Kiedy jako ludzkość niebezpiecznie zmierzamy na skraj przepaści, coraz głośniej wybrzmiewa w nas nagląca potrzeba odpowiedzi na nieustannie mnożące się kryzysy. Być może problem nie tkwi w braku odpowiedzi, lecz w tym, że nie zadaliśmy jeszcze właściwych pytań. Báyò Akómoláfé – osadzony w jorubijskiej tradycji swoich przodków, materialnym feminizmie, myśli dekolonialnej oraz posthumanistycznej – przedstawia zaskakujące, nieraz wywrotowe czy sprzeczne z intuicją spojrzenie na otaczający nas społeczno-polityczny chaos. Jego niedająca się zaszufladkować twórczość pokazuje, że to, jak odpowiadamy na kryzys, może być częścią kryzysu, a sposób, w jaki myślimy o świecie, reprodukuje dokładnie tę samą rzeczywistość, której zmiany pragniemy.
„Obrzeża pośrodku” Báyò Akómoláfé to książka wymykająca się łatwym klasyfikacjom. Nie jest ani zbiorem klasycznych esejów, ani traktatem filozoficznym, ani manifestem politycznym — a jednocześnie zawiera w sobie wszystkie te formy, co od razu czyni ją intrygującą. Jej struktura przypomina raczej mozaikę krótkich, gęstych tekstów, w których refleksja filozoficzna, osobista narracja, poetycki obraz i publicystyczna diagnoza płynnie się przenikają. To literatura „pogranicza”, celowo sytuująca się na obrzeżach znanych sposobów myślenia i opowiadania świata. Niczym tytułowe „obrzeża pośrodku.”
Tematycznie książka wyrasta z poczucia głębokiego kryzysu współczesności — ekologicznego, politycznego, poznawczego i duchowego. Akómoláfé nie tyle szuka odpowiedzi, ile podważa same pytania, które zwykliśmy zadawać. Krytycznie odnosi się do idei antropocenu, widząc w niej kolejną narrację kolonialną, przedłużającą władzę Zachodu w przyszłość. Proponuje zamiast tego posthumanistyczny „przewrót kopernikański”: odejście od człowieka jako centrum świata i uznanie splątanych relacji między ludźmi, nieludzkimi bytami, historią i materią. Istotnym kontekstem książki jest nigeryjskie, jorubijskie pochodzenie autora. Pamięć kolonialnej przemocy, niewolnictwa i wykorzenienia nie jest tu abstrakcyjną teorią, lecz doświadczeniem dziedziczonym i wciąż żywym. Akómoláfé obrazuje jak losy przodków i ich ból rezonuje w teraźniejszości.
Język „Obrzeży pośrodku” jest jednym z najmocniejszych elementów książki. Poetycki, miejscami mistyczny, pełen metafor i rytmu, potrafi przejść nagle w ton gniewny, ironiczny lub prowokacyjnie dosadny. Akómoláfé swobodnie porusza się między liryzmem a ostrą krytyką polityczną, między czułością a sarkazmem. To buduje potrzebne napięcie i sprawia, że tekst działa na czytelnika nie tylko intelektualnie, ale i wywołuje niepokój, opór, a czasem złość. To nie jest lektura, która ma „uspokajać” czy oferować gotowe recepty. Raczej celowo destabilizuje, pokazując, że sposób, w jaki myślimy o kryzysie, bywa częścią samego kryzysu. Akómoláfé tworzy niejako własny język opisu świata.
„Obrzeża pośrodku” to książka do powolnego, uważnego czytania. Nie oferuje nadziei w prostym sensie, lecz zaprasza do „dziwniejszej podróży”, w której przeszłość może dopiero nadejść, a my uczymy się patrzeć poza mur, nie po to, by znaleźć gotowe odpowiedzi, lecz by nauczyć się inaczej zadawać pytania.
Myślę, że to świetna pozycja na początek z filozofią jako taką i filozofią dekolonialną. Autor w cudowny sposób, opierając się na filozofii i mądrości Joruba tłumaczy kryzysy jakie rządzą teraz światem, omawia w ciekawy, przypowiesciowy sposób pandemię covid czy poczynania trumpa. Jednocześnie zatrzymuje się nad pęknięciami w ludzkiej świadomości własnego “ja” i je eksploruję w poszukiwaniu istoty post-ludzkiej.