Reagan Tallerico pochodzi z potężnego rodu Obrońców – wojowników, którzy każdego dnia walczą o bezpieczeństwo Ziemi oraz innych wymiarów. Dziewczyna od dziecka marzy, by wstąpić w ich szeregi, tyle że jako osoba nieposiadająca magii nie ma na to szans. Rea zostaje więc Strażniczką w Fortecy, gdzie zajmuje się katalogowaniem artefaktów, przepisywaniem starych ksiąg i strzeżeniem portalu.
Wszystko się zmienia, gdy podczas jej pierwszej samodzielnej warty do sekretnych drzwi Fortecy puka ranny mężczyzna szukający pomocy. Od tego momentu życie Reagan ulega drastycznej zmianie, a ona sama trafia do nowej rzeczywistości, w której będzie musiała odbyć piekielny trening z tajemniczym, wymagającym nauczycielem, poradzić sobie z polującymi na nią demonami oraz rozwiązać problem zostawianych przez nie dziwnych znaków.
Te zdają się zwiastunem… i ostrzeżeniem. Tylko czy uda się je zrozumieć, zanim będzie za późno?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Niszczycielka to bezapelacyjnie najlepsza książka Agaty Polte, jaką miałam okazję czytać. To nie tak, że ja tych książkę przeczytałam jakoś bardzo dużo, ale mam za sobą całą Rodzinę Carmodych i wiecie co? Chociaż trylogię o rodzeństwie Carmodych czytało mi się dobrze, Niszczycielka to zupełnie inny poziom.
Raegan należy do szanowanej rodziny Obrońców, która od lat z sukcesami bierze udział w walce z demonami. Niestety dziewczyna nie wykazuje żadnych oznak posiadania mocy, więc musi pożegnać się z marzeniami o dołączeniu do grona Obrońców i zadowolić się karierą Strażniczki. Kiedy przychodzi czas na pierwszą samotną wartę Raegan, zapomniana i raczej omijana przez demony twierdza zostaje zaatakowana. Ledwie 48h godzin później całe życie Raegan staje na głowie, a spokojne życie w roki Strażniczki pozostaje dla dziewczyny już tylko wspomnieniem.
1. Jeśli macie dość książek, które reklamowane są jako slow burn, a w których po 40 stronach bohaterowie rzucają się sobie w ramiona, spieszę z informacją, że Niszczycielka zdecydowanie staje na wysokości zadania. Slow burn tutaj to naprawdę powolna, pełna napięcia relacja, która bardzo powoli nabiera rumieńców. 🤌🏼
2. Sama relacja pomiędzy bohaterami była interesującą i przyciągała uwagę. Delikatnie, ale nie przesadnie charakterna uczennica i kilka lat starszy, lekko chłodny w obyciu mentor. 🔥 Do tego humorystyczne, pełne wzajemnego przekomarzania dialogi, po których czytelnik od razu wie, co się świeci, nawet jeśli bohaterowie nadal żyją w nieświadomości. 😁
3. Bardzo cieszę się, że autorka dała sobie trochę przestrzeni na rozbudowę świata fantastycznego! Poszło jej to naprawdę dobrze i w porównaniu do Rodziny Carmodych, ta książka naprawdę zmierza w stronę mięsistej fantastyki. System magiczny jest złożony, świat wielowymiarowy, a do tego panoszą się po nim różnego rodzaju demony, które sieją popłoch i skutecznie eliminują drugoplanowych bohaterów. 😍
Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu. Potencjał jest ogromny i według mnie Niszczycielka to dopiero przedsmak tego, co szykuje dla nas autorka.
Jeśli istnieje taka podkategoria jak soft fantasy to tę książkę bym do niej zaliczyła. Ta historia bardzo dobrze sprawdziła sie jako coś lekkiego do posłuchania w tle do innych zajęć, natomiast jeśli w trakcie jej słuchania ktoś by mi zabrał dostęp do audiobooka to jakoś szczególnie bym nie ubolewała.
Dużo tu dialogów, świat ciekawszy niż w Rodzinie Carmody, ale było też sporo scenek obyczajowych, ktore nie popychały fabuły, ale były bardziej czymś co sie pewnie spodoba fanom autorki.
Nie bardzo rozumiem jak działało to wyłączanie magii przez arcydemona. No i jak do świata jest wprowadzana postać o tak ogromnej mocy (on pozbawił magi dziesiątek ludzi w obozie!!!) to dla mnie jest pozamiatane i nie wiem po co potrzebował zgody Reagan na to by z nimi poszła. Generalnie to sami obrońcy i zaklinacze wydali mi sie mało i interesujący. Za to Fobos, demony i tylko wspomniani Książeta zaciekawili mnie dużo bardziej. Chyba im kibicuję.
Wątek romantyczny miał tę zaletę, że rzeczywiście miał czas na rozwój. Ale poza tym to był letni.
Jeju jakie to było dowalone. Przeczytałam te 700 stron w 1,5 dnia co już wiele mówi. To były takie dary anioła połączone z Black bird academy, ale w 10 razy lepszej wersji. Matko kocham. Polskie autorki zdecydowanie mają to coś do tej fantastyki. Wątek romantyczny - jeju kocham, a ten koniec prawie mnie zabił. Dosłownie walczyłam ze łzami w oczach i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Płaczę nad faktem, że jeszcze tyle książek autorka planuje wydać przed następnym tomem tej serii… Nie mogę sie już doczekać kontynuacji, bo to zakończenie to nie śmieszny żart🥹 Totalnie się nie spodziewałam, że ta książka wywoła we mnie aż takie emocje
Bezapelacyjnie najlepsza książka autorki. Dobry slow burn, ciekawy świat. Bohaterowi do podrasowania ale było naprawdę spoko. Na pewno przeczytam następną część 🤌
Kolejny świat i bohaterowie Agaty Polte, którzy podbija moje serce?! Lece jak dzik w maliny!
Niszczycielka to kolejna książka Agaty, która pomimo swojej objętości (a wiele tam jest stron do kochania) wciągają bez ostrzeżenia i aż do ostatniej strony trzma w ogromnym napięciu… a potem i tak zostawia cię z… no tak, takim zakończeniem. Ja po prostu krzyczę JA POTRZEBUJE WIĘCEJ. TERAZ. NA WCZORAJ.
Zacznę od tego, co uderzyło mnie najmocniej - ten świat. Wielowymiarowy, brutalny, pełen demonów, znaków (z każdym znakiem naprawde wyłamywałam palce próbując je odtworzyć) i zasad, które naprawdę mają znaczenie. To nie jest magia „bo tak”. Tu wszystko ma swoje miejsce, konsekwencje i cenę. Portale, Obrońcy, Zaklinacze - czułam się, jakbym sama uczyła się tego wszystkiego razem z bohaterką. I to było absolutnie wciągające.
Reagan… na początku trochę mi zajęło rozgryzienie jej. Wydawała się trochę zagubiona, momentami irytująca. Ale właśnie to właśnie wciągnęło mnie najbardziej - jej rozwój. To, jak z dziewczyny przekonanej o własnej „zwyczajności” staje się kimś, kto naprawdę zaczyna rozumieć swoją siłę. I nie - nie dzieje się to w pięć minut. Ona popełnia błędy, wątpi, boi się. I dzięki temu to było tak pochłaniające - czekanie co będzie następne.
A Hugh? O mój Boże. Jeśli lubicie typ „zimny, zdystansowany mentor z miękkim serduchem (ukrytym gdzieś tam głęboko za murami)”, to przepadniecie. Ja już to zorbiłam. Na początku miałam ochotę nim potrząsnąć, ale im dalej, tym bardziej było widać, ile on w sobie dusi. Ta jego surowość, wymagania, momentami wręcz bezwzględność - bosze kochałam to. I kiedy ta maska zaczyna pękać… no cóż. Ja przepadłam całkowicie i nieodwracalnie.
Relacja Reagan i Hugh to definicja SLOW BURN. Ale takiego totalnie prawdziwego. Tu nie ma nagłego „kocham cię” po kilku rozdziałach. Jest napięcie, przekomarzanie, iskry, które czuć między nimi na długo przed tym, zanim oni sami się do czegokolwiek przyznają. Od niechęci, przez współpracę, aż po coś znacznie głębszego - i każdy etap boli (w najlepszy możliwy sposób). I jeszcze jedno - postacie drugoplanowe. Kocham. Naprawdę. Każda coś wnosi, każda ma znaczenie… co tylko sprawia, że boli bardziej, kiedy autorka przypomina, że to nie jest bezpieczny świat. Tu naprawdę wszystko może się wydarzyć.
Ta książka to idealne połączenie akcji, emocji i napięcia. Dosłownie momentami miałam ochotę krzyczeć na bohaterów. I dokładnie tego oczekuję od dobrego romantasy. „Niszczycielka” to historia o odkrywaniu własnej siły, o odpowiedzialności, o walce - nie tylko z demonami, ale też z samym sobą. I o uczuciu, które rozwija się powoli, ale uderza z pełną mocą. I serio… to zakończenie? To powinno być nielegalne.
AGATA WIEM ŻE TO CZYTASZ. JA CHCE DRUGI TOM. NAJSZYBCIEJ JAK SIE DA.
Już przy pierwszej trylogii fantastyki napisanej przez Agatę, byłam zachwycona. Jednak to, co zrobiła przy tej książce, położyło mnie na łopatki. „Niszczycielka” jest fantastyczna. Od samej oprawy wizualnej, po kreacje bohaterów i samą treść.
Skupię się na pięknej okładce na ten moment. To, w jak fenomenalny sposób jest dopracowana, powoduje, że jeszcze bardziej czytelnik nie może doczekać się opowiedzianej historii. Symbole przedstawiona na froncie oraz brzegach, odgrywają rolę w fabule. Przechodząc żwawo do treści, bo przecież o nią tu chodzi, czuje się, jakbym sięgnęła po jedną z tych najbardziej komfortowych książek na świecie. Owszem, dużo się tu dzieje, ale to, w jaki sposób Agata pociągnęła opowieść, dodając gdzieniegdzie smaczki, powoduje, że na przestrzeni tych kilkuset stron czytelnik zadaje sobie pytania i na wiele z nich otrzymuje odpowiedź. Uwielbiam, kiedy fabuła zaskakuje i trzyma w napięciu, a zarazem powoduje, że nie idzie się oderwać od tej książki.
Reagan, nasza główna bohaterka, pochodzi z potężnego rodu Obrońców, jednak jako jedyna z rodziny nie posiada Magii, co niweczy jej marzenia i skreśla jej plany doszczętnie. Do pewnej nocy wszystko jest schematyczne, wręcz nużące dla niej. Co za tym idzie, spodziewałam się tąpnięcia i go dostałam! To tej jednej nocy wszystko się zmienia, kiedy u progu fortecy staje Demon we własnej osobie i to nie byle jaki, ale tego dowiecie się, czytając całość.
Mamy silną bohaterkę, która wie, czego chce i nie da sobie wejść na głowę oraz Obrońcę, który jest totalnym mrukiem, niezadowolonym z większości rzeczy. Widać między nimi kontrast już od samego początku, kiedy tej dwójce przyjdzie ze sobą współpracować. Podoba mi się, w jaki sposób Autorka stworzyła ich. Dosłownie każda postać w tej książce jest indywidualna, nie ma powtarzanych schematów, a razem tworzą spójną całość. Bohaterowie dosłownie wydają się jak żywi, ich emocje, sposób działania, rozmowy. Nic absolutnie nie było wymuszone. Ta książka to definicja #slowburn.
Do tego wszystkiego dołóżmy jeszcze to, że fabuła nie ma luk, co jest dla mnie bardzo ważne przy czytaniu, bo nie czuję się wtedy rozczarowana zagubionym wątkiem. Jeśli można dostać obsesji na punkcie książki, to ja właśnie ją dostałam i z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu, bo to z czym zostawiła mnie Autorka na sam koniec? Przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Absolutnie fenomenalna książka, która sprosta nawet największym wymaganiom czytelnika.
Tak jak lubię romanse autorki, tak z fantastyką nie do końca mi po drodze. Początek był bardzo fajny, ciekawy system magiczny i interesujące postacie. Mam jednak mały problem z długością tej historii i z główną bohaterką, bo o ile Hugh głównego bohatera bardzo polubiłam, tak Reagan gdzieś po drodze zgubiła swój charakter. Przez większą część książki nie mogłam znieść jej zachowania. Zdarzało się też, że traciłam zainteresowanie historią i musiałam ją odkładać, żeby mimo wszystko ją skończyć. Końcówka była jednak na tyle intrygująca, że sięgnę po kolejny tom.
to było tak genialne no po prostu WOW imo najlepsza książka agaty do tej pory (a przeczytałam DUŻO jej książek) I TAK BARDZO CZEKAM NA KONTYNUACJĘ (obym nie musiała czekać zbyt długo BŁAGAM)
Kiedyś, dawno temu, istniał jeden wymiar, w którym różne rasy żyły w pokoju. Do czasu, gdy demony zbuntowały się i doprowadziły do rozłamu. Aby zachować ład na świecie, podzielono go na wiele wymiarów, a demony strącono do najniższego i zamknięto na cztery spusty. One jednak znalazły wyjście i zaczęły powoli, podstępem przedostawać się do innych wymiarów poprzez portale i siać w nich popłoch. Doprowadziło to do powstania Obrońców, którzy do teraz ochraniają Ziemię oraz inne wymiary przed demonami, często kosztem własnego życia.
Reagan zawsze chciała być obrończynią, niestety nie nosi w sobie żadnego daru. Po ukończeniu szkoły została więc Strażniczką portalu i przygotowała się już na spokojną, nudną egzystencję z dala od walk i wszystkiego, co osiągnęli pozostali członkowie jej rodziny. Wszystko się jednak zmienia, gdy Forteca, w której zaczęła pracę zostaje zaatakowana, a dziewczyna odkrywa, że znaki, które dla innych są niemożliwe do odczytania, dla niej pozostają czytelne i oczywiste. Rozpoczyna trening, a to o czym marzyła przez całe życie uderza w nią z zawrotną prędkością i jeszcze może odbić jej się czkawką.
Chciałam nakreślić Wam troszkę historię, którą stworzyła autorka, bo jestem pod wrażeniem tego, jak świetnie spięła to wszystko w całość. Świat, a raczej Światy są bardzo dobrze opisane, tak samo jak magia, rodzaje obrońców i demony. Nie czułam się zagubiona nawet przez moment, a akcja rusza z kopyta tak naprawdę już od pierwszych stron i nie zwalnia nawet na chwilę.
Uwielbiam w książkach relację nauczyciel/uczennica i również w tym przypadku totalnie trafiła w moje gusta. Szczególnie, że nie ma tu od początku powłóczystych spojrzeń i myśli nie wiadomo o czym. Jest mnóstwo nauki, mnóstwo sarkazmu i mnóstwo uwag rzucanych sobie nawzajem przez bohaterów. Bohaterka faktycznie przez cały ten tom uczy się nowych rzeczy, nie jest od razu wszechwiedząca i przede wszystkim jej postać bardzo się rozwija w naturalnym tempie. Nie tylko jeśli chodzi o magię, ale również o charakter.
Relacja romantyczna jest w tej historii ważnym elementem, ale nie przesłaniającym fabuły. Jak mam na myśli slow burn, to właśnie coś takiego chcę otrzymać w książce. Każda interakcja bohaterów jest bolesnym oczekiwaniem na krok w przód, ale trzeba sobie na to długo poczekać, a po drodze przejść przez wszystkie stadia od nienawiści, przez wymuszoną współpracę, przyjaźń i na końcu coś więcej, po tym jak już skruszą się wszystkie wysokie mury. Uwielbiam.
„Nie chcę być Twoją słabością. Chcę być Twoją siłą.”
Dodatkowo postacie poboczne nie są tu tylko statystami. Realnie wpływają na fabułę, zagnieżdżają się w sercu, są wsparciem i ogromnym ładunkiem dobrego humoru. Tak samo jak brat głównej bohaterki i ich relacja. Chronią się nawzajem, czasem aż do przesady i kochają bezgranicznie, ale jak prawdziwe rodzeństwo potrafią sobie również zajść za skórę.
„Niszczycielka” Was wciągnie, przeprowadzi przez różne światy i emocje, sprawi, że zapomnicie o rzeczywistości wokół Was i na koniec zostawi z dziurą w sercu oraz otwartymi ustami. Kończenie książek w taki sposób powinno być zakazane. Pozostaje mi czekać z niecierpliwością na drugi tom. 🥹✨
To było tak dobre!!! Nie wiem czy moja opinia może być traktowana jako mocna, bo ja po prostu dawno nie czytałam fantastyki i może dlatego pochłonęłam tę książkę tak szybko i tak mi się podobała.
Bardzo fajna relacja między głównymi bohaterami, było czuć faktycznie taką nienawiść czasami. Nie przez same kłótnie i jakieś błahe sytuacje, ale takie które faktycznie były trudne i ciężkie.
Zawsze mam problem z główną bohaterką, bo zazwyczaj są to matki Teresy które chcą uratować świat, użalają się nad sobą, a tutaj miejscami były różne przemyślenia ze strony Reagan ale kompletnie zrozumiale i nie powodowały że postaci nie da się polubić.
Jako minus chciałam dać to, że ten świat fantastyczny był trochę chaotycznie opisywany i nie wiedziałam miejscami o co chodzi, co/kto jest czym, a dopiero na końcu zobaczyłam że jest słowniczek [*]… Więc to tylko moja wina XD
This entire review has been hidden because of spoilers.
nie powinno to nikogo dziwic, skoro to ksiazka Agaty, ale ta fantastyka to cos innego (ale tak samo dobrego) w jej wydaniu. to zupelnie nowy swiat, wymiary, ktore trzeba pojac. wszystko jest tak dobrze poprowadzone, ze nie trzeba byc specem w fantastyce, by sie wkrecic, tak jak ja to zrobilam 💜
przepadlam dla tego cudownego swiata i bohaterow!! te wszystkie opisy walk, znakow i wymiarow - po prostu wow. mimo, ze romans nie gra tu glownej roli, to i tak swietnie bawilam sie podczas czytania tej ksiazki 🥹 a po zakonczeniu koniecznie potrzebuje drugiej czesci...
Ostatnio lubuję się w takich klimatach i wcale nie przeszkadza mi powielanie schematów np. najmniej uzdolniona nagle ma moc pojawiającą się raz na tysiąc lat. Styl Polte w tych wszystkich fantasy i romantasy sam się broni - serio. Jest lekko, miło i przyjemnie. W audio wchodzi jak złoto 👌🏻 Czekam na więcej!
Strasznie mnie wymęczyła, ale jako że czekałam długo z dodaniem opinii to nawet nie pamiętam większości zarzutów co do niej. 😅 Raczej sięgnę po kolejny tom, bo jestem ciekawa co tam dalej się wydarzy - no chyba, że całkiem zapomnę o tej serii zanim on wyjdzie. Zdecydowanie jest taka możliwość. 😅
Jeśli sięgnę po drugi tom to raczej nie w audio, bo lektorka wgl mi nie pasowała 😅
fajna zapowiadająca serię i jestem ciekawa dalszej historii ale czasami miałam takie ehh.. to musi się tak ciągnąć ale da się to przeżyć bo naprawdę ciekawe jestem ale nienawidzę tego że właśnie w takim interesującam momencie kończyć i teraz czekać na następną część.
„Niszczycielka” od pierwszych stron mnie w sobie rozkochała. Kiedy tylko zaczęłam ją czytać, wiedziałam, że ta książka wywoła we mnie mnóstwo emocji i tak też się stało. Nie zliczę, ile razy piszczałam jak mała dziewczynka, bo podekscytowanie brało górę.
Agata wykreowała świat magii pełen znaków, gdzie każdy z nich ma swoje znaczenie i moc. To wciągająca opowieść o dziewczynie, która poznaje swoje umiejętności i jej nauczycielu, który od samego początku jest dla niej wymagający.
Reagan jest strażniczką i z dnia na dzień, w niespodziewanym momencie jej świat wywraca się o 180°. Dziewczyna całe życie myślała, że jest inna niż jej rodzice i brat, a tu nagle… bum! Rea okazuje się mieć moc i to naprawdę nie byle jaką. Przez całą książkę możemy zaobserwować, jak bohaterka się zmienia. Z czasem staje się pewniejsza siebie, a do tego dochodzi też jej zawziętość, bystrość i cięty język, który doprowadza do wielu zabawnych sytuacji.
KOCHAM Hugh… jest to fenomenalnie wykreowany bohater, którego nie da się finalnie nie polubić. "Finalnie" bo nie ukrywam, że z początku miałam ochotę powyrywać sobie włosy z głowy, bo tak mnie czasami denerwował. Hugh jest konsekwentny, zawzięty i stanowczy. Jednocześnie momenty, w których odzywała się jego troska i opiekuńczość, są moimi ulubionymi. Jego dwukolorowe oczy czynią go jeszcze bardziej wyjątkowym.
Czy Rea ma łatwo z Hugh? Nie. Ale ich relacja z czasem zaczyna ewoluować i ta dwójka, pomimo częstych sprzeczek, staje się sobie bardzo bliska. Czytanie o nich było na maxa ekscytujące, tak samo jak wyczekiwanie ich najmniejszych interakcji, które z czasem zaczęły nabierać całkiem innego znaczenia niż pozornie.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o postaciach drugoplanowych. Dokładnie mam na myśli konkretną trójkę bohaterów: Declan (przyjaciel Hugh), Tieran (brat Reagan), Conall (przyjaciel Tierana). Pokochałam ich od razu i nie zliczę, ile razy wywoływali uśmiech na mojej twarzy. Zwłaszcza troska Tierana i Conalla o bohaterkę mnie wzruszała…
Jeśli lubicie klimat serialu „Shadowhunters”, „Niszczycielka” zdecydowanie przypadnie Wam do gustu - te historie mają podobną energię i obie są świetne.
Nie mogę się doczekać następnego tomu i mam szczerą nadzieję, że dostaniemy go jak najszybciej, chociaż domyślam się, że praca nad taką książką zajmuje sporo czasu. „Niszczycielka” jest świetnie dopracowaną fabularnie historią, z resztą wizualnie prezentuje się równie pięknie, za co należą się ogromne pokłony w stronę autorki oraz wydawnictwa 👏🏻
Na koniec dziękuję tobie, Agata. Uwielbiam Ciebie i twoje książki, dlatego to zaszczyt móc patronować kolejną z nich 💜
•Niszczycielka• tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że Agata Polte doskonale wie, jak budować historię, od której nie da się oderwać. To prawie 700, a ja miałam wrażenie, że czytam o połowę mniej, tak płynie ta opowieść prowadzi przez kolejne wydarzenia.
Reagan od zawsze chciała zostać Obrończynią jak je rodzina, ale brak magii przekreśla jej marzenia. Trafia na stanowisko Strażniczki i robi wszystko, by udowodnić swoją wartość. Jedna noc przy drzwiach Fortecy zmienia jednak wszystko i uruchamia lawinę wydarzeń, które wywracają jej życie do góry nogami.
Ogromnym plusem jest system magiczny, który jest hierarchiczny, przemyślany, z wyraźnymi ograniczeniami. Moc nie jest tu wygodnym rozwiązaniem problemów, tylko siłą, którą trzeba okiełznać. Każdy błąd ma konsekwencje, a demony stanowią realne zagrożenie i autorka nie boi się tego pokazać.
Bardzo w Reagan, Jest ludzka, popełnia błędy, uczy się i dojrzewa na naszych oczach. Jej rozwój jest procesem, a nie nagłym „awansowaniem” do poziomu wszechmocy i to działa naprawdę świetnie✨🩵
Natomiast Hugh… to zupełnie inne historia🖤 Chłodny, wymagający Zaklinacz, który sprawia wrażenie bezwzględnego. Jako mentor bywa surowy, ale widać, że przygotowuje ją na świat, który nie wybacza. Najlepsze momenty to te? gdy jego masła pęka i pokazuje, że pod tą twardą powłoką kryje się coś znacznie głębszego.
Ich relacja to definicja dobrze napisanego slow burn. Sarkastyczne dialogi, napięcie wyczuwalne między wierszami, przekomarzanki, które wywołują uśmiech. Wszystko rozwija się w swoim tempie, bez pośpiechu. Lubię to!🖤
Zakończenie, to emocjonalny nokaut. AGATA! Tak się nie robi! To jeden z tych finałów, po których potrzebujesz drugiego tomu na wczoraj.
•Niszczycielka• to intensywna, przemyślana historia z brutalnym światem, świetnie rozpisaną magią i relacją, która ma w sobie ogień, ale nie przytłacza fabuły🩵 Ja jestem kupiona całkowicie i chcę więcej!
- Wypruwasz sobie żyły, a demonów tylko przebywa. Po co nam cała ta moc? Przez nią stajemy się celami i wszyscy, którzy znajdują się obok, są zagrożeni, a i tak nie osiągamy wiele. Oni ciągle wygrywają. - Dlatego musimy starać się jeszcze bardziej, Reagan. Bo jeśli my się poddamy, co pozostanie reszcie?"
W rodzinie Reagan każdy należy do Obrońców. Tylko nie ona, bo nie ma magii i dlatego zostaje Strażniczką. Pierwszy dzień pracy? Z pewnością nigdy go nie zapomni. No bo gdzie by się spodziewała, że otwierając drzwi do fortecy w celu pomocy potrzebującemu zmieni swoje życie? To właśnie ten moment wywraca jej życie do góry nogami, z czego w tamtej chwili nie zdaje sobie sprawy. Teraz nie ma co liczyć na spokój.
Lubicie cegiełki? Grubaski, od których nie da się oderwać? Właśnie ta książka taka jest. Historia jest ciekawa od pierwszych stron i gwarantuję wam, że jest tak, aż do samego końca. Świat wymiarów? Coś nowego, prawda? Jest ciekawie przedstawiony i jeszcze nigdy nie miałam okazji czytać tak wykreowanego świata fantastycznego. A bohaterzy? Uwielbiam. Reagan okazuje się niezwykłą kobietą, o czym sama dopiero się dowiaduje i rozpoczyna szkolenie. Szkolenie pod okiem jednego z najlepszych. Hugh z pewnością nie jest łagodnym nauczycielem. Bardzo surowy i zdecydowanie pewności siebie mu nie brakuje. U niego nie ma taryfy ulgowej a jakikolwiek komplement? Nigdy go nie usłyszysz. Jego sposób nauczania z pewnością nie jest łagodny, ale jednak, zaskakujące, to działa. Raz wzbudza sympatię, za chwilę wręcz przeciwnie. Tak naprawdę to nie wiadomo czego się po nim spodziewać, co zrobi za chwilę. Mimo, że uważany jest za egoistę to jednak robi wszystko, żeby chronić Reagan. A przede wszystkim nie pozwala, żeby ktoś ją traktował w zły sposób, co bardzo dosadnie pokazuje. Scena z Radą? Genialna. Do tego ma bardzo wiele na głowie i wiele się od niego oczekuje.
"Niszczycielka" wciąga od pierwszych stron. To książka, od której nie da się oderwać. Każdy kolejny rozdział to jest coś innego, coś nowego. Mimo tej grubości to ani razu nie poczułam się znudzona. Co chwilę coś tutaj się dzieje, a napięcie towarzyszy od pierwszych stron. Nie brakuje też niebezpieczeństwa, którego pełno ze strony demonów. Jest okrutnie, brutalnie i czasami zdecydowanie nie warto przywiązywać się do pewnych bohaterów. Niestety. Tutaj ratunek nie przyjdzie w ostatniej chwili. Nie brakuje poświęcenia czy straty. Bohaterka bardzo szybko się o tym przekonuje kiedy sama oko w oko staje z niebezpieczeństwem. Bardzo szybko zostaje wrzucona na głęboką wodę. Reagan uczy się nowych rzeczy i wcale nie wychodzi jej to idealnie i to było w tym wszystkim najlepsze. Nie jest od razu najlepsza, niezwyciężona i wszystko potrafi. Wszystko to jest zasługa ciężkiej pracy, determinacji a przede wszystkim nauczyciela, który bardzo często zmusza ją do przekraczania granic. On bardzo dobrze wie jak to robić. Ale tak naprawdę, kim ona jest? Jaką ma rolę do odegrania? A przede wszystkim – czy poradzi sobie w nowej roli?
Nic nie jest przewidywalne, a wraz z rozwojem historii wzrasta niepokój. Coraz więcej się dzieje, więcej niebezpieczeństwa. Jest bardzo dynamicznie i tajemniczo. Od początku lektury jest pełno pytań, które w odpowiedniej w chwili znajdują odpowiedzi. A tytuł? Idealnie znajduje odzwierciedlenie w treści i to było genialne. Im dalej, tym atmosfera coraz bardziej gęstnieje. Nie brakuje tutaj konieczności podjęcia trudnych decyzji, trudnych wyborów i liczenia się z konsekwencjami. Każde działanie rodzi pewne skutki. Demony mają pewien plan, a zagrożenie jest coraz większe i bliższe. Wydaje się, że wszystko jest przesądzone, lecz naprawdę? Bo czy to możliwe, że zło może zwyciężyć? Oj, nie ukrywam, że im bliżej końca tym byłam zniecierpliwiona jak to wszystko się zakończy, a z drugiej strony obawiałam się tego. Zostałam zaskoczona, a historia została ucięta w takim momencie, że potrzebuje więcej. To... kiedy kontynuacja?
Nie mogło oczywiście zabraknąć wątku romantycznego, który jednak zdecydowanie nie jest dominujący. Uwielbiam relację bohaterów. A ich dialogi? Pełne sarkazmu i wywołujące uśmiech na twarzy. Tak naprawdę to Reagan jest chyba ta osobą, którą Hugh w swoim życiu potrzebował. Bardzo było widać, jak się zmienia pod jej wpływem i przede wszystkim zauważają to również osoby postronne, które od bardzo dawna mają z nim styczność. Fani motywu slow burn będą z pewnością zachwyceni. Ja jestem. A kiedy w końcu dochodzi do kulminacyjnego momentu w ich relacji? To od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Zwłaszcza momenty zazdrości ze strony bohatera były śmieszne. Należy również wspomnieć o postaciach drugoplanowych, którzy naprawdę wzbudzają sympatię, a jest tu ich wiele.
"Wiem, jak bronić się przed demonami, ale przysięgam, że nie mam pojęcia, jak radzić sobie z tobą"
To książka, od której nie sposób się oderwać, a do tego pięknie się prezentuje. Barwione brzegi, które nigdy nam się nie znudzą, prawda? Zdecydowanie jest jedną z najładniejszych na mojej półeczce. Do tego, nie zabrakło słowniczka. Koniecznie sięgniecie po ten tytuł jeśli macie ochotę na coś nietuzinkowego. Z pewnością nie raz będę do niego wracać, w końcu prawie zabrakło mi znaczników.
Niszczycielka to moje pierwsze spotkanie z fantastyką w wydaniu Agata Polte. Wcześniej czytałam inne jej powieści i bardzo je cenię za emocje oraz sposób prowadzenia bohaterów, dlatego byłam ciekawa, jak poradzi sobie w świecie demonów, portali i międzywymiarowych wojen. I muszę przyznać, że weszłam w tę historię bez większego oporu. Najmocniejszą stroną książki jest dla mnie świat. Nie wygląda jak scenografia postawiona tylko po to, by bohaterowie mieli gdzie walczyć. To rozbudowane uniwersum z własną historią, strukturą i zasadami. Obrońcy to nie grupa przypadkowych wojowników, ale zorganizowana społeczność z hierarchią, archiwami, zapleczem i ciężarem odpowiedzialności. Forteca ma swój klimat, swoje rytuały i przeszłość, którą czuć w murach i dokumentach. Inne wymiary również nie są tylko tłem, one mają swoją specyfikę i konsekwencje istnienia. Autorka daje wyraźnie do zrozumienia, że zna ten świat znacznie szerzej, niż pokazuje w pierwszym tomie i myślę, że ta historia dopiero się rozwija, a Agata pokaże nam co tak naprawdę potrafi w kolejnym tomie. Reagan od początku budziła moją sympatię. W świecie, w którym wartość mierzy się poziomem mocy, ona startuje z jej brakiem. Pracuje w archiwach, kataloguje artefakty, żyje trochę w cieniu tych, którzy walczą. I właśnie to sprawia, że jej droga ma sens. Nie dostaje wszystkiego od razu. Uczy się, wątpi, czasem się myli. Jest w niej upór, ale też zwykła ludzka niepewność. Dzięki temu jej rozwój nie wydaje się sztuczny. A moment, w którym wszystko powoli się wyjaśnia, że Reagan rozumie język Swoański i tak naprawdę jest kimś więcej niż tylko zwykłym strażnikiem, jest tak realistyczny, że aż trudno w to uwierzyć, że to tylko książka. Mimo tego wszystkiego, główna bohaterka nadal musi się dużo nauczyć i zacząć korzystać ze swojego daru, co jest niesamowicie trune. Bardzo ciekawie wypada również główny bohater męski, Hugh. Jego przeszłość nie jest łatwa ani wygodna. Dorastał w trudnych warunkach, a dzieciństwo naznaczyło go bardziej, niż chciałby przyznać. Do tego dochodzi czas spędzony w piekle, dosłownie. To tam, w ekstremalnych warunkach, odkrywał i rozwijał swoją magię. Ten etap jego życia tak naprawdę go ukształtował. Widać w nim twardość, ale też zmęczenie i ciężar doświadczeń, których nikt nie powinien przechodzić i dźwigać sam. To sprawia, że nie jest jedynie „mrocznym, silnym bohaterem”, lecz kimś z historią, która tłumaczy jego wybory i reakcje. Relacja między nim a Reagan opiera się nie tylko na napięciu, ale też na wzajemnym zrozumieniu i powolnym budowaniu zaufania. Magia w tej książce ma swoje granice. Nie działa jak wygodny skrót do rozwiązania problemów. Jest wymagająca, bywa niebezpieczna, czasem coś odbiera. Dzięki temu sceny zagrożenia są naprawdę odczuwalne. Czułam, że każda decyzja może mieć konsekwencje. Styl autorki w fantasy wciąż ma to, co ceniłam w jej wcześniejszych książkach: emocje i umiejętność budowania napięcia. Różnica polega na skali. Tutaj wszystko jest większe, świat, stawka i zagrożenie. A mimo to nie giną w tym ludzie, to jacy są i ich przeżycia. I muszę to powiedzieć jeszcze raz, no tak to się nie kończy książki. Zostawić czytelniczkę z tyloma pytaniami i nierozwiązanymi wątkami to prawie okrucieństwo. Finał nie daje poczucia zamknięcia, raczej wywraca stolik i każe czekać na ciąg dalszy. Z jednej strony byłam sfrustrowana, za to z drugiej, to najlepszy dowód na to, jak bardzo ta historia mnie wciągnęła i jak autorka potrafi poprowadzić historię. „Niszczycielka” pokazuje, że autorka świetnie odnajduje się w fantasy. Stworzyła świat, który chce się dalej poznawać, bohaterów z prawdziwymi bliznami i opowieść, która nie kończy się w głowie razem z ostatnią stroną.
Romantasy w wykonaniu Agaty Polte to dla mnie już pewniak. "Niszczycielka " to moje kolejne spotkanie z jej twórczością i tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że autorka doskonale wie, jak budować wciągające, dopracowane światy i wrzucać bohaterów w sam środek chaosu.
Tę książkę się dosłownie pochłania, bo jest tak płynnie napisana i naładowana akcją. Co chwilę coś się dzieje, a bohaterowie (i czytelnicy) ledwo mają moment, żeby złapać oddech. Portale, inne wymiary, demony, tajemnicze znaki i widmo czegoś znacznie większego czającego się w tle. Napięcie jest wyczuwalne od pierwszych rozdziałów i konsekwentnie rośnie.
Ogromnym plusem jest świat i zasady, które nim rządzą. System magiczny został naprawdę przemyślany. Moce są zhierarchizowane, różnorodne, mają swoje ograniczenia i wymagają kontroli. Magia nie jest wygodnym narzędziem do rozwiązywania problemów, tylko siłą, nad którą trzeba panować.
Wszyscy bohaterowie wypadają bardzo dobrze. Każdy ma swój charakter, własne motywacje i zachowuje się konsekwentnie wobec swojej osobowości i przeszłości. Ale mała rada? Nie warto przywiązywać się do postaci drugoplanowych, mimo że się o to proszą. Autorka nie ma oporów przed ich uśmiercaniem, ale w tym brutalnym świecie ma to pełne uzasadnienie, bo demony, nawet te niższego rzędu, są realnym zagrożeniem.
Jeśli chodzi o Reagan to początkowo nie do końca się polubiłyśmy. Wydawała mi się dziecinna i odrobinę irytująca. Jednak wraz z rozwojem historii wyraźnie dojrzewa. I co najważniejsze, mimo odkrytej mocy pozostaje bardzo ludzka. Popełnia błędy, odczuwa strach, nie staje się nagle wszechwiedząca ani niezwyciężona. Nadal błądzi i nie do końca panuje nad swoją siłą.
Za to Hugh? Kupił mnie od pierwszej sceny. Mam ogromną słabość do bohaterów, którzy na potrzeby świata zakładają maskę bezwzględnego, chłodnego i bezkompromisowego chama. A potem co jakiś czas ta maska pęka i widać, jak dużo tak naprawdę w nich siedzi. Hugh jest twardy, obciążony odpowiedzialnością i ewidentnie przyzwyczajony do dźwigania wszystkiego na własnych barkach.
Jako mentor bywa kontrowersyjny, jego metody nie zawsze są delikatne, ale widać, że ta brutalność nie wynika z okrucieństwa, tylko z potrzeby przygotowania Reagan na świat, który nie wybacza błędów. Co jest też istotne w jego postaci? Potrafi się przyznać do błędu. Jeśli wie, że przesadził, przeprasza. Rozmawia. Reflektuje się. To niby drobiazg, ale jak dla mnie zrobiło robotę 🤭
Ich relacja nie przytłacza fabuły, ale jest cudowna! Ich przekomarzania to absolutne złoto. Sarkazm na wysokim poziomie, riposty lecą jedna za drugą, a chemia między nimi jest wyczuwalna nawet wtedy, gdy oboje próbują udawać, że wcale jej nie ma. Z początku nie pałają do siebie sympatią, ale w sytuacjach zagrożenia instynktownie stają po swojej stronie. I to wahanie między "nie znoszę cię" a "zrobię wszystko, żebyś przeżyła" działa tu znakomicie.
Zakończenie zostawiło mnie w zawieszeniu i z ogromną potrzebą natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację. To jeden z tych finałów, po których siedzisz chwilę w ciszy i zastanawiasz się, jak długo trzeba będzie czekać na dalszy ciąg.
"Niszczycielka" to dynamiczne, dopracowane fantasy z brutalnym światem, przemyślanym systemem magii i relacją, która ma w sobie odpowiednią dawkę ognia. A ja? Ja zdecydowanie chcę więcej. I świata. I historii. I Hugh.
To nasz cel. Czasami musimy dążyć do niego, nie zważając na to, jak trudno jest po drodze. Ale nie robimy tego dla siebie. Musimy dźwigać ten ciężar za innych.
Współpraca recenzencka | @wydawnictwonowestrony
Reagan Tallerico, po ukończeniu nauki w Akademii z racji braku magicznych zdolności zostaje jedną ze strażniczek w Fortecy położonej na odludziu. Pewnego deszczowego wieczoru przez przypadek wpuszcza do niej osobę, która nie powinna się tam znaleźć. Gdy do drzwi puka tropiciel tej jak się okazuje bestii, dziewczyna nawet nie sądzi, że to jeden z Zaklinaczy, ludzi posiadających potężną, ale też rzadką magię. Dziewczyna zostaje ranna, a w trakcie rekonwalescencji po ataku demonów na Twierdzę odkrywa, że jej magiczne umiejętności faktycznie się objawiły. Okazuje się być Zaklinaczką, podobnie jak Hugh, chłopak, który ocalił ją przed śmiercią z rąk nieprzyjaciół. Choć nieprzyjemne usposobienie mężczyzny wywołuje w niej sprzeczne odczucia, decyduje się na szkolenie swoich zdolności właśnie pod jego skrzydłami. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego jak wielka moc w niej drzemie oraz z tego z czym przyjdzie im razem stawić czoła.
Po książki Agaty zawsze sięgam w ciemno i wiecie co? Chyba nigdy się jeszcze nie zawiodłam. Ta historia jest najlepszą opowieścią z tego gatunku w jej dorobku. Dostajemy bohaterkę, która twardo stąpa po ziemi, nieco sarkastyczna, ale również rozwijająca się z biegiem fabuły oraz jego, tajemniczego chłopaka o imieniu Hugh, jednego z tych bohaterów, których śmiało można wrzucić do worka pt. Pan Gburek. Skupiony na byciu odpowiednim dla Reagan mentorem, nieco surowy, lecz potrafiący dostrzec błędy w swoim zachowaniu. W obojgu z nich zachodzi przemiana widoczna na kartach tej historii. Ta dwójka zdecydowanie daje popalić, ale tak już bywa, gdy dążenie do pokoju zostaje delikatnie przysłonięte przez kiełkujące w nich uczucia. Co nie oznacza, że to jedyne warte uwagi postacie! Jest ich dosłownie cały kalejdoskop i jak to bywa, jednych lubimy bardziej innych mniej. Wprowadzeni zostajemy w świat wielu wymiarów, magii oraz magicznych znaków, które poznajemy wraz z główną bohaterką. Przedstawiony w książce podział oraz system magiczny jest dość złożony, ale nie na tyle skomplikowany, by utrudniał czytelnikowi zagłębianie się w tą historię. Pod względem fabularnym książka od początku rozwija się w dość wolnym tempie, uraczeni zostajemy opisami treningów oraz procesu przyswajania wiedzy przez główną bohaterkę, by następnie przyspieszyć dzięki wydarzeniom, których ni jak nie dało się przewidzieć. Muszę Was niestety zmartwić, bo to pierwszy tom serii a jak to bywa w tomach otwierających daną serię, kończy się on wydarzeniem, po którym od razu chce się sięgnąć po kolejny, i tak właśnie było w moim przypadku. Czytało mi się ją naprawdę przyjemnie, można by żec, że dosłownie ją pochłonęłam, a jej finał nadal krąży mi po głowie. Nie mogę doczekać się kolejnego tomu!
Sięgając po tą książkę nie spodziewałam się, że będzie ona jedną z lepszych, jakie czytałam. Dała mi wszystko to, czego chciałam i nawet więcej. Świetnie wykreowany świat, genialni bohaterowie i fabuła, która nie pozwala na nudę.
Reagan od zawsze marzyła, by wstąpić w szeregi Obrońców, tak jak pozostali członkowie jej rodziny. Jednak jej plany zostały pokrzyżowane, bo dziewczyna nie posiadała w sobie magii. A przynajmniej tak myślano. Do czasu, gdy pewna noc całkowicie zmieniła jej życie. Podczas pierwszej warty jako Strażniczka w Fortecy, pod sekretnymi drzwiami zjawia się ranny mężczyzna, a później zaczyna się ciąg wydarzeń, które prowadzą do odkrycia, kim naprawdę jest Reagan. Teraz czekają ją trudne treningi z tajemniczym mentorem, rozwiązanie zagadki zostawianych przez demony znaków, walka z nimi, a może także z pojawiającymi się uczuciami.
Reagan jest jedną z niewielu bohaterek, których słabości nie definiują całego charakter. Widzimy, że jest jej przykro z powodu braku magii, ale już do początku dziewczyna staje na wysokości zadania i wypełnia swoje obowiązki. Później cała jej przemiana też jest świetnie przestawiona. Niewiedza, nauka, momentami załamanie i ekscytacja - wszystko to było bardzo realne i stawiało naszą bohaterkę w naprawdę dobrym świetle. Hugh również zyskał moje wręcz uwielbienie. Jest dobrym bohaterem, działa w słusznej sprawie, ale nie należy do najmilszych. Tajemniczy, przystojny, pewny siebie i bardzo istotny w ich społeczności, biorąc pod uwagę jego zdolności.
Relacja Reagan i Hugo nie stanowi najważniejszej części fabuły, ale ciągle gdzieś tam rozwija się w tle i to było genialne! Nie potrzeba tutaj dogłębnych opisów każdego uczucia i tym podobnych. Tyle ile dostajemy z ich relacji zupełnie wystarczy, bo dzięki temu te scenki są tak dobre, że ja ciągle je wspominam. Dostarczali mi masę uśmiechów, przy pyskowaniu sobie, ale też innych emocji i ekscytacji ich relacją.
O fabule to aż nie wiem co powiedzieć. Świat stworzony świetnie, bardzo złożony, ale wszystko zostało nam sensownie i prosto przedstawione, więc łatwo było się w to wszystko wkręcić. Początek tej książki dawał mi vibe Shadowhunters (dawniej mojego ulubionego serialu), więc tym bardziej musiałam pokochać tę książkę.
Zauważyłam, że najciężej jest mi napisać recenzję książek, które uwielbiam i tak też jest w tym przypadku. Zupełnie nie wiem, jak przekazać wam moje odczucia. Dlatego też na tym zakończę i po prostu powiem, żebyście koniecznie po tę książkę sięgnęli. Demony, różne wymiary, genialna akcja, świetni bohaterowie zarówno ci główni, jak i poboczni. Tu po prostu wszystko było GE NIA LNE! Zaufajcie i przeczytajcie! 💙
Co, jeśli całe życie wierzysz, że jesteś nikim… tylko po to, by odkryć, że możesz stać się najbardziej niebezpieczną osobą w swoim świecie?
Recenzja książki „Niszczycielka” – Agata Polte
[ współpraca recenzencka @wydawnictwonowestrony ]
Od wielkich nadziei… po jeszcze większe rozczarowanie.
Jak poradzić sobie z poczuciem beznadziejności, kiedy dotyczy ono nas samych?
Reagan dorastała w rodzinie potężnych Obrońców. Problem? Ona okazała się bezmagiczna. W świecie, w którym moc definiuje wartość człowieka, to niemal wyrok.
Jedyna szansa na namiastkę wymarzonej przyszłości? Zostać Strażniczką w Fortecy.
Tylko kto mógł przewidzieć, że jej pierwszy dzień na nowej posadzie okaże się… ostatnim?
Jedna zła decyzja. Skutki spadające jak lawina - nie tylko na nią, ale i na jej najbliższych.
I BUM.
Reagan zostaje wciągnięta w sam środek wydarzeń, o których nawet nie śmiała marzyć.
Bo Rea ma moc. Ogromną. Ukrytą. Niebezpieczną.
ZAKLINACZKA.
Dla dziewczyny wychowanej w cieniu potężnych Obrońców to coś więcej niż spełnienie marzeń. Zaklinacze są przecież jeszcze ważniejsi. Potężniejsi. Bardziej pożądani… i bardziej znienawidzeni.
Największa przeszkoda?
On.
Tajemniczy Zaklinacz. Jej mentor. Mężczyzna owiany mgłą tak gęstą, że wydaje się niemal nierzeczywisty.
Ponad wszystko stawia jej edukację. Nie zważa na emocje. Nie zważa na konsekwencje.
A między nimi od pierwszych stron iskrzy.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa gra.
Bo żadne z nich nie zamierza ustępować. Bo świat wokół zaczyna się walić. Bo wojna z demonami wisi w powietrzu.
Kto okaże się wystarczająco silny? Kogo przyjdzie im pożegnać? I czy uczucia, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, nie okażą się największą bronią… albo największą słabością?
Bo w tej historii miłość nie jest bezpieczna. Moc potrafi być nie tylko darem, ale też przekleństwem. A przeznaczenie potrafi być okrutne.
„Niszczycielka” to historia o władzy, ambicji, stracie i uczuciach, które rodzą się tam, gdzie nie powinny. O dziewczynie, która całe życie czuła się niewystarczająca - a może okazać się najgroźniejszą kartą w tej rozgrywce.
To opowieść, w której napięcie rośnie z każdą stroną, a relacja mentor–uczennica balansuje na cienkiej granicy między dyscypliną a czymś znacznie bardziej niebezpiecznym.
I powiem jedno - jeśli lubicie romantasy z pazurem, tajemniczym mentorem i bohaterką, która dopiero odkrywa, jak bardzo może namieszać… to będzie jazda bez trzymanki.
A teraz pytanie do Was:
Lubcie motyw mentor x uczennica? Wolicie bohaterki, które od początku są potężne, czy takie, które dopiero odkrywają swoją siłę?