wojnę.
Miała trzy dni, aby dojść do tych wniosków i coraz bardziej się w nich pogrążać. Prawdą było to, że kobieta została na swój sposób złamana."
"Kochankowie Głębin" to zdecydowanie mocno przemyślana książka. Osobiście jestem zakochana w tej historii i w głównych bohaterach. Fabuła została przemyślana od A do Z. Niczego tutaj nie brakowało. W każdym rozdziale się coś działo przez co przez ani chwilę książka nie była nudna. To powieść o czystej miłości pełnej oddania i zaufania, o takiej miłości, o którą nie trzeba prosić czy się domyślać, czym ona jest. Tutaj są wręcz namacalne uczucia, których się nikt nie wstydzi. Jednak przez życie w złowrogich królestwach na ich drodze stają przeszkody takie jak spory polityczne, intrygi i tajemnice. "Kochankowie Głębin" pokazują, ile ludzie są w stanie zrobić dla swojej bratniej duszy. Oprócz tego mamy tutaj wątek smoków!! Idealnie wpasowywyują się do historii i dodają do niej więcej ciekawości. Nie da się oderwać od tej lektury!
Bohaterowie również skradli mi serce. Byli bardzo dojrzali i pewni w swoich uczuciach. Keon jest bardzo mądrą i odważną postacią. Zrobi wszystko, aby zadbać o nezpieczeństwo swoich bliskich. Demalis również jest bardzo silna i sprytna, ale też wrażliwa. Jest lekko zagubiona i rozdarta. Stawia swoich bliskich na pierwszym miejscu nawet jeśli w ten sposób skrzywdzi samą siebie. Oboje są cudownie wykreowani i na swój sposób złapali mnie za serce, a w szczególności ich relacja, która jest zwyczajnie prawdziwa i szczera.
Styl pisania autorki jest świetny. Widać, że autorka poświęciła dużo czasu na pracę nad swoim watsztatem i tutaj widać tego efekty. W cudowny sposób potrafi przekazać uczucia i zachowania bohaterów. Rozumiałam każdą ich rozterkę, decyzję i emocję. Swoim przyjemnym stylem pisania jeszcze bardziej wciąga czytelnika w świat smoków, silnych emocji i ciężkich decyzji.
Jeśli chcecie się dowiedzieć czy pomimo przeciwności Keonowi i Demalis uda się odnaleźć drogę do szczęścia koniecznie sięgnijcie po Kochanków Głębin.
Q: Czy miłość może przetrwać tam, gdzie wszystko - historia, krew, lojalność - krzyczy, że powinna umrzeć?
„Kochankowie Głębin” Małgorzaty Paszko to opowieść, która nie tyle zaprasza do świata smoków, ile pochłania czytelnika w emocjonalną otchłań. To historia nierozerwalnej więzi dwóch dusz, które nigdy nie powinny się spotkać ponownie… a kiedy już to robią, świat nie oferuje im nic poza walką. Od pierwszych stron czułam, że to romantasy inne niż większość - bardziej nasycone bólem, bardziej dojrzałe, bardziej świadome, że miłość w świecie wojny i polityki jest albo bronią, albo przekleństwem. Keon i Demalis są dwojgiem ludzi złamanych przez los, ale na zupełnie różne sposoby.
On - król, żołnierz, ktoś, kto „nauczył się jedynie udawać być tym, kim musiał być”. Ona - dyplomatka wychowana w cieniu śmierci, winy i obowiązku. W ich pierwszej scenie razem czuć napięcie tak intensywne, że wydaje się niemal fizyczne. Kiedy mówi do niej: „Nie pozwolę ci odejść, Demalis. Nigdy nie pozwolę ci odejść”, serce czytelnika przestaje na moment bić - bo to nie jest deklaracja kochanka. To instynkt smoka, który po latach milczenia odnajduje swoją część duszy i nie zamierza pozwolić jej odejść ponownie.
Uwielbiam to, jak autorka pokazuje, że przeznaczenie nie jest tu romantycznym ornamentem. Fated mates w tej historii oznaczają realne konsekwencje, ból i cenę, którą trzeba zapłacić. „Powiązani duszą są od siebie zależni” - to zdanie nie jest obietnicą, lecz wyrokiem. Relationship goals? Not here. Tutaj więź staje się czymś, co może uratować albo zniszczyć całe królestwa. A jednak nie mogę przestać myśleć o tym, jak pięknie i boleśnie Demalis próbuje trzymać się swojego rozumu, kiedy serce zaczyna krzyczeć coś zupełnie innego. Jej szept „Tak bardzo chciałam udawać, że nie istniejesz” to jeden z tych momentów, które wbijają się pod skórę i zostają na długo.
Keon natomiast to bohater, który wciąga od pierwszego momentu. Nie jest papierowym królem fantasy. Jest zmęczonym wojną mężczyzną, który w wieku piętnastu lat został wysłany na front, a w wieku osiemnastu lat „przyzwyczaił się do zapachu zgnilizny i widoku ciał”. How do you heal a heart that has been burning for years? On nie został stworzony do czułości - a jednak to właśnie ona najbardziej go niszczy. Jego konflikt między uczuciem a koroną jest jednym z najlepiej poprowadzonych motywów w książce. Czy można być królem i człowiekiem jednocześnie? Czy można kochać osobę, której lojalność należy do wroga? Czy związek z kimś, kto powinien być twoją zagładą, jest słabością… czy odwagą?
Autorka tworzy świat, w którym smocza tradycja, rytuały krwi i polityka składają się na żywy, oddychający ekosystem. Nic nie jest tu przypadkowe - ani kultury, ani hierarchie, ani konsekwencje decyzji bohaterów. Uwielbiam, że Paszko nie idzie na skróty. Emocje są tu prawdziwe, brudne, pełne ran. Relacja Keona i Demalis jest intensywna, ale nie toksyczna; obsesyjna, ale nie przesadzona; skazana na porażkę, a jednak tak silna, że czytelnik wierzy, iż może wygrać nawet z wojną. It feels like fate and tragedy holding hands.
Są też sceny, które wywracają serce na drugą stronę - jak wtedy, gdy Keon słyszy jej imię po raz pierwszy od lat i dosłownie zamarza, albo gdy Demalis płacze, szepcząc: „Jak mogłabym to powiedzieć…?”. To książka, która nie bazuje na taniej dramaturgii. Ona buduje emocje cegła po cegle, aż nagle orientujesz się, że trzymasz w rękach historię, o której będzie ciężko zapomnieć.
Czytając, miałam wrażenie, że Kochankowie Głębin to opowieść o wojnie, która wcale się nie skończyła - tylko przeniosła do wnętrza ludzi. To także historia o tym, że miłość czasem przychodzi nie po to, by uleczyć, lecz by odsłonić prawdę, przed którą uciekaliśmy. A może to właśnie prawda jest największym aktem miłości? Autorka zostawia nas z pytaniem: czy więź dusz to dar… czy wyrok, jeśli łączy wrogów?
Moja ocena: 5/5 - a gdybym mogła, dałabym jeszcze więcej. To romantasy, które ma w sobie wszystko: emocje, politykę, ból, czułość, przeznaczenie, napięcie i bohaterów, którzy zostają w pamięci na długo. Dla mnie to jeden z najbardziej intensywnych polskich romansów fantasy.
"— Nic na nas nie czeka, Keonie. Nic. Jedynie cierpienie i śmierć."
Keon Argenis jest smoczym Królem Orinii. Ma władzę, szacunek, jest niezwyciężony, a jednak ma jeden słaby punkt - Demalis Sorę, która jest wykształconą kobietą, dyplomatką, a na dodatek... służy jego wrogowi. Tych dwoje są sobie przeznaczeni od bardzo, bardzo dawna, ale sytuacja polityczna obu królestw nie pozwala, aby zakochani się ze sobą związali. Historia pełna prób, nadworskich intryg, zwrotów akcji, niewypowiedzianych myśli, smoków oraz miłości. Czy uczucie pomiędzy oblubieńcami jest w stanie przetrwać w świecie, w którym, tak silna więź osób, które powinny być sobie wrogie, jest skazana na ból i cierpienie?
Nie wiem od czego mam zacząć tę recenzję. Ta książka zrobiła coś dziwnego z moim umysłem i sercem. Czytając to poczułam, że prawdziwa miłość faktycznie ma miejsce. Może być trudna, skomplikowana, nieodpowiednia, ale... Istnieje i jest możliwa, a opowieść Keona i Demalis jest na to dowodem.
Bardzo podoba mi się to, że wątek pomiędzy głównymi bohaterami nie jest określany tylko jako miłość, ale jako coś więcej. Pokazuje to głębię uczuć jakimi siebie darzą. Nawet w momencie, w którym Keon poczuł się zdradzony przez Demalis, ta więź w dalszym ciągu była obecna. Myśli o kobiecie nie mogły wyjść z jego głowy, co jest niezwykle piękne i pokazuje, jak istotna jest dla niego ta dyplomatka.
Z drugiej strony mamy Sorę, która doskonale wiedziała, że przez podstęp swojego Króla, prawie zabiła swego ukochanego i postanowiła to naprawić, podszywając się jako służba w jego zamku. Było to trudne, czasochłonne i ryzykowne, ale zrobiła to w imię miłości, w imię uczuć i więzi, jaką dzieli z Królem wrogiego państwa.
Tyle mówię o tej miłości i relacji pomiędzy głównymi bohaterami, ale należy również wspomnieć o bohaterach pobocznych oraz świecie przedstawionym, który autorka wykreowała w sposób perfekcyjny.
Cieszę się, że postacie drugoplanowane dostały "duszę", dzięki czemu wyróżniają się na tle całej historii. Mają swoje przeżycia, przemyślenia, czują, zmagają się z problemami, co z kolei powoduje, że czytelnik jest w stanie utożsamić się z kimś, kibicować danemu bohaterowi.
Jeśli miałabym mówić o mojej ulubionej postaci drugoplanowej, to powiedziałabym, że jest nią Esias - najmłodszy z rodzeństwa Argenis. 19-letni chłopak o wrażliwej duszy. Jest słaby fizycznie, ale ma ogromny talent do muzyki. To swego rodzaju "promyczek" w tej historii, która nie byłaby taka sama bez niego. Podczas, gdy cała reszta bohaterów kojarzy mi się z chaosem, zabieganiem, konfliktami, trudnymi wątkami, to młody Książę jest odskocznią od tego, przerwą.
Jeśli chodzi o świat przedstawiony, to muszę Wam przyznać, że zakochałam się w nim. Autorka bardzo dokładnie oddała królewski klimat. Opisy wyglądu zamków, czynności służby królewskiej, walki smoków i wiele, wiele więcej. Przez to, momentami, zapomniałam, że czytam, jakbym naprawdę znajdowała się w tym fantastycznym świecie i jest to dla mnie, jak najbardziej na plus.
Cała fabuła jest wyjątkowa, unikalna. Na rynku wydawniczym znajdziemy wiele książek romantasy z wątkiem królestw i smoków, mimo to, odniosłam wrażenie, że "Kochankowie Głębin" są tytułem niepowtarzalnym, który w sposób szczególny przedstawia nam historię, która na pierwszy rzut oka, wydaje się być, taka jak inne fantastyki, lecz po dokładnym zapoznaniu się z nią, okazuje się być prawdziwym diamentem wśród innych tytułów.
Podsumowując, czy polecam Wam przeczytanie historii Demalis i Keona? Zdecydowanie tak. Jest to opowieść dla wrażliwych dusz ze złamanym sercem, ale też dla tych, którzy chcą przenieść się do magicznego świata smoków, królestw i tajemnic.
[PATRONAT MEDIALNY]
IG: tincarte.books
This entire review has been hidden because of spoilers.
„Kochankowie głębin” to książka, która zostawiła mnie z ogromną satysfakcją i radością z powodu zakończenia. Autorka pisze w trzeciej osobie w sposób bardzo angażujący, do tego stopnia, że interesowały mnie nie tylko losy Keona i Demalis, ale również pozostałych bohaterów, w tym rodzeństwa Keona. Świat i postacie są na tyle dobrze zarysowane, że chce się o nich wiedzieć więcej.
Relacja między Keonem a Demalis była dla mnie jednocześnie piękna i frustrująca. Ich kontakt często przypominał bardziej przyjaźń niż pełnoprawny romans, co wynikało z okoliczności, w jakich się znaleźli. Pochodzili z dwóch wrogich sobie krain, a różnice w ich pozycjach społecznych tylko pogłębiały dystans. Keon był królem, a Demalis zwykłą obywatelką, pełniącą funkcję dyplomatki. Każdy jej ruch i każde słowo były obserwowane, a najmniejszy błąd mógł mieć poważne konsekwencje. Oboje nie mogli pozwolić sobie na pomyłkę. Bardzo spodobał mi się motyw przeznaczenia, smoki od urodzenia mają swoją jedyną, przeznaczoną osobę i los prędzej czy później prowadzi ich ku niej. Opisy smoków w ich smoczej postaci były absolutnie zachwycające i mogłabym czytać o nich bez końca. Zostałam jednak z lekkim niedosytem, ponieważ tej smoczej wersji było dla mnie po prostu za mało. Na ogromny plus zasługuje także fakt, że każdy smok posiada unikalne moce, a niektóre z nich są na tyle wyjątkowe, że łączą w sobie nawet dwie zdolności. Książka jest napisana w taki sposób, że czytelnik naturalnie pragnie coraz więcej romantycznych momentów. Keon i Demalis nie mogą pokazać światu, że są sobie przeznaczeni, dlatego to, co zakazane, kusi jeszcze bardziej. Ich potajemne spotkania, krótkie rozmowy czy nawet najdrobniejszy dotyk nabierają ogromnego znaczenia i sprawiają prawdziwą radość podczas czytania. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała baśń. Keon jest niemal wzorem idealnego władcy: odpowiedzialnego, oddanego swojemu krajowi i ludziom, niewycofującego się z pola bitwy i zawsze myślącego o dobru innych. Na każdym kroku troszczy się o Demalis i jej rodzinę, dbając o ich bezpieczeństwo, mimo że nie może normalnie funkcjonować bez niej. Każda jego decyzja jest przemyślana i podporządkowana większemu dobru. Demalis również zasługuje na ogromną sympatię: jest mądra, empatyczna i gotowa stawiać dobro innych ponad własnym. Nie brakuje tu również konfliktów i spisków między smokami, które są dumne, silne i charakterne, co tylko podkręca napięcie w historii.
„Kochankowie głębin” to książka, którą z czystym sumieniem poleciłabym wszystkim miłośnikom smoków oraz romantasy, szczególnie tym, którzy cenią sobie bardzo powoli rozwijające się uczucie. Nie znajdziemy tu scen zbliżeń, wszystko jest napisane z wyczuciem, subtelnością i taktem, co czyni tę historię jeszcze bardziej wyjątkową.
Przeczytałam Kochanków Głębin z uczuciem, jakiego dawno nie dała mi żadna romantasy. Od pierwszych stron wiedziałam, że to nie będzie tylko historia o smoczym królu i dziewczynie z wrogiego dworu, ale opowieść o więzi, która boli, kusi i nie daje spokoju nawet wtedy, gdy rozsądek krzyczy żeby uciekać.
Relacja Keona i Demalis wciągnęła mnie kompletnie. On król wychowany w wojnie i obowiązku, który nauczył się ukrywać emocje, bo świat nie dawał mu na nie miejsca. Ona dyplomatka silna, empatyczna i rozdarta między lojalnością wobec własnych ludzi a uczuciem do mężczyzny, który formalnie jest jej wrogiem. Każda ich rozmowa ma ciężar, każde spojrzenie coś znaczy. To nie jest szybki romans, to powolne budowanie zaufania w świecie, który chce ich rozdzielić.
Bardzo podobał mi się motyw przeznaczenia i smoczych więzi. To, że smoki od urodzenia mają swoją jedyną osobę, sprawia, że wszystko staje się jeszcze bardziej intensywne i niebezpieczne. Kiedy uczucie zderza się z polityką, wojną i starymi krzywdami, napięcie rośnie z każdą stroną. Do tego dochodzą intrygi na dworach, spiski i postacie drugoplanowe, które mają swoje własne historie i emocje, a nie są tylko tłem.
Świat przedstawiony jest bogaty i żywy. Królestwa, smocze tradycje, dyplomacja i konflikty są opisane tak, że naprawdę czułam się, jakbym tam była. Najbardziej jednak zapamiętam emocje. Strach, tęsknotę, gniew i nadzieję, które przewijają się przez całą książkę. To historia, która boli, ale w tym najlepszym sensie, bo pokazuje jak bardzo można kogoś kochać mimo wszystkiego.
Dla mnie to była jedna z tych książek, które zostają w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Kochankowie Głębin to romantasy dla osób, które lubią wolno rozwijające się uczucia, skomplikowane relacje i smoki z prawdziwą duszą. Szczerze polecam każdemu, kto chce poczuć coś więcej niż tylko lekką historię miłosną.