Liv wreszcie odnalazła spokój, którego tak długo szukała. Związek z Kane’em, lepsze relacje z wujkiem, spokój – wszystko wydaje się wreszcie układać. Jednak przeszłość nie odpuszcza.
Miłość Liv i Kane’a zostanie wystawiona na próbę. Czy Liv znajdzie w sobie siłę, by zamknąć pewne sprawy? Czy jest szansa, by stara rana znów się nie otworzyła?
Łzy to pełna emocji kontynuacja powieści Blizny. Poruszająca opowieść o dojrzewaniu do miłości i odwadze, by zaufać drugi raz.
"Mam wrażenie, że czasem życie podsuwa nam momenty, które są pozornie zwyczajne. Ale kiedy pojawia się właściwa osoba, stają się one czymś przełomowym"
Liv i Kane są parą. Po tym czego doświadczyli w pierwszej części wydawać by się mogło, że teraz ich życie będzie szczęśliwie i spokojne, prawda? Niestety tak się nie dzieje. Liv i Kane ukrywają swój związek ze względu na obawy jak zareaguje otoczenie i tak naprawdę to nie ma co się dziwić. Jednak, o ile dziewczynę naprawdę bardzo polubiłam w pierwszej części, to tutaj już jej zachowanie bardzo mnie rozczarowało. Liczyłam, że w tej części w końcu będzie silna, pewna siebie, a przynajmniej, że to nastąpi w toku lektury, a tak nie było. Ma problemy. Bardzo duże problemy. Jest niepewna siebie, a przede wszystkim w każdej chwili oczekuje czegoś złego. Jej związek? Że zaraz się rozpadnie. Wszystko to co ma zaraz zniknie. Początkowo, owszem to rozumiałam, ale przez całą książkę ciągle cały czas to samo i ani razu bohaterka nie pomyślała o tym, że wypadałoby się udać do specjalisty w tym zakresie. W ogóle. Dopiero taka myśl wpadła jej do głowy dosłownie na samym końcu książki, no ale cóż, lepiej późno niż wcale, prawda? Do tego jej ciągłe wtrącanie się w relację siostry i jej chłopaka, a byłego przyjaciela. Tak naprawdę to nie rozumiem, dlaczego? Oboje bardzo ją zranili, oboje na każdym kroku dalej starają się ją zranić a ona zamiast dać sobie z nimi spokój to wręcz robi odwrotnie, a w konsekwencji rani swojego chłopaka. Rozumiem, jest dobra i każdemu chce pomóc, ale bez przesady. Nie można pomoc jeśli ktoś tego nie chce, prawda? A tutaj te osoby nawet nie zasługują na to. Liv zamiast skupić się na swoim związku skupia się na wszystkim innym czym rani Kane'a. Nie do końca jest też pewna, że już nic nie czuje do Austina i to rozumiem, ale nie potrafię zaakceptować jej zachowania. Stara pomagać wszystkim wokół, uszczęśliwiać każdego, ale robi to w naprawdę głupi sposób. Bo tak naprawdę, nie każdy na tą pomoc zasługuje, prawda?
"- Wychodzi na to, że wszyscy jesteśmy poranieni przez życie.
- Ale razem umiemy się posklejać"
Kane to chłopak, którego tutaj jeszcze bardziej polubiłam. Bardzo dojrzały, mający swoje własne problemy w domu, a jednak znajdujący w sobie siły, żeby podążać za swoimi marzeniami, a co trzeba przyznać też jest w pewien sposób zasługą bohaterki. Liv na każdym kroku go wspiera, wspiera i zachęca do tego, żeby spełniał swoje marzenia. Jego rodzice? Okropni. Na szczęście ma brata i przyjaciół, którzy są dla niego bardzo ważni.
Wiele się tutaj dzieje. Myślałam, że wątek siostry bohaterki, jak i Austina nie będzie już tutaj tak dominował, a jednak było to był naprawdę bardzo dużo. Lexi? Nic się nie zmieniła i faktycznie dalej przez swoje działanie nie ponosi żadnych konsekwencji, a raczej są one małe i to jest dla mnie po prostu niezrozumiałe. Tak naprawdę do samego końca liczyłam, że jednak trochę się zmieni, że jednak pojawią się przebłyski dobra, ale jednak nie. Jak bardzo można nienawidzić swojej siostry i to z takiego powodu? A Austin? Nagle zmienia swoje zachowanie i to było...dziwne. Z czasem było mi go żal, bo zrobił wiele złego, ale jednak to w jaki sposób jego los się potoczył było naprawdę smutne.
Wątek romantyczny był tutaj najlepszy w całej książce. Autorka przedstawiła go w bardzo dojrzały sposób. Tak każdy związek powinien wyglądać. Nie jest idealny, bo ma swoje wzloty i upadki. Bohaterzy są ze sobą szczerzy, a przynajmniej w większości przypadków. Wszelkie problemy starają się od razu rozwiązywać za pomocą rozmowy. Wspierają się, pomagają i przede wszystkim rozmawiają, a tego zawsze z reguły jest za mało. Bardzo podobał mi się również wątek wujka bliźniaczek i przyjaciół. Zdecydowanie powodowały, że historię znacznie przyjemniej się czytało.
"Ten chłopak kochał mnie tak mocno, że pobudzał swym spojrzeniem każdą komórkę w moim ciele. Ja też go kochałam, miałam wrażenie, że z każdym dniem coraz mocniej"
"Łzy" to bezpośrednia kontynuacja tomu "Blizny". O ile pierwsza część mnie naprawdę bardzo zachwyciła i stała się jedną z moich ulubionych książek, to z tą już tak niestety nie było. Jednak uważam, że jest to bardzo fajna dylogia, po którą warto sięgnąć.
Kontynuacja historii Liv i Kane'a była czymś, na co naprawdę bardzo mocno czekałam. "Łzy" pokazują nam, jak wygląda początek ich związku, co się dzieje zaraz po jego ogłoszeniu, jak wygląda wyczekiwany przez Liv koniec szkoły i w sumie dużo innych rzeczy dzieje się dookoła, mimo że ten tom jest dużo krótszy niż poprzedni.
Tak samo jak przy "Bliznach", tak "Łzy" również pochłonęłam w przysłowiową sekundę. Autorka ma to do siebie, że pisze w taki sposób, że przez historię po prostu się płynie. Jak usiadłam i zaczęłam, to dosłownie wstałam dopiero, kiedy skończyłam.
W samej fabule pojawia się całkiem dużo pobocznych wątków, takich jak urocze sceny z życia codziennego, pierwsza randka Liv i Kane'a, spotkania z przyjaciółmi. To jest ta część fabuły, którą ja osobiście uwielbiam.
I mimo tego cudownego sielankowo-małomiasteczkowego klimatu, Liv, borykając się z niepewnością co do swoich uczuć, postanawia podjąć decyzję, z którą ja osobiście nie mogę się zgodzić. Ku mojemu rozczarowaniu, po tej decyzji jej najlepszy przyjaciel Eric, którego szanowałam od pierwszych stron tej książki, niestety również zamienia rozum na watę i postanawia wspierać ją w tym delulu. Plus za bycie dobrym wspierającym przyjacielem, minus, że w takiej sytuacji.
Skutki jej własnych decyzji szybko gryzą Liv w tyłek, a ja jej po prostu nie mogłam współczuć, bo tak mnie to rozeźliło, że musiałam to dosłownie rozchodzić. Każdy ma prawo popełniać błędy, ale jeśli ona od razu wiedziała, że to błąd, powinna się przyznać, a nie zatajać tego.
Z pozytywów Lexi, ten pomiot piekielny dostaje to, na co zasłużyła. Gosh, jak ja nienawidzę tej dziołchy. Won do piekła.
W podsumowaniu dla mnie jest to naprawdę urocza młodzieżówka, taka słodka, lekko naiwna, ale pokazująca, że mimo że pochodzimy z różnych miejsc, mamy inne doświadczenia, to każdy ma swoją historię i swoje własne blizny. To od nas zależy, jak postanowimy zmierzyć się z naszymi traumami i jakie lekcje z nich wyciągniemy.
Nie mogłam się doczekać kontynuacji "Blizn", bo pierwszy tom tej cudownej dylogii był dla mnie top of the top polskich młodzieżówek. 💙
Czy "Łzy" zachwyciły mnie tak samo? 🤔
Historia Liv i Kane'a absolutnie mnie kupiła, bo ta dwójka razem jest w stanie podbić cały świat. Pokazują swoim zachowaniem, że budowanie głębokiej relacji to proces, który przy chęciach z obu stron może przynieść coś pięknego. Wzajemne wsparcie, wyrozumiałość, rozmowy, nawet, gdy jest trudno i emocje buzują - Liv i Kane są dla mnie przykładem, jak powinno się podchodzić do świadomego rozwijania relacji i z radością śledziłam strona po stronie, jak te uczucia ich zmieniają. Nie od razu, nie magicznie, ale krok po kroku. 💙
W dylogii Klaudii Gregorczyk ważne są też wartości takie jak przyjaźń, rodzina (nawet jeśli niepołączona więzami krwi), praca nad sobą czy umiejętność wybaczania. Bardzo mi się podobała postawa Claytona, wujka Liv i Lexi. Zaczął dostrzegać rzeczy takimi, jakie są, a do tego pokazał w pełni swój charakter. No i nie zapominajmy o Ericu - wymarzony przyjaciel, który zawsze zrozumie, zawsze jest po twojej stronie, zawsze ma czas, by cię wysłuchać... I często też rozśmieszyć. 😉
Ale moje drogie Moliki! Nie tylko "Łzy" ukazują nam, jak wspaniale można przedstawić bohaterów i ich różnorodność. Ta historia emocjami stoi! Nie sposób się nudzić - gdy już myślisz, że będzie spokojnie, że się ułoży, to przeszłość wraca, to dzieje się coś takiego, że łapiesz się za głowę. 🙈 Ostatnie rozdziały mnie załamały, przygnębiły i zostawiły z przykrą myślą, czy aby moje serce zostanie poskładane na nowo. A potem nastąpił finał... I wierzcie mi, dla tych emocji przy końcówce warto załamać się po drodze kilka razy. 🤭😂 Klaudia, wycisnęłaś mi z oczu łzy, Ty zdolna kobieto!
P. S. W tej recenzji chciałam się skupić na moich odczuciach. 🥺 Wierzę, że jeśli Was zainteresowałam, to przeczytacie opis i z chęcią sięgnięcie po te niezapomniane młodzieżówki. 💙
Sięganie po kontynuację historii, która zostawiła w sercu tak wyraźny ślad jak "Blizny", zawsze wiąże się z pewnym lękiem, czy emocje nie wyparowały wraz z ostatnią stroną pierwszego tomu. W przypadku "Łez" wystarczyło jednak zaledwie kilka akapitów, by cały ból i nadzieja Liv oraz Kane’a wróciły do mnie z podwójną siłą.
To rzadka umiejętność u autorów, by stworzyć postacie tak namacalne, że ich dylematy odczuwa się niemal fizycznie. Klaudia Gregorczyk nie funduje nam tym razem cukierkowej opowieści o uzdrowieniu, lecz pokazuje mozolny proces łatania duszy, w którym każdy krok naprzód wiąże się z ryzykiem bolesnego upadku.
Liv nie zmienia się magicznie w pewną siebie dziewczynę tylko dlatego, że znalazła miłość. Wręcz przeciwnie, jej walka z toksycznym wpływem siostry i cieniami przeszłości jest pełna potknięć, które momentami wywoływały we mnie czystą frustrację. Miałam ochotę nią potrząsnąć, gdy po raz kolejny dawała się ranić ludziom niewartym jej uwagi. Z kolei Kane staje się tu symbolem cierpliwości, pokazując, że dojrzałe uczucie to przede wszystkim bycie bezpieczną przystanią.
Choć finał nadchodzi niespodziewanie szybko, a niektóre wątki poboczne pozostawiają niedosyt, to ładunek emocjonalny tej dylogii jest obezwładniający. To mądra i potrzebna lekcja o tym, że choć życie potrafi nas brutalnie pogruchotać, to znalezienie kogoś, kto pomoże nam posklejać te odłamki, jest warte każdego wylanego morza łez.
{współpraca reklamowa} „Łzy” stanowią kontynuację losów Liv i Kane’a oraz znanych im ludzi, żeby przypadkiem nie zaspojlerować, wolałabym nie opisywać przebiegu fabuły w tym tomie. Najpierw sięgnijcie po pierwszy wolumin, albo po prostu zapoznajcie się z moją recenzją tomu pierwszego ^^.
Ta książka zdecydowanie przebija tom pierwszy nie tylko jakością fabuły, ale też mocną warstwą emocjonalną. Niby to typowe YA, ale i tak nieraz chciało mi się płakać czytając losy naszych bohaterów, no i to, jak zmagają się z licznymi przeciwnościami w życiu, w którym przeżyli więcej niż powinien nastolatek przeżyć.
Mimo, że momentami było dość przewidywalnie, plus niektórzy bohaterowie niestety nie zdobyli od razu (albo z biegiem czasu utracili) moja sympatię, szybko się w tę książkę wciągnęłam. Styl pisania Klaudii jest przyjemny, bardzo mi się to spodobało.
Rozczarowałam się niestety na zakończeniu, które wyszło inaczej niż myślałam, że tak będzie :(. Będzie tom 3 czy to już koniec tej serii? 😭
Jeżeli chcielibyście przeczytać młodzieżowy wyciskacz łez, sięgnijcie koniecznie po tę książkę!
„Łzy” to drugi tom z serii, pierwszy mnie zachwycił i na maxa wciągnął w całą historię Liv.
Druga część skupia się bardziej na dojrzewaniu, radzeniu sobie z poważniejszymi problemami i przygotowaniem do wyfrunięcia z rodzinnego domu.
Po wydarzeniach z pierwszego tomu, można sobie pomyśleć, że teraz Liv i Kane’a czeka lekkie i spokojne życie nastolatków, nic bardziej mylnego.
Ta dwójka przyciąga do siebie problemy jak magnez.
Liczyłam na to, że w tej części przeczytam o silnej, nieustępliwej i pewnej siebie Liv. O dziewczynie, która uczy się błędach i nie pozwoli więcej na niszczenie siebie życia. Jednak tak się nie dzieje, dziewczyna dalej toleruje zachowanie swojej siostry i nie stara się jej postawić co trochę mnie wkurzało podczas czytania.
Natomiast bardzo podobał mi się wątek romantyczny między bohaterami, sposób budowy ich relacji, docierania się. Nie omijają ich wyboje i życiowe przeszkody.
Zakończenie spełniło moje oczekiwania i czuję, że ta seria naprawdę zasługuje na przeczytanie. Może złamać Wam serce ale warto ❤️🩹