Piąty tom fascynującej Sagi rodu Tyszkowskich, w skład której wchodzą: Aptekarka, Czarci ogród, Jemioła, klątwa i cholera oraz Wilcze znamię.
Katja pozostaje celem marzeń i niewybrednych zabiegów Antoniego. Czy możliwe, że to miłość, czy tylko zranione ego wielokrotnie odrzuconego mężczyzny?
Na zamku w Birczy odbywa się dobroczynny bal, gdzie cesarska władza i galicyjska szlachta, zwycięzcy i pokonani, wirują we wspólnym tańcu, budząc najgorsze demony krwawej przeszłości. Jednym z fantów jest receptariusz Katji. Cena jest wysoka, bo i pożądanie posiadania go na własność ogromne.
Czy Katja zdoła leczyć bez receptariusza?
I czy moc ziół okaże się silniejsza niż tęsknota i melancholia władające złamanym sercem?
Miałam już niestety zmęczenie materiału przy tej części i podobała mi się najmniej. Była też najmniej zabawna , niektóre wydarzenia były mało istotne , ale nadal styl autorki wpływa na dużą przyjemność z czytania.
3.5 Nadal bardzo dobra rozrywka. końcowe sceny Pani Wiktorii ubawiły mnie po pachy, ale już bym chciała, żeby były jakieś finalne rozwiązania. Niezmiennie będę powtarzać, że sam sposób pisania jest świetny, tylko akurat ta część najmniej mnie wciągnęła.
Nie powinno być zaskoczeniem, że dla Sagi Rodu Tyszkowskich skala jest zdecydowanie za mała! Sam "Nóż i piołun" zasługuje na solidne 100000/5! ps. Wiktorka, gdzieś ty tak tę suknię uświniła, no wiesz co? Bez pier-do-lenia (zgodnie z XIX-wieczną polszczyzną!) opowiadaj o godnej Mission Impossible przygodzie z cesarską władzą!
Piąty tom sagi rodu Tyszkowskich potwierdza, że mamy do czynienia z cyklem nie tylko konsekwentnym, ale i literacko dojrzałym. „Nóż i piołun” to opowieść gęsta od emocji, nasycona realiami epoki i jednocześnie zaskakująco świeża w sposobie prowadzenia relacji między bohaterami. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi połączyć rozmach historycznej panoramy z intymnością ludzkich dramatów, nie zdradzając przy tym ani tempa, ani wyczucia stylu.
Najmocniejszym punktem tej części pozostaje kreacja postaci. Katja - zielarka z wyboru i przekonania - jest bohaterką, która wymyka się schematom. Z jednej strony delikatna i wrażliwa, z drugiej nieustępliwa w obronie własnej autonomii. Jej upór nie jest kaprysem, lecz świadomą postawą wobec świata, który kobietom nie oferuje wielu możliwości samostanowienia. Antoni natomiast to postać pełna sprzeczności - bywa szorstki, zbyt pewny siebie, momentami irytujący, ale równocześnie przechodzi wyraźną ewolucję. W tym tomie wyraźniej widać jego wewnętrzne rozdarcie, dojrzewanie do odpowiedzialności i próbę zrozumienia kogoś, kto nie chce być „zdobyty”, lecz traktowany jak równorzędny partner. Ich relacja - oparta na napięciu, niedopowiedzeniach i powolnym topnieniu lodu - została poprowadzona z dużym wyczuciem. To nie jest prosta historia uczucia, a raczej studium dumy, ambicji i potrzeby niezależności.
Ogromne wrażenie robi tło historyczne. XIX-wieczna Galicja nie jest tu dekoracją, lecz żywym organizmem - z całym ciężarem społecznych podziałów, konwenansów i ograniczeń. Autorka z dbałością o detal odtwarza codzienność zarówno dworu, jak i ludzi stojących niżej w hierarchii. Widać ogromną wiedzę autorki, szczególnie w wątkach związanych z zielarstwem i dawną medycyną. Te elementy nie sprawiają wrażenia popisu wiedzy, lecz organicznie wplatają się w narrację, nadając jej autentyczności.
Stylistycznie to proza bardzo świadoma siebie. Charakterystyczna ironia i lekko sarkastyczne dialogi równoważą ciężar dramatycznych wydarzeń. Autorka potrafi jednym błyskotliwym zdaniem rozładować napięcie, by za chwilę ponownie je zagęścić. Dzięki temu książka czyta się płynnie, niemal zachłannie - rozdziały zamykają się w momentach, które prowokują, by natychmiast sięgnąć po kolejny. Jednocześnie nie jest to lektura „lekka” w sensie tematycznym. Obecny w niej realizm - zwłaszcza w ukazywaniu przemocy czy społecznych zależności - nadaje historii ciężaru i sprawia, że emocje wybrzmiewają mocniej.
Jeśli miałabym wskazać słabsze strony, powiedziałabym, że momentami intensywność zdarzeń i nagromadzenie zwrotów akcji może wywołać wrażenie przesytu. Niektóre napięcia są podkręcone niemal do granic możliwości, przez co czytelnik nie zawsze ma przestrzeń na oddech. Bywa też tak, że temperament Antoniego ociera się o zachowania, które mogą budzić sprzeciw - choć jednocześnie właśnie ta niejednoznaczność czyni go postacią wiarygodną.
Subiektywnie - to dla mnie tom najlepszy ze wszystkich pięciu, który angażuje bez reszty. Wywołuje śmiech, irytację, wzruszenie i złość, a to najlepszy dowód na to, że bohaterowie przestają być literackimi figurami, a zaczynają funkcjonować jak realni ludzie. „Nóż i piołun” nie tylko rozwija wątki znane z poprzednich części, ale też pogłębia psychologicznie swoich protagonistów, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu - tym najlepszym, który każe czekać na dalszy ciąg.
To saga napisana z rozmachem, ale i sercem. Dojrzała, emocjonalna, dopracowana warsztatowo. W mojej ocenie to bardzo mocna pozycja - z pełnym przekonaniem, że seria wciąż ma potencjał, by sięgać jeszcze wyżej.
"Nóż i piołun" to już piąty tom "Sagi Rodu Tyszkowskich". Historia jest już rozpędzona, bohaterowie mają za sobą bagaż wydarzeń, a relacje między nimi są gęste i skomplikowane. Ta część jest bardziej dojrzała, emocjonalnie cięższa i wyraźnie podszyta melancholią. Nadal jest tu humor i ironia, ale tym razem częściej czuć gorycz niż lekkość.
Największy ciężar fabuły spoczywa na relacji Katji i Antoniego, relacji naprawdę niewygodnej. Ona jest silna, samodzielna, nie chce być niczyją własnością ani nagrodą. On nie potrafi odpuścić, nie umie pogodzić się z odrzuceniem. Dynamika między nimi potrafi zmęczyć, ale właśnie dlatego wydaje się prawdziwa. Jest w tej relacji upór, urażona duma, potrzeba kontroli, zagubienie i momenty, w których trudno jednoznacznie ocenić intencje. Antoni nie przechodzi cudownej przemiany. Nadal jest irytujący, impulsywny i przekonany o własnej racji. Katja z kolei pierwszy raz naprawdę traci grunt pod nogami. Utrata receptariusza to nie tylko praktyczny problem, to cios w jej tożsamość i poczucie sensu. W tej części widać jej kruchość i zmęczenie. I to robi duże wrażenie.
XIX-wieczna Galicja pokazana jest w powieści bardzo dobrze. Kobiety mają niewiele do powiedzenia, bogactwo daje władzę, plotki żyją własnym życiem, a wiedza o ziołach jest traktowana jak coś podejrzanego. Bohaterowie próbują się odnaleźć w tej rzeczywistości i często przegrywają z zasadami epoki. Bal w Birczy to niby elegancka zabawa, a pod jej powierzchnią są napięcie, dawne urazy i poczucie nierówności. Ten świat bywa nieprzyjemny i momentami wręcz przygnębiający.
W tej części szczególnie wyraźnie widać, jak ważne są postacie poboczne. Wiktorię trudno jednoznacznie polubić, ale jeszcze trudniej przestać o niej myśleć. Jej determinacja i bezwzględność mają swoje źródła, a to sprawia, że nie jest papierowym czarnym charakterem. W ogóle w tej serii ludzie są niejednoznaczni, mają swoje racje, nawet jeśli nie zawsze budzą sympatię. Ciekawie pokazano też zwykłych ludzi i ich sposób patrzenia na świat. W wielu momentach to właśnie oni mówią najbardziej trafne rzeczy. Bogactwo i pozycja społeczna często przegrywają tu z rozsądkiem i doświadczeniem.
Motyw ziołolecznictwa nadal jest bardzo ważny. Jest częścią świata przedstawionego i źródłem konfliktów. Widać ogrom pracy włożonej w pokazanie naturalnych metod leczenia i realiów epoki. To jeden z elementów, który nadaje tej serii charakter i wyróżnia ją na tle innych powieści historycznych. Język jest stylizowany i momentami może spowalniać czytanie. Nie każdemu to będzie odpowiadać. Zdarzają się fragmenty, które wymagają większego skupienia. Z drugiej strony ten styl bardzo dobrze buduje klimat i pomaga uwierzyć w realia epoki.
W tym tomie jest mniej beztroski, więcej tęsknoty, niepewności i pytań bez odpowiedzi. Humor nadal jest obecny, ale nie jest najważniejszy. Najważniejsze są emocje bohaterów i konsekwencje ich wyborów. Jeśli ktoś lubi tę serię, dostanie dokładnie to, czego oczekuje, rozwój relacji, mocny klimat epoki i emocje. Jeśli ktoś zaczyna od tego tomu, może potrzebować czasu, żeby w pełni wejść w tę historię. Mimo to jest to wciąż wciągająca i solidna część sagi, którą oczywiście polecam 💙
Powrót do Galicji Magdy Skubisz to zawsze spotkanie z językiem, który smakuje jak nalewka z ziół. Gęsta. Barwna. Momentami gorzka jak piołun. To świat, do którego wraca się trochę jak do miejsca, które zna się na pamięć, a jednak wciąż potrafi zaskoczyć. W piątym tomie sagi losy Katji i braci Tyszkowskich przyspieszają. Pogoń goni pogoń, decyzje zapadają w biegu, a bohaterowie próbują ocalić siebie nawzajem przed konsekwencjami własnych wyborów. Czy jednak dobrną do szczęśliwego finału?
Największą siłą tej części pozostaje klimat. Zapach ziół. Chłód galicyjskich izb.
Ten świat atakuje wszystkie zmysły. Autorka z odwagą pokazuje przemoc, pogardę klasową i surowość życia, tworząc obrazy piękne w swojej brutalności. Katja z ostrzyżoną głową. Obciętym uchem. Brudna. Wychudzona.
Bal dobroczynny, na którym Augusta wystawia żywe obrazy, nie przejmując się losem statystujących wieśniaków. Pobielonych wapnem. Umęczonych. Chorych. Kaszlących.
Momentami czułam jednak tęsknotę za spokojniejszym rytmem tej historii. Akcja bywa intensywna, a powtarzające się ucieczki i dramatyczne zwroty zostawiają mniej przestrzeni na ciszę, leczenie i wewnętrzne dojrzewanie Katji. Receptariusz dawno przestał być tylko księgą leczenia. To pamięć o ojcu. O dzieciństwie. O Katji, która próbuje odnaleźć siebie.
Mimo to relacja Katji i Toniego wciąż trzymała mnie emocjonalnie przy tej historii. Ich uczucie pełne niedopowiedzeń i ograniczeń epoki boli właśnie dlatego, że wydaje się tak prawdziwe.
Ogromną przyjemnością pozostaje sam język. Płynny, barwny, chwilami zaskakująco zabawny. Fantazyjne przekleństwa, specyficzne nazewnictwo i zielarskie ciekawostki sprawiają, że ta saga ma własny, niepodrabialny charakter. To tom, który nadal zachwyca światem i klimatem, ale jednocześnie budzi lekką tęsknotę za magią pierwszych części. A mimo wszystko chcę wracać do tej historii i sprawdzać, dokąd zaprowadzi bohaterów. Pełna recenzja na blogu. Link w bio.
Niestety najsłabsza część. Bardzo mi przykro, bo naprawdę uwielbiam te książki i przeczytałam wszystkie praktycznie na raz. Ale tutaj jakby nic się nie wydarzyło, czegoś po prostu zabrakło. To równie dobrze mógłby być element czwartego tomu, a nie osobna część.
Wydaje mi się też, że w relacji naszych głównych bohaterów jesteśmy na granicy momentu, w którym robi się to po prostu nudne. Nie chciałabym, żeby na siłę w ostatniej części Katja zapałała wielkim uczuciem, dlatego potrzebuję chociaż cienia sympatii z jej strony, bo inaczej nie będzie to wiarygodne.
I chyba przez to przeszkadza mi to zakończenie. Jakieś takie nie w charakterze naszej aptekarki, a przede wszystkim jakby ucięte w połowie. Poprzednie tomy miały swój wielki finał, a tutaj zmagania Wiktorii (która swoją drogą nie jest aż tak ciekawa, tak samo jej romanse) i dziwne zachowanie Katrusi. Józef też taki jakby odmieniony. No nie wiem, tak jakbyśmy najwięcej czasu poświęcali Wiktorii, rozbudowaniu jej charakteru, a moim zdaniem to zupełnie niepotrzebne. Lepiej byłoby skupić się na braciach, służbie, córkach i przede wszystkim Marlonku!
Na pewno będę czytać kolejne części (oby szybko wychodziły!) i trzymam mocno kciuki żeby kolejna była na poziomie poprzednich.
Saga Tyszkowskich to dla mnie zawsze wyjątkowy powrót do dobrze znanych bohaterów. Uwielbiam obserwować, jak dorastają razem z czytelnikiem, jak zmieniają się ich relacje i jak mierzą się z własnymi emocjami. Do tego znajomość ziół autorki, medycyny naturalnej i ogólnie leczenia w dawnych czasach, sprawia, że świat, który kreuje, jest nie tylko barwny, ale też pouczający.
W piątym tomie Magda Skubisz po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią budowania pełnokrwistych postaci. Antoni ewoluuje na naszych oczach, stając się coraz bardziej złożonym bohaterem. Katja z kolei, zdaje się w końcu też leciutko topnieć.
Autorka świetnie pokazuje realia XIX wieku, jednocześnie wplatając niuanse codziennego życia i zależności społeczne. Również strona językowa doskonale pozwala wczuć się w klimat epoki. Obecny humor i ironia w dialogach są wisienką na torcie, a całość sprawia, że świat przedstawiony staje się rzeczywiście namacalny.
To książka, która zachwyca zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym. Wiedza autorki o ziołach i naturalnych metodach leczenia to dodatkowy atut, który wyróżnia sagę na tle innych powieści historycznych. Piękna, emocjonująca lektura, którą z czystym sercem mogę Wam polecić. 😊
Ta okładka to jest zbrodnia, już poprzednia część wyglądała paskudnie ale to jest już na prawdę przesada 😭 Chodzi mi o samo zdjęcie modelki, bo szata graficzna jest ok. Zaczyna mnie ta saga powoli męczyć, mam nadzieję, że już niedługo zaczną się pewne sprawy finalizować, bo w sumie to każda część jest o tym samym - Katja ucieka, spotyka ją coś złego, Antoni ją ratuje, Katja płacze za Józefem j nienawidzi Antoniego.
Gdyby trochę skrócić poprzedni tom, i gdyby trochę skrócić ten tom, to wyszłaby z tego trochę grubsza książka jako całość i wtedy byłoby spoko. Mam niestety wrażenie, że "Nóż i Piołun" został napisany trochę na siłę, przez większość książki nie czułam tego "czegoś" co mnie tak przyciągnęło do poprzednich części. Końcówka z Wiktorią trochę nadrobiła, ale to za mało. Oby było lepiej, no i niech już w końcu coś się zadzieje z tymi bohaterami i ich relacją 🤞🏼
Piąta część sagi, a poziom jest tak samo wysoki jak wszystkich poprzednich tomów. Wydaje mi się to dość niespotykane, żeby tak dobrze to utrzymywać przez taki czas.
Jak zwykle wszyscy wspaniali jak i irytujący! Rozwój bohaterów mnie urzeka. Uwielbiam tę serię, z niecierpliwością czekam na kolejne tomy! ✨️