Krok po kroku pod moją skórą rozkwitała złość. Nie była to płytka, impulsywnafuria, lecz gęsta, zimna jak rdza, która powoli zjada metal.
Pokerzysta
Zrobiłby dla niej wszystko. Mógłby nawet umrzeć, jeżeli to oznaczałoby, że ona przeżyje.
Duch
Jest niewiele rzeczy zdolnych go złamać. Gdyby ktoś zapytał, czego się boi, nie potrafiłby odpowiedzieć. Dopiero jedno wydarzenie sprawi, że pierwszy raz w życiu poczuje, czym jest strach.
Ella
Czy może istnieć większy dowód miłości, niż zasłonięcie ukochanej osoby własnym ciałem? Ella wie, że nie. Teraz ona musi go ocalić. Zamierza kłamać, oszukiwać i manipulować. Wszystko, aby tylko wyszedł z tego bagna cały.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
ta seria jest czymś niesamowitym i pokochałam ją już od pierwszego tomu i jestem tak ogromnie szczęśliwa, że skończyło się na 5, a nie 2 tomach i mogłam spędzić z ella, duchem i pokerzystą dużo więcej czasu, ale teraz jest mi smutno że to koniec 💔 oby do zobaczenia kiedyś…
Nie mam się do czego przyczepić. Ostatni tom, nie dość, że najgrubszy ze wszystkich pięciu to fabuła i akcja toczyła się przez całą książkę, zakończenie mi się podobało. Oceniając całą już serie daje 4 gwiazdki⭐️
„Z wiatru i mgły”, czyli piąty, a zarazem finałowy tom serii „Słodki smak trucizny”. Jeśli obserwujecie mnie już jakiś czas, to na pewno wiecie, że ja po prostu kocham książki Julii Kubickiej. I nie mówię tylko o tej serii – serio, każda jej książka, po którą sięgnęłam, mnie rozwala. Tak że kiedy zaczęłam ten tom, miałam naprawdę wysokie oczekiwania. Może nawet nie oczekiwania… po prostu wiedziałam, że będzie WOW. Jej książki to nie są zwykłe historie. To są po prostu emocje na papierze.
Zacznijmy od fabuły… czytając poprzednie tomy, często bywałam zdezorientowana i nie koniecznie wiedziałam momentami o co chodzi... wiele wątków, nowych bohaterów, nowych informacji… i często wszystko okazywało się mylące. Ale w tym tomie wszystko się wyjaśnia. Naprawdę wszystko. I mimo że wątków jest mnóstwo, Kubicka poprowadziła je tak, że nagle wszystko ma sens. Nawet wtedy, gdy na początku wydaje się inaczej. Ja naprawdę byłam w szoku. To, czego się tutaj dowiedziałam, totalnie rozwaliło mi głowę. Nigdy bym nie wpadła na takie rozwiązania, nie domyśliłabym się, kto za czym stoi, jakie są prawdziwe powiązania między bohaterami. To jest tak dobrze przemyślane, że aż trudno w to uwierzyć.
Ale wiecie co jest w tej książce absolutnie niesamowite? Klimat. Cała fabuła jest przepełniona intrygami, zwrotami akcji, momentami wręcz absurdalnymi, w tym najlepszym możliwym znaczeniu. Dzieją się rzeczy, które chwilami wydają się szalone, a jednak finalnie wszystko idealnie się ze sobą łączy. To jest historia, od której naprawdę nie da się oderwać. Od pewnego momentu po prostu siedzisz i chcesz wiedzieć więcej i tylko więcej, bo wydarzenia tak mocno wciągają.
Przejdźmy do głównych bohaterów, mamy ich tych samych przez pięć tomów, więc naturalnie widać ogromną przemianę.
Na początku serii poznajemy Elle - zwykła dziewczyna, trochę impulsywna, trochę beztroska, taka „bubbly”. I co robi Ella? Wsiada do auta obcego faceta, bo było ładne (tak, oczywiście, on i auto). No i nagle problem, bo ten przystojny mężczyzna… okazało się, że miał ją porwać. Z biegiem czasu Ella przechodzi jednak diametralną zmianę. Przestaje być tylko „porwaną dziewczyną”, a zaczyna być częścią tego świata... świata, w którym granice między dobrem a złem bardzo się zacierają. Staje się silniejsza, bardziej świadoma, odważna i… momentami sama zaczyna podejmować decyzje, które nie są jednoznaczne moralnie. I co najważniejsze, ta zmiana nie dzieje się nagle. To proces. Z książki na książkę widzimy, jak Ella dojrzewa, jak się wzmacnia i jak przejmuje kontrolę nad własnym życiem.
A Duch… Cóż mogę powiedzieć? Na początku porywacz Elli i od samego początku postać kontrowersyjna. Jedni go kochają, inni nienawidzą i oczywiście pojawia się odwieczne pytanie: Team Marcus czy Team Duch? Ja od początku go lubiłam. Ale to też dlatego, że mam słabość do tajemniczych, nie do końca „grzecznych” bohaterów. Na początku Duch jest kontrolujący, zamknięty emocjonalnie, przekonany, że zawsze wie najlepiej. Trzyma wszystkich na dystans, ukrywa swoje uczucia i w pewnym sensie naprawdę jest „duchem” - kimś nieuchwytnym, chłodnym, niedostępnym. Ale jego rozwój jest świetnie poprowadzony. Bo kiedy w jego życiu pojawia się Ella - ktoś zupełnie od niego inny, emocjonalny, uparty i niebojący się konfrontacji on zaczyna się zmieniać. Z czasem staje się bardziej otwarty, zaczyna słuchać, zaczyna czuć. Staje się bardziej ludzki. I nawet jeśli ktoś miał z nim problem na początku, to w tym momencie naprawdę może się pozytywnie zaskoczyć.
No i Marcus… jego rozwój chyba zaskoczył mnie najbardziej. Zawsze go lubiłam, ale nigdy nie był moim numerem jeden (ten tytuł na zawsze należy do Luca Moreau), a tutaj naprawdę wskoczył bardzo wysoko. Marcus dojrzewa. I to w sposób, którego totalnie się nie spodziewałam. Patrząc na jego przeszłość, byłam przekonana, że pewnych rzeczy nie przepracuje. A jednak, uczucie, które pojawia się w tej historii, okazuje się dla niego przełomowe. W pewnym sensie go ratuje. Ale najbardziej uderzało mnie to, że potrafił odpuścić. Że nie był egoistyczny. Że potrafił postawić dobro drugiej osoby ponad własne uczucia. I to był moment, w którym naprawdę zabrakło mi słów. Marcus jest bohaterem, o którym ciężko mi cokolwiek powiedzieć poza jednym - wow.
Styl pisania Julii Kubickiej? To jest coś, co absolutnie wyróżnia tę serię. Lekki, przyjemny, wciągający, książki czyta się szybko i z ogromną przyjemnością. Jest w nim dużo humoru, naprawdę można się przy nich uśmiać, ale jednocześnie potrafi być poważny, cięższy, emocjonalny. To połączenie działa świetnie. Widać ogromny zasób słownictwa i świadomość języka. Te książki nie są powtarzalne, wręcz przeciwnie, sprawiają wrażenie dopracowanych i przemyślanych. To coś więcej niż zwykła historia to naprawdę dzieło sztuki.
I oczywiście muszę wspomnieć - jeśli mnie znacie, to wiecie, że ja kocham Luca Moreau. Bezwarunkowo. I nie tylko jego... jego żonę też.🤭 Oni razem to jest po prostu… coś niesamowitego. I to, ile ich było w tym tomie, to już w ogóle mnie rozwaliło. W poprzednich częściach też się pojawiali, ale tutaj miałam wrażenie, że dostaliśmy ich o wiele więcej. Czytając to byłam autentycznie przeszczęśliwa. Więc jeśli też za nimi tęsknicie to czytajcie truciznę!
Jeśli chodzi o zakończenie… coś, na co wszyscy czekali, powiem szczerze: zaskoczyło mnie. Nie spodziewałam się, że historia potoczy się w ten sposób. Zaraz po skończeniu miałam moment zwątpienia, ale im więcej o tym myślałam, tym bardziej zaczęłam to doceniać. Bo finalnie czuję, że to było najlepsze możliwe rozwiązanie dla tych bohaterów.
I mimo tego chwilowego zwątpienia książka totalnie mnie pochłonęła. Szczególnie końcówka… ostatnie kilkadziesiąt stron to był jeden wielki rollercoaster emocji. Non stop coś się działo, a ja nie byłam w stanie się oderwać. Ale chyba jeszcze mocniej uderzała mnie świadomość, że to już koniec. Koniec serii, która naprawdę mnie wciągnęła i zostanie ze mną na dłużej. I wiem, że będę za nią tęsknić. A jednocześnie bardzo się cieszę, że to zakończenie otwiera drzwi na kolejne historie. I szczerze? Mam przeczucie, że to, co jeszcze przed nami… może być jeszcze mocniejsze.
Podsumowując… jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to serio - co Wy robicie ze swoim życiem? To jest dokładnie ten typ historii, który wciąga, miesza w głowie, rozbija emocjonalnie i nie pozwala o sobie zapomnieć. I nawet jeśli czasem czujecie się zagubieni w tym wszystkim, zaufajcie autorce. Bo warto. Naprawdę warto.
„Gdyby Marcus był obrazem, nie potrafiłbym go dokończyć.”
„Welcome to the final show…”, „Z wiatru i mgły”, to ostatni tom z serii „Słodki smak trucizny”. Ta od początku zarezerwowana była dla trójki bohaterów. A ten tom, to właśnie ostatnie starcie Elli, Ducha i Pokerzysty w truciźnie.
Zaczynając „Z wiatru i mgły” miałem wiele oczekiwań, ale ta książka sprostała im wszystkim. Nie spodziewałbym się, że historia nastolatki, która wskakuje do samochodu porywacza, tak mną zawładnie. Ostatni tom serii, był przygodą, której nie mogłem zapomnieć. W każdym momencie, gdy odkładałem książkę na półkę, chciałem do niej wrócić, a jednak kiedyś trzeba było spać.
W tym tomie historia Elli choć była bolesna to i tak chwytała czytelnika za serce. Mam wrażenie, że oglądanie jak dorasta było czymś niesamowitym. To jak rozwinęła ona skrzydła w tym tomie to jest niesamowite.
Duch, jest cudownym bohaterem i po tym tomie wiem, że zasługuje on na wszystko co najlepsze. Zakończenie jego historii okazało się być lepsze niż to jakie dla niego spekulowałem. Pomimo moich wyobrażeń końca historii Ducha, te które pojawiło się w książce jest naprawdę dobre i mi się podoba.
Pokerzysta, ten moim zdaniem zasłużył na taki koniec po wszystkim co się stało. Choć od początku całej serii nie byłem w #TeamMarcus to i tak go lubiłem i nadal się cieszę, że w końcu odnalazł on swój cel.
Samo zakończenie książki, to był jeden, wielki, nieśmieszny żart. Miałem wrażenie, że to nie będzie jeszcze koniec. Że po „Z wiatru i mgły” powstanie kontynuacja. Ale… gdy już się pojawiła ostatnia część… dopadła mnie depresja po całości. Zakończenie mnie usatysfakcjonowało. Przedstawione losy bohaterów po wszystkim były czymś czego nie potrafiłem przewidzieć.
Julia, całą tą serią odwaliłaś kawał dobrej roboty. To jakim językiem operowałaś podczas pisania całej serii było złotem. Czytelnik wchodził do tego świata bez problemu. Może i nie miał bohatera, który będzie go trzymał za rączkę i oprowadzał po wszystkim, to i tak doskonale odnalazł się on w serii i poczuł jak głęboko w truciźnie wylądował. Napisałaś te książkę tak dobrze, że… mnie połknęła, przeżuła, wypluła, a następnie zrobiła to raz jeszcze.
Z czystego serca, mogę wam polecić tę serię. Nie ma co ukrywać, że faktem jest to, iż pokochałem te książki dopiero od trzeciego tomu, ale cała przygoda bohaterów jest największym złotem. Już wiem, że ta „DYLOGIA” w pięciu tomach, będzie wysoko w topce przeczytanych książek i na zawsze usytuuje się wysoko w serduszku.
Jeśli chcecie przeczytać historię „trójkąta miłosnego” to sięgajcie po „Słodki smak trucizny”
[ współpraca reklamowa z @wydawnictwoniezwykle ] RECENZJA: Lektura finałowego, piątego tomu tej historii była dla mnie wyjątkowym, pełnym emocji doświadczeniem; z jednej strony czułam ogromną ekscytację, że w końcu poznam wszystkie odpowiedzi, a z drugiej dławiący smutek, że to już koniec drogi z bohaterami, którzy stali mi się tak bliscy. Od pierwszych stron czułam narastający niepokój, niemal fizycznie odczuwając tę gęstą, zimną złość, która niczym rdza przeżerała duszę Pokerzysty. To nie jest zwykłe zakończenie, ale mroczne i bolesne domknięcie wszystkich wątków, w którym lojalność zostaje wystawiona na ostateczną, krwawą próbę. Patrząc na postać Ducha, czułam dreszcz wzruszenia; jego absolutna gotowość, by umrzeć, byle tylko Ella mogła przeżyć, sprawiała, że każde uderzenie serca podczas czytania było podszyte lękiem.
W tym tomie najbardziej uderzyło mnie to, jak brutalnie życie potrafi złamać kogoś, kto dotąd nie znał smaku strachu. Czułam ścisk w gardle, gdy obserwowałam przemianę Elli - z osoby chronionej stała się kobietą gotową kłamać, oszukiwać i manipulować, byle tylko wyciągnąć ukochanego z bagna, w którym utonął. Ta zamiana ról wywołała we mnie masę emocji: od podziwu dla jej determinacji, po lęk przed ceną, jaką przyjdzie zapłacić za zasłonięcie bliskiej osoby własnym ciałem. Przekaz tego finału jest bezlitosny i niezwykle dojrzały; pokazuje, że największym dowodem miłości nie są słowa, ale gotowość do stania się tarczą, gdy cały świat wokół zaczyna płonąć.
To pozycja obowiązkowa dla czytelników o mocnych nerwach, którzy przeszli z bohaterami całą tę wyboistą drogę i teraz oczekują emocjonalnego trzęsienia ziemi. Historia trafi do każdego, kto ceni książki, gdzie granice moralne zacierają się w obliczu ostatecznych wyborów, a postacie muszą zmierzyć się z mrokiem, który noszą w sobie. Jeśli szukacie zakończenia, które nie daje łatwych odpowiedzi, ale zostawia w sercu trwały ślad i uświadamia, czym jest prawdziwy, obezwładniający strach o drugiego człowieka, to ten tom będzie dla Was idealnym, choć bolesnym zwieńczeniem serii.
Warto raz na jakiś czas przeczytać książkę, która nie jest ani trochę typowa – ma nieprzewidywalną fabułę, szalone wątki i genialny humor. Jeśli szukacie właśnie takiej lektury, seria „Słodki smak trucizny” jest dla Was idealna.
Po pierwsze, bardzo żałuję, że to już ostatni tom. Mimo że seria liczy ich aż pięć, a ostatnie trzy są niezwykle obszerne, dla mnie mogłaby mieć nawet trzydzieści części, a i tak byłoby mi mało. Julka Kubicka pisze tak wciągającym językiem, że całe 750 stron pochłonęłam w niecałe dwa dni. Kocham stworzonych przez nią bohaterów i wprowadzone wątki – te szalone intrygi, szantaże i plot twisty sprawiają, że naprawdę warto sięgnąć po te książki.
Cieszę się również, że choć w „Słodkim smaku trucizny” pojawiają się postacie z trylogii „Tak powstają złoczyńcy”, to nie wybijają się one na pierwszy plan. Dzięki temu czuć, że jest to historia poświęcona konkretnie Elli, Pokerzyście i Duchowi. I choć zawsze należałam do teamu Ducha, to po tym tomie chyba oficjalnie przechodzę do #teamMarcus XD Uwielbiam humor całej tej trójki, ich żarty mogłabym opowiadać nawet w prawdziwym życiu. Ale przede wszystkim cudownie się czyta o tym, jak Alex i Marcus do siebie docierają i jak ich relacja w końcu wchodzi na dobre tory. z Ellą to wiadomo, jak jest, ale oni szczególnie przyciągnęli moją uwagę w tej części.
Julka, dziękuję Ci bardzo za napisanie tej serii – nigdy przy niczym innym tak dobrze się nie bawiłam. Wiele się też dzięki niej nauczyłam, głównie tego, czego nie robić i jak nie postępować w życiu, ale to też cenna lekcja. Nie mogę się doczekać kolejnych Twoich książek; wiem, że każda z nich będzie świetna, bo jak dotąd na żadnej się nie zawiodłam!
🌸 „Z wiatru i mgły” to już ostatnia część z serii „Słodki smak trucizny.” Czas na pożegnanie z Pokerzystą, Duchem, Ellą i całą ekipą. Ta część zrobiła na mnie większe wrażenie niż poprzednie. Jest bardziej intrygująca, ciekawa i ten wieczny chaos jest lepiej uporządkowany. Dostaniemy tu również rollercoaster emocji. Styl pisania Julii Kubickiej jest świetny, przyjemny i zrozumiały. Choć autorka lubi opisywać obszernie, co wpływa na tempo narracji to, aż tak bardzo to nie przeszkadza. Fabuła to romans z kłamstwami, manipulacjami, tajemnicami i intrygami. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co tu się wydarzy. W poprzednich tomach często zdarzało mi się być zdezorientowaną co do równych akcji i wydarzeń to tu wszystko zostanie wyjaśnione i wejdzie na odpowiednie tory. Klimat tej historii wciąga niesamowicie mocno i sprawia, że nie możemy oderwać się od czytania. Ella nabiera charakteru. Jest odważniejsza, silniejsza i bardziej świadoma. Wkracza w niebezpieczny świat i się w nim odnajduje. Pokażę nam swoją dojrzałość. Marcus pokazał się z lepszej strony i tu naprawdę go polubiłam. Znamy go jako bezuczuciowego i egoistycznego, a tu całkowita zmiana. Pokazał, że ma serce, które ukrywał. Duch pokazał swoją ludzką stronę. Jego emocje ujrzały światło dzienne. Od początku darzyłam go sympatią, a tu tylko wzrosła. Choć mam lekki niedosyt jego postaci w tym tomie. Ogromnie miłym zaskoczeniem był powrót fałszerza i Pani detektyw. Ta dwójka to mój ulubiony duet od Julii Kubickiej i bardzo cieszył mnie ich wkład w tę przygodę. Seria „Słodki smak trucizny” ma swoje wzloty i upadki, ale całość prezentuje się genialnie. Świat intryg, manipulacji, sekretów i chaosu wciągnie nas w swoje sidła. Miesza nam w głowie, intryguje i wywołuje masę emocji. Jeżeli lubisz takie klimaty to koniecznie poznaj tę serię! 🌸
Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie czekałam na zakończenie jakiejś serii tak bardzo, jak na zakończenie słodkiego smaku trucizny i niech nikt sobie nie myśli, że mnie ta seria męczyła czy coś w tym stylu, broń cię panie Boże, bo mimo iż naprawdę nie jestem fanką tak grubych książek, bo faktycznie mnie męczą, to w tym wypadku działo się tak wiele w piątym tomie, że jedyne, o czym myślałam to o tym, że nie chce odstawiać książki na bok, ale muszę, chodzić niestety do pracy.
Tak bardzo, jak mnie przez jakiś czas irytowała Ella, to w tej części wykazała się naprawdę pozytywnie i o mamusiu, mogę śmiało aktualnie przyznać, że jest moją ulubioną postacią w całym uniwersum razem z Marcusem i Duchem, ale zaraz po Lucu, Chryste jak ja za tym ostatnim niesamowicie tęskniłam, to sobie nawet nie wyobrażacie.
Pewnie większość osób się zastanawia, co mogło się pojawić w piątym i to finałowym tomie serii, który jest tak gruby, że na pewno jakbym nim komuś przywaliła, to bym go zabiła… a powiem wam, że wydarzyło się naprawdę wiele. Tam był tak mocny rollercoaster emocjonalny, że nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać, w pewnym momencie moja głowa była tak rozwalona dawka nowych informacji, że mój szok dostał szoku, a lag mózgu jeszcze większego laga, jednak to jak Julia zakończyła tę serię, to się w sumie nie spodziewałam, jednak mimo wszystko totalnie to akceptuję, szczególnie ostatnia scena Marcusa, Luca i Brooke 👀👀 kto wie ten wie 🤭
Mogę śmiało również przyznać, że powracanie do tej historii to byłaby dla mnie sama przyjemność, szczególnie w momencie, kiedy mam już w domu wszystkie pięć tomu i na spokojnie mogłabym do nich ponownie usiąść by móc się ponownie wczuć w uniwersum kryminalistów, którzy na naprawdę bardzo długo pozostaną w moim serduchu.
Z całego serducha dziękuję kolejny raz wydawnictwu za zaufanie i możliwość recenzowania kolejnego tomu książki Julii oraz samej autorce za stworzenie bezpiecznej przystani dla mnie 🥹🩷
Nie mogę się emocjonalnie pozbierać po tej części i pogodzić z faktem, że to ostatni tom mojej ukochanej serii. Wyczekiwałam z niecierpliwością na kontynuację, a teraz trzeba postawić kropkę…Pożegnania nigdy nie są proste, szczególnie kiedy spędzasz z bohaterami lata. Pomimo tego, że łączy nas parasocjalna relacja, wszystko z nimi przeżywałam, jakby byli realni.
Autorka zadbała o to by każdy najmniejszy szczegół był dopracowany, zaczynając od kreacji bohaterów, rytmu i rozwoju fabuły, a kończąc na fenomenalnie opisanych przemyśleniach bohaterów. Nie zabrakło też ikonicznych konwersacji i poczucia humoru. Świat przedstawiony w książce, został opisany w taki sposób, aby przedstawić rzeczywistość w prześmiewczy sposób (w końcu mamy perspektywę złoli).
Subiektywnie ujmując, dla mnie ta historia jest niepowtarzalna, a bohaterowie wyjątkowi. Śmiało mogę pokusić się o stwierdzenie, że to seria mojego życia. Czuję się jakby moja najlepsza przyjaciółka, przeprowadzała się na inny kontynent. Będziemy miały kontakt (mogę zrobić reread), ale to już nie będzie to samo.
Julia długo trzymała nas w napięciu, jeśli chodzi o końcówkę poprzedniego tomu. Ale tego wam już nie zdradzę czy śpiąca królewna się wyśpi.
Jeśli chodzi o zakończenie, to jestem usatysfakcjonowana w jakim kierunku poszła fabuła. Lepszego zakończenia nie mogliśmy dostać (w moim odczuciu).
Marcusie, Ello, Duchu, Danii, Lucu, Brooke, Martino, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Uwielbiam całe to uniwersum, jednak trochę za bardzo to było rozwleczone. Zdecydowanie za dużo nic nie wnoszących scen, dialogów i przemyśleń - dałoby się to skrócić o chociaż jedną książkę 😅 Marcus top postać, chyba jedna z moich ulubionych nie tylko w tym uniwersum, natomiast El jedna z najbardziej nielubianych i irytujących głównych bohaterek 😅 Oczywiście pierwsza i ostatnia część najlepsza, środek kompletnie nijaki, nic z niego nie zapamiętałam zbytnio 🫠 Ale po takim ogólnym podsumowaniu wszystkich za i przeciw stwierdzam, że nie żałuję przeczytania i będę polecać 👍 3,5/5
Z jednej strony spoko, z drugiej coś mi nie pasowało. Jedną z niepasujących rzeczy był fakt, że postacie kreowane na wątpliwe moralnie nagle odnalazły moralność i zaczęły przejmować się morderstwami.
Ogólnie zachowania bohaterów były… bardziej specyficzne niż w poprzednich częściach, ale to jeszcze jestem jakoś w stanie wybronić (na siłę, bo na siłę, ale jednak)
Dużo ciężej się czytało niż poprzednie części, ale to bardzo subiektywna opinia.
Po zakończeniu poprzedniego tomu po prostu czekałam jak na szpilkach na ten ostatni, bo Julka zakończyła Opium w takim momencie, że nie mogłam przestać o nim myśleć. Dodatkowo z drugiej strony byłam też ciekawa jak wszystko się ostatecznie potoczy no i z kim ostatecznie skończy Ella. I mimo, że mój typ nie wygrał to nadal uważam, że wszystko bardzo fajnie się skończyło.
Styl pisania Julki jest niezmiennie jednym z moich ulubionych i po prostu każdą jej książkę się pochłania i mimo, że to czasami niezłe cegły tak jak Mgła to przez nie płynie i kompletnie nie czujecie tego, że czytacie i przewracacie strona za stroną, żeby dowiedzieć się na jakie pomysły jeszcze wpadli nasi bohaterowie i jak absurdalne one czasami będą, jakie tajemnice jeszcze wyjdą na jaw i jak one jeszcze namącą w życiu Elli, Karciarza czy Ducha. Tą część osobiście czytało mi się najlepiej i choć fabularnie nie wygrywa to całe uniwersum wykreowane przez autorkę dla mnie mogłoby się nie kończyć bo mogłabym o nich wszystkich czytać bez końca.
Tak jak wspomniałam, Ella nie skończyła z tym, w którego teamie byłam, ale nadal jestem usatysfakcjonowana tą drogą, która postanowiła poprowadzić naszych głównych bohaterów autorka. Każdy z nich raczej nie powinien być nigdy żadnym wzorcem bo każdy z nich raczej dopuszczał się czynów raczej z tej ciemnej strony mocy, to po prostu ich nie dało się nie lubić. Bo czy to Duch i jego głupi tekst, czy Marcus, nasi Bliźniacy albo nawet Fałszerz i Brooke, o których fajnie było przeczytać. Razem tworzyli zgrany team, który zrobi dla siebie naprawdę wiele i poświęci jeszcze więcej!
Napisanie ostatniej recenzji serii „Słodki Smak Trucizny” to zakończenie pewnej, bardzo ważnej dla mnie, ery. Towarzyszenie tej historii od jej początków to nie tylko droga od pierwszego do ostatniego rozdziału, ale mnóstwo przemyśleń, emocji i co najważniejsze… uczucie, że podczas tej przygody, coś się we mnie zmieniło.
I choć finałową recenzję piszę się dość trudno… po raz ostatni próbować będę, jak najlepiej oddać w słowach to wszystko, za co pokochałam tę serię. Zacznę od tego, że w tym tomie na każdej czytanej przeze mnie stronie czułam, że zbliżamy się do końca. Muszę przyznać, że podczas lektury towarzyszyła mi ogromna nostalgia. Sama fabuła utrzymuje jednak ten specyficzny, momentami absurdalny (w dobrym tego słowa znaczeniu) klimat, który tak bardzo kocham w stylu pisarskim Julii. Akcja nie zwalnia, a wręcz odniosłam wrażenie, że w tym tomie dzieje się jeszcze więcej, niż poprzednio. Bohaterowie nie mają ani chwili wytchnienia i przysięgam, że moje serce ledwo przetrwało cały ten różnorodny szereg emocji, który czułam podczas czytania.
Z ogromnym wzruszeniem śledziłam rozwój bohaterów podczas trwania akcji wszystkich tomów, jednak to, co podziało się w „Z Wiatru i Mgły”… nie daje mi spokoju aż do teraz. Julia jest mistrzynią w kreacji swoich postaci, a ich pogłębiony portret psychologiczny jest czymś, o czym uwielbiam myśleć. Każdy z nich przeszedł własną, wewnętrzną drogę, która ukształtowała to, jakimi osobami są dzisiaj i jest to… bardzo ludzkie. W serii „Słodki Smak Trucizny” nie znajdziecie bohaterów idealnych, sprowadzonych do estetyki Pinteresta. Postacie tej serii to ludzie dziwni i złamani przez system, nad którym nie mają kontroli i choć każdy z nich mnie czasem denerwował i nie wszystkie ich decyzje jestem w stanie zrozumieć, mają specjalne miejsce w moim sercu właśnie z wyżej wymienionych przeze mnie powodów. Jak myślę o „Słodkim Smaku Trucizny” pierwszym co przychodzi mi na myśl jest motyw „found family”. Kto mnie zna wie, że jeśli pojawi się w książce ten wątek, czytam ją w ciemno. Jestem zachwycona sposobem, w jaki rozwija się on w tej serii, a w finałowym tomie jest on niezwykle dopracowany. Relacje między bohaterami są dojrzalsze, a rozmowy, które przeprowadzają zamykają zagadnienia całej serii. Ta część to również powrót do korzeni. Pojawiają się w nim bohaterowie z trylogii „Tak Powstają Złoczyńcy” - Luc Moreau i Brooke Astley. Są duetem, który niezmiennie jest moim ulubionym, a możliwość powrotu do nich uleczyła tę część mnie, która była strasznie stęskniona. Tak po prostu.
„Z Wiatru i Mgły” zaskakuje również nowymi perspektywami postaci. Jest to kolejny smaczek, za który kocham tę książkę jeszcze bardziej. Powrót do głowy fałszerza, a także zajrzenie do umysłu Brandy Torres, były naprawdę świetnym doświadczeniem.
Myślę, że nigdy nie będę w pełni usatysfakcjonowana tą recenzją. Jestem wyjątkowo zżyta z tymi powieściami przez co pisane przeze mnie słowa wydają się zbyt banalne. Wniosek nasuwa się więc tylko jeden - musicie przekonać się sami, jak oryginalną i angażującą przygodą jest śledzenie tej historii oraz możliwość poznania jej bohaterów. Wow, właśnie skończyłam pisać recenzję ostatniego tomu „Słodki Smak Trucizny”. Nadia / bookaholic.etc 🖤