Płomienie wdzierają się do domów niewinnych ludzi, pozostawiając po sobie zgliszcza. Raporty biegłych wskazują tę samą przyczynę pożarów: nieszczęśliwy wypadek. Jagna Biernacka, dziennikarka „Tygodnika Podhalańskiego”, odkrywa, że prawda jest znacznie bardziej mroczna. W hermetycznej społeczności panuje zmowa milczenia, a ten, kto zadaje zbyt wiele pytań, przestaje być w niej mile widziany.
Gdy w kolejnym pożarze ginie małżeństwo, Jagna dostrzega powiązania, jakie ktoś za wszelką cenę stara się ukryć. Każde kolejne odkrycie rodzi nowe pytania...
Jak daleko posunie się miejscowy ksiądz w obronie wiary? Skąd nowy fotograf „Tygodnika” wie, kiedy zjawić się na miejscu pożaru, by jako pierwszy udokumentować zdarzenie? Jakie tajemnice skrywa lokalny biznesmen?
W Kościelisku jest ktoś, kogo ręce splamione są krwią, kto od lat kroczy ścieżką, z której nie ma powrotu. Pewne jest tylko jedno: tam gdzie tradycja, lokalne układy i nowe interesy tworzą niebezpieczną sieć, trudno odróżnić sprzymierzeńców od wrogów.
Ostatni smrek to niepokojący, trzymający w napięciu thriller o tym, do czego może doprowadzić wiara i fałszywie rozumiana lojalność.
Maria Gąsienica-Zawadzka to autorka, którą poznałem przy okazji premiery jej wcześniejszej powieści „Ciemiężyca”. Była to książka, która wciągnęła mnie niczym bagno i nie chciała wypuścić aż do ostatniej strony. Od tamtej pory wiedziałem, że bez wahania będę sięgał po jej kolejne tytuły i słowa dotrzymałem.
„Ostatni smrek” to jedna z tych historii, które zaczynają się niepozornie. Dziennikarka z trudną przeszłością wraca do rodzinnego miasta, a ksiądz z prawdziwym powołaniem próbuje dotrzeć do tych, którzy odwrócili się od wiary. Jednak gdy ich drogi się przecinają i wspólnie podejmują próbę wyjaśnienia niepokojących zjawisk nawiedzających Kościelisko, fabuła szybko nabiera tempa.
W pewnym momencie następuje wyraźny zwrot - akcja przyspiesza, a wydarzenia zaczynają wymykać się wszelkim schematom. To już nie jest spokojna opowieść, lecz pełna napięcia, dynamiczna jazda bez trzymanki. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale możecie mi wierzyć - intryga jest świetnie skonstruowana, a sposób, w jaki autorka splata poszczególne wątki, robi ogromne wrażenie. Tę powieść czyta się jak najlepszy thriller - szybko, intensywnie i z rosnącym zaangażowaniem.
To po prostu bardzo dobra książka. Wciąga bez reszty, a pomysł na fabułę zasługuje na najwyższe uznanie - to prawdziwy majstersztyk. Pani Mario, jeśli kiedykolwiek trafią do Pani te słowa - chapeau bas.
Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić „Ostatni smrek”. Czytajcie, niech i Was wciągnie tak jak i mnie!
📖 Przychodzę dziś do Was z recenzją dzisiejszej premiery — thrillera „Ostatni Smrek” autorstwa Marii Gąsienicy-Zawadzkiej. Na wstępie chciałabym podziękować Wydawnictwu Otwartemu za egzemplarz do recenzji.
Muszę przyznać, że czytałam już trzy wcześniejsze książki autorki, więc mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać — i nie zawiodłam się. Ponownie dostajemy piękny, górski klimat, wyraźnie osadzony w Zakopanem i okolicach.
💥 Ogromnym atutem tej powieści są realistyczne opisy miejsc i przyrody. Czytając, naprawdę można poczuć się tak, jakby spacerowało się ulicami Zakopanego czy Kościeliska. To zdecydowanie jedna z najmocniejszych stron książki. Na uwagę zasługuje również wykorzystanie gwary góralskiej, która nadaje historii autentyczności i wyjątkowego charakteru.
📚 Jeśli chodzi o fabułę — poznajemy dziennikarkę Jagnę Biernacką, która próbuje powiązać ze sobą serię pozornie niezwiązanych pożarów, występujących w krótkich odstępach czasu. Szybko okazuje się jednak, że nie wszystkim zależy na odkryciu prawdy i ktoś próbuje jej w tym przeszkodzić.
Równolegle śledzimy losy dwóch mężczyzn — Halnego i Górala — których drogi przecinają się w więzieniu. Góral odbywa jeszcze dwa lata kary, natomiast Halny dopiero rozpoczyna swoją odsiadkę. Ich historie stopniowo zaczynają się ze sobą przeplatać.
Wśród bohaterów wyróżnia się również młody wikary Marcin , odbywający posługę w parafii w Kościelisku. To bardzo ciekawa i barwna postać — angażuje się w pomoc Jagnie i wspólnie, mimo licznych przeciwności, próbują dotrzeć do prawdy. Jego kreacja została przedstawiona niezwykle realistycznie. Autorka wiarygodnie oddaje jego wewnętrzne rozterki, obowiązki parafialne oraz codzienne zmagania. To bohater, który chce pomagać innym i wypełniać swoją misję, choć nie zawsze wszystko układa się tak, jakby tego pragnął.
Na plus zasługuje również konstrukcja fabuły — autorka skutecznie myli tropy, przez co podejrzany może wydawać się niemal każdy. To sprawia, że czytelnik cały czas pozostaje w napięciu i sam próbuje rozwikłać zagadkę.
Ciekawym i wyróżniającym się elementem są także wątki związane z wierzeniami i zabobonami górali. Autorka pokazuje ich dawne tradycje, w tym m.in. kult drzew (szczególnie świerka), co dodatkowo buduje klimat powieści i nadaje jej głębi.
Mimo że książka liczy ponad 500 stron, ani przez chwilę nie odczułam znużenia. Historia wciąga od pierwszych stron, a autorka świetnie spina wszystkie wątki w spójną całość.
Zakończenie — jak u autorki bywa — robi ogromne wrażenie. Jest bolesne, poruszające i zostaje w głowie na długo. To zdecydowanie nie jest książka, którą się czyta, zamyka i odkłada bez refleksji. To historia, która zostaje z czytelnikiem i skłania do przemyśleń.
Na długo zapadł mi w pamięć jeden z cytatów:
„Całe zło tego świata bierze się ze słabości ludzkiej natury.”
Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, jak i po inne powieści autorki. A samej autorce serdecznie gratuluję premiery!
"Dla swojego dziecka zrobiłby wszystko. Sprzymierzyłby się z samym diabłem. A może już to zrobił? Nagle pomyślał, że oto zobaczył Górala takiego, jaki jest naprawdę. Opadła maska, za którą się skrywał. Po raz pierwszy stał przed nim prawdziwy, pokazał, jakie bagno ma w głowie."
Lubicie powieści, których akcja rozgrywa się w okolicach gór? Historie takie mają swój niepowtarzalny klimat, a książki Autorki idealnie nas w ten klimat wciągają. Ja byłam zachwycona czytając "Gniew Halnego", w którym wiatr był jednym z bohaterów książki, "Zgorzelisko" przeniosło mnie w mroczny czas historii, w której teraźniejszość i przeszłość wołają o uwagę i pamięć. Potem nadeszła "Ciemiężyca", która wyrwała mnie z rzeczywistości na kilka godzin i pozostawiła z poczuciem oszołomienia. Ależ ja byłam ciekawa najnowszej książki autorki. "Ostatni smrek" miał bardzo wysoko postawioną poprzeczkę.
I niestety nie doskoczył. Powiem szczerze - rozczarowałam się. Książka nie jest zła, historia łącząca stare wierzenia i tajemnicze podpalenia - brzmi świetnie! Jednak dla mnie książka to nie tylko historia, ale także postacie, które powinny czytelnika prowadzić, zaciekawić. Tutaj niestety dziennikarka Jaga nie dość, że była irytująca, to po prostu była kiepską dziennikarką, gdy kilka razy sama sobie wytknęła głupotę, cóż - tylko jej przyklasnęłam. Postać księdza -upierdliwiec, znawca, misjonarz...Jego zachowanie pozostwiało wiele do życzenia.
"Przerwał czytanie, czuł, że palą go policzki, a serce mocno bije. Czciciele świętego smreka, a więc sekta, bo jak inaczej ich nazwać? (...)Musi to zgłębić. (...)miał wrażenie, że oto objawiły mu się szczegóły boskiego planu: Bóg zesłał go na Podhale w określonym celu. Co za okazja! Prawdziwi poganie, których trzeba sprowadzić na właściwą drogę, teraz takich ze świecą szukać. Niemal czuł, jak przenika go boska energia."
Większość książki to nieudolna zgadywanka Jagi i Marcina, dopiero Kuba wniósł nieco ikry w ten zespół śledczy. Uważam, że ta powieść może się podobać, jednak porównując ją do poprzednich książek autorki, brakuje jej głębi i suspensu. Trochę mi smutno, bo nie lubię pisać opinii w tonie "na nie".
Dzięki tej książce choć na chwilę przeniosłam się w klimat górski⛰️
Autorka fantastycznie oddaje klimat Zakopanego i okolic. To naprawdę czuć!🔥 W opisie krajobrazu, klimatu, zachowań a i nawet gwara góralska się pojawia!
Sam pomysł na fabułę niezwykle mnie zaintrygował. Liczne podpalenia. Niby przypadkowe. Ale... zbyt częste, tylko w Kościelisku i nagle ktoś ginie. Jagna, dziennikarka, wpada na trop i nie planuje odpuścić do samego końca. Ma dwóch "pomocników": księdza i fotografa. Pomimo gróźb i ataków nie odpuszczają póki nie poznają prawdy.
Jednak coś nie do końca mi zgrzytło. Pojawia się taki tekst w książce (mniej więcej): jesteśmy amatorami detektywami. I właśnie trochę to zachowanie głównych bohaterów było właśnie takie: amatorskie. Momentami kręciłam oczami na ich postępowanie. I to jest ten zgrzyt. Nie polubilam ich przez co ciężko było mi się wbić w historię.
Zdecydowanie bardziej podobały mi się postacie Górala i Halnego. Było czuć charakter! I ich wątek był najciekawszy.
Ze swojej strony polecam, choć nie jest to mój faworyt miesiąca.
Z książkami tej autorki jestem od debitu i przeczytałam wszystkie. Zawsze zachwycały mnie opisy naszych niezwykłych polskich gór. Tym razem jednak to nie przyroda gra główne skrzypce, mam poczucie, że książka ta ma trochę mroczniejszy klimat niż poprzednie. Reporterka, która ma niesamowitą intuicję, a ta podpowiada jej, że pożary w Kościelisku nie są przypadkiem, mimo opinii biegłego. Zaczyna swoje śledztwo i powoli odkrywa nowe elementy, które wskazują na większą aferę. Niestety okazuje się, że zadziera z bardzo niebezpiecznymi ludźmi, którzy wiedzą o niej zdecydowanie zbyt dużo. Nieoczekiwanie z pomocą w odnalezieniu prawdy przychodzą jej ksiądz oraz kolega. To nie jest "lukrowana" historia, jeśli ma się tu wydarzyć coś złego, to zapewne nastąpi. Za to ma u mnie ogromny plus. Tym razem zabrakło mi opisów Tatr, a mam poczucie, że troszkę za dużo było opisów religii, choć rozumiem dlaczego. Niemniej jednak książka wciągała i czytało się ją bardzo szybko. Ocena: 9/10 gwiazdek
Autorka regularnie uchyla rąbka tajemnic Podhala. Zawsze okrasza fabuły garścią historii, legend, podań, zabobonów. Bohaterów kreuje na ludzi różnych osobowościowo. Znajdą się wśród nich i jednostki bezwzględne, kierujące się żądzą pieniądza, zemsty, ale i takie, które pielęgnują góralską kulturę i tradycję. W tej powieści przywołała dawne, pogańskie wierzenia w smreka, czyli świerk. Ostatni czciciele smreka prowadzą krucjatę przeciw katolikom. Początkowo irytowała mnie góralska gwara w dialogach między najstarszymi bohaterami. Ten stan szybko mi minął, a fabuła wciągnęła w wir wydarzeń. Finalnie powieść bardzo mi się podobała. Każda kolejna książka zdaje mi się być jeszcze bardziej dogłębną analizą mentalności mieszkańców Podhala, jak również mieszkańców napływowych i zupełnie niezwiązanych z Tatrami. Stylistycznie jak zawsze doskonale.