Na pograniczu wiary i zabobonu – w podlaskim Czartajewie, gdzie noc śpiewa głosem wilków – groza budzi się w korzeniach drzew.
Pradawny władca puszcz powraca, by przejąć tron starych bogów. Powstrzymać może go tylko jedna rodzina. Szóstka zwykłych ludzi, rozdzielonych przez czas i okaleczonych traumami, walczy o przywrócenie spokoju nadbużańskiej ziemi. Ale człowiek bywa gorszy od demonów.
Książka jest super, każde opowiadanie wciągające i wszystkie składają się w jedną całość. Odejmuję jedną gwiazdkę za zabieg, z którym spotkałam się też w innych słowiańskich książkach (np. w serii Żniwiarz), a którego bardzo nie lubię - mianowicie zwalczanie słowiańskich demonów za pomocą wody święconej, modlitwy do chrześcijańskiego boga itp. Wiem wiem, w samej książce mowa o tym, że nie każdy z demonów jest zły, ale ten zabieg zakłada, że chrześcijaństwo=dobro, pogaństwo=zło.
Posoka to książka napisana przez Agatę Sobisz, którą w iście bogatej oprawie wydało Wydawnictwo Nine Realms. Książka w gruncie rzeczy stanowi zbiór opowiadań, których akcja rozgrywa się w ciągu różnych lat, a łączą je dwie rzeczy – miejsce i ludzie.
Posoka to zbiór dwunastu opowiadań osadzonych na Podlasiu, w których ścieżki zwykłych ludzi przecinają się z drogami istot z mitów i wierzeń słowiańskich. Przez karty tej książki przewijają się topielce, kikimora, południca i wiele innych. Przede wszystkim pojawia się również leszy – uzurpator w Czartoryskiej puszczy, który w gruncie rzeczy wypowiedział wojnę ludziom.
Każde z opowiadań osadzone jest w innych czasach. Dało to okazję dla autorki, by nie tylko pokazać uroki wsi na przestrzeni lat, lecz także podkreślić zmiany oraz stałe w życiach mieszkańców regionu. Trzeba przyznać, że z każdego opowiadania wylewa się atmosfera typowa dla czasu akcji. A do tego taki rozstrzał czasowy sprawia, że całość ma niepowtarzalny klimat, który silnie czuć przy lekturze.
To właśnie tym klimatem czaruje autorka. Połączenie Podlasia, jego historii, religii prawosławnej oraz słowiańskich demonów jest po prostu niezwykłe. Do tego sam styl autorki, który jest zaskakująco prosty, sprawia, że przez całość się płynie. Mówiąc szczerze przy lekturze nie miałam pojęcia, kiedy pochłonęłam grubo ponad połowę i żałowałam, że muszę iść spać i nie mogę dokończyć.
Autorka, oprócz malowania niesamowitego klimatu, porusza także wiele trudnych tematów. Wydawać się, że żaden ludzki problem nie jest dla niej zbyt straszny, by godnie osadzić go w fabule i życiach bohaterów z Czartajewa i okolic. I, co może wydawać się paradoksalne, wagi tych problemów nie czuć w lekturze. Czytelnik oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie jest to ważka tematyka, jednak prosty język tworzy iluzję, której łatwo jest się poddać.
Nie działa to w żadnym wypadku na szkodę dla tematów. Każde z opowiadań opiera się na założeniu, że nie wszystko jest czytelnikowi zdradzone. Od samego początku zmusza go to nie tylko do aktywnych prób odnalezienia się w wytworzonym świecie, ale również do łączenia wątków i myślenia. I w czasie lektury przez głowę przepływa cały potok myśli na temat fabuły, ale również i głębszych przemyśleń. Muszę przyznać, że największą satysfakcję przy lekturze miałam w chwilach, gdy udawało mi się połączyć to, co pozostawało niewypowiedziane.
Posoka to naprawdę nietuzinkowa pozycja. W gruncie rzeczy brak w niej głównego bohatera – choć tak, takowego można wytypować w każdym z opowiadań. Jednak przez to, jak bardzo powiązane są ze sobą te opowiadania, żaden z nich nie dominuje jako główna postać całości. A mimo to wszelkie powiązania między nimi są jasne. Nie będę ukrywać jednak, że kilka razy zdarzało mi się zerkać do zamieszczonego z tyłu książki drzewa genealogicznego, by sobie to połapywanie się ułatwić.
Czy warto przeczytać Posokę? Jak dla mnie zdecydowanie. To książka, która zachwyca na wielu płaszczyznach i wydaje mi się, że każdy jest w stanie znaleźć w niej coś dla siebie. I chociaż jest to książka z wątkami fantastycznymi, nie czuć ich na każdym kroku, więc może stanowić też świetny wstęp do gatunku dla osób z nim jeszcze nie zaznajomionych. Ogólnie jednak mówiąc, Posoka to niezwykle udany debiut, po lekturze którego nie mogę się doczekać na to, co jeszcze szykuje dla czytelników autorka w Trylogii Czartajewskiej.
Całkiem wciągająca, czytałam z zaciekawieniem. Czasem miałam wrażenie, że trochę gubię się w tym co się kiedy dzieje, ale wybaczam bo super klimat i czekam na kolejną części
"Posoka" to książka, która oblepia czytelnika niczym leśna mgła. To wielowarstwowa opowieść osadzona w podlaskiej wiosce, w świecie, gdzie granica między wiarą a zabobonem jest cienka jak nić babiego lata. Konstrukcja jest genialna w swojej prostocie. Każdy rozdział to osobna opowieść, przesuwamy się w czasie od początku XX wieku aż po XXI, ale rdzeń pozostaje ten sam. Wciąż krążymy wokół tych samych ludzi - czasem starszych o kolejne lata, czasem wokół ich rodzin, dzieci, następców. Pokolenia się zazębiają, a nad niektórymi rodami wisi coś, czego nie da się tak łatwo strząsnąć. Klątwy, dawne winy, stare wierzenia - nic tu nie ginie, wszystko wraca. Słowiański folklor jest sercem tej książki. Leszy, kikimora, utopce, południca i inne byty nie są ozdobnikiem, tylko naturalnym elementem świata, który wydaje się zupełnie wiarygodny. To nie jest groza z fajerwerkami, tylko z szeptem gdzieś między drzewami. A do tego ta niezwykła, rzadko spotykana atmosfera - silnie osadzona w prawosławiu. Cerkiew, obrzędy, duchowość obecna w tle wydarzeń. Wszystko to tworzy spójną, hipnotyzującą całość, która nadaje historiom dodatkowej głębi i autentyczności. Ogromny plus za język - piękny, obrazowy, gęsty od nastroju. To jedna z tych książek, które się nie tyle czyta, co wchodzi się w nie jak w las. I świadomość, że to dopiero początek trylogii? Czysta radość! 💚 Kto zna ten tytuł? Lubicie takie słowiańskie, duszne klimaty? 🌿📚
„Posoka” to książka, którą pochłonęłam naraz. Nie mogłam się od niej oderwać. Uwielbiam motyw małej wsi, szczególnie polskiej wsi. Sama na takiej się wychowałam, nasłuchałam się różnych opowieści od babci i ciotek, dlatego to z czym spotkała się w tej książce było dla mnie tak znajome.
W tej historii akcja rozciągnięta jest na pokolenia, przez co poznajemy wielu, różnych bohaterów. Każdy z nich idzie swoja, wyjątkową ścieżką, która często bywa wyboista, mocno osadzona w rzeczywistości, a jednak zdarzają się w niej bardzo niespodziewane, wręcz nieratalne rzeczy. Zabieg rozciągnięcia historii w czasie - z jednej strony mnie intrygował - z drugiej nie jestem do niego jakoś mocno przekonana i to on obniżył nieco moją ocenę.
Na plus wypadają magiczne stworzenia, było ich tu co niemiara i świetnie uzupełniały fabułę. Rusałki, zmiennokształtni, strzygi, południce i wiele wiele więcej istot, jeśli postanowicie sięgnąć po tą pozycję, to na pewno nie będziecie się nudzić.
Jest mrocznie, momentami dziwnie, nie brakuje tu ludzkich dramatów, pięknych chwil i walki, nie tylko z przeznaczeniem, ale i samym sobą. Autorka stworzyła świetną opowieść o ludziach, czasie, magii i przeznaczeniu, które czasem trudno oszukać.
Bardzo przyjemna pozycja. Uwielbiam mroczne historie. Podlasie plus słowiańscy bogowie mega. Lubię jak książka ma w sobie różne historie, które łączą się w całość. Czekam na część 2. Gratuluję autorce książkowego debiutu.
Zamknęłam tę książkę z jednym pytaniem, które nie daje mi spokoju: czy w Posoce potwory naprawdę są potworami - czy tylko odbiciem ludzkich krzywd i win? Bo im dłużej myślałam o tej historii, tym mocniej miałam wrażenie, że granica między demonem a człowiekiem wcale nie jest tu oczywista. Są takie opowieści, w których zło jest jednoznaczne. Wychodzi z lasu, ma pazury i świecące oczy. Tutaj jednak las nie jest wyłącznie siedliskiem grozy - jest pamięcią. A pamięć, jak wiadomo, potrafi być bezlitosna. Akcja Posoki dzieje się na Podlasiu - i to osadzenie nie jest ani przypadkowe ani powierzchowne. To ziemia na styku kultur, religii i wierzeń. Autorka konsekwentnie splata prawosławie z pogańską symboliką, tworząc świat, w którym Leszy nie jest tylko mitem, ale pradawną siłą domagającą się zapłaty i zemsty. Już samo to było dla mnie ogromnym atutem, bo rzadko kiedy fantastyka tak świadomie i konsekwentnie wykorzystuje konkretny region jako fundament opowieści, a nie tylko dekorację. Tu ziemia, las, wiara i historia naprawdę mają znaczenie. Czuć wilgoć mchu, ciężar nocy, oddech puszczy. Czuć też, że „las nie zapomina” - to nie jest tylko hasło marketingowe, ale realna oś fabularna. Urzekło mnie to, jak autorka splata w jednej narracji chrześcijaństwo i dawne wierzenia. Leszy nie jest tu tylko folklorystyczną ciekawostką - staje się realnym zagrożeniem, pradawną siłą, która powraca, by upomnieć się o swoje. A modlitwa i zaklęcie potrafią funkcjonować obok siebie, na granicy między sacrum a zabobonem, cienkiej jak pajęczyna. Motyw łowców demonów, zwykłych ludzi zmagających się z czymś większym od siebie, również wypadł bardzo przekonująco. Podobało mi się, że protagoniści nie są herosami z legend, tylko niemal rzeczywistymi osobami, naznaczonymi traumą, rozdzielonymi przez czas i historię. To nadaje opowieści emocjonalnego ciężaru. Walka z Leszym nie jest wyłącznie starciem dobra ze złem - to także konfrontacja z własną przeszłością, winą, stratą. Szczególnie doceniłam wplatanie miejscowej gwary. Ten zabieg nadaje historii autentyczności, uroku i sprawia, że dialogi brzmią naturalnie. To detal, ale bardzo istotny - dzięki niemu świat przedstawiony staje się bardziej namacalny. Tym co w Posoce bardzo przypadło mi do gustu, a o czym już wyżej wspomniałam, jest moralna niejednoznaczność demonów. To nie są bezmyślne byty zrodzone z czystego zła. Każdy z nich ma swoją historię. Swoją krzywdę. Swoją ranę. Im dłużej czytałam, tym bardziej widziałam, że przemiana w potwora nie była nigdy kaprysem losu. To konsekwencja cierpienia, zdrady, przemocy i krzywd. Ludzie w tej powieści potrafią być okrutni - często bardziej niż istoty, które później nazywają demonami. I właśnie to najbardziej mnie uderzyło. Zemsta potworów nie jest tu irracjonalna. Ona wynika z doświadczonej niesprawiedliwości. Oczywiście - nie usprawiedliwia przemocy. Ale ją tłumaczy. A tłumaczenie odbiera nam komfort prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Skoro oceniam książkę na solidne 7/10, coś jednak powstrzymało mnie przed wyższą notą. Najbardziej przeszkadzały mi nie zakończone wątki. Nika - córka Timofieja - w pewnym momencie przestaje być pełnoprawną bohaterką i staje się tłem. Nie dowiadujemy się jasno, jak potoczyły się jej losy. Zostaje tylko informacja, że Mirona batiuszka kochał bardziej niż własną córkę - i, że samego Timofieja pochowano obok niej - i właściwie tyle. Podobnie z Wasyłem. Wiemy, że jego matka była w ciąży, ale konkretna informacja o narodzinach dziecka pojawia się dopiero przy analizie drzewa genealogicznego. Sam Wasyl wyskakuje we wspomnieniach syna dość nagle, jako współpracownik Mirona. Brakowało mi tu płynniejszego przejścia i wyraźniejszego prowadzenia czytelnika. Lubię niedopowiedzenia, ale pod warunkiem, że czuję w nich celowość. Tutaj momentami miałam wrażenie, że to raczej skrót niż świadomy zabieg. Inną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest kwestia prawdopodobieństwa niektórych detali. Nawet w fantastyce obowiązują pewne ramy - szczególnie jeśli historia mocno osadzona jest w konkretnej rzeczywistości historycznej i geograficznej. Rok 1969, podlaska wieś i prysznice w domach - oczywiście, teoretycznie możliwe, zwłaszcza w zamożniejszych gospodarstwach. Ale jakie było realne prawdopodobieństwo? - Zwłaszcza, że Google sugeruje, że powszechne podłączenia kanalizacyjne na Podlasiu to lata 80 – Cóż, niewielkie. Podobnie kwestia mięsa żubra. Owszem, można je legalnie zjeść, ale w ściśle określonych warunkach i miejscach. Wizja pierogów z żubrzyną serwowanych w barze w miasteczku „zabitym dechami” wydaje mi się mocno naciągana. To właśnie takie detale sprawiają, że czytelnik na chwilę wychodzi z historii i zaczyna analizować zamiast przeżywać. To drobiazgi - ale to właśnie drobiazgi budują wiarygodność świata. Podsumowując: Mimo tych zastrzeżeń czytało mi się Posokę bardzo przyjemnie. Styl jest płynny, momentami niemal gawędziarski. Groza nie opiera się na tanich chwytach, tylko na powolnym budowaniu napięcia. Czuć ciężar lasu, historię ziemi, obecność czegoś starego i nie do końca oswojonego. To książka, która zostawiła mnie z pytaniami. O winę. O karę. O to, czy potwory rodzą się z ciemności - czy z ludzkiej krzywdy. Posoka to powieść z bardzo dobrym pomysłem, mocnym klimatem i ciekawą refleksją moralną. Ma swoje niedociągnięcia konstrukcyjne i kilka zgrzytów realistycznych, ale jako całość broni się atmosferą i emocjonalnym ciężarem. To dla mnie solidne 7/10. I choć widzę jej drobne wady, z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. Autorka pokazała, że ma wyobraźnię, wyczucie miejsca i potencjał do budowania większego uniwersum. Jeśli w następnych częściach bardziej konsekwentnie poprowadzi bohaterów - może być naprawdę ciekawie. A ja bardzo chcę tam jeszcze wrócić. Do lasu, który nie zapomina
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Nine Realms #współpracabarterowa #współpracarecenznecka #współpracareklamowa
„Posoka” to książka, która zachwyca nie tylko estetyką wydania, ale przede wszystkim treścią – dopracowaną, wielowymiarową i głęboko osadzoną w historii i kulturze Podlasia. Zanim jeszcze otworzyłam pierwszy rozdział, wiedziałam, że to nie będzie zwykła lektura. Patronując tej powieści, spodziewałam się czegoś nietuzinkowego, a autorka udowodniła, że moje oczekiwania były w pełni uzasadnione. Styl Agaty Sobisz jest lekki i przyjemny w odbiorze, co stanowi pewien paradoks – bo choć sama opowieść bynajmniej do „lekkich” nie należy, to przez książkę wręcz się płynie. Narracja jest płynna i sugestywna, nie gubi rytmu, a ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie rusycyzmów. Nie są one jednak przypadkowym ornamentem, lecz mają głębokie uzasadnienie. Podlasie, przez wieki pozostające pod wpływem wschodnich kultur i przez długi czas pod zaborem rosyjskim, nosi w sobie ślady wielojęzyczności i wielokulturowości. Autorka przekłada ten historyczny kontekst na język powieści, co nadaje jej dodatkowego autentyzmu. „Posoka” to powieść wielowątkowa, rozciągająca się na przestrzeni blisko dwustu lat. Autorka zabiera czytelnika zarówno do lat 20. XIX wieku, jak i do roku 2021, prowadząc nas przez historie kilku pokoleń bohaterów. Każdy rozdział skupia się na innej postaci, lecz wszystkie fragmenty łączą się w spójną całość. To, co wydarzyło się w przeszłości, nieustannie kładzie się cieniem na teraźniejszości – nic nie dzieje się tu bez przyczyny, a każde działanie ma swoje konsekwencje, choć ich pełny wymiar często pozostaje tajemnicą aż do końca. Pod warstwą fabularną kryją się sekrety, które stopniowo wychodzą na światło dzienne. Sobisz daje jednak czytelnikowi przestrzeń na własną interpretację – i to ogromny atut tej książki. Dzięki temu „Posoka” nie jest jedynie mroczną opowieścią o rodzinnej klątwie czy walce z nadnaturalnym zagrożeniem, ale także zaproszeniem do refleksji nad tym, jak przeszłość kształtuje teraźniejszość. Podlasie, a dokładniej maleńka, realnie istniejąca wieś Czartajew, staje się tu nie tylko tłem, ale pełnoprawnym bohaterem powieści. Duszny, mroczny klimat miejscowości, w której sacrum miesza się z profanum, sprawia, że czytelnik niemal czuje osaczającą grozę i czające się w mroku niebezpieczeństwo. Autorka umiejętnie splata wątki religijne i mitologiczne. Dominujące na Podlasiu prawosławie przenika się tu z dawnymi wierzeniami słowiańskimi, a te dwa systemy wiary nie są sobie przeciwstawiane – wręcz przeciwnie, wzajemnie na siebie oddziałują, tworząc fascynującą i oryginalną mozaikę. To rozwiązanie rzadko spotykane w literaturze i zrealizowane z dużym wyczuciem. Na szczególną uwagę zasługuje postać Leszego – Wilczego Pana. To byt, który pozostaje niepokonany i wszechobecny, a jego wpływ na losy bohaterów jest przytłaczający. Dzięki niemu poczucie zagrożenia nie opuszcza czytelnika ani na moment. W „Posoce” nie znajdziemy jednego, centralnego bohatera. To raczej mozaika postaci, które przejmują narrację w zależności od epoki, w której rozgrywają się wydarzenia. Bohaterowie są wyraziści, dobrze nakreśleni i wiarygodni psychologicznie. Autorka umiejętnie ukazuje ich motywacje oraz wzajemne powiązania, które – co istotne – nigdy nie są przypadkowe. Widać, że jeszcze wiele tajemnic skrywają i zapewne to właśnie w kolejnych tomach będziemy mogli je lepiej poznać. „Posoka” to powieść, która przenosi nas w świat, gdzie przeszłość wciąż wyciąga ręce po teraźniejszość, a mrok i niebezpieczeństwo czają się w cieniu zwyczajnej codzienności. To książka dla czytelników, którzy cenią duszny klimat małych wsi, lubią opowieści osnute wokół rodzinnych sekretów, klątw i mitologii. Agata Sobisz stworzyła historię nie tylko intrygującą, ale i oryginalną – umiejętnie łączącą prawosławie z mitologią słowiańską, co w literaturze wciąż jest zjawiskiem unikatowym. Akcja, choć jednostajna, wciąga w swoje mroczne macki i nie pozwala się oderwać aż do ostatniej strony. Zakończenie pozostawia ogromny niedosyt i jedno pragnienie: by jak najszybciej sięgnąć po kolejny tom. Polecam „Posokę” wszystkim tym, którzy nie boją się zanurzyć w opowieść duszną, tajemniczą i niepokojącą. To jedna z tych książek, które nie tylko się czyta – one wchodzą pod skórę.
Otwieram książkę i już po kilku pierwszych stronach czuję ,że przekraczam granicę…jakbym uchylała ciężkie , skrzypiące drzwi prowadzące w głąb mrocznego lasu. Tego lasu, w którym Leszy jest panem i strażnikiem, gdzie noc nie zapada łagodnie, lecz przeciąga się grozą, a woda wciąga swoje chłodne macki, jakby chciała pochłonąć wszystko, co odważy się zbliżyć. Powietrze gęstnieje, brakuje tchu a ja nie mogę przestać czytać… Czytam jak zahipnotyzowana. Błądzę w gęstej mgle. Poddaje się temu światu bez walki. Chłonę wilgoć bagien, szelest liści, cichy szept czegoś, czego lepiej nie nazywać po imieniu. I już wiem… że to mocno przyciąga. Niepokoi. Wabi. A ja pozwalam się prowadzić coraz głębiej, tam, skąd nie ma już łatwego powrotu.
„Posoka” to zbiór opowiadań, z których każde brzmi jak osobny szept, lecz wszystkie splatają się w jedną, niepokojącą historię. Historię osadzona na pograniczu wiary i zabobonu, tam gdzie pacierz splata się z szeptem zaklęcia , a zapomniane moce wciąż snują się między drzewami. W Czartajewie, podlaskiej wiosce ukrytej wśród lasów, cisza nie oznacza spokoju. Ona czuwa. Ziemia pamięta więcej, niż powinna, a puszcza oddycha ciężko, jakby pod korą tliło się coś uśpionego. Los rodziny Moroz splata się z tą ziemią jak korzenie z gliną. Z pokolenia na pokolenie dziedziczą nie tylko nazwisko, lecz także brzemię walki. Dar, który okazuje się przekleństwem. W każdym czasie pojawia się Łowca. Naznaczony piętnem widzenia, świadomy tego, czego inni wola nie dostrzegać. Strażnik cienkiej, kruchej granicy między światem ludzi a tym, co czai się w gęstwinie. Nie jest w tym sam. U jego boku stoją szeptuchy oraz duchowni, którzy próbują modlitwą okiełznać to, co wymyka się rozumowi. Lecz kiedy budzi się Wilczy Pan…modlitwy milkną szybciej niż echo w lesie. Rzuca klątwy, podsyca swoje cienie, odbiera tych , którzy mogliby mu zagrozić. Zaczyna się wojna w dusznej ciszy podlaskiej nocy.
Bo w Czartajewie przeszłość nie przemija. Ona dojrzewa w mroku. I gdy nadchodzi jej godzina, upomina się o krew. Las nie zapomina. Leszy nie wybacza.
To było niesamowite przeżycie. Czytałam i przez cały czas miałam ciarki na skórze. Miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się naprawdę, jakbym była gdzieś obok wydarzeń. Czułam ten strach i niepokój, jak oblepiały mnie szczelnie, nie pozwalając złapać tchu. Były momenty kiedy miałam ochotę zamknąć oczy, żeby nie widzieć, i zatkać uszy, żeby nie słyszeć… a mimo to czułam każdy oddech tej historii.
Klimat, który stworzyła autorka, jest czymś wyjątkowym. Przenika i daje ogrom emocji, takich surowych, nieoswojonych, które długo nie chcą odejść. Aż trudno znaleźć słowa, aby oddać to, co dzieje się w człowieku podczas lektury …tę historię trzeba po prostu przeżyć czytelniczo na własnej skórze. Trzeba wejść w ten świat , który tętni własnym, mrocznym życiem i zobaczyć te wszystkie istoty, które wyłaniają się z cienia, poczuć ich obecność niemal fizycznie. One nadają rytm zdarzeniom. I to właśnie sprawia, że ta historia jest tak intensywna i tak niepokojąco prawdziwa.
Na ogromne uznanie zasługuje styl pisania autorki. Potrafi jednym celnym opisem zbudować całą scenę, jednym zdaniem wywołać dreszcz i mocno przydusić emocją. Jej język jest sugestywny, gęsty od znaczeń, nasycony atmosferą miejsca. Bardzo sprawnie utrzymuje czytelnika nie tyle w klasycznym napięciu, ile w stanie ciągłego, podszytego lękiem czuwania. To nie jest strach, który pojawia się i znika…to niepokój który trwa, sączy się powoli i nie pozwala poczuć się bezpiecznie nawet na moment.
I kiedy zamykasz ostatnią stronę, masz wrażenie, że coś za tobą patrzy. A cisza wcale nie jest już taka sama.
Więc uważaj, kiedy następnym razem wejdziesz do lasu. Nie każda cisza oznacza spokój. A jeśli poczujesz na sobie czyjś wzrok… nie oglądaj się zbyt gwałtownie. Leszy widzi więcej, niż myślisz.
Na koniec warto wspomnieć również o pięknym wydaniu …dopracowanym, klimatycznym, idealnie współgrającym z treścią. To książka która zachwyca nie tylko treścią ale i formą.
Wsi spokojna, wsi wesoła chciałoby się rzec za klasykiem…. Jednak czy zawsze tę wieś trzeba romantyzować? Agata Sobisz zaprasza nas do Czartajewa, wsi na Podlasiu, w której o spokoju i sielskości trudno mówić. A to za sprawą Wilczego Pana, Leszego, Uzurapatora, oraz jego zastępów mitycznych stworzeń, które upodobały sobie tę okolicę. Większość ludzi nie widzi tych zjaw, lub ich nie zapamiętuje, a legendy są dla nich tylko legendami. Jednak nie wszyscy mogą żyć w błogiej nieświadomości. Zawsze jest jakiś łowca, który dziedziczy dar widzenia tych stworów i walczy z nimi korzystając też z pomocy szeptuch, które swoje wiedzą lub czują oraz duchownych sprawujących pieczę nad swoimi owieczkami. Autorka zabiera nas w swoistą podróż w czasie, pokazując Czartajewo na przestrzeni lat. Towarzyszymy w ten sposób kolejnym członkom rodziny Moroz w odkrywaniu mitycznego świata z dawnych legend. Jednak dla nich, nie są to tylko legendy, ale rzeczywistość której należy stawić czoła. A Leszy nie śpi! Nasyła na swoich przeciwników różne potwory… Rusałki, kikimorę, wilkołaki, to tylko część demonów, z którymi przyjdzie się zmierzyć naszym bohaterom. A nie będą mieli łatwo, bo przecież oprócz tej walki, toczą też codzienny bój o siebie, swoją rodzinę, swoją przyszłość. Bardzo lubię kiedy książka składa się z opowieści, które razem tworzą spójną całość fabuły, ale moga tez być traktowane zupełnie oddzielnie jako osobne opowiadania. Akcja nigdzie nie pędzi, ma szansę sie powoli rozwinąć w takim kierunku, w jakim dane opowiadanie tego potrzebuje. Pokazuje urywki życia kolejnych pokoleń jednej rodziny, które łączą się w jedną całość. Bardzo przekonująco przeplatają się tutaj wątki "zabobonów" oraz tradycyjnej wiary prawosławnej na Podlasiu. We wschodniosłowiańskiej kulturze to przenikanie mitycznego z mistycznym jest bardzo namacalne. Autorka bardzo sprawnie utrzymuje czytelnika nie tyle w napięciu, co w stanie takiego ciągłego niepokoju. Przepiękna okładka i wyklejki, w które zaopatrzona jest książka bardzo pasują do klimatu tej powieści. A jeśli zdecydujecie się sięgnąć po audiobook to śmiem twierdzić, że głos lektora jest tutaj dobrany nieprzypadkowo. Słuchając głosu Wojciecha Żołądkowicza można z łatwością zanurzyć się w świecie przedstawionym! Gorąco polecam fanom słowiańskiej tematyki okraszonego mrokiem i dreszczykiem emocji!
Wpsółpraca recenzencka z wydawnictwem Nine Realms.
„Posoka” to zbiór 12 opowiadań o trzech pokoleniach pogromców Leszego. Pradawny władca puszcz chce wrócić na swój tron. Są jednak ludzie, którzy widzą to, co niewidoczne dla innych i ryzykują własnym życiem, by podlaskie lasy były bezpieczne.
To opowieść o sile, odwadze i determinacji. W przystępny sposób przybliża wierzenia, które kiedyś były tu czymś zupełnie naturalnym. Mieszkając na Podlasiu część z nich znam. Słyszałam o szeptuchach, o ludziach, którzy szukając ratunku tam, gdzie go nie było, korzystali z ich pomocy. Rzeka Bug ma w sobie coś pierwotnego, mistycznego. Tak samo tutejsze lasy - piękne, ale po zmroku potrafią wywołać ciarki na plecach.
Czuć, że autorce te tereny są bliskie. Sposób, w jaki je opisuje, jest piękną promocją Podlasia. Regionu niezwykłego ze względu na mieszankę kulturową i religijną, jaką można tu spotkać. Kościoły stoją obok cerkwi. Niedaleko znajdziesz pozostałości cmentarzy żydowskich. A jeśli przyjrzysz się uważniej, odkryjesz miejsca pamiętające jeszcze wcześniejsze czasy. Chaty szeptuch. Tajemnicze leśne przestrzenie.
Jeśli zaczytywaliście się w „Wiedźminie” i szukacie czegoś osadzonego w bardziej współczesnym świecie, ale z podobnym klimatem, „Posoka” ma to wszystko. Pierwsze opowiadanie zaczyna się w 1926 roku, a ostatnie rozgrywa się w 2021 roku.
Forma opowiadań jest jednocześnie plusem i minusem tej książki. Z jednej strony możemy poznać więcej bohaterów i kolejne słowiańskie demony. Z drugiej - chcemy więcej. Chcemy wiedzieć, co było dalej. Jak potoczyły się losy naszych ulubionych postaci. Tymczasem zmieniamy ramy czasowe, by zobaczyć, co dalej knuje Leszy.
Jednocześnie właśnie dzięki tej formie widać, jak ogromna jest to siła. Jak trudna i długotrwała to walka. Kolejne historie są jedynie bitwami w wojnie, która trwa od wieków. Widzimy dylematy bohaterów, ich zmagania z przeznaczeniem i próby uchronienia kolejnych pokoleń przed losem pogromcy. Pojawia się ten sam srebrny nóż, wybierający swoich właścicieli. Widzimy, jak ważne jest powołanie i że każdy skrywa swoje sekrety.
Końcówka książki i życzenie Zuzy to coś, o czym dziś wielu z nas marzy. „Niech zatem będzie w końcu wiosna!”. Uśmiechnęłam się na te słowa. Najbardziej poruszyło mnie opowiadanie, w którym poznajemy Goranę. Czytało się je ciężko. Miałam łzy w oczach. Współczułam jej i bardzo chciałam, by zaznała spokoju.
To pozycja przywodząca na myśl opowieści naszych dziadków snute późną nocą. Gdy mrok zarzuca zasłony, mgła otula to, co przed nami, a my zaczynamy wpatrywać się w ciemność, szukając niebezpieczeństw.
Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy, by wrócić do tego świata i jego bohaterów.
Recenzja powstała w ramach współpracy barterowej z wydawnictwem Nine Realms.
„Posoka” to książka, która zachwyciła mnie od pierwszych stron i totalnie wciągnęła w świat słowiańskich wierzeń. To było moje pierwsze spotkanie z wierzeniami w literaturze i już wiem jedno chcę więcej.
Historia obejmuje kilka pokoleń, co na początku może wydawać się wyzwaniem, ale autorka świetnie to rozwiązała. Drzewo genealogiczne naprawdę robi tu robotę i bardzo ułatwia odnalezienie się w fabule. Dzięki temu mogłam skupić się na historii, emocjach i klimacie, a nie zastanawiać się, kto jest kim.
Fabuła, świat przedstawiony, bohaterowie, wszystko jest przemyślane i spójne.
Nie mogę też nie wspomnieć o wydaniu, bo jest po prostu przepiękne. ✨ barwione brzegi ✨ grafiki na początku rozdziałów ✨ dodatki na końcu książki
To jedna z tych pozycji, które cieszą nie tylko treścią, ale i samym trzymaniem ich w rękach.
„Posoka” ma w sobie mrok, klimat, słowiańską tajemnic. Po skończeniu zostałam z ogromnym niedosytem i naprawdę liczę na kontynuację, oby jak najszybciej.
Jeśli lubicie książki z duszą, mocnym klimatem, historią rozciągniętą w czasie i nutą dawnych wierzeń to jest pozycja obowiązkowa.
[ współpraca reklamowa @wydawnictwo.ninerealms ] Dziękuję za zaufanie 🧡
„Posoka” to powieść, która emanuje mocnym, dusznym nastrojem i wyraźnie kładzie nacisk na emocje, zwłaszcza te mroczne i niepokojące. Pisarka stopniowo tworzy atmosferę, używając bardzo obrazowego języka. W tej kwestii książka naprawdę przyciąga uwagę, szczególnie w pierwszej połowie, gdy tajemnica i napięcie są najbardziej wyczuwalne.
Na wyróżnienie zasługuje sposób pisania, czasami poetycki, czasami brutalny, ale zawsze spójny. Widać, że opowieść miała na celu coś więcej niż jedynie przedstawienie akcji, miała być raczej doświadczeniem, przeniknięciem w konkretny nastrój emocjonalny. Atmosfera stanowi najważniejszą zaletę tej powieści.
W drugiej części tempo spada, a niektóre wątki wydają się być niewystarczająco rozwinięte lub potraktowane zbyt pobieżnie. Postacie, mimo że są ciekawe w swoim zamyśle, niekiedy wydają się jednowymiarowe. Finał może sprawić, że poczujemy lekki niedosyt, jest bardziej symboliczny niż zadowalający pod względem fabularnym.
Powiem wprost - to świetna książka! Słowiański klimat, wierzenia, różnorodne istoty oraz Podlasie – te elementy doskonale oddają charakter tej pozycji.
Agata Sobisz oczarowała czytelników zbiorem dwunastu opowiadań, które rozgrywają się w różnych okresach, jednak łączą je wspólni bohaterowie. Muszę przyznać, że podczas lektury pierwszych trzech historii (najstarszych) miałam trudność, by w pełni wczuć się w opowieść. Na szczęście później wszystko zmieniło się diametralnie i z każdą kolejną stroną wciągałam się coraz bardziej!
Choć momentami zdarzało mi się pogubić w wydarzeniach, nie odebrało to przyjemności z czytania. Całość zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, wyjątkowa atmosfera na pewno się do tego mocno przyczyniła.
Jeśli lubicie tajemnice, mroczny klimat i historie inspirowane mitologią słowiańską – ta książka zdecydowanie może Was zainteresować. Mnie urzekła bardzo, choć nie spodziewałam się, że zrobi to aż tak dobitnie.
W styczniu swoją premierę miały dwa moje patronaty medialne, drugim z nich jest właśnie Posoka. Recenzja wpada z małym poślizgiem (życie mnie, mnie🫠), ale uwierz mi, o tej książce trzeba mówić nawet długo po premierze.
Posoka to zbiór dwunastu opowiadań osadzonych w jednej prawosławnej wiosce Czartajewo i skupionej w wokół niej, jednej rodziny, która no cóż, musi polować na potwory. Opowiadania dzieją się na przestrzeni lat, wiec też fajnie można obserwować zmianę świata i obyczajów.
Ogromny plus za to, że demony, które tu poznajemy, nie są przypadkowe. Książka czerpie z folkloru słowiańskiego (m.in. rusałki, które potrafią skutecznie „ochłodzić” zapał swoich niedoszłych kawalerów i skutecznie się ich pozbyć🌊). Nad wszystkim unosi się cień Leszego pana lasu, który ma bardzo konkretny plan: przejąć władzę nad ludźmi i usunąć z drogi każdego, kto stanie mu naprzeciw. W tym naszych bohaterów.
To, co jest absolutnie genialne, to brak zero-jedynkowości. Nie wszyscy wiedzą, że demony istnieją. Nie wszyscy wiedzą, że trzeba z nimi walczyć. I my jako czytelnicy odkrywamy tę prawdę równolegle z bohaterami.
Styl? Płynny. Naturalny i bardzo angażujący. W życiu nie powiedziałabym, że to debiut. Opowiadania są krótkie, więc „jeszcze jedno przed snem” kończy się klasycznym: „dlaczego jest 2:37?!”.
Postacie są wyraziste, problemy nieoczywiste, a wszystkie wątki łączą się tam, gdzie powinny, bez takiego chaosu i bez przypadkowości, co baaardzo mi się podobało, bo mogłam bawić się trochę w detektywa i łączyć fakty.
Ode mnie ogromna polecajka! Książka idealna, żeby sobie „spróbować” z fantastyka czy opowiadaniami. Ba dla laików z mitologii słowiańskiej też polecam!
Boisz się chodzić do lasu?
Bo po tej książce gwarantuję, będziesz się dwa razy zastanawiać, zanim wejdziecie do jakiegokolwiek lasu czy parku.
Nie jest to horror, ale wpływa na odbiór zwierząt, lasów..