Marianna Roszkowska jest niesamowicie silna. Nie płacze. Nie krzyczy. Idzie przez życie odważnie, z podniesioną głową, gotowa samodzielnie stawić czoła wszelkim przeciwnościom. Nic i nikt jej nie złamie, nawet wojna, okupacja, strata, groza wszechobecnej śmierci, chyba że... pewnego dnia poczuje w gardle supeł i to, jak trudno jest po prostu być, oddychać.
Victor Giroud nie ma domu. Nie zamierza nigdy wracać do Monachium. Nie ma ojczyzny - Francuzem mu być nie wolno, Niemcem być nie chce. Nie ma też rodziny. Po matce i bracie pozostały mu tylko wspomnienia, a dla ojca są pewne granice miłości... Tej teoretycznie bezgranicznej. Victor żyje sam, bezpiecznie ukryty w kokonie własnych kłamstw. Jedyną prawdą w jego życiu jest jazgot dobiegający zza otwartych ku przeszłości okien.
Tych dwoje spotka się w okupowanej Warszawie. Przypadkiem poplączą się w więziach, które są niczym wojna: bez przyczyny, bez sensu, bez przyszłości. Więziach pierwszych. Więziach jedynych. Niewytłumaczalnych w żadnym z języków tego świata.
Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.
🖤| Akcja dzieje się w wojennej Warszawie, gdzie nie ma miejsca na normalne życie. Tam dwie drogi Victora i Marianny splatają się razem. Jednak czy to jest dobry czas na to? Ogólnie ciężko mi przytoczyć choć część fabuły, ponieważ jest ona tak rozbudowana i wielowątkowa, że sami musicie przeczytać ten opis. Naprawdę warto.
Często, jak ludzie się mnie pytają, czemu tyle czytam, to mówię im, że kocham emocje, które idą za tym. I ta książka jest idealną na to odpowiedzią. Już dawno żadna historia nie dała mi tak wiele skrajnych emocji. Od pierwszej strony czułam się jakbym była tam z bohaterami i razem z nimi przeżywała każdą chwile. Nie było miejsca na oddech. A choć byłam mocno wciągnięta, to momentami bardzo się bałam czytać dalej 😭
Realia jakie zostały przedstawię w książce były bardzo trudne. Ogromnie niesprawiedliwe. A historia Victora i Marianny choć naprawdę pięknie przedawniona, była pełna bólu. Definicja right person wrong time. Jednak patrząc na całokształt ta historia była monumentalna i naprawdę wielowątkowa. Miałam wrażenie, że wszystko splata się w jedną całość. Ich traumy ciągnęły się przez lata, a czas w którym się znaleźli po prostu był jeszcze okrutniejszy.
To, co zrobiło na mnie największe wrażenie to przeróżne cytaty wplątywane w akcje, odniesienia do kultury i naprawdę bogate słownictwo. (Możecie przewinąć kafelek, aby poznać kilka z nich) Ta książka to encyklopedia pięknych zdań, które jeszcze mocniej wpływają na odbiór historii. I dodają większej głębi.
Jestem w szoku, że to debiut, ale @paulinaczernek_pasierbek będę czytać od ciebie wszystko. Zawsze polecam wam wiele, ale ta książka zasługuje na każde polecenie. Czuję się teraz rozbita emocjonalnie, ale jakby jestem za tym, bo czuję, że czytanie to coś co kocham. [ współpraca reklamowa Wydawnictwo Sploty]
Ten tytuł wspieram medialnie, a dodatkowo znajdziecie na nim mój blurb:
Debiut Pauliny Czernek-Pasierbek to powiew świeżości w fikcji historycznej. Autorka stworzyła autentycznych bohaterów, których życie chciałoby się studiować godzinami (przy części postaci jest to możliwe!). Ta książka pozwala nie tylko zajrzeć w paszczę wojennej tragedii i pokazuje marzenia o przynależności czy miłości, ale też zmusza do ponownego zastanowienia się nad tematem polskiego patriotyzmu. Zaufajcie mi i przeczytajcie historię Marianny i Victora!
“Nie żałuj tych, którzy komplikują. Nie żałuj tych, którzy jątrzą prawdą.”
Świat tężejący w chłodzie Przepalony Zasnuty dymem Splamiony krwią
Oczy bez dna Łzy, które nie chcą opaść
W bukiecie pięknych słów
Kiedy Ola (@book.of.exis) po 18 stronach napisała do mnie: “kup”, to nawet się nie wahałam, bo wiedziałam, że to będzie strzał w piątkę. I wiecie co?
Dobrze, że jej zaufałam.
Nie oczekiwałam zupełnie niczego. Nie tworzyłam w głowie żadnych scenariuszy ani przewidywań.
Tym samym otrzymałam książkę, która chwilami ściskała za gardło, a czasami zostawiała mnie w ciszy.
Głuchą, ale wyrażającą więcej niż tysiąc słów.
Może nawet taką, która osadza się gdzieś pod skórą, której nie da się wyszorować ostrą szczoteczką.
“Tylko mi okna zostawcie otwarte” to książka, która zbiera emocje, rozbiera je na części pierwsze i każe je poczuć… z czasem. W chwili, gdy uświadomienie przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, wszystko nagle przykrywa ciemność.
To tutaj czekała na mnie wojna.
Wojna, którą stanowili…
Ludzie Wybory Strach, który jest najostrzejszym narzędziem Przetrwanie, które nie daje drugich szans I te słowa “mi się wydawało”
I Marianna…
Zwana piękną życiową katastrofą.
Ta, której oczy wydawały się suche jak wiór. Ta, którą pogardzano. Ta, którą wykorzystywano. Ta, o której zapomniano. Ta, która miała być córką marzeń, ale była niewystarczająca.
Będąca ciężarem. Będąca słabością. Będąca błędem.
Ta, która była niewarta jednego najważniejszego pytania. Ta, której serce… drżące, niepewne i kroczące po cienkiej warstwie lodu zostało brutalnie skrzywdzone.
Pękająca tam, gdzie nikt nie widzi.
Victor.
Człowiek bez miejsca. Bez przynależności. Artysta z duszą, która widziała za dużo. Ten, który stracił zbyt wiele.
Chaos na zewnątrz. Chaos pod skórą. Chaos w sercu.
Myśli huczące w głowie
“- Dlaczego masz zawsze okna otwarte? - Bo mi duszno.”
W sieci ukrytych prawd, utkanych z łgarstw, krztuszący się samotnością, z pęknięciami w szczelinach.
W tęsknocie za czymś utraconym, bez miejsca na dumę, z miejscem na rozpad.
“- Wiesz, co ja bym chciał? Tak chociaż raz? Żeby mnie ktoś potrzymał za rękę.”
Relacja między nimi była czystą poezją. Sercami, które wyrwały się ze szponów bezdenności. Postacie, które zatraciły się w palecie barw i słowach drżących jak struna. Ci, którzy w swojej obecności poczuli coś, czego nigdy nie otrzymali - spokój.
“Nie mów fałszywego świadectwa”
Nie będę się więcej rozpisywać o bohaterach ani o toczącej się akcji, ale chcę, żebyście wiedzieli, że w tej historii dorobiłam się pokaźnej liczby wrogów czekających na rozstrzelanie. Niektóre zwroty akcji były dla mnie przewidywalne, ale…
“Nie zabijaj”
To, co dała mi ta historia, sprawiło, że przez chwilę zastanawiałam się, czy to wydarzyło się naprawdę. Takiej historii, dającej tak silne poczucie realności, dawno nie czytałam i z całą pewnością mogę napisać, że trafiła do topki ukochanych książek z kategorii literatury pięknej. Mało tego… w życiu bym nie powiedziała, że to debiut.
“Jego wina. jego wina, jego bardzo wielka wina.”
Bo to, w jaki sposób autorka operuje tutaj słowem, jak prowadzi całą historię, jest czymś niesamowitym i niewyobrażalnym. Czysta poezja, która uderza w twarz i nie pozwala odwrócić wzroku. I te nawiązania, wstawki z wierszy oddające powagę sytuacji albo uczuć, które towarzyszyły bohaterom. Wow, po prostu wow.
“Tylko mi okna zostawcie otwarte” to historia, która nie daje łatwego końca.
O tęsknocie, o stracie, która nie mija, i o decyzjach, które na zawsze zostają w człowieku. O tym, by nie tracić czasu. O tym, by walczyć do samego końca i się nie poddawać. O tym, że każdy z nas ma prawo do własnej historii i jej opowiedzenia.
A jak coś czujesz… to czuj na całego. Nie pozwól obedrzeć się z uczuć, bo masz do nich prawo - w ukryciu.
Historia zostawiająca rysy na duszy i niepozwalająca się zagoić bez śladu.
To historia dla tych, którzy mimo mroku potrafią spojrzeć dalej - bez żalu, ale z bólem w sercu.
Bo czasem wystarczy jedno uchylone okno, by wpuścić to, czego najbardziej się boisz i to, czego najbardziej potrzebujesz.
Uwielbiam książki, które wzbudzają we mnie emocje, tak było też i tutaj.. i to w nadmiarze. Naprawdę, ta historia jak rzadko która sprawiła, że płakałam prawie że nonstop, bo czułam ból bohaterów, utożsamiałam się z nimi i było mi ich żal, na innych z kolei się denerwowałam, były też momenty, gdzie się śmiałam. Pełna gama emocji. Paula stworzyła tak cudną historię, w której możemy się przejrzeć, a także pokaże nam różne kwestie, przy których powinniśmy zatrzymać się na chwilę i pomyśleć. Piękne to było. Aż szkoda, że się skończyło.
_______ Czasami są takie książki, które nas znajdują. Książki, które nas oczarowują i wciągają do swojego świata. Czasami są takie historie, których czytanie boli jak cholera, ale gdy zamykamy ostatnią stronę wiemy, że było warto.
"Tylko mi okna zostawcie otwarte" to debiut Pauliny Czernek-Pasierbek. Historia napisana w sposób, który zachwyca od pierwszych stron. Dokładność, uważność na szczegóły i oddanie czasów wojny, która rozbijała nasz kraj. Książka jest zupełną fikcją, choć jak zauważycie podczas lektury, czasami będą pojawiać się postacie oraz miejsca, które istniały. Poeci, arystokraci, znani artyści. Ogromne wille, lokalne kawiarnie, ciche warszawskie mieszkania.
Ona - studentka, zagubiona we własnych myślach, zawsze idąca do przodu. Bez strachu. On - artysta, fotograf i malarz, zagubiony w przeszłości. Bez domu.
Walka o ojczyznę miesza się tutaj z walką z własnymi problemami. To nie jest historia o wojnie ani miłości. To historia o ludziach, którzy próbują przetrwać. To ludzie, którzy mimo wielu przeciwności, codziennie wstają rano i działają w imię lepszego jutra. Tutaj każdy walczy nie tylko z wrogiem, lecz przede wszystkim z drugim człowiekiem. Z własną moralnością. Tutaj rozgrywa się walka z ich wewnętrznymi demonami. Z tym, co siedzi w głowie; z problemami, wątpliwościami, a co najgorsze ze starymi wspomnieniami.
Najpiękniejsza i najboleśniejsza książka jaką kiedykolwiek czytałam.
NIE WIERZĘ, ŻE ZNOWU TO SOBIE ZROBIŁAM I SAMA SKAZAŁAM SIEBIE NA PONOWNE CIERPIENIE. BĘDĘ STAŁA ZA TĄ KSIĄŻKĄ DO KOŃCA MOJEGO ŻYCIA. BA, MOŻECIE MNIE Z NIĄ POCHOWAĆ
Chciałabym powiedzieć, że potrzebuję od dwóch do trzech dni roboczych na dojście do siebie ale wiem, że to byłoby kłamstwo. Bo po skończeniu Okien prawdopodobnie nigdy nie dojdę do siebie. Myślałam, że to ja skończę Okna, a to Okna skończyły ze mną.
Ta książka jest piękna w swoim okrucieństwie.
Chciałabym napisać jakąś sensowną recenzję, ale może być ciężko, skoro obraz mam wiecznie jaki taki rozmazany..
Za miłości pierwsze. Za miłości jedyne. Za harmonię. Za ciszę.
Ta historia jest o wojnie. O różnych jej obliczach. A przede wszystkim o wojnie, która każdego dnia toczymy wewnątrz siebie. O próbowaniu poskładania duszy ze zgliszcz. O HERSTORII pełnej bólu, samotności i poświęcenia. O przetrwaniu i walce o każdy oddech. Ta powieść poruszy każdą z waszych emocji. I to jest kwintesencją tego, dlaczego każdemu z was polecam sięgnąć po ten debiut.
23.02: Generalnie to nie wiem co przeczytałam, bo przez większą część tej książki walczyłam z mgłą łez…
*tu jeszcze będzie opinia jak już nie będę chciała rzucać tą książką*
25.02: (nadal mam ochotę rzucać książką ALE)
Są książki, które bolą, które rozdzierają serce i wypłukują z oczu łzy. Ale są też książki gęste, duszne, przy których mimowolnie wstrzymujesz oddech i czujesz to dopiero gdy Cię zaboli, przy których serce wali ci jak oszalałe, których słowa zatapiają ci się w mózgu. Są książki, przy których zapominasz, że…w ręce trzymasz tylko kawałek papieru pomaziany tuszem.
Taka jest dla mnie książka Pauliny Czernek-Pasierbek. „Tylko mi okna zostawicie otwarte” to debiut, który zwala z nóg, który zagnieżdża się w głowie i nie ma zamiaru jej opuścić.
Bardzo bym nie chciała, aby szufladkowano tą książkę wyłącznie jako romans. Autorka stworzyła historię, w której opowiada o tym, że gdy mężczyźni mają wolę to kobiety mają dolę. Że samotność to stan, który upadla cię do granic. Że wojna to nie tylko poranna strzelanina i wieczorne bombardowanie, ale wszystko to co dzieje się pomiędzy – to całe życie, które przecież trzeba dalej prowadzić, które trzeba sobie jakoś ułożyć. Że można się w tym wszystkim poplątać, a nawet zasupłać, ale też że są ludzie, którzy zamkną te otwarte okna.
Autorka dojrzale, w poetyckim stylu prowadzi czytelników przez meandry polskiego patriotyzmu pokazując, że nie każdy chce heroicznie zginąć za swoją ojczyznę, a samo przywiązanie do niej ma różne odcienie bieli i czerwieni. Pod tym względem nie jest to „bezpieczna” książka – dla niektórych może być niewygodna, część może być nawet oburzona. Ale to właśnie ma robić literatura – zmuszać do myślenia, do wątpienia, do kwestionowania.
No i oczywiście bohaterzy, dla których pójdę w ogień. Dla wielu mogą być oni trudni, raczej nie do lubienia, ale ja poczułam z nimi wyjątkową więź już od pierwszych stron, co przypłaciłam nie raz złamanym sercem.
Wiele jest książek, na które z utęsknieniem czekam, ale niewiele takich, które pochłonęłam zaraz po premierze, które prawie jeszcze ciepłe wydarłam z księgarni. Były książki, na których płakałam, które rozrywały mi serce, ale niewiele takich, które osiadły we mnie – w mojej głowie, sercu…czuję ciężar tej historii na mych barkach. Są też książki, które zabierają czytelnika w przygodę, z której nie wraca już taki sam. To właśnie ta książka.
,,Tylko mi okna zostawcie otwarte”, to powieść, którą z chęcią rozebrałabym na kawałki, dokonała wiwisekcji, przeanalizował pod różnymi kątami, bo o tej książce można gadać i gadać. W końcu oprócz samej historii powieść ta jest warsztatowo bardzo dobra, a te nawiązania do innych dzieł literackich 🔥🙌🏻
Literatura piękna na najwyższym poziomie. Dawno nie oczarowała mnie tak polska autorka. Liczę, że o Paulinie Czernek-Pasierbek usłyszmy jeszcze nie raz.
Nie mam słów. Jest to taka historia, której nie mam jak opisać w recenzji, bo nie chciałabym Wam zaspoilerować ani mini wątku z tej opowieści.
Jest to piękne, traumatyczne, istny rollercoaster emocjonalny, ogólnie to Was rozwali na łopatki.
Bardzo się cieszę, że Paulina rozszerzy to uniwersum i będziemy mieli zjechaną psychę ponownie, natomiast chyba nie będę się do niej odzywać przez kolejne tygodnie, za to, co zrobiła na koniec tej książki…
Oczywiście piszę to będąc pod pełnym wrażeniem jej umiejętności pisarskich i takiego czystego talentu, żeby stworzyć coś tak niesamowitego. Z jednej strony fikcja z drugiej strony doskonale przedstawienie wojny i archetypów postaci, w jakie ludzie wchodzili podczas niej.
No nie mam słów, a jednak się znalazło kilka… Może niewiele, ale kurde no nie mam jak. Musiałbym chyba się rozpisać na 20 stron, żeby umówić każdy wątek. Ale tego nie zrobię, bo każdy czytelnik powinien być równie zaskoczony tym, co się tu odwali…
Czekam na kolejne, serio. A ten, kto nie czytał, to jest wieśniak i powinien nadrobić lekturę.
OCENKA: 5!/5 (i to takie z wykrzyknikiem jak na UW)
Sposób kreacji głównych bohaterów jest intrygujący - relacja między Victorem a Marianną rozwija się powoli, jest pełna subtelnej namiętności, ma różne odcienie, co czyni ją złożoną. Każde z nich ma swoją rodzinną historię, traumę, która wpływa na ich sposób myślenia i postrzegania świata. Victor jest chyba najbardziej złożoną postacią w całej powieści. Marianna to na zewnątrz silna dziewczyna, która idzie własną drogą; wewnątrz bardzo wrażliwa, gotowa do poświęceń, nawet dla osoby, która nie poświęciłaby się dla niej. Na plus - cytaty z różnych dzieł literackich, nawiązanie do "Dziadów" i do pięknych obrazów. Opis pierwszej sceny w kawiarni skradł moje serce:) Postać Rudolfa napisana po mistrzowsku. W sposób przekonujący autorka ukazuje realia życia pod okupacją - życia w ciągłym strachu i poczuciu zagrożenia.
To, co mi się nie podobało, to sposób w jaki zostało przedstawione podziemie akowskie. Czytelnik niezbyt dobrze zorientowany w historii II WŚ mógłby pomyśleć, że Armia Krajowa to organizacja, której większość stanowili samolubni, roszczeniowi ludzie, którzy liczą tylko na dostanie orderu i obwołanie ich "bohaterami". Jedynymi trzeźwo myślącymi osobami w tym towarzystwie są: Marianna, Krzyś i Omega (relacja na linii Omega-Marianna jest bardzo ciekawa, sama postać Omegi również złożona)
Po lekturze opracowań historycznych, wspomnień i relacji członków podziemia absolutnie nie powiedziałabym, że to byli "chłopcy wymachujący bezmyślnie szabelką" (choć wiadomo, w każdej organizacji znajdą się pojedyncze przypadki). Ze wspomnień wyłania się obraz zwyczajnych "ludzkich" ludzi z różnych domów i środowisk, którzy mieli swoje marzenia i plany na przyszłość, którzy byli odważni, walczyli o to, co dla nich najważniejsze, nie dlatego, żeby się pokazać światu jako "bohaterowie-ofiary"; ale dlatego, że zmusiła ich do tego historia, która odebrała im wolność, dom oraz bliskich.
Mam nadzieję, że w gąszczu 5 gwiazdek nie narażę się; pod koniec powieści i tak poleciała łza wzruszenia...
This entire review has been hidden because of spoilers.
"Okna" to warta uwagi pozycja. Podobał mi się styl autorki, w tym umieszczenie bardzo wielu cytatów pochodzących od klasyków literatury (m. in. Baczyński czy Leśmian). Bohaterowie, dialogi i fabuła również na plus. Na minus zaliczam jedynie niewykorzystanie potencjału czasów w których umieszczono fabułę, można było wspomnieć o np. likwidacji warszawskiego getta. Podsumowując, debiut uważam za jak najbardziej udany i czekam na więcej.
Trudno uwierzyć, że to dopiero debiut. Ta książka roztrzaskała mi serce, a jednocześnie zaraz po jej skończeniu miałam ochotę przeczytać ją ponownie. Cudowni bohaterowie, bardzo dobrze zobrazowany klimat powieści i jeszcze wszechobecne nawiązania do poezji, a nawet Taco 🫠 Moje polonistyczne serce się rozpływało!
To wszystko czułam, gdy skończyłam 𝗧𝗬𝗟𝗞𝗢 𝗠𝗜 𝗢𝗞𝗡𝗔 𝗭𝗢𝗦𝗧𝗔𝗪𝗖𝗜𝗘 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗘.
Książki o wojnie zawsze mnie rujnują.
To książka, którą czytając czujesz w każdym zakończeniu nerwowym. Po której myślisz, że jakoś się pozbierasz. Jednak Okna zrobiły ze mnie kukłę, wypraną z emocji atrapę człowieka.
Bo chcieli kochać. Bo chcieli spełniać marzenia. Bo chcieli żyć.
Victor, parszywy szwab, który nigdy jak Niemiec się nie czuł. W duszy zawsze był Francuzem. Marianka. Pełna aspiracji, zakochana w literaturze. Sarmatka z krwi i kości. Ludzie, dla których nie istniała inna meta. Od początku celowali w przetrwanie.
Lektura Okien to jak wycieczka w nieznane. Wiedziałam tylko, że z każdą kolejną stroną tracę kawałek serca. Z każdym kolejnym aktem brutalności krew wrzała mi odrobinę mocniej. Z każdym kolejnym aktem serdeczności czułam trochę więcej ciepła. A z każdym aktem miłości zyskiwałam nadzieję.
Bo Okna to książka właśnie o tym. O nadziei. Jednak przede wszystkim jest to historia o ludziach. O ich uczuciach, ich decyzjach, ich wątpliwościach. I kiedy poznajemy bohaterów tej książki, to poznajemy ich dogłębnie. Ich bolączki, pragnienia i przewiny. Rudolf, który był oddany idei. I może był trochę głupi, to miał serce szeroko otwarte. Vic i Marianka, którzy czuli tak mocno, że mocniej nie można. Czuli do bólu. Krzyś i Basia, dla których wojna była na tyle łaskawa, że pozwoliła im się odnaleźć.
To ten typ książki, po której nie da się pozbierać. Po której już na zawsze w sercu pozostanie wyrwa. I po której widok pewnego imienia będzie wywoływać agresję. To książka, na której wylejesz morze łez. I może, być może, znienawidzisz Autorkę za to, jaki los zgotowała Tobie i bohaterom, ale będziesz jej wdzięczny za książkę, o której nigdy nie zapomnisz.
Nie lubię czytać książek z wątkiem romantycznym (mlw). Ale „Okna” to nie tylko romans, a przede wszystkim odbicie codzienności – brudnej, złej, niesprawiedliwej – zwykłych Polaków w niezwykłych czasach II wś.
I patrząc na ten świat i tych bohaterów w oderwaniu od wielkich słów i gestów, bo Paulina się przed tym wzbrania nogami i rękami, widzimy postaci ze świetną psychologią, z głębią i iskierką prawdziwej ludzkiej duszy.
Jestem z Pauliny najdumniejsza na świecie, że doprowadziła tę historię do końca, że wydała tę książkę. Paulina jest wspaniałą przyjaciółką, pisarką i osobą. WIĘC CZYTAJCIE OKNA!
4,5 “ciepło tu. otwórzcie okna.” piekne to było🥹 na obszerniejszą recenzję niestety musicie poczekać bo mnie aktualnie boli głowa od nieustannego płaczu😭😭😭
Jakie to było dobre 😍 Paulina wywołała we mnie cały szereg emocji: bezsilność, niesprawiedliwość i jeszcze wiele by wymieniać. Ale najlepiej po prostu samemu to przeżyć i przeczytać. Bardzo zachęcam 😁
Czuję się taka trochę popękana. Jakby ta historia zostawiła we mnie drobne szczeliny, przez które zakrada się smutek i żal ogromny. Jestem przytłoczona. Przez te wszystkie emocje, które chciałyby zjeść mnie żywcem, bo im się to w tej chwili należy. Takie mają prawo, bo przecież ja rzadko czuję aż tyle.
Niemożliwe wręcz wydaje się ujęcie w słowach tak rozległych emocji. Całego bólu, poczucia niesprawiedliwości, złości, ale też rozbawienia, rozczulenia i wdzięczności, że mimo wszystko w pewnym momencie wszystko ucichło.
Pozostały we mnie pęknięcia. Gęsta siatki rys, początkowo niemal niewidocznych, z czasem coraz głębszych i bardziej rozległych, zupełnie tak, jakby chciały pożreć moje serce. To właśnie one są tym, co zostało we mnie po tej lekturze. Tylko one i pustka. Taka zachłanna, bezdenna. „Tylko mi okna zostawcie otwarte” to książka, wobec której nie miałam większych oczekiwań. Przyznaję otwarcie, że nawet nie przeczytałam opisu, bo wystarczyła mi wyłącznie krótka rekomendacja Pameli i targowe szaleństwo, którego ofiarą miał być wyłącznie mój portfel, nie serce. Być może gdzieś podświadomie przeczuwałam, że ta historia mnie poruszy, ale nie spodziewałam się, że mnie przeżuje i wypluje. Taką strawioną w połowie.
Chciałabym oddać tej historii należną sprawiedliwość. Wyrazić szacunek dla Pauliny za to, z jaką naturalnością potrafiła poruszyć we mnie najczulsze, głęboko ukryte struny. Chciałabym umieć opowiedzieć o tej książce tak pięknie, jak ona sama została napisana. Bo to właśnie język zasługuje tu na szczególne wyróżnienie, to w jaki sposób autorka nim operuje, z szacunkiem, okazanym zarówno nam czytelnikom, jak i naszej pięknej polszczyźnie. Już po kilku stronach wiedziałam, że trzymam w rękach coś wyjątkowego, coś co, jeśli nie zachwyci mnie fabularnie, i tak z czułością potraktuje mój mózg, spragniony pięknych słów. Miałam w rękach książkę, która przypomniała mi, dlaczego tak bardzo kocham czytać.
Czułość wzbudzona przez pióro autorki okraszona zostało poezją, tak subtelnie wplecioną w narrację, nie jako dodatek, lecz integralna część opowieści. Poezją, która nie została potraktowana powierzchownie, ale dobrana z wyczuciem, idealnie wpasowana, tak, że czytając odczuwa się więcej i bardziej. Wiem, że niektórych takie wstawki mogą wybijać z rytmu, jednak dla mnie stanowiły one idealne dopełnienie całości.
Autorka nie tylko pięknie pisze o uczuciach, lecz także, co ważne, umiejętnie osadza je w swoich bohaterach. W postaciach, które z czasem zaczynają znaczyć dla czytelnika tak wiele. Marianna, tkwiąca jakby na skraju wewnętrznego wyczerpania. Vic, nieustannie poszukujący tej absolutnej czerni, która wszystko pochłonie. Krzysiek, walczący słowem, bo tylko na to może sobie pozwolić. Karolina, przekonana o własnej wiedzy, choć w istocie błądząca. Rudolf, Otto, Ger, Adela, Gabriel. Każdy w jakiś sposób ważny.
„Tylko mi okna zostawcie otwarte” to opowieść o ludziach. O zagubieniu, o niemożności odnalezienia swojego miejsca, o samotności i poczuciu odrzucenia. O nadziei, czystej radości i ciszy, która czasem mówi najwięcej. To historia o złości, żałobie i pustce, ale również o rodzinie, przyjaźni i o obcych, którzy niespodziewanie stają się ważni. O poświęceniu. O tym, że czasami człowiek po prostu czuje zbyt wiele.
To nie jest historia dla wszystkich. Nie dla tych, którzy liczą na to, że wojenna rzeczywistość będzie dyszeć na karki bohaterów. Nie dla tych, którzy potrzebują akcji, by czuć satysfakcję. Nie dla tych, którzy mają słabe serce i muszą uniknąć silnych emocji.
Czy ta książka ma wady? Tak, zakończenie. Takie, którego podświadomie każdy się spodziewa, ale gdy już nadchodzi, okazuje się, że jednak nie było się na nie gotowym. Ściskanie w piersiach, gula w gardle, emocje, które próbują zmiażdżyć i połknąć. Przypomnienie, że podczas czytania można czuć tak wiele i mieć jednak nieco wyższe standardy, niż nam, czytelnikom, dawno temu wmówiono. Okna zostają ze mną na dłużej, na zawsze. Otwarte.
~ Książka Pauliny to jeden z najlepszych debiutów, jakie czytałam. Uwielbiam fikcję historyczną, ale rzadko trafiam na historię, która potrafi być tak boleśnie szczera.
~ Ogromnie podobał mi się zwłaszcza brak koloryzowania patriotyzmu. Autorka nie bała się pokazać ciemniejszej strony różnych stowarzyszeń, ich hipokryzji i słabości. Jednak tym samym, nie odebrała temu aspektowi historii sensu i znaczenia.
~ Książka jest niesamowicie szczegółowa. Nic tu nie było przypadkowe, każde zdanie wydawało się ważne, przemyślane i potrzebne.
~ Co najbardziej łapało mnie za serce? Sceny, w których bohaterowie próbowali przekonać samych siebie, że ich miłość ma sens tu i teraz, mimo wojny za oknem, mimo niepewności jutra. Dlaczego mieliby unikać tlącego się uczucia, odkładać życie na później i czekać na kolejny ruch wojny, skoro mogą żyć w tej jednej chwili? Nawet jeśli później miałoby boleć. Nawet jeśli mieliby płakać za tym, co naprawdę było i co naprawdę stracili.
~ W pewnym stopniu mogłam utożsamić się z Marianną - szczególnie w jej walce o ideały. A Victor? Marianna podsumowała go idealnie, wyliczając Karolinie wszystko, co zrobił nasz główny bohater.
~ Czytałam tę książkę długo (jak na mnie), bo aż półtorej tygodnia. Ciągle miałam ją w głowie i marzyłam tylko o momencie, w którym znów będę mogła wrócić do lektury.
~ Jeśli lubicie fikcję historyczną - ta książka to absolutny must read. Oprócz tego, będziecie mieli ochotę przeczytać „Dziady” i to chyba o czymś świadczy.
~ Do autorki: poproszę o przesłanie mi alternatywnych kilkudziesięciu ostatnich stron. Dziękuję.
Po pierwsze, ta książka jest tak pięknie napisana, że cytat, który chciałabym oprawić w ramkę, można znaleźć na każdej stronie. Często czytając opisy w książkach szybko płynę wzrokiem po tekście, a tutaj? Tutaj słowo po słowie, wers po wersie, powoli i bez pośpiechu, bo każde zdanie było arcydziełem. Opis chleba na pół strony? Aż czułam jego zapach 🫶🏻 Zazwyczaj nie używam znaczników, a na „Tylko mi okna zostawcie otwarte” zużyłam ich mnóstwo.
Obraz wojny? Z perspektywy kobiety, za zamkniętymi drzwiami. Pokazanie, że walka toczy się często w imię bezsensownych ideałów i przekonań. Dalej brutalny i bolesny.
Wątek romantyczny jest jednym z piękniejszych jakie czytałam.
Vic to zdecydowanie kandydat do mojej ulubionej męskiej postaci. To, że dbał o Mariannę, o Adelę, o Karolinę po cichu i nie liczył na wielkie brawa skradło moje serce. Jego delikatność i dbanie o szczegóły. Uważności i umiejętność słuchania. Boże jak ja kocham tego człowieka.
Za to Mariannie oddałabym wszystko, żeby była szczęśliwa i robiła dalej to co robi. Kibicowałam jej przy każdej wymianie zdań z Korzelskim czy Czekalskim. Jej mądrość i zamiłowanie do poezji? Inspirujące. „Mam studia do skończenia”.
Wspaniały debiut
Zakochałam się w tej książce. A teraz idę lepić pierogi i gotować zupę cebulową.
Ocena: 5/5 ✨ (i to solidne 5, będę ją polecać dosłownie każdemu)
Jestem przekonana, że ta historia zostanie ze mną na długo. Cała ta powieść mnie przeżuła i wypluła. Zostawiła moje serce złamane na milion kawałków. Dosłownie musiałam otworzyć okna po zakończeniu tej lektury. Jestem absolutnie wzruszona i zachwycona jednocześnie. Polskość, patriotyzm i mesjanizm nabrały dla mnie zupełnie nowego znaczenia i DZIĘKUJĘ za ten głos, który nie gloryfikuje tego wszystkiego, ale pokazuje te aspekty z zupełnie innej strony. Dziękuję za te emocje, które mi towarzyszyły. Za to, że mogłam zobaczyć w sobie Mariankę, ale także Vica. Za to, że wzbudziło to we mnie zainteresowanie historią, ale także poezją (po liceum, już w dorosłym życiu chcę zrobić drugie podejście do Lalki, a to wyczyn dla mnie). Dziękuję, za ten piękny język, jakim to wszystko było napisane. Dawno nie czytałam tak dobrej książki i absolutnie każdemu polecam, ale też ostrzegam - rollercoaster emocjonalny gwarantowany.
To było takie niesamowite doświadczenie literackie, taka uczta literacka, że ja się chyba pół życia będę zbierać. Ta książka krzyczy "wiwat literatura!". Tak bardzo zżyłam się z Marianną i Victorem, widzę w nich kawałek siebie, a to jest trochę przerażające. Jestem samotna jak Marianka i poszarpana jak Victor i jakoś tak... wszystko mnie ścisnęło za serce pięćdziesiąt razy mocniej niż normalnie.
Podobno podczas wojny musi być jakaś nadzieja, a to nie prawda i autorka dobrze to pokazuje, że nie zawsze da się z nadzieją iść przez piekło. Nikt tu nie jest bez grzechu, nikt tu nie jest jednoznacznie dobry i tak jest podczas wojny.
To książka o samotności, o stracie... Z samotności została utkana i samotność się z niej wylewa. A ja mam przez to rozstrzaskane serce.
Dawno nic mnie tak nie poruszyło emocjonalnie i umysłowo. Ta książka jest ucztą dla oczu i serca. Myślę o niej ponad tydzień po skończeniu. Jestem zachwycona nawiązaniami do innych tekstów kultury, cytatami, których nie brakowało. Przecudna kreacja bohaterów, w których widziałam cząstki siebie. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu, wciągnął mnie już od pierwszych stron, a umiejętność operowania emocjami czytelnika - bezbłędna. Rozerwało mnie dosłownie na części i poskładało ponownie. Polecam każdemu, kto będzie chciał mnie słuchać, tym, którzy nie będą chcieli i tym, którzy już słyszą ode mnie od tygodnia, jak bardzo ta książka zniszczyła mi życie. Kocham ją. I będzie stać na honorowym miejscu na mojej półce.