Debiutancki thriller byłej oficer polskiego kontrwywiadu
Rozpoczyna się gra, w której nikt nie jest bezpieczny…
Ewa, rozwiedziona matka dwójki dzieci, natrafia na zwłoki. Zszokowana odkrywa, że zna martwego mężczyznę, choć pod innym imieniem niż to, które widnieje w znalezionych przy nim dokumentach. Wolałaby, żeby nikt nie dowiedział się, jakie relacje łączyły ją z denatem.
Nie wie, że właśnie znalazła się w samym środku wydarzeń, gdzie każdy nierozważny ruch może ją kosztować życie.
Złoty spadochron to realistyczny thriller ukazujący mechanizmy zamkniętego świata służb, pełnego manipulacji, złożonych powiązań i nieprzewidywalnych sojuszy. Świata, w którym z dnia na dzień przyjaciele mogą stać się wrogami, a pozory mylą równie często, co ukryte intencje.
Współczesna powieść inspirowana jedną z największych afer PRL-u – operacją Żelazo.
Całkiem udana książka. Dawno nie czytałem tak fajnego debiutu. Akcja się nie ciągnie, ale nie jest przekombinowana, intryga goni intrygę, dodatkowym plusem jest nawiązanie do prawdziwej historii. Jestem pozytywnie zaskoczony i polecam.
Od lat thrillery i kryminały zajmują szczególne miejsce wśród moich czytelniczych wyborów. W tych gatunkach najbardziej cenię napięcie, zaskakujące zwroty akcji oraz historie pełne tajemnic i niejednoznacznych bohaterów. Choć chętnie sięgam po książki znanych autorów, odkrywanie nowych nazwisk sprawia mi równie dużą satysfakcję. Często sięgam po debiutujących pisarzy, zwłaszcza z Polski, bo właśnie wśród nich można znaleźć prawdziwe literackie perełki. Dlatego z dużą ciekawością sięgnęłam po thriller „Złoty spadochron” Katarzyny Gołdy. Moją uwagę przyciągnął nie tylko opis fabuły, ale także sama autorka, która przez wiele lat była oficerem polskiego kontrwywiadu. Ta informacja jeszcze bardziej wzbudziła moje zainteresowanie, bo liczyłam na historię, w której fikcja literacka łączy się z doświadczeniem zaczerpniętym z prawdziwego życia.
Ewa, rozwiedziona matka dwójki dzieci, przypadkowo natrafia na zwłoki mężczyzny. Sytuacja sama w sobie jest szokująca, jednak prawdziwy wstrząs przychodzi chwilę później, gdy kobieta rozpoznaje denata. Problem polega na tym, że znała go pod zupełnie innym imieniem niż to, które widnieje w jego dokumentach. Ewa zdaje sobie sprawę, że ich znajomość była na tyle skomplikowana i niejednoznaczna, że wolałaby, aby nikt nigdy się o niej nie dowiedział. Niestety los ma wobec niej zupełnie inne plany. Z każdym kolejnym dniem kobieta coraz mocniej wplątuje się w wydarzenia, które wykraczają daleko poza zwykłą kryminalną sprawę. Okazuje się, że znalezione ciało jest jedynie początkiem znacznie bardziej złożonej historii. Rozpoczyna się gra, w której nikt nie jest bezpieczny. Ewa szybko odkrywa, że znalazła się w świecie, w którym granica między prawdą a manipulacją jest niezwykle cienka. W rzeczywistości powiązanej ze służbami specjalnymi, polityką i ukrytymi interesami każdy ruch może mieć poważne konsekwencje. Bohaterka musi nie tylko zmierzyć się z własną przeszłością, lecz także nauczyć się funkcjonować w środowisku, gdzie zaufanie jest luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić.
„Złoty spadochron” to powieść, która już od pierwszych stron wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Czuć w niej autentyczność, prawdopodobnie wynikającą z doświadczeń autorki. Świat służb specjalnych nie jest przedstawiony w sposób sensacyjny ani przesadnie filmowy – wręcz przeciwnie. Dominuje realizm, chłodna kalkulacja oraz poczucie, że za kulisami codziennego życia kryją się mechanizmy, o których zwykli ludzie nie mają pojęcia. „Złoty spadochron” ukazuje zamknięty świat służb – pełen układów, tajemnic i nieoczywistych relacji. W tej rzeczywistości przyjaciele mogą z dnia na dzień stać się wrogami, a pozory mylą się niemal tak często, jak celowo ukrywane intencje. Dużym atutem książki jest także konstrukcja fabuły. Historia rozwija się stopniowo – autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu, lecz konsekwentnie buduje napięcie. Każdy kolejny rozdział przynosi nowe pytania, a odpowiedzi pojawiają się dopiero wtedy, gdy czytelnik zaczyna tworzyć własne hipotezy. Bardzo podobała mi się również postać głównej bohaterki. Ewa nie jest typową „niezniszczalną” bohaterką thrillerów. To zwyczajna kobieta, matka dwójki dzieci, która nagle zostaje wciągnięta w wydarzenia zdecydowanie przekraczające jej codzienność. Dzięki temu jej reakcje wydają się wiarygodne – momentami widać strach, wahanie czy bezradność, co sprawia, że łatwo się z nią utożsamić. Na uwagę zasługuje także klimat powieści. Autorka świetnie oddaje atmosferę niepewności i ciągłego napięcia. Czytelnik niemal przez cały czas ma poczucie, że za chwilę wydarzy się coś nieprzewidywalnego. Dodatkowo pojawia się wiele postaci, których intencji nie jesteśmy w stanie od razu rozszyfrować. Jeśli miałabym wskazać element, który szczególnie zapadł mi w pamięć, byłaby to warstwa psychologiczna historii. „Złoty spadochron” nie jest jedynie opowieścią o morderstwie czy tajnej operacji. To także historia o manipulacji, lojalności, zdradzie oraz o tym, jak cienka bywa granica między dobrem a złem. Co szczególnie interesujące, powieść jest częściowo inspirowana jedną z największych afer czasów PRL – operacją „Żelazo”. Ten wątek dodaje historii dodatkowej głębi i kontekstu historycznego. Była to jedna z najbardziej kontrowersyjnych i tajemniczych akcji służb specjalnych tamtego okresu, a jej echa – w literackiej interpretacji autorki – powracają w wydarzeniach przedstawionych w powieści. Dzięki temu „Złoty spadochron” nie jest wyłącznie współczesnym thrillerem, lecz także historią pokazującą, jak dawne operacje i ukryte decyzje potrafią wpływać na teraźniejszość. „Złoty spadochron” to bardzo udany debiut, który z pewnością zainteresuje miłośników thrillerów osadzonych w realiach służb specjalnych. Powieść wyróżnia się realistycznym podejściem do tematu, dobrze skonstruowaną intrygą oraz bohaterami, którzy nie są jednowymiarowi. Dla mnie była to naprawdę wciągająca lektura. Momentami trudno było mi odłożyć książkę, ponieważ autorka umiejętnie podsyca ciekawość i sprawia, że chce się poznać dalszy ciąg wydarzeń. Doceniam również fakt, że za historią stoi osoba, która zna opisywany świat od środka – dzięki temu całość zyskuje dodatkową wiarygodność. Jeśli lubicie thrillery z tajemnicą, politycznym tłem i atmosferą nieustannego napięcia, zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę. Ja z pewnością będę śledzić kolejne literackie kroki Katarzyny Gołdy, ponieważ jej debiut pokazuje, że w polskiej literaturze sensacyjnej pojawił się bardzo interesujący nowy głos.
Jest to ciekawy thriller sensacyjno-szpiegowski, dobrze napisany, trzymający w napięciu, a audiobooka ładnie interpretuje Andrzej Konopka.
Prolog opisuje zdarzenie z roku 1990, kiedy to owdowiały bibliotekarz, Władysław, demoluje cztery tomy encyklopedii, aby w wykrojonych skrytkach upchnąć skarb, który - ma nadzieję - przyda się w przyszłości jego córce.
W roku 2019 Ewa Łukasik jest samotną matką Antosi i Marcelka, której alimenty od byłego męża i 500+ ledwo starczają na czynsz i pokrycie bieżących opłat. Na znalezienie przyzwoitej pracy nie ma szans, odkąd półtora roku wcześniej brukowce opisały jej współpracę z ABW. Marne wynagrodzenie szkolnej sprzątaczki stara się uzupełniać wizytami u wymagających klientów oraz sprawdzaniem kontenerów w okolicznych śmietnikach. Zwłaszcza że cierpiący na demencję ojciec, Władysław, też wymaga finansowego wsparcia.
Pewnego wieczora odkrywa Ewa w kontenerze ciało mężczyzny, a znaleziona obok jego legitymacja służbowa identyfikuje go jako funkcjonariusza ABW, z tym że zdjęcie, na którym Ewa rozpoznaje swojego regularnego klienta, nie pokrywa się z imieniem, pod jakim go znała. Od tego dnia zaczynają się dziać wokół niej dziwne i coraz bardziej przerażające wydarzenia: przysyłane zdjęcia i memy z groźbami, śledzący ją ludzie, wizyty domowe policjantów, przesłuchania, podczas których padają przedziwne pytania …
Dlaczego Ewa Łukasik stała się obiektem zainteresowania Wydziału Pierwszego Departamentu Kontrwywiadu ABW? Czy tylko dlatego, źe znaleziony przez nią w kontenerze facet to zaginiony dyrektor Wydziału, na dodatek szwagier ważnego ministra?
Galeria funkcjonariuszy, jaką poznajemy jest całkiem spora, każdy zresztą z interesującą osobowością i osobistą historią. Opis przebiegu intrygi jest wciągający, a napięcie podtrzymywane celowo odwlekanymi i stopniowo serwowanymi odpowiedziami na istotne pytania, zarówno natury ogólnej np. kto kogo podgryza i kto jakie lody kręci na boku, oraz kwestii szczegółowych np. czy chodzi jedynie o legendarny tzw. skarb braci Janoszów, a może ważniejsze są dokumenty wymieniające współczesnych beneficjentów peerelowskiej afery Żelazo. Po stronie ABW główną rozgrywającą ostatecznie okazuje się agentka Bogna Bohr.
Jest to z pewnością udany debiut powieściowy autorki. Jednak od byłej oficer ABW i SKW w przyszłości - a kontynuację kariery pisarskiej Katarzyna Gołda zapowiada - oczekiwałabym raczej bieżących tematów stanowiących palące zadania dla cywilnego i wojskowego kontrwywiadu jakich, niestety, z pewnością nie brakuje.
„Złoty spadochron” to thriller, który nie tylko trzyma w napięciu, ale przede wszystkim uderza w najbardziej czułe miejsca: lęk o bliskich, bezradność wobec systemu i granice własnej moralności. Ewa jeszcze niedawno miała wszystko. Męża, rodzinę, dobrą pracę, status materialny. Dziś, pod osłoną nocy, przeszukuje kontenery pod marketem. Nie szuka skarbów. Szuka jedzenia dla swoich dzieci. Jej wstyd jest niemal namacalny. To portret psychologiczny kobiety zepchniętej na margines, która dla przetrwania rodziny staje się pionkiem w niebezpiecznej grze służb. Z drugiej strony poznajemy O’Harę. Oficera ABW. Ojca dziewczynki cierpiącej na „klątwę Ondyny”- chorobę, która sprawia, że każde zaśniecie może być ostatnim. System go zawiódł. Refundacji nie ma. Niesie codziennie ciężar bycia „strażnikiem oddechu”. Jak daleko posuniesz się, by ratować swoje dziecko? Czy miłość usprawiedliwia kradzież i manipulację?. „Złoty spadochron” Katarzyny Gołdy to thriller, który czyta się z zaciśniętym gardłem. To nie tylko historia o szpiegach i aferze „Żelazo” z czasów PRL. To przede wszystkim głębokie studium ludzkiej psychiki w sytuacjach granicznych. Tutaj bitwa nie rozgrywa się na poligonie, ale w sumieniach bohaterów. To thriller, który pod płaszczem opowieści szpiegowskiej skrywa bolesne studium ludzkiej desperacji, bezradności, społecznego wykluczenia i patriarchalnych układów, w których kompetencje kobiet wciąż bywają podważane. Jestem pod wrażeniem jak Katarzyna Gołda w swoim debiucie pisarskim zręcznie połączyła prawdziwe fakty z fikcją literacką wypełnioną głębią psychologiczno-społeczną i świetnie wykreowanymi bohaterami. Ogromnym atutem tej powieści są bohaterowie. Nie tylko główni. To postaci z „krwi i kości”, nieprzerysowane, niepapierowe, tylko boleśnie prawdziwe. Ich emocje są wiarygodne, a ich decyzji nie da się ocenić zero-jedynkowo. I właśnie to działa tu najmocniej z perspektywy psychologicznej i biblioterapeutycznej: ta historia zmusza, by zajrzeć w siebie i zapytać, gdzie naprawdę przebiegają nasze granice. Dla osób, które zamiast wątków psychologicznych wolą akcję i intrygujące zagadki z przeszłości wraz z suurealistycznym obrazem PRL, gdzie tajne służby zajmowały się okradaniem jubilerów, a dygnitarze korzystali ochoczo z tego „sezamu Alladyna”.
"Wszystkie łzy, którym Ewa nie pozwoliła opuścić oczu przez ponad rok, skumulowały się jak podczas przerwania tamy na wodospadzie i w żaden sposób nie potrafiła ich zatrzymać. Czuła się pusta i pełna jednocześnie. Pełna łez, lecz pozbawiona uczuć."
Zamiecione pod dywan brudy, związane z nielegalną działalnością służb specjalnych, po latach zaczynają zbytnio interesować dyrektora Departamentu Kontrwywiadu ABW. Jego działania mogą zachwiać długo wypracowany spokój a niejeden stołek może się niebezpiecznie zachwiać.
Brawurowa historia, w której obserwujemy harmetyczne środowisko służb specjalnych, mechanizmy ochronne i wzajemne zależności. Zniknięcie płk Krzysztofa Zalewskiego komplikuje działalność nie tylko pozostałych agentów, ma także ogromny wpływ na Ewę, kobietę, która straciła wszystko gdy została oskarżona o wyjawienie poufnych danych i współpracę z ABW. Jej znajomość z Zalewskim miała jednak inny charakter, kobieta znała go jako Igora, a ich relacja była oparta na usługach sprzątania mieszkania niekoniecznie w stroju do tego najwygodniejszym. Czy to faktycznie była tylko rozrywka? A może Ewa nie jest przypadkową osobą? Gdy jej dzieci zostają porwane, kobieta zdaje sobie sprawę, że została uwikłana w coś o czym nie ma pojęcia.
Oficer służb specjalnych Bogna Bohr staje się postacią kluczową, która z jednej strony działa na prywatne zlecenie Zalewskiego, z drugiej strony staje się ostatnią deską ratunku dla Ewy i pozostałych wysoko postawionych. Czy Bogna dojdzie do prawdy? Czy sprawa sprzed może jeszcze komuś zaszkodzić? A może tu nie chodzi o to, co się wtedy wydarzyło, tylko o to, kto sobie ubrudził ręce?
Czy Zalewski żyje? Czy Ewa odzyska dzieci? Czy Bogna dojdzie do prawdy i zachowa swoje stanowisko? Wiadomo przecież, że nadgorliwość jest największym grzechem bez możliwości rozgrzeszenia i pokuty. No chyba, że się ma złoty spadochron.
"Złoty spadochron - kwota pieniężna albo inna korzyść gwarantowana osobom zatrudnianym na wysokich stanowiskach w sytuacji, kiedy je utracą.
Świetna, angażująca historia, idealna dla sympatyków mocnych wrażeń i dynamicznej akcji, która wkracza w świat służb specjalnych.
Thriller, który od pierwszych stron buduje napięcie nie tylko wydarzeniami, ale przede wszystkim atmosferą nieufności. To jedna z tych historii, gdzie jedno przypadkowe zdarzenie uruchamia lawinę, a bohaterka bardzo szybko orientuje się, że znalazła się w miejscu, z którego nie da się już po prostu wycofać.
Ewa prowadzi zwyczajne życie, próbując poukładać codzienność po rozwodzie i skupić się na dzieciach. Wszystko zmienia się w chwili, gdy trafia na ciało mężczyzny. Szok jest tym większy, że rozpoznaje denata, choć jego nazwisko i dokumenty sugerują zupełnie inną tożsamość. Od tego momentu Ewa nie tylko zaczyna się bać, ale też zdaje sobie sprawę, że jej własna przeszłość może stać się dla niej największym zagrożeniem.
Autorka bardzo sprawnie wciąga czytelnika w świat, w którym nic nie jest oczywiste, a ludzie częściej grają role, niż mówią prawdę. W tle pojawiają się służby, układy, manipulacje i sprawy, które dawno temu powinny zostać zamknięte, ale po latach zaczynają zbyt mocno interesować nieodpowiednich ludzi. I wtedy robi się naprawdę niebezpiecznie, bo stawką nie jest już tylko wyjaśnienie zagadki, ale zwyczajne przetrwanie.
Najmocniejsze w tej historii jest to, że nie ma tu prostego podziału na dobrych i złych. Każdy ma swoje powody, każdy coś ukrywa, a niektóre decyzje podejmowane są w imię „wyższego dobra”. Autorka świetnie pokazuje, jak łatwo w takim świecie stać się pionkiem, narzędziem, elementem większej gry, w której liczy się cel, a nie człowiek.
„Złoty spadochron” wciąga, trzyma tempo i zostawia po sobie niepokój, który zostaje jeszcze długo po zakończeniu. Dla mnie to bardzo solidny, realistyczny thriller, który pokazuje brudną stronę świata służb i udowadnia, że największe zagrożenie często nie wynika z tego, co widać, tylko z tego, co zostało przemilczane.
Pierwsze co w „Złotym spadochronie” mnie uderzyło to autentyczność i realizm na wysokim poziomie, zapewne duża w tym zasługa doświadczeń autorki, która jako była oficer kontrwywiadu zna tematykę od podszewki. W historii pełno zakulisowych działań i nie do końca przejrzystych działań, czyli chleb powszedni działalności służb.
Przypadkowe odnalezienie zwłok przez Ewę jest zalążkiem tej intrygującej historii, jeszcze ciekawiej się robi, gdy okazuje się, że kobieta denata znała pod zupełnie innymi personaliami. Właśnie od tego momentu napięcie zaczyna rosnąć, a atmosfera zagrożenia tylko się pogłębia. Bohaterka starając się chronić rodzinę i własne sekrety, zmuszana jest do podejmowania trudnych decyzji, a nieustanna presja powoduje, że atmosfera nieustannie się zagęszcza.
Ja jestem fanką tej szpiegowskiej aury, która jest znacznie ciekawsza niż klasyczne pościgi i strzelaniny, tutaj na pierwszy plan wychodzą typowe działania służb jak manipulacja, operowanie półprawdami i siec zależności, które tylko wszystko zacieniają i komplikują, bo od lojalności od zdrady dzieli bardzo cieniutka linia. Autorce udało się pokazać, jak wypracowane u kogoś zaufanie może się okazać orężem, bo wróg nie zawsze czai się na zewnątrz.
„Złoty spadochron” jest debiutem, który na mnie wywarł duże wrażenie, nie sposób nie docenić realizmu i wytworzonego psychologicznego napięcia, które do takiej scenerii pasuje znacznie lepiej niż tania sensacja. Niedostępny świat służb intryguje, a panującą w całej historii niepewność tylko wciąga bardziej w tę opowieść. Właśnie takie książki, które czerpią z własnych doświadczeń, chce się czytać.
Coraz częściej łapię się na tym, że sięgam po książki autorów, których wcześniej zupełnie nie znałem. Czasem przyciąga mnie okładka, czasem opis, a czasem sama postać autora. W tym przypadku zadziałała właśnie ta trzecia opcja: na okładce czytamy bowiem „debiutancki thriller byłej oficer polskiego kontrwywiadu”. Trudno przejść obok takiej zapowiedzi obojętnie. Pytanie tylko jaki ma to wpływ na samą powieść?
„Złoty spadochron” to określenie oznaczające „kwotę pieniężną lub inną korzyść gwarantowaną osobom zatrudnionym na wysokich stanowiskach w sytuacji, gdy je utracą”. Takie wyjaśnienie tytułu znajdziemy na wewnętrznej stronie skrzydełka okładki. W trakcie lektury pojęcie to pojawia się dość późno, jednak szybko okazuje się, że stanowi swoiste spoiwo całej fabuły.
Historia zaczyna się bardzo intrygująco. Poznajemy kobietę, która nie radzi sobie z życiem, ponieważ kiedyś została uwikłana w wielką grę, grę która na zawsze odmieniła jej los i której konsekwencje musi ponosić do dziś. Z jakiegoś powodu przeszłość zaczyna wracać, a jej osobą ponownie interesują się ludzie ze służb. W tle pojawia się historia sprzed lat, do której korzeni powrót może okazać się dla wielu osób wyjątkowo bolesny.
To bardzo dobra książka. Pokazuje mechanizmy działania służb, kulisy załatwiania prywatnych interesów oraz to, jak łatwo wykorzystać ludzkie słabości. Momentami miałem wręcz wrażenie, że czytam reportaż, a nie powieść, której fabuła jest przecież wytworem wyobraźni. A to chyba najlepszy możliwy komplement. Serdecznie polecam - jeśli lubicie takie klimaty, z pewnością nie będziecie zawiedzeni.
Wiecie jak bardzo lubię czytać debiuty. Tym razem sięgnęłam po gatunek inny niż zazwyczaj. Thriller psychologiczny. Nie lubię się bać, ale @zaczytane_piegi zapewniła mnie, że nie ma tu krwi ani flaków, a jest super intryga. Wierzę jej. Przeczytałam… i wciąż zbieram szczękę z podłogi.. jakie to jest dobre!
Ewa ma w życiu pod górkę. Sytuacja zmusiła ją do zajęć, których nigdy by się nie podjęła. Przypadkowo trafia na zwłoki w śmietniku. Niestety zna denata, choć pod innym imieniem, niż to w jego dokumentach. Nie chce mieć nic wspólnego ze znaleziskiem, bo i bez tego ma dość problemów. Jednak nie wie, że to dopiero początek jej kłopotów, a ktoś się bardzo postarał, żeby ją uwikłać w tę sprawę. Każdy kolejny krok pogarsza jej sytuację. Kto stoi za tym wszystkim? Jak bardzo podpadła, że komuś zależy by ją pogrążyć? Manipulacje, kłamstwa, operacje służb specjalnych. Akcja toczy się jak szalona, nagłe zwroty co kilka stron wprowadzają zamieszanie. Przyznaję, że dwa razy się pogubiłam 😊To jest książka nieodkładalna! Autorka wciąga czytelnika w sieć intryg i możesz się starać rozwiązać tę zagadkę, ale do końca nie ma pewności, kto w tej historii jest dobry a kto zły. Dodatkowy smaczek to historyczne wątki inspirowane jedną z największych afer PRL-u – operacją „Żelazo”. Pani Katarzyna wplotła w akcję swoje doświadczenie zawodowe, dzięki czemu ta historia jest bardziej wiarygodna. Jeśli to jest debiut, to ja się boję co będzie dalej. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki. Pani Katarzyno, dołączam do fanklubu! Bardzo polecam Wam tę książkę.