Polska architektka, Ewa Zakrzewska, otrzymuje możliwość odbycia stażu w jednej z najlepszych pracowni projektowych w Berlinie Wschodnim. Przed wyjazdem obiecuje przyjaciółce, Helenie, że na miejscu spróbuje zdobyć informacje na temat zbrodniarza wojennego, który może mieć związek z zaginięciem jej brata. Nie spodziewa się jednak, że niewinna prośba koleżanki wrzuci ją w tryby tajemniczej historii pewnej niemieckiej rodziny.
Mimo piętrzących się przeszkód Ewa dociera do prawdy, a ta okazuje się mroczna i skomplikowana. W pewnym momencie nie wie już, komu może ufać, a kto jest jej największym wrogiem. Trudna i bolesna przeszłość kobiety również nie pomaga jej w otwarciu się na nowe uczucie, które nagle pojawia się w jej życiu.
To powieść o powojennej traumie, poplątanych ludzkich losach, a wreszcie o ponurej egzystencji pod koniec lat sześćdziesiątych w cieniu tajnych służb NRD.
Właśc. Joanna Jakubczak – olsztynianka, absolwentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.
Pasjonuje się literaturą biograficzną i grafiką, jest wolontariuszką Fundacji dla Rodaka, wspierającej Polaków na Wschodzie. Zadebiutowała w 2014 roku doskonale przyjętym Dziedzictwem von Becków. Od tego czasu wydała prawie czterdzieści bestsellerowych powieści, a czytelnicy pokochali je za doskonale odmalowane tło historyczne, wielowymiarowych bohaterów i dynamiczne fabuły. Mistrzyni sag rodzinnych, świetnie odnajduje się również w innych gatunkach, wplatając ich elementy do swoich powieści.
Wielokrotnie nominowana w plebiscycie portalu LubimyCzytać na najlepszą książkę roku, laureatka Wawrzynu – Literackiej Nagrody Warmii i Mazur za rok 2016.
Wyobraź sobie, że każde słowo, które wypowiadasz, każdy list, który piszesz, każde spojrzenie rzucone w nieodpowiednią stronę - może cię kosztować wolność. Że ściany mają uszy, a sąsiad zza płotu to nie tylko sąsiad ale i szpieg; w takim właśnie świecie przyszło żyć bohaterom powieści Joanny Jax Zagubieni w mroku. Akcja rozgrywa się na przełomie lat sześćdziesiątych, w cieniu żelaznej kurtyny, po obu stronach której ziemia wciąż pachnie prochem i traumą. Polska i NRD - dwa kraje odbudowane z ruin pod bacznym, restrykcyjnym okiem Związku Radzieckiego. Dwa miejsca, gdzie indywidualność jest luksusem, a zaufanie towarem deficytowym. Ewa Zakrzewska, polska architektka, wyjeżdża na staż do Berlina Wschodniego - jednak nie jedzie tam tylko po to, by projektować modernistyczne budynki. W bagażu wiezie obietnicę złożoną przyjaciółce – misję odnalezienia zbrodniarza wojennego, który może wiedzieć coś o losach zaginionego brata Heleny. To, co miało być zawodową szansą i cichym śledztwem, szybko zmienia się w niebezpieczną grę. Ewa trafia w sam środek rodzinnych sekretów pewnej niemieckiej familii, a prawda, do której w końcu dociera, jest brudna, mroczna i boleśnie skomplikowana Główna bohaterka jest kobietą z przeszłością, z bagażem, który nie pozwala jej lekko otwierać się na innych. Małżeństwo bez sensu, tułaczka, wojenne sieroctwo - to nie jest historia kobiety, która szuka romansu. I właśnie to podoba mi się w tej powieści: Ewa nie jest naiwna. Jedzie z misją, z planem, z głową pełną ostrożności. Jednak los, jak to los, ma własne zdanie na temat naszych planów i stawia na jej drodze Markusa - mężczyznę z własną, równie skomplikowaną przeszłością. Tu autorka sięga po jeden z tych chwytów, które lubię: dwoje ludzi rozdzielonych przez wojnę i historię, którzy wyrośli w zupełnie różnych światach. Ewa - sierota, zmuszona do tułaczki, kobieta zahartowana przez biedę. Markus - adoptowany przez Niemców, wychowany w dostatku, lecz uwikłany w rodzinną tajemnicę, która zaczyna go pożerać od środka. Zestawienie tych dwóch światów, pokazanie, jak te same historyczne zawieruchy potrafią ukształtować zupełnie różne życia - w mojej opinii to jeden z mocniejszych punktów książki. Joanna Jax bardzo sprawnie odtwarza atmosferę epoki. Inwigilacja jako codzienność, poczucie, że za każdym rogiem czai się donosiciel, że rozmowy prowadzone zbyt głośno mogą zakończyć się przesłuchaniem - to wszystko autorka oddaje w sposób, który sprawia, że lekturze towarzyszy stałe napięcie. Nie ma tu przesady ani taniej sensacji; jest rzeczowa, chłodna obserwacja systemu, który dławił ludzi powoli i metodycznie. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne - to duży atut. Książkę czyta się płynnie, bez poczucia, że autorka ciągnie narrację na siłę. Dialogi brzmią naturalnie, opisy nie przytłaczają. To ten rodzaj prozy, który wciąga bez wysiłku - można pochłonąć kilkadziesiąt stron, zanim się człowiek obejrzy. Co nie zagrało? Powiem to wprost: romans rozwinął się dla mnie za szybko. Ewa i Markus - zanim zdążyłam się przekonać do ich uczucia, zanim autorka pozwoliła mi uwierzyć w chemię między nimi - już wskakują sobie do łóżka. Rozumiem, że romans rządzi się swoimi prawami, ale przy tak bogatym tle psychologicznym i historycznym szkoda było nie poświęcić temu uczuciu więcej czasu i przestrzeni. Ewa jako postać ma wszystkie predyspozycje do tego, żeby jej otwieranie się na miłość było długim, bolesnym i wiarygodnym procesem. A tu - trochę za szybko, trochę za gładko. Najbardziej jednak problematyczny dla mnie okazał się wątek romantyzowania przedwojennej i wojennej polskiej wsi. Autorka kreśli obraz dzieciństwa, w którym jest czas na swobodę, na beztroskę, na wspomnienia niemal sielskie. A przecież rzeczywistość była znacznie brutalniejsza. Dzieci w tamtych czasach nie miały dzieciństwa w dzisiejszym rozumieniu tego słowa i pracowały od najmłodszych lat. Nie tylko opiekowały się młodszym rodzeństwem, a realnie pomagały w gospodarstwie. Wolny czas był luksusem nie dla wiejskiego dziecka. Wojna nie zostawiała przestrzeni na idyllę. I choć rozumiem zabieg literacki - kontrast między niewinnością a późniejszym mrokiem - to jednak zgrzytało mi to w trakcie lektury. No i niemieccy bohaterowie. Rozumiem mechanizm, z którego wynika ta narracja. My, Polacy, niechęć do Niemców wyssaliśmy z mlekiem matek. To nie stereotyp wzięty z powietrza - to pokłosie historii, która zostawiła w polskiej zbiorowej pamięci blizny nie do zatarcia. Ale w Zagubionych w mroku niemal wszyscy niemieccy mężczyźni okazują się czarnymi charakterami, a kobiety są albo głupie i zawistne, albo okrutne. To uproszczenie, które trochę boli, tym bardziej, że w warstwie historycznej i atmosferycznej autorka udowadnia, że jest w stanie operować niuansem. Podsumowując: Zagubieni w mroku to powieść, którą czyta się z przyjemnością - i mimo zastrzeżeń, moja ogólna ocena jest pozytywna. Joanna Jax ma rękę do tworzenia klimatu: ponury, duszny świat NRD lat sześćdziesiątych jest tu bohaterem samym w sobie. Napięcie wynikające z inwigilacji, tajnych służb, niemożności zaufania komukolwiek - to autorce wychodzi naprawdę dobrze. Historia poplątanych losów Ewy i Markusa - dwojga ludzi ukształtowanych przez tę samą wojnę, ale tak różnie - mogłaby być pełniejsza, gdyby autorka dała im więcej czasu na zbliżenie się do siebie. Uproszczone portrety psychologiczne trochę tę przyjemność przytępiają, ale lekkie pióro, sprawnie poprowadzony wątek wojennej zawieruchy i autentyczna atmosfera epoki robią swoje. Mimo wskazanych wad oceniam tę książkę pozytywnie. To wciągająca opowieść o nie tylko o miłości, ale także o powojennej traumie, o życiu pod stałą kontrolą państwa, o ludziach próbujących odnaleźć siebie w świecie, który dawno przestał być bezpieczny. Czy polecam? Tak - szczególnie osobom, które lubią romanse z porządnym tłem historycznymi! Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Videograf
„Zagubieni w mroku” Joanny Jax to powieść, która działa nie tyle efektowną akcją, co narastającym poczuciem osaczenia. Długo po zakończeniu zostaje w czytelniku ten charakterystyczny chłód: świadomość, że w świecie przedstawionym nawet zwykła rozmowa może mieć konsekwencje, a przeszłość nie jest wspomnieniem, tylko aktywną siłą - czymś, co potrafi wejść w życie i zacząć je urządzać po swojemu.
Autorka osadza historię w Berlinie Wschodnim końca lat 60., gdzie nowoczesność (projekty, staż, ambicje zawodowe) zderza się z realiami państwa opartego na kontroli. Ten Berlin jest świetnie „zrobiony”: surowy, przytłumiony, podszyty strachem, a Stasi nie funkcjonuje tu jako dekoracja do sensacji, tylko jak niewidzialny regulator codzienności. Najmocniej wybrzmiewa to, że człowiek przestaje ufać nawet odruchom - bo nie wie, kto słucha, kto ocenia, kto pisze raport. Dzięki temu napięcie rodzi się nie z pościgów, ale z atmosfery: z półsłówek, z wahania, z ostrożności bohaterów.
Bardzo przekonująco wypada Ewa jako postać: ambitna, samodzielna, ale też poraniona i wewnętrznie napięta - taka, która nie „idzie po swoje” bez kosztów, tylko niesie własny bagaż (również prywatny), a do tego wchodzi w misterną sieć zależności i kłamstw, gdzie łatwo stać się pionkiem. Duży atut tej książki to warstwa psychologiczna: bohaterowie nie są z papieru, mają wady, impulsy, czasem podejmują decyzje zbyt szybko albo zbyt emocjonalnie - i to właśnie buduje wiarygodność. Również relacje między postaciami, zwłaszcza te obciążone zazdrością i potrzebą znaczenia, pokazują, jak system potrafi wzmacniać najgorsze odruchy: oportunizm, donos, pragnienie kontroli nad cudzym losem.
Jax umie też korzystać z konstrukcji, w której teraźniejszość przeplata się z wojennymi doświadczeniami. Retrospekcje nie są tu ozdobą, tylko kluczem: pozwalają zrozumieć, czemu pewne tematy wciąż bolą, czemu niektóre wspomnienia „pracują” w ludziach po dekadach, i dlaczego tak trudno budować bliskość, gdy w tle stoi trauma. Szczególnie mocno wybrzmiewają wątki związane z Akcją Zamość i krzywdą dzieci - przedstawione w sposób, który potrafi ścisnąć gardło, bo nie idzie w tanią drastyczność, tylko w ciężar konsekwencji. To jedna z tych historii, które przypominają, że wojna nie kończy się w dniu podpisania dokumentów; ona po prostu zmienia formę.
Wątek uczuciowy jest poprowadzony z wyczuciem - bardziej jako ryzykowna nadzieja niż jako bezpieczna obietnica. To ważne, bo w tej powieści miłość nie „leczy” świata, nie jest nagrodą za cierpienie; raczej staje się kolejnym obszarem, w którym trzeba nauczyć się zaufania, a to w NRD bywa niemal aktem brawury. Dzięki temu romans nie rozmiękcza książki, tylko podbija stawkę emocjonalną.
Styl Joanny Jax pozostaje przystępny i płynny - to narracja, która potrafi być „czytadłowa” w najlepszym sensie, a jednocześnie nie rezygnuje z tematu i ciężaru. Największą siłą jest to, że autorka buduje napięcie konsekwentnie, cierpliwie, prowadząc czytelnika przez kolejne warstwy sekretów, zamiast iść w prostą sensację. Zakończenie (bez wchodzenia w szczegóły) ma w sobie ten rodzaj domknięcia, który bardziej zostawia z refleksją, niż pozwala odetchnąć pełnym spokojem - i to pasuje do całości.
Jeśli mam wskazać słabsze strony: momentami czuć, że historia chce udźwignąć bardzo dużo - politykę, wojnę, rozliczenia, wątek śledczy i relacje - przez co tempo bywa nierówne, a niektóre partie (zwłaszcza te, które porządkują kontekst) mogą wydać się bardziej „opisowe” niż dramatyczne. To też książka o wysokim ładunku emocjonalnym: melancholia i poczucie zagrożenia są tak stałe, że dla części czytelników lektura może być męcząca, bo niewiele tu bezpiecznych przystanków. I jeszcze jedno: okładka może sugerować lżejszą historię niż ta, którą dostajemy w środku - warto wejść w tę powieść z nastawieniem na mrok i ciężar, nie na komfort.
Moja ocena jest bardzo wysoka, bo to literatura, która łączy wciągającą intrygę z realnym „pęknięciem” w środku i nie udaje, że da się łatwo oddzielić życie od historii.
Gdy przeczytałam pierwszą książkę Joanny Jax to obiecałam sobie, że będę po tę autorkę sięgać częściej. I co? I wyszło jak zawsze. To ogromna szkoda, bo pióro tej autorki jest niesamowite. Polska w czasach PRL. Architekt Ewa Zakrzewska otrzymuje możliwość odbycia stażu w jednej z najlepszych pracowni projektowych w Berlinie Wschodnim. Jej przyjaciółka Helena prosi ją, aby podczas pobytu spróbowała znaleźć informacje o zbrodniarzu wojennym, który może mieć coś wspólnego z zaginięciem jej brata. Ewa podejmuje się śledztwa, a to, co odkrywa mrozi jej krew w żyłach. Ewa dociera do mrocznej przeszłości, która wiąże się z II wojną światową, a tego koszmaru kobieta nie chce pamiętać. Chociaż w sumie od razu wiedziałam, o co chodzi z zaginionym bratem Heleny to wciągnęłam się w tę książkę od pierwszej strony. Nie wiem jak autorka to robi, ale bardzo dobrze oddaje czasy, w których dzieje się dana historia. Może i sam zamysł na powieść był banalny, ale coś mnie w nim ciągnęło i nie mogłam się oderwać. Na dodatek fakt, że czasem akcja nie było tylko w PRL, ale również w trakcie II wojny światowej – to mnie pochłonęło. Samo pokazanie tego, co działo się z polskimi dziećmi w trakcie II wojny światowej było dla mnie trudne, chociaż byłam tego świadoma, albo miałam, jako takie o tym pojęcie. Jednak jak trudne było to dla tych dzieci, które dowiadywały się, że nigdy nie były Niemcami? Że ich tożsamość jest fałszywa, a ich rodzice nie są ich rodzicami? Oczywiście wiele z takich dzieci nigdy się o tym nie dowiedziało, bo nie miało jak, gdyż fałszywym rodzicom udało się ukryć prawdę, a potem umarli, więc zabrali swoją tajemnicę do grobów. Mimo to sama perspektywa jest przerażająca. Drugim przerażającym tematem jest fakt, że dawni żołnierze III Rzeszy bardzo łatwo zmieniali tożsamość i to nawet w systemie komunistycznym, który ich tak postępiał i chciał ich rozliczać za przeszłość. Oczywiście w powojennej zawierusze pewnie nie było to proste jednak prawdziwi komuniści powinni od razu rozpoznać, że ktoś się pod nich podszywa. Ukazywanie tego jak działało STASI, Berlin w NRD, że w Polsce wcale nie było tak źle za komunizmu. Oddanie realiów tamtych czasów – to są naprawdę mocne strony tej pozycji, bo bohaterka żeby wyjechać nawet do zaprzyjaźnionego NRD musiała zapisać się do partii. Co, prawda jedna z bohaterek jest typową zazdrośnicą, która chce za wszelką cenę zdobyć Marcusa, ale to jakoś dało się przełknąć. Muszę czytać więcej książek autorki, bo naprawdę lubię jej piór i to, co mi daje podczas czytania.
Rok 1969 może stać się przełomowym dla polskiej architektki Ewy. To właśnie wtedy dostała nieoczekiwaną szansę od losu. Może rozpocząć staż w biurze projektowym w Berlinie Wschodnim. Ale to nie tylko okazja do wyrwania się z siermiężnej Polski, to także jedyna możliwość by bezpośrednio w Niemczech spełnić prośbę przyjaciółki. To właśnie tam, w Biurze Bezpieczeństwa może dowiedzieć się co stało się z bratem przyjaciółki, który jako dziecko zaginął w trakcie II wojny światowej. Ewa nie oczekuje na zbyt wiele, ale z pewnością nie spodziewa się, że zwróci na siebie uwagę Stasi, uwikła się w romans i pozna sięgające w przeszłość tajemnice.
Nie do końca wiedziałam czego się mogę spodziewać po powieści Joanny Jax. Nazwisko kojarzę ale nigdy nie sięgałam po jej książki. ,,Zagubieni w mroku" to dla mnie zaskoczenie i to całkiem pozytywne. Fabuła jest dosyć prosta i raczej przewidywalna ale siła opowieści tkwi w czymś innym. Autorka tworzy wyraziste postacie, w które łatwo się wczuć oraz buduje bardzo realistyczne tło. Świetnie oddaje klimat końca lat 60-tych i wszechobecnej obecności Stasi w NRD. To świat pozbawiony zaufania, nieustannie inwigilowany, gdzie donosy są codziennością. Intrygi, tajemnice, podejrzenia egzystują nawet w obrębie rodziny. Nikomu nie można ufać, każdy jest podejrzany i każdy coś ukrywa. W tym świecie musi odnaleźć się bohaterka, początkowo zagubiona i nie rozumiejąca do końca reguł gry.
Ale nie tylko opowieść z czasów NRDowskich jest intrygująca. Wiele emocji wyzwoli także drugi wątek, rozgrywający się w czasach II wojny światowej opowiedziany z perspektywy nagle osieroconych dzieci. Wojna widziana ich oczami jest brutalna, niesprawiedliwa i przerażająca. Szokuje i porusza, z zaskoczenia pozbawiając okruchów nadziei.
Przyznam, że podobała mi się powieść ,,Zagubieni w mroku". Ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć przed skończeniem. Pozornie prosta i przewidywalna, zaskakuje detalami. Niby romans ale opowiadający głębszą historię.
Akcja książki rozgrywa się w 1969 roku. Ewa Zakrzewska to polska pani architekt, która dostaje szansę na staż w Berlinie Wschodnim. Przed wyjazdem obiecuje przyjaciółce, że spróbuje zdobyć informacje o zbrodniarzu wojennym, który prawdopodobnie posiada informacje o zaginięciu jej brata. Ewa trafia w sam środek tajemnicy sięgającej czasów wojny. Jej próba zdobycia informacji o zbrodniarzu wojennym stopniowo odsłania nie tylko losy jednej niemieckiej rodziny, ale też mechanizmy działania państwa opartego na strachu i milczeniu. Wątek śledztwa rozwija się powoli, ale konsekwentnie, budując napięcie bardziej atmosferą niż akcją.
W rozdziałach oprócz życia codziennego, dostajemy bolesne wspomnienia z czasów kiedy to Niemcy opanowały Polskę, a ludzie zaczęli trafiać do obozów. Autorka bardzo obrazowo opisuje przeżycia i odczucia bohaterów, które często są szokujące i wstrząsające. Szczególnie te dotyczące dzieci.
Dużym plusem książki jest także sposób pokazania życia codziennego w cieniu służb. Ludzie muszą zachować ostrożność w słowach, są zamknięte archiwa. Pojawia się także poczucie, że przeszłość nigdy nie została tak naprawdę rozliczona.
W tle tych dramatycznych przeżyć i walki o własne życie pojawia się delikatny wątek uczuciowy, który dobrze kontrastuje z chłodnym, podejrzliwym światem wokół bohaterki.
Ta powieść jest pełna napięcia, melancholii, ale i historycznego ciężaru. Osadzona w realiach zimnej wojny, gdzie tajemnice kryją się nie tylko w archiwach, ale i w ludzkiej pamięci.
Bardzo poruszająca i zapadająca w pamięci opowieść.
The author takes us to the late 1960s. Together with Ewa Zakrzewska, we travel to the German Democratic Republic for an internship at a renowned architectural studio. Her close friend Helena asks her to try to find out what happened to her brother, who went missing at the end of World War II. The girls only know that one day, still in occupied Poland, Mrs. Kaufmann came to take Maciek away. It was a woman for whom the siblings’ mother had worked.
Will Ewa manage to discover what happened to the boy? Where will her search lead her? Using the example of two families, or rather three children – the author portrays the difficult wartime and postwar years. She makes the reader realize how hard it was to bring to justice those responsible for the brutal treatment of camp prisoners. Above all, she shows how deeply German society was infiltrated by secret services. The lives of young people – their emotions, romances, disappointments, and heartbreaks - are the author’s way of capturing the reader’s attention, and it works quite well. The novel is very enjoyable to read, although if one looks more closely, the plot is not always perfectly developed. Recommended for readers looking for a romance with a historical background.
Zagubieni w mroku to powieść, w której historia nie jest tylko tłem, ale siłą bezlitośnie kształtującą ludzkie losy. Joanna Jax prowadzi bohaterów przez czasy pełne niepewności, lęku i moralnych dylematów, pokazując, że w mroku politycznych napięć najtrudniej ocalić własne sumienie. To opowieść o ludziach rozdartych między lojalnością a przetrwaniem, między miłością a obowiązkiem. Autorka z dużą wrażliwością buduje relacje pełne napięcia, tęsknoty i niewypowiedzianych słów, które bolą bardziej niż krzyk. Najmocniejsze są momenty, gdy bohaterowie muszą podjąć decyzje bez dobrego wyjścia, wiedząc, że każda z nich zostawi ślad na całe życie. Mimo ciężaru tematu książka wciąga, bo oprócz dramatyzmu niesie też iskry nadziei i pokazuje siłę człowieczeństwa. Styl Jax jest plastyczny i emocjonalny łatwo zanurzyć się w tej historii i poczuć jej klimat. To lektura dla tych, którzy lubią powieści historyczne z mocnym ładunkiem uczuć i bohaterami, o których trudno zapomnieć.