Po przeczytaniu "Wzgardy" Pauliny Hendel, z wielką przyjemnością wyczekiwałam drugiego tomu. Polubiłam się z bohaterami, ze stylem Autorki, z tymi zagadkami, które mogłam próbować odkryć. Wzgarda była naprawdę ciekawą książką, taką, którą można czytać np. w kolejce do lekarza, by umiliła nam czas, zabrała nas w podróż w nieznane, za to Zakon to zupełnie inna liga! Szczerze, nie sądziłam, że tak się stanie, że drugi tom pochłonie mnie jeszcze bardziej niż pierwszy. Z jednej strony, wiem, jak to się stało, a z drugiej jestem kompletnie "zielona"!
Oczywistą oczywistością jest tutaj to, że największą zaletą tej książki jest lekkie i przyjemne pióro Autorki. Paulina Hendel, jak już się rozpisuje, to nie ma zmiłuj, nie oderwiesz się! Drugą rzeczą za to, są bohaterzy, zdążyłam się do nich w pewien sposób przywiązać, poznać ich, dzięki czemu ponowne wkroczenie do ich świata, było jakby na miejscu. Jakbym po prostu musiała się tam znaleźć.
W tym tomie będziemy przeskakiwać z jednego bohatera na drugiego i szczerze mówiąc, trzeba się mocno skupić, by przypadkiem się nie pogubić. Nie dość, że będziemy mieli do rozwiązania zagadkę morderstwa redaktora wraz ze Sztormem i jego zastępcą, to na statku, na którym poznamy nowego bohatera, również czeka na nas trup. Czy te morderstwa są ze sobą w jakiś sposób powiązane? Kto bawi się ludzkim i zwierzęcym życiem? Pod lupę idą kolejne baśnie, w tym Jaś i Małgosia, a raczej jej pierwotna wersja... Słuchy też chodzą, że maczała w tym palce magia, jednak Sztorm zakazuje o tym rozmawiać...
Akcja gna jak szalona, trup ściele się gęsto, a my chcemy jak najszybciej poznać sprawcę, jednocześnie dalej delektując się tą historią, jak najlepszym winem.
Wciągnęłam tego grubaska bardzo szybko, tak dobrze słuchało mi się audiobooka, że nim się obejrzałam, skończyłam książkę. Zakończenie trochę mnie rozdarło, bo z jednej strony, mogę po nim oczekiwać kolejnego tomu, a z drugiej, następna część już nie będzie taka sama – nie zdradzę, o co mi chodzi, tego musicie dowiedzieć się sami. Czytając rozdziały z perspektywy Archiego, muszę przyznać, że się gubiłam, dopiero po czasie jakoś wszystko mi się ułożyło w całość, myślę, że to była kwestia mojej pamięci, co do nazw – w tym przypadku do miejscowości, w której toczyła się cała akcja. Także przez większość książki nie byłam pewna, dokąd zmierza nasz bohater, z jednej strony niby się domyślałam, ale nie wiedziałam, w którym kościele mi dzwoni. Pomimo mojej małej dezorientacji, bawiłam się świetnie podczas lektury. Już nie mogę się doczekać, aż ponownie będę mogła towarzyszyć bohaterom podczas ich śledztw.
Dziękuję serdecznie Wydawnictwu oraz Autorce za możliwość przeczytania „Zakonu” - drugiego tomu „Wzgardy”. Spędziłam z nią mile czas. Polecam gorąco!