Dwa i pół roku życia skasowane jak niepotrzebny plik.
Nathaniel McCarnish budzi się jako barman w pubie i uświadamia sobie, że stracił lata życia, a co gorsza zawodzą wszelkie próby kontaktu z Fioną. Próbując rozwikłać zagadkę, Nathan wyrusza znów w stronę miasteczka Nonstead, gdzie zapanowała już normalność. Choć… Za co Skinner trafił do więzienia? Skąd się wziął Chochlik, którego niby wszyscy znają, ale nikt nie umie nic o nim powiedzieć? I co się właściwie stało z Fioną?
A zwłaszcza, co kryje krótki film, który nagrała?
Wraz z nadejściem mrozów, do Nonstead znów zawitały niepewność i groza. Nathan jeszcze nie wie, że jego własny telefon wnet stanie się śmiertelnym zagrożeniem, a do tego zdecydowanie lepiej nie przeglądać się w lustrze. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że miasteczkiem zawładnęła nowa siła, o wiele lepiej zorganizowana niż wcześniej, a dla niego wyznaczona została pewna rola.
Bo czy ktoś taki jak Maggor mógłby o nim zapomnieć?
Urodził się 5 kwietnia 1976 roku w Poznaniu, który stał się pierwszą miłością jego życia. Kolejne spotykał stopniowo, a były to: muzyka rockowa i metalowa, mistyka Skandynawii, epoka wielkich żaglowców, aż wreszcie pisarstwo. Już podczas studiów parał się pisaniem artykułów o tematyce erpegowo-historycznej do czasopism „Magia i Miecz” oraz „Portal”. Jest autorem powieści „Ostatnia saga”, jej kontynuacji „Wojna runów” oraz „Świt po bitwie” oraz dylogii „Karaibska krucjata”, na którą składają się tomy „Płonący Union Jack” i „La Tumba de los Piratas”. W lipcu 2007 zadebiutował w Fabryce Słów powieścią "Ragnarok 1940”. Za niedościgniony wzór uważa Patryka O’Briana, którego powieści pracowicie przekłada na język polski. Trudną dolę tłumacza łączy z pracą nauczyciela i lektora języka angielskiego. Latem - pod pozorem pracy pilota wycieczek - ucieka w chłody Islandii. Pasjonat ciszy i spokoju, strażnik ogniska domowego, poszukiwacz nieprzetartych szlaków pośród puszcz i jezior, co stało się kolejną miłością jego życia. Największą jest jednak Marta, z którą pewnego lata wziął ślub w cudownie pachnącym kościółku z drzewa modrzewiowego. Wkrótce został ojcem małego Michałka, który również bardzo lubi książki.
3/4 audiobooka za mną i myślałem że to będzie taki gildy plether że czasem trochę grozy czasem zabawne sceny z Skinerem i trochę tak jest ale jakoś nie interesuje mnie jak to się skończy szkoda
Ta sama droga, ten sam kawałek lasu, ta sama przeklęta ziemia w kontynuacji „Miasteczka Nonstead” Marcina Mortki.
O ile „Miasteczko Nonstead” osaczało czytelnika atmosferą niepokoju i wspaniałej niesamowitej grozy, to „Hellware” w tej samej oprawie raczej zadziwia niż straszy, przyciąga, ale nie przeraża, przynajmniej nie do końca. To taki powrót do Twin Peaks, w którym znowu coś się rozpanoszyło, znowu coś syci się ludzkim cierpieniem, widać to w spojrzeniu mieszkańców, ale już jesteśmy świadomi, że to wszystko dymy i lustra. Atmosfery dziwności nadaje w „Hellware” zimowa aura miasteczka, która niby pogrąża wszystko w letargu, ale od razu można poczuć, że pod powierzchnią lodu kotłuje się ognista otchłań. Tej otchłani Mortka nadaje swoistą postać i to właśnie ona zdaje się być najciekawszym, niosącym bardzo współczesne przesłanie, elementem powieści i kluczem do rozwiązania zagadki. Ktoś słucha, ktoś widzi tysiącem oczu, ktoś pociąga za sznurki i znów zatracamy się w obłędnym kole opętania.
W Nonstead można przepaść, można się zagubić, można wejść w las i nigdy z niego nie wrócić. Mieszkańcy są jak zahipnotyzowani, pogodzeni z otaczającym ich złem, zobojętniali na wszelkie oznaki zdrowego rozsądku. Tak to już bywa, że lepiej pogrążyć się w odmętach niepamięci niż pamiętać o czymś, co krzywdzi, boli, co sprawia, że dostrzegamy swoje prawdziwe oblicze. W Nonstead na własne życzenie można stać się marionetką, oddać się we władanie ciemnych mocy, a one już dobrze wiedzą, jak wykorzystać niemoc duszy na swoją korzyć.
W „Hellware” Marcin Mortka po ośmiu latach wraca do Nonstead, by znów bawić się konwencją horroru, by znów wykorzystywać znajome wątki, rozpoznawalne motywy, ale na swój wyjątkowy sposób. To zupełnie nowy świat, nowa horrorowa jakość, której żaden wielbiciel gatunku nie powinien ominąć. Warto odwiedzić Miasteczko Nonstead, zawieszone gdzieś, nie wiadomo gdzie…
Hellware Marcina Mortki rozczarowuje w porównaniu do wcześniejszych książek autora. Klimat jest nierówny, a elementy grozy choć obecne rzadko faktycznie przerażają czy wciągają. Humor i dialogi bohaterów momentami ratują lekturę, ale nie rekompensują braku emocjonalnej głębi i napięcia. Wątki paranormalne mieszają się z technologią w sposób miejscami chaotyczny, co sprawia wrażenie, że autor eksperymentuje bez wyraźnego celu.
To książka, która ciekawi, ale rzadko angażuje; w efekcie czytelnik zostaje raczej z uczuciem lekkiego rozczarowania niż satysfakcji. Dla fanów Mortki okej. Dla poszukiwaczy prawdziwego horroru zdecydowanie niewystarczająca.
Hellware Marcina Mortki sprawia wrażenie kontynuacji „na siłę”. Atmosfera horroru jest nikła, napięcie praktycznie nie istnieje, a stawka opowieści wydaje się niewyraźna. Bohaterowie i dialogi bywają zabawne, ale nie ratują historii, która zamiast wciągać, męczy przeciąganiem wydarzeń. Drugi tom nie wnosi niczego istotnego do świata Nonstead trudno dostrzec powód jego powstania.
👁️🗨️🔥 Hellware Marcina Mortki to powrót do mrocznego miasteczka Nonstead, które raz poznane nie chce wypuścić nikogo ze swoich objęć. Mortka kontynuuje historię Nathana McCarnisha, pisarza, który budzi się nagle w zupełnie innym miejscu i odkrywa, że z jego życia zniknęły ponad dwa lata. Pamięć została wymazana jak niepotrzebny plik, a pytania zaczynają mnożyć się szybciej niż odpowiedzi. Dlaczego znalazł się za barem w pubie? Co wydarzyło się z Fioną? I dlaczego droga z powrotem do Nonstead wydaje się nieunikniona, jakby ktoś od dawna planował jego powrót.
👁️🗨️🔥 Marcin Mortka bardzo sprawnie buduje atmosferę niepokoju, prowadząc czytelnika przez kolejne tajemnice skrywane przez miasteczko. Nonstead z pozoru powróciło do normalności, jednak pod powierzchnią wciąż czai się coś niepokojącego. Dziwne zdarzenia, ludzie mówiący półsłówkami i nowe zagadki sprawiają, że Nathan szybko zaczyna rozumieć, iż koszmar wcale się nie skończył. Mortka potrafi świetnie wykorzystać motyw utraconej pamięci, budując napięcie wokół tego, czego bohater nie pamięta, ale co najwyraźniej wciąż ma wpływ na jego życie.
👁️🗨️🔥 Jednym z najbardziej fascynujących elementów powieści pozostaje postać demona Maggora. W wizji Mortki to istota, która nie tylko manipuluje ludźmi, ale potrafi też wnikać w ich myśli i wykorzystywać ich słabości. Nonstead staje się przez to czymś więcej niż zwykłym miasteczkiem. To niemal piekielna strefa, w której każdy mieszkaniec może zostać pionkiem w grze znacznie potężniejszej siły. Maggor zdaje się obserwować wszystko z dystansu, cierpliwie kierując wydarzeniami i wciągając bohaterów coraz głębiej w swoją intrygę.
👁️🗨️🔥 Dużą siłą książki jest także relacja Nathana ze Skinnerem, którą czytelnicy poznali już w poprzedniej części historii. Marcin Mortka ponownie pokazuje ich jako nietypowych sojuszników, którzy mimo różnic potrafią stanąć razem do walki ze złem. Ich dialogi często wprowadzają do historii odrobinę humoru i sarkazmu, dzięki czemu nawet w najbardziej mrocznych momentach pojawia się chwila oddechu. Ten kontrast między grozą a ironią sprawia, że historia nabiera jeszcze ciekawszego charakteru. ㅤ 👁️🗨️🔥 Ciekawym pomysłem w Hellware jest także motyw opowiadań Nathana, które zaczynają wpływać na rzeczywistość. Mortka wykorzystuje tu niezwykle intrygującą koncepcję, w której granica między fikcją a prawdą staje się coraz bardziej niepewna. Jednocześnie w historii pojawia się także element technologii, który momentami zderza się z bardzo wyraźnym wątkiem paranormalnym. Ten kontrast może budzić mieszane odczucia, ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo autor lubi eksperymentować z różnymi motywami. ㅤ 👁️🗨️🔥 Hellware okazuje się bardzo udaną kontynuacją Miasteczka Nonstead i trudno traktować te dwie książki jako oddzielne historie. Marcin Mortka tworzy opowieść wciągającą, momentami niepokojącą, a przy tym pełną charakterystycznego humoru i barwnych bohaterów. Nonstead ponownie staje się miejscem, gdzie granice między rzeczywistością, koszmarem i manipulacją zaczynają się zacierać. To historia, która potrafi zarówno przestraszyć, jak i rozbawić, a przede wszystkim sprawia, że czytelnik z ciekawością śledzi każdy kolejny krok bohaterów.
"Hellware"! Czy to książka, która pochłania czytelnika w całości i nie wypuszcza, póki nie przeczyta ostatnich słów? Chodźcie dalej, opowiem!
To drugi tom i zarazem moja druga przygoda z Marcinem Mortką. "Miasteczko Nonstead" było bardzo ciekawe i dlatego ucieszyłam się jak małe dziecko, kiedy przyjechała do mnie paczka od Wydawnictwa Videograf, w której znalazłam właśnie "Hellware". Moją recenzję pierwszej części znajdziecie tu: KLIK!
Na początek, od razu powiem, że jest to kontynuacja i choć być może równie dobrze czytałoby się bez znajomości pierwszego tomu, to szczerze polecam przeczytać w kolejności.
Miasteczko, małe zapyziałe, w którym spodziewalibyśmy się tajemnic, dziwnych i niewytłumaczalnych wydarzeń, prawda? Po raz kolejny zagłębiamy się w to samo miejsce. Razem z głównym bohaterem Nathanielem zastanawiamy się nad tym, co się właściwie stało, bo mężczyzna obudził się jako barman nie pamiętając czemu właściwie pracuje w takim miejscu. W zasadzie nie pamięta ostatnich dwóch lat i tu zaczyna się problem. Uświadamia sobie, że rozwiązanie jego problemu musi być w Nonstead. I tak oto staje nad grobem, nie wiemy czyim a samo miasteczko staje się jeszcze bardziej niepokojące niż wcześniej.
Nathaniel w tym miasteczku odnajdzie przyjaciela, Skinnera i obaj będą musieli zmierzyć się z obławą. Morderczą obławą. Muszą uważać na każdy swój ruch, mieć oczy cały czas szeroko otwarte i nie wolno im odbierać telefonów.
I teraz zapytacie, czy to nie powtórka z rozrywki z pierwszego tomu? Przeczytać i przekonać się czym to będzie dla Was musicie sami. Jak to jest ze mną?
Wracamy do Nonstead, które przerażało i było miejscem, w którym dreszcz przebiegał po kręgosłupie. Kiedy, w trakcie lektury, uświadomiłam sobie, że w zasadzie znów wpadamy w to samo miejsce, to miałam wrażenie, że dostałam odgrzewanego kotleta. Ten sam pomysł, to samo zło, ta sama maleńka społeczność i dziwne uczucie niepokoju, ale czy straszy bardziej? Nie. Właśnie mniej, bo czuje się, że już się to widziało, już się to czytało i przeżyło. Więc odczuwam lekki niedosyt, mimo że wróciłam do Nonstead z ogromnym zaciekawieniem i z niecierpliwością pochłaniałam każdą stroną.
Czy w takim razie warto sięgnąć po "Hellware"? Myślę, że tak. Mimo, że towarzyszy poczucie powtarzalności to jest to nieco inna opowieść, mimo że w tym samym, strasznym miejscu, w którym mieszkańcy już ze złem się w zasadzie oswoili. Da się? No nie wiem, ale marionetką można stać się łatwo, a tą już sterować można jak się chce.
Czy to horror? Nie powiedziałabym. Raczej dobry kawał fantastyki z elementami grozy i choć czytało mi się bardzo dobrze, bo uwielbiam język, jakim posługuje się Autor, to jeśli postanowi poczynić trzeci tom, to już będę miała większe oczekiwania, będę chciała czegoś nowego, wyjątkowego, strasznego tak, że będę się bała wejść do lasu.
"Wedle nawigacji samochodowej Nonstead dzieliło od Nowego Jorku sto dziewięćdziesiąt mil. Nathan nie zapamiętał z drogi niczego, dosłownie niczego. Świat przesłoniła mu bowiem szara mgiełka, która nie miała nic wspólnego z pogodą, nadal paskudną i mściwą. Przypuszczał, że płynęła prosto z jego serca, które biło już tylko z przyzwyczajenia, ewentualnie z umysłu, który, w przeciwieństwie do serca, umarł całkowicie."
Zapraszam do Nonstead ponownie! Nathan myślał, że pokonał zło, lecz tak jak demon obiecał, jest on łakomym kąskiem a do tego zdolnym pisarzem. Tytuł "Hellware" idaelanie oddaje to czym jest małe miasteczko Nonstead - jest to piekielna strefa, w której każda osoba może stać się marionetką. Maggor bawi się ludźmi, wnika w ich myśli, tworzy armię poddanych, którym szepcze do ucha rozkazy.
Nathana i Skinnera poznajemy w pierwszej części tej historii (koniecznie najpierw sięgnij po poprzedni) i od razu ich relacja okazuje się być wyjątkowa. Zupełnie obcy sobie ludzie stają się sojusznikami w walce ze złem. Nathan przyjeżdża do Nonstead by odnaleźć ukochaną, znajduje ją i jednocześnie stacza bitwę z demonem. Wygrał? Okauzje się, że sam stał się marionetką, która wybudziła się nagle stojąc za barem w pubie. Dziura w pamięci szokuje pisarza, po nitce cofa się do kłębka i odkrywa, że jego opowiadania zaczęły żyć własnym życiem. Maggor kolejny raz stał się reżyserem mrocznych wydarzeń. Znalazł sposób by sprowadzić Nathana do Nonstead, wiedział, że jego największą słabością jest miłość do Fiony...
"Hellware" jest bardzo udaną kontynuacją "Miasteczka Nonstead". Te dwie książki stanowią całość i o ile pierwsza może obejść się bez drugiej, o tyle druga bez pierwszej już nie.
Mimo dość mrocznego wątku, autor wplatał wiele humoru w dialogi między Noahem i Skinnerem.⤵️
"Ja dobrze wiem, do czego jesteś zdolny - oświadczył nagle Skinner. - Masz najgroźniejszą supermoc na tej półkuli. Potrafisz stać i pierdolić od rzeczy, aż wszyscy usną i pozamarzają. Miley się zaśmiała, a Eleanore pokiwała głową. Skinner również wyglądał na rozbawionego własnym dowcipem, ale jego oczy pozostały poważne."
Świetnie się bawiłam przy tej książce, choć sposób na manipulację gryzł mi się z tak wyraźnym wątkiem paranormalnym. Maggor potrafił wpłynąć na umysł pisarza jednocześnie sprawiając, że jego historie przestają być fikcją, i jak się okazuje tutaj tkwi też pułapka (swoją drogą genialne posunięcie ♥️) z drugiej strony używa do tego technologii - zgrzyta mi to! Pomijając ten szczegół, całość historii okazała się wciągająca, momentami straszna, ale i sarkastyczna. Nathan i Skinner stają się zwierzyną nie tylko dla demona, lecz także dla mieszkańców miasteczka. Nie zabrakło tu także ciekawych postaci kobiecych. Zdecydowanie jestem na tak!
"Komu mogłabym polecić cykl „Miasteczko Nonstead” Marcina Mortki? Myślę że przede wszystkim wszelkiej maści miłośnikom fantastyki. Oni przecież lubią historie, w których nie brak sekretów, intryg oraz oddziałujących na bohaterów nadprzyrodzonych mocy. A czego jak czego, ale tych elementów nie można odmówić horrorowemu cyklowi Marcina Mortki."
Początek był ciekawy. Dalej już było tylko gorzej. Nie było czuć grozy a tylko znużenie tym, że wszystko musiało iść źle. Pomysł z tą "armią" był irytujący. Bohater się czegoś dowiaduje - super? Jednak nie, bo w następnej scenie już zdążył zapomnieć. A to rozwiązanie? Pomyślałam o tym na końcu pierwszej książki. Uwielbiam inne książki autora, więc jestem naprawdę zawiedziona tą serią.
Solidna kontynuacja, chociaż miejscami za szybka. Mimo wszystko dostajemy ten sam schemat co w jedynce, a chciałoby się coś więcej i lepiej. Za drugim razem nie smakuje już aż tak dobrze, jak znamy sztuczki z tomu pierwszego.