Odległa przyszłość. Dzięki nowoczesnej technologii ludzkość odebrała z układu AR Chimaera tajemniczy sygnał, który po odczytaniu brzmiał: „JA JESTEM WASZYM BOGIEM”. Wszystkie dotychczasowe osiągnięcia – wiedza, nauka, technologia i rozwój umysłu – stanęły wobec próby. Zapanował niepokój, a ludzkiej inteligencji rzucone zostało najtrudniejsze wyzwanie. Egzobiolog Adrien Ash wchodzi na pokład statku kosmicznego Horyzont, aby odkryć źródło sygnału. Kiedy podczas podróży w niewyjaśnionych okolicznościach ginie kapitan, załoga orientuje się, że za atakiem stać mogła potężna obca inteligencja. Próbując odnaleźć się w świecie „okrutnych cudów”, Ash skonfrontowany zostanie ze wspomnieniem zaginionej żony, Alice. Wkrótce też odkryje, że układ AR Chimaera skrywa tajemnice równie fantastyczne, co przerażające…
Hard sci-fi, w którym znajdziemy filozoficzne przemyślenia na temat naszej egzystencji, roli we Wszechświecie i poszukiwania Boga. Wątki biblijne przeplatają się z naukowym żargonem tworząc niesamowitą mieszkankę. Autor podaje nam informacje, a my sami musimy znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Świetny debiut
Zacznę brutalnie - czytając książkę “Bóg Zero Jeden” wielokrotnie zastanawiałem się, gdzie kończy się chwalebne naśladowanie Lema a zaczyna krindżowa grafomania. Dobra wyrzuciłem to z siebie więc mogę powiedzieć, że pomimo zarzutów, to naprawdę udany debiut w trudnym gatunku ambitnej SF.
Michał Kłodawski serwuje nam historię wyprawy badawczej do obiektu/zjawiska zwanego Bogiem Zero Jeden, który był źródłem sygnału przesłanego na Ziemię o treści “Ja jestem waszym Bogiem”. W duchu jest to powtórka z Solaris. Spotkanie z nieznanym, pełne rozważań i filozofowania, momentami nieźle naśladujące styl Lema. Kiedy indziej już nie tak dobrze. Bo niestety momentami nuży i odrzuca pretensjonalnością czy niezbyt wysokich lotów filozofią. Widziałem opinie, że to Hard SF, ale potok technożargonu nie czyni książki hard- więc kiedy czytam o skali Richtera wobec obiektu gwiazdowego setki lat w przyszłości albo jak autor podchodzi do antymaterii, przewracam oczami. Ale nie jest to problem.
Realnym problemem są bohaterowie. Teatralni, dramatyzujący, napuszeni. Tak zafiksowani na dywagacjach, czy Bóg Zero Jeden, jest “bogiem” (jakkolwiek go zdefiniujemy), że w zasadzie nie ma rozważań czy to obcy intelekt. Tezy bohaterów momentami są niepoważne.
Mimo powyższego uważam, że każdy fan Lema powinien dać szansę książce Michała Kłodawskiego, bo każdy może inaczej ocenić to naśladownictwo. Jest tu ciekawy pomysł, jest ambitnie, jest widowiskowo. Co bardzo istotne, finał dowozi. Miałem obawy, że wszystko skończy się wielkim niczym, tymczasem dostajemy satysfakcjonujące zakończenie i idealną ilość odpowiedzi i ambiwalencji.
Minusy: - mieszanie konceptu Boga, kosmitów i ludzi. A kończąc sam do końca nie wiem, jaka jest konkluzja - autor bardzo wymijajaco cokolwiek zakończył - sporo sci-fi nauki, która bazuje na wymysłach autora, które nie są wyjaśniane. O ile koncepty z fizyki, hipotez astronomicznych/fizycznych można sobie wyszukać, o tyle niektóre serwowane tutaj tematy są tylko w głowie autora. Po co rzucać losowy termin, skoro ani nie jest wyjaśniony, ani nie zmienia jakkolwiek zrozumienia tekstu? Trochę taka anty-strzelba Czechowa. - bohaterowie, którzy nienaturalnie ze sobą rozmawiają. Można to zrzucić na to, że tak się gada za x set lat. Albo że są ze sobą na statku bardzo długo i już się sobą znudzili. Ale jednak, ciężko się to czyta. - cała pseudofilozoficzna, pseudoreligijna otoczka. W sci-fi. Po co?
Lem, Lem, jeszcze trochę Lema i trochę za dużo gadania. To tak w skrócie i przesadnie. Lema tu czuć, ale czucie to wypada pozytywnie, a i sam autor nie ukrywa się ze swymi inspiracjami. Nie brak tu rozważań o człowieczeństwie, boskości, sensach i przyczynach. Momentami aż dużo i o ile filozoficznie bywa to fascynujące, to literacko nieco kłuje. Zwłaszcza, że postaci są nieco zbyt przekaźnikowe - służą za nośniki pewnych postaw, idei - i przez to koniec końców całość wypada trochę bezosobowo.
Jako tako jednak powieściowy debiut Michał Kłodawskiego oceniam pozytywnie, fragmentami nawet bardzo.
Świetny, nieoczywisty debiut. Fabuła nie idzie w utarte szlaki, ale szuka nowych skojarzeń i rozwiązań. Ciekawie skonstruowane opisy, sporo elementów hard sci-fi. Rzadka pozycja jak na polski rynek wydawniczy