Gniew przejmie kontrolę, bo zemsta nie może zaczekać!
Czy to możliwe, że w Skraju pojawiły wampiry? Aspirant Teodor Okrutny stara się myśleć racjonalnie, ale jedno jest pewne - ktoś właśnie rozpoczął polowanie.
Stojąca na odludziu, stara kapliczka, a na niej ukrzyżowane ciało nagiego mężczyzny to dopiero początek. Teodor Okrutny chce wrócić do spokojnego życia, ale tajemnicza zbrodnia nie pozwala mu wyjechać. Szczególnie, że ujawnione pod lasem ciało nie jest ani pierwsze, ani ostatnie. Ktoś nie tylko brutalnie pobił swoją ofiarę i przebił jej serce, jakby była legendarnym stworem, ale też pozostawił na ciele wypisaną krwią cyfrę.
Kto zabił i dlaczego w ten sposób ujawnił zwłoki? Okrutny chciałby odpowiedzieć na te pytania, ale kolejna tragedia wstrząsa jego własnym życiem. Z chwili na chwilę rodzi się w nim coraz większa złość i chęć odwetu. Będzie musiał wymierzyć sprawiedliwość zgodną wyłącznie z własnym sumieniem, lecz jeszcze nie wie, jak wiele krwawych niespodzianek czeka go w Skraju.
Czy zemsta naprawdę potrafi przejąć kontrolę nad człowiekiem do tego stopnia, że przestaje on odróżniać sprawiedliwość od czystej furii?
„Wściekły” Macieja Kaźmierczaka nie jest grzecznym kryminałem do poduszki. Jest to historia, która od pierwszych stron wchodzi z buta w mroczny klimat małej miejscowości i nie zamierza już z niego wyjść. Jest kryminałem, którego prawdziwym silnikiem napędowym są emocje - surowe, nieprzyjemne i nieoswojone.
Skraj to miejsce, z którego Teodor Okrutny chciałby uciec jak najdalej (i szczerze mówiąc wcale mu się nie dziwię). Ciągle otacza go duszna atmosfera, stare sprawy, ludzie z przeszłości, którzy wracają jak bumerang, i zbrodnia, obok której nie da się przejść obojętnie. Ukrzyżowane ciało na kapliczce brzmi jak scena z koszmaru albo taniego horroru o wampirach, ale szybko okazuje się, że to dopiero początek. Ktoś urządza polowanie, a kolejne ofiary mają nie tylko przebite serca, lecz także cyfry wypisane krwią. Już sam ten motyw sprawił, że czytałam tę historię z rosnącym niepokojem i ciekawością nie chcąc jej odkładać na bok.
Teodor Okrutny to bohater, z którym nie zawsze jest mi po drodze. Ale może właśnie dlatego jest on tak interesujący? Szorstki, wkurzony na świat, zmęczony Skrajem i własną przeszłością, a jednocześnie wciągnięty w śledztwo, które coraz mocniej dotyka jego samego. Bardzo mi się podobało, że autor nie próbuje go wybielać, ani robić z niego krystalicznego stróża prawa. To człowiek z gniewem pod skórą, a kiedy w jego życiu dochodzi do kolejnej tragedii, ta złość zaczyna nim rządzić.
„Wściekły” ma w sobie sporo sensacyjnej energii, ale dla mnie najmocniejszym elementem tej książki jest klimat. Małe miasteczko, stare układy, powracająca grupa Zbawców i poczucie, że nic tu nie jest przypadkowe. Akcja idzie do przodu dynamicznie, są momenty brutalne, są też takie, które bardziej grają na emocjach. Są też chwile, gdy po prostu czuć narastające napięcie i w głowie odrazu pojawia się myśl: „to nie może się dobrze skończyć”. I wiesz co? Dokładnie taką atmosferę lubię w mrocznych kryminałach.
Jednak „Wściekły” nie jest książką idealną. Czasem czułam, że historia mocniej skręca w stronę sensacyjnego rozmachu niż surowego realizmu co nie spodoba się każdemu. Ale jednocześnie nie mogę odmówić tej książce wciągającej narracji i konsekwentnie budowanego klimatu. To opowieść o tym, jak łatwo usprawiedliwić własną przemoc, gdy nazwie się ją sprawiedliwością - i jak wysoka bywa cena takiego wyboru.
Ocena: 7/10 - bo jeśli szukasz historii o gniewie, zemście i o tym, jak łatwo przekroczyć własne granice, to myślę, że „Wściekły” może być dla Ciebie naprawdę wciągającą lekturą. Dla mnie to solidna, mroczna opowieść, która zostawia po sobie niepokój i kilka niewygodnych pytań o to, kim stajemy się, gdy pozwalamy, by złość przejęła nad nami ster.
Mała miejscowość ze swoim gangiem Zbawców. Duszny, mroczny klimat jest tłem dla makabrycznych zbrodni. Głównym bohaterem jest Teodor Okrutny, który z całego serca nienawidzi swojego rodzinnego Skraju. Co tu dużo mówić... Gość ma trudny charakter, jest szorstki w byciu, ale na tle "tych złych" wypada pozytywnie. Jego wizerunek łagodzi psiak Clarice. Suczka odziedziczyła imię po bohaterce "Milczenia owiec". Do "Milczenia owiec" mam duży sentyment, gdyż była to moja pierwsza książka z tego gatunku. Można powiedzieć — powieść z mojego dzieciństwa, czytana w wieku 13 lat, która pewnie bezpowrotnie mnie spaczyła. Na minus zasługuje Okrutny, który zbyt często zapominał o Clarice. Niemniej wszyscy bohaterowie mieli nadany indywidualny charakter, byli wyraziści i barwnie ukazani. Wątek kryminalny był interesujący, ale zakończenie nie było zaskakujące. Motyw stary jak świat. Z powodu gangu narkotykowego oraz organizowanych nielegalnych walk historia mocno skręcała w gatunek sensacyjny, za którym nie przepadam. Wszystko było zbyt rozbuchane, na czym ucierpiał realizm. Coś takiego nie mogło się wydarzyć. Na brak autentyczności składały się też małe elementy, jak wóz Dakota, który Okrutny ukradł jednemu ze Zbawców, a ten wcześniej ukradł komuś innemu. Dakota była produkowana przez Dodge'a, a po wyodrębnieniu marki Ram to Ram zajmował się produkcją Dakoty, którą szybko zamknął. Amerykańska Dakota praktycznie nie występuje na polskich drogach, więc ktoś, kto woli pozostać w cieniu, raczej nie wybierze takiego wozu, w dodatku kradzionego.
Powieść dla fanów kryminalno-sensacyjnych historii. Nie jest zła, ale mnie nie urzekła.
Dziś kilka słów o książce „Wściekły” autorstwa Maciej Kaźmierczak, wydanej przez Wydawnictwo Skarpa Warszawska.
Ponownie wracamy do Skraju i podążamy śladem komisarza Teodora Okrutnego. Tym razem trop jest wyjątkowo niepokojący – wszystko wskazuje na pojawienie się Wampira. Czy to w ogóle możliwe?
Ciało mężczyzny zostaje znalezione w przydrożnej, zaniedbanej kapliczce. Szybko okazuje się, że to nie jedyna ofiara – sugeruje to cyfra wymalowana na ciele. Przebite serce jednoznacznie przywodzi na myśl legendarnego stwora. Teodor postanawia odkryć, kto stoi za zabójstwami. Jego życie jednak coraz bardziej się komplikuje, a śledztwo zaczyna nabierać bardzo osobistego charakteru.
Co tak naprawdę skrywa Skraj? I czy uda się odnaleźć mordercę?
Pierwsza część przygód Teodora bardzo mi się podobała, więc z przyjemnością sięgnęłam po kontynuację. Mamy tu zawiłe śledztwo, wielu podejrzanych i śledczych podążających tropem śladów, których w gruncie rzeczy może wcale nie być. Całości towarzyszy duszna atmosfera i przeszłość, która nieustannie depcze bohaterowi po piętach.
Postać Teodora, jak zwykle, jest intrygująca – często zdenerwowany, wściekły, przytłoczony przeszłością, a jednocześnie bez reszty zaangażowany w śledztwo. Autor nie próbuje go idealizować, pokazuje go takim, jakim jest – niedoskonałym, ale autentycznym. I właśnie to czyni go tak interesującym.
Bardzo lubię klimat tej historii – momentami jest brutalnie, momentami niezwykle emocjonalnie.
Jeśli szukasz książki z dobrą fabułą, duszną atmosferą, narastającą złością i motywem przeszłości, która domaga się rozliczenia, to zdecydowanie coś dla Ciebie.
Ok, wracam myślami do tej książki mimo wszystko i ocena 2.4 nie byłaby zbyt sprawiedliwa. Zmieniam na 3.4:) Mała miejscowość Skraj, a w niej ofiary z ranami, sugerującymi na to, że ktoś poluje na wampiry. Szczerze? Nie porwała mnie. Nie czułam zaangażowania i mimo, że jest napisana przystępnym językiem, to trochę się męczyłam. Sama historia jakich wiele, główny bohater też się niczym nie wyróżnia na tle wszystkich kryminałów które do tej pory przeczytałam. Czy zakończenie było zaskakujące? Też nie. Zdecydowanie potrzebuję zrobić sobie przerwę od tego gatunku.