Wyjątkowo sroga zima sprawia, że mieszkańcy wiklińca z lękiem spoglądają w niebo, z którego niemal bez ustanku prószy śnieg.
Biały puch przykrywa świat grubą warstwą i co dzień przybywa go więcej, aż ludzie zaczynają się bać. Może bogowie pogniewali się na nich tak bardzo, że w tym roku wiosna nie nadejdzie? Może za karę Wikliniec pozostanie skuty lodem i targany zimnym wiatrem, a im przyjdzie umrzeć z głodu lub szukać innego miejsca do życia?
Wiosna jednak wreszcie nadchodzi, a wraz z nią pojawiają się posłańcy z grodu, by prosić o pomoc wiedźmę Czębirę.
Szykuje się zatem nowa wyprawa, w którą ruszy nie tylko wiedźma, ale także jej mąż, Mira i Bogdasz, Roch oraz nieco zwariowani bliźniacy. Czy zdążą z pomocą? Czy nie pokonają ich trudy podróży? I czy uda im się bezpiecznie wrócić do Wiklińca?
Kolejna seria się kończy. Seria, która bardzo mocno zapisała się w moim sercu i głowie. Historia prosta, zabierająca nas do czasów słowiańskich, pradawnych wierzeń i tradycji. Pokazująca bardzo ważne i znane od wieki wieków zjawisko - zmiany. To seria, na której finał czekałam i od której końca wciąż nie znalazłam odpowiedzi na pytanie jak żyć dalej bez niej i oczekiwania na kolejny tom...
Sroga zima sprawiła, że mieszkańcy Wiklińca zaczęli się bać i wątpić w wprowadzane zmiany, które ich zdaniem mogły nie spodobać się bogom i dlatego tak srogo ukarali ich osadę. Wiosna jednak przychodzi, upragniona i wytęskniona, niosąca nadzieję ale też kolejne zmiany i nowe wiadomości. Wieści z grodu z prośbą o pomoc, po raz kolejny zmuszają bohaterów do wyruszenia w podróż. Kolejna wyprawa, która przyniesie nowe odkrycia, nowe doświadczenia ale też nowe zmiany, jedne dobre i potrzebne, a drugie mniej pożądane ale niestety konieczne.
No i co? No i mamy koniec, choć autorka się tam gdzieś między słowami żegna z bohaterami i całą serią, to ja jednak dalej mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Ta historia jest tak piękna, cudowna i magiczna, jest też prosta, opowiadająca o codzienności, o której można mówić i pisać w nieskończoność. Choć wiele wątków zostało zakończonych, wiele kwestii wyjaśnionych, a następujące zmiany, doczekały się akceptacji, to nawet po tym zakończeniu człowiek ma wrażenie, że ta historia się jeszcze nie skończyła, że to zamknięcie pewnego etapu, że jeszcze może jeszcze ten tytułowy wiatr przywieje wieści o kolejnych przygodach naszych bohaterów, którzy dla mnie stali się niczym rodzina.
W tym tomie autorka po raz kolejny skupiła się na zmianach. Z jednej strony mamy zmiany w życiu Miry i jej najbliższych, zmiany na dobre, które niosą ze sobą ułatwienia czy nadają życiu nowego sensu. Z drugiej zaś mamy zmiany konieczne i nie do końca pożądane. Autorka wprowadziła nam do tego spokojnego świata zagrożenie, strach, niepokój i konieczność szykowania się do obrony, starcia czy nawet ataku. Ten tom nieco różni się od poprzednich, gdzie wszytko było proste, a przeciwności losu były w miarę proste do przeskoczenia, tutaj już tak lekko nie jest. Tutaj świat znany przez naszych bohaterów staje na głowie, staje w ogniu i zaczyna pisać nowy rozdział w swoich dziejach.
W książce oczywiście roi się od różnorakich przesądów, tradycji, rytuałów, w pewnym sensie czarów, ale też od emocji i przemyśleń. Poznaliśmy nowe obyczaje, a Czębira nie przestaje nas zaskakiwać swoją inteligencją czy wiedzą. Co mi się najbardziej podobało i z czym ja walczę od kiedy sięgam pamięcią, czyli to że wiek nie jest wyznacznikiem wiedzy i nieomylności, a starsi ludzie nie powinni wymagać szacunku do siebie na podstawie liczy lat, ale doświadczeń albo tego jak wykorzystywali swoje młode lata, na szacunek trzeba sobie po prostu zasłużyć, o czym notorycznie przypominam swojej babci, która w nawiasie mówiąc też uwielbia tą serię, może w końcu wyciągnie wnioski, jest nadzieja.
Książka bardzo mi się podobała, czytanie było czystą przyjemnością, czas stracił znaczenie, a ja płynęłam z fabułą, która wiodła mnie niczym ten wiatr, raz spokojnie dając ukojenie i przyjemność, raz niczym wichura, która podnosiła mi ciśnienie, a jeszcze innym razem jak huragan, który chciał zniszczyć wszytko, przynosiła strach i obawy o to co będzie dalej. Autorka pięknie zakończyła tą całą historię, trochę wróciła do jej początków, troszkę namieszała, potwierdziła umiejętności Miry i zakończyła kolejny etap jej życia, a jednocześnie otworzyła przed nią nowy rozdział. My dostaliśmy cudowną opowieść, w której mam wrażenie każdy znajdzie coś dla siebie, przy której poczujemy się jak w domu, i z którą nie będziemy chcieli się rozstawać. Uwielbiam i polecam całą trylogię.
„Wiklińcem rządzi wiatr, ale to ludzkie serca wyznaczają kierunek tej opowieści.” „W świecie dawnych bogów i nieprzebytych puszcz odwaga rodzi się ze wspólnoty.” „Czasem największą próbą nie jest walka z zimą, lecz ocalenie nadziei.”
Powrót do Wiklińca jest niczym otultlenie się ciepłym kocem- znani bohaterowie, rozwijające się relacje i chęć bycia szczęśliwym. Czębira wraz z ukochanym mężem Falimirem oczekują narodzin dziecka Wilczana i jego żony Sławy ciesząc się również swoim związkiem. Niestety zima nie opuszcza niewielkiej osady. Wprawia to mieszkańców w przygnębienie- ludzie powoli zaczynają wierzyć, ze bogowie się nich po prostu pogniewali. Wciąż żywe w ich pamięci są wspomnienia śmiertelnej choroby, co dodatkowo napełnia ich strachem. Wkrótce okazuje się że przed nimi jeszcze wieje wyzwań Przebywając w Źrodlicach Mira i Bogdasz spotykają się z Lutką - siostrą młodego mężczyzny i przyjaciółką dziewczyny, która zasłyszawszy wieści z rodzinnych stron zaczyna się zastanawiać czy jej przeznaczeniem jest bycie kapłanką ognia.. Jaką podejmie decyzję? Nie tylko to jednak zajmuje myśli czytelnika podczas lektury Nad niemal wszystkimi wsiami wisi niebezpieczeństwo - obcy wojowie podpalają niewielkie miejscowości i porywają ich mieszkańców o czym Wiklińczanie dowiadują się od Oleny i Wita. Na szczęście Wilczan i jego ojciec nikogo nie zostawiają samemu sobie i wysyła im w sukurs Myślibora wraz z jego waleczną drużyną.. Co z tego wyniknie i które pary zostaną wystawione na próbę? I czy Wikliniec zostanie ocalony? Przeszłość również nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.. Ta książka była niczym powrót do domu - bohaterów znałam już dobrze, lecz to wcale nie oznacza ,że mnie nie zaskoczyli. Najbardziej podobały mi się wątki Lutki, Myślibora i mojego ulubieńca Falimira. Walki z rytuały słowiańska kultura, miłość oraz upór. Niczego w tej powieści nie zabraknie. Autorka umiejętnie buduje napięcie, a jednocześnie pozostawia przestrzeń na chwile pełne ciepła i wzruszeń. Losy mieszkańców Wiklińca angażują od pierwszych stron, a ich wybory sprawiają, że trudno pozostać obojętnym. Szczególnie urzekł mnie klimat tej historii – surowa, nieustępująca zima, wiara w dawnych bogów oraz silne więzi łączące mieszkańców osady tworzą niezwykle wiarygodny i immersyjny świat. To opowieść o tym, że nawet w najtrudniejszych chwilach nadzieja potrafi przetrwać, jeśli obok są ludzie gotowi walczyć o siebie nawzajem. Jeśli lubicie powieści inspirowane słowiańskimi wierzeniami, pełne emocji, rodzinnych relacji i bohaterów, do których łatwo się przywiązać, ta książka z pewnością skradnie wasze serca. „Wiatr nad Wiklińcem” to historia o tym, że nawet najsroższa zima kiedyś przemija, a największą siłą człowieka są ci, którzy pozostają u jego boku.
Uwielbiam takie serie jak ta. Pachnące kwiatami i ziołami, takie podczas których czujemy wiatr który muska nas po włosach, takie które nas w sobie rozkochują i wreszcie takie, które nas uczą, dokształcają. Jestem pod ogromnym wrażeniem, co podkreślałam już kilkukrotnie, tego co stworzyła autorka, jej wiedzy na temat tamtych czasów, ale przede wszystkim tego, jak wiele wie ziołach, roślinach i medycynie naturalnej. Mnie zawsze te tematy fascynowały, lubię o nich czytać, lubię wyobrażać sobie, że jestem w tym dobra. „Wiatr nad Wiklińcem” to tom trzeci serii i naprawdę żałuję, że ostatni. Chciałabym czytać o tych bohaterach, o tym miejscu i o tych czasach jeszcze długo, pozostaje mi więc mieć nadzieję że pisarka być może zmieni zdanie. Joanna Tekieli stworzyła serię, która sprawiła, że się zakochałam, że przeniosłam się w czasie i rozgościłam w zupełnie innym miejscu, teoretycznie dużo bardziej niebezpiecznym i obcy niż to co mam teraz, ale tak naprawdę jest to miejsce które pachnie domem, spokojem, w którym ludzie zachowują się zupełnie inaczej niż ci których znam. A z drugiej strony wątki które porusza autorka są uniwersalne, co też niezwykle mnie podbudowało i zachwyciło. To historia życiowa i dojrzała, opowiadająca o miłości, przyjaźni, braterstwie i honorze, odwadze i niesprawiedliwości. To opowieść którą czyta się z wypiekami na twarzy, chłonie się każde zdanie, czuje się całym sercem to, co czują główni bohaterowie. Dajcie się porwać tej historii i przenieście się do świata naszych przodków, w którym rządziła natura.
„Wiatr nad Wiklińcem” Joanny Tekieli to powrót do świata, w którym natura, wierzenia i ludzkie relacje tworzą nierozerwalną całość. Choć fabuła rozpoczyna się w czasie wyjątkowo trudnej zimy, nie ona stanowi sedno tej historii. To raczej tło dla czegoś znacznie ważniejszego - dla wspólnoty, która musi zmierzyć się z nadciągającym zagrożeniem i zrozumieć, że nawet w pozornie spokojnym miejscu niebezpieczeństwo może czaić się tuż za progiem.
Szczególnie urzekły mnie motywy starosłowiańskich obrzędów. Autorka z wyczuciem wplata w fabułę dawne wierzenia i obyczaje, nadając opowieści autentyczności i głębi. Czuć tu szacunek do tradycji, ale też umiejętność pokazania ich w sposób przystępny i naturalny. Magia nie dominuje, ona współistnieje z codziennością bohaterów.
Ważnym elementem jest także wyprawa do Źródlic - podróż, która staje się nie tylko próbą sił, lecz także lekcją odpowiedzialności i odwagi. Spotkania ze starymi przyjaciółmi, nowe wyzwania i świadomość, że bezpieczeństwo wymaga jedności całej społeczności, nadają tej części historii dynamicznego tempa. Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazuje, że siła tkwi we wspólnocie, w gotowości do działania i wzajemnym wsparciu.
To opowieść ciepła, choć osadzona w surowym świecie. Pełna emocji, przyjaźni i refleksji nad tym, jak wiele zależy od współpracy i zaufania. Jeśli lubicie historie z duszą, osadzone w słowiańskim klimacie, z wyrazistymi bohaterami i nutą magii, zdecydowanie warto odwiedzić Wikliniec.
Trzeci i ostatni tom cyklu pt. :"Widunka". Wracamy do mieszkańców osady Wikliniec. Ich życie toczy się zgodnie z porami roku i przemianami, jakie następują w naturze. Tegoroczna zima jest długa, śnieżna i mroźna. Mieszkańcy obawiają się, że wiosna nie nadjedzie. Dopiero co pożegnali wielu bliskich, kiedy zaraza zebrała żniwo. Teraz lękają się, że zabraknie pożywienia i będą musieli opuścić swoją osadę. Wiosna przynosi wieści z grodu, Czębira jest potrzeba. To oznacza kolejną wyprawę i nowe przygody. Nie będę Wam opisywać, co się podczas nich wydarzy, bo tu się dużo dzieje. Ja z przyjemnością czytałam o tym, jak kolejne grody uczą się bronić przed najeźdźcami, jak sobie radzą z tym, co mają, i mimo trudnych warunków, nie poddają się. To lekcja odwagi, zaufania, współpracy w grupie. Uwielbiam klimat, jak Pni Joanna tworzy. Opisy życia codziennego, wierzeń i obrzędów, sprawiają, że czuję się, jakby tam była. Mira, Bogdasz, Roch, Wilczan, Czębira, Lutka, Falimir — na długo pozostaną w mojej pamięci. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do nich wrócimy, choćby w krótkim opowiadaniu.
Dajcie się namówić na tę podróż. Ta niespieszna i spokojna historia wciąga od pierwszych stron. Słowiańskie wierzenia, odrobina magii, siła miłości i wspólnoty. Polecam
No i przygody Miry za mną 🥹❤️ „Wiatr nad Wiklińcem” to już ostatni tom z serii „Widunka”, to przepiękna słowiańska powieść o przygodach młodej dziewczyny i jej najbliższych. To podróże, miłości, rozterki, walka z przesądami i wierzeniami. Niby czasy nam zupełnie obce, jednak problemy i przygody jakby nadal było nam bliskie.
Myślałam, że w 3 części bardziej skupimy się na postaci Lutki, jednak nadal mamy tu głównie przygody Miry i wiedźmy Czębiry oraz ich bliskich. Niesamowity klimat, piękne relacje i miłość ludzi do natury. Jak ja się zżyłam z tymi bohaterami 😍 Będę za nimi tęsknić. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii to koniecznie musicie nadrobić zaległości. A ja już się nie mogę doczekać reakcji moich czytelniczek w bibliotece, bo również pokochały tę serię ❤️