Kiedy wojskowy banita, Crenshaw, otrzymuje rozkaz eskortowania Jacka Prestona do militarnej placówki Corpusu w Minnsouth, nie zdaje sobie sprawy z tego, że prosta z pozoru misja stanowi element zawiłej intrygi. Tak rozpoczyna się wielowątkowa powieść z gatunku fantastyki naukowej utrzymana w nurcie dieselpunk, osadzona w stylistyce lat 20. i 30. XX wieku, gdzie króluje art déco, wodewil, nieme kino, swing i blues.
Uniwersum Zewu Pustki to świat pełen tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk: niebezpiecznych hybryd, niezbadanych anomalii, atomusów umiejących bezpośrednio wpływać na otaczający ich świat.
Powieść usatysfakcjonuje Czytelnika szukającego w gatunku science fiction zabawy formą, ciekawych i wielowymiarowych postaci, zagadek, a także wartkiej i dynamicznej akcji przenikniętej duchem futuryzmu, symbolizmu i konwencji noir.
Pochodzi ze Śląska, ale od niedawna mieszka i pracuje w Dublinie. W życiu zawodowym realizuje się w bankowości inwestycyjnej, prywatnie – jako opiekun trzech niesfornych zwierzaków.
Absolwent zarządzania na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie kontynuuje edukację na kierunku Psychologia w warszawskiej AEH. Ma na swoim koncie również bogatą karierę sportową.
Miłośnik koszykówki, gier komputerowych i bitewnych, a także wszelkiej maści komiksów i polskiej fantastyki, z których uwielbia czerpać inspiracje.
Jako wieloletni fan steampunku (i wszystkich nurtów pokrewnych) nie mogłem sobie odpuścić tej pozycji. I choć nie jest to czysty dieselpunk, zauważymy tu bowiem również sporo naleciałości atompunkowych, to nadal mamy do czynienia z dość odświeżającą, rzadziej spotykaną kreacją.
Autor zdecydował się na świat oryginalny, mimo że książki w tym nurcie zwykle osadzone są w alternatywnej wersji naszej rzeczywistości. Ma to swoje plusy (mniejsza przewidywalność), jak i minusy (większy dystans skojarzeniowy).
Postacie wypadają całkiem nieźle — są charakterne, a ich motywacje wydają się wiarygodne. Piotrowski podjął też dość odważną decyzję, czyniąc Crenshawa gburowatym i nierzadko samolubnym. Nie próbuje on na siłę zdobywać sympatii czytelnika, co dla mnie było odświeżające, ale może okazać się dość ryzykownym posunięciem w starciu z szerszą publicznością.
W środku znajdziemy również sekretne eksperymenty, polityczne spiski, wielowątkowe śledztwo, podróż przez spustoszone krainy, miasteczka i wielkie metropolie, a także pościgi, strzelaniny i wybuchy.
Warto również zaznaczyć, że jest to debiut, można by się więc zastanawiać, jak wypada pod względem stylistycznym/warsztatowym. Momentami bywa sztywno — niektóre kwestie brzmią sztucznie, jakby były deklamowane przez postacie, zamiast stanowić ich naturalną wypowiedź. Będąc wyczulonym na sposoby wprowadzania ekspozycji, raz czy dwa również coś mi zgrzytnęło.
To powiedziawszy, muszę przyznać, że jak na debiut wypada to naprawdę nieźle. Czytało mi się przyjemnie i płynnie, rzadko kiedy wypadałem z immersji, a świat, który się przede mną kreował, z każdą kolejną stroną wciągał coraz bardziej.
Podsumowując, mamy do czynienia z pozycją dość ciekawą, stworzoną w nurcie rzadko spotykanym na rynku. Bohaterowie są wiarygodni, a świat zachęca do eksploracji. Stylistycznie nie jest może idealnie, ale jak na debiut, naprawdę nieźle. Jeśli lubicie motyw sekretnych eksperymentów, politycznych spisków czy retrofuturystyczną estetykę, ta książka może być dla Was.
Z fantasy stykam się bardzo często, sci-fi i jego gałęzie to dla mnie całkiem nowy temat. Kiedy więc zaproponowano mi przeczytanie książki, której fabuła to diesel punkowa wariacja, od razu się zdecydowałam.
Zew Pustki to obiecujący debiut. Mamy tu nowy świat, przypominający klimatem lata 20. XX wieku. Z każdej strony bohaterów otaczają niepokojące krajobrazy pełne zdeformowanej fauny i porzuconych domostw. Do tego wszechobecne wojsko, rosnące jak grzyby po deszczu maszyny i magia, która stanowi tak wielkie zagrożenie, jak wielkie stwarza możliwości. W tym wszystkim skazany na banicję wojskowy – Crenshaw, który po latach odbywania kary dostaje szansę na powrót w rodzinne strony. Jedyne, co musi zrobić, to przewieźć poszukiwanego przez wojsko atomusa z punktu A do punktu B. Tylko tyle i aż tyle, żeby ujrzeć dom, za którym Crenshaw tęskni od 10 lat.
Im dalej w historię, tym atmosfera zdaje się zagęszczać. Robi się coraz bardziej niepokojąco, a pytania w głowie się piętrzą. Zdecydowanie autor chciał tym tomem przykuć uwagę czytelnika, rozpoczynając sporo wątków i nie dające nam chyba żadnej odpowiedzi. Zabieg znany, który jak zwykle w moim przypadku się sprawdził, bo kolejnego tomu zdecydowanie będę wyczekiwać. Finałowe strony były niesamowicie wciągające.
Bohaterowie intrygują, ale póki co nie mam żadnego ulubieńca ani do nikogo nie zapałałam cieplejszym uczuciem. Mam wrażenie, że zabrakło mi u nich trochę emocji. Z drugiej strony świat, w którym żyją to nie miejsce na okazywanie słabości.
Mam nadzieję, że w kolejnych tomach (widzę ogromny potencjał dla wielotomowej serii, ale bez pensji Panie autorze 🤣) pojawi się mapa poznawanego przez nas świata, bo w przypadku tej historii bez mapy, trochę jak bez ręki. Zdecydowanie będę obserwować dalsze poczynania Mateusza Piotrowskiego.
„Zew pustki” autorstwa Mateusza Piotrowskiego to powieść, która przede wszystkim zwraca uwagę swoim specyficznym klimatem i dojrzałym spojrzeniem na samotność oraz zmagania wewnętrzne. Świat wykreowany przez pisarza wypełniony jest napięciem i niedopowiedzeniami, które stopniowo odsłaniają się przed czytelnikiem, tworząc warstwową historię. Trzeba przyznać, że język powieści jest jednym z jej większych atutów, obrazowy, nierzadko z lekkim zabarwieniem poetyckim, lecz bez zbędnych przesad. Dzięki temu wiele scen potrafi pozostawić w pamięci.
Styl samego pisania zasługuje na uwagę, autor potrafi sugestywnie opisać zarówno otoczenie, jak i emocje bohaterów, co ułatwia zanurzenie się w wykreowanym świecie. Napięcie nie wynika tu z gwałtownych zwrotów akcji, ale raczej z klimatu i stopniowego ujawniania kolejnych elementów opowieści. Dodatkowo, warto wspomnieć o głównym bohaterze, który wypada autentycznie i jest przedstawiony jako postać wielowymiarowa. Jego dylematy wewnętrzne ukazane zostały w sposób przekonujący, można łatwo albo się z nim utożsamić, albo przynajmniej dostrzec sens w jego działaniach.
Z drugiej strony, tempo narracji bywa nierówne. Pewne fragmenty zdają się przeciągnięte i niepotrzebnie rozwlekłe, co trochę zbija z rytmu czytania. Zdarza się też, że niektóre wątki pozostają niedostatecznie rozwinięte, co trochę rozczarowuje, bo przecież można było pokusić się o ich lepsze pogłębienie.
Niby czuć lata 20. i 30. Są znajome skojarzenia - zresztą opis książki powołuje się na noir, na art deco i klimat pierwszej połowy XX wieku. Ale to tylko punkty zaczepienia, bo na głębszym poziomie świat „Zewu pustki” jest kompletnie inny od naszego. Do tego dochodzą ludzkie (i nieludzkie) modyfikacje, dziwna, często niepokojąca technologia… jednym słowem MIODZIO!
Czuć, że Autor nie poszedł w coś oczywistego, tylko naprawdę pogrzebał w wyobraźni. Fantastyka nie przestanie mnie zaskakiwać i serce rośnie, że polscy autorzy mają w sobie taki potencjał!
Czytelniku! Bardzo dziękuję za twoją ocenę, opinię i czas poświęcony na lekturę mojej debiutanckiej powieści. Mam nadzieję, że historia przypadła Ci do gustu!
Jeśli masz pytania, uwagi lub chciałbyś podzielić się ze mną bezpośrednio swoimi przemyśleniami na temat mojej twórczości, zapraszam do kontaktu mailowego lub przez profile na social media. Chętnie odpowiem na wszystkie wiadomości i będę wdzięczny za każdy feedback :)