Jan Stelmach budzi się na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Jest zakrwawiony. Jego żona i córeczka zniknęły bez śladu, a on nie ma pojęcia, co się stało.
W ciągu kilku godzin staje się głównym podejrzanym nie tylko o uprowadzenie najbliższych, ale również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny.
Podwójne śledztwo prowadzi coraz głębiej w krainę Oszastu – najbardziej odludnego obszaru Beskidu Żywieckiego. Tu urywają się wszystkie szlaki. Mówi się o tajemniczych zaginięciach, a według legend beskidzkie ścieżki spływają krwią.
Ktoś ukrywa się w sercu nieprzeniknionego, dzikiego rezerwatu… Ten las od lat strzeże pradawnych zwyczajów i historii, o których ludzie nie chcą pamiętać.
4,5/5 ⭐️ To niesamowicie wykreowana górska historia, która zaskakuje napięciem i tematyką od pewnego momentu. Nie spodziewałam się tego tutaj, ale jest to jak najbardziej na plus, bo wciągnęło mnie niesamowicie, nie mogłam się oderwać, mimo wolniejszego tempa na początku. Druga połowa książki wszystko wynagrodziła, a wprowadzenie góralskiej gwary wywarło na mnie jeszcze pozytywniejsze wrażenia. Super historia!
I received this book as an advance review copy from Wydawnictwo Znak JednymSłowem. Even from the atmospheric packaging alone, I knew I’d be digging into this story like into the deeper layers of soil.
The book opens with a strong hook and immediate momentum, but—as one reviewer rightly noted—it doesn’t rely on cheap twists. The main reason I finished it in five hours was the author’s vivid, highly evocative prose, which creates an intense atmosphere of unease and emptiness seeping in from every direction. That is undoubtedly the book’s greatest strength.
The story itself—its twists and turns—is not particularly original (it reminded me of Sfora by Piotrowski), but it’s engaging enough that the pages practically turn themselves. Structurally, it follows a fairly traditional, procedural police-thriller format: multiple perspectives, events unfolding from different angles, red herrings, and new threads emerging from all sides. Many of these threads remain unresolved or feel deliberately set up for a potential continuation. There are also a few minor plot inconsistencies, but I won’t go into detail to avoid spoilers. Personally, I’m willing to overlook them—this kind of fiction is, for me, primarily about entertainment, heightened tension, and that feeling of “just one more chapter” turning into a hundred more pages.
What stood out as a significant downside from the very beginning was the highly stereotypical cast of characters. We get the tough female cop with a secret, the abrasive commissioner with an alcohol problem masking a softer side, and several characters who play important roles but remain flat and interchangeable (the journalist, Stelmach, and—to a lesser extent—the forester). Once you’ve read enough within the genre, it becomes clear that not every character needs a tragic backstory or unresolved trauma. Sometimes ordinary people are enough—and even better when the events of the story themselves become the source of their trauma.
I hope that’s the direction this series will take, because it very much feels like a setup for more to come. There’s a solid foundation here—atmosphere, pacing, and a compelling narrative. But if the author wants to truly surprise seasoned genre readers, there’s still some work to be done.
As it stands: a very competent, atmospheric read—perhaps not groundbreaking, but definitely worth your time.
"Oszast" to książka, która od samego początku wprowadza czytelnika w niesamowity klimat, zmuszając do podążania za przedstawioną historią w głąb gęstego lasu położonego na terytorium Beskidu Żywieckiego. Jak każde tego typu miejsce, Oszast jest owiany legendami, ale to, co skrywa naprawdę, jest dużo gorsze…
Pewnego dnia Szczepan - miejscowy leśniczy, omal nie potrącił idącego środkiem drogi mężczyzny. Był oszołomiony, dodatkowo ranny, co gorsza, po chwili okazało się, że gdzieś zniknęły jego żona i córka. Problem w tym, że nie było żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że jego bliscy w ogóle znajdowali się w samochodzie… Co tak naprawdę wydarzyło się tej nocy?
W książce pojawia się dość popularny case - młoda, ambitna policjantka, dobrze znająca lokalną społeczność, łatwiej trafiająca do ludzi, oraz komisarz w średnim wieku, doświadczony życiem, nałogowiec, a do tego pozornie nie dający się lubić, ale mający dobre serce, które jednak skrzętnie skrywa pod grubą skorupą pozorów. Nie można tutaj mówić o oryginalności, ale z drugiej strony w ogóle mi to nie przeszkadzało.
Książka podzielona została na rozdziały, a te na części opisujące konkretny dzień, miejsce i godzinę, w której dzieje się akcja. Dzięki temu przenosimy się po osi czasu toczącej się fabuły i na bieżąco możemy śledzić rozwój wydarzeń. To zabieg, który bardzo lubię, zaspokaja moją ciekawość, jednocześnie wymuszając uwagę i zwiększając napięcie w oczekiwaniu na rozwój poszczególnych wątków. Być może w pewnych momentach wprowadza to trochę chaosu, ale w tym przypadku w pozytywny sposób.
Rozdziały poprzedza krótkie nawiązanie do historii z czasów Wielkiego głodu w Galicji, który miał miejsce na terenie dawnego zaboru austriackiego w XIX w. Dopiski są brutalne i przejmujące, poruszają wiele kwestii, łącznie z tymi dotyczącymi straty najbliższych, w tym dzieci. Te fragmenty niesamowicie wnikają w ciało i duszę, są obrazowe, ale językowo cudowne, chociaż pełne bólu, śmierci i strachu o każdą chwilę. Chwytają za serce, uplastyczniając przerażający obraz ówczesnej rzeczywistości. Stanowią wstęp, może w pewnym sensie również wyjaśnienie czynów sprawców, pojawiających się w książce. Czy faktycznie można je usprawiedliwić? Na to pytanie będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami.
Mrok towarzyszący relacjom, pobudza wyobraźnię, powodując zniesmaczenie i odrazę nad czynami, ale przede wszystkim nad ich pobudkami. Coś, co miało być wyłącznie ostatecznością w walce z głodem, staje się największym pragnieniem, pożądaniem, które trudno zaspokoić. Bohaterowie tej historii posiadają swoją przeszłość, która kroczy razem z nimi, co krok o sobie przypominając. Wpływa tym samym na przebieg wydarzeń i podejmowane przez nich decyzje. Zdecydowanie w moich oczach, wraz z rozwojem fabuły zyskuje Weber, który wychodzi ze skorupy i pokazuje zupełnie inny obraz siebie.
Akcja pod koniec znacząco przyspiesza, chociaż tempo od początku jest spore. Kiedy tajemnice wychodzą na światło dzienne, a sprawcy są ujawnieni, okazuje się, że gdzieś tam w gęstym lesie dalej czai się coś, czego nikt się nie spodziewał. Coś, co zmusi bohaterów do walki o to, co jest najcenniejsze - o własne życie.
"Oszast" to książka, która zabierze was do miejsca owianego legendami, powtarzanymi z pokolenia na pokolenie. Tajemnicza, niepokojąca aura tego zakątka udzieli się również wam, a historia, którą odkryjecie, będzie znakomitym uzupełnieniem lektury. Ten tytuł polecam wszystkim miłośnikom kryminałów, których akcja rozgrywa się w mrocznych, odizolowanych od świata górskich sceneriach, a zwłaszcza w dzikich i nieprzystępnych rejonach Beskidu Żywieckiego.
💥 Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki „Oszast” Grzegorza Mirosława.
❓❓ Czy lubicie wędrować po górach, przemierzać leśne ścieżki i odkrywać miejsca, do których nie dociera wielu ludzi? Jeśli tak — ta historia może Was naprawdę wciągnąć. A jeśli nie… to i tak uważajcie, bo po tej książce możecie spojrzeć na takie miejsca zupełnie inaczej.
📚 Chciałabym serdecznie podziękować wydawnictwu Znak za egzemplarz do recenzji.
📌 Już od samego początku ta książka mnie intrygowała. Nawet sposób, w jaki do mnie trafiła — przesyłka i moment, w którym dosłownie „wykopałam” ją z ziemi — był niezwykle klimatyczny i zapowiadał coś wyjątkowego.
📖 Od pierwszych stron powieść budzi napięcie i emocje. Podczas czytania cały czas towarzyszyło mi narastające napięcie i delikatne dreszcze, ponieważ akcja pędzi naprawdę dynamicznie. Historia zaczyna się mocnym uderzeniem — poznajemy Jana Stelmacha, który ranny i zakrwawiony znajduje się na środku drogi. O mały włos nie zostaje potrącony przez swojego kuzyna Szczepana, do którego miał przyjechać dzień wcześniej.
Szybko okazuje się, że Jan po nocnym wypadku stracił pamięć i błąkał się po okolicy. Jego żona i córka zaginęły, a samochód, który uległ wypadkowi, skrywa makabryczną tajemnicę — w bagażniku znajduje się ciało. To właśnie od tego momentu rozpoczyna się śledztwo, a Jan staje się głównym podejrzanym.
Autor prowadzi akcję bardzo sprawnie, nieustannie podrzucając nowe tropy i wprowadzając czytelnika w stan niepewności. Na szczególną uwagę zasługuje postać dzielnicowej Anny Kocoń. To bohaterka niezwykle wyrazista — zna lokalne tereny i społeczność, potrafi zdobywać informacje i ufa swojej intuicji. Jest uparta, konsekwentna i bardzo autentyczna jako policjantka.
Ciekawą postacią jest również komisarz Jarosław Weber — twardy, momentami arogancki, początkowo trudny do polubienia. Jednak relacja między nim a Anną została świetnie poprowadzona. Ich współpraca, wzajemne uzupełnianie się i napięcia między nimi dodają historii głębi.
Ogromnym atutem książki jest jej klimat i miejsce akcji. Oszast to — odludny, górski kompleks w Beskidzie Żywieckim — została opisana niezwykle realistycznie. Czytając fragmenty, w których bohaterowie przemierzają te tereny, miałam wrażenie, jakbym sama szła razem z nimi przez góry. Autor doskonale oddaje przestrzeń i czuć, że świetnie zna opisywane miejsca. Na plus zasługują również wtrącenia gwary, które dodają autentyczności, zwłaszcza w dialogach starszych bohaterów.
Intryga kryminalna jest przez cały czas napięta — coś się dzieje, tropy się zmieniają, a autor skutecznie wodzi czytelnika za nos, by ostatecznie odsłonić brutalną prawdę.
Bardzo ciekawym zabiegiem jest również prowadzenie dwóch linii czasowych. Każdy rozdział rozpoczyna się fragmentem wydarzeń z połowy XIX wieku, z czasów wielkiego głodu w Galicji. Te historyczne wątki przeplatają się ze współczesnością i stopniowo tworzą spójną, intrygującą całość.
Na uwagę zasługuje także konstrukcja książki — dokładne oznaczenia czasu, godzin oraz kolejnych dni śledztwa sprawiają, że wszystko jest przejrzyste i łatwe do śledzenia.
Z całego serca polecam tę książkę — to historia, która zaskakuje od początku do samego końca i gwarantuje ogrom emocji. Czytałam ją nocą i momentami naprawdę łapałam się na tym, że nerwowo zerkam w stronę firanki, zastanawiając się, czy coś się zza niej nie wyłoni…
„Oszast” – Grzegorz Mirosław Niektóre thrillery opowiadają historię zbrodni. Inne próbują ją rozwiązać. „Oszast” robi coś jeszcze – uruchamia mechanizm, w którym miejsce, pamięć i strach zaczynają działać jak jeden system. A kiedy system zaczyna się sypać, prawda przestaje być oczywista. Ta historia zaczyna się prosto, niemal podręcznikowo. Człowiek budzi się w lesie. Jest ranny, zakrwawiony i nic nie pamięta. Brakuje jednego elementu układanki: jego żony i córki.
🔍 Punkt zerowy: człowiek bez historii Jan Stelmach budzi się na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Obok niego cisza, która w górach potrafi być głośniejsza niż jakikolwiek dźwięk. Problem polega na tym, że jego pamięć została wymazana dokładnie w momencie, w którym wydarzyło się coś bardzo złego. W ciągu kilku godzin staje się głównym podejrzanym. Nie tylko o zaginięcie swojej rodziny, ale też o brutalne zabójstwo nieznanego mężczyzny. Śledztwo zaczyna działać jak bezlitosny algorytm: każda nowa poszlaka prowadzi właśnie do niego.
🎯 Oszast – kiedy las staje się bohaterem Akcja powieści prowadzi w jedno miejsce: Oszast. Najbardziej odludną część Beskidu Żywieckiego. Teren, gdzie kończą się mapy, a zaczyna przestrzeń, którą trudno w pełni kontrolować. I tu pojawia się element, który dla mnie był szczególnie ciekawy. Mieszkam w Beskidzie Śląskim. Te góry znam nie z mapy, ale z codzienności. Wiem, jak potrafią wyglądać szlaki jesienią, kiedy mgła zawiesza się między drzewami i nagle okazuje się, że kilka kroków dalej zaczyna się zupełnie inny świat. Dlatego klimat tej książki działa tak dobrze. Autor bardzo trafnie uchwycił coś, co trudno opisać w przewodnikach turystycznych: góry mają swoją pamięć.
👤 Ludzie, którzy mogą być wszystkim W „Oszast” nie chodzi tylko o to, kto jest winny. Chodzi raczej o to, kto jaką historię ukrywa. Bohaterowie nie są jednowymiarowi. Każdy z nich wygląda jak fragment większej układanki. Czytelnik przez większość czasu działa jak analityk – próbuje oddzielić fakty od legend i zrozumieć, gdzie kończy się prawda, a zaczyna narracja. To trochę jak debugowanie historii: każda odpowiedź odsłania kolejny błąd w systemie.
🧠 Thriller, który działa atmosferą Największą siłą tej książki jest klimat. Autor buduje napięcie nie tylko przez wydarzenia, ale przez przestrzeń, ciszę i poczucie izolacji. Las w tej historii nie jest tylko tłem. To raczej naturalny filtr, który przepuszcza tylko część prawdy.
🔥 Podsumowując „Oszast” to thriller, który działa na dwóch poziomach. Z jednej strony mamy zagadkę kryminalną. Z drugiej – historię o miejscu, które przez lata zbierało własne tajemnice. A jeśli zna się beskidzkie lasy choć trochę, łatwo uwierzyć w jedną rzecz: są miejsca, w których naprawdę lepiej nie zgubić drogi.
P.s. Jak dostałem książke to wrażenia wbijają w ziemię.... Otwierasz paczkę aaaa tu nie zwłoki lecz ziemia dosłownie.
Beskid Żywiecki. Gęsty las. Szczyt, na który od wieków zagląda tylko diabeł. Tu natura nie koi. Tu natura patrzy. Milczy. I zaciera granice między życiem a śmiercią. Między niebem a piekłem. Między człowiekiem a bestią. W XIX wieku Galicję pustoszą głód i zaraza. Masowe groby rosną szybciej niż nadzieja. Dzieci płaczą z głodu. Dorośli przestają wierzyć, że Bóg jeszcze patrzy. A kiedy człowiek nie ma już nic, zostaje mu instynkt. Morderstwo dla przetrwania. Ciało, które ma nakarmić ciało. Krew, która budzi coś pierwotnego. Coś, co raz wypuszczone, nie chce już wrócić do ciemności. Bo zło nie kończy się na jednym człowieku. Przechodzi dalej. Z ojca na dziecko. Z pokolenia na pokolenie. Z opowieści w ciało. Z ciała w ziemię. A masowy grób Galicji wciąż czeka na nowe ofiary. Współcześnie znika kobieta z dzieckiem. W samochodzie zostaje trup. Rusza pościg. Ale to nie jest tylko śledztwo. To zejście pod skórę miejsca, które pamięta więcej, niż powinno. Anka. Lokalna policjantka. Twarda, sprawna, skuteczna. Ale pod mundurem nosi lęk. Siedemnaście lat tajemnicy. I potwora, którego nie da się pogrzebać raz na zawsze. Szczepan. Leśnik. Człowiek, który uciekł do lasu, jakby drzewa mogły go rozgrzeszyć. Ale las nie daje spokoju. Las oddaje echo dawnych krzyków. Weber. Wielkomiejski komisarz z butelką w kieszeni i raną w sercu. Arogancki, opryskliwy, zamknięty. Tylko że ta arogancja jest tarczą. Pod nią jest bezradność. I rozpacz człowieka, który wie, jak kruche potrafi być życie. „Oszast” nie jest zwykłym kryminałem. To mroczne studium atawizmu. Opowieść o głodzie, winie, przemocy i dziedziczonej traumie. O tym, co zostaje z człowieka, gdy odpada cywilizacja, moralność, porządek. Gdy zostaje tylko strach. I instynkt. Grzegorz Mirosław świetnie splata współczesne śledztwo z echem Wielkiego Głodu w Galicji. Pokazuje, że trauma społeczna nie znika. Ona osiada w języku, w ciele, w rodzinnych historiach, w milczeniu starszych ludzi, w jaskiniach i lasach, które widziały zbyt wiele. Z perspektywy psychologicznej i biblioterapeutycznej to książka o konfrontacji z cieniem. Z tym, co wypieramy. Czego się wstydzimy. Czego nie umiemy nazwać. Las staje się tu lustrem. Wyciąga z bohaterów to, co ukryli przed światem. I przed sobą. Bo wyparcie jest jak mokradło. Im mocniej się szarpiesz, tym głębiej cię wciąga. Styl? Gęsty. Duszący. Pełen krótkich zdań, które brzmią jak urywany oddech po ucieczce pod górę. Ciemna zieleń świerków. Mokra ziemia. Chłód jaskini. Metaliczny posmak krwi. I napięcie, które trzyma do ostatniej strony. „Oszast” to książka o szukaniu światła w absolutnym mroku. O tym, że czasem trzeba zejść do najciemniejszych miejsc własnej historii, żeby w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Nie jest to lektura lekka. Ale jest mocna. Brudna. Hipnotyczna. I zostaje pod skórą. Dla kogo? Dla tych, którzy lubią kryminały z psychologiczną głębią, duszną atmosferą, lokalnym mrokiem i pytaniami o naturę człowieka.
Czy masz w sobie odwagę wejść do lasu, z którego nikt nie wraca taki sam jak wcześniej?
Sięgnęłam po „Oszast” Grzegorza Mirosława z myślą, że dostanę solidny kryminał. Taki, który wciągnie, zaskoczy i zostawi mnie z lekkim dreszczem. Nie spodziewałam się jednak, że to będzie coś znacznie bardziej niepokojącego - historia, która powoli, niemal niezauważalnie, zacznie oplatać mnie jak gałęzie w gęstym, beskidzkim lesie i momentami nie będę mogła złapać tchu.
Już sam początek budzi mocniejsze emocje - Jan Stelmach budzi się zakrwawiony, zdezorientowany, bez żony i dziecka. I w tym jednym momencie wszystko przestaje mieć sens. Bo jak zaufać człowiekowi, który sam nie potrafi wyjaśnić, co się wydarzyło?
I tu zaczyna się gra, którą autor prowadzi mistrzowsko. Bo „Oszast” nie opiera się tylko na pytaniu „kto?”. Tu dużo ważniejsze jest „co tak naprawdę się wydarzyło… i dlaczego?”. I muszę przyznać, że dawno nie miałam tak silnego poczucia, że każda kolejna strona może wywrócić wszystko do góry nogami.
Jednak pomimo świetnej narracji to największą robotę robi tutaj klimat. Ten gesty, milczący las, który nie jest tłem - jest prawdziwym bohaterem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, gdzie miejsce byłoby aż tak żywe. Las jest tutaj dziki, nieprzewidywalny, obojętny na ludzkie dramaty. Czytając, miałam wrażenie, że wchodzę do niego razem z bohaterami. Słyszałam trzask gałęzi, czułam wilgoć powietrza i ten dziwny, pierwotny lęk, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć. I właśnie ten lęk został ze mną najdłużej.
Warto zaznaczyć, że „Oszast” balansuje gdzieś na granicy kryminału i czegoś znacznie bardziej mrocznego. Legendy, historie z przeszłości, galicyjski głód i zaraza - wszystko to powoli zaczyna układać się w obraz, który jest… niewygodny. Taki, którego nie chcesz do końca zobaczyć, ale jednocześnie nie możesz odwrócić wzroku.
Czy bohaterowie są schematyczni? Trochę tak. Mamy znany duet: twardy, zamknięty w sobie policjant i lokalna funkcjonariuszka, która zna teren lepiej niż ktokolwiek inny. Ale w tej historii to naprawdę nie ma większego znaczenia. Bo tu nie chodzi o nich. Tu chodzi o to, co ich otacza. I o to, co czai się głębiej.
Podobało mi się też tempo akcji - początkowo spokojne, wręcz zwodnicze, a potem nagle przyspieszające tak, że trudno złapać oddech. I kiedy myślisz, że już wiesz, dokąd to wszystko zmierza… autor robi krok w bok, a my zostajemy z myślą: „okej, tego się nie spodziewałam”.
Zakończenie? Nie dam Ci tu żadnych spoilerów, ale powiem tylko tyle - zostawia ślad. I to taki, do którego wraca się myślami jeszcze długo po zamknięciu książki.
Ocena: 8/10 - „Oszast” to nie jest tylko historia o zaginięciu. To opowieść o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy zostaje wrzucony w miejsce, gdzie cywilizacja przestaje mieć znaczenie. Gdzie rządzą inne zasady - starsze, brutalniejsze. W miejsce gdzie nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić.
Co mają wspólnego Josef Karika, Michał Śmielak i teraz jeszcze Grzegorz Mirosław? Skutecznie przekonują mnie, że lepiej do lasu nie wchodzić. A najlepiej od razu uciekać. Gdy już wiedziałam, że lasy Trybeczu i Bieszczady to nie jest dobry pomysł, to teraz jeszcze się przekonałam, że do tej listy muszę dopisać Beskid Żywiecki.
Pusta droga prowadząca przez las. Nagle znikąd pojawia się zakrwawiony mężczyzna. Pamięta, że jechał z żoną i córką na urlop i mieli wypadek. Gdy służby docierają do rozbitego samochodu po kobietach nie ma żadnego śladu. Ba, nie ma nawet bagażu, który potwierdzałby plany urlopowe. Za to w bagażniku znalezione zostają zwłoki tajemniczego mężczyzny. Coś co miało być zwykłym wypadkiem drogowym staje się skomplikowanym śledztwem, które odkryje tajemnice skrywane od prawie dwustu lat.
,,Oszast" zaczyna się mocno i właściwie ani na sekundę nie zwalnia. Mroczne tło, przytłaczająca nieprzeniknioność krajobrazu oraz niedostępne, niebezpieczne rejony pasma Oszastu stają się idealną przestrzenią w której może kryć się niebezpieczeństwo, którego nikt nie dostrzega. Miejscowi ostrzegają ale brzmi to niczym bajania z dawnych czasów. Jednak w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy a tutaj to ziarno okaże się wyjątkowo zabójcze.
Nie tylko sama zagadka i tło są intrygujące. Zdecydowanie na plus wypadają też bohaterowie. Chyba nie pamiętam tak zestawionej pary śledczych. On - doświadczony komisarz, trochę uprzedzony i szybciej działający niż myślący. Ona - młoda dzielnicowa, wkurzona, że się ją ignoruje oraz zdeterminowana aby pokazać, że jednak coś potrafi. Ma tą przewagę, że zna miejscowych ludzi a oni jej ufają i mówią to, czego nie powiedzieliby nikomu innemu. To zestawienie doświadczenia, brawury, determinacji i wkurzenia prowadzi śledczych do szokujących odkryć. To już nie będzie zwykłe śledztwo, to będzie stanięcie oko w oko z horrorem.
,,Oszast" to dokładnie to na co czekałam po ,,Szczelinie" Kariki czy ,,Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Śmielaka. Solidne policyjne śledztwo połączone z wyjątkowym, niepodrabialnym klimatem i budzące emocje od pierwszej strony. Trzeba zmierzyć się nie tylko z niegościnnym terenem ale i tym co znalazło tam swój dom. To wyzwanie, pokaz determinacji i finalny szok. Ciarki na plecach gwarantowane.
„Oszast” Grzegorza Mirosława to niezwykła pozycja. Już samo „opakowanie” w jakim wysłało ją wydawnictwo, stworzyło niesamowity klimat. Musiałam ją dosłownie wykopać z ziemi! Książka wciągnęła mnie od pierwszej strony. Cała akcja trwa tak naprawdę na przestrzeni kilku dni, ale jednocześnie prowadzona jest druga linia czasowa, osadzona w XIX-wiecznej Galicji, będąca tak naprawdę fundamentem całej historii.
Teraźniejsze wydarzenia zaczynają się od Jana Stelmacha, który pojawia się na leśnej drodze niczym zjawa – pokiereszowany, zakrwawiony i odcięty od własnych wspomnień. Okazuje się, że zniknęły najbliższe mu osoby, żona i córeczka. I wtedy do akcji wkracza młoda funkcjonariuszka Anna Kocoń. To bardzo uparta, konsekwentna, ambitna i empatyczna postać, która oprócz zmagania się z obowiązkami policjantki, walczy z demonami sprzed lat.
Dla kontrastu mamy tu komisarza Jarosława Webera. Weber wkracza w tę historię jako człowiek z zewnątrz – twardy, momentami wręcz arogancki. Jego początkowa niechęć do lokalnych układów i specyficznego rytmu życia górskiej społeczności sprawiła, że nie od razu darzyłam go sympatią. Jego relacja z Anną Kocoń jest jednym z najciekawszych elementów dynamiki powieści.
To, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie to klimat. Tutaj góry to nie są ładne widoczki z pocztówki. To miejsce, gdzie naprawdę można poczuć ciarki na plecach. Las wokół Oszastu jest opisany tak, że miałam wrażenie, jakby te wszystkie drzewa mnie obserwowały. Autorowi udało się oddać ten specyficzny rodzaj niepokoju, który czuje się w górach, gdy nagle siada mgła i wszystko wokół staje się obce. Groza narasta tu powoli i siedzi gdzieś pod skórą. Autor świetnie opisuje duszność i mrok lasu – wilgotne powietrze, trzaskające pod stopami gałęzie i tę ciężką ciszę, która zamiast uspokajać, tylko potęguje lęk.
„Oszast” to mocna, klimatyczna i bezlitosna historia o miejscu, które nigdy nie zapomina raz wyrządzonej krzywdy. To thriller, który wciąga na całego i nie puszcza aż do ostatniej strony. Z całego serca polecam i nie mogę doczekać się kolejnej części!
Czekałam na taką książkę, wciąga od samego początku, intryguje, nie pozwala się odłożyć. Historia która dzieje się w górach – dzikich, trudno dostępnych dla ludzi, skrywających swoje tajemnice. „Oszast” Grzegorza Mirosława to bardzo dobrze wykreowana i napisana historia, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością, a mieszkańcy miasteczek ulokowanych wokół grupy Oszastu mają swoje tajemnice i to bardzo głęboko skrywane.
Aspirant sztabowa Anna Kocoń przeprowadzi nas przez całą historię, zdradzi trochę miejscowych tradycji, pokaże najtrudniejsze górskie zakątki, a przede wszystkim przyczyni się do rozwiązania zagadki kryminalnej. A ta zagadka nie będzie taka łatwa do rozwiązania, wiele niewiadomych i mylnych tropów, podejrzani którzy nie do końca będą wpisywać w przypisywaną im rolę. To wszystko sprawiło, że akcja książki jest bardzo dynamiczna, a sama tajemnica jest bardzo długo strzeżona i trudna do rozwiązania.
Letnia, deszczowa noc samochód wpada w poślizg. Rodzinne wakacje jeszcze się nie zaczęły, a już się skończyły. Rodzina zostaje rozdzielona mąż i ojciec w szoku pokonuje 3 kilometry i przypadkiem na drodze spotyka kuzyna do którego jechał z rodziną. Jego żona i córka znikają bez śladu. I początkowo wydaje się czytelnikowi, że to ten wypadek i zaginięcie będą stanowić główny wątek „Oszastu”. Autor przygotował dla nas coś więcej, coś co wywoła ciarki, coś co przerazi, a przede wszystkim sprawi, że będziemy chcieli poznać zakończenie tej historii, a kiedy je już poznamy, to będziemy chcieli o tym zapomnieć, żeby znów móc przeczytać „Oszast” jeszcze raz.
Oprócz wydarzeń związanych z wypadkiem, moją uwagę zwróciło to jak często autor wspominał o cukrzycy, czyżby ukryte przesłanie?
Polecam Wam bardzo mocno lekturę „Oszastu”, bo znajdziecie tu genialną historię kryminalną osadzoną w idealnych warunkach, spotkacie się z lokalnymi wierzeniami, a przede wszystkim poznacie bardzo ciekawych bohaterów. Pan Grzegorz bardzo zaskoczył mnie tym w jakim kierunku poprowadził całą akcję i jaki motyw wykorzystał. Polecam naprawdę … to, że się powtarzam chyba o czymś świadczy.
„Oszast” autorstwa Grzegorza Mirosława to książka, która od pierwszych stron wciąga czytelnika w gęstą, mroczną atmosferę i nie pozwala się od niej oderwać aż do samego końca. Naprawdę! Historia rozpoczyna się niezwykle intrygująco – od momentu, gdy mężczyzna odzyskuje przytomność w środku leśnej głuszy, bez pełnej świadomości tego, co się wydarzyło. Szybko okazuje się, że jest nim Jan Stelmach, który miał przyjechać do swojego kuzyna Szczepana, leśnika. Zamiast rodzinnego spotkania pojawia się jednak niepokój i coraz więcej pytań. Gdy bohaterowie trafiają na wrak samochodu Jana, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej – nie ma śladu jego żony i córki, są za to niepokojące ślady sugerujące obecność obcych osób. Autor świetnie buduje napięcie, stopniowo odkrywając kolejne elementy układanki. Wątek zaginięcia przeplata się z motywem podejrzeń – szczególnie gdy znalezione zostają zwłoki, a Jan zaczyna być postrzegany jako potencjalny winny. Do akcji wkracza Anna, dzielnicowa i przyjaciółka Szczepana, której determinacja i zaangażowanie w sprawę dodają historii dynamiki. Ciekawie wypada również jej relacja z bardziej doświadczonym, choć początkowo irytującym współpracownikiem – z czasem ich współpraca zaczyna przynosić efekty. Ogromnym atutem powieści jest samo miejsce akcji – Oszast. To nie tylko tło wydarzeń, ale niemal osobny bohater – mroczny, tajemniczy i skrywający sekrety, które stopniowo wychodzą na jaw. Autor doskonale oddaje klimat odosobnienia i niepokoju, dzięki czemu czytelnik niemal czuje chłód lasu i napięcie unoszące się w powietrzu. Styl Grzegorza Mirosława zasługuje na szczególne uznanie – jego sposób prowadzenia narracji, umiejętność dawkowania informacji i budowania atmosfery to prawdziwe mistrzostwo. Fabuła jest przemyślana, wciągająca i pełna zwrotów akcji, które skutecznie podtrzymują zainteresowanie do ostatnich stron. Po tak mocnym pierwszym tomie trudno nie czekać z niecierpliwością na kontynuację.
Jeśli lubicie mroczny klimat, tajemnice, góry i legendy, które wplatają się w kryminalną historię, to „Oszast” może Was naprawdę wciągnąć.
To kryminał/thriller, który od początku buduje duszną, ciężką atmosferę. Akcja dzieje się w Beskidzie Żywieckim i czuć, że góry są tu czymś więcej.. one widziały już wiele..Jest ciemno, niepokojąco, a las i okolica mają w sobie coś złowieszczego. Według lokalnych legend beskidzkie ścieżki spływają krwią…
Jan Stelmach wraz z żoną i córką wyrusza w podróż na Słowację. Spotkać się mają z kuzynem Szczepanem. Brzmi ja dobry aktywny urlop, w gronie najbliższych, ale…
Problem w tym, że rodzina nigdy nie dociera na miejsce. Następnego dnia rano Szczepan znajduje Jana na środku drogi… zakrwawionego, w szoku, bez śladu po jego najbliższych. I od tej chwili wszystko zaczyna wyglądać coraz gorzej.
Mały komisariat nie ma doświadczenia w tak brutalnych sprawach, dlatego do śledztwa zostaje przydzielony komisarz Weber. Towarzyszy mu miejscowa policjantka Anna Kocoń i tu muszę powiedzieć, że to świetnie skonstruowany duet: Weber jest szorstki, czasem irytujący, Anna bardziej uważna i „ludzka”. Razem tworzą ciekawy kontrast i naprawdę dobrze się ich obserwuje.
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w samochodzie Stelmacha zostaje znalezione ciało obcego mężczyzny… w bagażniku. Kim on jest? Dlaczego tam się znalazł? Czy Stelmach jest ofiarą ? O co tak naprawdę chodzi ?
Z każdym kolejnym rozdziałem napięcie rośnie, a atmosfera robi się coraz cięższa. Autor świetnie buduje niepokój, podszywa fabułę podejrzeniami i oskarżeniami, a do tego splata teraźniejsze śledztwo z wydarzeniami z przeszłości, które wracają jak cień. Każdy z bohaterów ma swoją historię i swoje sekrety.
Ogromny plus za tempo, nie ma tu rozwleczonych opisów, akcja jest dynamiczna, a książka wciąga tak, że trudno ją odłożyć. To jeden z tych kryminałów, gdzie zło początkowo czai się gdzieś daleko… ale szybko zaczyna sączyć się z każdej strony.
Jakiś miesiąc temu bookstagram zalany był nietypowymi unboxingami tej powieści. Z otrzymanych paczek wysypywała się złowrogo ciemna ziemia, zawierająca mech i szyszki. Marketing pierwsza klasa, bo chyba nie było nikogo, kto by nie zainteresował się treścią książki. I słusznie, bo już od pierwszych stron czytelnik wyrzucony jest w sam środek tajemnicy.
Jan Stelmach budzi się cały we krwi, gdzieś na pustej drodze w Beskidach. Nie wie, jak się tam znalazł, nie wie gdzie jest jego żona i malutka córeczka, z którymi jechał na urlop. Odnaleziony na drodze przez miejscowego leśniczego i jednocześnie swojego kuzyna, którego miał przy okazji odwiedzić, nie jest w stanie przypomnieć sobie, co właściwie się stało. Za to policja nie ma wątpliwości. Mężczyzna nie ma alibi, ale „wygodnie” ma lukę w pamięci. Do tego znika jego rodzina, a niedaleko znalezione zostaje ciało obcego mężczyzny. Dla śledczych to sprawa rozwiązana, mimo że mężczyzna naprawdę nie wie, co się wydarzyło. Sam wciąż zadaje sobie pytanie czy jest ofiarą, czy wyparł z pamięci własne czyny.
Fabuła książki przebiega dwutorowo. Z jednej strony obserwujemy śledztwo prowadzone przez policję, z drugiej działania Jana, próbującego złożyć w całość fragmenty wspomnień. Autor doskonale wybrał miejsce akcji, bowiem Oszast to odludny fragment Beskidu Żywieckiego, który jest tu nie tylko tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem powieści. Opisy lasu, oddziałują na zmysły. Czuć jaka to surowa i nieprzyjazna okolica. Tu zanika sygnał, szlaki się urywają, a cisza działa na nerwy. W takim miejscu każdy, nawet osoba znająca teren, szybko przestaje czuć się pewnie. A do tego dochodzą lokalne legendy, opowieści o zaginięciach i pradawnych zwyczajach.
Autor powoli buduje atmosferę, w której nie wiadomo, co jest realne, a co już zakrawa na rzeczy obce „szkiełku i oku”.
Świetny thriller, wymykający się wszelkim konwencjom. Poznajcie koniecznie
🖤„Oszast” to jedna z tych książek, które czyta się z narastającym niepokojem i poczuciem, że coś jest bardzo nie tak… i to na wielu poziomach 🌲.
🖤Poznajemy Jana Stelmacha i to od razu w najmocniejszym możliwym momencie. Budzi się w środku lasu, zakrwawiony, z totalną pustką w głowie. Nie wie, co się wydarzyło, a jego żona i córeczka zniknęły. I tu zaczyna się cała spirala napięcia, bo Jan nie tylko próbuje zrozumieć, co się stało, ale też bardzo szybko staje się głównym podejrzanym. I to nie tylko o zaginięcie bliskich, ale też o morderstwo. Jan jako bohater jest bardzo ciekawie poprowadzony. z jednej strony zagubiony, przerażony, momentami wręcz rozbity, a z drugiej coś w nim budzi niepokój. Czy można mu ufać? Czy on sam wie, do czego jest zdolny? To jest jedna z tych postaci, które trzymają całą historię w napięciu.
🖤W tle mamy śledztwo i klimat małej społeczności, gdzie każdy coś wie, ale nikt nie mówi wszystkiego. Do tego dochodzi Oszast, miejsce które jest właściwie osobnym bohaterem, dzikie, surowe, odcięte od świata. Las, który nie tylko ukrywa sekrety, ale jakby żyje własnym życiem. I właśnie ten klimat robi tu ogromną robotę.
🖤Fabuła łączy kryminał z elementami thrillera i delikatnego horroru. Pojawiają się motywy lokalnych legend, starych wierzeń i tego, co ludzie próbują wyprzeć. Wszystko jest duszne, gęste i momentami naprawdę niepokojące.
🖤To, co mi się podobało najbardziej, to sposób budowania napięcia. Nie ma tu tanich zwrotów akcji, tylko powolne wciąganie w historię i coraz więcej pytań bez odpowiedzi. I to uczucie, że jesteś coraz głębiej w czymś, z czego nie ma prostego wyjścia.
🖤Jeśli lubisz historie z klimatem, gdzie natura jest równie groźna jak ludzie i gdzie granica między prawdą, a czymś mroczniejszym zaczyna się zacierać, to zdecydowanie warto 📖.
" [...] To kraina, w której natura nieustannie igra z wyobraźnią, zaciera granice pomiędzy synem a jawą. [...]"
Biorąc do ręki książkę Grzegorza Mirosława pod tytułem "Oszast" pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to jej creepy okładka. Jest tak straszna, że aż chce się zajrzeć do środka i zobaczyć, jaki potwór się tam ukrywa. Powiem wam tylko tyle, że ukrywa się tam coś przerażającego i zarazem przyciągającego. To coś musicie odkryć sami. Gwarantuję wam, że będzie przerażeni. "Oszast", jak sam autor napisał, jest pierwszą częścią mrocznej serii thrillerów, osadzonej w Beskidzie Żywieckim. Od siebie dodam, że jest to bardzo emocjonująca historia. Nie da się jej odłożyć na półkę, nim nie pozna się zakończenia, a później pozostaje tęsknota i czekanie na kolejną mrożącą krew w żyłach opowieść. Grzegorz Mirosław w wyjątkowy sposób przedstawił swoje postacie. Polubiłam aspirant sztabową Annę Kocoń, zwaną potocznie Anką. Mocno jej kibicowałam. W tej historii nie będzie miała lekko. Czy da radę odkryć prawdę na temat między innymi brutalnego morderstwa? Chętnie poznałaby lepiej ją i jej wszystkie demony, które skrywa przed światem. Na uwagę zasługują również świetne dialogi. Niektóre z nich są bardzo zabawne, a inne wręcz przerażające. Nigdy nie byłam w Beskidzie Żywieckim, ale dzięki autorowi oczyma wyobraźni tam się przeniosłam. A właściwiej chodziłam, a nawet biegałam po krainie Oszastu. Tam ukrywa się coś bardzo złowieszczego. Da się wyczuć złą aurę tam panującą. Początek każdego rozdziału zaczyna się mroczną wstawką między innymi z pierwszej połowy dziewiętnastego wieku. Warto się im przyjrzeć z bliska. Świetna robota. Te teksty wywołały we mnie ciarki. Brawo. Czy tak jak ja odważycie się poznać pierwszą z wielu historii, którą skrywa niemy, ale nie ślepy Oszast? Moim zdaniem ten mroczny thriller zasługuje na ekranizację.
Oszast Autor: Grzegorz Mirosław Wydawnictwo: Znak *współpraca recenzencka* Q: Jakie uczucia wzbudza w was las? Jan Stelmach wraz z rodziną miał jechać na wyczekiwany urlop oraz odwiedzić jego kuzyna. Niestety przez złą pogodę ulegli oni wypadkowi samochodowemu. Jan nic nie pamiętając włuczył się środkiem drogi gdzie znalazł go kuzyn. Podczas śledztwa w jego samochodzie policja odnajduje zwłoki, a po żonie i córce nie ma śladu. Jan zostaje oskarżony o morderstwo. Jednak nie wszystko wydaje się takie jak powinno być, a sprawa jest bardziej skomplikowana. Śledztwo, które obejmuje puszczę i las Oszast nie jest takie proste. Jakie tajemnice skrywa puszcza? ~~ Jeżeli mogę tak to określić to była przyjemna lektura, wielowątkowa i niejednoznaczna. Fakt, że akcja książki dzieje się w mrocznej puszczy, w górach potęguje uczucie niepokoju co działa na plus całej historii. Ciekawym zabiegiem jest również rozpoczęcie każdego rozdziału opisem wydarzeń z 1847r, gdzie w tamtych rejonach panował głód oraz choroby. To też dało wprowadzenie do fabuły książki i naprowadziło na motyw książki. Mamy tutaj sprawę kryminalną, ale również wątek kanibalizmu. Mam wrażenie, że motyw ten ostatnio stał się bardziej popularny w literaturze. Ja osobiście się cieszę, bo to ciekawy wątek i możliwość z innej strony zagłębić się w psychikę człowieka. „Oszast” napisany jest zgrabnie, autor dobrze buduje napięcie. Czyta się dobrze i szybko. Postacie są również ciekawe, choć nie wszystkich polubiłam. Zwłaszcza postać dziennikarki trochę mnie zirytowała pod koniec książki. Jednak z drugiej strony autor fajnie ukazuje różne charaktery i osobowości, również te niezbyt z silnym kręgosłupem moralnym. Ode mnie 8/10
Jan zostaje znaleziony zakrwawiony na pustej drodze, jego żona i córka zniknęły, a on sam staje się podejrzanym o zabójstwo jakiegoś mężczyzny. Poza tym odkryty zostaje zbiorowy grób. Śledztwo prowadzi do odludnego obszaru Beskidu Żywieckiego. Las ten skrywa pewną przerażającą tajemnicę.
Nie lubię kryminałów, ale słyszałam, że ten ma świetny klimat - i ja to potwierdzam. Dodatkowo to taki nie do końca kryminał, bo sporo w nim thrillera.
Mimo że prowadzone było śledztwo, to nie przypominało ono takiego z typowych kryminałów. Opisy rozmów policjantów, ustalających, co dalej robić w śledztwie, nie pojawiały się na tyle często, żebym chciała tę książkę porzucić z nudy. Z kolei policjanci prowadzący poszukiwania nie zachowywali się przesadnie formalnie, stąd czułam się jakbym słuchała thrillera.
Doszłam do wniosku, że lubię klimat lasu w thrillerach/horrorach. Nie wiem, co w nim takiego jest, ale mnie to wciąga i nie puszcza. Tu też tak było. A to, co się w tych górach działo w przeszłości, dodawało tylko mroku i lekkiego obrzydzenia. Mówiąc szczerze zupełnie się takiego zwrotu akcji nie spodziewałam (tu zaznaczę, że nie jest to książka dla wszystkich ze względu na pewien motyw - patrz TW). Najlepsze było to, że nie miałam momentu, w którym przewidziałabym resztę fabuły i dużą rolę odegrało to, że było kilka głównych wątków, które na koniec logicznie się złączyły.
Niestety pojawiło się coś, co każdy czytający kryminały zna, ten jeden schemat bohaterów. Ona - piękna, każdy się za nią ogląda (na szczęście pojawiało się to głównie na samym początku); on - uzależniony od alkoholu. Ten drugi przypadek akurat był uargumentowany, ale nadal, tego było już pełno. Ale z plusów, oni mieli swoją przeszłość, która również została opisana, a to dało mi poczucie, że nie są to puści bohaterowie, których jedynym celem jest rozwiązanie sprawy.
Podsumowanie? Czy książka trzymała mnie w napięciu i zachwyciła klimatem? Tak. Koniec.
Jan Stelmach budzi się na pustej drodze wśród beskidzkich lasów. Jest zakrwawiony. Jego żona i córeczka przepadły bez śladu, a on nie ma pojęcia, co się stało. W ciągu kilku godzin staje się głównym podejrzanym nie tylko o uprowadzenie najbliższych, ale również o brutalne zabójstwo obcego mężczyzny.
Na początkowej fazie książki akcja się rozkręca. Czyta się bardzo przyjemnie. Autor podaje nam na początku rodziału jaki to dzień, miejsce i godzina - ułatwia to w odnalezieniu się gdzie jesteśmy w wydarzeniach.
Akcja rozkręca się bardzo dobrze, intrygująco i zachęca czytelnika do dalszego nieprzerwanego czytania. Mamy trochę takiego gburowatego komisarza Werbera z którym Anka musi współpracować, by odkryć co się dzieje i rozwikłać zagadki. Ale nadaje on książce i historii takiej prawdziwości. No ale tego co Szczepan odkrył mnie zdziwiło! To było niespodziewane i zaskakujące!
Takich zwrotów akcji, nowych informacji to się nie spodziewacie! Ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, gdy czytałam. Tego mi chyba brakowało - tej zmienności, a nie przewidywalności, tego czekania co będzie dalej. Czy to co mam w głowie się wydarzy czy raczej muszę obrać nowy kierunek. Ten kierunek przy końcu się już bardzo ustabilizował, ale ciągle pozostawała jedna kwestia do wyjaśnienia.
Obecnie jestem zachwycona książką i historią w niej zawartą. Ciekawi mnie czy ten temat zostanie pociągnięty na kolejną książkę czy pozostanie tylko jedna. Wnioskując po epilogu, można by było dalej to pociągnąć, ale co Autor z tym zrobi? Pozostaje nam poczekać cierpliwie.
Jeśli poszukujecie historii, która Was dogłębnie zaintryguje, zostawi odciski w głowie, pozwoli pomyśleć o rzeczach, które skrywa natura w niedostępnych i opuszczonych terenach - to ta książka jest dla Was! Nie ma co się wachać. Trzeba wziąć tą pozycję do ręki i się z nią zapoznać.
Grzegorz Mirosław powraca z mrocznym thrillerem, który niezwykle sprawnie łączy mroczne wątki z grozą natury tworząc klimat absolutnie nietuzinkowy. Ten mix tworzy nie tylko klasyczną opowieść o zbrodni, to historia o instynktach, które dochodzą do głosu.
Książka początkowo może przytłoczyć klimatem niepokoju i dezinformacji, ponieważ Jan Stalmach budzi się zakrwawiony i bez wspomnień. Ta niepewność jest uderzająca i przyznaje, że i mnie się udzieliła podczas czytania, bo zacierające się granice między prawdą a złudzeniem dodatkowo potęgują napięcie. Sama postać Stalmacha jest niejednoznaczna, ale to powoduje, że w tej niesztampowości jest intrygujący, bo może być zarówno ofiarą, jak i sprawcą. Mirosław tworząc tło swoich powieści nadaje naturze niemal ludzki wymiar, gdzie leśna aura, czuje, obserwuje i świadomie skrywa tajemnice, to wszystko przekłada się też na poczucie izolacji, które wraz z zagłębianiem się w historie niepokoją i przywołują takie pierwotne uczucia.
Fabuła pokazując zarówno policyjne śledztwo jak i stopniowe odrywanie sekretów związanych z Oszastem nie pozwala na nudę, zwłaszcza że w grę wchodzą legendy, niedopowiedzenia i fakt, że nie zawsze wszystko można wyjaśnić w sposób racjonalny.
„Oszats” dał mi literacką satysfakcję, zwłaszcza że nie spodziewałam się tak wielu nut grozy w tej powieści. Historia zdecydowanie stoi klimatem i wątkami zbudowanymi wokół tajemniczego otoczenia, co sprawia, że książka oferuje coś więcej niż klasyczny kryminał, by w finale pozostawić w czytelniku niepokój.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: odzyskujecie przytomność na środku pustej drogi w gęstym lesie. Jesteście zakrwawieni, a w głowie macie przebłyski wypadku samochodowego. Pamiętacie, że jechaliście z żoną i dzieckiem na wymarzony urlop. Problem w tym, że... Wasza rodzina zniknęła. W rozbitym aucie nie ma ani walizek, ani nawet dziecięcego fotelika - niczego, co potwierdziłoby Waszą wersję wydarzeń. Jest za to trup obcego mężczyzny w bagażniku. W jednej chwili z ofiary stajecie się głównym podejrzanym, a jedyne, co tłucze się Wam z tyłu głowy, to pytanie: co stało się z moimi bliskimi? Tak zaczyna się ta mroczna podróż, w której wszystkie ślady prowadzą do tytułowego Oszastu - miejsca dzikiego, niedostępnego i skrywającego tajemnice sprzed wielu, wielu lat...
To lektura, która od samego początku wciąga w głąb mrocznej historii Oszastu. Jest w niej wszystko, co cenię w dobrych kryminałach: świetnie wybrany, dziki teren działań, wyraziści bohaterowie i masa akcji, która nie pozwala się nudzić. Autor tak prowadzi fabułę, że z każdym rozdziałem dostajemy kolejne kawałki układanki, a na jaw wychodzą fakty, których kompletnie się nie spodziewamy. Co ciekawe korzenie tej mrocznej tajemnicy sięgają bardzo dawnych czasów, a konkretnie okresu głodu w Galicji, co nadaje całości niesamowitego ciężaru. Do tego świetne zakończenie, które otwiera szeroko furtkę na kolejną część, której osobiście nie mogę się już doczekać. Na dowód tego, jak dobra jest to książka, mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że znajdzie się ona w mojej topce roku w kategorii kryminałów!
Oszast to dzikie i zapomniane przez Boga miejsce, w którym pierwotny las potrafi przytłoczyć swoim mrokiem a diobły zwodzą ludzi na manowce. Czy odważysz się tam wejść żeby odkryć jego sekret?
Jan Stelmach nie pamięta jak znalazł się na drodze, nie wie czemu jest zakrwawiony i co się wydarzyło a oprócz tego jego żona i córeczka znikają w tajemniczych okolicznościach. Pojawiają się również zwłoki, które komplikują sprawę jeszcze bardziej, gdyż podejrzenie popełnienia zbrodni pada właśnie na Jana. Czy Oszast odkryje swoje tajemnice i pomoże w rozwiązaniu sprawy?
"Oszast" to książka, która wciąga czytelnika od pierwszych stron ukazując mrok, tajemnice i zło jakie potrafi czaić się w ludzkiej duszy. Gęsta i duszna atmosfera, las który psychodeliczne wpływa na człowieka powodując wrażenie bycia obserwowanym a w środku tego mroku paskudna sprawa, która przybiera nieoczekiwany bieg.
Dawno nie czytałam tak dobrze skonstruowanego thrillera, który w tak niewyobrażalne sposób wpływa na czytelnika. Świetnie skonstruowane tło pomaga utrzymać tajemnicę a bohaterowie, którzy muszą się z nią zmierzyć sami mają niejedno za uszami dzięki czemu stają się bardziej realni i prawdziwi. "Oszast" łączy w sobie elementy kryminału z mrocznym thrillerem, a napięcie które stopniowo wzrasta powoduje, że z ciekawością zagłębiałam się w tekst i z niecierpliwością czekałam na finał, który notabene był mocnym zakończeniem.
Sam pomysł na fabułę jest dla mnie dość intrygujący i nie ukrywam, że chciałabym się dowiedzieć jak zostaną pociągnięte wątki, które nie doczekały się zakończenia.
#współpracarecenzencka Już sam opis intryguje, a prolog sprawia, że wiesz, że to prawdopodobnie będzie dobre. Ta historia wciąga jak moczary w Oszaście. Jan Stelmach z żoną i córeczką wyjechał na urlop w słowackie góry. Po drodze mieli jeszcze skręcić do jego kuzyna, jednak tam nie dotarli. Mężczyzna budzi się zakrwawiony, nic nie pamięta i nie wie gdzie jest. Jest zafiksowany na znalezieniu rodziny, policja jednak odkrywa coś innego... W jego rozbitym samochodzie nie ma śladu po planowanej wycieczce ani jego dziewczynach, jest za to ciało. Pięć miesięcy wcześniej przy wyrębie lasu odkryto zbiorową mogiłę. Czy te sprawy są powiązane? Zacznę od jedynego zarzutu jaki mam do tej książki. Schemat, który jest ciągle powielany w kryminałach odnośnie bohaterów. Młoda policjantka, śledczy z nałogiem i silna prokuratorka. Natomiast zdecydowanie są to postacie dobrze rozpisane. Tak jak i pozostali bohaterowie. Do tego rewelacyjne opisy mrocznego, pierwotnego lasu, oraz historii z czasów Wielkiego Głodu w Galicji, które aż wywoływały ciarki. Czytając miałam duże skojarzenie z pewnym horrorem, które okazało się bardzo trafne. A to dodawało dodatkowego niepokoju. Ta książka ma wszystko czego oczekuje się od tego gatunku. Jest zbrodnia, jest mrok, są wyraziści bohaterowie. Sam Oszast zasługuje na miano osobnego bohatera. Nie można się oderwać, czyta sie błyskawicznie. Napisana prosto, ale z dbałością o historię, folklor i utrzymanie atmosfery. Zdecydowanie najlepsza z gatunku od bardzo dawna. Moja ocena to mocne 8/10⭐️.
„Oszast” to thriller, który od pierwszych stron wciągnął mnie w mroczną, niepokojącą historię rozgrywającą się w surowym krajobrazie Beskidu Żywieckiego. Już sam punkt wyjścia, mężczyzna budzący się na pustej drodze, zakrwawiony i pozbawiony wspomnień o losie swojej żony i dziecka, budował napięcie i poczucie dezorientacji, które towarzyszyło mi niemal do samego końca.
Autor znakomicie operuje atmosferą grozy. Beskidzkie lasy nie są tu jedynie tłem wydarzeń, lecz niemal osobnym bohaterem, dzikim, nieprzewidywalnym i pełnym mrocznych tajemnic. Opisy przyrody potęgowały uczucie osaczenia i niepokoju, sprawiając, że momentami odczuwałam dreszcze.
Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie i ich przeszłość. Ich historie są złożone, pełne sekretów i niedopowiedzeń, które autor stopniowo odsłania, utrzymując napięcie i ciekawość. Dzięki temu fabuła nie ogranicza się jedynie do wątku kryminalnego, lecz staje się także opowieścią o ludzkich słabościach, traumach i konsekwencjach dawnych wyborów.
Dużym atutem powieści jest także konstrukcja intrygi. Podwójne śledztwo prowadzone równolegle pozwalało mi spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw, a kolejne tropy prowadziły mnie coraz głębiej w tajemniczy świat Oszastu. Finał historii był zaskakujący i satysfakcjonujący, trudno było go przewidzieć, co dodatkowo podniosło wartość książki.
To książka, która potrafi przestraszyć, ale jednocześnie wciąga na tyle, że trudno było mi się od niej oderwać.
„Oszast” Grzegorza Mirosława to historia, która od pierwszych stron wrzuca nas w sam środek niepokoju i dezorientacji. Poznajemy Jana, który odzyskuje przytomność w środku odludnej, leśnej drogi. Jest ranny, zdezorientowany i… zupełnie sam. Jego najbliżsi zniknęli bez śladu, a on sam nie potrafi odtworzyć wydarzeń, które do tego doprowadziły. Już ten początek sprawia, że napięcie rośnie błyskawicznie i nie odpuszcza aż do końca.
Z każdą kolejną stroną fabuła zagęszcza się coraz bardziej. Podejrzenia padają na głównego bohatera, a sprawa komplikuje się jeszcze mocniej, gdy na jaw wychodzą kolejne mroczne wątki. Autor świetnie prowadzi narrację, wciąga czytelnika w sieć niedopowiedzeń, tropów i zwrotów akcji, które skutecznie mieszają w głowie. To jedna z tych książek, gdzie naprawdę trudno przewidzieć, co wydarzy się dalej.
Ogromnym atutem jest klimat - dziki, niepokojący i momentami wręcz duszny. Beskidzkie tereny zostały przedstawione w sposób sugestywny i pełen tajemnicy. Czujemy, że to miejsce skrywa coś więcej niż tylko historię… Autor świetnie buduje atmosferę zagrożenia i niepewności, a motyw odizolowanej przestrzeni dodaje całości jeszcze większej intensywności.
To zdecydowanie książka, którą pochłonęłam niemal jednym tchem. Dynamiczna, dobrze skonstruowana i trzymająca w napięciu do ostatnich stron. Jeśli lubicie thrillery z klimatem i tajemnicą w tle, zdecydowanie warto sięgnąć po „Oszast”.
❓Co bardziej Was przeraża: nieznane miejsce czy utrata pamięci❓
📚 Jedna noc zmieniła wszystko. Jan Stelmach wraz z żoną i półroczną córką wyrusza na urlop na Słowację. Po drodze planują odwiedzić leśniczego Szczepana, kuzyna Jana. Niestety ich podróż zostaje brutalnie przerwana przez tajemniczy samochód, który jedzie wprost na czołowe zderzenie. W ostatniej chwili Jan odbija, unikając tragedii — jednak jego decyzja okazuje się mieć poważne konsekwencje. Auto wypada z drogi i zatrzymuje się w wąwozie. Kilka godzin później Jan odnajduje się na środku drogi, cierpiąc na czasową amnezję. Śledczy, którzy docierają na miejsce wypadku, znajdują jedynie porzucony samochód. Ślady prowadzą w stronę mrocznej, górskiej krainy Oszast — miejsca, którego nawet miejscowi unikają.
📚 Oszast to górski kryminał/thriller, który pochłania od pierwszych stron.
📚 Dawno nie przeczytałam książki w takim tempie! Napięcie budowane jest stopniowo, a podział fabuły na godziny pozwala spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw, co dodatkowo potęguje emocje. To jedna z tych historii, przy których mówi się „jeszcze tylko jeden rozdział”… i nagle okazuje się, że minął cały wieczór, a książka jest skończona 😅 Na szczególne uznanie zasługuje również warsztat autora — styl jest płynny, wciągający i sprawia ogromną przyjemność podczas czytania.
(...) Oszast, to pełna tajemnic i mroku kraina w Beskidzie Żywieckim. Podczas śledztwa dotyczącego zabójstwa oraz poszukiwań zaginionej kobiety z dzieckiem, otwierają się piekielne wrota jakie to miejsce skrywa od wielu lat. Aspirant Anka, przydzielona do zespołu, na czele którego staje komisarz Weber, musi zmierzyć się również z demonami przeszłości, które budzą się pod wpływem aktualnych wydarzeń...
"Oszast" to lektura obowiązkowa dla fanów gatunku. Zawiera wszystko to, co powinno charakteryzować dobry, mocny kryminał. Poczynając od budowanego stopniowo napięcia, poprzez idealnie dobraną scenerię, charakterne postacie, aż po elementy zaskoczenia, które wbijają czytelnika w fotel. Głębokie ukłony dla autora za tak umiejętnie wykreowaną opowieść, od której nie sposób się oderwać. Tak zachłannie to chyba jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki. Niemalże brakowało mi tchu, tak bardzo nie mogłam doczekać się finału, jednocześnie wyczuwałam, że koniec czytania przyniesie mi pustkę. I tak też się stało. Bo to jedna z tych książek, po odłożeniu których jest nam czegoś brak. Jakby skończyło się to, w czym braliśmy czynny udział i nagle musimy wrócić do rzeczywistości.
Nie widzę w tej książce żadnych minusów. No może po za tym, że się skończyła. Polecam gorąco !! Ogrom emocji i nerwy napięte do granic możliwości gwarantowane.
Grzegorz Mirosław to autor, którego wcześniej nie znałem. Choć jego debiut miał miejsce już jakiś czas temu, nadal można uznać go za stosunkowo „świeże” nazwisko na rynku - Oszast jest dopiero jego trzecią powieścią. Co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę książkę? Przede wszystkim opis. Bardzo lubię historie osadzone w leśnych i górskich klimatach. Czy warto było? Zdecydowanie tak!
Oszast to świetna książka. Już samo zawiązanie akcji robi ogromne wrażenie. Na górskiej drodze zostaje znaleziony zakrwawiony mężczyzna. Podróżował na wakacje z żoną i córką. Co się wydarzyło? Gdzie są jego bliscy? I dlaczego chwilę później trafia do więzienia, oskarżony o morderstwo? Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi przychodzą stopniowo. Jedno jest pewne - im głębiej autor prowadzi nas w las, tym bardziej skomplikowana staje się cała zagadka.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, żeby nie odbierać nikomu przyjemności z lektury, ale mogę zapewnić, że jeden z wątków potrafi naprawdę zaskoczyć i wywołać delikatny opad szczęki. Ogromny plus dla autora za to, jak umiejętnie poprowadził tę część historii.
To bardzo dobra i wciągająca powieść. Ma ten specyficzny, lekko duszny klimat, który osobiście uwielbiam w thrillerach i kryminałach. Jeśli również cenicie tego typu historie, po zakończeniu lektury będziecie bardzo usatysfakcjonowani. Polecam!
Co to była za książka! Po pierwsze: czytało się ją bardzo dobrze, a to ważne w thrillerach oraz takiej obsadzie bohaterów jaka była tutaj. Dużo się działo, wiele emocji czułam przechodząc od perspektywy bohaterów ''tu i teraz'', a tych z dziesiątek lat temu... Powiedziałabym, że wzruszający zabieg, może w sumie na początku była to łzawa historia rodziny, lecz do pewnego momentu - kto czytał ten wie:)
A tu zawarty spojler! Po drugie: no właśnie co za plot twist!!! Cóż za element, którego się totalnie nie spodziewałam i aż mnie wmurowało jak przeczytałam o tym kani*aliźmie. Wow, wow i wow. Nie jest to temat często poruszany, autorzy się go baaardzo boją, a tu?! Chapeau bas naprawdę, wielkie pokłony, bo aż mi się robiło niedobrze na pewnych fragmentach...
Ciekawa fabuła rozegrana na pięknych polskich ziemiach, w pięknych polskich wsiach i naszym folklorze! Chcę więcej, tyle powiem!
Bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Jednym Słowem za współpracę! Świetna książka i kolejny ulubiony autor<3