Poruszająca opowieść o dojrzewaniu do miłości, odpowiedzialności i prawdy o sobie. Historia dwóch mężczyzn, którzy po dwudziestu latach milczenia próbują poskładać na nowo siebie i swój związek.
Latem 1986 roku w pionierskim obozie „Jaskółka” rodzi się zakazana miłość między nastoletnim Jurą a jego starszym opiekunem Wołodią. Po dramatycznym rozstaniu ich drogi na dwie dekady rozchodzą się. Przez cały ten czas obaj próbują żyć „jak trzeba” – w świecie, do którego nie pasuje ich uczucie.
W końcu, po dwudziestu latach, spotykają się. Już jako dorośli mężczyźni muszą zmierzyć się nie tylko z dawnym uczuciem, lecz także z własnymi wyborami, wstydem i poczuciem winy. We wspomnieniach powracają do pamiętnego lata 1986 roku, odkrywając nieznane wcześniej szczegóły historii z perspektywy Wołodii…
Co przemilczała jaskółka to opowieść o konsekwencjach milczenia: o nieprzepracowanej traumie, która wraca w postaci autodestrukcji, uzależnień i lęku przed bliskością. Ale to także pełna czułości książka o tym, że w każdym wieku można uczyć się miłości od nowa.
Młodzieńcze zauroczenie, zakazane uczucie i pierwsza miłość. Pewne lato 1986 roku zmieniło wszystko, kiedy Jura i Wołodia zakochali się w sobie, chociaż doskonale wiedzieli, że nigdy przenigdy nie powinno do tego dojść. Wydarzyło się to w ZSSR na obozie pionierskim „Jaskółka”, który jest skarbnicą najskrytszych tajemnic i pragnień. Pamiętny wyjazd w końcu minął, a zanim bohaterowie zdążyli się obejrzeć, to dorośli, a oni sami nie widzieli się przeszło dwadzieścia lat (przez chwilę udawało się im z korespondencją listowną, ale również ona dobiegła końca). W końcu pewne zdarzenie otworzy im furtkę na nowe możliwości, a wszechświat podaruje jeszcze jedną szansę na wspólne życie.
W pierwszym tomie poznajemy perspektywę uzdolnionego muzycznie Jury. Skupiamy się na przeżyciach z obozu, żeby na końcu dowiedzieć się więcej o jego losach po studiach, kiedy to wyjechał do Niemiec. To tam komponuje muzykę, otacza się postępowymi ludźmi i nie boi się bycia osobą homoseksualną. W opozycji do tego mamy Wołodię, który nigdy do końca się nie zaakceptował, uczęszczał na brutalne „terapie”, przez lata zmagał się z wszechobecną homofobią i naznaczeniem ojca, a nawet jego długoletni kochanek miał wobec niego nie zawsze czyste intencje. „Lato w pionierskiej chuście” traktuje o wyjątkowości nastoletnich emocji, za to „Co przemilczała jaskółka” pokazuje nam straszny obraz świata, w którym miłość nie zawsze jest powszechnie akceptowalna.
Ta historia rozrywa człowieka, wywołuje ścisk w brzuchu i gromadzi łzy w oczach. Jura zaznał życia w prawdzie, gdy Wołodia przez tyle lat tkwił w skorupie, bojąc się o to, czy w świecie znajdzie się dla niego miejscu. Na szczęście „Jaskółka” pamięta wszystko i stanie się pomostem do ponownego rozbudzenia uczuć chłopaków, ale też pokazania całego bagażu doświadczeń, które nabyli po drodze.
To jedna z ciekawszych fikcji historycznych z romansem mlm, które miałem okazję czytać w ostatnim czasie. Niestety jak z pierwszym tomem nie miałem większych problemów, tak przy drugim czasami dłużyła mi się akcja, szczególnie że nowe zdarzenia poznajemy od połowy powieści (wcześniej dostajemy powtórkę z pierwszego tomu, z tym, że dochodzi perspektywa Wołodii). Niemniej są to tytuły, które warto poznać.
Jeśli pamiętacie “Lato w pionierskiej chuście”, to z pewnością ucieszy Was wiadomość, że kontynuacja książki, czyli “Co przemilczała jaskółka”, jest równie wspaniała 😍 Trochę trzeba było na nią poczekać, ale zdecydowanie było warto! A jeśli jeszcze tych tytułów nie znacie, to bardzo mocno Was do nich zachęcamy! 🤩
Początkowo fabuła drugiej części niejako nakłada się z wydarzeniami z pierwszej części, to znaczy wracamy do obozu pionierskiego w 1986 roku, ale tym razem przeżywamy go z perspektywy Wołodii, co znakomicie dopełnia historię. Jest to jednak tylko początek “Jaskółki”, bo następnie śledzimy już losy zastępowego w kolejnych (wielu) latach. Dowiadujemy się, co przeżywał po zakończeniu obozu, jak radził sobie z tęsknotą za Jurą, a przede wszystkim - jak mierzył się z własną tożsamością i ujawnieniem przed rodziną. Pamiętajmy, że to czasy ZSRR (w późniejszych latach R0sji), więc zdecydowanie nie było łatwo, jak można się domyślać. No i wreszcie - czy Jura i Wołodia wreszcie się spotkają jako dorośli mężczyźni? Tego też się tu dowiadujemy…
Podobnie jak i pierwsza część, również ta została napisana w tak delikatny, liryczny wręcz sposób, że książka na długo pozostaje w głowach. Najważniejsze są tu emocje, a te oddane są prawdziwie i bez zbędnej ckliwości lub nadęcia. Jura i Wołodia to ludzie z krwi i kości, mierzący się z normalnymi problemami i walczący ze swoimi uczuciami. Mają wiele dem0nów do pokonania i bynajmniej nie są sztuczni lub wyidealizowani. Bardzo to doceniamy w tej historii - dla nas ona pełna jest autentyczności i szacunku do bohatera i jego przeżyć. Autorki doskonale pokazują kryzys psychiczny obu bohaterów i to, jak bardzo zwyczajni i ludzcy są obaj.
A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze klimat! Klimat, który jest tu po prostu niepowtarzalny: lata 80., obóz harcerski, radzieckość w pełni, a na tle tego wszystkiego wspaniała, piękna, pierwsza miłość dwóch chłopaków. Przyznajemy, że jesteśmy tymi książkami oczarowani, więc cieszymy się przeogromnie, że możemy patronować drugiej części 🥰
Pierwszy tom - Lato w pionierskiej chuście - zostawił mnie z mieszanymi uczuciami: historia była wzruszająca, ale coś mi w niej nie do końca zagrało, jakby brakowało jej przestrzeni na to, żeby naprawdę zabolało. Drugi tom jest głębszy, dojrzalszy i znacznie bardziej bolesny, pisany z perspektywy Wołodii szybko zatarł poprzednie wrażenie i przemocą wciągnął mnie w bolesną, pełną żalu i wstydu opowieść o braku akceptacji, miłości i samotności. Latem 1986 roku, w sowieckim obozie pionierskim „Jaskółka", rodzi się zakazane uczucie między dwoma młodymi mężczyznami. Uczucie niemożliwe i od samego początku skazane na porażkę przez prawo, normy społeczne i sowiecką moralność. Po dramatycznym rozstaniu, drogi bohaterów rozchodzą się na dwadzieścia lat. Obaj próbują przez ten czas żyć „jak trzeba" - choć z różnym skutkiem - spełniając oczekiwania otoczenia, tłumiąc siebie, goniąc za normalnością, która wciąż okazuje się mirażem. Gdy w końcu spotykają się, już jako dorośli mężczyźni, muszą stanąć twarzą w twarz nie tylko z dawnym uczuciem, ale przede wszystkim z całą resztą: z wyborami, których dokonali, ze wstydem, z poczuciem winy, z traumami, które przez lata starannie zakopywali. Pierwszy tom opowiadał historię przede wszystkim z perspektywy Jury. Drugi daje głos Wołodii - i to, moim zdaniem, tworzy kluczową różnicę między tymi książkami. Wołodia jako narrator jest dojrzalszy, bardziej złożony, a jego wewnętrzny świat okazał się dla mnie o wiele bardziej przystępny emocjonalnie. Jego tok rozumowania - ta nieustanna, bezowocna gonitwa za „normalnością", za wersją siebie, która wpasuje się w oczekiwania świata i bliskich. Czułam, że rozumiem każdą jego decyzję, nawet jeśli była zła. Nawet jeśli bolała. Tam, gdzie Jura był impulsywny i chaotyczny, Wołodia doskonale wie, co robi. I właśnie dlatego czyni to tak dotkliwym. On nie niszczy siebie z nieuwagi. On niszczy siebie metodycznie i w pełni świadomości. Co przemilczała jaskółka to nie jest zwykła historia miłosna. To opowieść o wyobcowaniu i cenie, jaką płaci się za niemożność zaakceptowania siebie. O tym, co robią z człowiekiem lata życia w masce. O tym, jak nieprzepracowana trauma wraca - w postaci uzależnień, autodestrukcji, lęku przed bliskością, ucieczki od wszystkiego, co realne. Autorki nie oszczędzają czytelników. Ostracyzm społeczny jest tu pokazany bez lukru - nie jako abstrakcyjne pojęcie, ale jako konkretne ludzkie okrucieństwo, jako codzienność. Bohaterowie nie żyją w próżni, żyją w świecie pełnym ludzi-buców, którzy z poczucia wyższości, strachu albo zwykłej głupoty potrafią niszczyć innych bez cienia refleksji. I na tym tle wyraźniej widać wielką miłość, która przetrwała. Wbrew wszystkiemu, wbrew czasowi, wbrew samym zainteresowanym… Smutna, poruszająca i miejscami naprawdę przerażająca - tak opisałabym ogólny nastrój tej lektury. Są w niej fragmenty, przy których zatrzymałam się na dłużej, bo musiałam. Bo były po prostu za ciężkie, żeby iść dalej bez chwili oddechu. Na koniec autorki nie dają łatwych odpowiedzi. Nie ma tu prostego happy endu w stylu „i żyli długo i szczęśliwie". Jest nadzieja, ale taka, która kosztuje. Bardzo podobało mi się, że nie zamieciono wszystkich problemów pod dywan. Nie znikła depresja, uzależnienia czy nerwica, Jura i Wołodia wciąż będą musieli się z nimi zmierzyć, tyle że tym razem już nie samotnie, a jako para. Byłabym nieuczciwa, gdybym nie powiedziała, że książka ma też swoje słabsze momenty. Miejscami narracja zwalnia, często w koło roztrząsając jedno zdarzenie aż do znudzenia, a niektóre wątki poboczne są znacznie mniej dopracowane niż główna oś historii. Zdarzało się też, że pewne dialogi brzmiały nieco sztucznie - jakby były bardziej nośnikiem informacji dla czytelniczki niż naturalną rozmową między ludźmi. Ale to tylko drobne skazy na tle całości. Podsumowując: Co przemilczała jaskółka to jedna z tych lektur, które zostawiają ślad. Długo po zamknięciu okładki siedziałam z tą historią, myśląc o wyborach, które zniszczyły bohaterów, o miłości, która przetrwała, i o tym, ile kosztuje milczenie. Zdecydowanie polecam - nie tylko jako kontynuację, ale jako samodzielną, dojrzałą opowieść o ludziach, którzy przez długi czas musieli ukrywać swoją prawdziwą twarz, zanim nauczyli się istnieć na własnych warunkach.
Ocena: 7/10
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Insignis #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
,,Co przemilczała Jaskółka" drugi tom przygód dwóch zakochanych chłopców, ale tym razem z perspektywy Wołodi.
Jedna sprawa to się zakochać. Druga to sprawić, aby ta miłość nie um,arła podczas rozłąki. Mimo że podczas obozu miłość między Jurą, a Wołodią wydawała się nie do zniszczenia, czas pokazał, że jest inaczej. Jura i Wołodia rozchodzą się na dwie dekady, które sprawiły, że są całkiem nowymi ludźmi. Obaj próbują żyć tak jak się tego od nich wymaga, ale nie jets to takie łatwe. Nie gdy usychasz z tęsknoty, a jednocześnie gdy masz z tyłu głowy, że to co robisz jest złe. Gdy ponownie przychodzi moment ich spotkania okazuje się, że obydwoje są już całkiem innymi osobami, które przeżyły różne życia i mierzyły się z różnymi wyborami, których czasem żałują, a czasem nie. Jednak teraz chociaż na chwilę mogą znów wrócić do obozu pionoerskiego i znów być tymi samymi zakochanymi w sobie ludźmi.
Można podzielić te książkę na trzy etapy. Od początku do zakończenia turnusu w jaskółce, gdzie nasi bohaterowie się poznali. I ten fragment jets najkrótszy ze wszystkich, nad czym ubolewam, bo nie pogardziłabym, gdyby było więcej scen z obozu z perspektywy Wołodi. Później mamy drugi etap gdzie Wołodia jest sam ze swoimi myślami. I na końcu mamy etap, gdy nasz dowjka znów jest razem. I o ile pierwszą część znamy z ,,Lata w pionierskiej chuście", co prawda teraz jest z perspektywy Wołodi i trochę innaczej widzimy świat, ale jest tutaj bez większych zaskoczeń. Druga znamy tylko fragmentami z listów Wolodii do Jury. Chociaż jeśli przeczytacie zrozumiecie ile rzeczy było przemilczanych lub pominiętych. Jest to też jeden z najbardziej destrukcyjnych okresów Wolodii, w których "walczy" ze swoją chorobą, która jest miłość do Jury i jego orientacja. Z jednej strony cieszę się, że zostało to tak dokładnie pokazane. To jak Wołodia się czuję i co przeżywa, ale z drugiej strony to wsuztsko kręciło się w kółko nie wnosząc nic nowego. Po prostu ciągle były te same mechanizmy jego zachowania tylko w różnej scenerii. Trzecia część to spotkanie z Jurą. Cieszę się z ich szczęśliwego zakończenia, ale z drugiej strony irytuje mnie zachowanie kilku bohaterów i ja wiem, że to były inne czasy i inna mentalność, ale nie trzeba było tego robić. Chociaż rozumiem, że miało to na celu by w pełni wyzwolic Wołodię. Podsumowując. Cieszę się niezmiernie, że w końcu doczekaliśmy się drugiego tomu, ale dalej mam mieszane uczucia. Z jednej strony kocham i uwielbiam, ale z drugiej strony mam wrażenie, że było to granie na emocjach i sentymentach i można byłoby by to lepiej napisać. (Chociażby dać więcej czasu na jaskółkę i tren turnus czy na ich późniejsze życie). Nie zmienia to faktu, że uwielbiam tę książkę i dalej ją przeżywam.
„Co przemilczała jaskółka” poruszyła mnie do głębi co jednak jest dość trudnym zadaniem. Czytałam poprzednią książkę z tej serii i nie spodziewałam się po prostu, że autorki tak wysoko postawią poprzeczkę i tym razem napiszą coś jeszcze lepszego i coś, co jeszcze bardziej mnie oczaruje. To było absolutnie wszechogarniające, nieprawdopodobnie wzruszające i otulające. Ta opowieść dała mi niezwykle wiele powodów do rozmyślań i momentów w których serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Jestem ogromnie dumna, że mogłam jej patronować, to niezwykłe, trochę tak jakbym stała się jej częścią, a bycie częścią takiej opowieści to ogromne wyróżnienie. „Co przemilczała jaskółka” jest cenna pod wieloma względami, przede wszystkim opowiada o dwóch mężczyznach którzy kochali się tak bardzo, że ich miłość mogła przenosić góry, a jednak urodzili się w miejscu i czasie który im nie sprzyjał. To historia o kraju, w którym żyć było ciężko i chyba dalej jest, nawet jeśli mieścisz się w normach, nie wspomnę o tym co się dzieje, jeżeli wyłamujesz się ze schematów. Czytałam o tych wszystkich zakazach, o myśleniu innych ludzi, o tym jak łatwo czasami komuś coś odebrać, jak łatwo czasami przekreślić czyjąś przyszłość. To historia o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnego ja, o rozstaniu które nigdy nie powinno mieć miejsca i o spotkaniu po latach, kiedy wciąż jest czas aby wszystko na nowo poukładać, ale pytanie czy to jest jeszcze w ogóle możliwe. Ileż w tej opowieści jest wrażliwości, ileż o traumie i lekach, ileż o samotnych nocach i porankach i ileż o łzach, które nie mają końca. Chwyciła mnie za serduszko w każdym możliwym tego słowa znaczeniu, więc musi być wysoko.
Mimo iż ta część mniej podobała mi się, niż pierwsza, nadal uważam, że była świetna. Dziewczyny pięknie piszą i widać, żw kochają swoje postacie. Płakałam, śmiałam się i denerwowałam razem z postaciami. Nie umiem pisać recenzji, ale polecam każdemu obie części książki