Kiedy mówią ci, że jesteś sam przeciw wszystkim, uważasz, że masz jeszcze szansę. ale kiedy wszyscy są przeciwko tobie, znika nawet jej cień.
Późna jesień 1938 roku. III Rzesza u szczytu potęgi. Radca kryminalny Eilhard Kurtz próbuje pozostać sobą w systemie podporządkowanym SS i nazistowskiej ideologii. Tymczasem w Stettinie zostaje zamordowany emerytowany generał Ernst von Mannschwitz. Gwiazda Dawida wydrapana na ścianie jego mieszkania, przesądza o kierunku śledztwa. Kurtz ma jednak wątpliwości. Trop prowadzi go do tajemniczej organizacji będącej zalążkiem NSDAP, a kolejne rytualne morderstwo w Berlinie tylko komplikuje sprawę. W obliczu zbliżającej się wizyty Hitlera w Stettinie, Kurtzowi kończy się czas. A gdy najbliższemu współpracownikowi i przyszłemu zięciowi radcy zaczyna grozić niebezpieczeństwo, ten musi dokonać wyboru, który może odebrać mu wszystko.
Niemal przed rokiem „Ołowiane żołnierzyki” pod każdym względem podbiły moje czytelnicze serce, trafiając do wąskiego grona najlepszych książek 2025 roku. I szczerze powiedziawszy nie obawiałam się kontynuacji, bo Marek Stelar od lat jest dla mnie gwarantem dobrej (nie tylko kryminalnej) literatury. Nie spodziewałam się jednak, że po lekturze „Kryształowego deszczu” zaniemówię z wrażenia i zabraknie mi skali, by ocenić ten jakże wyborny tytuł! Bo choć uwielbiam wszystkie książki autora, to właśnie kryminały retro wychodzące spod jego pióra urzekły mnie najbardziej.
To, że autor jest Szczecinianinem czujemy w opisie każdej ulicy, czy kamienicy, a klimat Stettina u progu wojny, gdy świat zaczyna gnić od środka, udało mu się oddać z ogromnym autentyzmem. Umiejętnie połączył wielką historię z osobistymi celami i losami bohaterów pokazując dramatyczny wpływ rosnącego w siłę nazizmu i antysemityzmu na ich życie.
W tych trudnych realiach 1938 roku, radca kryminalny Eilhard Kurtz prowadzi delikatną sprawę śmierci niemieckiego generała. Mimo śladów nadających wygodny kierunek śledztwu i presji zwierzchników, Kurtz wierny swym ideałom nie dąży do zamknięcia sprawy, a poznania prawdy. Tym bardziej że na jednej ofierze się nie kończy.
Czy gdyby podejrzewał w jak niebezpieczną sytuację uwikła siebie i swoich bliskich, podążając tropem tajnego Towarzystwa Thule, wybrałby inaczej? Nie sądzę, bo Kurtz nie byłby sobą, gdyby nie walczył do końca, a na wycofanie się, podobnie jak na wiele innych spraw, było już za późno. W pewnym momencie jednak prowadzone dochodzenie przestaje być zwykłym śledztwem, a staje się walką o przetrwanie jego rodziny.
Autor zbudował zawiłą intrygę z wielką i tragiczną historią w tle. I wątki te wplótł w fabułę tak naturalnie, że książka staje się przy okazji lekcją historii, o której trudno zapomnieć. Pogrom Żydów w „kryształową noc”, brutalne przesłuchania gestapo, urągające ludzkiej godności warunki w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, spiski na najwyższych szczeblach władzy i planowana wizyta Hitlera w Stettinie tworzą złowrogą atmosferę strachu, i bezsilności. Bo wielkie koło historii już się toczy i nic nie jest w stanie zatrzymać mrocznej machiny nazizmu rozprzestrzeniającego się jak najgorsza zaraza, i tak jak ona zbierającego ofiary.
Śledztwo prowadzone w pierwszej połowie ubiegłego wieku różni się od współczesnych zarówno tempem, jak i metodami, ale nie brak mu dynamiki. Dostrzeganie tych różnic jest równie fascynujące, jak podążanie za błyskotliwymi wnioskami Kurtza prowadzącymi do prawdy. Ta część jest w mojej ocenie nie tylko doskonała pod względem warsztatowym, ale też spójnej fabuły i głębokich emocji, które budzi. Marek Stelar udowodnił tym samym, że jest w życiowej formie jako pisarz i zazdroszczę tym z Was, którzy tę lekturę mają dopiero przed sobą!
Marek Stelar od dawna jest jednym z moich ulubionych polskich autorów powieści kryminalnych. Cenię go za precyzyjnie konstruowane fabuły, intrygujące zagadki, bohaterów, którzy nie są jedynie figurami w kryminalnej układance, oraz dbałość o historyczną rzetelność. Po znakomitym pierwszym tomie serii z radcą kryminalnym Eilhardem Kurtzem – „Ołowiane żołnierzyki” – miałam wobec kontynuacji bardzo wysokie oczekiwania. Byłam jednak przekonana, że autor mnie nie zawiedzie. „Kryształowy deszcz” nie tylko im sprostał, lecz w wielu aspektach okazał się powieścią jeszcze dojrzalszą, bardziej dopracowaną i głębiej poruszającą.
Akcja powieści toczy się późną jesienią 1938 roku. III Rzesza znajduje się u szczytu potęgi, a atmosfera strachu i ideologicznego fanatyzmu zagęszcza się z każdym dniem. W tym świecie radca kryminalny Eilhard Kurtz próbuje zachować resztki niezależności myślenia i moralnego kręgosłupa w systemie coraz mocniej podporządkowanym SS oraz nazistowskiej doktrynie. W Stettinie zostaje zamordowany emerytowany generał Ernst von Mannschwitz. Na ścianie jego mieszkania ktoś wydrapał Gwiazdę Dawida – znak, który w realiach 1938 roku natychmiast narzuca oficjalną linię śledztwa. Wszystko wydaje się oczywiste, zbyt oczywiste. Kurtz jednak nie daje się ponieść propagandowej narracji. Jego intuicja podpowiada mu, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Śledztwo prowadzi go do tajemniczej organizacji będącej zalążkiem NSDAP, a kolejne rytualne morderstwo w Berlinie jeszcze bardziej komplikuje sytuację. W tle narasta napięcie związane ze zbliżającą się wizytą Hitlera w Stettinie – czasu jest coraz mniej, a presja polityczna rośnie z każdą godziną. Sytuacja przybiera dramatyczny obrót, gdy zagrożenie zaczyna dotyczyć najbliższego współpracownika i przyszłego zięcia Kurtza. Wówczas śledztwo przestaje być wyłącznie zawodowym obowiązkiem – staje się osobistą walką o ocalenie tego, co dla Kurtza najważniejsze. Bo kiedy mówią ci, że jesteś sam przeciw wszystkim, jeszcze wierzysz, że masz cień szansy. Ale kiedy wszyscy są przeciwko tobie – znika nawet jej ślad.
„Kryształowy deszcz” to powieść, w której Marek Stelar po raz kolejny udowadnia, że potrafi mistrzowsko łączyć klasyczną intrygę kryminalną z głęboką refleksją nad odpowiedzialnością jednostki w realiach państwa totalitarnego. Drugi tom serii z udziałem radcy kryminalnego Eilharda Kurtza to nie tylko historia o morderstwie i śledztwie, lecz przede wszystkim opowieść o człowieku, który stara się ocalić własną tożsamość w świecie, gdzie lojalność wobec ideologii staje się ważniejsza niż prawda. Marek Stelar w swojej najnowszej książce doskonale oddaje realia epoki — narastający antysemityzm, wszechobecną kontrolę oraz atmosferę podejrzliwości i strachu. Podczas lektury nieustannie miałam wrażenie, że tło historyczne nie jest jedynie dekoracją, lecz integralną częścią fabuły. Każda decyzja Kurtza wydawała mi się obciążona konsekwencjami nie tylko zawodowymi, ale i egzystencjalnymi. W porównaniu z „Ołowianymi żołnierzykami” ten tom odebrałam jako mroczniejszy i bardziej emocjonalny. Dramatyczny kontekst historyczny zdecydowanie bardziej tu wybrzmiewa. Szczególnie poruszyły mnie pogłębione relacje międzyludzkie — zwłaszcza wątek rodzinny — oraz dylematy bohatera, które nabrały większego ciężaru. „Kryształowy deszcz” czytałam z rosnącym napięciem i poczuciem nieuchronności nadciągającej katastrofy. Momentami byłam wręcz przytłoczona atmosferą osaczenia i bezsilności wobec systemu. To jedna z tych książek, w których rozwiązanie zagadki kryminalnej jest ważne, ale nie najważniejsze — dla mnie znacznie silniej wybrzmiała duszna, pełna lęku atmosfera. Szczególnie poruszyło mnie, jak subtelnie, a jednocześnie bezkompromisowo autor ukazuje moment, w którym człowiek musi zdecydować, czy ważniejsze jest bezpieczeństwo jego bliskich, czy wierność własnym zasadom. Kurtz nie jest bohaterem pomnikowym — jest zmęczony, rozdarty i świadomy ryzyka. I właśnie dlatego wydał mi się tak autentyczny. Dla mnie „Kryształowy deszcz” okazał się nie tylko świetnie skonstruowanym kryminałem historycznym, ale także dojrzałą, przejmującą opowieścią o samotności, odpowiedzialności i odwadze. Byłam pod dużym wrażeniem tego, jak wyraźnie autor pokazuje, jak cienka bywa granica między lojalnością a współudziałem oraz jak wysoką cenę trzeba zapłacić za próbę obrony prawdy.
Akcja szybka i sprawna jak u Stelara ale …. Czegoś mi zabrakło. Może już za dużo tych polskich kryminałów, trudno o efekt zaskoczenia fabularnym twistem 😀
Nie wiem jak wy, ale ja jestem pod wrażeniem najnowszej powieści Marka Stelara pod tytułem "Kryształowy deszcz". Uwielbiam klimat, który tutaj panuje. Autor przeniósł nas do jesieni 1938 roku. Przedstawił nam obraz potęgi III Rzeszy. Pomału zaczynały się prześladowania Żydów. Dochodzi tutaj do morderstw, między innymi emerytowanego generała Ernesta von Mannschwitz. Komu się aż tak bardzo naraził, że zasłużył na śmierć? Wszystko wskazuje na to, że jest to robota pewnej narodowości. Tylko czy na pewno? Do śledztwa wkracza główny bohater, radca kryminalny, Eilhard Kurtz. Nie będzie to dla niego łatwa sprawa. Powiem nawet tyle, że to go dotknie osobiście. Tropy prowadzą... no właśnie tego wam nie powiem. Dowiecie się tego, podczas czytania. Wątki służbowe mieszają się z wątkami osobistymi Eliharda. Przyznam się bez bicia, że bardzo poruszyła mnie jego historia. Czytałam ją z zapartym tchem. W pewnym momencie byłam kompletnie przerażona. Wiem jedno, nie chciałabym być na jego miejscu. Ta postać stanie przed niełatwym wyborem. Aż serce boli. Ten niemiecki radca okazał się prawdziwym człowiekiem, a nie zwykłym esesmanem. Ma głowę na karku. I w każdej sytuacji potrafi logicznie myśleć. Wydaje mi się, że nie popiera tego, co jego społeczeństwo wyprawia z Żydami. Marek Stelar w idealny sposób przedstawił jego postać. Oprócz Kurtza poznałam tutaj między innymi inspektora Kurta Klinga. Jego historia może was lekko, a nawet bardzo przerazić. Czy dla tej osoby zaświeci jeszcze słońce? Nieznajomość pierwszej części nie przeszkodziła mi w zrozumieniu drugiego tomu. Jednak mimo wszystko, z przyjemnością ją nadrobię. Okładka jest bardzo wymowna i taka mroczna, jak nastroje w tej historii. Akcja jest w miarę wartka. Powoli nabiera tempa. Pod koniec przyspiesza, wywołując tym chwilowe zatrzymanie serca. I to mi się bardzo podobało. Mam nadzieję, że Marek Stelar tworzy już trzecią część. Kolejna jego powieść, która udowodniła mi, że warto czytać jego powieści. Jeżeli tak jak ja lubicie cofać się w czasie do lat przedwojennych, chcecie dowiedzieć się, jakie wtedy panowały nastroje u naszych sąsiadów i lubicie bohatera, który staje przed ogromnym wyzwaniem być albo nie być, to śmiało sięgnijcie po tę powieść. Miłośnicy twórczości Marka Stelara nie będą zawiedzeni.
ten deszcz pada we mnie na mnie kryształowy... drobiny kruche i ciężkie ta cisza... rani mnie i dotyka to nie krzyk to ból i wspomnienie na moich ramionach w drżących ukłonach
ten deszcz rany zostawił na wspomnieniach i słowach, które się chwiały tamtym dreszczem drobnym i zimnym i czymś jeszcze... może to winy szept duszne to odczuwanie myśli nazywanie
ten deszcz to ja pośród szarości i ludzkich czerni to ja, na złudnej wolności stoję pokruszony jak w cichym pokoju to jedno westchnienie... jak w rozbitym szkle to jedno złudzenie... w imię sprawiedliwości w nazistowskiej ciemności
ten deszcz to zrozumienie wciąż nieuniknione ten deszcz to oczyszczenie wciąż nieukojone
Wierzyć można w sprawiedliwość. W imię prawa. W to, że zawsze prawda na sztandarze powinna stać. Pośród nazistowskich mgieł zawisłych nad starym Szczecinem można wierzyć. Choć ktoś trafia do obozu, bo tak chce hitlerowska ideologia. A tutaj już nie ma imion. Są tylko numery. Ktoś musi uciekać, bo nie ma tu miejsca dla żydowskiej krwi. Tutaj rzeczywistość to „Heil Hitler” wygłaszane. I ogień, który trawi żydowskie synagogi. Jeszcze można wierzyć.
Cisza przed burzą. I ten strach, co osadził się w ludziach. Nieuchronny, rytmiczny stukot. Półmroki, cienie. Szepty niepokoju i cisza, którą można usłyszeć. Jest zbr0dnia, jest śledztwo. Ale nie w tym leży ciężar tej opowieści. To, co tutaj ważne, to walka o prawdę, kiedy wszystko wokół jest czarne. A kiedy z nieba spadnie deszcz, każda kropla będzie pytaniem bez odpowiedzi. Ciszą bez krzyku.
Jak się w tej części zrobiło emocjonalnie. Poruszająco też bardziej niż poprzednio. Bo to znów niemiecki Stettin i nazistowska rzeczywistość. Niełatwo iść tutaj w stronę prawa, nie zahaczając o politykę. A jednak Kurtz to potrafi. Wciąż brnie naprzód, myśląc o sprawiedliwości. Lubię tę jego niezłomność i determinację. Tutaj jeszcze więcej w nim emocji. Choć gdzieś tam skrzętnie je ukrywa, to powoli wypływają na wierzch jego duszy. Takie kryminały retro to ja poproszę zawsze. Polecam bardzo.
Drugie spotkanie z radcą kryminalnym Kurtzem uznaję za lekturę absolutnie godną polecenia.
Stettin, jesień 1938 roku. Tym razem wszystko zaczyna się od zabójstwa genera��a Ernsta von Mannschwitza. Wydrapana na ścianie mieszkania gwiazda Dawida próbuje nadać kierunek prowadzonemu śledztwu. Prześladowania Żydów przybierają na sile, o czym wkrótce przekonuje się najbliższy współpracownik Eilharda. Kurtz ma do zgryzienia twardy orzech. Jak pomóc Kurtowi? To nie jest jedyny problem, z którym musi się zmierzyć. Znika jego córka. Kto stoi za uprowadzeniem Annelise? Oraz co Eilhard będzie musiał zrobić, aby ją odzyskać?
Sama nie wiem, czy bardziej zajęła mnie intryga kryminalna, czy pozostałe wątki. Natomiast z pewnością muszę przyznać, że dostałam dobrze opisane tło historyczne, a związane z nim klimat, mrok i napięcie, nie opuszczały mnie ani na moment.
Lektura wciągnęła mnie na całego. Miałam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, jednak gwarancji nie było. Tamte czasy nie pozwalały na złudne nadzieje, to nie był czas na "żyli długo i szczęśliwie". Kto ucierpiał a komu się udało? Czy autor dla kogoś przewidział happy end? Czy tym razem nie oszczędził nikogo?
Zachęcam was do lektury. Według mnie "Kryształowy deszcz" bardzo się udał panu Stelarowi. Sprawdźcie, czy wam też się spodoba. Polecam.
Autor zabiera nas do roku 1938, gdzie zostaje zamordowany emerytowany generał Ernst von Mannschwitz. Na ścianie jego pokoju zostaje wydrapana gwiazda Dawida. Symbol tej pokazuje kierunek śledztwa, ale nasz Eilhard uważa inaczej. Jego tajne śledztwo doprowadza go do tajnej organizacji. To nie jedyne m0rderstwo. Wkrótce dochodzi do kolejnego, a z czasem nasz bohater i jego przyszły zięć znajdą się w nie małym niebezpieczeństwie. Akcja książki jest dynamiczna i pełna zwrotów akcji, które sprawiają, że nie można oderwać się od książki. Posiada ona również ciekawy klimat lat 30 ubiegłego wieku. Śledztwo Kurtza i wybory jakich musi dokonać wzbudzają napięcie. Autor świetnie tutaj połączył typową zagadkę kryminalną z pytaniem o moralność. Dużym plusem tej powieści są bohaterowie. Są to barwne postacie, które potrafią dostarczyć wielu emocji. A ich tajemnice i dylematy sprawiają, że od książki nie można oderwać się. Chociaż mamy tutaj duszny i mroczny klimat, książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. A wszystko to zasługa lekkiego stylu pisania pana Marka. Jeśli lubicie retro kryminały to bardzo polecam zarówno „Ołowiane żołnierzyki” jak również „Kryształowy deszcz”.