Co zrobisz, kiedy spełnią się twoje marzenia? Kim się staniesz, gdy wszystko o czym śniłeś, stanie się rzeczywistością?
Zawieszeni między marzeniem a rzeczywistością próbują odnaleźć swoje miejsce w świecie, o którym zawsze śnili, lecz którego do końca nie rozumieją. Wielka scena. Oślepiające światła. Muzyka, która porywa tłumy. Obcy ludzie, znający Twoje imię, choć nie znający Ciebie.
Kiedy światła gasną, a muzyka cichnie, do głosu dochodzą uczucia, których nie można już dłużej ignorować.
Kiedy w końcu przestajesz uciekać, robisz krok w nieznane. Skaczesz, nie mając pewności, czy ktoś cię złapie, ale z cichą nadzieją w sercu. Czasem nadzieja to wszystko, co masz.
Fakty są takie, że nie wiem jak ludzie się cieszą po przeczytaniu 6 części z tego, że pewni bohaterowie są w końcu razem, bo ja bym na ich miejscu srała w gacie, że jeszcze 3 tomy, a u nich w koncu spokój... Po tym tomie mam to samo uczucie jak kiedy jest 100 stron przed zakończeniem książki i wszystko jest dobrze. Czuje się wtedy niepokój. I z takim niepokojem zostawił mnie ten tom. Czemu wszystko się układa???
Jeszcze Edi jest taki... złowieszczy w kontekście kolejnych tomów naslświetlając Emi skąd się u Kuby bierze taki brak wiary. I że to przez to co się stało z jego rodzicami i z Mikołajem. Co jest dobrym przypomnieniem dla czytelnika, bo ludzie nie myślą albo zapominają skąd u Kuby takie ciągłe podważanie wszystkiego wokół niego. Ogólnie czuję się zaniepokojona co dalej.
Różna postacie w tym tomie miały posiane różne wątki, które będą kontynuowane, jak trauma Emi związana ze śmiercią Mikołaja, Stefan pogubiony po wydarzeniach z 4 tomu, Edi bardziej jako obserwator z domknięciem wątku Amy - jednak 6 tom skradli koniec konców Kuba z Olim, czy to razem, czy to osobno. Mimo, że najpierw poznajemy inny zespół - Maybass, którzy byli do tej pory idolami Zawieszonych, to jednak Oli i Kuba najbardziej zapadają w pamięć. Podobała mi się scena w Oxfordzie, gdzie Oli w pewnym momencie wyjeżdża - zderza się on z traumą z przeszłości i musi poradzić sobie z atakiem paniki. Zawsze takie momenty, w których jakaś tajemnica w końcu wychodzi na jaw przed jakimś bohaterem jest dla mnie ciekawa - lubię czytać o reakcji na daną informację.
Nawet jak współczuję postaciom to wiem, że z tego mają szansę wyjść , bo są młodzi. Dlatego chyba najbardziej cierpię chyba na wątku taty Oliego, bo im dalej w serię i kolejne lata wydarzeń, tym bardziej będzie rozwijała się jego choroba.
Interludium to bezpośrednia kontynuacja losów grupy przyjaciół, których spaja nie tylko wspólny zespół, ale przede wszystkim nierozerwalna, życiowa więź. Jest to jedna ciągła historia, w której muzyka nie stanowi jedynie tła, lecz jest wartością dodaną nadającą rytm każdemu oddechowi bohaterów. To, co w tej serii niezmiennie mnie zachwyca, to wyjątkowa forma narracji. Autorka bawi się czasem, odchodząc od prostej i liniowej osi zdarzeń. Często rzuca nam w twarz konkretny fakt, by za chwilę, w lekkim przeskoku wstecz, pokazać jego genezę z różnych perspektyw. Daje to niesamowity efekt podczas lektury. Jako czytelnicy nie tylko śledzimy wydarzenia, ale składamy je samodzielnie w całość, dopowiadamy i przeżywamy na nowo. Dzięki temu emocje nie są jednorazowe. One wracają i uderzają drugi raz, często ze zdwojoną siłą, ponieważ znamy już ich bolesny kontekst. Po wyciszonej i refleksyjnej Uwerturze, Interludium nie przyspiesza gwałtownie. Raczej utrzymuje specyficzny stan zawieszenia, przesuwając jedynie akcenty. To wciąż nie jest moment spektakularnych zwrotów akcji, ale czas, w którym relacje niebezpiecznie się zagęszczają i mozolnie przykuwają uwagę z każdą kolejną stroną. Emi wciąż balansuje między palącą potrzebą bliskości a paraliżującym lękiem przed nią. Kuba uczy się nazywać oraz przeżywać emocje, na które wcześniej nie miał w swoim życiu przestrzeni. Edi i Oli stoją po drugiej stronie, zawsze gotowi, by dawać, choć nie zawsze są w pełni rozumiani przez otoczenie. W tym tomie poznajemy ich znacznie mocniej jako kolektyw muzyczny. Widać wyraźnie, że występ nie jest dla nich hobby czy zwykłą pasją. To dosłownie ich życie, krew krążąca w żyłach, adrenalina, spełnienie i jedyny sens. Nina Włodarczyk po mistrzowsku oddaje ten moment, w którym artysta wychodzi na scenę i wyrywa z siebie kawałek duszy, by oddać go obcym ludziom. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o potwornej odwadze. Scena to nie tylko spełnienie marzeń, to również konieczność przełamywania własnych ograniczeń oraz lęków wbrew wszystkiemu. Pierwszy występ Zawieszonych na dużej scenie stał się jednym z moich ulubionych fragmentów w książce. Opisany z perspektywy Emi nabiera szczególnego ciężaru. Moment, w którym dziewczyna wraca myślami do Mikołaja, jest niesamowicie poruszający i rozdzierający. Miesza się w nim tęsknota, ból i paradoksalne szczęście. Te dwa światy przenikają się w niej w sposób wyjątkowy. Sposób, w jaki autorka pisze o emocjach, jest po prostu niebywały. Opisuje je od środka, wciągając czytelnika w sam środek cyklonu. Kiedy Oli ma napad paniki, ja też duszę się razem z nim. Kiedy Emi tęskni, czuję ten brak fizycznie. Kiedy Edward, niczym emocjonalny wariograf, współodczuwa z przyjaciółmi, a Kuba kolejny raz walczy z demonami i umniejsza własną wartość, to wszystko we mnie zostaje i mocno we mnie uderza. Nie zawsze są to odczucia komfortowe i nie zawsze mi się podobają, ale to właśnie one sprawiają, że mimo ogromnej objętości serii w ogóle nie czuć upływających stron. Chce się wracać do tych bohaterów i wierzyć, że autorka wywalczy dla tych swoich dzieciaków godny finał, ponieważ Nina jak nikt potrafi o nich walczyć. Zawieszeni to opowieść napisana czystymi emocjami. Jeśli szukasz czegoś, co jest szczere do bólu i realistyczne do szpiku kości, wskakuj śmiało w ten Rów Mariański. Tylko uprzedzam, że wyjdziesz z niego jako zupełnie inna osoba.
Dziękuję wydawnictwu Videograf za możliwość przeczytania tej książki.
Jeśli chodzi o historie podzielone na części, to jest tylko jeden minus. Ciężko jest napisać tak, aby nie robić spojlerów i zachęcić przyszłych czytelników. To już jest sztuka.
Interludium to część, która pokazała przełom w uczuciach i jest taką chwilową nutą. Weselsza i z promykiem nadziei. A coś czuję, że będzie jeszcze bomba w życiu tych czterech nastolatków. Już na samym początku poznajemy ten muzyczny biznes, oraz jego prawdziwe oblicze. Pokazuje, że wszystko jest na sprzedaż i musisz uważać, aby nie skrzywić swoich najbliższych. Wszystko w okół jest jak akwarium pełne rekinów. Niestety... Jest to cena sławy z którą będą musieli się zmierzyć. Nic nie jest takie, jak to sobie wyobrażamy.
W tej historii nie zabrakło takich dodatków jak ironia i sarkazm, które po prostu uwielbiam. Idealnie odzwierciedla to przekaz. Mamy tutaj dalszy ciąg walki z demonami. One tak łatwo nie odpuszczają... Najważniejsze w tej historii jest to, aby być sobą i nie bać się tego.
Zakończenie było ładne, ale na ile już poznałam autorkę i jej pióro to wiem, że jeszcze coś mocno huknie.
Czy polecam? Nie widzę inaczej. To część przy każdej uśmiecha się jak Joker.
Moja ocena 10/10
Cytaty z książki:
"Tak, tutaj się zgadzali. Jakub był przekonany, że Oliwier mógłby otworzyć każde serce. Jeśli chodzi o jego serce, to Oli je nie tyle otworzył, co rozwarł na oścież, a przecież było zasunięte na wszystkie możliwe zamki. Oliwier zrobił to bez żadnego wysiłku. Otworzył wszystkie okna i teraz chodził sobie po wnętrzu serca Jakuba, jakby to wszystko było jego. Bo w sumie takie było."
"Jednak to prawda, co mówią. Człowiek ma jakieś wyobrażenia o swoich idolach, a potem przychodzisz i zamiast legendarnego instrumentalisty, siedzi totalny palant. Codzienne życie mnie zaskakuje."
"Ale było tam też coś, co kochał. I była to jedna z najtrwalszych relacji w jego życiu. Miłość. Czasem trudna, niekiedy pełna krzyków i niezrozumienia, ale bez wątpienia miłość."
"Miłość była największym niedopowiedzeniem na świecie, bo jak to jedno słowo mogło mieścić tyle różnych uczuć i emocji, jak mogło opisywać coś, czego opisać nie można, nie tak naprawdę, nie tak do końca. Ale jak dotąd nikt nie znalazł na to lepszego określenia. Jakub spojrzał w szmaragdowe oczy i myślał: Miłość."
"Nie jestem szalony. Moja rzeczywistość jest tylko inna od twojej."
Szóste spotkanie z „Zawieszonymi” i jakże emocjonujące! Nasza znajoma czwórka aby móc dalej podążać za marzeniami przeprowadza się do stolicy. Ciężko pracują aby móc osiągnąć sukces, który można by rzec powoli wyziera zza rogu. Są suportem, ludzie zaczynają śpiewać ich piosenki i ku ich wielkiemu zaskoczeniu pragną sobie robić z nimi zdjęcia. Wchodzą powolutku w świat, który jest pełen adrenaliny a jednocześnie okrutny i pełen zawiści, niedomówień oraz przepełniony obłudą. Czy tego się spodziewali? Sami chyba nie mieli o nim wyobrażenia. Marzyli aby grać, nie tylko w szopie ale w Szopie. I to się zaczyna dziać. Walczą. Cały czas walczą z uprzedzeniami z zawiścią innych ale i w dalszym ciągu każde z osobna za własnymi demonami. Jednak od czego ma się przyjaciół. Przyjaciół, którzy tworzą DOM. Można im ufać. Każde z nich stoi za sobą murem i tworzą wspólny front. Oni przeciw światu. Oni dla świata.
Znowu mogłabym napisać wiele. Jednak nie chcę zdradzać faktów osobom, które stoją jeszcze przed dylematem czy zapoznawać się z dalszą częścią „Zawieszonych” lub czy w ogóle po nią sięgać. Ja mówię, czytajcie. Bo chociaż autorka po mistrzowsku dozuje nam emocje to jednak one są. A w tym tomie nawet przybierają formę rumieńców. Ach, ta młodzież... I teraz czekam na „Kodę”.
Współpraca barterowa z Wydawnictwem brats imprint Videograf.
Wiecie, że uwielbiam tę serię, bo piszę Wam o niej często. Ale to, co się wydarzyło w „Interludium” … nie sposób opisać słowami, i zmieścić się w 2200 znaków.
Ogromne gratulacje, @ninawlodarczyk Płakałam, śmiałam na przemian. Co tu się dzieje… Nina obiecuje rollercoaster emocji i dostarcza go. Nie kłamała też, mówiąc, że Zawieszeni to najdłuższy slow burn. Spoiler alert: w końcu się pocałowali!
Oli, Kuba, Emi i Edi stawiają pierwsze kroki w studiu nagraniowym i szykują się do trasy koncertowej. Będą suportem dla gwiazdy Maybass. Czeka ich dużo wytężonej pracy, nie tylko na scenie, ale przede wszystkim we własnych głowach. Muszą się zmierzyć z demonami przeszłości i nauczyć obycia w „szołbizie”. Bo nie każdy jest tu miły i gościnny. Nie raz będą musieli udowodnić, że są tu, gdzie są, bo kochają muzykę, bo nią żyją. Nie są tylko bandą dzieciaków, które chcą zabłysnąć. Najważniejszym wątkiem jest relacja Oliego i Kuby. Długo oczekiwane ocieplenie atmosfery między nimi (delikatnie mówiąc) i wyjście zza wysokiego muru, którym się każdy z nich szczelnie otoczył w obawie, przed zranieniem i odrzuceniem. Czytając, nie mogłam przestać się uśmiechać, momentami chichotać jak nastolatka. Rodzina popatrywała na mnie podejrzliwie. Ależ, to było dobre! Nina, czapki z głów! Uwielbiam!!!
Aż się boję, co będzie dalej. Musicie to przeczytać. Podziękujecie mi później.
Kiedy najpierw chcesz wyrzucić książkę przez okno, a potem śmiejesz się jak głupi do sera to już wiesz, że tytuł angażuje jak nic innego. Autorka w tym tomie porusza również całkiem ważne tematy takie jak cena sławy i zderzenie marzeń z rzeczywistością. W "Interludium" wchodzimy razem z zespołem za kulisy trasy koncertowej i na własnej skórze mamy możliwość przekonać się jak to jest być rozpoznawanym muzykiem. Dodatkowo obserwujemy zmiany zachodzące w bohaterach, ich rozwój oraz coraz bardziej świadome emocje i wybory z nimi związane. Ja bawiłam się świetnie i z utęsknieniem czekam na kolejny tom przygód tej czwórki.
Interludium to dopiero początek tego co ma nadejść! Przyjaciele wpadają w wir koncertów, prób i wielkiego świata, ale jak to wpłynie na ich relacje? Czy bohaterowie będą potrafili odnaleźć samych siebie, w zakłamanym świecie pełnym blasku reflektorów?
Autorka, jak zwykle, prowadzi historię w sposób niezwykle ciekawy i pełen sarkastycznego humoru. Czasem jest śmiesznie, czasem emocje ściskają za gardło, zostawiając jak zawsze czytelników z pytaniem: ,,No i co dalej?"
Lektura pochłonęła mnie po raz szósty. Zdaje się, że to jest jeszcze lepszy tom, niż poprzednie. A przecież poprzedni był 5/5!? I co teraz? I co dalej? Dobrze, że wkrótce! Czy troszkę jednak pomarudzę? Troszeczkę, brakowało mi tu opisu koncertów, muzyki. Ale rozumiem, że w tym tomie nie o nie, nie o nią „tylko” chodziło. I (chyba) także dlatego ten tom zdaje mi się szczególnie ważny.