Morderstwo to dopiero początek. Mrok kryje się głębiej.
Warszawa, 30 kwietnia 2018 roku. Z Wisły zostają wyłowione zwłoki Karli Bielskiej. Śledztwo prowadzi komisarz Jan Grot samotnik po przejściach, zafascynowany zgłębianiem natury świata. Jego poszukiwania szybko wykraczają poza policyjne procedury.
Równolegle na własną rękę działa Bursztyn partner ofiary i gracz warszawskiego półświatka, który nie cofnie się przed niczym, by znaleźć winnych. Przekracza kolejne granice, używając przemocy, manipulacji i strachu.
Drogi obu mężczyzn splatają się, prowadząc ich tam, gdzie świat gangsterów styka się z elitami, a zbrodnia odsłania swoje najstarsze korzenie. Tajemnica śmierci Karli okazuje się jedynie odpryskiem większego zła, które wyrasta z krwawych wojen i mrocznych mitów. Ten mrok może pochłonąć każdego, kto odważy się w niego zajrzeć
„Odcienie przemocy” to moje pierwsze spotkanie z autorem Grzegorzem Karwowskim, który do tej pory tworzył pod pseudonimem Jan Gieka. Do sięgnięcia po tę książkę zachęciła mnie przede wszystkim świetna recenzja jednej z dziewczyn poznanej w bookmediach. Czy moje odczucia względem tej publikacji były podobne? Już spieszę z wyjaśnieniem.
Zacznę od tego, że kryminały zawsze miały specjalne miejsce w moim sercu. Kiedyś sięgałam wyłącznie po tego typu literaturę, więc, pomimo że ostatnimi czasy czytam więcej innego rodzaju książek, doskonale odnajduję się w takich publikacjach.
Nie inaczej było również w przypadku „Odcieni przemocy”, ponieważ autor — bez zbędnej zwłoki zapoznaje czytelnika z nową sprawą, którą zajmie się komisarz Jan Grot. I jak to zawsze bywa, i tym razem główny bohater próbuje rozwikłać sprawę śmierci denatki, sprawdzając środowisko, w jakim się obracała i poznając ludzi, którzy byli z nią w jakiś sposób powiązani. Jednak w bliskim otoczeniu Karli Bielskiej znajdowały się osoby bezpośrednio powiązane z Warszawskim półświatkiem jak, chociażby jej partner. Czy komisarzowi uda się rozwiązać sprawę i postawić winnych śmierci młodej dziewczyny przed wymiarem sprawiedliwości? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury.
Muszę przyznać, że na początku lektura bardzo mnie wciągnęła, nawet pomimo faktu, że nie przepadam za narracją, która przedstawia, co działo się w każdy pojedynczy dzień. Jednak sam komisarz Grot i jego sposób działania operacyjnego intrygowały mnie do tego stopnia, że śledziłam każde jego posunięcie z niezwykłym zainteresowaniem, jednak po pewnym czasie odniosłam wrażenie, że wszystko stanęło w miejscu, a moje emocje opadły do tego stopnia, że odłożyłam książkę na później. Oczywiście potem lektura wróciła na odpowiednie, interesujące tory, ale mały niesmak jednak gdzieś we mnie pozostał.
Myślę, że ciekawym zabiegiem było również przestawienie dążenia do prawdy z dwóch perspektyw — wspomnianego wcześniej komisarza oraz Bursztyna — partnera ofiary i członka warszawskiego półświatka. Panowie prowadzili dwa odrębne dochodzenia, co było też miłą odmianą od standardowych, oklepanych rozwiązań.
Niemniej jednak zakończenie nieco mnie rozczarowało, spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, co dosłownie wyrwie mnie z butów, a tymczasem zostałam z kilkoma pytaniami, na które nie otrzymałam odpowiedzi, przez co czuję ogromny niedosyt.
Czytelnik od początku trafia w sam środek wydarzeń. Warszawa. Wisła wyrzuca na brzeg ciało Karli Bielskiej. Pierwszym narratorem jest policjant Jan Grot 👮♂️- nietuzinkowa postać, człowiek po przejściach, który nierzadko sięga po nieoficjalne metody śledcze. Drugim narratorem jest partner zamordowanej kobiety, znany jako „Bursztyn”. 🙍🏻♂️ On z kolei wychowany jest przez mroczną część Warszawy. Obaj mają jeden cel - znaleźć zabójcę Karli. Podążają zupełnie innymi drogami, a czytelnik, z każdym kolejnym rozdziałem wprowadzany jest w coraz bardziej zawikłaną intrygę.
„Odcienie przemocy” to dobrze przemyślany kryminał, określiłabym go mianem kryminału psychologicznego. Akcja dzieje się bardzo dynamicznie, narracja oparta jest głównie na dialogach, nie ma obszernych opisów miejsc ani natury. Jest za to sporo brutalności i bezwzględności.
Podoba mi się to, że autor pokazuje mroczne strony głównych bohaterów, co pokazuje jak ich historia, poranienie oraz decyzje podejmowane w przeszłości wpływają na teraźniejszość 🖤 Bardzo wciągające są te wyraźnie narysowane, przemyślane i spójne charaktery postaci.
Autor w szorstki i realistyczny sposób pokazuje warszawski półświatek. Jest korupcja. Jest przemoc. Jest bardzo dużo osób „elitarnych”, które pociągają za wiele sznurków. Jest historia dziewczyn, które zatrudniając się jako modelki, nie wiedziały co tak naprawdę ich czeka, ponieważ agencja modelek tak naprawdę prowadzi ciemne i nielegalne interesy 💔
Zachowania i metody bohaterów, determinowane ich poranionymi osobowościami, budują napięcie, które nie pozwala oderwać się od tej książki. Ja nie mogłam. Czytałam w trakcie Świąt Bożego Narodzenia. Mimo napiętego, świątecznego czasu przeczytałam książkę bardzo szybko.
Temat przemocy to temat rzeka, a ta książka pokazuje ten problem w bardzo szerokim świetle, dotykając różnych sfer życia czy typów ludzi. To lektura mocna, mroczna, zabierająca nas w głąb okrucieństwa, do świata gdzie kłamstwo i prawdę dzieli cienka granica, a światek przestępczy styka się z elitami. Ciekawy, choć trudny kryminał.
W Warszawie zostają wyłowione zwłoki młodej dziewczyny, byłej modelki. Śledztwo poprowadzi Jan Grot, policjant wycofany, samotnik o nietypowym podejściu do życia, przez co jego działania z czasem wykraczają poza policyjne ramy. W tym samym czasie swoje prywatne śledztwo prowadzi Bursztyn, partner ofiary, który jest zdeterminowany by ukarać winnych jej śmierci. Drogi tych dwóch mężczyzn zaczną się przecinać, połączy ich niepisana współpraca, by poznać prawdę, obaj nie mają pojęcia, że ta zbrodnia to tylko zwykły odprysk większego zła.
Powiem szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia co do tej lektury. Początek mnie zainteresował, było jasno, konkretnie, komisarz nie bawił się w półśrodki i nazywał wszytko po imieniu, w tle już można było dostrzegać jego życiowe rozterki i nietypowe podejście, niemniej to wszytko świetnie ze sobą współgrało. Jednak tuż po tym jakże dobrym według mnie początku nastąpiła zmiana perspektywy, tak też poznajemy Bursztyna. Perspektywa tego gościa była dla mnie ciężka, pojawił się język ulicy, slangi, pozerka i cała masa wulgaryzmów. Niby można przywyknąć, jednak mnie to strasznie męczyło, ni jak nie wiedziałam o co chodzi, byłam w tym totalnie zielona, ale też nie wiem jak wy, ale jak co chwilę słyszę/czytam słowo "mordo" to ja po prostu wysiadam. Ta zmienna perspektywa towarzyszy nam do końca książki, obie są ważne i z każdej można wynieść wiele potrzebnych do rozwiązania zagadki informacji. Z czasem te perspektywy zaczynają na siebie nachodzić, przez co też zaczyna się robić coś na kształt porządku.
Niby napisałam, że robi się względny porządek, ale dotyczy to bardziej sedna sprawy, bo jednak przez niemal całą fabułę towarzyszył mi chaos. Zmienna perspektywa, podział na dni tygodnia, przez co przy zmianach narracji fabuła się cofa, plącze i przeskakuje z miejsca na miejsce. Zabrakło mi tutaj porządku i chronologii wydarzeń, choć muszę przyznać, że autor dobrze i dosyć szeroko to wszystko rozbudował, jednak przy czytaniu trzeba się pilnować i myśleć by nie pogubić wątków.
Jestem pod wrażeniem wykreowanych w lekturze postaci. Jan Grot czyli nasz komisarz jest dość nietypowym przedstawicielem policji. Jego działania są skrajnie rożne, ale to jego sposób bycia, psychika czy jego tory myślenia są tutaj wyjątkowe, inne, takie głębokie, w których poszukuje się jakiegoś sensu, jego przemyślenia czy słowa które wypowiada mi mocno namieszały w głowie. Co do Bursztyna miałam mieszane uczucia, nie do końca przypadł mi gość do gusty, jednak tego postawa była ciekawa, taki trochę zły chłopiec próbujący coś uratować, coś zadziałać. Ta dwójka to teoretycznie swoje przeciwieństwa, dwa oddziele światy, dwie strony barykady, które wbrew wszystkiemu i wszystkim potrafią ze sobą w jakimś stopniu współpracować.
Lektura ciekawa, oryginalna i wielowątkowa. Pokazująca różne strony człowieczeństwa, społeczeństwa, porusza tematy tabu i obrazująca te tytułowe odcienie przemocy, nadając temu słowu jeszcze innego znaczenia niż powszechnie znane. Dla mnie to była dosyć trudna lektura i trochę się przy niej namęczyłam, nie mniej zrobiła ona na mnie wrażenie. Powiedziałabym, że to bardziej męska książka, ale odsyłam wszystkich zainteresowanych do lektury, moim zdaniem warto.
Uwielbiam książki o mrocznej atmosferze, bo zawsze obiecują coś więcej niż tylko zagadkę do rozwiązania. A ta książka okazała się, że nie jest zwykłym kryminałem lecz zaproszeniem do świata, z którego nie da się tak łatwo uciec, do póki nie skończy się książki. Każda kolejna strona wciągała coraz głębiej jakby prowadziła przez labirynt pełen cieni i tajemnic, gdzie prawda czai się tuż za rogiem a może jest gdzieś głęboko ukryta. I właśnie im dalej wchodziłam w tę opowieść, tym wyraźniej czułam, że prawdziwy mrok nie kryje się na powierzchni, lecz głęboko pod nią …
Z warszawskiej rzeki zostają wyłowione zwłoki młodej kobiety. Woda oddaje ciało, ale nie zdradza tajemnic. Początkowo wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, do czasu aż prawda przebija się na powierzchnię. Ofiarą była Karla, modelka. Została uduszona.
Skóra zimna. Szyja pamięta dłonie. A we włosach wpleciony czarny sznurek. To on trzyma jej sekret.
Sprawą zajmuje się komisarz Jan Grot. To, co z pozoru miało być rutynowym dochodzeniem, szybko zmienia się w skomplikowaną sprawę , prowadzącą do środowiska agencji modelingowych. To tam dochodzi do przemocy. Wraz z rozwojem śledztwa wychodzi na jaw, że Karla nie była jedyną ofiarą. Inne modelki również doświadczały przemocy. Sprawa nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy okazuje się, że Karla była związana z Bursztynem…wpływową i niebezpieczną postacią warszawskiego półświatka. Bursztyn prowadzi własne śledztwo i zamierza wymierzyć sprawiedliwość na własnych zasadach… Czy drogi komisarza Grota i Bursztyna połączą się we wspólnej sprawie?
Oj przyznaję…dawno nie czytałam takiej książki. Napisana twardym, oszczędnym językiem, bez zbędnych ozdobników i rozwlekłych opisów, trafia prosto w sedno. Każde zdanie ma tu swoje miejsce i wagę. To surowa opowieść, w której czuć brud, napięcie i ciężar przestępczego świata. Czyta się ją z rosnącym niepokojem, bo im dalej, tym wyraźniej widać, że ta historia nie pozwoli wyjść bez śladu. Bez szwanku.
Historia opowiadana oczami komisarza Grota oraz Bursztyna, nadała tej powieści wyjątkowego charakteru. Dwie perspektywy, dwa różne światy splatają się w mroczną całość. Autor świetnie prowadzi czytelnika przez kolejne warstwy tej historii , stopniowa ale z wielką siłą odsłaniając nie tylko tajemnice zbrodni, ale także motywacje bohaterów i najciemniejsze zakamarki ich rzeczywistości.
Ogromnie zaskoczyło mnie w tej książce to, jak umiejętnie balansuje między kryminałem a psychologicznym portretem postaci. Każdy z bohaterów jest inny. Są nieidealni, pełni sprzeczności, momentami odpychający, a jednocześnie boleśnie prawdziwi. Autor nie tłumaczy ich decyzji wprost…zmusza czytelnika aby sam ich ocenił, analizował ich zachowanie i motywacje.
Autor nie unika najtrudniejszych tematów. Przedstawia je w sposób bezpośredni. Pokazuje brutalną, bezwzględną przemoc wobec kobiet… bicie , gwałty, upokorzenia a także mroczny świat gangsterów. To nie jest łatwa lektura, ale właśnie dzięki takiemu ukazaniu bezwzględnej rzeczywistości, uderza ogromną siłą i pozostawia rysy nie tylko w pamięci lecz także pod skórą…
Między dobrem a złem, między jednym a drugim, rodzi się przemoc. Nie czarna. Nie biała. Lecz w odcieniach Które najtrudniej nazwać.
Bo mrok w tej historii nie czai się jedynie w zbrodni…
Lektura najnowszej prozy Grzegorza Karwowskiego to doświadczenie, które od pierwszych stron narzuca czytelnikowi duszny, niemal klaustrofobiczny klimat współczesnej stolicy. Fabuła zawiązuje się wokół makabrycznego odkrycia w nurtach Wisły, co staje się punktem wyjścia do wielowarstwowego śledztwa. Autor prowadzi nas przez tę historię dwutorowo, zderzając ze sobą perspektywy dwóch skrajnie różnych mężczyzn. Z jednej strony obserwujemy Jana Grota, komisarza z bagażem doświadczeń, który w swojej pracy ufa bardziej intuicji niż sztywnym wytycznym, z drugiej zaś Bursztyna - postać wyrosłą z betonu i ulicznych układów, którą do działania napędza osobista tragedia. Największą wartością fabularną jest tutaj obserwacja, jak te dwa, teoretycznie wrogie sobie światy, zaczynają się przenikać i szukać wspólnego mianownika w obliczu bezwzględnego zła.
Pod względem warsztatowym Karwowski decyduje się na ryzykowny, ale niezwykle odświeżający minimalizm. Stylistyka powieści niemal całkowicie rezygnuje z klasycznych, statycznych opisów otoczenia na rzecz surowej dynamiki. To dialogi stanowią tu kręgosłup narracji, nadając jej nerwowy, pulsacyjny rytm, który przypomina tempo pędzącego miasta. Język jest twardy, dosadny i pozbawiony zbędnych ozdobników, co idealnie koresponduje z brutalną tematyką. Taka konstrukcja tekstu wymaga od odbiorcy dużej czujności - brak wszechwiedzącego narratora, który „prowadziłby za rękę”, sprawia, że sami musimy składać elementy układanki z rzucanych przez bohaterów półsłówek i krótkich wymian zdań.
Niewątpliwie mocną stroną książki jest jej autentyzm i odwaga w kreowaniu bohaterów, których nie da się jednoznacznie zaszufladkować. Zarówno Grot, jak i Bursztyn to postacie z krwi i kości, pełne wewnętrznych pęknięć. Jako słabszy punkt wskazałabym momenty, w których ta niezwykle intensywna konstrukcja dialogowa powoduje chwilową zadyszkę narracyjną w środkowej części tekstu, co może wymagać od czytelnika ponownego złapania właściwego rytmu. Również zakończenie, pozbawione łatwego ukojenia i pozostawiające pewne wątki w sferze niedopowiedzeń, może budzić u części odbiorców poczucie niedosytu, choć z perspektywy gatunku jest to zabieg bardzo wiarygodny.
Moja subiektywna opinia o tej pozycji jest zdecydowanie pozytywna. „Odcienie przemocy” to kryminał bezkompromisowy, który nie próbuje przypodobać się każdemu. To proza surowa, mięsista i boleśnie prawdziwa w pokazywaniu mroku, jaki drzemie pod powierzchnią codzienności. Karwowski stworzył rzecz z własnym, wyraźnym charakterem, która zostaje w pamięci jako duszny obraz miasta, w którym granica między sprawiedliwością a odwetem jest cieńsza, niż chcielibyśmy przyznać.
Z rzeki zostają wyłowione zwłoki młodej dziewczyny, Karli Bielskiej. Śledztwo z ramienia policji rozpoczyna Jan Grot, a drugie na własną rękę i swoimi drogami prowadzi partner ofiary - Tomasz Bursztynowicz zwany Bursztynem. Każdy z mężczyzn dzięki swoim kontaktom i pomysłom próbuje dociec, jak mogła zginąć Karla i każdy z nich stosuje przy tym nieczyste chwyty.
Przedstawiony przez Autora świat jest dość mroczny, szarobury i - tak bym to określiła - obskurny. Mimo majowego żaru lejącego się z nieba na bohaterów, miałam poczucie, że tkwię w smutnym i brutalnym mieście, w którym na każdym rogu może czyhać niebezpieczeństwo. Zagrożenie pojawia się tu we wszystkich wspominanych grupach zawodowych czy społecznych. Kobiety lekkich obyczajów, ale i modelki z agencji traktowane jak przedmioty, zabawki przez mężczyzn z bogatych kręgów, na przykład biznesmenów. Faceci uzależnieni od alkoholu, narkotyków i innych używek. Przemoc, tortury, porwania, morderstwa. Korupcja i deprawacja, nawet w strukturach policji. Miałam wrażenie, że przesiąkam całym brudem tego miasta. Nie bez wpływu na to pozostaje język, który przypomina o surowości i braku kolorytu tego świata. Przeważająca ilość dialogów, oszczędność w opisach, zwięzłość zdań, brak ozdobników rzucają się w oczy, nadając całej powieści mrocznego klimatu.
Wydarzenia przekazywane są z perspektywy obydwu głównych bohaterów, dzięki czemu czytelnik jest w stanie sam uzupełnić luki w śledztwach każdego z nich. Nie stwierdziłam tu klasycznego przeciwieństwa: policjant jest dobry, przestępca zły. Zarówno Grot, jak i Bursztyn wykazują się mieszanymi cechami pozytywnymi i negatywnymi, co czyni ich... ludzkimi. Mają swoje traumy, poglądy, poczucie sprawiedliwości, szukają i drążą, niejednokrotnie cwaniakując. Popełniają błędy i je powtarzają, jak każdy! 😳
[ współpraca reklamowa z @karwowski.grzegorz76 @wydawnictwo_novaeres ] RECENZJA: „Odcienie przemocy” to książka, która - przynajmniej dla mnie - nie zaczyna się od morderstwa, tylko od napięcia. Już od pierwszych stron bardzo mi się podobało to uczucie, że coś tu jest nie tak, że pod powierzchnią tej historii kryje się coś znacznie większego. Wyłowione z Wisły ciało Karli Bielskiej to tylko punkt zapalny, a nie sedno sprawy. I to mnie wciągnęło najbardziej.
Bardzo podobała mi się konstrukcja opowieści prowadzonej z dwóch perspektyw. Z jednej strony komisarz Jan Grot. Zamknięty w sobie, z bagażem doświadczeń, momentami przekraczający granice, które teoretycznie powinien respektować. Z drugiej Bursztyn. Człowiek z półświatka, który działa po swojemu i dla mnie jest postacią trudną do jednoznacznej oceny. Nie są to bohaterowie, których „się lubi”, ale właśnie to uważam za ogromny plus. Dla mnie ich niedoskonałość była autentyczna i bardzo ludzka.
Klimat tej książki naprawdę mi siadł. Warszawa nie jest tu tylko tłem. Ja miałam wrażenie, że ona żyje, oddycha i patrzy bohaterom na ręce. Świat gangsterów, powiązania z elitami, brudne układy : to wszystko buduje obraz rzeczywistości, w której granica między dobrem a złem mocno się zaciera. I bardzo mi się podobało, że autor nie daje prostych odpowiedzi.
Ta historia jest surowa, momentami bezwzględna i nie próbuje niczego upiększać. I właśnie za to ją cenię. Dla mnie to nie był „zwykły kryminał”, tylko opowieść o tym, jak daleko człowiek jest w stanie się posunąć w imię sprawiedliwości, zemsty czy lojalności.
Czy polecam? Jeśli ktoś lubi mroczne historie, w których zbrodnia jest dopiero początkiem, a prawdziwy mrok kryje się w ludziach, to bardzo polecam. Mnie ta książka wciągnęła i, co najważniejsze, została ze mną na dłużej.
„Odcienie przemocy” Grzegorza Karwowskiego to mroczny kryminał psychologiczny osadzony we współczesnej Warszawie, ukazujący przemoc w szerokim, moralnym i społecznym wymiarze. Punktem wyjścia fabuły jest odnalezienie w Wiśle ciała Karli Bielskiej – byłej modelki związanej z półświatkiem. Śledztwo prowadzi komisarz Jan Grot, introwertyczny policjant zmagający się z własnymi demonami, oraz Tomasz „Bursztyn” Bursztynowicz – partner ofiary, człowiek funkcjonujący poza prawem. Choć stoją po przeciwnych stronach, ich drogi zaczynają się przecinać, odsłaniając rozległą sieć powiązań i zależności.
Autor prowadzi narrację dwutorowo, oddając głos zarówno policjantowi, jak i gangsterowi. Zabieg ten pozwala ukazać cienką granicę między sprawiedliwością a bezprawiem oraz uniknąć jednoznacznych ocen moralnych. Bohaterowie są niejednoznaczni, naznaczeni przeszłością i wewnętrznymi konfliktami, co czyni ich wiarygodnymi i ludzkimi.
Styl powieści jest surowy i oszczędny – krótkie zdania, liczne dialogi oraz język dopasowany do realiów budują realizm i podkreślają brutalność świata przedstawionego. Przemoc nie pełni funkcji sensacyjnej, lecz stanowi istotny element narracji, często trudny i niewygodny w odbiorze.
Ważnym wątkiem jest także wykorzystywanie kobiet oraz mechanizmy władzy i bezkarności, które wypaczają pojęcie sprawiedliwości. Karwowski stawia pytania o odpowiedzialność, wpływ przeszłych doświadczeń na dorosłe wybory oraz o to, czy przemoc może prowadzić do czegokolwiek poza kolejną przemocą.
„Odcienie przemocy” to lektura ciężka, wymagająca i daleka od rozrywkowego kryminału. To ponury, realistyczny obraz świata, w którym moralność jest płynna, a prawda rzadko bywa jednoznaczna – książka, która pozostawia czytelnika z niepokojem i skłania do refleksji.
Zacznijmy od tego, jak Karwowski pisze, bo to jest tu kluczowe. Zdania są jak strzały z pistoletu: krótkie, celne, pozbawione zbędnych przymiotników. To stylistyka zerowa – surowa do bólu, niemal ascetyczna.
To, co wyróżnia tę historię, to fakt, że obok policjanta mamy drugą, równorzędną perspektywę – Bursztyna, przyjaciela ofiary i człowieka z warszawskiego półświatka, który szuka zemsty na własną rękę. Książka świetnie pokazuje, jak te dwa światy – prawo i ulica – zaczynają się przenikać w poszukiwaniu prawdy, która okazuje się mroczniejsza, niż ktokolwiek przypuszczał.
Ich ścieżki przecinają się nad trupem młodej dziewczyny, a czytelnik zostaje wciągnięty w wir, w którym granica między „dobrym psem” a „złym bandytą” zaciera się tak bardzo, że w pewnym momencie przestaje mieć znaczenie.
Specyfika języka to coś, co zaskoczyło mnie podczas lektury najmocniej. I choć ogólnie nie lubię tak krótkich, szarpanych zdań, to do tej fabuły jakoś wyjątkowo to pasuje. Do bohaterów, sytuacji, miejsc. Nie ma żadnych literackich „ozdobników”, są tu rządy minimalizmu i konkretu: język jest krótki, prosty, wręcz podwórkowy. Dialogi brzmią, jakby były żywcem wyjęte z warszawskich bram czy mrocznych pubów. To język szorstki, momentami wulgarny, ale bardzo wiarygodny. Krótkie zdania budują tempo.
Podsumowując, to specyficzny kryminał, w którym mrok nie jest tylko figurą stylistyczną, ale wylewa się z każdej strony poprzez surowy język i przemoc. Jest brutalnie, szybko, ale i powierzchownie, w sensacyjnym stylu.
Większość polskich kryminałów próbuje być „skandynawska” – chłodna i zdystansowana. Karwowski idzie w drugą stronę. On wrzuca cię do klatki z wściekłym psem i zamyka drzwiczki.
Dziś przychodzę do Was z nietypowym kryminałem, zaskakującym czytelnika formą prowadzenia narracji. Wydarzenia poznajemy z perspektywy dwóch osób, ale nie są to, jak w większości kryminałów, złoczyńca i stróż prawa. Autor prowadzi fabułę z punktu widzenia policjanta i partnera ofiary, obu dążących do tego samego celu: ujęcia sprawcy morderstwa. Co ciekawe, nie jest to typowa praca zespołowa, obaj panowie na własną rękę próbują ustalić, co przydarzyło się wyłowionej z Wisły Karli. Czy ich wysiłki przyniosą spodziewane efekty? Czy sprawca zostanie ujęty? Po odpowiedzi odsyłam do książki 🙂 Ta powieść porywa od pierwszej strony. Czytelnik od razu zostaje wrzucony w wir wydarzeń i nie pozostaje mu nic innego, jak podążać za misternie poprowadzoną fabułą. Tu nic nie jest oczywiste. Policjanci nie są krystalicznie uczciwi, a bandyci nie są bezdusznymi potworami. Jak w życiu, nic nie jest czarno - białe. Bohaterowie są wielowymiarowi i bardzo dobrze wykreowani, a dialogi naturalne. Ta powieść jest przerażająco realistyczna. Korupcja, manipulacje, naciski polityczne, zamiatanie niewygodnych faktów pod dywan - wszystko to jest, niestety, niepokojąco znajome. To bardzo życiowa powieść, pokazująca, że każda decyzja ma swoje konsekwencje, czasami takie, których nigdy byśmy się nie spodziewali. Książka jest niezwykle intrygująca, z jednej strony obserwujemy policyjne życie, z drugiej - środowisko półświatka, próbując poskładać wątki intrygi, powoli łączące się w spójną całość. Mi się podobało, polecam 🙂
🩸 Autor serwuje nam mroczny thriller kryminalny, w którym po wyłowieniu z Wisły ciała młodej modelki Karli Bielskiej śledztwo rozpoczyna komisarz Jan Grot. Równolegle prawdy szuka także Bursztyn, partner ofiary związany z półświatkiem. Ich drogi prowadzą do brutalnej intrygi, w której mieszają się tajemnice, układy i niebezpieczne powiązania, a zbrodnia okazuje się tylko wierzchołkiem góry lodowej.
🩸 Bardzo się cieszę, że narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw. To pozwala na odkrycie myśli i historii Jana Grota oraz Bursztyna. To co, co bardzo cenię w książkach, bo lubię wiedzieć, o czym myśli bohater i co kieruje go w daną stronę.
🩸 To pozycja, która jest bardzo bezpośrednia. Autor nie owija w bawełnę, pisze prostym i dosadnym językiem, więc jeśli macie ochotę na długie opisy - źle trafiliście. W tej książce znajdziecie dużo dialogów, które zawierają same konkrety, a zdania są raczej krótkie. Mi osobiście nie do końca ten styl przypadł do gustu, brak opisów jest jak najbardziej dla mnie, ale zdecydowanie wolę zdania złożone, choć rozumiem zamysł autora. Książka przez to nabrała tajemniczego i “gangsterskiego” klimatu. Zdecydowanie ta książka to dość ciężki kryminał.
🩸 Przyznam szczerze - dość ciężko było mi się wbić w rytm tej książki. Mimo, że uwielbiam kryminały i zwykle wciągają mnie bez reszty już od początku, ta pozycja zrobiła to dopiero mniej więcej w drugiej połowie.
Zacznę dosadnie - ta książka mnie zmęczyła. Autor postawił przede wszystkim na krótkie, surowe, momentami kolokwialne dialogi. Zabieg ten sprawił, że lekturę czytało się szybko, ale jednocześnie zabrakło mi bardziej rozbudowanych, plastycznych zdań, które nadałyby historii głębi.
Na plus zdecydowanie wypada sposób przedstawienia głównych bohaterów. Ich przeszłość, motywacje i wewnętrzne konflikty zostały opisane szczegółowo, dzięki czemu łatwo było zrozumieć, jak dawne wydarzenia wpływają na ich obecną rzeczywistość. Pomocne okazało się także uporządkowanie wydarzeń według dat, bez tego w fabule panowałby jeszcze większy chaos.
Niestety problem pojawia się przy postaciach drugoplanowych. Jest ich zbyt wiele, a przy tym są dość płytko zarysowane. Świat, w którym funkcjonują, opiera się głównie na alkoholu, narkotykach, przemocy i gwałcie, co sprawiało, że momentami trudno było mi przez tę historię przebrnąć.
Zakończenie teoretycznie domyka główny wątek, ale pozostawiło we mnie niedosyt. Mam poczucie, że potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Wiem, że książka znajdzie swoich odbiorców, jednak ja do nich nie należę - gdyby nie współpraca, prawdopodobnie nie dotrwałabym do końca.