Dina, Dina to subtelna i poruszająca, rozpisana na wiele tonów historia, rozpięta między Italią, Warszawą, Bagramem i Charkowem, między latami osiemdziesiątymi a współczesnością. To opowieść o rodzinnych tajemnicach i splątanych losach, a także o dojrzewaniu do bycia kobietą i odkrywaniu siebie na nowo.
Dwudziestoletnia Dina studiuje malarstwo w Bolonii i pracuje jako ilustratorka książek dla dzieci. Kiedy w Ukrainie wybucha wojna, postanawia wrócić do rodzinnego Charkowa, by zająć się schorowaną babcią, która ją wychowała. Dina próbuje różnych wersji siebie, chce się umościć się w swoim ciele i znaleźć własny głos. Zrozumieć, kim jest, kim chce być i gdzie właściwie przynależy. O tych zmaganiach, ale także o różnych rodzajach miłości, jest ta książka.
Socjolożka z doktoratem z Polskiej Akademii Nauk. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu i założycielka Grupy Reporterskiej Głośniej. W 2017 zainicjowała projekt badawczo-reporterski Światła Małego Miasta, który opisywał życie Polaków w najmniejszych miasteczkach. Publikuje teksty w Dużym Formacie, Przekroju, Piśmie i magazynie Non/Fiction. W maju 2019 ukazała się jej książka reporterska „Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu”. Jest autorką dwujęzycznej książki dla dzieci pt. „Bal u lamorożca. Polsko-ukraińskie bajki o przyjaźni” wydanej przez Zygzaki.
Wełniane rękawice, zapach ciała starszej kobiety, metalowy koszyczek do herbaty, faktura papieru. Szczególarska, wręcz szczególikowa jest „Dina, Dina” Agaty Romaniuk. Autorka znakomicie gra na poziomie języka wszystkimi zmysłami, wykorzystując właśnie takie zwyklaczki, narzędzia codzienności. Bo to właśnie te przedmioty, spotkania, barwy osadzają nas w miejscu, gdy na „zewnątrz” dzieje się wszystko, czyli wojna.
Najnowsza powieść autorki „Proste równoległe” jest opowieścią o utracie i powrotach, o bohaterach, którzy są asymetryczni, niedoskonali, funkcjonujący na granicach geograficznych i mentalnych. I wojna w Ukrainie, która nagle czyni z ich życia stopklatkę i staje się przyczynkiem do biograficznego rachunku sumienia.
Jeszcze jedna rzecz jest warta odnotowania – autorka dobrze łapie nastroje europejskie związane z trwaniem wojny. Od międzynarodowego wsparcia do międzynarodowej obojętności.
Nie do końca zrozumiałam zamysł improwizowanych momentów ale książka ogółem mi sje podobała. Zaangażowała mnie, podobał mi się sposób opowiedzenia historii i audiobook czytany przez samą autorkę. Nie było dla mnie efektu wow i nie poczułam jakichś mocno głębokich emocji ale utrzymała moje zaangażowanie do końca co oceniam na plus.
Bardzo dla mnie osobista przez to gdzie jestem, kim jestem, gdzie żyję. Czyta się ją inaczej z serca Lwowa, mając rodzinę w Dnipro, znajomych, którzy zaginęli na froncie, albo dalej tam są. Płakałam, nie raz, nie dwa, bo tak wiele dylematów i przemyśleń Diny przypominało mi moje własne życie. Pani Romaniuk, dziękuję.
Poruszyła mnie, szczególnie końcówka, ale (może kontrowersyjnie) bardzo irytowało mnie zachowanie tytułowej Diny. Sama powieść, trochę zmiksowana z reportażem, dająca do myślenia, szczególnie skupiająca się na relacjach międzyludzkich. Ciekawa.
"I może tym właśnie trzeba się kierować, i w życiu, i w sztuce. Że się nie wie, ale się próbuje, sprawdza, zbacza z drogi, błądzi"🫂
książka dla mnie wyjątkowo przeładowana personalnymi wątkami (serio, bez przesady, bolonia, medycyna, ukraina???), uwielbiam pióro Romaniuk, jest to przyjemna, człowiecza, sympatyczna literatura
niestety jak wszystkie jej książki, które czytałam, za szybka, a w tym wypadku czuje się to wyjątkowo mocno przez mnogość wydarzeń, postaci, miejsc i ich elementów mam nadzieję w przyszłości na więcej spokoju, który pozwoli na dokładniejszą eksplorację wątków i pozwoli czytelnikowi zostać na chwilę z myślami zamiast ciągle serwować nowe
Literatura wojenna kojarzy nam się z XX wiekiem i czym co było kiedyś, daleko i z czymś, co nas nie dotyczy. Ta książka uzmysławia, że wojna jest obok nas i nie jest ani lepsza ani gorsza od tych, które znamy z historii.
"Kto tu jest, kurde, synem kogo" miałam ochotę zacytować mniej więcej w połowie książki, bo jak to nagle zmienia się narrator? Nawet jeśli od tego momentu zdecydowanie lepiej się czytało, co to za zabieg?
Ładne to było, chociaż trochę też niesmaczne. Podziwiam wykonaną pracę, aby oddać ukraińską rzeczywistość, po prawdzie fantastycznie się to czyta. Można uznać, że skoro tak, to ewidentnie wystarczy mieć research i talent słowa, żeby pisać o czymkolwiek. I tu wkraczam ja, z przytroczoną szabelką opinią i mówię: może i można, ale nie zawsze się powinno. Wolę historię z pierwszej ręki, niż najlepiej poprowadzoną fabułę na tle prawdziwej (i trwającej!) tragedii. Ta druga, moim zdaniem ofc, ma posmak kolejnego tytułu spod znaku "Żona XY z Auschwitz" z odwróconą tyłem kobietą na okładce. Z umiejętnościami autorki na tej półce po prostu nie warto stawać.
3,5/5 ⭐️ Chyba będzie to moja najmniej lubiana książka autorki, zdecydowanie celniej trafiły we mnie reportaże. Lubie sposób, w jaki Agata Romaniuk przygląda się ludziom, ich cieniom, ich moralnej konstrukcji. To na duży plus. Podoba mi się w tej książce także sposób wiązania ze sobą ludzi z odrębnych światów. Prosto, nienachalnie, z czułością. Nie kupiłam jednak sposobu narracji, zmian w tejże, wszystkowiedzący narrator zbyt często wpychał się w słowa, które raczej nie mogły się zadziać (moment przyjazdu Diny do mieszkania babci i narracji z perspektywy przyjaciółki jej matki). Miałam trochę też poczucie jakiegoś niedosytu w końcówce książki, jakby była ona niedokończona, czegoś mi tam zabrakło, stąd taka, a nie inna ocena.
Agata Romaniuk to jedna z moich ulubionych pisarek. Napisałabym, że to powód dzięki któremu nie jestem obiektywna, ale nie. Ona naprawdę pięknie pisze. Z lekkością, czułością, pasją. Nie ma tutaj przesady, wielkich słów, złożonych zdań, ale z niezwykłą precyzją dotyka tych najczulszych punktów. Niby prosto a jednak tak pięknie i dobitnie.
Czy chciałabym żeby Dina, Dina była dłuższa? Zdecydowanie. Czy mi czegoś brakowało (poza większą ilością stron)? Niczego. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Oczywiście. Szkoda, że autorka nie wydaje książek tak często jak pewien poczytny polski pisarz. Czytałabym wszystko jak leci:)
Agata Romaniuk jest w mojej topce autorek i ta książka absolutnie tego nie zmieniła. Ta książka była jak taka poezja, czytało się to wyśmienicie. Co prawda było strasznie dużo wątków w pewnym momencie, wiele perspektyw i ciężko było nadgonić, ale jak się już osiadło i zrozumiało to czerpało się z tego przyjemność. Nie wiem jak autorka to zrobiła, ale czułam ten mróz, ten zapach szpitala i czułam te emocje związane z wydarzeniami z jakimi mierzyła się Dina. Zdecydowanie Dina będzie żyła jeszcze długo w mojej głowie i wrócę do niej, ale dawkując sobie tą książkę, a nie łykając ją na raz!
Dwie gwiazdki daję za to że o Ukrainie ale jej, mam problem z tą książką. Nie wierzę w tę historię, nie przekonują mnie bohaterowie, nie przekonuje narratorka. Narratorka w Warszawie, która dowiaduje się o ataku Rosji na Ukrainę o 9.00 u lekarza (nie wiem jak komukolwiek udało się wstać tego dnia i przedostać przez miasto nie zdobywszy tej wiedzy wcześniej), Dina która dowiaduje się „parę godzin później” od swojego chłopaka, choć ma rodzinę w Charkowie (ale nie dzwonią żeby jej nie martwić a ona nie sprawdza niusow z Ukrainy choć napięcie rosło od tygodni?). Fabula totalnie pretekstowa. Seria wysmakowanych, wydumanych obrazków, sugerowanie wielkiej rodzinnej tajemnicy na co drugiej stronie, a na koniec odsłonięcie aż dwóch (o jedną za dużo). Dramaty i emocje oraz bardzo ten z boku sposób opowiadania o nich, za którym jednak się nic nie kryje. Zmiana narratorki po 2/3 książki (dlaczego? Po co?). Niewiarygodna przeprowadzka lekarki z Włoch do Charkowa gdzie jest w stanie pracować jak gdyby nigdy nic bez znajomości języka (albo jakimś cudem język opanowuje wspaniałe, bo w sumie nie wiadomo). I jeszcze Podlasie i wyszywana ikona do tego miksu. Miałam ochotę krzyczeć jak to czytałam. Szybka i „przyjemna” lektura ale niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
To nie jest prawdziwa historia, a jednak jakby jest. Gratulacje dla Agaty Romaniuk za ujęcie tak ciężkiego, przytłaczającego tematu w sposób lekki, dzięki czemu czytało się to szybko jak każdą jej książkę. Myślę, że podręcznikowo ukazała nie-naszą wojnę, o której wielu już zapomniało, a reszta woli nie myśleć. ніщо не вічне - nic nie jest na zawsze
Bardzo dobra, bardzo trudna i bardzo szybka do czytania. Wywołuje emocje na granicy płaczu i nienawiść do agresorów, mimo braku wstrząsających scen. Trochę za dużo traumatycznych historii jak na jednego człowieka.
Nie siadła mi :( Przeszkadza mi ckliwość narracji (córka zwracająca się do ojca). Nie jestem też fanką opowieści o trudnych rodzicach i dzielnych dzieciach.
No jakoś zabrzmiało mi to fałszywie mimo riserczu autorki i niewątpliwie dobrych intencji- nie dać zapomnieć o wciąż trwającej wojnie.
Ogólnie książka przyjemna - choć wydarzenia w tle historii bohaterki (wojna w Ukrainie) nieprzyjemna. Dobrze się słuchało, ale minus za fragmenty inspirowane - słuchając niewiadomo było gdzie się kończą i wybijały z rytmu głównej historii.
Nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek powstanie coś spod pióra Romaniuk co mi się nie spodoba. Trochę przepłakałam, ale jednocześnie jej książki sprawiają, że doceniam to najzwyklejsze życie. Nie wiem czemu, trudno to ująć, ale miłość wielka. Zawsze się nie mogę doczekać lektury.
Uwielbiam Panią Romaniuk - czy to w reportażach, czy w fikcji - określenia nawet najbardziej abstrakcyjnych sytuacji są tak w punkt, że nagle o wiele łatwiej postawić się na miejscu bohatera i doświadczyć wszystkich emocji
Czy polscy twórcy mają prawo pisać o nie swojej wojnie? Muszą, bo my musimy o niej czytać. Żeby nam nie spowszedniała. Żebyśmy nie przeszli do porządku dziennego nad tym, że jest.
Świetnie napisana, ta książka upewniła mnie w tym że Romaniuk zostaje moją ulubioną autorką. Bardzo złożona i wzruszająca historia, każdy drobny szczegół sprawiał że podobała mi się jeszcze bardziej
„Dina Dina” — dostałam tę książkę od samej autorki, co było najlepszym doświadczeniem na świecie.
Wiecie, ja się cieszę ze współpracy, cieszę się z różnych rzeczy, z tego, że zdałam egzamin, ale to, że jedna z moich ulubionych autorek reportaży wysłała mi własnoręcznie książkę… ja nie mogę.
Powiedziałam o tym wszystkim, skakałam i cieszyłam się, jakby małej Matyldzie spełniło się piękne marzenie. Bo właśnie w całej pracy, którą wykonuję, książki spełniają mnie najbardziej. To jest część mojej pasji, mojego życia i część mojej tożsamości, więc to było naprawdę coś wspaniałego i pięknego.
„Dina Dina” jest bardzo miłą książką, powieścią, co też było dla mnie zaskoczeniem. Myślałam, że to będzie reportaż o Dinie, która ma trochę pogmatwane pochodzenie, albo o babci Diny.
A to jest historia o ukraińsko-polsko-Włoszce, która tak naprawdę jest złożona z tych wszystkich miejsc. I to pokazuje jej charakter, historię i złożoność tego charakteru, ale w tle cały czas jest wojna w Ukrainie.
To było dla mnie w ogóle duże zdziwienie, ponieważ ta wojna cały czas jest, a my o niej jakoś zapominamy. I ta książka rzeczywiście mi o niej przypomniała, otworzyła oczy i chyba też po prostu przypomniała coś, co samo w sobie jest jakoś ważne.
Pięknie napisana, poruszająca i skłaniająca do refleksji książka. Opowieść o miłości, wojnie, stracie i przebaczeniu. O dorastaniu, przynależności, szukaniu własnej drogi i odkrywaniu siebie na nowo. O sile rodzinnych więzi i kruchości ludzkiego życia oraz o tym, że "niszczo ne wiczne (nic nie jest na zawsze)". "Dina, Dina" ma w sobie wiele smutku splecionego z tęsknotą, melancholią, czułością i nadzieją – przypomina wielobarwną mozaikę.
Subtelna, boleśnie aktualna i ważna powieść. I jedna z moich ulubionych polskich autorek. Polecam!