Jeśli Sutton Clarke ma w życiu czegoś w nadmiarze, to z pewnością obowiązków. Niegdyś skupiała się tylko na narciarstwie, teraz poświęca się Susie – swojej siostrzenicy, której jest prawną opiekunką – i robi wszystko, by utrzymać na powierzchni siebie i powierzoną jej dziewczynkę. Od sprzedawczyni w sklepie sportowym rodziców, przez bibliotekarkę, kelnerkę, baristkę, aż po recepcjonistkę w hotelu należącym do najlepszej przyjaciółki – nieco szalona panna Clarke nie waha się przed podjęciem żadnej pracy. Nie obawia się także wystąpić podczas sylwestrowej imprezy w stroju dinozaura – ku uciesze lokalnych dzieciaków, na przekór sobie i mimo wściekłości pewnego ciemnowłosego przystojniaka.
Hugh Holloway przyjeżdża do uroczego Silver Springs, by pomóc w przygotowaniach do ślubu swojemu wspólnikowi i najlepszemu przyjacielowi, Saintowi Ashfordowi. Hugh jest uporządkowany i nieco wycofany, więcej radości sprawia mu snucie szczegółowych planów w Excelu niż brylowanie w towarzystwie dzieciaków na ich chaotycznych przyjęciach. Zwłaszcza takich, podczas których istnieje groźba przypadkowego nadepnięcia na ogon dinozaura i oberwania w zamian… szarlotką.
Znajomość Sutton i Hugh nie rozpoczyna się najlepiej, ale tych dwoje jakoś będzie musiało dojść do porozumienia, skoro w walentynki mają stanąć obok Marigold i Sainta jako świadkowie na ich ślubie…
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Z wykształcenia anglistka, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, z zawodu kierowniczka w pewnej międzynarodowej korporacji, z zamiłowania autorka romansów z wątkami kryminalnymi i sensacyjnymi. Pisze praktycznie od dziecka, od kilku lat dzieląc się swoimi tekstami w Internecie. Sama dużo czyta, a jej ulubioną autorką pozostaje Joanna Chmielewska. Prywatnie lubi podróże, planszówki ze znajomymi i swojego psa, labradora Milo. Sentymentalna bzdura jest jej pierwszą powieścią wydaną drukiem.
„Do wesela się zagoi” to kolejna historia z malowniczego Silver Springs i kolejny raz przepadłam bez reszty. To przytulne, górskie miasteczko, które zimą tętni życiem za sprawą turystów i sezonu narciarskiego, ponownie stało się tłem opowieści pełnej ciepła, emocji i miłości rodzącej się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa.
Historia zaczyna się niefortunnie, od sylwestrowego przyjęcia, kostiumu, nadepniętego ogona i szarlotki wylanej na wielkiego pana prezesa. Wkrótce okazuje się, że za dwa miesiące ich przyjaciele biorą ślub, a Sutton i Hugh jako świadkowie muszą ze sobą współpracować. Na początku to wojna i docinki, ale z czasem między nimi pojawia się coraz więcej emocji i coraz silniejsze uczucia.
Sutton pokochałam od pierwszych stron. To otwarta, ciepła i niezwykle pracowita kobieta, która robi wszystko, by utrzymać siebie i swoją siedmioletnią siostrzenicę, której jest prawną opiekunką. Susie jest dla niej całym światem, dlatego zrezygnowała z własnych planów i dziś całkowicie poświęca się dziewczynce. I choć jej nie urodziła, kocha ją najmocniej na świecie. Jest cudowną matką, taką z wyboru i z serca.
Hugh to gbur i perfekcjonista, wycofany mężczyzna, który ogranicza relacje do minimum i najlepiej czuje się w ciszy, we własnym towarzystwie. Interakcje międzyludzkie zdecydowanie nie są jego mocną stroną. Wszystko jednak zmienia się, gdy poznaje Sutton i Susie. W ich obecności zaczyna czuć się pewniej, a śmiech i chaos przestają mu przeszkadzać.
Uwielbiam książki, w których pojawiają się dzieci, bo wnoszą do historii ciepło, czułość i radość. Tutaj ten motyw został poprowadzony idealnie. Susie nie była jedynie dodatkiem do fabuły, lecz jej prawdziwym sercem.
Książka pokazuje, że nawet gdy życie nie układa się zgodnie z planem i przytłacza nas obowiązkami, wciąż możemy pozwolić sobie na miłość i szczęście. Rodzina to motywacja do walki i stawania się lepszą wersją siebie.
Dostałam tu wszystko, czego szukam w romansach: świetnych bohaterów, trudne tematy, pełna emocji i czułości. Z całego serca polecam! 🦖💚
Książki Ludki mają to do siebie, że wciągają od pierwszej strony. Tak było też tym razem. Wszyscy wiedzą, że połączenie zakręconej, pomocnej dziewczyny i gburowatego, cichego biznesmena to wybuchowe połączenie, którego nie da się ominąć.
Połączyła ich… szarlotka. Ciastko w dłoni i strój dinozaura to kłopotliwe połączenie, zwłaszcza, gdy gburowaty biznesmen stanie ci na ogon, przez co smakowite ciastko trafia na jego koszulę.
Po ich pierwszym spotkaniu nie pałali do siebie sympatią, jednak kłótnie muszą odłożyć na bok w obliczu wspólnego planowania wesela ich przyjaciół. Dodatkowo siostrzenica Sutton, której bohaterka jest prawną opiekunką bardzo szybko polubiła tego poukładanego, z obsesją na punkcie Excela mężczyznę.
Sutton ma na głowie wiele zmartwień, jednak daje sobie z nimi radę, ponieważ ma pod opieką Susie, która mimo swojego młodego wieku wiele przeszła. Dziewczyny stanowią zespół, który działa jak dobrze naoliwiona maszyna.
Sutton w roli matki jest cudowna. Pozwala Susie podejmować własne decyzje, jest cierpliwa i pomocna, jednocześnie stanowcza kiedy trzeba. Jej rodzice nie dają jej za wiele wsparcia, dlatego jestem pod wrażeniem jak świetnie sobie radzi.
Do ich w miarę poukładanego życia wtarga Hugh. Poważny, cichy, pedantyczny mężczyzna, który kocha spokój i odpowiedzialność. Na pierwszy rzut oka niepasujacy do życia samotnej matki z chaotyczną siedmiolatką. Jednak szybko się okazuje, że on był tym brakującym puzzlem w ich życiu.
Relacja całej trójki rozwija się powoli i stopniowo. Uwielbiam te momenty, w których Hugh coraz bardziej wzbudzał zaufanie u Sutton i Susie. Mężczyzna szybko zaprzyjaźnił się z dziewczynką - ich relacja bardzo mnie rozczulała.
Sutton potrzebowała trochę więcej czasu, by wpuścić Hugh do swojego serca. Jednak nawet na początku ich znajomosci była dla niego pomocna. Po czasie mogli na siebie liczyć w każdej kwestii i byli dla siebie pierwszym kontaktem, gdy działo się coś złego - nawet, gdy dzieliło ich wiele kilometrów.
Jest to historia, która w przyjemny i komfortowy sposób porusza trudne tematy. Problemy samotnych matek, kłopoty rodzinne, nierówne traktowanie i trudności związane z posiadaniem cukrzycy. Wszystko to pokazane w nieprzytłaczający, jednak jak najbardziej porządny sposób.
Całość bardzo mi się podobała. Jedyne czego mi brakowało to, żeby Sutton potraktowała pewną bohaterkę w sposób na jaki zasłużyła i stanęła w obronie Hugh. Pomimo tego, książka była bardzo przyjemna i mogę ją polecić każdemu, kto kocha poukładanych, cichych mężczyzn.
"Wystarczył jeden pocałunek, żebym całkowicie uzależnił się od Sutton Clarke. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego jak przy tej kobiecie. Z jednej strony jestem tym przerażony, ale z drugiej.. . Chcę więcej"
Szarlotka. To wszystko wina tej szarlotki. To przez nią pierwsze spotkanie bohaterów nie należy do udanych. Nienawiść? Niee. Niechęć? Z pewnością. A teraz jeszcze muszą ze sobą współpracować przy organizacji wesela ich przyjaciół. Tylko czy będą w stanie się dogadać?
Lubicie książki Ludki Skrzydlewskiej? Ja bardzo lubię i mogę powiedzieć, że jest to jedna z moich ulubionych autorek. Chyba jeszcze się nie zdarzyło się, żeby jakaś jej książka mnie rozczarowała i z tą oczywiście nie było inaczej. Jest to tak urocza i komfortowa historia, aż, nie chciało się jej kończyć. Sutton? Od początku wzbudziła moją sympatię. Jest to dziewczyna, która przez całe życie musi sobie radzić sama. Rodzice? Zamiast jej pomagać, wspierać ją w jakikolwiek sposób to jedyne co potrafią to ją krytykować. Za wszystko ją obwiniają, nawet za rzeczy, na które nie miała żadnego wpływu. Smutne, prawda? Dlatego tym bardziej się cieszę, że bohaterka w pewnym momencie zdecydowała się powiedzieć stop. Sutton to dziewczyna, którą każdy uwielbia. Zawsze miła, gotowa do pomocy i nigdy jej nie odmawia, a mieszkańcy ją kochają. Do tego wiele robi dla swojej siostrzenicy, co jest naprawdę piękne. Zaadoptowała ją, kiedy sama zaczęła dopiero wkraczać w dorosłość i robi wszystko żeby jej niczego nie zabrakło. Tak wiele robi dla wszystkich, że zapomina o sobie. A Hugh? To taki ponurak. Wszystko musi mieć ułożone, zaplanowane i to najlepiej w exelu. Jak ktoś próbuje zaburzyć jego porządek to nie ma żartów, o czym nieraz dobrze przekonuje się bohaterka. Dla niego istnieje tylko praca, a wszelkie kontakty międzyludzkie są dla niego męczące. Bo po co z kimś rozmawiać, prawda? Chyba nie mogliby być bardziej różni, co powoduje, że jest naprawdę zabawnie.
Akcja toczy się powoli, nie dzieje się tutaj wiele, zwłaszcza początkowo. Bohaterzy współpracują przy organizacji wesela, co rodzi wiele zabawnych sytuacji a przede wszystkim Hugha przyprawia o ból głowy. Nie da się ukryć, że początkowo bardzo ciężko im się dogadać, ale z czasem wszystko przekształca się w przyjaźń. Sutton zawsze może na mężczyznę liczyć i tak naprawdę to jest jedyną osobą w jej życiu, która jej pomaga, troszczy się o nią i przede wszystkim na każdym kroku podkreśla, że jest wyjątkowa. A jak pojawiają się kłopoty to bez wahania jej pomaga. Mężczyzna wręcz nie cierpi ludzi, nie cierpi dzieci, a jednak siostrzenica Sutton od pierwszego spotkania skrada jego serce. Jest to słodka dziewczynka, której chyba nie da się nie lubić. To w jaki sposób Hugh wobec niej się zachowuje, robi wiele dla niej rzeczy było wręcz urocze. Od początku obie dziewczyny stają się dla niego ważne, a im dalej tym te uczucie jest jeszcze mocniejsze. Zaskakujące to, że Hugh, taki pełen dystansu a jest tym pierwszym, który wpada po uszy. Sutton też zaczyna czuć do niego coś więcej, ale czy wpuści go do swojego życia? Jest rozdarta, boi się i nie ma co się dziwić, bo wszelkie zmiany nie dotyczą tylko jej.
"Zakochuje się w tej kobiecie i chyba czas najwyższy, żebym coś z tym zrobił. Dał jej to zrozumienia, że nie jestem to tylko dlatego, że Susie ma polubiła. Jestem tu, bo zależy mi na nich obu"
To historia, którą bardzo szybko się czyta. Idealne został tutaj przedstawiony motyw grumpy i sunshine. I te pieszczotliwe określenie jak szarlotka czy dinozaur. Urocze. Przyjemna lektura, do której z pewnością nieraz będę wracać. Pełna humoru, wiele dziejących się tutaj sytuacji wywołuje uśmiech na twarzy. A wieczór kawalerski?. Bardzo się uśmiałam. Pojawiają się jednak też komplikacje. W życiu dziewczyn pojawia się pewna osoba, która chce zburzyć ich spokój. A Hugh w pewnym momencie musi się mierzyć z kłopotami w firmie. Do tego wesele coraz bardziej się zbliża, więc tak naprawdę wiele zaczyna się u nich dziać. Jak skończy się ich historia? Bardzo polecam, miłego!
Do wesela się zagoi - Ludka Skrzydlewska Ocena: 4/⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️
Są takie książki, które otulają czytelnika jak ciepły koc w zimowy wieczór, pełne humoru, ciepła i bohaterów, których chce się poznać bliżej. Do wesela się zagoi to właśnie jedna z tych historii. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Ludki Skrzydlewskiej i już wiem, że na pewno nie ostatnie🩵
🦕Fabuła Historia zaczyna się z przytupem-dosłownie i w przenośni😂 Sutton, samotna mama uroczej siedmiolatki, przypadkiem brudzi koszulę Hugh szarlotką, gdy ten nadeptuje na ogon jej stroju dinozaura, w którym występuje na przyjęciu. Między nimi od razu iskrzy, trochę niechęci, trochę napięcia. Los ma dla nich jednak inne plany. Mają wspólnych przyjaciół i jedno zadanie: w ekspresowym tempie zorganizować wesele tej pary. Współpraca jest konieczna, nawet jeśli początkowo każde z nich wolałoby trzymać się od siebie z daleka. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że córka Sutton od razu obdarza Hugh ogromną sympatią.
🦕Bohaterowie Dawno nie czytałam książki z tak dobrze wykreowanymi bohaterami. Sutton i Hugh to dorośli ludzie z bagażem doświadczeń, ale też z umiejętnością rozmowy. Kiedy pojawiają się nieporozumienia, wyjaśniają je. Bez zbędnych fochów, bez teatralnych scen. Ich relacja jest autentyczna, spokojna i dojrzała, a dzięki temu bardzo wiarygodna. Ogromnym atutem książki jest również postać małej Susie (i jej miłość do dinozaurów!)😍🦕Ten motyw dodaje historii lekkości i uroku. Dziecięca perspektywa wprowadza do fabuły świeżość i humor, a jednocześnie podkreśla, że romans dotyczy nie tylko dwojga ludzi, ale też budowania nowej, bezpiecznej przestrzeni dla dziecka.
🦕Klimat Sam klimat książki jest świetny, mamy zimę, przytulny hotelik i małe miasteczko, czyli totalny cozy vibe. Do tego dochodzi wątek narciarstwa, który totalnie mnie kupił głównie dlatego, że sama kocham narty i co roku czekam na wyjazd na stok. Bardzo przyjemne pióro autorki, połączone z takim klimatem, daje nam lekturę idealną na wieczór: można przy niej odpocząć i naprawdę trudno się od niej oderwać.
🦕Romans Relacja Sutton i Hugh rozwija się powoli i naturalnie. Ze względu na swoją przeszłość Sutton jest ostrożna, chroni nie tylko siebie, ale przede wszystkim córkę. Rozsądek często bierze górę nad impulsem, dzięki czemu tempo ich relacji jest wyważone i bardzo realistyczne. To romans typu slow burn, który sprawia, że przez książkę się płynie naprzemiennie bawiąc się i wzruszając.
🦕Jedyny minus/ Spoiler Trochę miałam problem z wątkiem wypadku i późniejszym tłumaczeniem Hugh, że ma dysleksję i nie potrafi odczytać niektórych znaków czy liter. Ta sytuacja wydała mi się trochę naciągana. Rozumiem zamysł-pokazanie jego słabszej strony i tego, że nie jest idealny, ale ciężko było mi uwierzyć, że dorosły mężczyzna prowadzący firmę, zarządzający hotelami i pracujący na co dzień z dokumentami czy Excelem, gdzie tych znaków i oznaczeń jest mnóstwo, miałby aż tak duży problem z ich odczytywaniem. Może gdyby ten temat był trochę bardziej rozwinięty, odebrałabym go inaczej. To jednak jedyny zgrzyt w tej historii i mimo wszystko nie zepsuł mi przyjemności z czytania, bardziej zadziwił przez to moja ocena była o gwiazdkę niższa.
🦕Podsumowanie Do wesela się zagoi to ciepła, dojrzała i urocza historia o drugiej szansie, odpowiedzialności i miłości. To książka o budowaniu relacji nie tylko między kobietą a mężczyzną, ale także między dorosłym a dzieckiem. O zaufaniu, cierpliwości i odwadze, by znów otworzyć serce. Jeśli szukacie zimowego romansu z klimatem małego miasteczka, dobrze napisanymi bohaterami i relacją rozwijającą się w naturalnym tempie-ta historia zdecydowanie jest dla Was. Polecam!🩵
Jeśli pierwszy tom uznałam za po prostu dobry, to ten całkowicie skradł moje serce 💗 "Do wesela się zagoi" to jedna z lepszych historii, jakie przeczytałam od Ludki. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo bawiłam się znakomicie.
Ogromnym plusem powieści jest jej niezwykły klimat. Małe, górskie miasteczko, ośnieżone stoki, przygotowania do walentynek i ślubna gorączka. Czytając tę książkę, można niemal usłyszeć skrzypienie śniegu i poczuć zimno na policzkach.
Uwielbiam styl pisania Ludki, a w tej książce znów mnie nie zawiodła. Jej narracja jest lekka, płynna i pełna humoru, dzięki czemu przez książkę dosłownie się płynie.
Ale przejdźmy do największego plusa tej historii, czyli do bohaterów! Sutton to totalne serducho tej historii. Ciepła, towarzyska, zaradna do granic możliwości. Ilość prac, których się podejmuje, żeby utrzymać siebie i Suzi, naprawdę robi wrażenie. Oczywiście, że momentami jest zmęczona i przytłoczona, ale mimo wszystko zawsze stawia dobro innych (a szczególnie dobro Suzi) ponad swoje. I chyba właśnie dlatego tak mocno jej kibicowałam.
Hugh? Klasyczny gburek z potrzebą kontroli i Excelem zamiast spontaniczności 🤭 Wycofany, poukładany, nieprzepadający za chaosem, czyli dokładne przeciwieństwo Sutton. Ale pod tą chłodną fasadą siedzi facet, który dla swoich ludzi zrobi absolutnie wszystko. Nawet przywali komuś w twarz (just sayin 🤣), albo będzie dumnie nosił przyklejoną do koszuli naklejkę z dinozaurem.
Związek Sutton i Hugh jest dojrzały, oparty na zrozumieniu i zaufaniu. Budowany spokojnie poprzez rozmowy, wsparcie i obecność. Mimo że jest spokojnie to napięcie wzrasta z każdym rozdziałem, a przyciąganie jest wręcz namacalne. Chemia między nimi naprawdę działa, a w chwili zbliżeń lecą iskry.
Ogromny plus także za wątek Suzi. Jej relacja z Hugh rozwija się naturalnie, bez przesady i sztucznego dramatyzmu. Totalnie kupiło mnie to, że od samego początku brał Sutton w pakiecie z małą, nigdy jej nie pomijał i nie traktował jak przeszkody. W sumie trudno się dziwić, bo Suzi z tą swoją obsesją na punkcie dinozaurów i gadatliwością nie raz kradła show 🦖
Myślę, że to dobry moment żeby wspomnieć o najbardziej frustrującym elemencie książki, a mianowicie o rodzicach Sutton. Co to był za nieudolny duet. Miałam wielką ochotę wyprosić ich z tej powieści. Non stop wzbudzali w Sutton poczucia winy, mieli ciągłe pretensje i traktowali ją jakby po adopcji Suzi przestała mieć własne potrzeby. Jestem w stanie zrozumieć wiele, ale nie wybranie sobie kozła ofiarnego i obwinianie go o błędy wszystkich wokół, a w szczególności za własne. Powiem szczerze, że czułam ogromną satysfakcję za każdym razem, gdy Sutton się im stawiała i mówiła wprost, co myśli. Chociaż uważam, że i tak robiła to za rzadko.
"Do wesela się zagoi" otula jak ciepły koc i daje dokładnie to, czego oczekuję od komfortowego romansu, czyli ciepło, emocje i bohaterów, którym kibicuje się całym sercem. Jeśli kochacie motyw grumpy x sunshine w małomiasteczkowym wydaniu, pełnym ciepła i rodzinnych emocji to musicie dać jej szansę 💗
Po roku wróciłam z Ludką Skrzydlewską do Silver Springs w Kolorado. Choć ani autorka ani wydawca nie oznaczyli miejscowości jako patrona serii powieściowej, bohaterowie występujący w dwóch książkach, czyli w „Prędzej pieklo zamarznie” (2024) i „Do wesela się zagoi” (2026), ewidentnie świadczą, że jest to ten sam cykl. Protagoniści pierwszego romansu, Mari Price i Saint Ashford za dwa tygodnie, w Walentynki, staną na ślubnym kobiercu. Druhną panny młodej ma być jej przyjaciółka, Sutton Clarke, a drużbą pana młodego - jego wspólnik z prowadzonej w Denver firmy, Hugh Holloway.
Pierwszy raz Hugh pojawia się w Silver Springs w wieczór sylwestrowy, któremu w tym roku towarzyszy impreza dla dzieci. Sutton występuje na niej przebrana za dinozaura, aby sprawić przyjemność siedmioletniej Suzie, której matkuje. Jej spotkanie z Hugh kończy się zniszczeniem jego eleganckiej koszuli, co nie wpływa dobrze na nastrój przybysza, ponurego sztywniaka. W znacznie bardziej przyjaznej atmosferze przebiega zawarcie znajomości między Hugh i Suzie. Dlatego tylko dziewczynka jest zachwycona, gdy okazuje się, że droga powrotna do Denver jest nieprzejezdna, w pensjonacie Mari i Sainta nie ma wolnych pokoi i Hugh musi przenocować u nich w domu. I tak to się zaczyna …
Od początku jest jasne, że Sutton i Hugh to krańcowo różne osobowości, dzielą ich przyzwyczajenia, temperamenty, o bagażu życiowych doświadczeń nawet nie wspominając. Czy zgranie się tak mentalnie odległych charakterów w ogóle jest możliwe? Podobało mi się, że Ludka Skrzydlewska nie epatuje nadmiernie czynnikiem tzw. chemii miedzy protagonistami, jak to robi większość autorek romansów. Owszem, na obojgu uroda przyszłego partnera wywiera wrażenie, ale bardziej zwracają uwagę na wzajemnie irytujące zachowania. Szczególnie opis stosunku Sutton do fakturowo-excelowskiej pedanterii Hugh przy planowaniu przedweselnych przedsięwzięć - co należy do obowiązków przyszłych drużbów młodej pary - nieźle mnie ubawił. Z pewnością urok rezolutnej i wygadanej siedmiolatki ma znaczny wpływ na rozmiękczenie sztywniaka. A sposób, w jaki Suzie zaczęła nim komenderować, nie tylko rozbawił jej adopcyjną mamę - o tym, że Sutton nie jest biologiczną matką dziecka, Hugh dowiedział się dopiero po pewnym czasie - ale poważnie przyczynia się do zwyżki jego szans u Sutton. Jednocześnie cukrzycowy atak małej Suzie, wynikający z błędnego odczytu przez Hugh wskazań pompy insulinowej, doprowadza do najpoważniejszego kryzysu w ledwo kiełkującym związku między nim i Sutton. Groźniejszego nawet niż realne zagrożenia ze strony domniemanego ojca Suzie.
Na szczęście, głównie dzięki determinacji Hugh, kryzys zostaje zażegnany, bo przecież HEA także u Ludki Skrzydlewskiej jest obowiązkowy. A mnie te przygody w Silver Springs bardziej się podobały niż w poprzedniej powieści. Przede wszystkim dlatego, że tym razem autorka była oszczędna w przytaczaniu miłosnych deklaracji, ociekających od ckliwego sentymentalizmu. Problemy, jakim czoło muszą stawić protagoniści, szczególnie Sutton, są może przyziemne ale konkretne.
[ współpraca reklamowa z wydawnictwem Editio Red ]
Ta książka jest zdecydowanie jedną z tych, która wywoła w was każdą możliwą emocję. Od pierwszych stron będziecie się śmiać, rozpływać, ale także przyjdą momenty wzruszenia czy zdenerwowania (i tym razem nie na męską postać).
Czytając historię Hugh, Sutton i Susie, stracicie rachubę czasu i przeczytacie wszystko za jednym zamachem. Język jest bardzo przyjemny, a akcja toczy się w odpowiednim tempie, który bardzo pasuje do tej trójki. Mimo że jest to słodka historia, pojawi się moment, który złamie wam serce i jestem pewna, że nie domyślicie się, kiedy to nastąpi ani jak do tego dojdzie.
Co do bohaterów- tej trójki nie da się nie pokochać.
Sutton wnosi do tej historii wiele radości, humoru i spontaniczności. Jest osobą, z którą wielu z was może się utożsamiać. Mimo że otacza się wieloma ludźmi i wielu z nich pomaga, to osobiście zawsze chce robić wszystko sama. W trakcie rozwijania relacji z Hugh dopiero uczy się, jak przyjmować i prosić innych o wsparcie bez żadnych wyrzutów sumienia. Niesamowicie czyta się o tym, jak zaczyna walczyć o docenienie wśród najbliższych i jak wyznacza im granice.
Susie to największy słodziak, którego pokochacie już od pierwszej sceny🥹 Do każdego rozdziału wprowadza nutę dziecięcej radości i niewinności. Mimo swojego wieku pokazuje, jak wiele widzi, rozumie i jak rozważnie oraz wyrozumiale podchodzi do sytuacji.
Wielkim zaskoczeniem dla mnie był sam Hugh. Uwielbiam to, jak otwiera się przy dziewczynach i jak stara się im pomóc, mimo że nikt tego od niego nie wymaga. Jego wspólne sceny z Susie i pojawiające się emocje co do tej dwójki wyjątkowych dziewczyn sprawią, że serce urośnie wam co najmniej kilkukrotnie. Gwarantuję wam, że jego gburowaty charakter i zamiłowanie do Excela w połączeniu ze zwariowanym charakterem Sutton niejednokrotnie doprowadzą was do śmiechu.
Wątek zbliżenia się tej trójki i stworzenia przez nich rodziny jest poprowadzony w bardzo subtelny, naturalny sposób i choć wielu z was ten motyw nie zawsze może się podobać, tak tutaj uważam, że powinniście sięgnąć po tę pozycję, bo tym razem się nie zawiedziecie.
Zwariowane spotkanie Hollowaya i Clarke to dopiero początek świetnej historii, która z pewnością zostanie z wami na długo po skończeniu książki!💚
[współpraca recenzencka z Wydawnictwem Edition Red] ❄️ Moje oczekiwania wobec książki Ludki Skrzydlewskiej ,,Do wesela się zagoi" były jasno określone od samego początku. Chciałam przeczytać piękną historię miłosną, która miejscami mnie rozbawi, wzruszy i przypomni, dlaczego warto sięgać po romanse. ❄️ Muszę przyznać, że każde z powyższych oczekiwań zostało spełnione. Pochłonęłam tę historię bardzo szybko i nie spodziewałam się, że będę się przy niej aż tak dobrze bawić. ❄️ Ogromnie podobał mi się klimat miasteczka, w którym rozgrywała się większość wydarzeń. Mieszkańcy znali się nawzajem i wspierali w trudnych chwilach, co budowało atmosferę bliskości, komfortu i bezpieczeństwa. ❄️ Jedyną rzeczą, która nie do końca przypadła mi do gustu, był sposób przedstawienia niektórych intymnych sytuacji. Miałam wrażenie, że momentami były one opisane w nadmiernie wyidealizowany sposób. Na szczęście, owych scen nie było wiele, więc nie wpłynęło to w znacząco na mój odbiór całości. ❄️ To, co najbardziej mnie poruszyło, to kreacja głównego bohatera oraz jego relacja z Susie. Wielokrotnie miałam łzy w oczach i ogromny uśmiech na twarzy, kiedy mogłam być świadkiem interakcji pomiędzy tą dwójką. Szczególnie, że miałam świadomość, z czym wcześniej musiały się mierzyć Susie oraz jej matka. ❄️ Otóż, Sutton nie miała łatwego życia. Przez długi czas musiała radzić sobie ze wszystkim sama i bezustannie mierzyć się z oczekiwaniami stawianymi przez rodziców. Dopiero poznanie Hugh, umożliwiło jej wzięcie głębokiego oddechu i zadbanie także o własne potrzeby. Dzięki niemu, zrozumiała, że zasługuje na kogoś, kto będzie przy niej, odciąży ją i wesprze, jeśli zajdzie taka potrzeba. Odkryła również, że nie zawsze musi być silna, bo ma obok siebie kogoś, kto weźmie jej problemy na swoje barki i pomoże się z nimi uporać. ❄️ Ta książka była dokładnie tym, czego potrzebowałam: ciepłą, poruszającą historią o wsparciu, miłości oraz pozwoleniu sobie na słabość. Jest to jeden z tych romansów, który pozostawia czytelnika z nadzieją, że w każdej sytuacji można odnaleźć swoje szczęśliwe zakończenie.
Jeśli czytaliście "Prędzej piekło zamarznie", to kojarzycie już cudowny, zimowy klimat Silver Springs, a jeśli polubiliście Mari i Sainta, to koniecznie sięgnijcie po ten drugi tom, bo oboje będą się tu pojawiać.😊 "Do wesela się zagoi" to jednak nie jest kolejna historia o nich, choć... dzięki nim.😊 Tym razem poznamy bliżej ich przyjaciół, którzy będą odpowiedzialni za wspólne zorganizowanie wesela Mari i Sainta.🩵
Sutton to świetna ogarniaczka - potrafi zrobić wszystko, pracowała lub pomagała w każdym możliwym lokalu w okolicy, wszyscy ją uwielbiają i podziwiają (choć w mojej ocenie nie wszyscy wystarczająco). Jest huraganem, chaosem i wielkim sercem, co, pomimo pierwszego (niezbyt fortunnego) spotkania, w końcu zostanie zauważone przez Hugh. Przede wszystkim jednak jest wspaniałą matką dla Susie - biologicznej córki jej siostry, którą Sutton wychowuje. Ta mała skrada wszystkie serca, w tym moje i wprowadza do tej książki jeszcze więcej radości i miłości. 🥹
A Hugh? Idealnie sztywny, zdystansowany i poważny. Wprost uwielbiam takie kreacje, zwłaszcza, kiedy małe i większe tornada nieodwracalnie zmieniają ich życia.😁 Tu tymi tornadami były oczywiście Sutton i Susie, uroczo i dziarsko wkraczające w jego przestrzeń, jego czas, jego nawyki, jego myśli i - w końcu - serce.🥰
Naprawdę bardzo przyjemnie mi się to czytało, pochłonęłam całość od deski do deski, bawiąc się i wzruszając naprzemiennie. 😁 Idealne tempo rozwoju relacji głównych bohaterów, ale też tej Hugh z Susie sprawia, że przez książkę się płynie. Tu nie ma żadnych luk, żadnych pośpiechów ani niepotrzebnego rozciągania - tylko dobrze wyważona opowieść, mająca ręce i nogi i wiele więcej.😊
Jeśli lubicie chodzące zielone flagi, to dopiszcie Hugh do swojej listy, bo z każdą kolejną rzeczą, którą zrobił, wspinał się coraz wyżej po mojej. I nie chodzi o wielkie gesty, drogie prezenty czy górnolotne słowa - czasem wystarczy odśnieżenie podjazdu, słuchanie i dostrzeganie czyichś potrzeb.
A Sutton? Jejku, chciałabym ją spotkać i wyściskać. Zasługuje na wszystkie zielone flagi świata!
Nigdy nie ukrywałam, że jestem wielką fanką twórczości Ludki, ale niezmiennie po latach czytania jej książek dopada mnie zdziwienie, jak każda kolejna może być tak dobra.😁 Sama przeczytałam ich około 30, a każda zaskakuje mnie czymś nowym, niepowtarzalnością i po prostu dobrą jakością.
Tutaj było podobnie - jak w moich notatkach: nie mam zastrzeżeń. Nie da się do niczego przyczepić, ma świetnych bohaterów, jest spójna, ciekawa, urocza i zabawna, porusza też trudniejsze tematy, również zdrowotne. Takie książki mam na myśli, kiedy mówię, ze kocham romanse - dobre, wciągające i zawierające coś więcej niż tylko pożądanie i ślub.😁
Zamawiajcie egzemplarz i szykujcie się na uśmiechy, iskry, szarlotki, dinozaury i... wesele!
Tytuł: Do wesela się zagoi Autor: Ludka Skrzydlewska Wydawnictwo: Editio Red / BeYA Gatunek: romans Ocena: 4/5 ⭐
Wreszcie przeczytałam coś, co całkowicie pasuje do klimatu nadchodzących walentynek. I powiem szczerze: jestem zachwycona.
Akcja powieści zaczyna się w sylwestra, gdy Hugh nadepnął Sutton na ogon przebrania dinozaura, a ona przypadkiem ubrudziła jego koszulę szarlotką. Nie najlepsze pierwsze wrażenie, czyż nie? Jeszcze za moment wyszło, że ich najlepsi przyjaciele pragną się pobrać, a naszych bohaterów widzą w roli świadków.
Na ten moment byłam rozbawiona. Autorka świetnie oddała niechęć zmuszonej do współpracy dwójki ludzi. Tylko wszystko, co złe można zawsze nadpisać. I tak było tutaj. Stopniowo złośliwości znikały, a na ich miejsce wychodziło ciepło oraz chęć wzajemnego poznania. Sutton to postać, która robi bardzo wiele: liczne prace dorywcze, opieka nad siedmiolatką i do tego wyraźne stłamszenie ze strony rodziców. Jest chaotyczna i głośna, co stanowi całkowite przeciwieństwo ułożonego świata głównego bohatera. Hugh ma pieniądze, jest spokojny i wszystko opisuje w Excelu. W trakcie wspólnych prac nad weselem wiele razy się sprzeczali, ale wiecie co? Całkowicie było to naturalne. Myślę nawet, że przez różnice w ich charakterach oboje odnaleźli w drugim największe wsparcie. Ona dodała jego życiu barw, a on stabilizacji.
Ale o co chodzi z tymi dinozaurami? Tylko o kostium? Nie! Bardzo ważną postacią obok głównej pary jest Susie, siostrzenica i adoptowana córka Sutton. To ona polubiła przyszłego męża mamy, nim ta puściła w niepamięć złe zapoznanie. Może gdyby nie sympatia tej ruchliwej, ale uroczej siedmiolatki, to nasi milusińscy docieraliby do siebie znacznie dłużej.
Szczerze polecam ten romans, ja się nie raz uśmiechnęłam i przedłużałam czas czytania, byle dowiedzieć się, co będzie dalej.
Motyw samotnego rodzicielstwa? Biorę w ciemno. 🫶 Mam do niego ogromną słabość - samotni tatusiowie top, ale samotne mamy (czy ciocie!) też potrafią dać czadu. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że główną bohaterką „Do wesela się zagoi” jest Sutton - 24-latka samotnie wychowująca siedmioletnią siostrzenicę - wiedziałam, że to historia dla mnie.
Sutton wzięła na siebie odpowiedzialność za nieswoje dziecko i robi wszystko, by być dla Susie prawdziwą mamą. Stworzyła jej dom, bezpieczeństwo i miłość, choć sama musiała bardzo szybko dorosnąć. Jej postawa naprawdę robi wrażenie - zwłaszcza gdy widzimy, jak mało wsparcia dostaje od własnych rodziców. To młoda dziewczyna, która poświęciła swoje życie dla dobra dziecka. Nie każdy miałby w sobie tyle siły.
Pierwsze spotkanie z Hugh? Klasyka - od wzajemnej niechęci. 😏 I choć książki Ludki bywają dla mnie trochę przewidywalne, to od czasu „Puck me up” na żadnej nie bawiłam się tak dobrze jak tutaj.
Mamy tu wszystko, co kocham: ✨ samotne rodzicielstwo ✨ grumpy x sunshine ✨ wymuszoną bliskość ✨ dużo humoru
A Susie? Totalnie skradła moje serce. Jej teksty są złotem i zdecydowanie zapamiętam je na długo.
Hugh i jego tabelki w Excelu niesamowicie mnie bawili (ja - ameba informatyczna - nie przetrwałabym takiej kontroli 😅). Choć muszę przyznać, że uczucia z jego strony pojawiły się dla mnie trochę za szybko. Przy dziecku w pakiecie decyzja o „tworzeniu rodziny” to poważna sprawa, a on wskoczył w to zaskakująco sprawnie. Zabrakło mi też jego historii - wiemy o nim niewiele poza miłością do porządku, faktur i pewnym schorzeniem, które ukrywa. Chętnie poznałabym jego przeszłość, rodzinę, cokolwiek, co nadałoby mu więcej głębi.
Mimo tych drobiazgów jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Po historii Mari i Sainta, która średnio do mnie trafiła, tutaj bawiłam się naprawdę świetnie.
I jeśli dobrze wyczuwam, że będzie historia Brie i Prestona… to ja już czekam. 👀💛
To już kolejna książka Ludki Skrzydlewskiej, którą miałam przyjemność czytać, i śmiało mogę powiedzieć – jedna z lepszych. Ta historia ma w sobie coś niesamowicie przytulnego. Taki klimat, że siadasz, zaczynasz czytać i nagle orientujesz się, że minęło pół nocy, a Ty dalej „tylko jeszcze jeden rozdział”.
Hugh to naprawdę świetny bohater. Serio, gdzie są tacy mężczyźni w realnym życiu? Poukładany (niczym idealny arkusz w Excelu), konkretny, momentami wycofany, ale kiedy trzeba – obecny w stu procentach. Jego relacja z małą Suzie? Absolutne złoto. Ciepło, troska i ta naturalność w budowaniu więzi – czytałam to z ogromnym uśmiechem. Ten wątek totalnie skradł moje serce.
Sutton z kolei… wow. Ta kobieta jest chodzącą definicją zaradności. Ilość obowiązków, które bierze na siebie, jej determinacja i gotowość do robienia dosłownie wszystkiego, by zapewnić stabilność sobie i siostrzenicy – ogromny szacunek. Naprawdę ją podziwiam. A w duecie z Hugh? Chemia, przekomarzanki, napięcie i to stopniowe ocieplanie relacji – wyszło świetnie. Razem byli po prostu „wow”.
Bardzo podobał mi się też klimat Silver Springs – małe miasteczko, ślub w tle, przygotowania, trochę chaosu i… dinozaur. Tak, motyw dinozaurów to absolutny hit tej książki i jeden z tych elementów, które nadają jej lekkości i uroku.
Zakończenie serio mnie kupiło. Bez zbędnego przeciągania, bez kombinowania – po prostu idealnie domknięta historia, która zostawia z szerokim uśmiechem i lekkim ściskiem w sercu. Dokładnie taki finał, jaki chciałam dostać po tej całej emocjonalnej jeździe.
Czytało mi się tę historię błyskawicznie, jak zresztą każdą książkę Ludki. To jedna z tych opowieści, które są lekkie, ale nie puste. Przyjemne, ale z emocjami. Ciepłe, ale z tym czymś, co sprawia, że czyta się tę historię z zapartym tchem.
Jeśli szukacie romansu z sercem, humorem i bohaterami, których naprawdę chce się kibicować – „Do wesela się zagoi” zdecydowanie jest dla Was. 🦕💚
Jeśli szukacie romansu, która opiera się na dojrzałości, wsparciu i powolnym budowaniu zaufania, to ta historia z Silver Spring jest właśnie dla Was. Główna bohaterka, Sutton, to postać, którą chce się po prostu przytulić. Od siedmiu lat wychowuje siostrzenicę, Suzie, która kocha ją jak rodzoną matkę. Sutton robi wszystko dla małej Suzie, ale przez rodziców wciąż czuje, że jest słabą mamą. Ich ciągła krytyka i brak wsparcia bolą tym bardziej, że Sutton naprawdę się stara. To bardzo smutny i prawdziwy wątek, który sprawił, że złamało mi serce. Rodzic bezwarunkowo powinien wspierać swoje dzieci, a czytając o tym, co wyprawiali rodzice Sutton, miałam łzy w oczach. Sutton i Hugh nie polubili się na początku, wszystko przez kłótnię na imprezie sylwestrowej. Musieli jednak zacząć ze sobą rozmawiać, bo ich przyjaciele biorą ślub, a oni zostali świadkami. Bardzo mi się podobało, jak Hugh od razu polubił małą Suzie, mimo że wcześniej mówił, że nie przepada za dziećmi. To było naprawdę urocze. Oczywiście w książce musiała pojawić się durna Emma. Hugh na początku nie zwracał uwagi na jej zachowanie, ale kiedy zaczęło mu zależeć na dziewczynach, dobitnie wyjaśnił Emmie, żeby dała sobie spokój. Ta w ramach zemsty nagadała na niego różnych świństw, co tylko dodało emocji całej opowieści. W tej książce najfajniejsze jest to, że wszystko dzieje się powoli. Bohaterowie nie wskakują od razu do łóżka, tylko najpierw się zaprzyjaźniają i wspierają. Nie ma tu głupich tekstów ani przesadzonej erotyki, za to są dorośli ludzie, którzy budują prawdziwy związek. Bardzo polubiłam tę trójkę i to, jak naturalnie stawali się dla siebie rodziną. To po prostu mądra historia o prawdziwej miłości.
𝜗𝜚 𝐊𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐚 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝑳𝒖𝒅𝒌𝒊 𝐢… 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐚 𝐩𝐨𝐝 𝐦𝐨𝐢𝐦𝐢 𝐬𝐤𝐫𝐳𝐲𝐝ł𝐚𝐦𝐢. Nadal nie potrafię tego ogarnąć myślami. Pamiętam siebie na początku mojej przygody z bookmediami, marzyłam aby choć raz móc patronować książkę 𝑳𝒖𝒅𝒌𝒊. A dziś? Patronuję już PIĘĆ jej historiom. PIĘĆ! To dla mnie coś absolutnie niepojętego, wciąż dochodzę do siebie, a wdzięczność, którą czuję, jest nie do opisania. 𝐃𝐳𝐢𝐞̨𝐤𝐮𝐣𝐞̨, 𝐦𝐚𝐦𝐢, 𝐳 𝐜𝐚ł𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐚 𝐳𝐚 𝐭𝐨 𝐳𝐚𝐮𝐟𝐚𝐧𝐢𝐞. To ogromny zaszczyt trzymać pod swoimi skrzydłami Twoje historie. 𝑳𝒐𝒗𝒆 𝒖. ❤️🩹
𝜗𝜚 𝐍𝐚 𝑫𝒐 𝑾𝒆𝒛𝒆𝒍𝒂 𝑺𝒊𝒆̨ 𝒁𝒂𝒈𝒐𝒊 𝐜𝐳𝐞𝐤𝐚ł𝐚𝐦 𝐳 𝐧𝐢𝐞𝐜𝐢𝐞𝐫𝐩𝐥𝐢𝐰𝐨𝐬́𝐜𝐢𝐚̨ 𝐨𝐝 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐞𝐣 𝐳𝐚𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢. Byłam ogromnie ciekawa, jaka relacja połączy 𝑺𝒖𝒕𝒕𝒐𝒏, 𝑺𝒖𝒔𝒊𝒆 i 𝑯𝒖𝒈𝒉’𝒂, jak potoczą się ich losy, jak Ludka poprowadzi ich emocje. Gdy tylko dostałam pdf-a, rzuciłam wszystko i zaczęłam czytać… i przepadłam. Totalnie, bez reszty, od pierwszego zdania. Ta historia wessała mnie jak tornado i już po kilku stronach wiedziałam, że zakocham się w niej na amen.
𝜗𝜚 𝐏𝐢𝐨́𝐫𝐨 𝑳𝒖𝒅𝒌𝒊 𝐮𝐰𝐢𝐞𝐥𝐛𝐢𝐚𝐦 𝐨𝐝 𝐝𝐚𝐰𝐧𝐚 - 𝐣𝐞𝐣 𝐬𝐭𝐲𝐥, 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛 𝐩𝐫𝐨𝐰𝐚𝐝𝐳𝐞𝐧𝐢𝐚 𝐟𝐚𝐛𝐮ł𝐲, 𝐭𝐨 𝐣𝐚𝐤 𝐳 𝐰𝐲𝐜𝐳𝐮𝐜𝐢𝐞𝐦 𝐢 𝐩𝐫𝐞𝐜𝐲𝐳𝐣𝐚̨ 𝐨𝐝𝐝𝐚𝐣𝐞 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐞 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰… 𝐭𝐨 𝐰𝐬𝐳𝐲𝐬𝐭𝐤𝐨 𝐬𝐩𝐫𝐚𝐰𝐢𝐚, 𝐳̇𝐞 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐣𝐞𝐣 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝐝𝐳𝐢𝐚ł𝐚 𝐧𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐚𝐤 𝐦𝐚𝐠𝐧𝐞𝐬. Autorka wciąga czytelnika do swojego świata tak naturalnie, jakby otwierała drzwi do ciepłego domu i mówiła - wejdź, rozgość się, poczuj to wszystko razem z nimi.
𝜗𝜚 𝐈 𝐰ł𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐨 𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐦 𝐧𝐚𝐣𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣 - 𝐋𝐮𝐝𝐤𝐚 𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐰𝐨𝐫𝐳𝐲 𝐛𝐨𝐡𝐚𝐭𝐞𝐫𝐨́𝐰 𝐢𝐝𝐞𝐚𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡. Kreuje ludzi z krwi i kości - z wadami, zaletami, lękami, nadziejami i historiami, które tak bardzo przypominają prawdziwe życie. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć, kibicować im, płakać i śmiać się razem z nimi. A tutaj poznajemy ich aż z dwóch różnych perspektyw, co dodaje tej historii głębi i emocjonalnej pełni.
𝜗𝜚 𝑺𝒖𝒕𝒕𝒐𝒏 𝐭𝐨 𝐚𝐛𝐬𝐨𝐥𝐮𝐭𝐧𝐞 𝐬ł𝐨𝐧𝐞𝐜𝐳𝐤𝐨 𝐭𝐞𝐣 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐢. Weszła w moje serce bez zapowiedzi i już z niego nie wyszła. Jest ciepła, serdeczna, towarzyska - ale także niesie w sobie ogrom bagażu, o którym niewiele mówi. Zawsze stawia innych na pierwszym miejscu, czasem aż za bardzo. Jest silna, niezależna, samodzielna, lecz jednocześnie potrzebuje nauczyć się, że proszenie o pomoc nie czyni nikogo słabym. 𝐉𝐞𝐣 𝐦𝐢ł𝐨𝐬́𝐜́ 𝐝𝐨 𝑺𝒖𝒔𝒊𝒆… 𝐫𝐨𝐳𝐜𝐳𝐮𝐥𝐢ł𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐨𝐭𝐚𝐥𝐧𝐢𝐞. Ta dziewczynka jest centrum jej wszechświata, jej najpiękniejszą częścią, powodem do walki i delikatności w jednym.
𝜗𝜚 𝑯𝒖𝒈𝒉 𝐧𝐚𝐭𝐨𝐦𝐢𝐚𝐬𝐭 𝐭𝐨 𝐜𝐚ł𝐤𝐨𝐰𝐢𝐭𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐢𝐰𝐢𝐞𝐧́𝐬𝐭𝐰𝐨 𝑺𝒖𝒕𝒕𝒐𝒏. Spokojny, wyciszony, ułożony, analityczny - człowiek, który lubi ciszę bardziej niż chaos, a porządek bardziej niż spontaniczność. I może właśnie dlatego tak dobrze do siebie pasują. W pierwszych rozdziałach miałam wobec niego mieszane uczucia, ale kiedy przeczytałam fragment, w którym opowiada o tym, że choć najbardziej lubi spokój, to nie wyobraża sobie mieszkania nigdzie indziej niż w domu pełnym ciepła 𝑺𝒖𝒕𝒕𝒐𝒏 i 𝑺𝒖𝒔𝒊𝒆… moje serce roztopiło się jak lód na słońcu. Wtedy przepadłam w nim kompletnie.
𝜗𝜚 𝐍𝐨 𝐢 𝑺𝒖𝒔𝒊𝒆 - 𝐚𝐛𝐬𝐨𝐥𝐮𝐭𝐧𝐲 𝐬𝐤𝐚𝐫𝐛 𝐭𝐞𝐣 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐢. Dziecko, które potrafi złapać czytelnika za serce jednym zdaniem. Raz doprowadzała mnie do łez wzruszenia, innym razem do śmiechu, a czasami do refleksji. Jest pełna niewinności, ale też niesamowitej dziecięcej mądrości. To jedna z tych postaci, która zostaje z czytelnikiem naprawdę długo.
𝜗𝜚 𝐑𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐚 𝑺𝒖𝒕𝒕𝒐𝒏 𝐢 𝑯𝒖𝒈𝒉’𝒂 𝐭𝐨 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚 𝐳 𝐭𝐲𝐜𝐡, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐫𝐨𝐳𝐭𝐚𝐩𝐢𝐚𝐣𝐚̨ 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞 𝐩𝐨𝐰𝐨𝐥𝐢, 𝐤𝐨𝐧𝐬𝐞𝐤𝐰𝐞𝐧𝐭𝐧𝐢𝐞, 𝐩𝐢𝐞̨𝐤𝐧𝐢𝐞. Uwielbiam to, jak uczą się siebie nawzajem, jak burzą swoje mury, jak zaczynają ufać, otwierać się, mówić prawdę i podążać ku lepszemu życiu. To nie szybkie zakochanie - to proces, wspólna praca, droga, która daje ogrom satysfakcji.
𝜗𝜚 𝑫𝒐 𝑾𝒆𝒔𝒆𝒍𝒂 𝑺𝒊𝒆̨ 𝒁𝒂𝒈𝒐𝒊 𝐭𝐨 𝐨𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐬́𝐜́ 𝐩𝐞ł𝐧𝐚 𝐰𝐳𝐫𝐮𝐬𝐳𝐞𝐧́, 𝐭𝐫𝐮𝐝𝐨́𝐰 𝐜𝐨𝐝𝐳𝐢𝐞𝐧𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢, 𝐞𝐦𝐨𝐜𝐣𝐢, 𝐚𝐥𝐞 𝐭𝐞𝐳̇ 𝐜𝐢𝐞𝐩ł𝐚, 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐢𝐧𝐧𝐨𝐬́𝐜𝐢 𝐢 𝐧𝐚𝐝𝐳𝐢𝐞𝐢. To historia o tym, że każdy zasługuje na dom pełen miłości - nawet jeśli życie nie zawsze było łaskawe.
𝜗𝜚 𝐊𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐤𝐬𝐢𝐚̨𝐳̇𝐤𝐚 𝑳𝒖𝒅𝒌𝒊 𝐩𝐨𝐫𝐮𝐬𝐳𝐚 𝐦𝐧𝐢𝐞 𝐰 𝐢𝐧𝐧𝐲 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛, 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐧𝐢𝐞𝐬𝐢𝐞 𝐰ł𝐚𝐬𝐧𝐚̨ 𝐥𝐞𝐤𝐜𝐣𝐞̨ 𝐢 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐚 𝐬𝐩𝐫𝐚𝐰𝐢𝐚, 𝐳̇𝐞 𝐳𝐚𝐤𝐨𝐜𝐡𝐮𝐣𝐞̨ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐨𝐝 𝐧𝐨𝐰𝐚. Autorka ma dar tworzenia opowieści, które zostają z człowiekiem na długo a a ta zdecydowanie trafiła prosto do mojego serca. Jestem zakochana. 𝐈 𝐣𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐞 𝐫𝐚𝐳 𝐝𝐳𝐢𝐞̨𝐤𝐮𝐣𝐞̨ 𝐳𝐚 𝐭𝐞̨ 𝐬𝐳𝐚𝐧𝐬𝐞̨. ❤️🩹
„Do wesela się zagoi” Mroźna przygoda w Silver Springs otula swoim ciepłem. 🐢(Współpraca reklamowa z @editio.red @ludka_autorka)🐢IG:@podroze.z.bocianem
Małomiasteczkowy klimat z uczuciem, którego nie da się zaplanować nawet w Excelu. To miejsce żyje własnym życiem. Nikt nie zapomni tego wieczoru.
Wszystko zaczęło się od sylwestrowej zabawy.
Sutton i Hugh poznają się w zabawny sposób. Sylwestrowa impreza, bałwan, dinozaur oraz szarlotka, która wylądowała na jego koszuli. Co z tego wyniknie?
Od samego początku możemy odnieść wrażenie, że po pewnym incydencie, będą trzymać się na dystans. Jednak zostali wciągnięci do... i muszą ze sobą współpracować. Jak będą przebiegać ich wspólne poczynania?
W szczególności podobały mi się sposób budowania tej relacji, które było idealnie wyważone. Dwa zupełnie inne charaktery. Ona jest wulkanem energii, a on poważny oraz poukładany, więc dziwne, jakby tak nagle poczuli między sobą chemię i od razu byli zakochani w sobie po uszy. Cieszę się, że Ludka uniknęła takiego zabiegu, ukazując przy tym ich naturalność oraz to, z czym się zmagają. Dojrzewają powoli.
Miałem już przyjemność poznać twórczość Ludki i tak jak poprzednio, styl pisania autorki jest lekki i przyjemny z pozytywną dawką humoru. Czasem wymiany słowne mnie rozbawiły, natomiast sceny z Susie zarażają słodyczą, a używania zwrotu „szarlotko” podwyższa poziom cukru. Fajnymi wzmianki były również nawiązania do Excela.
To nie jest zwykły romans, a historia o dojrzewaniu i wzajemnym poznawaniu siebie oraz drugiej połówki.
Sutton to mega zabawna i pomocna kobieta, która chyba wzięła trochę za dużo na swoje barki. Wychowuje swoją małą siostrzenicę i nawet ma kilka różnych prac, aby jej i Susie nigdy niczego nie brakło.
Hugh za to jest bardzo eleganckim, gburowatym prezesem, który lubi mieć wszystko poukładane. Pracuś i sztywniak, ale na szczęście do czasu!
Ta dwójka poznaje się na przyjęciu podczas „szarlotkowej katastrofy” (swoją drogą, uwielbiam to określenie) na którym dowiadują się, że oboje zostaną świadkami na zbliżającym się wielkimi krokami ślubie ich przyjaciół. No i co za tym idzie - mimo niechęci do siebie, muszą jak najlepiej współpracować przy organizacji wesela.
Słodka i zabawna historia z malowniczym, górskim miasteczkiem w tle. Książka jest naprawdę ciepła, przyjemna i szczegółowa - nie do przesady! Cała relacja głównych bohaterów rozwija się realnie i powoli, historia jest lekka i komfortowa, choć pojawiają się tu też przykre momenty, które chwytają za serce. To był zdecydowanie jeden z lepszych romansów jakie czytałam, a zakończenie tak bardzo mnie rozczuliło, że nawet trochę płakałam🥹
Przepadłam dla tej książki i mimo, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Ludki, to raczej nie ostatnie! Nie mam pojęcia, czemu wcześniej nie sięgnęłam po książki tej autorki🙈 Dawno nie czytałam nic tak DOBREGO.
🦕Książka, która zaczyna się od zasuwającej w kostiumie dinozaura bohaterki i karze, za stanięcie na jej ogonie, w postaci szarlotki na koszuli pewnego miłośnika excela. To był zdecydowanie strzał w dziesiątkę, bo przez to już od pierwszych stron się uśmiechałam w trakcie czytania, a dalej było jeszcze lepiej.
🦕Nie mogłam się oderwać od czytania historii Hugh i Sutton, którzy dostali bojowe zadanie - przygotować wspólnie ślub dla swoich przyjaciół. Nie zliczę ile razy się uśmiechałam i chyba nabawiłam się skurczu policzka, bo do tej pory mnie on boli. Dodatkowo książka była bardzo urocza. Głównie dzięki małej Susie, czyli siostrzenicy Sutton, która jest jej prawną opiekunką. Dziewczynka sprawiła, że ta książka była bardzo komfortowa i oryginalna, dzięki jej obsesji na punkcie dinozaurów.
🦕Na duży plus, są też wątki poboczne, które dodawały dreszczyku emocji i sprawiły, że nuda to ostatnie co mi towarzyszyło w trakcie czytania. Sam styl Ludki i fabuła spowodowały, że czyta się tą historię jak masełko i sięgałam po nią w każdej wolnej minucie.
🦕Komfortowa, zabawna, budująca napięcie i wciągająca. To wszystko co moim zdaniem powinien mieć słodki romans, a "Do wesela się zagoi" zdecydowanie to miało. Polecam cieplutko 🤍