Już w starożytności pojawiła się intuicja, że typy relacji między ludźmi da się powiązać z określonymi systemami rządów. Demokracji w jej idealnej formie odpowiadałyby dobrowolne relacje przyjacielskie, a tyranii – te oparte na pokrewieństwie, a więc przymusowe. Geoffroy de Lagasnerie rozwija tę myśl w formie radykalnego eseju, w którym zastanawia się nad rolą przyjaźni w życiu jednostki i politycznymi konsekwencjami jej praktykowania. Czy dzięki przyjaźni można się wymknąć opresjom świata społecznego, począwszy od jego ograniczających schematów, a skończywszy na narzuconym pragnieniu zewnętrznego uznania? Jakie miejsce przyjaźń zajmuje w społeczeństwach, które jej kosztem promują konserwatywny wzorzec rodziny? Czy przyjaźń może stanowić źródło alternatywnego porządku politycznego?
Punktem wyjścia do tych rozważań jest dla autora jego własne doświadczenie – przyjacielska relacja z Didierem Eribonem i Édouardem Louisem. Filozof nie zatrzymuje się jednak w pół kroku – z prywatnej opowieści czyni manifest polityczny, w którym upomina się o lepsze, sprawiedliwsze jutro
ця книжка — прекрасний доказ того, що можна бути начитаною людиною, знавцем численних слів і вільнодумним інтелектуалом, але не розуміти, навіщо суспільству діти. можна писати апологію дружби як можливості вийти за межі владних відносин, але не помічати владної напруги у власній дружбі. можна вправлятися у критиці суспільних структур, та не відстрелювати, чому суспільство привілеює певні з них.
(і не можу позбутися враження, що весь цей текст вкритий легеньким таким нальотом мізогінії).
Relacja łącząca trójkę bohaterów tego eseju jest tak odmienna od klasycznych przyjaźni, że sama w sobie staje się eksperymentem społecznym. Z drugiej strony anegdoty dotyczące stylu życia, które stanowią punkt wyjścia do snucia ogólnych teorii rażą, trącą takim zanurzeniem w burżuazyjny świat, w którym czas, przestrzeń i swoboda wyboru nie są ograniczone nawet finansowymi decyzjami.
Zakwestionowane zostają tutaj zastane modele życiowe: poranny rytm dnia podporządkowany dzieciom, struktura społeczeństwa zbudowana wokół rodziny. Tyle że ta wizja pomija fakt, iż społeczeństwo trwa dzięki reprodukcji i opiece nad potomstwem. To napięcie między biologiczną koniecznością a kulturową wolnością nie jest rozwiązane.
Opisany projekt przyjaźni, jak wspomniałem, ma coś z progresywnej utopii, choć nie brak w tym echa antycznych szkół filozoficznych (mistrz i uczniowie), czy modelu wychowania żołnierzy w Sparcie - budowanie więzi emocjonalnej między mężczyznami wspierającej gotowość do jedności i poświęcenia. Są w tym też przejawy klasizmu: dzięki temu jak żyjemy, mamy czas na książki, rozmowy, w przeciwieństwie do tych z was, pogrążonych w prozie życia. Przyjaźń zatem to nie relacja, a forma uprzywilejowania.
Autorzy proponują transgresję - wyjście poza dotychczasowe schematy. W skali mikro może to działa, ale w skali makro to dystopia.
Książka sprawia wrażenie zamknięcia w bańce - odpowiedzi na opresję świata, który wykazał się nietolerancją wobec ich stylu życia, a przyjaźń jest tu tylko eufemizmem, który ma “oswajać” ich wybory. Egzystencjalne dylematy i aspiracje mogą być czytane jako ślepy zaułek rozwoju cywilizacji, ale też są mimowolnie diagnozą, w mojej opinii niekorzystną, elit intelektualnych - pewnego sposobu myślenia o wolności, relacji, społeczeństwie.
Na koniec zostaję z pytaniem: czy to dobrze czy źle, że wciąż jesteśmy gdzie indziej w zestawieniu z tak progresywną mentalnie i kulturowo ramą relacji społecznych?